Dodaj do ulubionych

czy macie jakąś radę, pomóżcie

05.09.06, 13:55
Mój mąż alkoholik (jesteśmy w trakcie rozwodu) już drugi raz robi w lazience
kupę na deskę i na podloge. To, że oddaje mocz w lóżko, w kuchni na podlogę
to już norma. Ja sprzątam bo on nie kontaktuje. Co mogę zrobić, znajomy
policjant twierdzi, że może robić (mąż) w mieszkaniu co chce, bo jest
współnajemcą. Proszę o rady. Pilne, bo cuchnie
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 05.09.06, 15:06
      (forty napisala):
      > "Mój mąż alkoholik (jesteśmy w trakcie rozwodu) już drugi raz robi w lazience
      > kupę na deskę i na podloge. To, że oddaje mocz w lóżko, w kuchni na podlogę
      > to już norma. Ja sprzątam bo on nie kontaktuje. Co mogę zrobić...?" <
      _____________________________________________________________________________-
      Przestawic kibel w te miejsca, gdzie on to robi!?

      Albo:
      1.- Nie dawanie takiemu nic do jedzenia ani picia!
      2.- nie wpuszczanie go (nawalonego) do domu…!
      A...
    • addicted1 Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 05.09.06, 16:28
      forty napisała:

      > Mój mąż alkoholik (jesteśmy w trakcie rozwodu) już drugi raz robi w lazience
      > kupę na deskę i na podloge. To, że oddaje mocz w lóżko, w kuchni na podlogę
      > to już norma. Ja sprzątam bo on nie kontaktuje. Co mogę zrobić, znajomy
      > policjant twierdzi, że może robić (mąż) w mieszkaniu co chce, bo jest
      > współnajemcą. Proszę o rady. Pilne, bo cuchnie


      Zbierz kupe i poloz mu na poduszce.
      Powaznie.

      Ale ciezka sprawa.

      nie wpuszczac do domu, niech on wzywa policje nawalony, ciekawe czy przyjada.




      p.s. a moze on cos chce przez to powiedziec, cos glebszgo pzekazac, wyrazic
      jak myslisz Jerzy30?
      (przepraszam autorke watku i Jerzego za chamski zart, nie moglem sie
      powstrzymac).

      • aaugustw Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 05.09.06, 16:47
        (Addi napisal):
        > "p.s. a moze on cos chce przez to powiedziec, cos glebszgo pzekazac, wyrazic
        jak myslisz Jerzy30?" <
        _________________________________________________________________.
        Tez pytanie inaczej nie niosl by tego az do domu...
        Tylko nie wmawiaj mi, ze on w ten sposob chce wyrazic tesknote za
        cieplem rodzinnym...!
        (tez przepraszam autorke watku za chamski zart, ale tez nie moglem
        sie powstrzymac). Czasami postepuje, wg. motta Zagloby:
        "Albo beda Cie szanowali, albo beda sie z Ciebie smiali"!
        A...
        • addicted1 Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 05.09.06, 21:06
          aaugustw napisał:

          > (Addi napisal):
          > > "p.s. a moze on cos chce przez to powiedziec, cos glebszgo pzekazac, wyra
          > zic
          > jak myslisz Jerzy30?" <
          > _________________________________________________________________.
          >

          stara sie facet, probuje.
          kulturalny jest,
          nie sra na klatce schodowej tylko dopiero w domu.
          ( trzeba widziec jasne strony, swiatlo a nie tylko mrok):):)




        • jerzy30 Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 05.09.06, 21:42
          on po prostu nie kontaktuje - tak jest zalany w trupa i dlatego wali tam gdzie
          sie doczolga - nie sprzataj i jak wytzrezwieje to mu pokaz te kupe - nie
          sprzataj niech smierdzi - a i na poduszke tez mozna polozyc - pomysli ze to on
          sam nawalil
          • jerzy30 jeszcze jedno - obsikanych gaci tez mu nie 05.09.06, 21:45
            pierz - niech chodi tak jak sobie te gacie "dopieści"
            • tranzyt80 Re: jeszcze jedno - obsikanych gaci tez mu nie 05.09.06, 21:57
              Jerzy,chcesz zeby dziewczyna z klamerka na nosie posty pisala ?
              A moze niech tez na suficie troche pomaze,by sie chlop zastanowil,jakie numery
              wywija...
    • tranzyt80 Re w sprzataniu ? 05.09.06, 20:32
      forty napisała:
      "Proszę o rady."

      -sprzataj dalej "bo cuchnie" i to nie tylko od niego!


      Prowokujesz tak zawsze ?
    • myszabrum Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 06.09.06, 04:24
      To nie jest, niestety, prowokacja:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=10892287&v=2&s=0
      Zawsze najbardziej mnie porusza, gdy znajduję swoje notatki sprzed lat, i
      okazuje się, że mam dziś te same problemy co kiedyś i dochodzę do tych
      samych "oświeceń".
      • janulodz Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 06.09.06, 06:55
        Ja na Twoim miejscu Forty bym mu wpieprzył, a potem wezwał policję, że chciał Cię zabić. Najlepiej, gdyby się znalazł jakiś swiadek. Rób to systematcznie i za każdym razem wzywaj policję. Następnie wymień zamki i nie wpuszczaj do domu. Złóż doniesienie o grożbach na policji i w Komisji d/s uzależnień. Następnie wystąp do sądu o eksmisję. I załatw w końcu ten rozwód. A najlepiej go zostaw z tym gównem samego, tylko pewnie nie masz gdzie iść.
      • addicted1 Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 06.09.06, 14:09
        Przykre, ze Forty pisala 2 lata temu to samo co teraz.
        A raczej, ze werbalnie wtedy wszystko rozumiala, znala teorie
        a dzis zadaje pytanie jakby zaczynala od zera.

        Forty, nie obwiniam Cie ani nie oskarzam, bron Boze, zastanawiam sie nad
        zaslepieniem istoty ludzkiej.


        Ten koles rzeczywiscie musi miec zerowy kontakt z rzeczywistoscia, roslina (
        gorzej nawet).

        Tu to faktycznie chyba psychiatryk tylko zostaje.
        Ludzi obłąnych i w psychozie ( a jak to inaczej nazwac?) umieszcza sie dla
        dobra ich i otoczenia w zakladach zamknietych.
      • tranzyt80 Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 06.09.06, 15:09
        myszabrum napisała:

        > To nie jest, niestety, prowokacja

        -Forty,juz w lutym 2004 roku pisala na forum,ze 10 lat wczesniej zlozyla pozew
        o rozwod do sadu.Pierwsze wpisy od 8.08.2002 na innym forum.Jednym slowem,
        "dziś te same problemy co kiedyś ".
        • e4ska Niesamowita reklama terapii 06.09.06, 15:36
          Tranzyt - oszałamiająca skuteczność "leczenia współuzależnień".
          W podanym przez Myszę wątku archiwalnym czytamy co następuje:

          "Juz pół roku chodze na terapię dla współuzależnionych i zmieniam się, co prawda
          powoli, ale zawsze to krok do przodu.
          Jest inaczej niż przedtem, nie zawsze miło, ale przynajmniej prawdziwie.
          Każdy, kto ma problem z osobą uzależnioną od alkoholu, musi skorzystać z tej
          terapii. Inaczej jesteście straceni"

          To już trzy lata od decyzji, żeby sie nie zatracić. "Jest inaczej niż przedtem"
          - na pewno, zwłaszcza jesli chodzi o intensywność zapachów. Nie chciałabym
          dołować autorki wątku, ale czy ona jest ślepa? Czy zadała sobie pytanie, kto
          oprócz niej i alkoholika jest jeszcze winien całej sytuacji? Bo że pijak,
          prawdopodobnie, jak pisze Addi, nadaje się teraz do domu bez klamek, to jest tez
          wina tych wszystkich terapeutycznych znieczulaczy, tych recept podsuwanych
          bezradnym kobietom, żeby się zajęły sobą, swoim pieskiem, spacerkiem, poszły do
          kina, popłakały, pomodliły, blebleble, rady i wyznaia debilne, ktorych tyle
          czyta sie na forach... wyznań czytelniczek drugorzędnych tekstów
          pseudonaukowych, wielbicielek aforyzmów o huśtawkach i radości istnienia.

          Chciałabym, aby pewna moja nowa znajoma napisała tutaj i podpisała w dodatku
          imieniem i nazwiskiem, co zrobili jej dziadkowie i siostra: skołowaną terapiami
          wzięli na dywanik, twardo stawiając sprawę - wystąpimy o odebranie wam - WAM -
          chcę podkreślić, praw rodzicielskich, dzieci nie mogą czekać wiecznie na to, aż
          ty "dojrzejesz"... on pijak, a ty dziwaczka, itd. Za łeb dosłownie, z prawnikami
          w tle, warunek - zero terapii, facet wylatuje z domu, a ty - do roboty.

          I mnie sie wydaje, że gdy dalsza lub bliższa rodzina interesuje się problemem,
          nie chowa głowy w piasek, interweniuje nie tak, jak w instruktażach
          terapeuytycznych nakazują - wtedy jest szansa, aby uratowac kogoś. Wina leży po
          stronie krewnych, rodziny leniwej czy obojętnej, ale także po stronie ludzi,
          ktorzy prowadzą terapie, szczycąc się, jak to oni "pomagają". Perfumować. A
          tutaj zwyczajny chlew.


          • addicted1 Re: Niesamowita reklama terapii 06.09.06, 19:55
            uz pół roku chodze na terapię dla współuzależnionych i zmieniam się, co prawd
            > a
            > powoli, ale zawsze to krok do przodu.
            > Jest inaczej niż przedtem, nie zawsze miło, ale przynajmniej prawdziwie.
            > Każdy, kto ma problem z osobą uzależnioną od alkoholu, musi skorzystać z tej
            > terapii. Inaczej jesteście straceni"
            >

            wyszlo w praniu, jak to mowia.

            Ciekawe, co powiedzialby psycholog zajmujacy sie sprawa?
            zapewne zwali na pacjenta.






            • addicted1 Co mnie zastanawia 06.09.06, 20:11
              Gdy bylem na terapii terapeuci z jakas dzika satysfakcja? radoscia?perersja
              wrecz w rozmowach ze mna podkreslali, ze oni nie lecza przyczyn tylko objawy.
              I okej, taka szkola.
              Tylko w dobrej terapii terapia powinna uwzgledniac problemy pacjenta a nie
              pacjent terapii.

              Terapie sa niezyciowe, bo lecza to co sobie umami terapeuta, a nie co boli pacjenta.
              Wszystko utapla sie w sosie manipulacji- aby wmowic pacjentowi ze chce czego
              innego niz naprawde chce.

              a potem sa takie klocki, ze kobieta umie rozlozyc na czynniki pierwsze swoje
              wszystkie emocje a mieszka w pokoju ze srajacym gosciem i nie umie sie ruszyc.

              gdzie tu pomoc? jakie efekty?

              za przeproszeniem mozna sobie w d. wsazic te wszystkie autoanalizy, jezeli nie
              przekladaja sie na poprawe zycia.

              Ja mialem tai sam problem, to znaczy inny:)
              Ja przyszedlem z problemami a,b,c
              a terapeuta powiedzial- nie, to nie jest wazne, bedziemy leczyc problemy x,y,z

              I wmawia mi, ze moje problemy nie istnieja- te prawdziwe, a ze te dugie to sa
              dopiero moje problemy.
              Smieszne.

              jak to mowia- to jak ten zolnierz, co cale zycie bron czyscil i nigdy nie
              wystrzelil.
          • tranzyt80 Re: Niesamowita reklama terapii 06.09.06, 21:46
            Zwracasz sie do mnie? Z tematem Terapia?Performowanie chlewni ludzkich?
            Temat Terapia jest mi,jak wiesz, totalnie obcy.Ale wiesz z pewnoscia,
            do czego jest zdolny cygan dla dobrego towarzystwa...I w tym momencie przyznaje
            Tobie czywiscie racje!Tylko nie zapomnij sie odwdzieczyc.I jeszcze raz:
            Sluchajcie! Eska ma racje!!!
            • e4ska Re: Niesamowita reklama terapii 07.09.06, 00:06
              Kto tutaj wchodzi... to nie tylko w g... wdepnąć musi, ale też w tematach Aaaa
              Aaaa zostawia swoje odciski, i terapeutyczne jazdy podziwia... taki los
              pijaczy:) W rozlatujących się na atomy społecznościach ludzie chwytają się
              każdej gromady, nawet jeśli jest to gromadka w salce aowskiej czy w gmaszysku z
              detoksem. Dla mnie fenomen... bo wielką sztuką jest głosić, że posiada się klucz
              do tajemnic pijackiej natury, kiedy nic nie wiadomo w tej mierze... ale jeszcze
              większą sztuką jest wierzyć w owe klucze, mało, z ochotą znajdować w sobie zamki
              czy dziury, do których wytrychy pasują jak pijany do płotu.

              Wolałabym, abyś mi racji nie przyznawał. Z wdzięcznością to u mnie na bakier,
              gdyż symetrię wolę stosować metodą "gwałt niech się gwałtem odciska"..., a tu
              nie miejsce na wielkie marzenia:)))

              Ja terapii nie odbyłam, chociaż miałam już zamiar... z ciekawości. Wystarczył mi
              nie flirt nawet, a krótka gra występna... w roli idiotki. Śmieszne, na terapiach
              ponoć tracisz iluzje. Tak naprawdę zamieniasz jedną na drugą. Która iluzja
              bardziej najbardziejsza, kto to wie? Wątek ten bezwględnie odsłania zgniłe mięso
              iluzji podawanej jako omlecik z truskawkami łakomym amatorkom słodyczy.

              Ciekawe, jak rolę Idioty odegrałby szalony Tranzyt, gdyby go poprosił sam
              Dostojewski. Też fachowiec od pijaków i padaczek...:)))
              • tranzyt80 Re: Niesamowita reklama terapii 07.09.06, 17:34

                Eska,moje zdanie bylo ironia ala cygane:
                " Ale wiesz z pewnoscia,
                do czego jest zdolny cygan dla dobrego towarzystwa...I w tym momencie przyznaje
                Tobie czywiscie racje!Tylko nie zapomnij sie odwdzieczyc.I jeszcze raz:
                Sluchajcie! Eska ma racje!!!"

                A Ty zaraz tak powaznie po niemiecku:
                "> Wolałabym, abyś mi racji nie przyznawał. Z wdzięcznością to u mnie na bakier,
                > gdyż symetrię wolę stosować metodą "gwałt niech się gwałtem odciska"..., a tu
                > nie miejsce na wielkie marzenia:)))

                W cyganskim swiecie "racja" to pustoslowie,wdziecznosci sie licza:)))

                e4ska napisała:
                "> Ciekawe, jak rolę Idioty odegrałby szalony Tranzyt, gdyby go poprosił sam
                > Dostojewski. Też fachowiec od pijaków i padaczek...:)))"

                -Musze przyznac,ze rola Myszkina bylaby wyzwaniem dla mnie!Tego ,czystego i
                "pieknego czlowieka" baraszkujacego w duszach zbrodniarzy,aby poznac swa
                cyganska strone duszy i to na dodatek blisko otoczony trzema kobietami,
                przedstawilbym z pewnoscia interesujaco.Szczegolnie moment powrotu oraz
                walk wewnetrznych,jak tez uwazanie sie za ofiare ukladow,w ktorych sie urodzilem
                i dorastalem,nie sprawilyby mi trudnosci.Lwa i Parfiena odkrylem juz w sobie
                wiec z tym tez by poszlo.Gorzej z kobietami!Nastasja,Aglaja sa mi na tyle
                bliskie,ze znalazlbym odpowiedniki w przeszlosci,co jest bardzo pomocne w
                przekonywujacym zagraniu roli.Pozostaje Baraszkowa.To jest szczegolna postac!
                Zasluguje na szczegolna uwage.Postepowala w zyciu zle,winne nalogi?Cziort
                znajet.W kazdym razie jest wiezniem siebie samej.Zamkla sie w sobie.Wyemigrowala
                do wewnetrz i nie jest w stanie juz uciec od siebie samej.Cierpi bardzo z powodu
                swego zlego postepowania lecz nie przebacza sobie sama jak i tez nikogo nie
                dopuszcza,aby tego dokonal za nia.Nie doswiadcza w koncu przebaczenia,ktore
                sama odrzuca i dlatego skazuje sie na nieustajaca samoudreke.Cierpi tu na
                ziemi bez szansy wybawienia,z ktorego sama rezygnuje.Jak role Baraszkowej by
                zagrala szalona Eska,gdyby ja poprosil sam Dostojewski.Tez fachowiec...
                osobiscie cie poprosil,


                • e4ska Re: Niesamowita reklama terapii 10.09.06, 23:26
                  Jedyna rola, jaką zagrałabym z zamkniętymi oczami, to rola chóru cygańskiego.
                  Mogłabym odtańczyć coś dla Mitieńki... Cenię sobie drugi plan, zwłaszcza w
                  zadymionym pokoju karczemnym, wśród poprzewracanych pucharów, wrzasków,
                  ciskanych banknotów, przybywającej policji - czegóż chcieć więcej? Natomiast
                  role uzależnionych czy współuzależnionych, no może... ale np. pani Marmieładowa
                  nie jest w moim typie. Zdecydowanie:)))
                  Miałam o niej co nieco wczoraj napisać, ale brak czasu. Ciekawe, czy te
                  współuzaleznioną ktoś już kiedys zanalizował? i gdzie?
    • addicted1 Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 06.09.06, 20:13
      K..wa, znowu naobrazalem.
      przepraszam tych, ktorym terapie pomogly, ktorzy odczuwaja wdziecznosc do
      terapeutow.
      nie chcialem Was urazic.

      nie kazdemu psu Burek na imie?
    • addicted1 dalej bede sie tlumaczyl 06.09.06, 20:20
      dlaczego tak znowu najechalem na terapetow?

      bo gdy czytam takie wpisy jak forty- osob po stu terapiach bez efektu- to
      przypominaja mi sie zadowolone miny niektorych trenerow zycia, ktorzy
      szantazuja, ze bez nich sie zginie.
      tacy sa dumni ze sa niezbedni, niezastapienie, ze tak ratuja dusze, ze tak lecza
      bol.
      a gdy pojawia sie taki problem to glowa w piasek albo obwinianie.

      prawda jest taka- gdyby psychologowie i terapeuci byli skuteczni, to problem
      nerwic, depresji itp by zniknal.
      trzeba to wyraznie powiedziec.
      SA MALO SKUTECZNI.
      to wlasciwie nie ich wina- rzezbia w tym co maja.

      gdy raka pluc wylecza sie w 40%, to sie uznaje ze medycyna jest wlasciwie bezradna.
      gdy alkoholizm czy depresje leczy sie w 30% to uznaje sie, ze to wieli sukces a
      terapeuci sa wszechwiedzacymi Guru.

      • myszabrum Re: dalej bede sie tlumaczyl 06.09.06, 20:57
        Ja tam Cię, Addie, lubię. Wnosisz wiele pozytywnego fermentu. Choć istotnie
        mogłeś się zaniepokoić, skoro ktoś odebrał Twoje posty jako wynurzenia
        człowieka pijącego. Też bym się z lekka sfrustrowała...
    • e4ska Jak pomóc... 06.09.06, 21:19
      Forty, jeśli wreszcie nadszedł czas na rozwód, to wreszcie coś zaczęłaś robić.
      Ale jak my możemy pomóc, skoro to Ty powinnaś być ekspertem w tej dziedzinie.
      Byłaś u prawników? Byłaś. Wiesz, jakie jest prawo. Zameldowany, współnajemca,
      nie wyrzucisz. Ale... możesz sprowadzić jakąs komisję, żeby go eksmitować.
      Administracja? Widzisz, każdy urząd się miga, bo nikomu nie po drodze z
      pijakiem, doprowadzonym do takiego stanu. Wiem, że taki może stanowic zagrozenie
      dla stanu jakiegos tam bezpieczeństwa, choćby epidemiologicznego czy jakoś, nie
      wiem, jak to się fachowo nazywa. Nie sprzataj dowodów rzeczowych. Jeśli facet
      nie chciał wytrzeźwieć przez tyle lat, to znaczy, że nie nadaje sie do życia w
      społeczeństwie. Może faktycznie zakład zamknięty, szpital psychiatryczny - może
      jemu mózg już się zlasował i sam nie da rady, może...

      Bo nie napisałaś, czy on jest w długim, czy krótkim ciągu, jaki jest jego ogólny
      stan psychiczny. Widzisz, tak wiele nadziei pokładałas w swoim "leczeniu" - nie
      ma teraz tych osób na forum, które dawały Ci kiedyś złote rady... A rada jest
      jedna i oczywista: nie da sie żyć z pijakiem, który nie ma woli trzeźwienia, nie
      próbuje nawet... więc wiesz, co musisz zrobić. Moze nawet na pewien czas
      zostawic wszystko i uciec gdzieś... chocby do przytułku dla bezdomnych kobiet???

      A w ogóle - jak Ty się czujesz psychicznie, czy były jakieś szczęśliwe chwile w
      Waszym domu w ciągu tych paru lat, czy kryzys nadszedl nagle, czy pogrążaliście
      się powoli... Jak możemy Ci pomóc - bo na razie stoimy po Twojej stronie, to
      wszystko... i nie daj się, złe minie... jeśli zechcesz.

      Pozdrowienia.
      • lina37 Re: Jak pomóc... 07.09.06, 00:38
        moze on tego juz nie konroluje bo jest bardzo chory? Moze zamiast rozwodka
        zostaniez wdowa ?
        • forty Re: Jak pomóc... 08.09.06, 15:41
          Dzieki za odpowiedzi, choc niektore nie byly zbyt mile do czytania, ale nie
          lukru sie tu spodziewalam, tylko ...moze kubla zimnej wody tez, choc bardziej
          pasowaloby szambo. Dobra dosc. Jestesmy w trakcie rozwodu od dwoch lat. Rozwod
          orzeczono, winny jest maz, ale nie orzeczono eksmisji, tylko przyznano mu maly
          pokoj. Zlozylam apelacje, czekam od stycznia na proces, bedzie pod koniec
          wrzesnis. Mieszkamy razem w duzym pokoju, on spi na polowce, ja na naszym
          lozku. Jest bezrobotny , bez prawa do zasilku, dostaje jedzenie i zapomoge z
          opieki spolecznej, pracuje dorywczo na czarno, bo komornik go sciga, ma
          kuratora sadowego z uwagi na sprawe karna- wyludzenie kredytu. Nie placi za nic
          i jest tudno z nim wytrzymac. Pije teraz po dwa tygodnie non stop. Moczenie sie
          w lozku i te inne sprawy to nowa rzecz, sadze postep choroby, stad moje pytania
          bo nigdy wczesniej tak nie bylo. Tego samego dnia rzeczywiscie wyszedl z domu
          boso bez kluczy i juz go nie wpuuscilysmy z corka (wasza podpowiedz), przedtem
          zadzwonilam na policje i poprosilam o wizyte w domu w celu opisania zastanych
          faktow. Byli opisali, teraz musze dalej za tym chodzic. Terapia pomogla do
          pewnego etapu, potem nie przynosila efektow, potem byla nastepna bardziej
          skuteczna, bo bardziej konkretna i rzeczowa, czego chcesz, dlaczego to robisz,
          itp trzeba bylo myslec i odpowiedziec konkretnie, ale.... czasem sie po prostu
          gubie. Wiem czego chce, zyc w poczuciu bezpieczenstwa i godnie, wiem, ze
          mieszkajac z nim tego nie znajde, ale nie mam gdzie isc po prostu. Czynsz
          placic musze bo jestem jedyna pracujaca osoba i do mnie zawita komornik czy co
          tam. Jemu to po prostu wisi. Przez 1,5 roku nie bywal raczej w domu, bylo ok,
          teraz w grudniu wrocil i to znowu nowa sytuacja, w ktorej nie umialam sie
          znalezc tak od razu. Obawiam sie, ze sad nie orzeknie eksmisji i bez jego zgody
          mieszkania nie mozna rozkwaterowac,a tak ja place on korzysta, zyc i pic !!!!
          Przeczytalam wasza dyspute pobieznie, w domu powoli poczytam, wiem, ze
          popelniam bledy, mam nadzieje, ze cos zmieni we mnie pod wplywem tej lektury,
          ze cos zobacze, czego teraz nie widze. Dzieki Wam
          • tranzyt80 Re: Jak pomóc... 08.09.06, 16:35
            forty napisała:
            "Wiem czego chce, zyc w poczuciu bezpieczenstwa i godnie, wiem, ze
            mieszkajac z nim tego nie znajde, ale nie mam gdzie isc po prostu."

            -Gesiej skory dostaje,czytajac Twoj post.Gdyby byl rozwod z eksmisja
            problem mialabys z glowy.Czym mogl sie sad kierowac ?W sadzie
            widac siedza sami debile!Po zeznaniach Twoich i corki,jak i
            opini srodowiska,policji,swiadkow,dalszej rodziny,dowodow o jego
            czynnym alkocholizmie od grubych lat,takie orzeczenie!!!Wprost nie do wiary!
            Piszesz,ze
            " przyznano mu maly
            > pokoj."

            -za ktory musi przeciez placic sam.Jak nie,to przeciez eksmisja.Tez to dla mnie
            nie do pojecia.Jakby nie bylo
            widac,ze Twoja gehenna zmierza ku pozytywnemu koncowi.Zycze pozytywnego
            orzeczenia sadowego i tego upragnionego zycia w godnosci i bezpieczenstwie.
            Pozdrawiam:)
            • baasil Re: Jak pomóc... 08.09.06, 17:36
              ja bym zrobił tak:1.niebieska karta.2.zawiadomienie do prokuratury o
              przestępstwie,tzn.psychicznym(jeśli też to i fizycznym) znęcaniu się nad
              rodziną.3.i policja,policja,policja do znudzenia 24 godz.na dobę,tak żeby z
              zamkniętymi oczami trafiali pod adres.a panu policjantowi,co to twierdzi,że mu
              w mieszkaniu wolno robić co chce-kupke na szufelkę i na biurko.
              terapia to nie panaceum.korzystasz z niej na tyle, ile jesteś w stanie z niej
              wyciągnąć, coś dla siebie-tylko co innego wiedzieć ,a co innego robić.to
              trudne ,ale tylko żelazna konsekwencja może przynieść rezultaty.a za tego
              nieszczęśnika ty nie wytrzeźwiejesz(też mam za sobą odlewkę w przedpokoju)ratuj
              siebie i córkę,na niego może przyjdzie pora.
              • tranzyt80 Re: Jak pomóc... 08.09.06, 22:35
                czyzby glownie
                nieoblewajace nikogo
                wylewne porady
                topily picie?
    • alina66 Re: czy macie jakąś radę, pomóżcie 09.09.06, 10:18
      mój eks na końcu też tak miał. Nie kontrolował potrzeb.
      Mam pytanie: dlaczego on mieszka z Tobą w jednym pokoju,skoro sąd przyznał mu
      inny?

      I dalej: ja wywaliłam z domu mimo, że byl zameldowany, było mi wszystko
      jedno.Gdyby przyszedł z policją, musiałabym wpuścić, ale chyba przemyślał i nie
      próbował wrócić. Wymeldowanie trochę się ciągnęło, złożylam w Urzędzie Miasta o
      wymeldowanie z urzędu, bo nie przebywa (jest taki przepis, że po 6 miesiącach
      można wymeldować), podałam gdzie przebywa, jak do niego napisali wymeldował się
      sam.
      Pamiętaj, lepiej nie będzie.
      Mój eks załatwia teraz swoje potrzeby fizjologiczne z dala ode mnie. I smierdzi
      na wlasne konto.
      Jedyny problem to to, że próbuje czasem nawalony jak mały autobus dzwonić do
      swojego syna (z którym ma bliski kontakt,pod warunkiem ,że eks jest trzeźwy),
      ale to inny temat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka