maria355
09.04.06, 19:10
Mój mąż po raz kolejny wybawił mnie od dylematu : wracać, nie wracać i wracam
ale tylko na to forum. Od roku już nie mieszkamy razem, stosuję tzw "twardą
miłość" i odeszłam rok temu, z bojowniczymi zapowiedziami ale i z nadzieją,
że to pomoże mu podjąć decyzję, właśnie miałam wrócić na te święta i wczoraj
właśnie zaczęliśmy sprzątanie w naszym domu. Bałam się bardzo i nie mogę spać
po nocach ale już niby było lepiej, zapicia raz na kwartał, nowa praca, dobry
kontakt z dziećmi, częste spotkania i niby "jego" terapia, "jego", bo nie
chciał o tym rozmawiać a tu proszę pospieszył się z swoją radością i
przyszedł pod wpływem, niby gorączka, daj mi spokój nie dopytuj, co mi
wmawiasz ale tak doświadczony pies gończy jak ja ma wprawę i nie da się
oszukać.
Proszę podpowiedzcie jak poradzić sobie z rozczarowaniem. Z drugiej strony
pociechą niech mi będzie, że nie stało się to w Wielki Piątek , kiedy już
najprawdopodobniej byłabym z powrotem z dziećmi i z moimi manelami w domu. Co
powiedzieć dzieciom? Czuję, jak drżą mi kolana.