filipek40
20.06.06, 10:36
Witam wszystkich forumowiczow,
chcialm zapytac o porade w sprawie, ktora spadla na mnie moze nie tyle jak
grom, ale wstrzasnela mna i nie wiem co z tym zrobic.
Wczoraj mialam powazna rozmowe z narzeczonym po znalezieniu (a raczej po
uslyszeniu kamuflowanego otwierania) kolejnej butelki. Ja wiedzialam, ze moj
narzeczony popija wodke - dziwilo mnie tylko czemu kamufluje butelki (ktore i
tak ja znajduje). Rozmawialismy o tym jakis czas temu. Zarzekal sie, ze to
dla kurazu, a chowa z przyzwyczajenia... Potraktowalam to powaznie, ale jak
sie okazuje - niewystarczajaco. Nie zabronilam picia, ale poprosilam, zeby
nie chowal tych cholernych butelek.
Wczorajsza jego wpadka znow sprowokowala powazna rozmowe, w ktorej sie
dowiedzialm jak powazny jest to problem: to nie dla kurazu, bo nikt nie
wypija prawie litr wodki dziennie dla kurazu, dzieje sie tak prawie
codziennie (w ciagu dnia mnie nie ma, a on ma duze "mozliwosci"). Dzieje sie
tak od lat kilku!!! Probowal chodzic do AA, ale go tam totalnie zniechecili.
Wiecie co? Boje sie. Kocham tego gamonia i szkoda mi go i chce mu pomoc.
Wczoraj rozmawialismy na powaznie, bez krzyku, bez histerii, probowalam nawet
delikatnie dowcipkowac. On ma bardzo malo wiary w siebie (duzo w zyciu
przeszedl, choc troche koloryzuje). Na moje pytanie - co go zmusza do picia,
odpowiedzial, ze... strach. A po alkocholu ma ponoc wiecej odwagi wobec...
ludzi.
Jestem w stanie rozwiazac wiele problemow, ale tem mnie cokolwiek przerasta.
Zadne AA nie wchodzi w rachube. Lekarz tez nie. I co ja mam zrobic?!!
PS. Nie mieszkamy w Polsce.
Pozdrawiam