Dodaj do ulubionych

Striptiz - przynajmniej do gaci

22.09.06, 21:59
Pić zaczęłam pod koniec podstawówki. Byłam dobrą uczennicą, ale smutnym
dzieckiem, o czym już pisałam.

Ostre jazdy zaczęły się w liceum. Zamiast iść do szkoły, opróżniałam zapasy
tatusia. Numer polegał na tym, ze oboje rodzice pili i ukrywali to przed sobą
nawzajem. Wzajemnym pretensjom nie było końca. Nie wiedzieli, że do gry
włączył się nowy zawodnik :-O

Ale szczęście trwało krótko. Wychowawca zadzwonił do ojca do pracy, i oboje
rodzice przyjechali w środku dnia do domu, a ja z flaszeczką... Dramat.
Pozakładali zamki w całym mieszkaniu, miałam dostęp tylko do swojego pokoju i
do kuchni, jednak nie na wiele się to zdało.

Powtarzanie klasy, zmiana ogólniaka. A ja dalej w odlotach. Ojciec, kiedy sam
nie "odlatywał", lał mnie i próbował przywoływać do porządku, z miernym
skutkiem. Wtedy się go potwornie bałam - teraz widzę, że był po prostu
zrozpaczony i bezradny.

Pod koniec szkoły jakoś się wyprostowałam - oczywiście facet, 17 lat starszy,
ucz się, dziecko, ucz, zdałam na tzw. elitarne studia i miało być pięknie.
Ale nie było. Bo ja już przed maturą postanowiłam odstawić alkohol i
inne "dodatki" i miałam tych parę miesięcy trzeźwości. I byłam dumna.

A trzynastego września, w piątek późnym wieczorem sprzątałam po imprezie
moich rodziców i nalałam sobie soku pomarańczowego z dzbanka. W tym dzbanku
JUŻ był alkohol.

Popłynęłam. Przez wiele lat zastanawiałam się, co by było, gdybym ja wtedy
nie sięgnęła po ten dzbanek.

Studia poszły w drebiezgi (choć w sumie zaliczyłam dwa lata) a ja poszłam w
Polskę. Zanim skończyłam 25 lat, przeżyłam w życiu - powiedzmy, że dużo. Za
wyjątkiem, rzecz jasna, takich bajerów jak ślub i urodzenie dziecka - ale to
akurat nigdy mnie nie interesowało :).

Ciąg dalszy nastąpi.
Obserwuj wątek
    • janulodz Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 00:22
      Myszko masz doła?
      Mogę Cię przytulić?
    • e4ska Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 00:23
      Ładnie rozebrany, przyznac trzeba, Myszko:)
      Ale wiesz co? w opowieściach naszych pijackich "wszystko już było"... W pewnym
      liceum uczyła się ładna dziewczyna. Ojciec najpierw w Libii, potem dalej w tych
      stronach, łącznie z Nigerią. Matka piła, miała za co, wówczas to były
      niesamowite pieniądze. Ojciec, gdy przyjeżdzał, też pił. W biografii G. był np.
      taki moment, kiedy pobiła się z wychowawczynią o męża pani profesor. I awantury
      na szkolnym korytarzu, kiedy wpadł podpity tato... i starszy dużo mąż - dla nas
      szok...

      A historia z sokiem... przypomina mi ten obrazek filmwy, o ktorym pisał Parys...
      Zawsze mamy pretekst. Byłas zachwycona, ze nie chciałas, a tu samo ... palec
      boży, tak. Mnie na jednej z imprez niedawnych koleżanka powiedziała: a wiesz,
      nie chcesz pić, a tobie T. wlał wina do soku. Trudno. Wypiłam nie wiedząc i nic
      nie czując, w sumie b.mało, i nic sie we mnie nie obudziło, bo - ja nie piję.
      Wszystko zależy, jak się co postanowi... i po co głody prowokować, nadrabiać,
      pókiś trzeźwa, czyli ... zawsze.

      I czekamy na następny:))).

      Myszko, przecież Ty nic nie przeżyłaś, Ty jeszcze żyć nie zaczęłaś... masz tak z
      piętnaście, szesnaście lat. Tymczasem fajnie jest być dorosłym... nie wiadomo,
      czy się uda:)
      • janulodz Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 00:39
        Eska
        Z tym winem w soku to nie wiem, czy bym nie zaskoczył. Naprawdę nic nie poczułaś? A jak poczułaś to świadomie wypiłaś? Ja bym nie ryzykował takich eksperymentów. No nie, żebym miał jakiś dupościsk, ale to mógłbu być ten zapalnik.
        • e4ska Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 00:57
          Nic, Janu, sok był w "angielce", tego wina, jeśli było, to musiała być ilość
          śladowa, nie dało sie wyczuć. Może nawet koleżanka chciała mnie podrażnić
          nieco... ale, gdybym miała ukryte zamiary, jakieś chęci, powiedziałabym sobie:
          aha, nie udało się, los tak chciał, złamałam abstynencję, trudno, teraz -
          logicznie - głód i piję:))) Ale wtedy, nie chodząc na terapię i nie znając też
          wiedzy internetowej o "wyzwalaczach", wiedziałam jedynie, że: nie piję. Nawet
          myślałam o tym, że gdyby mi po staropolsku na siłę wmuszono, to i tak: nie piję:)

          Zastanawiam się, czy Mysza nie powie: o, ja nie chciałam wcale, tylko głód mnie
          schwycił, chęci naturalne... nie, to mnie by nie przekonało.

          Natomiast nie podoba mi się, że nic się Myszysko nie nauczyło o psyche
          alkoholicznej. Ojca usprawiedliwia. Tatuś, na kacu i na "dupościsku", miał się
          na kim wyżyć i tyle. Nerwy se leczył. Podobnie ojciec mojej koleżanki...
          Potrzeba publicznego dowodzenia rzekomej własnej nienawiści do alkoholu przez
          pijaka... jak on to nienawidzi pijaństwa... nadarzyła sie łobuzowi sposobność, a
          córka ma jeszcze głębokie poczucie... wiesz, Mysza, czego... że nigdy kotom nie
          dorównasz;)

          Ciekawe, gdzie jest teraz Luna, bo zawsze się trzymała wątków Mysisch...
          • janulodz Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 01:24
            Myszka ojca usprawiedliwia. Ponoć czas leczy rany. Może nie był aż takim draniem, chociaż bić własne dzieci.... też parę razy dostałem pasem od ojca, ale żalu wielkiego do niego nie miałem (raz za palenie, a raz za strzelanie z kanichlorku), a na swojej córce nigdy się nie odgrywałem.
            A Luna pewnie śpi. Dzis jest nów.
            • myszabrum Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 25.09.06, 20:56
              Lunie może się znudziło, bo poza desperowaniem Addiego mało się dzieje ostatnio
              (nie, żebym lekceważyła addictową desperację ;).

              Mój ojciec. Nie widzieliśmy się pół roku. Jest stary. Zmęczony. Zużyty. Ma
              plamy na twarzy i rękach. Wycięte pół żołądka. Chyba nie boję się go - boję się
              raczej o niego. Nigdy nie umieliśmy okazywać sobie czułości.

              Kiedyś byłam świadkiem, jak mój znajomy dzwoni do swego syna i z wielkim
              przejęciem z nim rozmawia (znajomy był z żoną w separacji, widywał się z
              dzieciakiem w weekendy). Ryczałam cały wieczór. A. oczywiście myślał, że to o
              niego chodzi. Wcale nie.

              Ojciec się teraz bardzo uspokoił, przestał pić, nie kłóci się z matką. Mnie
              obchodzi na palcach. Usłyszałam nawet jakieś nieśmiałe zdanie o "pewnych
              błędach wychowawczych". Happy End, kurtyna w dół. Ale wnuków mieć nie będzie.
          • addicted1 Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 11:24
            Potrzeba publicznego dowodzenia rzekomej własnej nienawiści do alkoholu przez
            > pijaka... jak on to nienawidzi pijaństwa... nadarzyła sie łobuzowi sposobność,
            > a

            kiedys zastanawialem sie, jak to jest, ze pijacy- tacy menele na fest, nosy
            100%- chodzili nad rzeke "porzadek robic"- bili gowniarzy wachajacych klej ( w
            tym moich kolegow).
            Innym razem slysze, jak pewien znany polski wokalista, slynny z zamilowania do
            procentow, wypowiada sie, ze nienawidzi narkomanow, bo to sa nieobliczalni
            psychpoaci.
            To jest wlasnie ta kompensacja.

            u siebie tez to niestety zauwazam- akurat nie w stosunku do picia czy cpania,
            ale gdy kiedys przyczepilem sie do tego praskiego zula- wylazlo moje poczucie
            nizszosci zwiazane z niskim statusem spolecznym, wiec sobie poszukalem kogos
            jeszcze nizej- ale zanim to sobie uswiadomilem minelo 30 postow.

            Nie wiemk, czy tak bylo z Twoim ojcem Myszo, ale to mozliwe- sam pil a corke
            chcial miec "porzadna".


        • addicted1 Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 11:28
          janulodz napisał:

          > Eska
          > Z tym winem w soku to nie wiem, czy bym nie zaskoczył. Naprawdę nic nie poczuła
          > ś? A jak poczułaś to świadomie wypiłaś? Ja bym nie ryzykował takich eksperymen
          > tów. No nie, żebym miał jakiś dupościsk, ale to mógłbu być ten zapalnik

          wg mojej wiedy niebezpieczenstwo jest dwojakiego rodzaju- jezeli ktos ma silne
          uzaleznienie fizyczne to po wlaniu jakiejs ilosci % organizm cos tam wytwarza i
          wlacza sie glod.-jezeli nie ma uzaleznienia fizycznego to moze byc mechanizm
          "ach, juz sprobowalem, to co tam", " wypilem i nic sie nie stalo, jeszcze 1",
          albo najgorsza wersja "O Jezu, wypilem, boze, koniec"- i ciag depresyjno-
          stracenczy.
          Czego efektem jest trzecia postawa to ja juz nie bede pisal:)
      • myszabrum Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 22:00
        W jednym masz, Eska, rację. Jestem bardzo głupią kobietą. Ale to dygresja :)
        • e4ska Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 23:43
          Głupie jest to, że chyba naprawdę tak o sobie myślisz... jeśli to nie
          kokieteria. Co niby jest głupie? Że nie odgrywasz szlachetnej żony i matki,
          natomiast czujesz się świetnie w roli wyrodnej córki, która przysparzała trosk,
          bo jakaś smutna była... może miałaś powody?
          Jesteś, Myszko, w stanie przepoczwarzania... uważaj na pyłek. Skrzydełka bez
          pyłku są szare i lubią się strzępić...
          Ciekawe, jaka była Twoja sponsorka z AA... Zamęczyłaś ją na amen? Ciekawe,
          ciekawe...:)))
          • myszabrum Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 24.09.06, 05:15
            Moja sponsorka była bardzo dobrą kobietą. Macierzyńską i opiekuńczą. Serio.
            Męczyłam ją chyba mniej, niż by ona chciała :).

            No i wpuściłyśmy się nawzajem w kanał, bo ona po wysłuchaniu paru opowieści o
            mym życiu zaczęła mnie traktować jak ofiarę Holocaustu. A życie jest złożone i
            nieszablonowe, i trochę mi się duszno z tym zrobiło.

            A poza tym jej porady na mnie nie działały. Nie stosowały się do mnie. D.
            wierzyła w jakąś Boginię Ziemi, i zalecała mi modlitwy do niej i medytacje, co
            mnie tylko jeszcze bardziej wkur... No i telefony do "współplemieńców".
            Boszssz... ileż to ja razy zapiłam po takim telefonie...

            Dlatego musiałam się z D. rozstać, co nie było łatwe, bo twierdziła, że nie
            opuści mnie aż do śmierci. A i ja się trochę bałam tak "na własnych nogch". Ale
            w końcu wyszło nam to obydwu na dobre. Z D. mam kontakt i czasem słucham jej na
            mitingach. I cieszę się wtedy, że nie jestem w jej klubie.
            • myszabrum Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 24.09.06, 05:26
              PS. Fajne stare wątki ktoś powyciągał. Czy to forum w ogóle komukolwiek
              pomogło? Zaczepiają się tylko ci, którzy trafiają już z jakimś abstynencyjnym
              stażem. Natomiast nie widziałam jeszcze, zeby został ktoś, kto przychodzi
              prosto z ciągu, i zeby to rady forumowiczów zesłały na niego oświecenie. Masz
              jakąś opinię na ten temat?
              • tranzyt80 Kafkaeska filozofia 24.09.06, 15:05
                myszabrum napisała:
                Czy to forum w ogóle komukolwiek
                > pomogło? Zaczepiają się tylko ci, którzy trafiają już z jakimś abstynencyjnym
                > stażem. Natomiast nie widziałam jeszcze, zeby został ktoś, kto przychodzi
                > prosto z ciągu, i zeby to rady forumowiczów zesłały na niego oświecenie. Masz
                > jakąś opinię na ten temat?


                Kafkaeska analiza czlowieka w opwiadaniu Kafki"Dialog z pijanym" pokazuje
                dobitnie,ze najwazniejszy jest drugi czlowiek,sama swiadomosc jego
                bliskiej obecnosci namierzana nie w jednostkach dlugosci lecz w ofiarowaniu sie
                przejscia choc kawalka wspolnej drogi.Namalowanie sobie calosci i powolne
                zrozumienie,przychodzi czasem dlugo,dlugo potem.
                Zwyciestw innych,w przeroznych cieniach tego forum,trudno bez "wyczulonej"
                lornety dostrzec,nie wspominajac o ogromnej ilosci wytartych zasmarkanych
                nosow,chociazby przez samo czytanie.
                A podziekowania Esce,ze jest,ze pisze niezmordowanie,uczciwie
                prosto od serca,sa najbardziej przekonywujacym dowodem,ze forum pomaga.I tym
                piszacym i czytajacym.
                A wogole osso chodzi?
                • myszabrum Re: Kafkaeska filozofia 24.09.06, 15:11
                  Nie chodzi mi o to, czy forum pomaga już "trzeźwiejącym" w rozładowaniu emocji,
                  tylko o to, czy "złote myśli" forumowiczów sprowadziły na dobrą drogę kogoś,
                  kto jest aktualnie w najgłębszych trzęsawiskach.
                  • tranzyt80 Re: Kafkaeska filozofia 24.09.06, 17:47
                    np."zk140"
                    "bluuboy"-z nim to byl dopiero ubaw,poczytaj:)
                    kto szuka to znajdzie...
                    no i nie kazdy ma taka bezposrednia nature jak Ty.
                    Osobiscie,potrzebowalem dlugiego czasu,znalesc odwage i odpowiedni temat,
                    by cos napisac,a i tak posznytowali mnie ostro.Nie pamietam juz dokladnie
                    kto:),ale Eska podala mi reke,wiec odwdzieczylem sie jej wierszykiem,jak dla
                    Sympatii w podstawowce.
                    Kunststück walki w jez.polskim
                    tez lezal lata,lata za mna.Sam strach przed kompromitacja z powodu bledow
                    ortog.,stylis.,gram.,metod.,byl wystarczajacym hamulcem by pozostac w klasie
                    tylko czytajacych.Byc moze wielu ma podobnie.
                    To malenka szparka rzucajaca troche swiatla na temat,ale myszka sie chyba
                    przeslizgnie i reszte sama sobie dopisz...y :)
                    • e4ska Re: Kafkaeska filozofia 26.09.06, 00:04
                      Dziękuję, Tranzyt, bardzo jestem łasa na miłe słowa:))) Ale żeby w Twoim wypadku
                      mowić o kompromitacjach... no no:))) kokiet z Ciebie istny... to cóż mają
                      powiedziec ludzie, ktorzy boją się, że napiszą z licznymi błędami,
                      niegramatycznie... co innego, kiedy alkohol ich nakręca, ale w przeciwnym
                      wypadku? Mnie też zdarzają się okropne byki, widać je po wysłaniu posta, i nic.
                      Może powinnismy wszyscy robic jakieś błędy i wypaczenia, bo jakaś osoba nowa
                      będzie się krępowała i nie napisze tego, co boli, ani nie zapyta, ani nie odpowie?

                      Mnie czytywanie forumowych rozmaitości zmieniło życie. Bodajże gdzieś tam Jerzy
                      napisał coś o dysfunkcyjnych rodzicach, że nie pozwalają mieć dzieciom żadnego
                      zwierzątka czy jakoś tak... I jakby piorun... trafił na podatny grunt. Nie
                      spodziewałam się tak intensywnego, realnego powrotu w zasypaną przeszłość, to
                      całkowicie wywróciło mój świat i dowiodło, jak niezwykła jest pamięć ludzka -
                      przypomnialam sobie nawet kolory niektórych malutkich sukienek i miejsce plam,
                      których nie dało się wywabić.

                      Karkołomna jazda na wstecznym, 140 km na godzinę, z górki i z dreszczykiem,
                      wrażenia - odlot wysiada:)))

                      A co do jazdy: na swoim wehikule osiągam max przeklęte czterdzieści i cztery,
                      pędzę z górki, trzydzieści dziewięć, czterdzieści dwa, dwa trzy, trzy cztery...
                      i górka mie się kończy. Chyba wyskakuje ten diabeł, o którego dopytuje Mysza i o
                      którym nie śniło się polonistom;)
                      • tranzyt80 Re: Kafkaeska filozofia 27.09.06, 15:45
                        e4ska napisała:
                        Nie
                        > spodziewałam się tak intensywnego, realnego powrotu w zasypaną przeszłość, to
                        > całkowicie wywróciło mój świat i dowiodło, jak niezwykła jest pamięć ludzka -
                        > przypomnialam sobie nawet kolory niektórych malutkich sukienek i miejsce plam,
                        > których nie dało się wywabić.

                        -masz racje z niezwykloscia pamieci ludzkiej,ktora potrafi byc poruszona w
                        moment,czesto przez blachostke.Twoje przypomnienie sobie o plamach na
                        sukienkach,ktorych nie dalo sie wybawic,wywolalo u mnie skojarzenie
                        z moim dziecinstwem jako plamy nie dajacej sie wybawic po dzis dzien.
                        Odczuwam dzis blogi spokuj,jak wtedy,jako 5letni chlopiec.Wtedy na dworze byla
                        zima.W piecu slychac trzaski palacego sie drewna.Polmrok panuje w pokoju.
                        Czekam z utesknieniem na matke.Wiedzialem,ze przyjdzie mnie uscisnac i
                        zacznie czytac.Co ja mowie czytac,ona otwierala bramy takich swiatow,takich
                        przygod,takich bohaterow,ze piszczalem,plakalemi smialem sie razem z nimi.
                        Choc do wyboru mialem dziesiatki przeroznych bajek i opowiadan,to niektore
                        moglem sluchac tuziny razy,za kazdym razem odkrywajac w nich cos
                        nowego,piekniejszego,ciekawszego.Lezac potem juz w ciszy,gdy cala moja brac
                        zwierzeca(papugi,ryby,traszki,myszy,pajaki slimaki...)"spala" i wymyslalem w
                        fantazji dalsze porzygody moich bohaterow.Nigdy nie balem sie zadnych "diablow"
                        stworow,strachow.Nie nauczono mnie?Nie wiem.Moja matka byla przecietna normalna
                        kobieta,ktora z wielkim sercem i poswieceniem pokazywala mi droge w swiat,
                        tez w ten moj dzisiejszy swiat.Poczatek szkoly podstawowej byl dla mnie plama
                        nie do wybawienia,balem sie tam byc sam,bez matki.Przez dwa tygodnie,chodzac ze
                        mna do szkoly,wybawila u mnie wszystkie plamy strachu i moze dlatego nawet w
                        osmej klasie mialem bez strachu czy bolu 12 jedynek.Ale zycie jest cwane i
                        kusi i pokazuje drogi na skroty,pokazuje latwizne...
                        • myszabrum Re: Kafkaeska filozofia 27.09.06, 16:01
                          Ech, Eska... żeby to takie proste z tymi powieściami było, to byśmy tu wszyscy
                          powieści pisali... np. "Boso, ale w ostrogach" :))).

                          Ja tam nie wiem, kto był Aadolf, ale pani Bovary to ja. Niestety :(.
                          • tranzyt80 Re: Kafkaeska filozofia 28.09.06, 10:17
                            myszabrum napisała:

                            > Ech, Eska... żeby to takie proste z tymi powieściami było, to byśmy tu
                            wszyscy
                            > powieści pisali... np. "Boso, ale w ostrogach" :))).
                            >
                            > Ja tam nie wiem, kto był Aadolf, ale pani Bovary to ja. Niestety :(.

                            -Mysza czemu wybralas pania Bovary ?
                            • myszabrum Re: Kafkaeska filozofia 28.09.06, 10:18
                              Bo podobna.
                              • tranzyt80 Re: Kafkaeska filozofia 28.09.06, 10:36
                                z tylu :)
            • cortona Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 25.09.06, 13:15
              Mysza napisała:
              > No i wpuściłyśmy się nawzajem w kanał, bo ona po wysłuchaniu paru opowieści o
              > mym życiu zaczęła mnie traktować jak ofiarę Holocaustu. A życie jest złożone i
              > nieszablonowe, i trochę mi się duszno z tym zrobiło.

              Myszko, tak sobie myślę, że każdy z nas, jak tu piszemy, może przedstawić różne
              swoje historie - w zależności od nastroju. Może być wersja tragiczna, taka, że
              inni będą płakali nad naszą dolą. Może być wersja samochwalcza, taka, że innym
              szczęka opadnie z wrażenia albo z zazdrości. W żadnej wersji nie nakłamiemy,
              i żadna nie będzie prawdziwa.
              Najgorsze co można zrobić, to hodować sobie swój obraz jako "ofiary losu".

              Wygląda na to, że Twoi rodzice mieli problem ze sobą, a Ty byłaś ich dzieckiem,
              więc Tobie się też dostało przy okazji. Jedyna rzecz, którą rodzice nam dają
              i z której zrezygnować nie możemy, to geny. Niektóre paskudnie nas determinują.
              Wszystko inne możemy odrzucić.
              A Twoi starzy dali Ci chyba nie takie złe te geny, skoro jesteś inteligentna,
              sympatyczna i podobno ładna.
              Ja tam widzę, że dostałaś niezły bonus:)) I tego bym się na Twoim miejscu trzymała:)

              • myszabrum Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 25.09.06, 19:56
                Czy ja wiem, czy taka ładna...

                www.geocities.com/TelevisionCity/Lot/5715/adjokes/mice-mouse.jpg
                A z tymi wersjami masz rację.
    • tranzyt80 Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 09:36
      Striptiz - przynajmniej do gaci,tak,pamietam doskonale.Pukalem,jako gowniarz,
      Bolkow po dyskotekach,czyt.Kant i(ja)Tor.
      Az tu raz,patrze Striptiz...nawet musialem sie szarpac z frycami,zebym mogl
      oko zawiesic tam,gdzie chcialem:),tak porno i dusno pocynilo sie wtedy w
      "Wechselstube".
      Lasencja!,zrzuca z siebie... wolno,za wolno.Ruskie,stojacy po drugiej
      stronie,sa prawie na granicy wytrzymalosci.Galy wybauszone.Ziomale,ruskie,
      fryce i ja polykamy
      przy staniku
      ,powietrze.
      I bach!i bach!
      ,a tu czarne kudlate wlochy na klatce...

      Cisza,cisza...
      I bach! smiech,jeden smiech,jedni na drugich pokazuja paluchami,
      tylko ruskie stoja jak sowy
      i opuszczaja w pospiechu lokal.Smiech.Zrobily sie wolne miejsca.
      Cieszylem sie,bo i tak z nimi zadna baksow wymiana.
      "Striptizerka" opowiadala mi przy barze bombaszcze dowcipy,z zycia wziete.
      I bach!Znowu smiech,wspolny smiech!:))))))))))))))))))))))))))))))))))




      • e4ska Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 10:17
        Tranzyt... czyżby delikatna sugestia, żeby jednak nie zdejmować biustonosza???
        hehe:)))
        Nie drażnić niedźwiedzia - realia MSZ.

        Helou, czy są tu Myszy?
        Wyspane i wesołe, no i ubrane... latasz sobie goła po necie, i naciągasz na
        przytulanie. Oj, Mysza, Mysza...:))) Trzeźwe dzień dobry dla Ciebie:)
        • myszabrum Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 10:20
          He he
          • e4ska Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 10:25
            "Głosik jednostki cieńszy niż pisk myszy"...
            Ale Twoje he he wcale na pisk nie wygląda. No, zamierzam popracowac, hej:)
            • tranzyt80 Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 11:51
              biustonosz,z praca czy bez
              sam nic nie podniesie...
              ale nagosc przed lustrem
              zawsze czolo podnosi

              i niekiedy w szacunku
              je opuszcza
              • tranzyt80 Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 28.09.06, 11:11
                to zalezy co widzi w lustrze
    • luna_76 Re: Striptiz - przynajmniej do gaci 23.09.06, 10:29
      :) Luna faktycznie spać poszła, jedynie w czasie pełni ze snem ma problemy :D
      zajrzałam tu wczoraj, a jakże; korciło dopisanie do wątku Mysinego, ale nie
      poszło; bo my na wózku jednym; najpierw baaardzo smutne dziecko - z natury,
      choć uśmiech zawsze na buzi gościł; matka chlała, ale dbała; z tymi studiami
      również... tyle, że częstsze popijanie później rozpoczęło, tak życie potoczyło,
      na studia nie starczyło. I faceta czas jakiś tyle co Mycha miałam starszego;
      ale to było. Jest inaczej. Jest inny, mniej starszy, ślub nawet był; dzieci...
      ciągle brak, choć bardzo chcemy, latami długimi staramy, nie wychodzi; pewnie
      za karę ;) za mało o siebie dbałam, za często zdrowie rujnowałam; ech...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka