maria355
10.03.06, 20:53
Jak wygląda moje życie: mąż alkoholik, wielka ulga, gdy po raz pierwszy o tym
głośno powiedziałam, chodziłam na terapię , przestałam, odeszłam od niego rok
temu, zabrałam dzieci a teraz się waham: wracać nie wracać. Znam te wszystkie
mechanizmy jak terapeuta i chyba oszukuję siebie, że możliwa jest normalność.
Niby fizycznie "oderwałam się" od niego ale wystarczy jeden dzień , gdy nie
zadzwoni, lub ślad podejrzenia, bo naturalnie mam alkomat w uchu, i drżą mi
kolana, trzęsą się ręce. Teraz właśnie jest taki moment, kolejny zawód i niby
wiedziałam ale jestem bardzo mocno związana z moimi marzeniami o naszym
małżeństwie i nie wiem czy będę w stanie z nich zrezygnować, taki to chyba
błąd w psychice żon alkoholików, że wydaje im się, że ich wiara i wola góry
może przenosić. On: niby nie jest takżel, ponieważ zdaje sobie sprawę z
choroby ale terapia kończy się na kilku spotkanich zterapeutą, który zawsze
jest"mało przekonujący,bierny- konkluzja: nic mu to nie daje. Ile jeszcze
wody musi upłynąc, żeby doszedł do tego, że to nie terapeuta leczy tylko
pokazuje i że musi sie otworzyć. Jak długo będzie mnie to jeszcze bolało.
Proszę o radą, może lepiej po prostu iść do adwokata.Dzieci bardzo go kochaja.
Potrzebuję rozmowy.
Jak jeszcze mogę mu pomóc i czy jest sens