Dodaj do ulubionych

Dedukuję Paul66

05.08.06, 13:32
Napiłem się wczoraj, no i co? Jest weekend
Ze trzeci dzień z rzedu? Bo musialem odreagowac. Co, obrazilem barmana? Ja
obrazilem? To był żart. Nie wyglądał? Barman nie ma poczucia humoru. Glupek.
Debil. Dlaczego pilem od rana? Bo mi sie pic chcialo. A co Ci do tego? Troska?
Wpieprzasz sie w moje zycie.

To jest manipulacja wedlgu mojego rozeznania.
Nie udaje glupiego, naprawde, ale powiedz mi, jak ja manipuluje? Rozłóż to, bo
ja sam nie wiem.
Obserwuj wątek
    • gooch Re: Dedukuję Paul66 06.08.06, 01:09
      nie rozumiem, o co prosisz - żeby wskazać na manipulację w tym tekście czy żeby
      wytłumaczyć, w jaki sposób Ty manipulujesz (na podstawie poprzednich postów?) ;-)
      • addicted1 Re: Dedukuję Paul66 06.08.06, 20:54
        O to drugie.

        Wg. mnie czasem na pewno racjonalizuje- trzymajac sie terapeutycznych terminow.
        Czesto mam pretensje, czasem sie uzalam, choc coraz mniej chyba.
        Ale nie wiem, gdzie manipuluje.
        Chyba ze sam soba i nie widze tego dlatego bede wdzieczny za wskazanie.
        • gooch Re: Dedukuję Paul66 09.08.06, 00:51
          to trudne pytanie addi

          manipulujesz wtedy, kiedy używasz fragmentu jakiejś wypowiedzi, żeby dowieść, że
          masz w czymś rację i gdy pomijasz przy tym resztę tej wypowiedzi

          kiedy zadajesz pytanie, chociaż znasz na nie odpowiedź

          kiedy uważasz, że twój ogląd sytuacji i sytuacja to to samo

          kiedy obarczasz innych odpowiedzialnością za wydarzenia w twoim życiu, pomijając
          własny udział

          łatwiej by mi było powiedzieć coś konkretnego, gdybyś zacytował jakąś swoją
          wypowiedź, w której ktoś dopatrzył się manipulacji

          pozdrawiam
          • addicted1 Re: Dedukuję Paul66 09.08.06, 16:36
            gooch napisała:

            > to trudne pytanie addi
            >
            > manipulujesz wtedy, kiedy używasz fragmentu jakiejś wypowiedzi, żeby dowieść,
            ż
            > e
            > masz w czymś rację i gdy pomijasz przy tym resztę tej wypowiedzi


            mi sie wydawalo, ze to wlasnie w moich wypowidziach pomija sie kontekst, ale
            moze i masz racje, mam takie sklonnosci "prawnicze", taki jakis nieuleczony
            kompleks niedoszlej gwiazdy palesry, ze lubie szukac niescislosci, luk itp, -
            czasem nawet gdy ich tam nie ma.

            kiedy zadajesz pytanie, chociaż znasz na nie odpowiedź

            To jest przesada. To wg mnie nie jest manipulacja tylko retoryka, forma
            wypowiedzi.

            czasem owszem, chce sie "upwenic", ale czasem tak formluje swoje opinie.
            Przepraszam za porownanie, ale ostatnio czytalem książkę J.Miodka, w ktorej
            pisal, ze czesto taki zabieg stylistyczny stosowal JP2
            np.
            "Czy godzi sie, aby czlowiek nie kochal czlowieka?".


            kiedy uważasz, że twój ogląd sytuacji i sytuacja to to samo

            tak, to brak obektywizmu, ale to nie tylko ja mam (o, znowu manipulacja:))\


            >
            > kiedy obarczasz innych odpowiedzialnością za wydarzenia w twoim życiu,
            pomijają
            > c
            > własny udział

            tak, mialem i mam taki zwyczaj. wiem, ze to bez sensu, ale siedzi we nie sporo
            zalu, pretensji, czasem slusznych czasem nie.
            ale to nie manipulacja, ja to pisze szczerze


            Bo o co chodzi?
            Ja traktuje manipulacje jako celowe i swiadome operowanie faktami tak, by
            nagiąć do swoich potrzeb
            Ja wiekszosc rzeczy pisze na goraco, z glowy, z serca, jak zwal tak zwal, ale
            pisze szczerze.
            Tak uwazam, tak mysle na moment, w ktorym pisze.


            • gooch Re: Dedukuję Paul66 10.08.06, 00:50
              To jest przesada. To wg mnie nie jest manipulacja tylko retoryka, forma
              > wypowiedzi.
              >
              > czasem owszem, chce sie "upwenic", ale czasem tak formluje swoje opinie.
              > Przepraszam za porownanie, ale ostatnio czytalem książkę J.Miodka, w ktorej
              > pisal, ze czesto taki zabieg stylistyczny stosowal JP2
              > np.
              > "Czy godzi sie, aby czlowiek nie kochal czlowieka?".

              Jeśłi zadajesz pytanie retoryczne, to jasne jest, że nie oczekujesz odpowiedzi.
              Jeśli jednak zadajesz pytanie, sugerując, że nie wiesz albo że chcesz poznać
              zdanie innych na dany temat, a tak naprawdę po to, żeby udowadniać komuś, że się
              myli, to według mnie jest to manipulacja.

              kiedy obarczasz innych odpowiedzialnością za wydarzenia w twoim życiu,
              > pomijają
              > > c
              > > własny udział
              >
              > tak, mialem i mam taki zwyczaj. wiem, ze to bez sensu, ale siedzi we nie sporo
              > zalu, pretensji, czasem slusznych czasem nie.
              > ale to nie manipulacja, ja to pisze szczerze

              być może lepszy termin to samooszukiwanie się.

              Ja traktuje manipulacje jako celowe i swiadome operowanie faktami tak, by
              > nagiąć do swoich potrzeb

              Według takiej definicji nie manipulujesz. Ale jeśli nie wkładasz wysiłku w to,
              żeby obserwować swój sposób porozumiewania sie - czy to nie jest już początek
              manipulacji?

              Wszyscy się oszukujemy, nieuzależnieni także. Wpadł mi w pamięć tytuł
              "Złudzenia, które pozwalają żyć" - według mnie wiele mówi o ludzkiej naturze.
              Ale samooszukiwanie sie osób uzależnionych ma bardziej negatywne konsekwencje -
              utrzymuje nałóg, który ich niszczy.

              Pozdrawiam

              • addicted1 OK 10.08.06, 15:52
                Zagalopowalem sie.
                zaczalem sie znow tlumaczyc i wyjasniac, plemizowac.

                Wszyscy się oszukujemy, nieuzależnieni także. Wpadł mi w pamięć tytuł
                > "Złudzenia, które pozwalają żyć" - według mnie wiele mówi o ludzkiej naturze.
                > Ale samooszukiwanie sie osób uzależnionych ma bardziej negatywne konsekwencje -
                > utrzymuje nałóg, który ich niszczy.
                >

                wlasiciwie to do tego zmierzalem, wyreczylas mnie doskonale.

                czasem nawet zapewne i swiadomie manipuluje,ale to jet normalne, wydaje mi sie.


                powiem Ci jeszcze o jednej, waznej w mym postepowaniu rzeczy.
                Ja przezywam ciagly wewnetrzny konflikt miedzy racjonalnoscia a spontanicznoscia.
                Mam problemy ze znaleznieniem rownowagi.
                Otoz jednoczesnie nie rozumiem zasad, ktore nie sa racjonalne, ktore sa
                nielogiczn itp.
                A zarazem nie chcialbym stac sie takim wyrachowanym i precyzyjnym zaplanowanym
                nudziarzem.
                To sie we mnie sciera.
                I czasami rodzi sytuacje, w ktorych swiadomie "blokuje" swoj zmysl logiczny i
                jade na zywiol, a potem odmyka mi sie klapka i juz podchodze racjonalnie.
                jestem zmiienny po prostu, czesto mysle w rozny sposob na ten sam temat.

                rowniez na temat mojego trzezwienia, sily problemow z alkoholem itp.
                to sie zmienia tylko zbyt czesto.
                ale to tez metlik, o ktorym pisalem.
    • paulsixtus Re: Dedukuję Paul66 07.08.06, 23:51
      Te wszelkie pytania, na ktore chcesz jednoznacznych odpowiedzi - ten wypil tyle,
      ten sie trzyma, zuch chlopak, a ten nie....
      Mam wrazenie, ze ciagle bardziej Cie obchodzi, jak ladnie pic, niz jak trzezwiec.
      Zycze jednak tego drugiego:)
      pozdrawiam
      PaulSixtus
      • addicted1 Re: Dedukuję Paul66 09.08.06, 16:37
        Mam wrazenie, ze ciagle bardziej Cie obchodzi, jak ladnie pic, niz jak trzezwie
        > c.


        Tak.
        Prawda.
        Jsem zniechecony do "trzezwienia".
        Jakos sie zablokowalem.

        • paulsixtus Re: Dedukuję Paul66 09.08.06, 20:46
          >Tak.
          > Prawda.
          > Jsem zniechecony do "trzezwienia".
          > Jakos sie zablokowalem.

          Szkoda zycia na blokady, na zapieranie sie rękami. Mam nadzieje,ze kiedys
          odpowiednie decyzje podejmiesz. Jestes wart swojego zdrowia i inni sa warci, by
          znać Ciebie takim ,jakim jestes, a nie - jak chce alkohol.
          pozdrawiam
          PaulSixtus
          • addicted1 Re: Dedukuję Paul66 10.08.06, 16:14
            Szkoda zycia na blokady, na zapieranie sie rękami. Mam nadzieje,ze kiedys
            > odpowiednie decyzje podejmiesz. Jestes wart swojego zdrowia i inni sa warci, by
            > znać Ciebie takim ,jakim jestes, a nie - jak chce alkohol.
            > pozdrawiam
            > PaulSixtus


            Ja juz pewne decyzje podjalem, a pewnych nie wiem czy kiedykolwiek podejme, tak
            to widze na dzis.
            Podjalem decyzje, ze nie chcialbym juz nawalony wchodzic do lokalu psujac
            ludziom zabawe i robiac sobie obciach.
            Takze, ze chcialbym nauczyc sie zabawy i w ogole zycia tak, by bylo fajne bez
            koniecznosci wspierania sie alkoholem; zmierzenia sie z lekiem, strachem,
            pobudzeniem, itp.
            Czyli chcialbym wydobyc z siebie te tajemne sily, ktore gdzies tam tkwia w kazdym.
            Skoro ludzie sa podekscytowani szczerze i autentycznie kinem, sportem,
            czymkoliwek- tez tak chce. Miec rzeczy, ktore mnie ekscytuja.

            Nie zdecydowalem o tym, ze bede abstynentem do konca zycia.
            Dlatego, ze mam 30 lat wiec to jakies 50- nie znam nikogo, kto tyle nie pil.
            nie slyszalem o kims takim nawet.
            i dlatego, ze licze na to- wiecej, czekam na to-, ze jak sie naprawie "wewnatrz"
            i bede mial spokoj oraz pasje- bede traktowal alkohol jako mniej wazny i tak
            jakby naturalnie nie bedzie mi on potrzebny do zycia, nie bede musial sie go
            bac, unikac jak ognia i zyc w jego cieniu.
            To jest pierwsze zalozenie i marzenie- by nie zyc w cieniu butelki, znalezc
            spokoj i szczescie w sobie.


            Druga rzecz, troche mniej definitywna, ale obecna w moich myslach, to
            przekonanie lub nadzieja, ze nie bede kiedys tam musial byc abstynentem. Ze bede
            mogl czasem pic.
            Z tym, ze zakladam, ze to moze byc bledne zalozenie, ze kiedys jak sie okaze ze
            jednak nie moge normalnie pic to nie bede tego robil.

            Jednakze majac te 2 cele- ze wskazaniem na 1 cel jako priorytet- nei pasuje do
            AA i terapii, bo tam mnie ucza czegos odwrotnego- ze musze skupiac sie do konca
            moich dni na niepiciu i strachu.
            A mi sie to po prostu nie podoba. I tyle.
            stad moje opory.

            • addicted1 znow niejasno ale szczerze 10.08.06, 16:23
              Postaram sie inaczej:

              Chcialbym dojsc do takiego stanu, w ktorym alkohol bedzie mi niepotrzebny do
              niczego. wtedy podejme decyzje, czy pic zcy nie.

              Chodzac do AA ucze sie zycia wokol niepicia, trzezwienia, mityngow, wspolnoty
              alkoholikow itp., wiec logiczne jest, ze przy takim programie nigdy nie dojde do
              sytuacji zycia bez cienia alkoholu za mna.

              Chodzac do AA dzis wybieram- styl, sposob zycia, swiatopoglad, stosunek do ludzi
              i swiata. Komplet.

              A ja nie podjalem decyzji, czy akurat ten model mi odpowiada.




              • e4ska Re: znow niejasno ale szczerze 10.08.06, 17:09
                Piszesz, Addi, "logicznie":

                "Chcialbym dojsc do takiego stanu, w ktorym alkohol bedzie mi niepotrzebny do
                niczego. wtedy podejme decyzje, czy pic zcy nie."
                Jak ci alkohol nie bedzie potrzebny, to po co pić???

                "Chodzac do AA ucze sie zycia wokol niepicia, trzezwienia, mityngow, wspolnoty
                alkoholikow itp., wiec logiczne jest, ze przy takim programie nigdy nie dojde do
                sytuacji zycia bez cienia alkoholu za mna"
                A czego Ty uczysz innych? "Ja". "Mnie". "Ja". "Mi"... pomagasz ludziom, dbasz o
                swieżo trzeźwiejących?

                Nie byłam na żadnym mityngu, ale się nie zarzekam, że nie pójdę: po to, aby
                poznać osobiscie np. kogoś z tego forum, bo wiele jest tu miłych, porządnych,
                zaangażowanych ludzi. Nie przeszkadza mi mój ateizm - w kosciele też bywam i
                grom mnie nie raził. Ale gdybym tam poszła, to dla radości bycia z innymi. Addi,
                masz przyjaciół z terapii, tzn. z grupy? masz przyjaciół z AA? Tak chodzisz, bo
                Ci kazali? Nie z wewnętrznej potrzeby? To po co chodzisz? po co idziesz np. do
                terapeuty, jeśli nie szanujesz jego słów, jeśli chcesz, aby stał sie Twoim
                darmowym "doradcą", bo tak też pisałeś... to nie jego rola. Zabierasz mu czas,
                ktory poświęciłby innej osobie.
                Jesteś zawodowym narzekaczem, zrzędzisz, marudzisz, nieszczęście masz sam ze
                sobą. To nie, tamto nie, to mamusia, to terapeuta, to AA, to spiker... czego
                oczekujesz od życia? Gdzie jesteś w tym wszystkim?
                Weź się zapisz na te terapię długoterminową, Addi. Może Cię obudzi... naprawdę,
                tak myslę, mimo że jestem przeciwniczką terapii.
                • addicted1 Re: znow niejasno ale szczerze 10.08.06, 20:29
                  Droga E4sko:
                  nie zauwazyleas moze, ale staram sie ograniczac moje narzekanie.
                  wyjasnilem wpis nizej moj stosunek do AA.

                  Do terapeuty chodze z powodu jakiegos wewnetrznego przymusu, nie wiem, a takze z
                  mysla, ze cos mi moze da. A ze na razie nie wiele mi pomaga- to mam prawo sie
                  czasem zdenerwowac.
                  "a to ze mamusia"- o matce wspomnialem i potem rozwinalem w kontekscie dyskusji
                  o mojej "niecheci" do meliniarza ze spikerki, a nie by sie pozalic.

                  Chcialbym dojsc do takiego stanu, w ktorym alkohol bedzie mi niepotrzebny do
                  > niczego. wtedy podejme decyzje, czy pic czy nie."
                  > Jak ci alkohol nie bedzie potrzebny, to po co pić???

                  po nic. nie mowie pic, tylko zdecydowac o piciu. zeby nie "przymus" a "chec"
                  mna kierowala.

                  A czego Ty uczysz innych? "Ja". "Mnie". "Ja". "Mi"... pomagasz ludziom, dbasz o
                  > swieżo trzeźwiejących?
                  >

                  Nie ucze innych bo sam niewiele umiem.
                  Mam znajomych z terapii, kilka osob.
                  Z mityngow ludzi widuje tylko na mityngach.

                  jeśli nie szanujesz jego słów, jeśli chcesz, aby stał sie Twoim
                  > darmowym "doradcą".
                  Albo szanuje, albo szukam doradcy. jedno wyklucza drugie.


                  Jesteś zawodowym narzekaczem, zrzędzisz, marudzisz, nieszczęście masz sam ze
                  > sobą. To nie, tamto nie, to mamusia, to terapeuta, to AA, to spiker... czego
                  > oczekujesz od życia? Gdzie jesteś w tym wszystkim?
                  > Weź się zapisz na te terapię długoterminową, Addi. Może Cię obudzi... naprawdę,
                  > tak myslę, mimo że jestem przeciwniczką terapii.

                  tak, czesto narzekam, nie odkrylas Ameryki.
                  Staram sie tego oduczac.
                  ale to sie czasem zmienia.
                  czasem jest lepiej, czasem gorzej.
                  a za rady co do terapii dziekuje, nie potrzebuje ich akurat od Ciebie.
                  • addicted1 Do E4ski 10.08.06, 20:48
                    astanawia mnie Twoja postawa; czesto mieszasz z blotem i rugasz AA i Terapie, a
                    innym razem mowisz, ze nie masz nic przeciwko.
                    A potem mi zarzucasz, ze ja tak robie.

                    Ja nie wysmiewam terapeutow jak Ty, nie drwie z AA, ja sie po prostu buntuje,
                    denerwuje, zloszcze, czepiam, szukam dziury i tak dalej.
                    To jest taa samoobrona bnez ataku.
                    Ale raczej chyba nie drwie z pozycji "wszechwiedzacego".

                    p.s. gdybym byl 100% przekonany do swoich przekonan moja czcionka nigdy nie
                    postalaby na tym forum.
                    czasem sie wymadrzam, ale tak naprawde nie mam wcale ustalonego pogladu na
                    trzezwienie.
                    motam sie raczej.
                    szukam.
                    • e4ska Re: Do E4ski 10.08.06, 23:03
                      Czy mieszam z błotem AA? Mylisz się. Wyśmiewam terapeutów? Niektóre ich
                      zachowania tak, w ogóle nie uważam ich za mądrych, ale za cwanych - jak
                      najbardziej. Chce państwo trwonić pieniądze, niech trwoni, ale ja pisać będę o
                      konieczności innego dostarczania wiedzy, innej wiedzy - nie nazywania emocji,
                      nie ćwiczeń asertywnosci i innych rzeczy, ale konkretów, juz o tym wspominałam,
                      nie chce mi się powtarzać. Krótko. Dla osob takich jak ja: najbardziej typowe
                      zachowania - samookłamywanie, reakcje organizmu, zjawisko głodu alkoholowego,
                      szkody, delirki, majaki, dziury w mózgu, bezsenność, depresja, przyczyny
                      śmierci, np. zadławienie wymiocinami, zapicie na amen, cukrzyca... Tydzień i do
                      widzenia. Tego oczekiwałam i tego nie otrzymałam, szkoda było mojego czasu na
                      głupstwa. Przymusowe "leczenie" - tydzień, nie więcej, oddzielnie z tymi, ktorzy
                      decydują sami. Dla osób z problemami psychicznymi, często po długim piciu,
                      bardzo chcących, faktycznie w cięzkim stanie - trochę dłużej. Natomiast
                      tygodnie, podczas ktorych płaci sie chorobowe - nie, tym bardziej, że i tak
                      ludzie wracają do picia... i znów terapia - sześć tygodni, osiem tygodni,
                      indywidualna... w tym pogaduszki o problemach miłosnych pań i panów...

                      I co mi sie nie podoba: biorą każdego jak leci, pije czy nie pije... od
                      uczciwości delikwenta zależy, czy zrezygnuje z terapii, Ty np. nie uważasz sie
                      za alkoholika, tzn. raz tak, raz nie... po co tam poszedłeś? Uczciwy jesteś?
                      Przecież to państwowe pieniądze, a poza tym, w mniejszej grupie ktoś inny lepiej
                      skorzystałby z terapii. Masz takie a nie inne problemy, trzydzieści lat na
                      karku, bez rodziny na głowie, to nie stać Cię na prywatnego psychologa?
                      Oczywiście, czemu nie brać, jak dają, i jeszcze wyrzekać, że źle dają. Mnie sie
                      nie podobało, to nie skorzystałam z oferty, a gdybym wiedziała od początku, że
                      nie ma przymusu - mój mąż mnie oszukał - nie poszłabym ani na jedno spotkanie...
                      bałam sie wywiadów, policji, że jak zgłoszone, a nie pójdę, to będzie źle - i
                      nikt tam od razu nie wyjaśnił: bujda. Nie piję, nie mam wątpliwości, że jestem
                      alkoholiczką, prowadzę normalne życie, pomagam innym ludziom jak mogę, jestem
                      zdrowa, więc państwo nie refunduje mi leczenia, a moje dobre samopoczucie to
                      moja osobista sprawa, niemniej mam się bardzo dobrze. Pisze ktoś na forum,
                      staram sie odpowiedzieć, a nie ględzę wciąż na swój temat. Przestanę pisać,
                      nadejdzie ktoś inny, a kontakt taki jest dla nas wazny, np. dla mnie bardzo
                      ważny, polubiłam tutaj wiele osob, nawet Paula, i cieszę się, że nie pije, a
                      pokłócic się zawsze mogę, osoba to ktos więcej niż poglądy.

                      Rada moja: kiedyś wspomniałam, że lepiej bez dalszej terapii w Twoim przypadku,
                      odwołuję. Mam czyste sumienie. A to, co zrobisz, pójdziesz czy nie pójdziesz,
                      bedziesz pił czy nie... teraz, za piętnaście lat, kiedyś, w getcie, poza
                      gettem... czy Marsjanie mają kółka zamiast nóżek? dla mnie taki sam dylemat. Po
                      prostu się nie rozumiemy, Addi, wybacz, różnica osobowości.
                      • addicted1 Re: Do E4ski 11.08.06, 13:24
                        ok.
                        nie mam mentalnosci "wyrwac z kiesy panstwa", przykro mi, ze tak to odbierasz.
                        nie chodze dlatego, ze za darmo to z nudow polaze, tylko ze moze cos wyiose z
                        tego.
                        moze za mocno powiedzialem, przepraszam w takim razie.

                        zabolalo mnie to, ze z Twojej strony otrzymywalem wsparcie a nagle bach! atak.
                        ale ok, masz prawo.

                        nie przejmuj sie mna, pisalem juz kiedys, nie obwinie Cie za to, czy kiedys
                        zapije czy nie, czy bede na terapii czy nie. slowo.

                        • e4ska Re: Do E4ski 11.08.06, 13:49
                        • e4ska Do Addiego:))) 11.08.06, 14:12
                          Addi, za to, że wyrywałeś z kiesy pństwa, nie Ty ponosisz odpowiedzialność, lecz
                          system - każdy system kiedyś upada, a ten jest wyjątkowo niewydolny... a mury runą:)

                          Wiesz, szykując się dzisiaj do wyjazdu pomyślałam, że przeciez to ze mną jest
                          tak porobione, że ja nie umiem żyć dla siebie tylko, że w realu zawsze jestem
                          dla innych, w jakimś tam zakresie... może to dziedzictwo DDD, a może po prostu
                          dar losu, szczęśliwe geny, dzięki którym zawsze znajduję życzliwe duszyczki,
                          choć nieżyczliwych też niemało, ale da sie wytrzymać. Co dla mnie proste, dla
                          Ciebie może takim nie być, i, co mnie w Tobie najbardziej męczy, to
                          nieumiejętność odejścia od siebie, nabrania, Addi kochany, sprytnego dystansu do
                          swoich wad, braków, smutków i smuteczków. Skoro tak jest, czemu nie miałbyś
                          sobie pomagać w pierwszym rzędzie, pisząc często nie za głupie rzeczy, a jeśli
                          nawet... Tobie wypada, a mnie - nie wypada:)))

                          No ale żeś napisał, że rady ode mnie - w szczególności - masz za nic, to się
                          obraziłam nieco, stąd moja niedelikatność. Terapia, cóż... pomyślałam sobie
                          wcześniej - może znajdziesz tam, wśród innych, jakąś bratnią twarz, żeby Ci źle
                          nie było samotnie mierzyć się z problemami... na Twoich terapeutów wcale nie
                          liczyłam, tutaj zdania nie zmieniam.

                          Już nie mogę nic napisac, bo sie spieszę, miałam nawet nie zaglądać wcale,
                          jednak kawka, poczta i przyzwyczajenie. Wrócę, pogadamy jeszcze, a teraz trzymaj
                          się trzeźwo, plany piękne konstruuj, marzeniom sie poddawaj, a co do muzyki, co
                          do studiów dodatkowych - Addi, trzydzieści lat to jeszcze nie pora na smęty,
                          wszystko przed Tobą... z domem trzeba tylko wpierw porządek zrobić. Pozdrawiam,
                          i dobrze byloby, żebym po powrocie poczytała sobie jakies Twoje posty w
                          cieplejszych nastrojach, szczerze SOBIE życzę, naprawdę:)))
                          • addicted1 Re: Do Addiego:))) 11.08.06, 20:39
                            No ale żeś napisał, że rady ode mnie - w szczególności - masz za nic, to się
                            obraziłam nieco, stąd moja niedelikatność. Terapia, cóż... pomyślałam sobie
                            wcześniej - może znajdziesz tam, wśród innych, jakąś bratnią twarz, żeby Ci źle
                            nie było samotnie mierzyć się z problemami... na Twoich terapeutów wcale nie
                            liczyłam, tutaj zdania nie zmieniam.

                            Napisalem, ze od ciebie nie oczekuje rady w sprawach terapii, a nie ze w ogole.
                            I to ja sie obrazilem pierwszy, gdy zasugerowalas mi terapie- Ty jej wrog.
                            Odebralem to jako zlosliwosc.

                            apropo kasy panstwa, to niestety,ale ja placilem skladki na UZ, wiec korzystam
                            z ubezpieczenia.
                            Poza tym tyle lat pracowalem na umowy dziela- nie majac ubezpieczenia
                            zdrowotonego!- i dorabiajac np. firme +GSM, ze dzis moge miec czyste sumienie.
            • aaugustw Re: Dedukuję 10.08.06, 16:43
               „…nie pasuje do AA i terapii, bo tam mnie ucza czegos odwrotnego- ze
              musze skupiac sie do konca moich dni na niepiciu i strachu. A mi sie to po
              prostu nie podoba. I tyle. stad moje opory.“ <
              _________________________________________________________________________.

              No, powiedzialbym, ze tam (w AA) nic nie ucza. Tam tylko dziela sie swoimi
              doswiadczeniami, swoja sila… , a jezeli juz to sa to tylko sugestie…
              Podoba mi sie jednak Twoja stanowcza wypowiedz (na gorze) – Ty wybrales,
              zdecydowales, podjales decyzje i dobrze jest ! - To jest Twoje!
              Jak zmienisz zdanie; pomocna dlon AA bedzie na pewno w Twoim kierunku
              wyciagnieta !
              Pozdrawiam: A…
              • addicted1 Re: Dedukuję 10.08.06, 20:18
                Dawalem to do zrozumienia i pisalem wprost, ale powtorze:
                ja naprawde mam wiele szacunku do AA, podziwu wrecz.
                Moja krytyka wobec tej grupy pojawia sie w sytuacjach, gdy czuje sie
                "przymuszany" do bycia Aowcem albo gdy ktos mowi ze to jedyna droga.
                Te tezy ja slysze nawet wtedy, gdy ich nikt nie przedstawia, jestem przeczulony.
                Po prostu, chcialbym nie czuc sie winny gdy nie ide droga AA, tak jak nie czuje
                sie winny ze nie jestem buddysta, a buddyzm bardzo podziwiam.

                Ah, i jeszcze to- ja wiem, ze moje zamiary/ oczekiwania sa troche naiwne, ale
                mysle sobie- jak sprobowac nie zaszkodzi?
                • rauchen Re: Dedukuję 10.08.06, 21:54
                  wiesz, powtarzane jest wciaz: to tylko chorzy ludzie.
                  Kazdy z nich ma swoja historie, i czesto takie skupianie sie na pewnych
                  uwagach, radach, ma gdzies odbicie w ich historii picia - przynajmniej ja tak
                  zauwazylam, gdy mialam okazje blizej przyjrzec sie pozniej tym ludziom, ktorzy
                  dawali mi pewne rady, po ktorych czesto zaczynalo sie we mnie w srodku gotowac.
                  Zreszta odbieranie takich rad w ten sposob, ze chcialoby sie tych ludzi zaraz
                  na miejscu zbluzgac, bo sie kurde czepiaja, popatrz jak maja odbicie w samym
                  piciu: mam problem, czuje sie zle, dawaj zaraz flaszke z piwem, dwie minuty,
                  nerwy uspokojone, problem tez czesto juz rozwiazany, bo teraz problemem jest
                  nie ten problem ktory byl na poczatku, tylko problem czy wystarczy na dzis piwa.
                  Po prostu zaczac podchodzic spokojnie do takich rad.
                  Zreszta ja sama mysle, ze ci dajacy rade powinni podkreslac za kazdym razem: to
                  jest tylko rada, ktorej wcale nie musisz przyjac, glownie wobec nowoprzybylych,
                  bo ja po sobie zauwazalam, ze to w bardzo duzym stopniu zmienialo moje
                  podejscie do rady, zwlaszcza gdy bylam w stanie gotujacym sie z powodu rady,
                  i dawalo wieksze uczucie wdziecznosci za rade, gdy rada byla trafiona.

            • rauchen Re: Dedukuję Paul66 10.08.06, 21:37
              addi,
              ja mysle ze tu nie chodzi o postanowienie czy ja na zawsze pozostane
              abstynentem, czy nie, tylko bardziej nad zdecydowaniem do czego wlasciwie
              alkohol jest mi potrzebny. Do dobrej zabawy? Odprezenia? Ukojenia lekow?
              Dlatego ze czasami wypada wypic, bo to urodziny, sluby, pogrzeby?
              Masz 30 lat, i co z tego?
              W tym wieku mozna byc juz alkoholikiem w baaardzo zawansowanym stanie, i to
              wcale nie pijac od przedszkola. I w tym wieku mozna miec juz powazne straty w
              zyciu, spowodowane przez alkohol.
              I w tym wieku mozna dopiero zaczac odbudowywac swoje zycie.
              Mialbys lat 50, rownie dobrze moglbys stwierdzic ze juz nie warto przestawac
              pic, dzieci odchowane, zona stara zrzeda, wiec co ci w zyciu pozostalo?
              Juz nie mowiac o tym, jakbys mial lat 80, bo wtedy to w ogole jaki sens
              przestawac?
              Nie wydaje mi sie ze sens ma takie podchodzenie do sprawy.
              Bardziej niz decyzja czy zostaje abstynentem, czy tez nie, warte jest sie
              zastanowienie po co wlasciwie mi to????
              I piszesz jeszcze o tym

              Jednakze majac te 2 cele- ze wskazaniem na 1 cel jako priorytet- nei pasuje do
              > AA i terapii, bo tam mnie ucza czegos odwrotnego- ze musze skupiac sie do
              konca
              > moich dni na niepiciu i strachu.
              > A mi sie to po prostu nie podoba. I tyle.
              > stad moje opory.

              Nie wiem skad takie podejscie.
              Napic sie mozesz w kazdej chwili, kwestia wyrobienia wlasnie odpowiedzi na
              pytanie, czy potrzebuje.
              I w jakim sensie skupiajac sie na strachu, przed wypiciem?
              Mi wystarczy sen alkoholowy, w ktorym pije, i obudzic sie i radoscia stwierdzic
              ze to tylko sen.
              Nie pic do konca zycia??? Nikt mi tego nie gwarantuje ze sie nie napije. Ale na
              dzien dzisiejszy nie potrzebuje pic. Dzisiaj.
              Czy boje sie tego ze do konca zycia nie bede pila?
              Tak samo jak wyzej, ja dzisiaj nie pije.
              Do konca zycia to ja co najwyzej pozostane alkoholiczka.
              Kwestia czy boje sie byc alkoholiczka do konca zycia?
              Tyle ze ja juz jestem. Gdyby mi nogi obcieli, to bym byla bez nog. Fakt
              dokonany, tu mozna usiasc i do konca zycia plakac ze nie bede mogla chodzic,
              albo pogodzic sie i zaczac robic cos, do czego nogi nie sa mi potrzebne.

              I to co zawsze powtarzam: ja nie wiem czy kiedykolwiek osiagne 10-cio letnia
              abstynencje, i wcale o tym nie mysle, bo za 10 lat to ja bede 10 lat starsza, a
              to mniej pocieszajace.
              Ponadto 10 lat to cala moja przygoda z alkoholem, od pierwszych drinkow
              towarzyskich, stopniowo prowadzaca do alkoholizmu. Niby duzo, ale z drugiej
              strony, teraz juz wiem ze jestem alkoholiczka. Wiem jak sie koncza pierwsze
              niewinne drinki, przerabialam juz to.
              Kwestia tego czy chce dalej przerabiac to samo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka