hiacynaa
24.09.06, 22:56
Wiecie co mi przyszlo do glowy? Narobil mi swinstwo, cierpialam niewymownie,
teraz przechodze z nim przez terapie AA, jest STRASZNIE. Atmosfera w domu
nerwowa, facet klebek nerwow, zamkniety w sobie, jakis taki.. obcy. Nie
przytuli, dobrego slowa nie powie. Widac jedno- ze ja go nieprawdopodobnie
denerwuje po prostu.
On mnie 'pociesza' ze na mityngach slyszal ze taki stan trwa pare lat. Pare
lat uczynienia z mojego zycia piekla. Bo mnie sie w takim ukladzie zupelnie
nie chce zyc. Zdechlabym najchetniej.
Wiec mysle sobie, ze przejde z nim przez to wieloletnie leczenie, pod koniec
on juz bedzie wyleczony, sliczny i wypoczety.
I dojdzie do wniosku, ze stac go na kogos lepszego niz umeczona walka,
storturowana czterdziestoletnia zona.
Tak to widze.