Dodaj do ulubionych

determinacja

04.11.06, 21:41
O swojej sytuacji pisalem juz na forum. Moja żona jest uzależniona od
alkoholu, przeżyliśmy już to całe piekło. Były naprawdę ciężkie chwile, były
próby samobójcze. Żona chodziła na terapie, niewiele to dało. Po ostatniej
ciężkiej "tygodniówce" zdecydowałem się na złożenie wniosku do Komisji o
przymusowe leczenie. Komisja jednak niewiele się zaangażowała w sprawę. I
nagle stał się cud. Żona znalazła swoją drogę, nie pije już 120 dni. To forum
pomogło jej, więc dlatego piszę. Determinacja żony budzi mój podziw i
powoduje, że wiele moich dotychczasowych sądów ulega zmianie. Pozostaje
jednak obawa czy nie za wcześnie. Czy taka determinacja może mieć charakter
trwały? Nasze życie wróciło do normy, niczego nam nie brakuje, jesteśmy
szczęśliwi. Czy coś takiego było już opisywane na forum?
Obserwuj wątek
    • myszabrum Re: determinacja 04.11.06, 21:47
      Skoro żona lubi to forum, to może niech napisze sama :)?
      Pozdrawiam.
      • ecco2 Re: determinacja 04.11.06, 22:08
        myszabrum napisała:

        > Skoro żona lubi to forum, to może niech napisze sama :)?
        > Pozdrawiam.
        Pisała, ale niestety nie znam jej pseudonimu. Chyba bardziej czyta niż pisze.
    • myszabrum Re: determinacja 04.11.06, 22:18
      120 dni to dużo i mało.
      Myślę, że gdzieś po roku będziesz mógł zacząć spać spokojniej.
    • e4ska Re: determinacja 05.11.06, 00:15
      Ach, pamiętam... nie posłuchałeś rady terapeutycznej i kobieta nie poszła na
      dno:) Miała do czego wracać. Do normalności. Otrzymała swoją szansę, no i ma
      męża, dobrego i myślącego męża, a nie kukłę sterowaną przez obcego.

      Ecco, nie wiem, jak wygląda trzeźwienie Twojej Żony. Z tego, co słyszę, nieraz
      alkoholikowi jest strasznie ciężko. Tęskni za tamtym. Mnie od samego początku
      nie szkoda alkoholu, ja się wprost doczekać nie mogłam, kiedy stanę na nogi.
      Trzeba uważać na przyjęciach, wiadomo... kiedy namawiają, zmuszają nawet... ale
      to drobiazg.

      Najgorsze, czego dowiesz się na terapiach, to podkreślanie, że się z tego nie
      wychodzi, że już zawsze tak będzie... do niczego. Ci smutni alkoholicy...
      smutni, chociaż głoszą pochwałę swej wielkości duchowej - cóż, ludzie drugiej
      kategorii. Ja miałam to szczęście, że wiedzę o alkoholizmie zdobywałam kilka
      miesięcy po wytrzeźwieniu, tak około pół roku po. Same fakty, bez głupot o
      chorych emocjach, rozmaitych osobliwościach psychiki alkoholika. Przyglądałam
      się cudzym historiom, układałam, porównywałam... z przerażeniem patrzę na to, co
      dzieje się z ludźmi na terapiach... Pewnie, większość twierdzi, że jest
      cudownie, ale do licha, skuteczność żadna. Wyjaśniam sobie, że człowiek, który
      zapomniał o swojej godności, o prawie do tajemnicy, traci ważną cząstkę swojego
      ja. Przecież - gdyby godność i prywatność nie były nadrzędnymi wartościami, nie
      znalazłyby się w kodeksie praw ponadnarodowych... Może one decydują o tym, że
      nie czujemy się rzeczą. Człowiek bez indywidualności - czy taki będzie dobrze
      funkcjonował? Normalnie funkcjonował? Wolność to wielka sprawa. Piłem - sam za
      to odpowiadam, moja trzeźwość też jest moją zasługą.

      Co będzie dalej i czy można się martwić... na to nie mamy gwarancji ani ja, ani
      Twoja Żona, ani nikt - bo nie wiadomo nic pewnego o alkoholizmie. To tylko nie
      potwierdzone hipotezy, bardzo sprzeczne teorie, bzdury, nie żadna nauka,
      najgorszy rodzaj belferki. Tłumaczy się teorią przyjemności - bzdura. Teoria
      uzależnień - bzdura, skutki społeczne są podobne w przypadku uzależnienia od
      seksu, telewizji, gier komputerowych, to prawda, ale zawsze ktoś, kto popełnia
      błędy życiowe, traci to, co tracą alkoholicy... bo co można stracić, jak nie
      pracę, zdrowie, rodzinę, zaufanie... nic innego przecież nie mamy.

      Cztery miesiące trzeźwości - bardzo wielkie gratulacje, pięknie... żeby organizm
      się wyciszył, żeby coś nie zawołało... to ciało woła, rozumiesz, nie mózg... ja
      tak sobie siebie tłumaczę... ciało, pamiętam. Taka potrzeba, jak kiedy masz w
      środku zimy ochotę na truskawki. Organizm potrzebuje. Zachciewajki jak u
      ciężarnej. Tylko: czego organizm potrzebuje i dlaczego? Co jest w alkoholu, ze
      go pragnie żołądek, przełyk, a może płuca? Stąd podpowiadam zmianę diety,
      dbałość o fizyczne zdrowie, aktywność, trzeba dużo chodzić, biegać, tańczyć,
      słuchać muzyki... telewizji nie polecam. Dobre filmy, tak. Nuda zabija.

      Co będzie jutro - nie wiadomo, ale jeśli Żona wytrwała pięknie 120 dni, to jest
      na dobrej drodze, niech szuka swojego szczęścia. Ono jest w codzienności i nie
      potrzebuje wielkich słów:))) takich trochę jak te, których ja używam...
      Wszystko, byle nie odwyk... trzeba o tym wiedzieć.

      No i nie oczekiwać, że cokolwiek samo się ułoży i spotka nas jaka wielka
      nagroda... nie... trzeźwość jest wystarczającą nagrodą, na niej budujemy...
      Pozdrawiam z całego serca, niech się Wam układa... może coś więcej napiszesz,
      żeby ci, którzy nie piszą, a jedynie czytają, też mieli nadzieję:) Jak i ja mam
      nadzieję:)

      • ecco2 Re: determinacja 05.11.06, 13:26
        Eska, bardzo Ci dziekuje za ten list. Podzielam w pełni wszystkie tezy w nim
        zawarte. Wtajemniczyłem moją żonę w tą korespondencję, też podziela moją i
        Twoją opinię. Muszę przyznać, że ładnie piszesz. Twoje opinie są wartościowe,
        ponieważ sama przez to wszystko przeszłaś.

        Cóż mogę jeszcze dodać.

        Potrzeba było wielu lat cierpień aby odkryć kilka prawd, niby oczywistych, a
        mianowicie:

        I. ze strony mojej żony - uznała, że jest uzależniona (wcześniej nie
        chciała o tym słyszeć)
        - podjęła leczenie, najpierw w ośrodku, obecnie sama
        się leczy z dużą determinacją idąc własną drogą.
        Była to jej decyzja
        II. z mojej strony - dotarło do mnie, że uzależnienie od alkoholu to
        taka sama choroba jak inne , tylko groźniejsza
        (miałem trudności wcześniej z taką interpretacją)
        - w tych sprawach nie można przymuszać i krzyczeć,
        jedynym rozsądnym wyjściem jest stworzenie takich
        warunków we wspólnym związku, aby żona sama chciała
        się leczyć

        Dzisiaj jestesmy obydwoje bogatsi o te doświadczenia. Ja trochę inaczej patrzę
        na świat. Co tak naprawdę jest w życiu ważne? Niekoniecznie pieniądze, ale
        przede wszystkim szczęście. Jak powiedział kiedyś jeden z filozofów: "szczeście
        to umiejętność cieszenia się z rzeczy drobnych". A więc cieszymy się każdym
        dobrym dniem. Warto o to walczyć.
        Ja ponadto staram się jeszcze w większym stopniu mieć satysfakcję z tego co
        robię, zwłaszcza w pracy: piszę książki, promuję doktorantów, tworzę szkołę
        naukową. Dla mężczyzny to przecież bardzo ważne. Teraz mam to o czym zawsze
        marzyłem: rodzinę, kochającą żonę, satysfakcję z pracy. Cieszę się też z
        sukcesów mojej córki (robi karierę za granicą)

        Ale.....Boję się koszmarów tamtych dni, terroryzowania samobójstwem, zrzucania
        winy za wszystko na mnie, krzywdzących opinii i słów ostrych jak noże. Dziś
        wiem, że to choroba. Determinacja mojej żony jest dla mnie źródłem optymizmu.
        Może warto było to wszystko przejść, aby docenić to co mamy teraz.

        Życzę Tobie Eska takiego samego optymizmu, a wszystkim innym warto powtórzyć:
        nie zniechęcajcie się, walczcie
    • aaugustw Re: determinacja 05.11.06, 12:44
      ecco2 napisał:

      > To forum pomogło jej, więc dlatego piszę. Determinacja żony budzi mój podziw..
      > powoduje, że wiele moich dotychczasowych sądów ulega zmianie. Pozostaje
      > jednak obawa czy nie za wcześnie. Czy taka determinacja może mieć charakter
      > trwały? Nasze życie wróciło do normy, niczego nam nie brakuje, jesteśmy
      > szczęśliwi. Czy coś takiego było już opisywane na forum?
      __________________________________________________________.
      Odpowiem Tobie jako ten, ktory wiecej praktykuje w realnym
      swiecie - wsrod zywych...
      Kazdy przypadek jest inny... Drugiego takiego samego opisu
      nie znajdziesz nie tylko tutaj, ale i na calym tym swiecie...
      Ja, np. tutaj, w tym wirtualnym kregu wymieniam z innymi
      tylko swoje doswiadczenia i to co mi pomoglo. Staram sie
      pisac o sobie:
      Moja trzezwosc rozpoczela sie w momencie kiedy przestalem z
      kimkolwiek sie porownywac. Moja wspaniala przygoda duchowa
      rozpoczela sie w momencie kiedy spojrzalem na siebie i te
      swoja chorobe alkoholowa od strony psychicznej, duchowej...
      Zobaczylem, ze choroba alkoholowa nie jest zalezna od mojego
      miesa, od mojego ciala, (czy "popekanych piet") ;-)), choc to
      fizyczne uzaleznienie, nb. pojawia sie w tej jej ostatniej juz
      fazie tej choroby, ale w konsekwencji naduzywania alkoholu...!
      Uzaleznienie alkoholowe jest symptomem zroznicowanych psychicznych
      (duchowych) zaklocen. W "leczeniu" tych zaklocen na, tzw. "wolna reke"
      (naturalnie byly one takze u mnie skazane z gory na niepowodzenie),
      stany lekowe, niepokoje, problemy ze spaniem, z dopasowaniem sie
      do otoczenia, depresje i wiele innych, leczylem tez za pomoca
      alkoholu...!
      Na poczatku "metoda" ta przynosila dobre efekty. Alkohol mi pomagal.
      On zagluszal bole duchowe i cielesne... Przytlumial stany lekowe i
      pomagal nawiazywac kontakty, chronil mnie przed tym (realnym) swiatem
      zewnetrznym...
      Komputer tez daje podobne uczucie... Nazywam to "pustymi" kaloriami,
      podobnie jak podczas picia alkoholu - bez witamin...
      Do pewnego czasu to tutaj tez skutkuje i przynosi zadowolenie, (jak
      z alkoholem).
      Z doswiadczenia wiem, ze "madrosci" te ktore sie tutaj zdobywa, jezeli
      polacze je z realem i jezeli potrafie je tam zastosowac... (one az sie
      prosza, aby wdrozyc je do praktyki!), wtedy zaczynam dopiero szczesliwie
      i trwale trzezwiec! - (pisze o sobie!).
      A... ;-))
      Ps. Dla wielu alkoholikow, ten suchy swiat staje sie zagrozeniem,
      jest szary, gdyz wraz z nastaniem abstynencji, znika rowniez ten
      sztuczny srodek, ktory chroni przeciwko stanom lekowym, konfliktom i
      problemom...
      Jezeli duchowosc (psychika) wyzdrowieje - wyzdrowieje takze i cialo!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka