warka.pl
09.04.06, 11:48
Jakiś czas temu pytałam o to czy udaŁo się komuś kto jest uzależniony,
przejąć kontrolę nad swoim piciem i bez terapii, abstynencji, wrócić do
dawnego stylu życia, kiedy alkohol nie stanowiŁ jeszcze problemu.
Otóż mam wrażenie, że mnie się to udaje. WystarczyŁo, że postanowiłam sobie
nie pić na klina i udało się, przestałam mieć ciągi alkoholowe, nie odczuwam
już przymusu wypicia, nie odczuwam już przykrego "na drugi dzień " z drżeniem
niemal wszystkich podskornych mięśni.
Jest wiele chwil kiedy zadaję sobie pytanie: czy mam chęć się napić...? i z
caŁym przekonaniem całkowicie szczerze potrafię sobie odpowiedzieć, że nie
nie mam, nie mam ochoty ani na piwo, ani wino, ani tym bardzije wódkę. Czasem
jednak mam ochotę wyjść z mężem na piwko do baru, wypijamy wówczas ok 2 piwka
( czasem trzy) i do domu, po czym nastają kolejne dni bez alkoholowe.
ChwaŁa Bogu bo już myślałam, że czeka mnie psychiatra, AA, terapie i
caŁkowita astynencja ( a co ja bym wówczas powiedziała przyjaciołom, z
którymi odwiedzamy się kilka razy w roku przy okazji różnych grilów, zabaw
spotkań, etc).
Tak bardzo przeraziła mnie wizja AA, skutków fizycznych i psychicznych
nadmiernego picia, wizja przedwczesnego starzenia się organizmu, a
najbardziej spustoszenia w mózgu (umyśle), że poprostu wzięłam się w garśc.
CZEGO I INNYM Z CAŁEGO SERCA ŻYCZĘ.