Dodaj do ulubionych

Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- samemu ?

12.02.06, 13:28
Piję w wekendy, czasem w niedzielę jak mam kaca czy dołek to walnę ze 2/3
piwa lub drinka. W tygodniu unikam picia jak ognia , ale zauważyłem że coraz
więcej piję nie kontroluję tego i na drugi dzień często nie pamiętam co było
w sobotę. Wiem że to już alkoholizm i umiem się do tego przyznać. Boję się że
wpadnę w jakiś cug i zacznę robić głupoty. Niestety z pewnych powodów
przynajmniej narazie nie mogę podjąć rzadnego leczenia. Przynajmniej przez
pół roku muszę sam sobie z tym jakoś poradzić.
Błagam pomóżcie jak przez te pół roku radzić sobie z tym aby nie chlać.
W sobotę mam straszną chęć na picie wódy, a w niedzielę wypijam ze 2/3 piwka.
W tygodniu nie piję. Może są jakieś leki bez recepty czy sposoby ?
Nie chcę pić pod kontrolą , chcę całkowicie przestać pić bo boję się że to
żle się skończy. A bawić się też umiem bez alkoholu.
Jestem strasznie uparty, paliłem wiele lat fajki i to dużo i sam
rzuciłem ,nie palę kilka lat. Miałem sporą nadwagę , uparłem się i teraz od
ponad dwóch lat trzymam linię. Tylko z gorzałą nie potrafię sobie pomóc.
Doradżcie / Niestety narazie lekarz odpada, przynajmniej przez pół roku.
Czego unikać ? O co zabiegać ? o co się starać ? ..............??????
Proszę pomóżcie !!
Obserwuj wątek
    • mxp4 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 12.02.06, 19:14
      Witam. Unikaj przedewszystkim, jak ognia kumpli od kielicha i od piwa i wogole
      miejsc i osob kojarzacych ci sie z alkoholem i piciem. Staraj sie miec zawsze
      jakies zajecie. Powodzenia!
      • karl Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 24.09.06, 03:50
        nie wierze w zaprzestanie picia w pojedynkę. Niestety picie jest czynnikiem
        wywołanym w psychice, z powodu róznych czynników, w tym często z powodów
        frustracji i braków jakie przeżywamy w życiu. Nie umiejąc sobie z tym poradzić
        sięga sie po rózne używki. Nie wierzę w zaprzestanie picia czy brania
        narkotyków bez psychoterapii wspomaganej często farmkakologicznie. W polsce
        istniej możliwość leczenia lekamii takimi jak nalorex , czyli naltrexone i
        lek rzeczywiście stosowany jest od 10 lat na zachodzie z dobrymi skutkami u
        osób z chorobą alkoholową. U nas głownie stosuje się w uzależnieniu od heroiny.
        Jest jeszcze niezarejestrowany, ale można go dostać w imporcie docelowym.
        Niedługo, podobno za miesiąc, bedzie dostępny w aptekach jego odpowiednik.
        Wiecej napiszę na stronach , w sekcji import docelowy

        www.superapteka.pl i www.importdocelowy.com
    • janulodz Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 12.02.06, 19:53
      29 stycznia 2003 roku podjąłem decyzję, że więcej się w życiu nie napiję i tak mnie to trzyma do dzisiaj.
      Może moja porada wyda Ci się złośliwa i ironiczna, ale:
      PO PROSTU NIE PIJ.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=31299067
      • jerzy30 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 12.02.06, 20:20
        jest to mozliwe ale bardzo trudne wręcz niemozliwe - poszukaj pomocy w AA
      • myszabrum Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 24.09.06, 11:25
        Hi hi. Podjąłeś tę decyzję, Janu, w moje urodziny :). Pozdro.
    • lukrecja181 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 12.02.06, 21:51
      Mój mąż nie pije prawie 8 lat a ja jestem z tego dumna.Podstawą jest przyznanie
      się do swojej bezsilności wobec alkocholu i mocne postanowienie trwania w
      abstynęcji.Wiele osób zaczelo się od niego odwracać ale ja byłam przy nim.Myślę
      że wsparcie kogoś bliskiego jest bardzo ważne w takich chwilach.W swojej
      abstynęcji wiele osiągnął.Życzę ci trwania w trzezwości.Pomoc psychologów duzo
      daje.trzymaj sie .
      • janulodz Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 13.02.06, 03:00
        Ja też bardzo dużo zawdzięczam swojej żonie. Ona przy mnie wytrwała i była moją podporą. Była również głównym powodem dla którego przestałem pić. Póżno sie o tym przekonałem i wyrządziłem jej dużo krzywd swoim pijaństwem, ale jest ze mną i mnie cały czas wspiera. Życzę Lukrecja Tobie i Twojemu mężowi dużo szczęścia.
        Jerzy Ty uparciuszku Ty furt swoje. A może i dobrze. Pozdrowionka
        • alkoholiczka5 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 13.02.06, 18:01
          Ja mogę ci tylko poradzić - ale to na receptę - cloranxen lub afobam. Po
          prostu, kiedy masz ochote nieodpartą, weź jedną z tabletek. Rób to bardzo
          rzadko, bo wpadniesz w drugie uzależnienie. Ja siebie otumaniam - po prostu,
          ale mimo wszystko mam terapię idywidualną. Nie musisz uczestniczyć od razu w
          grupie. Jeśli masz mozliwość, zastosuj (tez przepisuje lekarz, ale może to
          zrobic pielęgniarka znajoma lub w poradni) tzw. wlewy: magnez, sól
          fizjologiczna, glukoza. Dożylnie. Nic innego nie przychodzi mi na myśl.
          • kylly Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 13.02.06, 18:32
            no rada jest SUPER....cloranxen...afoban e tam strzel se od razu clona dwójkę
            albo relanium - też działa...alkoholiczka5 czy Twój terapeuta wie że "siedzisz"
            w lekach...jeśli wie i daga z Tobą to du...a nie terapeuta
            • jerzy30 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 13.02.06, 19:58
              może być jeszcze reladorm, nitrazepam, tabletki przeciwbólowe np. te od głowy -
              ale od razu cały listek - bo inaczej nie zadziala - tylko najpierw trzeba
              zamowic miejsce na cmentarzu
          • janulodz Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 13.02.06, 21:04
            Alkoholiczka5 to całe szczęście że Ci nic innego nie przychodzi na myśl. Jeżeli jednak Ci przyjdzie to otumań najpierw siebie, a nie nakłaniaj Lohokla do popełnienia samobójstwa, bo to jest karalne i Ci nawet twoja niepoczytalność nie pomoże.
            • niepolewam Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 14.02.06, 18:46
              Mam taki sam problem wręcz to samo jakbyś jaki klon był.Też soboty nadwaga
              fajki.Z tym sobie poradziłam a z wódą nie mogę.Ostatnie pijaństwo było w
              sylwestra.Dobrze szło do dziś.Obudził mnie sen że popiłam mam kaca cały dzień
              boli mnie głowa zawołałam koleżanke,wypiła kawe poszła ale jak była to bez
              przerwy myślałam żeby powiedzieć:wypijemy po piwku.Jakoś się udało ale jak
              długo mnie to będzie trzymać do jutra się niedam zaraz przyjdą domownicy to
              wytrzymam.Słyszałam że to tak łapie jak się przerwie.piszę ci o tym żebyś był
              na to przygotowany bo ja to dziś mam
    • grabkarz Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 07:03
      Sam nikt z picia nie wyjdzie. Byłem tu 2,3 miesiące temu pytałem- ale olali
      mnie. A teraz siedze o 7 rano z flaszką i ściemniam że jestem pożądnym panem z
      urzędu. Lipa niestety z tą wódą. Pozdr.
      • jerzy30 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 09:24
        grabkarz spoko - mnie proby samodzielnego wyjscia z uzaleznienia zabraly 5 lat -
        potem sobie odpuscilem i poszedlem do AA i na terapie.
        pamietaj grabkarz nie od razu Krakow zbudowano. ja tez z flaszka siedzialem o
        siódmewj rano na osiedlowej ławce - wyszedlem z domu na kacu by go zalac no i
        wypilem po drodze - nawet do domu nie dotarlem.
        tak wiec nie ty pierwszy i nie ostatni.
        • kylly Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 10:13
          hmmm no to mamy podobnie ;) mi zabrały te próby tak circa 9 lat...a flaszka o 7
          rano ?? tak późno ?? preferowałem początek dnia między 4 a 4.30 rano...tyle że
          co ja mogłem preferować...i raczej nie w domu nie na ławeczce a przed sklepem
      • e4ska Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 10:45
        "Sam nikt z picia nie wyjdzie".
        Mów za siebie.

        Ludzie "wychodzili" z picia na długo przed tym, zanim wymyślono AA i rozmaite
        terapie. Jesteś genetycznie wyposażony w instynkt samozachowawczy i on Ci bardzo
        głośno podpowiada, on wrzeszczy, że się zabijasz. Ale Ty chcesz, żeby głos
        instynktu przybrał postać dobrego terapeuty, żebyś pochlipał nad przesranym
        żywotem "porządnego pana z urzędu" - mam nadzieję, że nie skarbowego, bo nie
        miałabym niczego przeciw zbiorowemu zapiciu się zatrudnionych tam pań i panów:)

        Najgorzej wyjść z ciągu. Moja karygodna metoda, do której nikogo nie zachęcam,
        bo nie wiem, czy dalibyście radę, nie polegała na jednorazowym impulsie, miała
        dość długi przebieg. Wiedząc, że natychmiastowe odstawienie może być dla mnie
        zgubne, bo trucizna ma swoje prawa i temu zapobiec się nie da, przez pięć dni
        zmniejszałam dawkę. W poniedziałek wypiłam w odstępach czasu 2xdwieście (to było
        mało jak na moje ówczesne możliwości), w piątek na wieczór już tylko 15 gram, w
        sobotę wyrzuciłam prawie pełną butelkę do śmieci. Uniknęłam w ten sposób
        fizycznych dolegliwości trzeźwienia. I marzyłam o tym, pragnęłam, chciałam nigdy
        więcej się nie napić, nigdy, nie dziś przez dwadzieścia cztery godziny, ale po
        prostu nigdy!

        Dałam słowo moim najbliższym, że się zgłoszę do poradni, no to poszłam. Dzięki
        temu zyskałam dodatkową motywację: nigdy więcej nie napiję się, żeby tu nie
        wrócić. Chciałam się przede wszystkim dowiedzieć, jak to się dzieje, że ludzie
        znow zaczynaja pić. Zamiast tego paniusia z rybim spojrzeniem poinformowała
        mnie, że jak się zapiszę do grupy, to się dowiem o sobie całkiem nowych rzeczy.
        Itp. baaaardzo interesujące kwestie.

        Oni mi nawet nie powiedzieli, że istnieje coś takiego jak głód alkoholowy,
        który pojawia się niespodziewanie np. po kilku tygodniach czy miesiącach (w moim
        przypadku po trzech miesiącach)i trzeba być na to przygotowanym. Kiedy dopadł
        mnie głód, byłam zupełnie sama, nie wiedziałam, że to "normalne", ale...
        wytrzymałam, a na Internecie doczytałam się, o co w tym głodzie chodzi.

        Sama jestem stróżem swojej trzeźwości, a jest mi z trzeźwoscią tak dobrze,
        jakbym otrzymała drugie wspaniałe życie. Kiedy patrzę na półki z alkoholem, na
        te ceny, cieszę się, bo nie muszę wydawać ciężko zarobionej kasy na butelki,
        jestem zdrowa, dobrze sypiam, nie muszę kłamać ani chachmęcić, na imprezach
        pijackich odczuwam występną przyjemność patrząc, jak inni się uchlewają, jak
        zaczynają od jednego małego półlitra, a kończą na pięciu. Obserwacja ta
        zaspokaja chyba moje sadystyczne potrzeby duchowe, ponieważ świetnie się bawię.
        Nikomu nie nalewam, raczej powstrzymuję od picia, ale też nie marudzę. Cudza
        głupota jest śmieszna i tyle. Nie to co własna.

        Trzeba się zastanowić, po co się pije, co to daje, ILE SIE MARNUJE CZASU, ILE
        UCZUC, pieniędzy, energii, okazji do prawdziwych przyjemności, a nie do
        otumanienia i wizyt u wątpliwej jakości terapeutów. O AA nic nie napiszę, bom
        nie była i nie mam zamiaru, ale z tego, co tu widać, to porządni ludzie. Jesteś
        samotny, to się wybierz, tam sami równi w niedoli.

        Nie chcesz pić, spróbuj nie pić.
        To wszystko.
        • kylly Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 10:51
          hmmmm eska zostawię bez komentarza chwała Ci że nie pijesz...ale naprawdę
          nieczęsto spotyka się ludzi z aż tak rozbudowanym własnym EGO....
          • e4ska Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 11:39
            Rozumiem, Kylly, przykro mi, ja sama widzę, że posty mi wychodzą belferskie
            jakieś, jakbym chciała pouczać, a mam zamiar jedynie powiedzieć o swojej drodze.
            Forma nie ta czy co? Pokory nie mam, tej pokory, jak w AA ją z grubsza
            pojmujecie, fakt. Może też w poradni źle trafiłam? Spodziewałam się czegoś
            więcej ponad wyświechtane komunały, a przecie to jest tak, że ta nasza
            przypadłośc alkoholowa jest nudna i banalna w sobie, monotonna w przebiegu czy
            mechanizmach, całkiem bzdurna, to co by o niej ciekawego terapeuta miał powiedzieć?

            Co do mojego ego, to ono teraz mi się tak rozbudowało. Musiałam mocno się nad
            życiem zastanowić i trzeba mi siły, żeby jako tako pogodzić się z faktem, że
            strawiłam lata całe już nie na piciu, ale na usługiwaniu złym ludziom, czym im w
            efekcie więcej szkody przyniosłam niż pożytku, w klamstwie utwierdzając.

            Raczej mi ciężko, i dobrze, że się swoją trzeźwoscią pocieszam. Do tego nie mogę
            spokojnie czytać, że ktoś o siódmej zaczyna od flaszki, bo mi go strasznie
            szkoda, choć nie znam człowieka. W dodatku czekam, kiedy odezwie się jeden z
            tutaj bywających, bo może też w ciągu. Głupia sprawa, ale się tym martwię.

            Z wielkim szacunkiem dla Ciebie i całego AA
            Eska
            • kylly Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 12:36
              hmmmm i jak sama widzisz przypadłość jest nudna i banalna :)) nie będę prawił
              komunałów ale naprawdę jeśli chcesz samo wychodzenie z przypadłości może być
              interesujące o ile trafisz na odpowiednich ludzi...a nie tarfisz na nich nie
              zachodząc do AA...wiem próbowałem całe lata SAM SAM SAM...na dziś mogę
              stwierdzić że nie było warto...ludzie po prostu są mi potrzebni i to by było na
              tyle ;))
              • jerzy30 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 13:30
                osoba uzależniona to takie cuda wymyśla na AA czy na terapeutów że nawet Mrożek
                przy tych cudach wysiada. tak to jest - terapeuta do dupy, nie zna sie, co on
                tam może wiedzieć, głupi jest, mądrzy sie, ja i tak wiem swoje. ten repertuar
                można ciagnąć w nieskończoność. Podobnie mozna sie leczyć samemu na inne
                choroby - grypę, żółtaczkę, AIDS, robić sobie samemu zastrzyki a nawet
                operacje. jednak nikt tego sam nie robi a po prostu idzie do lekarza czy do
                szpitala. W uzależnieniach ????? - "nie warto iść do specjalisty" - "wylecze
                sie sam" - a tak naprawde jest to strach że taki terapeuta albo ktoś na
                spotkaniu AA powie prawdę o uzależnieniu. I wtedy sie dowiem ze jestem
                uzależniony i do kmońca życia nie będę mógł wypić nawet kropli. To bzdura. Są
                przypadki niepicia bez niczyjej pomocy - ale jest to jeden na milion - a
                ponadto życie samoleczącego sieę jest pasmem udręki i samotnej walki z głodem
                alkoholowym. Po to wymyślono AA - by nie być samotnym w tej walce.
                Przed AA było w Polsce Towarzystwo przeciwalkoholowe i to dużo przed [nazwy nie
                pamiętam] - ale byliśmy pierwsi na świecie. Już wtedy podjęto próby leczenia
                tej choroby.
                Kylly - trzeba chyba o tym mówić z uporem maniaka - tak jak do mnie mówiono 6
                lat - "Nie lecz sie sam bo to jest do dupy" W kmońcu dla świetego spokoju
                poszedlem do tych nawiedzonych z AA. Pomogli, o dziwo pomogli.
                • e4ska Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 13:56
                  "tak to jest - terapeuta do dupy, nie zna sie, co on
                  > tam może wiedzieć, głupi jest, mądrzy sie".

                  Wszystko święta prawda. Idzie taki alkoholik jeden z drugim do poradni, wzrok
                  dziki, suknia plugawa, patrzy, a terapeuta też głupi. To od razu czuje się
                  weselej nieboraczek, tj. alkoholik, (nie zaś spracowany poświęcacz terapeuta),
                  że oto miał siebie za najgłupszą, najpodlejszą istotę we wszechświecie, a
                  patrzta państwo, znalazł kogoś niżej w hierarchii bytów.
                  I jak tu ma nie narastać potworne ego, no jak?

                  Z pozdrówkiem abstynenckim
                  Eska
                  • kylly Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 14:25
                    hmmmm ironicznie ale nieprawdziwie...znam mądrych ale i głupich
                    terapeutów...znam mądrych i głupich alkoholików...ale nawet najgłupszy
                    terapeuta zawsze będzie mądrzejszy od alkoholika który dopiero myśli o tym że
                    może jednak z jego piciem jest coś nie tak....
                    pozdr.
                    ps. znam naprawdę spracowanych poświęcaczy terapeutów i kpienie z nich jest co
                    najmniej niesmaczne....jeszcze raz - nie mam żadnego celu na namawianie
                    kogokolwiek do aa czy leczenia, każdy sam sobie układa życie i sam odpowiada co
                    gdzie i z kim robi...po prostu z własnego doświadczenia wiem że człowiekowi
                    potrzebny jest drugi człowiek...- polecam jeśli ktoś ma możliwość pooglądanie
                    wykładu Leszka Kaplera "Do czego są nam potrzebni inni ludzie" - pozwala
                    zweryfikować to SAM SAM SAM
                    • jerzy30 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 16:07
                      kylly - Ty do tego ["SAM, SAM, SAM" a tak naprawde że tak sie jednak nie da]
                      dochodzileś 7 lat ja 6 - są tacy niestety co do tego nie dojdą nigdy w życiu.
                      Ja swojego terapeutę też uważalem za "durnia" i "głupca" co się na niczym nie
                      zna. A on ten "dureń" rozszyfrował mnie "cwanego alkoholika" w 5 sekund!!!!!!.
                      Mnie się wydawało że to ja go "zażyję i zagonię w kąt". Było odwrotnie.
                      Jednym z takich moich poświęcaczy terapeutów był dla mnie właśnie Leszek
                      Kapler - miałem z nim PRO i inne spotkania terapeutyczne. Jemu zawdzięczam to
                      ze teraz pisze te literki a nie to ze wącham kwiatki od dołu.
                      Ja też nikogo nie namawiam na leczenie z AA czy z terapeutą tak jak nikogo nie
                      namawiam na picie czy na samoleczenie. Każdy ma swój wybór - żyjemy w wolnym
                      kraju [jak na razie].
                      Ale wiem że samemu jest trudno - ci co sami wychodzą to są to wyjątki - I nie
                      warto samemu - bo jak napisał Leszek kapler - potrzebny nam jest drugi człowiek
                      [nie tylko do flaszki] - np do wychodzenia z uzależnienia.
                  • rauchen Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 17:11
                    oczywiscie wg eski terapeuta powinien w pierwszym kontakcie z alkoholikiem, jak
                    to nazwala "zadowolic sadystyczne potrzeby duchowe" i cieszyc sie ze oto
                    nieboraczek sie trafil co ciagle chla, a on, terapeuta juz nie od kilku,
                    kilkunastu lat. I jeszcze powinien flaszke wyjac z szafy i nalac nieborakowi,
                    zeby "sadystyczne potrzeby duchowe" terapeuty byly zaspokojone.
                    I o zgrozo, jak taki terapeuta nie jest w stanie w ciagu godziny omowic
                    wszystkich faz uzaleznienia i omowic faze nawrotow w kazdym szczegole, zeby
                    eska dowiedziala sie ze po pewnym czasie niepicia moze powstac glod alkoholowy.
                    a jeszcze lepiej gdyby terapeuta wyglosil hamletowski monolog na temat "pic
                    albo nie pic, oto jest pytanie" jak to robi eska. Bo glupi terapeuta nie
                    domyslil sie w pierwszym momencie jak zobaczyl eske, ze akurat to nie jest
                    zwykly alkoholik, tylko eska!
                    • janulodz Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 18:01
                      Jerzy, Killy, Rauchen. Mam dla waszej wiedzy i doświadczenia dużo szacunku.
                      Z podziwem czytam Wasze niektóre wypowiedzi i wyciągam z nich dla siebie wnioski.
                      Sporo się od was nauczyłem i dowiedziałem. Jest tylko jedno ALE.
                      Czemu nie możecie przyjąć do wiadomości, że istnieją na świecie ludzie, którzy są w stanie POMÓC SOBIE SAMI!!!.Dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy próbujecie przekonac nas (biorę te wypowiedzi również do siebie ponieważ wyszedłem z kilkudziesiecioletniego ciągu sam), że jestesmy odmieńcami i na pewno przegramy. Uważam siebie i utwierdzają mnie w tym posty Eski, że jestem normalnie funkcjonującym człowiekiem. Nie mam tylko żadnej wewnętrznej potrzeby uczestniczenia w jakichkolwiek spotkaniach terapeutycznych i AA. Nie uważam terapeutów za idiotów. Oni po prostu pracują i chwała im za to. Tylko ja ich NIE POTRZEBUJĘ. Tak samo jak nie potrzebuję na dzień dzisiejszy onkologa, laryngologa, psychiatry, hydraulika, informatyka, czy innego specjalisty, bo akurat nic mi się nie zepsuło. Nie mam nic przeciwko Żydom, katolikom, komunistom i pedałom(a może cyklistom:} ). Mam tylko mieszane uczucia,kiedy ktoś chce mi wmówić, że białe jest czarne. Zaczynam mieć co do Was pewne podejrzenia, ale aż strach mi to powiedzieć. Serdeczne Was pozdrawiam, tylko już przestańcie. Z całym szacunkiem.
                      Janu
                      Aha... mnie się też często chce do człowieka. Ale nie musi to byc koniecznie AA
                      Mam prawdziwych przyjaciół, znajomych, a przede wszystkim RODZINĘ. No... może jeszcze to forum.
                      • rauchen Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 19:39
                        ja nie twierdze ze samemu nie da sie rady przestac pic.
                        Tylko ze ja nie chce brac odpowiedzialnosci za innych.
                        Jesli potrafia sobie pomoc sami, to niech pomoga i przestana pic.
                        Jesli nie potrafia sami, niech ida tam gdzie sa ludzie gotowi zeby im pomoc.
                        Nie podoba mi sie eskowe obrazanie terapeutow i meetingow AA, bo to jest
                        pomniejszanie wartosci tego, co robia i co udalo im sie osiagnac.
                        Bo nie ma lepszych i gorszych alkoholikow - sa tylko rozni alkoholicy.




                      • jerzy30 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.02.06, 19:58
                        janu - przeciez ja stale pisze ze sa takie przypadki samodzielnego wyjscia z
                        koszmaru picia i z uzaleznienia - takim przykladem jestes np. Ty [fakt ze to
                        Twoje wieloletnie picie to musialo Ci zdrowo dopieprzyc skoro masz tyle sil by
                        wyjsc samemu] - i wcale Ci nic nie ujmuję - ja tylko pisze ze sa to bardzo
                        rzadkie przypadki i ze samemu jest bardzo trudno - bo jak np. przyjdzie na
                        czleka alkoholowa chcica - to ja lece na mitymg i tam sie spowiadam ze mi
                        ciezko i ze mi sie chce chlac - osoby samodzielnie wychodzace z koszmaru
                        uzaleznienia nie maja gdzie sie w zasadzie udac - dlatego wciaz powtarzam ze w
                        kupie jest latwiej. A Tobie zycze wszystkiego najlepszego - a pozatym sam z
                        tego piekla nie wychodzisz bo chociazby wpadasz na to nasze forum i masz czas
                        na wypowiedzi - jest to forma zbiorowej terapii - internetowej - czyli zatem
                        nie jestes sam. Pozdrawiam. ja nikogo nie namiawiam - ja tylko mowie jak jest
                        latwiej, Powtarzam - sa takie przypadki - znam kikla takich osob - np. moj brat
                        cioteczny. Osobiscie teraz na mityngi AA tez chodze bardzo rzadko - ide juz jak
                        mnie przypili maksymalnie. Mialem przerwe w chodzeniu na mityngi trzy lata.
                        Potem pochodzilem pol roku i znowu nie bylem juz prawie 8 miesiecy. Ale nie
                        przestane powtarzac ze w kupie i z AA czy z terapia jest latwiej. To moj 12-ty
                        krok [to z zasad AA] Nieść posłanie alkoholikowi który wciąż jeszcze cierpi.
                    • e4ska Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 16.02.06, 00:53
                      Rauchen, po raz kolejny przypisujesz mi przekonania, które nie przyszłyby mi do
                      głowy.

                      Nie pisałam o potrzebach tarapeuty, bo nic o nim nie wiem.
                      Było więcej niż jedno spotkanie. O fazach uzależnienia czytałam.
                      Nie monologuję: pić albo nie pić. Idąc do poradni wiedziałam doskonale: nie pić.
                      I już "nie chlałam ciągle". Poszłam tam ze zmniejszoną do minimum dawką
                      alkoholu. Obyło się bez detoksu, w sposób, o jakim pisałam. Wcześniej też tak
                      wychodziłam z ciągów, zmniejszając powoli klinowanie, tyle że wciąż zaczynałam
                      od nowa, po paru miesiącach, później tygodniach. Typowe.

                      Nigdy nie liczyłam na specjalne traktowanie. Nie mam na czole wypisane: eska.
                      Nie wiem, czy terapeuta kiedykolwiek pił lub pije. Nie pytałam, to nie moja
                      sprawa. Wspomniałam kiedyś: nie rozumieliśmy się.

                      Kylly, nie kpię sobie z zasłużonych poświęcaczy, ale z fałszywego etosu
                      zawodowego, który nakazuje w rozmowach z pacjentem podkreślać konieczność
                      poświęcania.

                      Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że wizyty w poradni były dla mnie ciężkim
                      przeżyciem. Został mi po nich niesmak. Wiem, że są dwie strony takiej relacji,
                      ale wydaje mi się, że mnie, w niczym nie zorientowanej, trzeba było wiedzy, a
                      nie jakichś aluzji. Zresztą mam dość zimny sposób rozumowania.

                      Wydaje mi się, że niektórym ludziom terapia w obecnym kształcie nie odpowiada.
                      Podobnie jak tłumaczenie, że dla terapii trzeba np. rzucić pracę.

                      Ludziom szukającym pomocy tutaj czy na innych witrynach należy udzielać
                      informacji tak, jak Wy to robicie. Zdaję sobie sprawę, że jestem ... hm,
                      "oryginalna", ze wszystkimi negatywnymi odniesieniami tego słowa. Wiem to nie od
                      Rauchen czy Jerzego, ale od moich znajomych. Bycie odmieńcem dużo mnie nauczyło,
                      przede wszystkim jednego: licz na siebie. Co nie znaczy: nie mam przyjaciół. Mam.

                      Natomiast w tej chwili najważniejsze jest, aby osoby piszące w tym wątku, które
                      nie mogą sobie poradzić z piciem, zdecydowały jak najszybciej: AA, terapia czy
                      samodzielna karkołomność. Gdybym była w potrzebie, poszłabym do AA. Zresztą nie
                      piję dopiero dziesięć miesięcy. Podobno, jak mi powiedziano na terapii,
                      graniczne są dwa lata, a bać się trzeba na zawsze.

                      Wolałabym zachęcać opornych do terapii i AA, bo nie ma w tej chwili żadnych
                      alternatywnych form dla leczenia tych najbardziej poszkodowanych. Ci, co będą
                      chcieli wyjść w inny sposób, muszą sami znaleźć własną drogę.

                      Pozdrawiam.

                      Janu, jesteś b. miły :)
                      • kylly Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 16.02.06, 08:54
                        hmmm jerzy...to mieliśmy tego samego terapeutę...eska...nie alternatywy...są są
                        moje ulubione KUDZU ;)))...ewentualnie hipnoza, ewentualnie
                        komputerowe "wymazywanie" alkoholu (sic!!!!!) i sporo różnych "profesorów" z
                        niejakim Połykowskim (znany mi z innego forum - znawaca na zasadzie "krawaty
                        wiąże usuwam ciąże)...ja nikogo do niczego nie namawiam powtórzę raz
                        jeszcze "każdy sobie rzepkę skrobie" - chcesz sama - będziesz sama...chcesz z
                        innymi będziesz z innymi...jest oczywiście możliwość tak jak janu...że
                        poradzisz sobie i też dobrze...po prostu masz alternatywę...kiedyś powiedzmy
                        parę lat temu...na pierwszym mitingu - wrzuciłe wszystkich alkoholików do
                        jednego worka...i to był podstawowy błąd jaki zrobiłem...dziś wiem że tak
                        było...
                        pozdr...
                      • rauchen Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 16.02.06, 20:50
                        Ty to eska to taki troche pies ogrodnika: z jednej strony piszesz jak to ci sie
                        wspaniale samej udalo, bo terapeuci to oszolomy, a tu krok po kroku wychodzi ze
                        jednak cos tam bylo z ta terapia.
                        Wiesz, to ze ty szukasz powodow dla samej siebie, dlaczego nie chcesz terapii i
                        na nic ci to, nie znaczy wcale ze tak zupelnie nieskuteczna jest.
                        Zreszta pisalas troche wiecej tych powodow, takich jak oryginalnosc twojej
                        osoby, terapeuta-oszolom, na ktorego trafilas, co ostatecznie nazwalas
                        niezmoznoscia sie porozumienia, niechec do prania brudow z przeszlosci
                        wlasnej, dodatkowo nie poslalabys nikogo ze swoich bliskich na terapie bo
                        jeszcze by im sie "wymsklo" niepoprawnego na temat twojej osoby - a ty pewnie
                        bez skazy -, no i oczywiscie najwazniejsze, to nie obciazanie kieszeni
                        podatnika swoja terapia - chociaz w sumie pijac alkohol jakis tam procent
                        panstwo sobie pobieralo na twoje pozniejsze leczenie w postaci akcyzy, wiec co
                        za problem.
                        Co do rozczarowania sie tym, ze terapeuta "sprzedawal" ci za malo wiedzy, to
                        wiesz, moze pomylilas terapie z wykladami naukowymi na temat alkoholizmu.
                        Wystarczajaco wiedzy na temat alkoholizmu mozna zdobyc samemu, sa ksiazki, jest
                        internet, ostatecznie mozna skonczyc psychologie kliniczna, tylko ci powiem tak
                        w sekrecie, ze czasami ta wiedza moze bardzo utrudnic terapie. Terapeuci
                        zreszta sami podkreslaja ze nie sa w stanie pomoc osobie ktora jest
                        inteligentniejsza od terapeuty, czyli pewnie podobnie jesli osoba ktora sie
                        poddaje terapii za duzo wie. Wiec moze to jest w jakis sposob celowe ze
                        terapeuta sprzedal ci za malo wiedzy, aby po prostu nie szkodzic tobie. I wiec
                        moze tu zaczyna sie problem nazwania terapeuty glupkiem, ktory za malo wie.

                        Co do sposobu wychodzenia z ciagu, takiego domowego, to dla wlasnego
                        bezpieczenstwa, zeby nie miec nikogo pozniej na sumieniu, nie proponuj tego
                        nikomu. Zrobilas to wlasnym sposobem i na wlasna odpowiedzialnosc, zapewne
                        wiedzac ze moze sie to zle skonczyc - ktos inny, kogo nie znasz moze sie
                        zwyczajnie przekrecic wychodzac samemu, ewentualnie "leczac" sie klinami,
                        wpadac ciagle w kolejne ciagi, a to tez moze sie w ktoryms momencie skonczyc
                        miejscem na cmentarzu.
                        Od DETOXU jest szpital.
                        Na pocieszenie moge ci tylko napisac ze ja nigdy nie bylam w szpitalu na
                        detoxie, sama wychodzilam, ale to jeszcze o niczym nie swiadczy, ze jest to
                        sposob do promowania. Zreszta uwazam ze dla osob ktore jeszcze za malo maja
                        checi do zauwazenia problemu swojego alkoholizmu, to moze byc dosc istotna
                        terapia szokowa, taki pobyt w szpitalu na detoxie, zwlaszcza jak przy okazji
                        lekarze zrobia badania i przedstawia liste uszkodzonych organow przez nadmierne
                        picie.

                        Tak ze eska, na razie najrosadniejszym wg mnie rozwiazaniem, gdy ktos pyta co
                        zrobic bo ma problem z alkoholem jest wysylanie na te oklepane juz w
                        nieskonczonosc osrodki leczenia uzaleznien i meetingi AA.
                        Na ile skuteczne - pewnie na tyle na ile ktos jest w stanie dac siebie zeby
                        sobie pomoc. Krytykowanie jest dosc proste, mozna zaczac od terapeuty o
                        wygladzie idioty, i konczac na brzydkim kolorze scian w gabinecie, ktore wrecz
                        uniemozliwiaja wg pacjenta terapie w kazdym punkcie. Wszystko wlasciwie co sie
                        chce, oby tylko nie zobaczyc jaki burdel ma sie we wlasnej psychice, poglebiony
                        przez alkohol.
                        I ci najbardziej poszkodowani, do ktorych nie przemawiaja te dwie formy pomocy,
                        to pewnie ci ktorzy zwyczajnie nie sa w stanie ujarzmic swego przerosnietego Ja.
                        Nie wiem, moze w takim razie w stosunku do takich osob powinno sie stosowac
                        lobotomie, jako alternatywna metode leczenia.



                        • janulodz Tak, mnie się udało. Janulodz 16.02.06, 23:33
                          Przykro mi to powiedzieć, ale to juz zaczyna być po prostu żałosne.
                          Czy Wy szanowni zwolennicy AA i grupowych terapii aby nie jesteście zaprogramowani przez waszych bogów terapeutów. Nasuwa mi się od dawna jedno słowo, którego przez niechęć do wsadzania kija w mrowisko nie chciałem użyc a mianowicie: "Sekta". Cały czas mówicie o braciach alkoholikach, o przyjaźni z innymi uzależnionymi , wspólnocie, miejscu zebrań, a waszych terapeutów traktujecie jak guru. Nie dajecie nikomu wyboru. Uważacie się za jedynych słusznie wychodzących z uzależnienia, a innych odsądzacie od czci i wiary. Kiwacie z politowaniem głowami nad "odmieńcami" w duchu myśląc - na pewno wam się nie uda. Bo tak nam mówili na terapii.
                          Rauchen to co Ty wypisujesz, żeby tylko dokopać Esce to już jest po prostu horror. Co ty jej chcesz mózg kroić?. To może już lepiej eutanazja. Albo z wielkiej litości tylko ubezwłasnowolnienie.
                          Szczytem pokrętnej ideologii jest ten fragment:
                          "Terapeuci reszta sami podkreslaja ze nie sa w stanie pomoc osobie ktora jest
                          inteligentniejsza od terapeuty, czyli pewnie podobnie jesli osoba ktora sie
                          poddaje terapii za duzo wie. Wiec moze to jest w jakis sposob celowe ze
                          terapeuta sprzedal ci za malo wiedzy, aby po prostu nie szkodzic tobie. I wiec
                          moze tu zaczyna sie problem nazwania terapeuty glupkiem, ktory za malo wie."
                          -No pewnie, że guru musi być mądrzejszy od owieczki. Sytuacja odwrotana nie mieści się w schematach.
                          A propos wychodzenia z potężnych ciągów. Miałem to samo, co opisuje Eska. Nigdy nie byłem na żadnym odtruciu, a leczyłem się identycznie. Nagłe odstawienie powodowało u mnie drżenie całego ciała, zlewne poty, kołatanie serca,utraty świadomości, że o bezsenności i myśli samobójczych nie wspominając. Wtedy po prostu też dawkowałem sobie coraz mniejsze porcje alkoholu. Powoli sam sie odtruwałem. W skrajnych przypadkach udawałem się do lekarzy, a oni o dziwo nigdy mi nie powiedzieli "przestań pić, albo "zacznij leczyć swój alkoholizm". Dostawałem leki, często nie pytany zwolnienie z pracy i uspokojony waliłem następne piwko.
                          Może jednak trochę wiecej tolerancji i wzajemnego zrozumienia.
                          Myślę, że to forum jest po to, by wymieniać poglądy, a nie na siłę je narzucać.
                          • kylly Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 08:33
                            hmmmm ani guru ani wyznawcy...a i nie czuję się jak piszesz "żałośnie" a już
                            żałosne jest powiedzenie o Bogach terapeutach...powiem jedno....mam wrażenie że
                            próbujesz na siłę udowodnić tezę że samemu można...tyle że jej nie trzeba
                            udowadniać...trzeba sobie zadać inne pytanie "po co" - chcesz udowodnić że
                            jesteś jaki ? lepszy ?? że nie zniżyłeś się do spotkań z alkoholikami czy też
                            mitingów ?? że masz pijących normalnie (co uznać za picie normalnie ?))
                            znajomych ?? a nie tych "oszołomów" z aa ??
                            i z uporem maniaka będę powtarzał znam osoby kóre nie piły lat 10 i więcej -
                            same z siebie...i stało się coś że znowu zaczęły pić...tylko nie bardzo
                            wiedziały do kogo zwrócić się po pomoc...i w tym chyba jest cała różnica...
                            pozdr
                          • rauchen Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 09:08
                            wydaje mi sie janu, ze sie unosisz za bardzo.
                            Oczekujesz wymiany pogladow i zrozumienia, a sam okreslasz AA mianem sekty - od
                            dosc dawna zreszta, bo wydaje mi sie ze juz raz uzyles tego okreslenia w
                            stosunku do AA.
                            Na meetingu poza tym nie spotkalam dotad terapeuty, a przychodnia do ktorej
                            chodze na spotkania z psychologiem nie ma nic wspolnego z AA. Nawet nie
                            proponuja. Moj wybor.
                            To co napisalam powyzej nie bylo odezwa z AA, nie bylo pisane pod dyktanto
                            teraputy, bylo wylacznie moje. Dlaczego wiec podnosisz larum w stosunku do AA
                            wyzywajac je od sekt?
                            To juz nie jest wymiana pogladow tylko dosc dobitne okreslenie dajace wyraz
                            temu, co o AA sadzisz.

                            Esce nic nie chce kroic, tylko dodalam do gamy metod leczenia uzaleznienia
                            jedna z mozliwych metod alternatywnych.

                            Co do, jak to nazwales szczytu ideologii, to niestety chyba nie zrozumiales o
                            co tam chodzi. Chyba zdajesz sobie sprawe z tego, ze ani inteligencja ani
                            wiedza nie sa wartosciami ktore mozna obnizyc do poziomu "owieczki" przez
                            terapeute, dla potrzeb terapii, no chyba ze faktycznie przez lobotomie.
                            Terapeucie tez nagle poziom wiedzy ani inteligencji nie wzrosnie, jesli trafi
                            sie mu ktos kto jest od niego inteligentniejszy, mimo ze alkoholik.
                            Po prostu tylko czasami nie warto od razu wyrabiac sobie opinii o terapeucie
                            jako o oszolomie, tylko albo poszukac lepszego, albo zastanowic czy to wlasne
                            Ja nie przeszkadza w terapii, i probowac tu szukac rozwiazania.
                            Zreszta podobnie jest z AA - bo grupe tworza ludzie, i jesli grupe tworza
                            ludzie ktorzy wola bardzo dewotyczne
                            podejscie do programu AA, ktore mi nie odpowiada, to moze znalesc taka grupe,
                            gdzie np czesc teoretyczna spotkania to 15 minut czytania literatury AA, a
                            reszta czasu to gra w billarda - slyszalam o takiej - i jesli spelnia ona tylko
                            to, czego alkoholik szuka, czyli wsparcia i trwanie w trzezwosci - to czemu by
                            zaraz krzyczec ze to banda oszolomow bo troche za bardzo "odstaja".
                            poza tym to tez nie jest tak, ze kazdy alkoholik jak juz wejdzie do AA, to do
                            smierci bedzie musial tam chodzic, bo inaczej znow zapije. Sa tacy ktorym
                            wystarczylo 90 spotkan w 90 dni, a potem polecieli sami w trzezwosc bez
                            koniecznosci wracania co tydzien.

                            Wiekszosc teorii na nie w stosunku do AA to ja znam z autopsji, bo tez mialam
                            powazne watpliwosci. I te dziwne kroki, i te dziwne sily wyzsze, nie
                            wspominajac juz o nazywaniu ich bogiem, i ci zmarnowani zyciem trzezwi
                            alkoholicy z AA, ktorych bardzo dlugo wyobrazeniem byli tacy przegrani ludzie
                            ze smutna szara twarza, mowiacy tak, jakby juz w zyciu czekala na nich tylko
                            smierc, a te kilkanascie lat trzezwosci nie spowodowalo u nich ani jednego
                            usmiechu, bo Bog im pewnie nie pozwala jako pokuta za lata przepite.
                            I co?? Poszlam pierwszy raz i sie rozczarowalam do tego stopnia, pozytywnie, ze
                            gdyby nie to ze zdaje sobie sprawe ze na pewne rzeczy takie jak AA
                            potrzebowalam po prostu dojrzec, to teraz powinnam siedziec i pluc sobie w
                            twarz, ze przez ten osli upor, nie poszlam wczesniej.

                            Poza tym sam piszesz jak istotne dla twojego trzezwienia bylo wsparcie rodziny.
                            Tylko musisz liczyc sie z tym, ze nie kazdy moze na takie wsparcie liczyc. Czy
                            tym tez odetniesz dostep do trzezwienia, bo AA to sekta, a terapeuci
                            manipulatorzy?

                            Kolejna sprawa - wyszukiwanie istotnych informacji - nie kazdy ma taka
                            zdolnosc, nie mowiac o tym ze wielu alkoholikom - czasami mam wrazenie ze
                            wlasnie to bylo pierwszym moim krokiem do szukania inforamcji na temat
                            alkoholizmu - bylo nie przestac pic, tylko pic normalnie. Pewnie w ten sam
                            sposob korzystajac z literatury traktujacej o alkoholizmie zbudowac bardzo
                            trwale fundamenty do dalszego picia - wybiorczo szukac tekstow, lub czytane
                            teksty przerabiac wspak, tak zeby potwierdzaly, ze to nie mnie alkoholizm
                            dotyczy, bo tu i tam ja sie nie kwalifikuje; albo ze nie moge do aa bo tam bog,
                            a ja niewierzaca; albo nie moge na terapie, bo mi koliduje z praca - a tu taka
                            frajda sie trafila do zarobienia.

                            Dlatego jesli janu chcesz mowic o plaszczyznie porozumienia pomiedzy
                            samoozdrowiencami, AA-owcami i tych od terapeutow, to przede wszystkim zaloz,
                            ze ty tez powinienes dac cos z siebie, a nie to AA-wcy powinni wedle ciebie
                            postepowac tak, jak to wynika z zalecen AAowskich, czyli po przyjacielsku i ze
                            zrozumieniem, i ze ty mozesz wyzwac Aa od czasu od sekt, bo ty ten kodeks sam
                            tworzysz, i mozesz go korygowac w zalenosci od okolicznosci.

                            I jeszcze jedno jesli chodzi o wychodzenie z ciagu - samemu - otoz, ja nie mam
                            odwagi nazwac takiego wychodzenia sposobem, nie mam odwagi nazwac tego odwaga,
                            wrecz przeciwnie - dla mnie to jest tchorzostwo przed zgloszeniem sie do
                            szpitala na detox - bo nie daj boze ludzie mnie zobacza w taaaakim stanie.
                            I co najwazniejsze, dla mnie takie wychodzenie to po prostu kupa SZCZESCIA po
                            raz kolejny. Tym ktorym sie ten ostatni raz nie udal, raczej nie odwioda cie
                            tutaj od takich metod, bo pewnie nie maja juz takich mozliwosci - bo zwyczajnie
                            im sie nie udalo, mysli samobojcze zamienili na fakty skaczac z okna lub topiac
                            sie w wannie, lub tez ruszajac po kolejnego klina do sklepu na kaca, nie
                            doszli. Zamiast dzwonic po pogotowie (co innego ze nie zawsze to pogotowie chce
                            przyjechac).

                            a co do lekarzy ktorzy nie wysylaja skacowanych pacjentow na terapie i
                            skonczenia z piciem, tylko wypisujacy zwolnienia lub tabletki uspokajajace, to
                            niestety, jest taka smutna prawda, ze problem alkoholowy znaja przede wszystkim
                            tylko i wylacznie dwie grupy osob: sami alkoholicy oraz specjalisci od
                            uzaleznien. Reszta to tyle ile chce wiedziec lub wierzyc jak to z tym bywa.
                            Zreszta zapewne nie raz zdarzylo ci sie przeczytac o pijanym lekarzu na
                            dyzurze, lub, co mi sie zdarzylo przeczytac, o lekarzu alkoholiku ktory mial
                            swoja metode wychodzenia z ciagu - ot, podlaczyl sobie kroplowke od czasu do
                            czasu i dalej pil.

                            tak ze tak to mniej wiecej wyglada wg mnie

                            pzdr

                          • e4ska Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 10:47
                            Tu by trzeba dłużej napisać, ale chyba w odcinkach:)

                            Wyprostuję tylko parę rzeczy.

                            Terapeuty, z którym rozmawiałam, nie oskarżyłam nigdzie o oszołomstwo czy
                            głupotę. To jest miły, inteligentny człowiek. Że do mnie nie trafił, no cóż.
                            Byłam jak ściana... a zrąb tak gładki, że nigdzie ni wścibić paznokcia... Nie
                            miał sposobu na ścianę, a może mu się zdawało, że miał? Może po prostu nie ma
                            sposobu na zręby? Sposobów nie ma, ale zręby istnieją. I nie muszą koniecznie pić.

                            Miotasz się, Rauchen, całkiem niepotrzebnie. Moje bluźnierstwo - mój grzech.
                            Żeby chociaż burza, gromy jakie, a tak bluźnierca siedzi zadowolony przy kompie
                            i pisze. W porządnych czasach za bluźnierstwa były porządne stosiki, a teraz to
                            nawet porządnej lobotomii takim nie robią, o tempora, o mores... Ale zapewniam
                            Cię, że nie tak dawno lobotomia byłaby wcale rozsądnym wyjściem z punktu
                            widzenia środowiska i szanownych lekarzy, którzy przecież zawsze lepiej wiedzą,
                            co pacjentowi do życia niezbędnie potrzebne.

                            Ponieważ nie wszystko, co złe, samoistnie zanika bez śladu, trzeba wiedzieć, że
                            wielu alkoholików nie dlatego rezygnuje z leczenia skazując się na smierć, bo
                            nie zdają sobie sprawy z choroby, są pyszałkami z przerośniętym ego, że wątpią w
                            wiedzę terapeutów, grupy aowskie lekceważą i wyśmiewają czy że przeszkadza im
                            wiara w Boga. Oni się boją. Czego? Czegoś, co chyba pozostaje poza zasięgiem
                            obowiązującej metody i sterapeutyzowanej gawiedzi.

                            Bardzo dobrze Rauchen, że nakłaniacie Ty i inni trzeźwi alkoholicy (trzeźwość
                            jest zawsze dobra i piękna) do podjęcia terapii, do uczestnictwa w AA. Jednak
                            pogarda dla "suchego alkoholika" to bzdet. Leczysz sobie swoje coś tam duchowe,
                            umniejszając innym. A to już bardzo brzydko, kochana Rauchen o maleńkim,
                            pokornym EGO.

                            PS. Miejmy nadzieję, że założyciele chwalebnego wątku zapomnieli się dziś napić.
                            Z samego wrażenia.
                            eska
                            • kylly Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 10:57
                              "Oni się boją. Czego? Czegoś, co chyba pozostaje poza zasięgiem
                              > obowiązującej metody i sterapeutyzowanej gawiedzi."

                              cały post zaprawiony ironią...cóż gdyby jeszcze problem był śmieszny moglibyśmy
                              się pośmiać razem....a jeśli wejdziemy głębiej boją się czego ?? jakieś
                              doświadczenia własne ?? - i określenie "gawiedź" mnie osobiście obraża...

                              • e4ska Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 11:26
                                Nie, Kylly, nie ironią. To nie ma być "do śmiechu". Tu chodzi, że tak
                                górnolotnie powiem, o moją ateistyczną, materialistyczną, anarchistyczną
                                koncepcję godności człowieka. Moją i Twoją też, żeby uściślić, chociaż Ty znasz
                                swoją wartość budowaną na Twoich zasadach, ale ja także muszę, Kylly, uznać tę
                                Twoją wartość na swoich zasadach.

                                No i widzisz, że tego się nijak na trzeźwo nie rozbierze, a skoro nie pijemy, to
                                całe to rozbieranie do kitu:)

                                Gawiedź to kartoteka w poradni np., gdzie ja też figuruję po wsze czasy. Się nie
                                obrażaj osobiście, ponieważ jako alkoholiczka mogę się kiedyś przydać Tobie,
                                alkoholikowi - tak podobno ktoś mądry powiedział, wiem od Janu i od Rauchen. Ale
                                gdyby z tym zapotrzebowaniem było inaczej, to trzeba by nam na udeptaną ziemię,
                                a ja, ostrzegam, jestem waleczną niewiastą:)))
                                Pozdrawiam.
                                eska
                                • kylly Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 11:55
                                  hmmm powiedziałbym że z chęcią na tę ziemię ;))) ale poważnie złoszczę się z
                                  jednego tylko powodu :))) - i Ty i Janu tak mi przypominacie moją skromną osobę
                                  sprzed paru laty...i myślę że niewarto popełniać moich błędów...czy jak je tam
                                  zwał...tym bardziej że moje "dno" było jednym z głębszych nie tylko na tym
                                  forum....
                                  pozdrówka
                                  • jerzy30 Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 12:27
                                    kylly i eska :)))))))))))))) - z najwieksza przyjemnoscia zostane Waszym
                                    sekundantem - ja wybieram broń, zgoda????
                                    A co do kylly to ja identycznie jak On zloszcze sie z tego samego powodui chce
                                    ulzyc innym cierpiacym - to taka moja niegrozna fobia i mania - ale koncze [nie
                                    namiawiam]. Najlepszego
                            • rauchen Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 19:33
                              Ale zapewniam
                              > Cię, że nie tak dawno lobotomia byłaby wcale rozsądnym wyjściem z punktu
                              > widzenia środowiska i szanownych lekarzy, którzy przecież zawsze lepiej
                              wiedzą,
                              > co pacjentowi do życia niezbędnie potrzebne.

                              Alez droga esko,
                              przeciez to ty narzekasz na zbyt mala ilosc alternatywnych metod leczenia
                              alkoholizmu, a janu krzyczy ze ci od terapii i AA nie daja wyboru, bo terapia i
                              AA, lub terapia lub AA, to za maly wybor.
                              Kylly i jerzy wymienili kilka innych alternatywnych metod, moze dodam jeszcze
                              egzorcyzmy w kosciele i juz tylko leciec i wybierac.
                              Co do lekarzy i lobotomi, to niestety, skoro alkoholik mial do wyboru albo
                              przestac pic samemu, albo szpital wariatow, to trudno mu bylo pomoc, jak jednak
                              nie udalo mu sie przestac. To lekarze kombinowali. Skoro alkoholik ktory juz
                              zwariowal i pozostawalo mu tylko straszenie w szpitalu i zuzywnie pradu na
                              wstrzasy i lodu na oklady, to moze i ta lobotomia byla wyjsciem - w pewnym
                              momencie nawet tania szybka i skuteczna.
                              AA powstala nie dzieki lekarzom, z pomoca lekarza, ale bez jego skalpela, a tez
                              takie ogromne glosy sprzeciwu budzi. Terapeuta to nie lekarz, a tez be.
                              Zreszta o czym najczesciej marzy alkoholik ktory pije i nie moze przestac?
                              O tabletce zeby sie wyleczyc z alkoholizmu. Niech nawet nie bedzie sprawdzona
                              na skutki uboczne - oby tylko wyleczyla z alkoholizmu.

                              A co do lekow, to niestety istnieje takie cos jak lek irracjonalny, a przyczyn
                              jego moze byc wiele, i niekoniecznie musza byc znane.
                              Moze byc przyczyna i skutkiem alkoholizmu.
                              Pobnie zreszta jak w momencie odstawienia alkoholu, pojawia sie taki lek, na
                              kacu. Tylko co sie dziwic, skoro oglupiale komorki mozgowe przez alkohol,
                              wracaja z zamroczenia, i same nie wiedza jak sie nazywaja?
                              Poza tym sam stan calego organizmu ktoremu zaczyna brakowac tak ukochanego
                              alkoholu daje niezle powody do takiego leku.
                              Taki lek moze byc powodowany przez zupelnie inna chorobe psychiczna anizeli
                              alkoholizm,
                              lub tez fizycznym uszkodzeniem mozgu, w tym przez alkohol lub urazy glowy ktore
                              nie od razu daja o sobie znac bolem, a w pierwszym rzedzie objawiaja sie
                              wlasnie lekiem.
                              Albo zupelnie inna nierozpoznana choroba organizmu, a organizm tym lekiem
                              probuje dac wlascicielowi do zrozumienia, ze cos jest nie tak.
                              Tylko ze i tak, pierwszym krokiem jest tu uporanie sie z samym alkoholizmem.
                              A nie jest wyjsciem stwierdzenie ze przestaje sie leczyc na alkoholizm bo leki
                              i tak pozostaja mimo ze alkohol juz dawno wyparowal mi z organizmu.
                              • janulodz Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 22:12
                                Poddaję się i wychodzę z tego forum. Pokonaliście mnie siłą Waszej niezłomnosci i wiary w potęgę AA.
                                Słowa Henry'ego Forda z 1914 roku: "możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny"
                                • jerzy30 Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 22:57
                                  janu - mozna ten samochod obłożyć fornirem - pozdrawiam - jakby co to wiesz
                                  gdzie sie zalogowac
                                • wojtech451 Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 23:19
                                  janulodz napisał:

                                  >Poddaję się i wychodzę z tego forum. Pokonaliście mnie siłą Waszej
                                  >niezłomnosci i wiary w potęgę AA.

                                  Spokojnie, nie jesteś odosobniony ze swoimi przekonaniami. Osobiście nie
                                  przepadam za ruchem AA, byłem zaledwie kilka razy na tych spotkaniach i nie
                                  odpowiadała mi taka forma terapi. Udało mi się trafić na mądrego człowieka,
                                  alkoholika trzeźwego wówczas od 11 lat, który pośięcił swój czas tylko dla
                                  mnie. Nie pomógł mi w sensie dosłownym ale poprzez rozmowy z nim, decyzja na
                                  podjęcie leczenia we mnie dojrzała szybciej.
                                  Po sześciotygodniowej terapi nie byłem ANI razu na spotkaniach AA i do dzisiaj
                                  trzymam się nieźle.
                                  Mam też znajomego, który pił (chlał!) przez większą część swojego zycia i
                                  pewnego dnia powiedział - dość! I od tego dnia (a już z 17 lat) nie pije. Czyli
                                  można, bez terapi, terapeutów, leków, lekarzy, detoksu, itp. Można ale niewielu
                                  potrafi.
                                  Kazdy człowiek ma inną psychikę, inne potrzeby i mozliwości. Nie ma dwóch
                                  identycznych ludzi i dlatego uważam - więcej tolerancji dla ludzi mających
                                  odmienne zdanie od naszego.

                                  PS.
                                  Janulodz! Alkoholowi sie nie poddałeś a tu tak szybko odpuszczasz? Wracaj!
                                • e4ska Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 17.02.06, 23:31
                                  Janu, bez dziecinady, proszę.
                                  Na pewnym ulubionym forum, zupełnie z innej beczki, gdzie przebywam kilka lat,
                                  od czasu do czasu ktoś uroczyście oświadcza, że ma dość. Najczęściej poprzedza
                                  decyzję jakaś ostra kłótnia o głupoty, ale choćbyś chciał pojednać zwaśnionych,
                                  prędzej sam w łeb oberwiesz, niż przekonasz.

                                  Rozumiem tych ludzi, którym drogę do trzeźwości utorowała terapia i AA. Do
                                  agresji wobec niewierzących, i to do prawdziwej agresji, a nie jej namiastki jak
                                  tutaj, dawno zdążyłam się przyzwyczaić, zresztą sam widzisz, co się teraz
                                  dzieje. Dla ludzi takich jak ja Twoja obecność, choćby potencjalna, to
                                  pocieszenie. Bo będę się upierać, że nie każdy alkoholik nadaje się na terapię,
                                  co nie wynika z przywiązania do nałogu, ale z innego sposobu traktowania swojego
                                  ja. Prywatność jest dla mnie zbyt cennym skarbem, żeby ją lekkomyślnie zamieniać
                                  na względny komfort bycia we wspólnocie. Nie docenia się u nas w kraju prawa do
                                  prywatności, ale zmiany widać nawet w przystosowywaniu naszych kodeksów do
                                  międzynarodowych standardów.

                                  Jeśli komuś ciężko z terapią, to przyczyna nie leży w miłości do alkoholu czy
                                  zakłamywaniu siebie, że nie jest się alkoholikiem, że szkoda pożegnać się z
                                  piciem. To jest raczej bardzo dotkliwe poczucie własnej autonomii - i cielesnej,
                                  i duchowej. W moim przypadku problemem nie był terapeuta, bardziej lekarka,
                                  której pogarda zmieszana z jakąś zawiścią wywarły na mnie fatalne wrażenie. U
                                  Ciebie było odwrotnie, dobry lekarz, marny terapeuta, pamiętam. I wydaje mi się,
                                  że terapeuta czynił swoją powinność wedle planów, jednak nie widziałam w tym
                                  najmniejszego sensu. Każde logiczne, ale niezgodne z doktryną rozumowanie jest
                                  "pijanym myśleniem", każdy alkoholik kłamie, żeby kłamać, każdy jest
                                  egocentrykiem (egoistą), każdy to, każdy tamto. Po tych paru spotkaniach
                                  zakiełkowało mi w głowie, że albo nie jestem alkoholikiem, albo coś tu nie tak.

                                  Janu, problem wielu szukających polega na tym, że oni tak naprawdę nie
                                  spróbowali, z wielką uczciwością samodzielnie skończyć z nałogiem. Nic sobie nie
                                  obiecali do końca. Większość ludzi musi iść w stadzie, bo takim zwierzęciem jest
                                  człowiek.

                                  Ani Ty nie przekonasz Rauchen, ani ona Ciebie.

                                  Ilu znasz materialistów z głębokiego przekonania? Ja paru. A przecież szukałam i
                                  szukam. Czy powinnam gniewać się na zwolenników metody niealternatywnej, że są w
                                  większości albo mnie nie rozumieją? Najważniejsze, że są dobrymi, miłymi ludźmi,
                                  że sami wiele przecierpieli. Zawsze potrzebowałam pozytywnych wzorców, więc np.
                                  Kylly, który podniósł się po ciężkich przejściach, jest dla mnie najpierw
                                  starszym bratem w niedoli, a dopiero później wierzącym AA. Dajemy sobie
                                  wzajemnie wiele do myślenia, a to chyba dobra rzecz, prawda, Janu?

                                  Dzisiaj jest w ogóle ciężki dzień. Dla mnie wyjątkowo ciężki. Po raz pierwszy od
                                  lipca miałam ochotę pójść do barku i napić się. Aż mi się gorąco zrobiło ze
                                  strachu, nogi ugięły, nie mogłam uwierzyć. Przeszłam więc z pięć kilometrów po
                                  błocie i nocy, wreszcie trafiłam, dlaczego, co mnie tak zdołowało. Jak już
                                  zobaczyłam to, co powinnam w sobie zobaczyć, przeszło.

                                  Czy Ty, Janu, nie miałeś takiego przypadku, a może to tylko konsekwencja mojej
                                  niepewności wobec trzeźwienia, czy nie za dużo o tym myślę?

                                  Pozdrawiam, eska.
                                • rauchen Re: Tak, mnie się udało. Janulodz 18.02.06, 00:41
                                  wlasciwie dla alkoholika, ktory nie jest w stanie pomoc sobie sam, a wszelkie
                                  pozostale formy pomocy, czyli terapia i AA, zostana juz doszczetnie tak
                                  zeszmacone przez ich przeciwnikow, to slowa forda moze powinny brzmiec, ze
                                  najpewniejszym samochodem, bedzie kazdy czarny samochod, pod warunkiem ze to
                                  bedzie karawana.
                                  • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 03:40
                                    Pies szczeka, a karawan idzie dalej...

                                    Przepraszam, nie mogłem sie powstrzymać.

                                    Rauchen, czy Ty nie mogłabyś się raz uśmiechnąć?
                                    • magtomal Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 07:33
                                      Janu, zostań; jesteś potrzebny także tym, którzy nie piszą wiele na forum, ale
                                      regularnie czytają i lubią wszystkich stałych bywalców. Różnorodność poglądów
                                      jest tu potrzebna. Wszystkie Wasze rady, przemyślenia są potrzebne...Kłóćcie
                                      się do woli, ale bywajcie tu często!
                                    • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 09:32
                                      Bo Ty się, Janu, nie znasz na rozwoju duchowym :)
                                      Przecież każdy rozwój zmierza w kierunku karawanu, na trzeźwo, po pijaku, na
                                      mokro i na sucho, z terapią i bez terapii, itd.

                                      A mnie się dziś przyśnił piękny sen alkoholowy, a był tak głupi, że się
                                      rozweseliłam od samego rana, czego i Tobie życzę, nie snu, ale dobrego humoru.
                                      • kylly Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 11:31
                                        hmmmm tak może ktoś poczyta ;)) - to naprawdę mądry człowiek :)
                                        www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/odzyskiwanie_trzezwosci.htmlpozdr...
                                        ps. AA - tak ;) ale żeby zaliczyć mnie do "wyznawców" AA - trzeba mieć bujną
                                        wyobraźnię ;) - sam nie wiem chyba się obrażę :)))
                                    • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 15:49
                                      nie musisz mnie janu przepraszac, bo ja sie wcale nie gniewam.
                                      Co do usmiechu, to naprawde trudno mi sie smiac,
                                      bo przeciez jestem tylko zmanipulowanym czynnikiem ludzkim bioracym udzial w
                                      obrzedach sekty zwanej AA.
                                      Funkcja "usmiech" zostala przemanipulowana, bo za duzo radochy to ja mialam jak
                                      pilam.

                                      :)


                                      • fiokla Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 15:57
                                        rauchen napisała:
                                        > Funkcja "usmiech" zostala przemanipulowana, bo za duzo radochy to ja mialam jak
                                        >
                                        > pilam.
                                        ___________
                                        To brzmi jakbys zalowala, ze juz nie pijesz. Tak wlasnie czytam twoje wpisy i gdybym potrzebowala pomocy w sprawie uzaleznienia sie od alkoholu, to nie udalabym sie po pomoc do ciebie, zaufalabym raczej esce. Zapewne terapia AA ma swoje plusy, ale wydajesz sie byc nawiedzona i nie dajesz prawa nikomu do innego zdania. Posty twoje sa tez dosc ciezkawe i bez polotu, szczegolnie te zalecajace lobotomie oponentom.
                                        • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 20:03
                                          moze i nawiedzona,kto wie.
                                          Ja po prostu czuje sie bezsilna wobec postow, ktore mowia wprost: nie idz
                                          nigdzie, sam przestan pic, wyleczysz sie sam, ja bylem wszedzie tam gdzie mozna
                                          isc z problemem alkoholowym, i WIEM ze to nie dziala, i samemu najlepiej bo ci
                                          wszyscy inni sa nastawieni zeby ci krzywde zrobic.
                                          Wlasciwie to jest wg mnie drugie marzenie alkoholika - wyleczyc sie samemu,
                                          zaraz po tym, zeby mozna bylo wpasc do apteki i tam kupic lek na alkoholizm.

                                          to o lobotomi to byl zart, tyle ze jak ktos to potraktowal powaznie, no coz,
                                          pewnie jest w stanie tez uwierzyc ze alkoholizm to taka prosta przypadlosc, z
                                          ktorej bardzo latwo mozna sobie po prostu wyjsc.
                                          • jerzy30 Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 22:46
                                            po prostu wyjsc ..... jak po fajki do kiosku :))))))))))))))
                                            • biangutsa Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 23:01
                                              a ja z innej beczki ,mój mąż jest trzeżwy od 6.12.2004 ,ale jak wytrzymłam jego
                                              pijaństwo tak po trzepaniu mózgu jaki zrobili mu terapełci,właśnie dziś w 15stą
                                              rocznice ślubu szukam po necie wzoru pozwu rozwodowego
                                              • biangutsa Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 23:08
                                                soory za błędy
                                              • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 23:58
                                                Współczuję Ci, Bianko, ciężka droga przed Tobą. Ciężkie brzemię, kochanie,
                                                ciężkie brzemię, jako blues powiada...

                                                Zastanawiające zjawisko rozpadu związku z trzeźwiejącym alkoholikiem, jakim jest
                                                teraz Twój mąż, ma swoją racji jaskrawość.

                                                Winne jest Twoje współuzależnienie. Choć o tym nie wiedziałaś, Bianko biedna,
                                                dobrze ci było z Twoim masochizmem, więc gdy terapeuci oskubali Twojego "alko" z
                                                sadyzmu i opatrzyli nowymi piórkami, straciłaś małżeńską rację istnienia. Jeśli
                                                nie przebyłaś równolegle terapii alanonowej, to nie potrafiłaś ucieszyć się z
                                                piór nowych, a Twój niezaspokojony masochizm gna Cię teraz w poszukiwaniu
                                                podobnych a upierdliwych dla Ciebie wrażeń. I gorzej bedzie przed wymiarem
                                                sprawiedliwości dowieść sensu Twoich poczynań, czemu to teraz Ci się we łbie
                                                przewróciło, a nie parę lat wcześniej.

                                                Na pocieszenie dodam od siebie, droga Bianko, że lepiej w piętnastą rocznicę niż
                                                w dwudziestą piątą albo i w trzydziestą. Jeśli cokolwiek prawdy jest w
                                                powyższych - nie na serio - wywodach, to jedynie wygodna w pewnym czasie myśl,
                                                że wszelkiemu złu w Twoim związku winna jest gorzała, a nie charakter czy
                                                banalny koniec miłości.

                                                Ale co się takiego stało, Bianko, dlaczego tak nagle? Co?

                                                Dałam Ci imię, które bardzo lubię, nie pogniewasz się?
                                                Pozdrawiam, eska.
                                                • biangutsa Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 00:28
                                                  w imie trafiłaś bezbłędnie co do reszty... mąż zajmuje się TYLKO swoją
                                                  trzeżwością od kilku miesięcy całą swą wypłate przeznacza na swoje potrzeby w
                                                  domu jest gościem nic go nie interesuje ,starszy syn chciał jechać znowu do
                                                  Małego Cichego ale tatuś stwierdził że g... bo nie ma kasy na rodzine ,pojedzie
                                                  sam ostatnio to nawet w piecu nie napalił ,bo po co on jedzie do klubu tam jest
                                                  ciepło
                                                  • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 01:03
                                                    Bianko, Twój mąż zamienił jeden nałóg na drugi.
                                                    Z nałogiem nie wygrasz.

                                                    Nikt z terapeutów i kolegów aowców nie ogłupił męża celowo, to pewne. Słyszałam
                                                    o tego typu przypadkach, to chyba coś w rodzaju skutków ubocznych. Ponieważ ja
                                                    nigdy nie byłam na żadnym spotkaniu grupy terapeutycznej, nie byłam na spotkaniu
                                                    AA, nie wiem, co w takiej sytuacji można zrobić, ale wydaje mi się, że jeśli nie
                                                    otrzeźwieje na widok pozwu, to już nigdy nie wytrzeżwieje.

                                                    Mówią, że alkoholik pijący jest egocentrykiem czy właściwie paskudnym egoistą.
                                                    Jak widać, niepijący też.

                                                    Bianko, a może Ty powinnaś faktycznie udać się na spotkanie Al-anon? Tam Ci
                                                    nikt mózgu nie wypierze, kobiety pomogą. Miałabyś przeciwwagę, może ktoś by mógł
                                                    Ci doradzić? Wiesz, ja jestem przeciwniczką terapii i niektórych aspektów AA, w
                                                    Twoim przypadku jednak powołam się na ulubione hasło pijaków: klin klinem. On ma
                                                    wsparcie, miej i Ty.

                                                    Pozdrawiam, życzę cierpliwości i odwagi.
                                                    eska
                                                  • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 01:48
                                                    Bianko.
                                                    Ja w okresie swojego wychodzenia ze stanu nietrzeźwego, raczej starałem się naprawić krzywdy, jakie wyrządziłem swoim najbliższym, a szczególnie żonie w wieloletnim spożywaniu alkoholu. Pozew i widmo rozwodu było przed, a nie po odstawieniu. Starałem się zdobyć ponownie względy swojej żony. Wrócił nawet dawno nie uprawiany seks. Tylko ja nie chodziłem na terapię.
                                                    Może prawda jest jednak bardziej prozaiczna . Jego wydatki i nieobecności...
                                              • wojtech451 Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 08:36
                                                biangutsa napisała:

                                                >... mąż zajmuje się TYLKO swoją trzeżwością od kilku miesięcy całą swą wypłate
                                                >przeznacza na swoje potrzeby w domu jest gościem nic go nie interesuje

                                                >... jak wytrzymłam jego pijaństwo tak po trzepaniu mózgu jaki zrobili mu
                                                >terapełci,właśnie dziś w 15stą rocznice ślubu szukam po necie wzoru pozwu
                                                >rozwodowego

                                                Skleiłem dwie Twoje wypowiedzi w przestawionej kolejności.
                                                Myślę, że oboje poszliście w skrajności. Nagle mieniło się Wasze życie i oboje
                                                nie możecie sie dostosować do nowej sytuacji. Ale stało sie to czego
                                                chcieliście OBOJE - chłop przestał pić. Przecież tego chcieliście. Ma rację
                                                eska pisząc o "skutkach ubocznych" u męża, po prostu tak bardzo chce utrzymać
                                                swoją trzeźwość, że poszedł na całość, bezkrytycznie.Zobaczył, że moze
                                                egzystować bez alkoholu, to go zafascynowało. Na pewno przesada w każdym
                                                działaniu jest szkodliwa ale uważam, że w przypadku wychodzenia z alkoholizmu
                                                można na nią "przymknąć oko" - tu cel uswięca środki, oczywiście jezeli z
                                                czasem zacznie więcej czasu poswiecać rodzinie.
                                                Myślę, że z pozwem możesz zaczekać. Piętnaście lat to sporo czasu i jeżeli
                                                zależy Ci na Twoim mężu, to odczekaj trochę - myślę tu o kilku miesiącach. Daj
                                                sobie i jemu czas na znalezienie się w tej nowej przecież dla Was sytuacji.
                                                • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 11:45
                                                  Fascynacja? Ponad rok? Odejście od Rodziny i popadnięcie w skrajność nieobecności? Żadnego przemyślenia o wyrządzonym najbliższym bólu? Może to Narcyzm? A może już pali w innym piecu? To na terapii nie ma nic o tym, że współuzależnia się partnera? O sposobie powrotu nie tylko do swojego Ego, ale i tych, którym zrujnowało się życie?.
                                                  Bianko, odnoszę wrażenie, że jesteś bliska stwierdzenia: "to już wolałam Cię jak piłeś"
                                                  Może Ty też popełniłaś błędy, o których nie wiesz. Może Tobie też potrzebna jest grupa wsparcia. Posłuchaj rady Eski i sama wybierz się do Al-anon
                                                • biangutsa Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 12:12
                                                  dzięki za kilka słów otuchy ,bo jest ciężko gdy to do czego się dążyło okazuje
                                                  się totalną porażką , bardzo boli gdy nagle jest się "wyzwalaczem" od którego
                                                  trzeba uciec ;gdy wspólnoty ,spotkania są numerem jeden,;
                                                  gdy człowiek którego się wspierało ,lata za prezentami ,dla obcych
                                                  ludzi a zapomniał o urodzinach dziecka (bo rocznice trzeżwien są teraz
                                                  ważniejsze ); gdy po domu leży pełno kartek okolicznościowych dla
                                                  Basi,Józka,Mariusza a tak jak wczoraj -zapomniało się o rocznicy ślubu ;gdy dom
                                                  stał się tylko noclegownią bo kluby w nocy zamknięte ;gdy spadł na mnie cały
                                                  trud życia codziennego , utrzymanie domu i darmozjada. Dobrze ża chociaż tu mam
                                                  do kogo "otworzyć gębe"DZIęKI !!!(przepraszam za "gdybanie")
                                                  • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 21:05
                                                    Bardzo Ci Bianko współczuję, bo na pewno na początku cieszyłaś się, że Twojemu mężowi udaje sie wychodzić z czynnego picia. Nie przypuszczałaś, że popadnie z jednego uzależnienia w drugie. Może czas sprawi, że się wyrwie z tego kręgu i odzyska niezależność i trzeźwość myślenia.
                                                    Wiele osób na tym forum uważa, że AA jest jedyną skuteczną metodą leczenia alkoholizmu. Dziękuję Tobie i mojemu dobremu duchowi, że mnie ostrzegł przed taką hmmmm... wspólnotą.
                                                    Pozdrawiam Cię i życzę dużo siły do podejmowania trafnych decyzji.

                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 21:08
                                                    hmmmm janusz ręcę mi opadają...zastanawiasz się czasem co piszesz ?? poważnie
                                                    wspólnota jaka jest taka jest a tworzą ją ludzie - mądrzy, głupi ale
                                                    ludzie...więc nie generalizuj...
                                                  • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 21:35
                                                    killy pobiłeś chyba rekord świata w odpowiedzi na mojego posta, bo u mnie strona się nie zdążyła nawet odświerzyć jak już mogłem czytac Twoją odpowiedź.:D
                                                    No dobrze, ludzie ją tworzą i ludzie za nią odpowiadają. Mogą to robić w dobrej wierze, ale stwarzają bardzo poważne zagrożenia. Złamane ludzkie życie to nie jest żle wydrukowana kartka , którą można podrzeć i wyrzucić do kosza.
                                                    Uważasz, że to jest w porządku? Ja wychodzę z założenia, ze lepiej jest powiedzieć: "Przepraszam, że nie umiałem pomóc, ale przynajmniej nie zaszkodziłem".
                                                    Czy uważasz może , że lepiej jest coś spieprzyć, a potem powiedzieć:Przepraszam chciałem, ale mi nie wyszło? Tylko, że tu chodzi o ludzkie życie.
                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 21:44
                                                    hmmmmm normalnie o czym my mówimy - bo chyba o dwóch różnych rzeczach...jakie
                                                    zagrożenie i komu ?? Tobie ?? kto złamał życie i komu ?? AA nie
                                                    leczy...wskazuje drogę chcesz skorzystasz nie chcesz nie...poza tym znam
                                                    wielu "oszołomów" i w aa - tyle że akurat Ci nie chcą ?? nie umieją ??
                                                    skorzystać z tego co wspolnota im daje....kto ma powiedzieć alkoholikowi - nie
                                                    umiałem pomóc - powiem tak...weź z czystej ciekawości przejdź się na jeden
                                                    miting jeden jedyny wtedy pogadamy bo naprawdę wypowiadasz się w temacie o
                                                    którym nie masz zielonego pojęcia...
                                                  • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 21:58
                                                    Chyba chęć dokopania mi przyćmiła Ci zdolność logicznego myślenia. Do mnie już nie mów. Powiedz co ma robić Bianka. To z jej męza Twoja hmmm.... wspólnota zrobiła bezwolną kukiełkę. Akurat trzeba trafu, że na moim pierwszym spotkaniu z AA ponad trzy lata temu głównym tematem spotkania była obchodzona rocznica niepicia właśnie jakiejś BASI, a tematem następnego miał być jubileusz jakiegoś tam ślubowania, już nie pamiętam, to była po prostu ŻENADA.
                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 22:06
                                                    wiesz co...szkoda mi kogoś takiego jak Ty - tyle koniec w tym temacie i w ogóle
                                                    dyskusji z Tobą...jesteś am, zostań sam...tyle że nie staraj się "pomagać"
                                                    innym swoim świetalanym przykładem "radzę sobie sam" - Twój problem nie mój
                                                    Twoje myslenie nie moje, Twoja zaciekłośc nie moja...
                                                    ps. wspólnota zrobiła z męża Bianki tego kim jest ?? to już nie tylko ręce ale
                                                    i nogi opadają...też powiem ŻENADA
                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 21:59
                                                    hmmm acha i jeszcze jedno...na podstawie jednego wpisu na forum oceniłeś coś co
                                                    istnieje od dziesiątków lat i nawet najzatwardzialsi przeciwnicy nie mają
                                                    złudzeń że pomaga...nie sądzisz że delikatnie mówić "przeginasz"
                                                  • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 22:14
                                                    Szczególnie pomogło mężowi Bianki. A może na podstawie jednego człowieka nie można ocenić, że to była terapeutyczna porażka? Skończ z tą demagogią. Zabierz głos tam, gdzie powinieneś, czy może nie masz nic do powiedzenia?
                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 22:24
                                                    oceniaj co chcesz, kogo chcesz, gdzie chcesz, na jakiej podstawie chcesz,
                                                    jeszcze raz Twoje życie Twoja sprawa...i nie zarzucaj mi demagogii - poczytaj
                                                    swoje ostatnie wpisy i sam oceń...i naprawdę powstrzymaj się od komentarzy...są
                                                    żenujące...
                                                    koniec dyskusji....i czasem pomyśl gdzie Ty powieneś zabierać głos a może czy w
                                                    ogóle powinieneś go zabierać
                                                  • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 22:53
                                                    Tak sobie czytam te Twoje kolejne posty i dochodzę do wniosku, że brak przekonywujących dowodów powoduje u Ciebie wprost proporcjonalny wzrost arogancji. Zaczynasz prawić banały i po prostu się powtarzasz. Czyżbyś wyczerpał już swój cały arsenał?
                                                    Twoja granicząca z histerią ostatnia wypowiedź świadczy o braku opanowania i chyba początku manii prześladowczej. Jakim prawem możesz mi czegoś zakazywać i nakazywać. Utwierdzasz mnie tylko w przekonaniu, że to ja mam rację. Jestem wolnym człowiekiem i nie muszę podporządkowywać się jakiejś komunie. Byłem nastawiony ugodowo i wyciagnąłem rękę, a Ty cały czas deprecjonujesz moje doświadczenia w dochodzeniu do trzeźwości, bo nie pasuje Ci to do Twojej teorii. Myślałem, że będziemy mogli w sposób rzeczowy wymieniać poglady, a Ty chciałeś mi na siłe udowodnić, że to co ja zrobiłem jest niemożliwe. Żegnam
                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 08:26
                                                    hmmmm moje posty świadczą o braku opanowania...Twoje niestety o
                                                    głupocie...banały...może - ale jak ich nie pracić skoro Ty masz monopol
                                                    na "manie racji" - ok udowodniłeś na dziś że Twoja teoria jest jedynie słuszną
                                                    teorią...
                                                    poważnie nie będę kopał się z koniem jak to mówią...poza wpadasz w jakąś
                                                    histerię...od czego akurat ja jestem daleki - arogancja ?? oj proponuję
                                                    poczytać swoje wspisy - po prostu wypisujesz głupoty których czytanie szkoda mi
                                                    czasu i zdrowia też...
                                                    i też Żegnam
                                                  • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 00:46
                                                    Janu, Kylly, mocno błędni rycerze, szkoda Waszych wiatraków.

                                                    Śmieszna jest poniekąd sama koncepcja owego rozwoju, co to rzekomo tylko
                                                    zrzeszonym się należy, jednak mąż Bianki to karykatura trzeźwiejącego
                                                    alkoholika, jak już napisałam: on ani wytrzeźwiał, ani się rozwinął, nadał tylko
                                                    swojej głupocie szczególnie odrażający kształt.

                                                    Janu, Alkoholicy AA są jak dzieci, spontaniczni, trochę czułostkowi, wylewni, aż
                                                    buzuje w nich ta ich chęć pogody. Czemu nie lubić dzieci, jeśli nawet
                                                    przesadzają ze swoją piaskownicą? Zazdroszczę im trochę świętej dziecinności.
                                                    Dziecinności, bo święta naiwność źle mi się kojarzy, choć z alkoholem nie ma nic
                                                    wspólnego :(

                                                    Kylly, chciałabym, gorzej, MUSZĘ wybrać się na mityng. Bo ja jeszcze nie
                                                    widziałam aowca na żywo i w działaniu. Złagodziły się nieco moje niechęci, w
                                                    czym nawet Rauchen nie przeszkodziła. Tylko czy byłoby moralne pójść z czystej
                                                    ciekawości? Chyba niemoralne, sama nie wiem?

                                                    Pozdrówka, eska.
                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 08:27
                                                    myślę że moralne...nawet z ciekawości...robisz to w końcu dla siebie...idź,
                                                    zobacz, posłuchaj...bo naprawdę wyrabianie sobie opinii na podstawie moich
                                                    postów nie ma sensu...nie wpomnę już o postach innych...
                                                    pozdrawiam
                                                  • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 08:41
                                                    Kylly, ależ na podstawie Twoich postów wyrobiłam sobie dobrą opinię o AA, tzn.
                                                    uściślając, dużo lepszą niż do tej pory miałam. Dopóki jednak:
                                                    -nie zanalizuję wszystkich moich celów i zamiarów (bo mam konkretne problemy)
                                                    -nie wykonam przyjętych zleceń (około 3 miesięcy ostrej pracy)
                                                    pozostanę ze swoją ciekawością.

                                                    Pozdrawiam, eska.
                                                  • kylly Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 08:52
                                                    cóż dobre jest to że nie zakładasz z góry że AA jest "beeeee" na podstawie paru
                                                    postów...nie zakładasz też że jest "cacy" na podstawie paru innych...po prostu
                                                    sama przekonaj się jak to wygląda i czy działa...
                                                    pozdr...
                                                    ps. poza tym co piszę sam nie zaliczę się do zażartych "fanów" AA - wiem tylko
                                                    że wspólnota pomaga (z obserwacji własnych nie tylko mi...) a oceniać wspólnotę
                                                    na podstawie męża (kórego głupota nie niezaprzeczalna....) cóż - dobrze że tego
                                                    nie robisz...
                                              • wojtech451 Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 20:40
                                                biangutsa napisała:
                                                > a ja z innej beczki ,mój mąż jest trzeżwy od 6.12.2004

                                                Fakt, nieuważnie odczytałem datę i własciwie to o kant potłuc moje"rady".
                                                Przeprasza Bianko. Niestety Janu ma rację....
                                                • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 22:55
                                                  alkoholik pijacy i alkoholik trzezwy to sa niestety dwaj rozni ludzie.
                                                  Ktos tu kiedys na tym chyba forum napisala piekny post o tym, jak jest zonaty z
                                                  dwoma kobietami: jedna piekna, kochana kobieta, i z druga zapijaczona
                                                  alkoholiczka.
                                                  Piszesz bianko, ze twojemu mezowi mozg przetrzepali terapeci (ale to chyba o AA
                                                  ci chodzi), ale zapominasz ze twoj maz sam trzepal sobie mozg duzo wczesniej za
                                                  pomoca alkoholu. Wczesniej czy pozniej i to przetrzepanie alkoholem daloby
                                                  dobrze w kosc, gdyby tak juz sobie przetrzepal mozg, ze stalby sie wegetujaca
                                                  roslinka zdolna tylko do picia i do - za przeproszeniem - smierdzenia na tym
                                                  padole. To akurat przychodzi pozniej, co wiecej nawet zdrzyc sie moze u tych co
                                                  po prostu przestali pic ot tak sobie.

                                                  Poza tym pijany alkoholik to czesto bardzo uzyteczny aparat w domu, zwlaszcza
                                                  jak jeszcze potrafi cos zarobic i przyniesc kase do domu - bo pozniej juz mniej
                                                  uzyteczny sie staje, jak wyzej.
                                                  Co z tego ze sporo z tego przepije co zarobi, ale zawsze zeby miec swiety
                                                  spokoj do dalszego picia, troche tam wyskrobie z portfela. Pozyteczne rzeczy sa
                                                  takie, jak na przyklad to ze nie wpieprza sie do garnka z zupa, w poczuciu winy
                                                  wyniesie smieci, a w pijackim szale wezmie w banku kredyt i kupi samochod dla
                                                  dziecka na urodziny a tobie wczasy na krecie.
                                                  Trzezwy juz nie jest taki dobry, bo bedzie chcial wiecej marchewki w zupie,
                                                  pokrojonej w kostke, i do tego jeszcze sam sobie bedzie chcial obrac i zajmowal
                                                  miejce w kuchni - i to juz moze byc powod do wniesienie wniosku o rozwod.
                                                  Pijana mama jest dobra dla dziecka, bo nie interesuje sie wynikami w szkole,
                                                  daje niezle kieszonkowe zeby wynagrodzic dziecku swoje picie, pozwala wracac do
                                                  domu kiedy dziecko chce - za to trzezwa juz nie jest taka dobra, bo za
                                                  kieszonkowe wymaga i zaczyna sie "wpieprzac" w to ze dziecko juz pociaga z
                                                  butelki.
                                                  Ja bylam dobra w sumie dla swojej siostry, bo tez gdy bylam pijana pozwalalam
                                                  na ogolocenie mojej szafy z ciuchow, ot tak, zeby mi tylko nad uszami nie trula
                                                  i nie marudzila.

                                                  Wlasciwie to sama widzisz, jeden maly diabelek siedzacy we flaszce, a ma az
                                                  taka wladze. Nie tylko miesza w zyciu tym, ktorzy go pija, ale tez niezle
                                                  potrafi namieszac w zyciu i tym, ktorzy sa obok. I to zarowno wtedy kiedy wciaz
                                                  towarzyszy, i wtedy kiedy nagle wyrzuci sie go do smieci i wiecej nie ruszy.

                                                  Co do rozwodu, to i tu sa na tym forum dobre wpisy kobiet, ktore sie rozwiodly,
                                                  wyprowadzily, a i tak dalej czuly sie zakrecone jak korniszony w sloiku, bo
                                                  samo odejscie nie sprawilo ze nagle poczuly sie wolne i szczesliwe.
                                                  Co do twojego meza, to nie wiem, przesadza czy ty po prostu to tak widzisz.
                                                  Zreszta gdzies na innym forum jedna z kobiet alkoholiczek, ktora tez zaczela
                                                  chodzic na AA, i maz tez stwierdzil ze za duzo tej jej nieobecnosci i
                                                  poswiecania sie, straszyl rozwodem, odpowiedziala mu ze ona woli byc trzezwa
                                                  rozwodka anizeli pijana mezatka.

                                                  • biangutsa Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 22:59
                                                    przepraszam że się tu odezwałam
                                                  • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 23:58
                                                    A czemuż to, Bianko, masz przepraszać i kogo? Poruszyłaś bardzo ważny temat,
                                                    szkoda, że prawdziwy...

                                                    Spór o wyższość i niższość metod trzeźwienia jest bardzo potrzebnym sporem, bo
                                                    najgorszym wrogiem każdego sposobu jest zeskorupienie. Wąż też musi od czasu do
                                                    czasu zrzucać swoją skórę i zapewne, jak podejrzewam, nowe łuski muszą go boleć.

                                                    Rauchen nie jest złą kobietą. To pilna uczennica systemu, prymuska, zwraca Ci w
                                                    zupełnie poważnym tonie to, co ja napisałam ironicznie w pierwszym poście do
                                                    Ciebie o Twojej "winie".

                                                    Sam pomysł, że teraz mąż stał się bardziej wymagający, bo wóda czyniła go
                                                    wyrozumiałym, a Ty się rozpusciłaś i krzyczysz, kiedy Cię traktuje batem i
                                                    ostrogą, jest wstrętny. Wycierpiałaś, Bianko, swoje, i starczy tego dobrego.
                                                    Mówię Ci to ja, alkoholiczka, która też wróciła do trzeźwości.

                                                    Kosztami swojego trzeźwienia nie obciążam nikogo z rodziny. Z mężem od dawna
                                                    rozmawiam chłodno, trzymam go z daleka i wiem, że bardzo by się cieszył, gdybym
                                                    przyznała, że odstawienie flaszki było dla mnie ciężkim, bolesnym szarpaniem.
                                                    Synowi, którego obłędnie kocham, nie pozwoliłabym na najmniejsze zmartwienie.
                                                    Ani ojcu, ani matce, ani nikomu mi bliskiemu nie powiedziałam nic. Żadnej
                                                    skargi. Wolę, żeby szanowali eskę, żeby nie widzieli, żeby się już więcej po
                                                    prostu nie martwili. Wolę, żeby wierzyli w moją pozorną siłę, w rozum i
                                                    odpowiedzialność. To zadośćuczynienie za łzy mojego dziecka. Chcę, żeby syn
                                                    zapomniał, nie myślał, więc żadnych rocznic, żadnych



                                                    torcików, żadnych zbędnych laurek.

                                                    Żadnych nagród, bo za co ja mam się nagradzać? Trzeźwość jest dla mnie nagrodą
                                                    samą w sobie.

                                                    A ten Twój urządził cyrk z trzeźwienia i dobrze się bawi. Ty jesteś
                                                    "wyzwalaczem"? No ......!

                                                    Pieniędzy nie daje po dobroci, to będzie płacił alimenty. Rodzina to jest,
                                                    Bianko, obowiązek, a nie kaprysy wielkiego pana gó..arza.



                                                    Droga Bianko! Małżeństwo samo w sobie jest abstraktem. Ważny jest człowiek.
                                                    Ratować trzeba człowieka, nie małżeństwo. Śmieszą mnie osoby żyjące w poniżeniu,
                                                    które "uratowały" związek kosztem swojej wolności.

                                                    Nie wiem, jakie terapeuci mieliby tutaj wyjaśnienia, ale daj sobie z tym spokój.
                                                    Ty masz teraz walczyć o siebie. Jak fanatykowi grupowej abstynencji będą spadać
                                                    kolejne łuski, jeszcze zatęskni za "wyzwalaczem", nie bój się.

                                                    Na drugi raz szukaj bardziej trzeźwych portek. Szukajcie, a znajdziecie:)

                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie, eska.
                                                  • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 02:16
                                                    zapomnialas esko wspomniec, ze to ty jestes alkoholiczka, a nie ofiara meza
                                                    alkoholika, ktory wytrzezwial i daje ci w kosc swoim poswieceniem sie
                                                    trzezwosci, choc sama wspominalas jaka to pomoc daje ci odsuniecie sie od meza
                                                    i w pewnym zamknieciu w samej sobie, chocby poprzez wieczorne rozmowy z sama
                                                    soba. przy czym nie zastanawialas sie ze go krzywdzisz gdy odmawiasz mu wypicia
                                                    z nim tych specjalnie dla ciebie przygotowania twoich ulubionych trunkow?
                                                    Ciekawe ze przyklepjesz rozwod bo milosc sie skonczyla, a nie proponujesz
                                                    zbudowania wlasnej strategii na zycie z "oszolomem z aa"< jak to jeszcze
                                                    calkiem niedawno proponowalas parolce na jej watku, choc tam dotyczylo to
                                                    raczej porad co zrobic gdy u meza rozwija sie zbyt duze zainteresowanie
                                                    alkoholem.
                                                    I wlasciwie jakim cudem udaje ci sie tu wysmiewac potrzebe pojscia na spotkanie
                                                    dla wspoluzaleznionych, skoro jeszcze tu tak blisko kibicowalas parolce po
                                                    podjeciu przez nia jednak terapii, zwlaszcza gdy sie okazalo, ze parolka
                                                    faktycznie odkryla taka potrzebe?
                                                    Bo nie smiem twierdzic esko ze to tylko dwulicowosc>
                                                    Moze wpis bianki to dobry wpis na to zeby okazac wlasna pogarde dla aa,
                                                    mozliwosc spelnienia "sadystycznej potrzeby wewnetrzej"< pokazania wlasnej
                                                    wielkosci nie tylko jesli chodzi o dawanie sobie samej rady z niepiciem< tylko
                                                    takze wiekszej zdolnosci wczuwania sie w sytuacje zyciowe innych???

                                                    a co do ciebie bianko< to faktycznie nie masz za co przepraszac< bo sa rzeczy
                                                    ktore wygladaja tak jak wygladaja< nie da sie cofnac czasu. A moze bianco
                                                    faktycznie poczytaj watek parolki "Alkoholizm u meza...", moze faktycznie
                                                    wiecej wniesie w twoja sytuacje niz szczesliwosc i poklony jakie mogloby
                                                    przyniesc wyjscie twojego meza bez udzialu aa. lub tez trwanie w piciu.
                                                  • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 08:32
                                                    Rauchen, moja miłość związkowa skończyła się ho, ho, ho lat temu, i co tam
                                                    przyklepywać rzecz rozwodem. W mojej sytuacji rozwód czy nierozwód nie ma
                                                    większego znaczenia.

                                                    Tego, co ja bym osobiście radziła Parolce i Biance, napisać nie mogę, bo forum
                                                    jest od szerzenia trzeźwości, a nie moich poglądów na szczęście małżeńskie:D

                                                    Pozdrawiam, eska.
                                                  • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 17:47
                                                    wiesz,
                                                    zawsze jeszcze pozostaje stwierdzenie, ze "nie wiem czy zaczelem pic, bo
                                                    zostawila mnie zona, czy zona mnie zostawila bo zaczelem pic",
                                                    przy pewnie zdajesz sobie ze wytrzezwiec komu na zlosc, jest tak samo
                                                    bezsensowne jak komus na zlosc zostac alkoholikiem.

                                                    pzdr
                                          • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 18.02.06, 23:08
                                            Byłem dzisiaj na swojej ukochanej działce 50 km od Łodzi, gdzie mam zamiar się osiedlić na stałe. Brakuje mi jeszcze kasy na ocieplenie domu i założenia centralnego ogrzewania, dlatego jeszcze tam nie mieszkam przez cały rok.
                                            Jak tam jest pięknie. Cisza, spokój, zaśnieżony ogród, śpiewające nieśmiało ptaki, ślady zwierząt na śniegu i to powietrze niezatrute. Po prostu cudnie.
                                            Pierwsze kroki to sprawdzenie, czy wszystko w porządku, dachy całe, drzewa stoją, drzwi i okna pozamykane. Wszystko tak jak przed trzema miesiącami, kiedy stąd odjeżdżałem. Świetnie, można się brać do pracy. I potem refleksja. Przecież jeszcze parę lat temu ja tego nie widziałem. Ja tu przyjeżdżałem , bo w piwniczce stało winko własnej roboty, a sąsiad pędził fajny bimber. Można było od razu zaczynać. Całe trzy dni. Od świtu do nocy. Aż do utraty świadomości i leżenia w kartoflisku. Potem koszmar trzeźwienia, jakaś uprzykrzona robota i huraaa znowu piątek. Pod koniec to już i piątek i świątek i nieważna praca, rodzina, budzenia się w nieznanych miejscach, często zaszczany, lub jeszcze gorzej i ten zwierzęcy strach przed potwornym kacem i znowu, znowu, znowu. Albo to : powoli wraca świadomość. Nie budzę się ze snu, tylko jak zza mgły zaczynają wyłaniać się jakieś postaci, kontury pomieszczenia, głosy i zapachy, i nagle zdaję sobie sprawę, że siedzę na drewnianej ławie w zakratowanym pomieszczeniu, na ubraniu mam ślady krwi, pokaleczone ręce i poobcierane łokcie i kolana.Za kratą policjanci.Dosłowny paraliż. Nic nie pamietam. O MATKO, CO JA ZROBIŁEM? Okazało się, że jak się szedłem na przystanku pełnym ludzi wysikać w krzaki to potknąłem sie o słupek oświetleniowy i próbowałem go wyrwać z ziemi za karę, że mi nogę podłożył . Zwinęli mnie za to , a ponieważ nie miałem dokumentów po prostu mnie zamknęli. Sąd, wyrok, grzywna, wstyd. Mogę jeszcze więcej tych sympatycznych wspomnień, ale musiałbym całkowicie się przed Wami obnażyć tylko na to już nie mam ochoty.
                                            Czy uważacie, że mając wybór taki jak na wstępie napisałem, wybiorę pijaństwo?
                                            Czy do zrozumienia tego i pokonania chęci napicia się potrzebny mi Terapeuta,
                                            czy Siła Wyższa?
                                            Widocznie to moje dno było tak głębokie, że ja tego nie potrzebuję.
                                            Uroczyście oświadczam,że:
                                            Nie namawiałem i nie namawiam nikogo do rezygnacji z terapii i AA!!!
                                            Nie twierdziłem i nie twierdzę, że jedyną słuszną drogą jest radzenię sobie samemu!!!
                                            Próbuję tylko powiedzieć Wam Przyjaciele Alkoholicy, że radzę sobie z tym sam.
                                            Przepraszam. Mam jeszcze to forum i Was.
                                            Źle by mi było bez tego. Szybko to zrozumiałem i chyba się wygłupiłem tym ostatnim postem.
                                            Rauchen bardzo Cię proszę - wyluzuj, uśmiechnij się.
                                            Eska -mnie się ostatnio śniła śliczna dziewczyna i w niczym nie przypominała butelki.:)))
                                            • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 00:40
                                              Wrona gdzieniegdzie kracze, i puchają puchacze, znam te klimaty, Janu, i dobrze,
                                              że pointa Twojej ballady ładnie odtruta dosłownie i w przenośni:)

                                              O tej dziewczynie lepiej małżonce nie wspominać, bo z kobietami, choćby
                                              najlepszymi, nigdy nie wiadomo, po sobie wiem, po sobie...

                                              Mnie też dziewczyna się dziś śniła, ale chyba nie ta sama? Chuda jak dziewica
                                              morowa, przyszła do mnie, prowadziłam ją przez zaspy śniegu, patrzę, a ona jest
                                              bosa, owijałam jej nogi swoim szalikiem, nie mogłam dać rady, w dodatku pełno
                                              było natrętnych gołębi i musiałam je płoszyć, bo ona bała się ptasiej grypy.
                                              Przyszła do mnie na mityng, a ja zapomniałam, że to u mnie się wszystko odbywa,
                                              moja kolej, bałagan, nieposprzątane, wstyd, ludzi pełno, nie mogę nic znaleźć,
                                              szukam szklanek, łyżeczek, otwieram szafki i szuflady, a tam pełno butelek po
                                              wódce, wstyd, wyda się, że ja wciąż(?!) piję, a ona ciągnie mnie do tańca i
                                              męczy, bo jakoś dziwnie wysoko i nierówno skacze, reszta dorwała się do butelek,
                                              wcale nie pustych, rozpaczam, że w porę nie wyrzuciłam i tylu ludzi wróci do
                                              nałogu, wyrywam się, wyrywam, i wreszcie dzwonek do drzwi. Budzik i koniec, nie
                                              wiem, co by było dalej.

                                              Picie już poza mną, przynajmniej jak do tej pory, ale poczucie winy, wstyd i
                                              strach jeszcze powracają, takie ich niezbite prawo, ale lepiej śnić niż
                                              przeżywać koszmar na żywo, sen mara...

                                              Wiesz, Janu, myślałam, że Tobie udało się ze względu na brak takich
                                              dramatycznych przeżyć, że tak daleko nie zaszedłeś, a Ty byłeś kawaler okrutnej
                                              fantazji, jak się wyrażał w swoich powieściach jeden katolicki pisarz, bardzo
                                              ładnie o pijakach piszący, bo co tam trunki, jak ojczyzna w potrzebie.

                                              Miłych snów:)
                                              • mwf12 Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 17:33
                                                PO LATACH TERAPII I WIELU INNYCH KROKÓW KU TRZEŻWIENIU NIE PIŁA 9 LAT ROK TEMU
                                                NAWRÓT BYŁ TAK SILNY, ŻE NIE DAŁAM RADY.
                                                pRZYPADKIEM DOWIEDZIAŁAM SIE O LEKU O NAZWIE NALOREX NIEDOSTĘPNYM NA POLSKIM
                                                RYNKU ZACZEŁAM BRAĆ POD KONTROLĄ, JEDNEGO ZE SPECJALISTÓW ZAJMUJĄCEGO SIĘ
                                                LECZENIEM CHOROBY ALKOHOLOWEJ NOWYMI METODAMI.mINEŁO 3 MIESIĄCE JAK RĘKĄ ODJOŁ
                                                CZUJĘ SIĘ ŚWIETNIE.
                                                pOZDRAWIAM I ŻYCZĘ CZEGO ŻYCZYĆ ... POGODY DUCHA IDZIEMY Z LECZENIEM TEJ
                                                CHOROBY DO PRZODU NA ZACHODZIE METODA TA ISTNIEJE OD 10 LAT
                                                • kylly Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 19:23
                                                  hmmm poważnie ?? co Ty powiesz...tym lekiem się "leczyłem" circa 6 - 7 lat temu
                                                  (już bylismy na "zachodzie" ?? ;))) więc ani nowe ani pomocne...przepraszam
                                                  czasem zdaje egzamin...tylko koszt dość duży....
                                                  • jerzy30 Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 20:44
                                                    wiara czyni cuda - nawet placebo
                                                  • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 23:12
                                                    a ja piec lat temu pilam Red Bulla i tez udalo mi sie nie pic alkoholu, bez
                                                    niczejej pomocy przez dwa miesiace.
                                                    A teraz jestem "na zachodzie" i widze ze nadal dziala AA, na miejce na terapie
                                                    w osrodku trzeba troche poczekac, a alkoholikow wcale nie ubywa, wrecz
                                                    przeciwnie, rosnie procent uzaleznionych.
                                                    No i gdzie ta tabletka?

                                                    pzdr
                                                • karl nalorex, naltrexone 24.09.06, 03:34
                                                  lek rzeczywiście stosowany jest od 10 lat na zachodzie z dobrymi skutkami u
                                                  osób z chorobą alkoholową. U nas głownie stosuje się w uzależnieniu od heroiny.
                                                  Jest jeszcze niezarejestrowany, ale można go dostać w imporcie docelowym.
                                                  Niedługo, podobno za miesiąc, bedzie dostępny w aptekach jego odpowiednik.
                                                  Wiecej napiszę na stronach , w sekcji import docelowy

                                                  www.superapteka.pl i www.importdocelowy.com
                                                • karl Re: Tak, mnie się udało. 24.09.06, 03:40
                                                  nalorex, inaczej naltrexone, lek stosowany jest od 10 lat na zachodzie z
                                                  dobrymi skutkami u osób z uzależnieniami od heroiny i z chorobą alkoholową.
                                                  Niedługo bedzie dostępny w aptekach jego odpowiednik.
                                                  Wiecej napiszę na stronach , w sekcji import docelowy

                                                  www.superapteka.pl i www.importdocelowy.com
                                            • jerzy30 Re: Tak, mnie się udało. 19.02.06, 20:47
                                              janu - mój ukochany ogrodek [100 m2] tez na mnie tak dziala - a szczegolnie na
                                              wiosne wylażace z ziemi tulipany, hiacynty, krokusy itp.
                                            • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 01:11
                                              juz mi janu nachodzila ochota na to zeby sie usmiechnac, ale po przeczytaniu
                                              twoich dzisiejszych wpisow z kylly troche jakby znow zaczyna krolowac raczej
                                              bezradnosc, ze nadal starasz sie szukac dowodow na to, ze samemu mozna wyjsc, a
                                              wszyscy inni to 'trzepacze" mozgu.

                                              otoz napisales janu, ze wlasciwie nie jestes sam, bo masz nas, alkoholikow na
                                              forum. I jest prawda.
                                              Tylko ze prawda tez jest to, ze internet to kwestia ostatnich 5-6 lat, kiedy
                                              zaczal byc bardziej dostepny. Przedtem wyjscie samemu to musialo byc skazane na
                                              faktycznie samowyjscie, bo samemu trzeba bylo szukac informacji i to pewnie w
                                              roznych miejscach, na temat alkoholizmu. I wymagalo wiecej poswiecenia zeby
                                              cokolwiek samemu sie dowiedziec ze alkoholizm to choroba.
                                              Teraz praktycznie internet to cala skarbnica wiedzy o alkoholizmie.
                                              Tyle, ze to niestety kwestia kilku ostatnich lat. Dlatego nie jest bezpodstawne
                                              twierdzenie ze wychodzenie samemu daje inna jakosc trzezwienia, ale tez
                                              wlasciwie za malo czasu minelo zeby stwierdzic, ze internet wystarczy zeby
                                              trzezwiec prawdziwie.
                                              Ale zeby stworzyc portale na temat alkoholizmu, to niestety ktos je musial
                                              przygotowac, i ktos te informacje ktore tam sie znajduja zamiescic. I czy to na
                                              pewno byli ludzie ktorzy sami wyszli?
                                              jakos nie spotkalam sie dotad z portalem pod tytulem "Adam Slodowy - czyli
                                              wyjdz sam z alkoholizmu", i pewnie na na ogromnej wiekszosci wciaz sa adresy
                                              placowek pomocy dla uzaleznionych czy klubow AA. I jak na razie nie spotkalam
                                              sie z zadnym portalem ktory tak zniechecalby do korzystania z aa jak to robisz
                                              ty.

                                              Ja tez probowalam bardzo dlugo wyjsc sama. Dla mnie wiedza na temat alkoholizmu
                                              to glownie internet, potem ksiazki. Do tego ja swiadomosc swojego alkoholizmu
                                              mialam ogromna od bardzo poczatku, gdy granice juz minelam- wiedzialam o tym
                                              ja, a potwierdzali psychologowie, terapeuci, ktorych kilku zdolalam odwiedzic,
                                              choc nigdy nie skoczylo sie to niczym konkretnym. Wlasciwie na terapie
                                              chodzilam wczesniej, z innego powodu, przerwalam bo nie wrocilam po wakacyjnej
                                              przerwie, a zwlaszcza ze akurat w tym czasie 'odkrylam' alkohol, ktory swietnie
                                              mi pomagal.

                                              Wiedza i ta swiadomosc pozwolily mi na zmiany w moim piciu, z przerwaniem picia
                                              codziennego, co zamienilam na picie ciagami, w pewnym momencie do "tylko"
                                              pieciu dwutygodniowych ciagow w ciagu roku - czyli jak tak dalej to pewnie za
                                              jakies 5 lat moze i udaloby mi sie "wyjsc samej" i wejsc w lata trzezwosci.
                                              Tyle ze towarzyszyla temu swiadomosc, ze te trzezwe lata nadejda pod malym
                                              warunkiem, a mianowicie ze uda mi sie zywej wyjsc z ciagu - nie z tego
                                              ostatniego po ktorym nastapia lata trzezwosci, tylko tym ktory nastapi teraz,
                                              za miesiac albo dwa, jezeli nie wprowadze jakiejs istotnej zmiany w moim
                                              sposobie wychodzenia.

                                              Do AA mialam bardzo niechetny stosunek, a terapeuci mnie nie za bardzo
                                              mobilizowali do tego zeby cos tam wiecej sie poswiecic.
                                              Skapitulowalam na czesc AA dopiero w momencie konfrontacji z innym
                                              alkoholikiem, w stosunku do ktorego nie posiadalam zadnych instrumentow zeby mu
                                              pomoc, a powiedzenie mu po prostu zeby przestal pic, bylo dla mnie tak naiwne
                                              ze calkowita bezsilnosc wobec alkoholizmu stala sie faktem. Bo wlasciwie ile ja
                                              mam wspolnego z alkoholikiem ktory nie potrafi przestac sam nawet na tydzien -
                                              pod warunkiem ze nie byl chory na powazna grype lub nie lezal w szpitalu z
                                              powodu pobicia gdy wracal pijany do domu. A wlasciwie wszystko wskazywalo na
                                              to, ze to dno ktore ty sam opisales wyzej, bylo dla tej osoby juz bliziutko.
                                              Tyle ze do tego jeszcze dochodzila doskonala swiadomosc tego, ze osiagniecie
                                              dna wcale nie jest rowoznaczne z przestaniem picia i podjecia leczenia. Rownie
                                              dobrze moze ono sie zakonczyc utopieniem sie w wannie, choc faktycznie bylo dla
                                              tej osoby jeszcze po co "ZYC" bo obok wanny byly jeszczce dwie niedopite
                                              butelki wodki.
                                              i ja dopiero wtedy zauwazylam ze to co w jakis sposob dziala na mnie, nijak ma
                                              sie do tej drugiej osoby. I dopiero wtedy zaczelam pracowac na rzecz tego< zeby
                                              znalesc inne instrumenty, takie jak AA. I wlasciwie znalazlam. A uczciwosc nie
                                              tylko w stosunku do tej drugiej osoby, ale tez przede wszystkim do samej
                                              siebie, wymagala skorzystania w praktyce, z tego co znalazlam.
                                              Zreszta co potem sama odkrylam, ze takie trzezwienie podnioslo mi jakosc
                                              trzezwienia. I moze bylo to wlasciwie to, czego przez caly czas brakowalo mi w
                                              moim trzezwieniu i powodowalo ciagle nawroty - chocby zeby uslyszec jak
                                              wygladalo moje pijane zycie opowiedziane przez inna osobe. Twarza w twarz. Choc
                                              to bylo tylko zycie tej drugiej osoby. Nie moje. nie wystarczalo widocznie to,
                                              ze czytalam, potrzebowalam to napisac i po prostu uslyszec od kogos innego.

                                              Moja wiedza o alkoholizmie nie pochodzi wiec od aa< tak jak to eska probuje
                                              sobie wytlumaczyc< zeby sobie nastroj poprawic- wlasnie to gdzies indziej
                                              zrobila - tylko pochodzi z tego samego zrodla co i twoja. Na wiedze z aa mam
                                              czas, przy czym jesli z czyms sie nie zgadzam, to po prostu moze nie rozumiem,
                                              na sile nie bede sie starala zrozumiec, ale moze kiedys nadejdzie moment, ze
                                              bede wiedziala dlaczego tak, a nie inaczej.
                                              Zreszta jest taka ladna sentencja na temat trzezwienia, ze trzezwienie to
                                              podroz, a nie cel podrozy. Wiec pytanie czy warto wszystkich zniechecac do
                                              podrozy na kube, bo tam terror castro, skoro wiele osob mowi ze warto tam
                                              pojechac bo tam byli.

                                              I jeszcze mi taka inna mysl naszla do glowy, dotyczaca sily wyzszej.
                                              To nie znaczy ze trzeba w nia wierzyc i ze ma taka a taka twarz. Czasem moze
                                              warto poszukac, czy naprawde nie ma wokol nas czegos co jest od nas silniejsze
                                              i nie mamy na to wplywu a to cos ma wplyw na nas?
                                              Piszesz< ile satysfakcji daje ci praca na dzialce, i jak jest ona przydatna
                                              tobie do twojego trzezwienia.
                                              Tylko zastanawiales sie moze, na ile na wyglad twojej dzialki ma wplyw twoja
                                              praca, a na ile pogoda, i na ile pogoda ma wplyw na to, ile pracy musisz wlozyc
                                              w swoj ogrodek?
                                              I czy ty masz jakikolwiek wplyw na pogode< na to czy w tym roku bedzie
                                              wystarczajaco deszczu i wystarczajaco slonca, zeby i twoja praca dala takie
                                              efekty jakich oczekujesz? Z pogoda kontraktu nie podpiszesz, a pewnie w
                                              ogromnej mierze twoja praca i efekty beda od niej zalezne.
                                              Nawet jesli zalozysz ze w tym roku bedzie susza, i zainstalujesz wspanialy
                                              system nawadniania, czy na pewno to wystarczy jesli susza bedzie taka, ze twoj
                                              system nawadniania bedzie na nic, bo zwyczajnie zacznie brakowac wody nie tylko
                                              na twoje kwiatki, ale zeby sie samemu umyc bedzie trzeba oszczedzac? i czy
                                              twoja praca w takich okolicznosciach na pewno da efekty zeby twoj ogrodek
                                              wygladal tak jak tego oczekiwales?
                                              Obrazisz sie na slonce< wiec w przyszlym roku nie wyjdzie ono ani razu< i
                                              niezaleznie od twojej pracy, twoj ogrodek i praca bedzie gnila w kaluzach.
                                              Czy stwierdzisz wtedy ze wszystko jest bez sensu, bo twoja praca i tak nie daje
                                              efektow?

                                              Wiec kwestia tej wyzszej sily to wg mnie nie tyle koniecznoc wiary w cos, bo
                                              tak wypada, moze po prostu zwykla swiadomosc tego, ze pewne rzeczy sie w zyciu
                                              zdarzaja, ot, tak poprostu, BO TAK, i jest to niezalezne od ciebie, jest gdzies
                                              wyzej od nas.
                                              A szukanie powodow, dlaczego tak sie dzieje, czy to nasza wina, czy ksiedza
                                              jana, lub piekarza z miasteczka niekoniecznie moze sie przydac, bo moze nawet i
                                              odnajdziemy winnego w postaci sasiada z naprzeciwka, winnego za wszystkie nasze
                                              niepowodzenia, tylko moze to byc przykre kiedy wraz z tym odkryjemy ze trzeba
                                              ruszyc do sklepu bo butelka juz pusta, bo w calym tym szukaniu winnego za
                                              rzeczy tak faktycznie po prostu od nas niezalezne, otworzylismy butelke, i
                                              druga i trzecia, bo na jakis czas uciekla nasza potrzeba trzezwosci przede
                                              wszystkim, bo trzeba bylo gonic kroliczka by po drodze zlapac flaszke...

                                              Wiec po prostu janu, jedyne o co po prostu chcialabym cie prosic, to to, zebys
                                              nie krytyk
                                              • rauchen Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 01:22
                                                Wiec po prostu janu, jedyne o co po prostu chcialabym cie prosic, to to, zebys
                                                > nie krytykowal czegos, na co po prostu jestes niedostepny, pewnie z roznych
                                                powodow. przeciez i tak w tym wszystkim chodzi o trzezwosc, a nie o to jakimi
                                                instrumentami zostala ona osiagnieta. Jesli ty nie wierzysz w zadna sile
                                                wyzsza, czy tak bardzo przeszkadza ci to ze ktos inny w cos tam wierzy, i ze
                                                wlasnie to pomaga mu w trzezwieniu, zamiast twojego ogrodka?
                                                Przeciez pijane zycie nie tylko ciebie czegos tam nauczylo.
                                                Czy nie nauczylo jednak tego, zeby szanowac trzezwosc, niezaleznie od tego skad
                                                przyszla i od kogo pochodzi?
                                        • e4ska Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 08:57
                                          Fiokla, poprzestań lepiej na jednym dobrym uzależnieniu, bo w razie naszej
                                          ewentualnej wspólnej terapii ja nauczyłabym Cię pić, a Ty mnie palić.

                                          Byłaby to piękna terapia, hej, nie jak u tych zawodowych nudziarzy!

                                          Trzymaj się bez,
                                          pozdrawiam, eska.
                                          • alkoholiczka5 Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 19:25
                                            Chciałabym wrócić do pierwotnego tematu. Jak sobie pomóc. To nieprawda, że
                                            proponuję "śmierć z tabletkami". Chciałam tylko poiwedzieć, że mam taką radę.
                                            Chcesz sie napić, weź lepiej talbeltkę i jak mówiłam, nie robic tego
                                            czEsto!!!!!! Mi to pomaga, kładę sie spać i mija mi chęć na alkohol. Jestem
                                            spokojniejsza. A to wszystko pod kontrolą. Zawsze kontaktuję się ze swoim
                                            terapeuta, jesli mówi nie bierz, nie biorę. Pomęczę się, ale trzymam. On wie,
                                            że czasami (rzadko) nie daje rady, ale zachęca mnie powolutkimi krokami do
                                            wychodzenia. Uwierzcie mi, że wiele przeszłam i wiele osiagnęłam. Jak przypomne
                                            sobie te ranne piwka przed pracą, w czasie pracy... Jeszcze dużo przede mną,
                                            ale jest coraz lepiej. Może to mało dla was, ale dla mnie powolny, żmudny
                                            sukces.
                                            • jerzy30 Re: Tak, mnie się udało. 20.02.06, 20:58
                                              ogrodek [moj] i dzialka [janu] tez sa takimi "silami wyzszymi"
                                              • hepik1 Re: Tak, mnie się udało. 15.09.07, 15:42
                                                Jak to drzewiej bywało...miłe złego początki.
                                                Nasza nowa moderatorka pierwsze kroki stawiała ,miłą dla wszystkich sie starajac a janu juz wtedy żegnał się z forum ;))
                                                • janulodz Re: Tak, mnie się udało. 15.09.07, 15:50
                                                  Ty z kolei Hepik jakoś tak w lepszej formie wtedy byłeś. Coś ci teraz dolega?
    • aaugustw Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 15.09.07, 16:06
      lohokla napisał:
      Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- samemu?
      _______________________________________________.
      Nie wiem o picie czego Tobie chodzi...!?
      Czy o takie, jak pije Eska (pokrzywy z naleka),
      czy takie jak Janu (mleko, herbata,...), czy
      zwyczajne wyjscie z knajpy, jak sie nie ma juz forsy...!?
      A...
      Ps. Takie "wyjscie z picia samemu" udalo mi sie chyba
      z dwa razy w moim zyciu...!
    • e4ska Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 16.09.07, 00:19
      Ciekawe, jak sobie daje radę autor wątku. Fajnie byłoby, gdyby mu sie udało...
      obojętnie jaką metodą.
      Wiele osób zaczynało tutaj swoje trzeźwienie - albo po raz pierwszy dzieliło się
      tajemnicą - czy to picia, czy trzeźwości.

      Wątek historyczny nieco - jednak aktualny. Fajnie, że nie pijemy... po prostu.
    • superapteka_pl Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 16.09.07, 11:07
      znajdz sobie jakies zajecie na weekendy, zadne telewizje, tylko
      rower, wycieczki; znajdz jakies towarzystwo niepijace,
    • jwm1 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 18.09.07, 19:42
      Jest to możliwe wbrew powszechnemu przekonaniu. Aliści niełatwe.
    • malineroo Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 03.09.16, 10:41
      Samemu? Nie. Jedynie z pomocą najlepszej p. psycholog w Warszawie czyli panią Ewą Guzowską - tak mi się udało. Faktycznie lukrecja masz racje, że pierwszym krokiem by wyjść z nałogu jest przyznanie się, że samemu nie damy rady. Ludziom, którym ciężko polecam ten artykuł... zmienicie podejście.
      www.psychoterapia-coaching.pl/artykuly/99- dda-ddd- czas-na- zmiane.html
      • aaugustw Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 03.09.16, 17:25
        Mowisz; udalo ci sie wyjsc z tego szamba przy pomocy p. psycholog.
        Coz przestac pic to nie jest sztuka wiem to z doswiadczenia wlasnego
        i paru milionow innych, trzezwych alkoholikow z AA. Sztuka jest nie
        wrocic do picia, wiec pytam ciebie; w ktorym ty miejscu teraz stoisz..?
        Co robisz dalej, aby ruszyc z miejsca i zmieniac siebie, gdyz bez tej
        przemiany bedziesz dalej tym "starym pijakiem", ktoy wczesniej czy
        pozniej powroci do swej flaszki... (osobiscie po udanej terapii, ale
        bez AA wytrzymalem w abstynencji ponad 5,5 roku - na duposcisku...!)
        A...
        • anek_1982 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 13.09.16, 17:07
          Dalej jesteś w dupościsku ;P
    • zdzislaw50 Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 11.04.19, 09:47
      W każdym powiatowym mieście jest poradnia uzależnień która pomaga wyjść z uzależnienia BEZPŁATNIE, leczenie odbywa się w ramach NFZ oraz w wielu szpitalach psychiatrycznych są oddziały odwykowe wykonujące tę samą robotę też za darmo a poziom ich pracy wcale nie odbiega od tych ciągnących kasę. Nie dajcie się naciągać ludzie. Jedynym warunkiem wyzdrowienia jest CHĘć ZAPRZESTANIA PICIA.
      • aaugustw Re: Czy udało się komuś z Was wyjść z picia- same 11.04.19, 11:19
        Tak samo mysle Zdzislawie.
        Nie zwracaj na te pania uwagi. Ona tylko reklamuje ten osrodek i to w pijany sposob, nie bedac alkoholiczka.
        A... ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka