Dodaj do ulubionych

stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac

15.01.07, 15:47
rauchen, mam dla Ciebie dwie wiadomosci, dobra i zla.

Od ktorej zaczac?

Zaczne od dobrej.

Przedwczoraj w godzinach wieczornych napilem sie piwa.
Zla jest taka:
wypilem tylko jedno i nie wypilem nastepnego.

kolejna zla: nie chcialo mi sie nastepnego piwa. wrecz odwrotnie- chcialem,
aby ten szum z glowy juz minal.

no i jeszcze jedna dorba- czulem sie po tym czynie jak zbity pies.

A teraz powazniej- to jest prawda.

Nosilo mnie od pewnego momentu- od kilku tygodni- z tym jednym piwem.
Wiem, ze to dziecinne, i tak tez o tym myslalem, dlatego tyle
czasu "wytrzymalem".

Nosily mnie dwie mysli: pierwsza-
to to wmawianie mi, ze po pierwszym piwie nastepno od razu kupie drugie i
pojde w ciag.
Wiedzialem, ze tak nie bedzie, ale wmawialo mi to kilka powaznych osob, wiec
czulem wewnetrzny ogromny dyskomfort.

Drugie napicie wynikalo z tego, ze ja niby " nie moge".

No i jeszcze wkurzala mnie ta swiadomosc, ze jak juz nie pije 1.5 roku tu
juz "szkoda tyleczasu".
Taki element olimpijski, takiego niepicia na wyscigi, dla rekordu i wyniku.
takiej motywacji do niepicia " bo szkoda tyle czasu"

Wkurzalo mnie to, ze "nie wolno",ze " musze" wiec jak 16 latek chcialem sobie
udowodnic, ze mi wolno.

I tu powiem swoje wrazenia- bo byly jak chyba u 16 latka.

1. jako ze nie pilem nic od 1.5 zaszumialo mi mocno we lbie- ale nie byl to
szum zbyt przyjemny- zaden fajny rausz tylko po prostu krecenie sie w glowie
( po jakiejs godzinie od wypicia olozylem sie spac, to ze wczesniej 2 noce
nie spalem moze wplynelo na reakcje)
2. piwo mi baaaardzo nie smakowalo.
bylo ohydne- a byl to Guiness original a nie jakies marketowe siki.
Godzine pozniej pilem meko i bylo o niebo lepsze.
3. jednak terapeuci zasiali pewne ziarno- gdy sie obudziem po kilku sekundach
napadl mnie taki gaszcz wyrzutow sumienie ("zmarnowalem 1.5 roku", "teraz juz
koniec", "teraz juz pojde w tango")
, obsesyjnych mysli (j.w.),
a w zwiazku z tym leku i depresji
ze poczulem sie dokladnie tak samo jakbym wypil nie 1 piwo tylko 3 dni po 24
piwa!
najgorsze jest to, ze nie zgadzam sie z tymi myslami i uczuciami, a jednak je
czulem.
ale- poczulem sie, jakby mi ktos przywlil obuchem w leb. fatalnie. nie moglem
zasnac, nie moglem sie na niczym skupic.
9 chociaz to tez moja ostatnio reakcja- na wiele rzeczy tak reaguje, gdy np
nie zeszla kwota z mojej karty i nie wiedzialem dlaczego mialem caly dzien
jakby ktos mnie mlotem)


Ogolnie bilans jest taki: troche zeszla ze mnie ta presja, ze "nie wolno"-
acz nie do konca ( co mnie martwi)
ale
mam teraz inna.
a nawet o wiele wiecej innych.

w koncu mam szczere i autentyczne, wlasna decyzja podjete zamierzenie "nie
bede pic"
i uznanie " picie nie jest dla mnie dobre"
oraz " picie jest malo wazne"( skupialem sie na tym tak dlugo- a tu bach,
poszlo i nie ma)

nie bede juz nie- pil bo nie wolno, bo juz poltora roku, bo inni zabronili,
bo bo bo bo o itp

nie bo nie, bo nie chce i juz.

jedna rzecz ktora mnie mocno zmartwila to wlasnie te wkodowane w glowe leki i
obsesje ktore sie odezwaly po wypicu ( a wlasciwie juz w momencie gdy puszka
zrobila psssst, a nawet przy ladzie)

wykodowac te eki to bedzie dopiero wyzwanie, aby naprawde juz w decyzji o
niepicu nie bylo zadnych elementow strachu.

ale mam nadziehe, ze sie uda.

Obserwuj wątek
    • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 15:49
      wolnosc to stan umysłu

      hehehe

      trzymaj się wolny i nie pij bez sensu ;)

      Trzymam kciuki za Ciebie i... siebie ;P

      NARA
      • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 15:59

        Przychodzi maz do domu pijany a zona w progu "obiecaj ze nie bedziesz wiecej
        pil!"
        a on " obiecuje, ze nie bede wiecej pil, ale mnie tez nie":)

        spoko, nie mam ochoty, ja dopiero wychodze z szoku po tym!

        mam bardzo mala odpornosc na stresory- od jaiegos roku, a to byl powazny
        stresor jednak.

        niestety, to co uwaza moja glowa i swiadomosc- racjonalna, logiczna, krytyczna
        i niezalezna
        to nie zawsze czuje moje cialo- wychowane do zycia w systemie opresyjno-
        totalitarnym.

        pracuje nad tym cialem aby bylo w koncu moje- bo nie jest :)
        • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 18:54
          z piosenki dla małych dzieci:

          wyginam śmiało ciało wyginam ciało śmiało (.. coś tam) ciało to za mało (...)

          z matrixa:

          łyżka nie istnieje


          Ode mnie:

          jak osiągniesz to o czym mówisz - będziesz niepokonany.

          Czego Ci życzę z całego serca Wolny32.
          • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 19:55
            promocja_tys napisała:
            > jak osiągniesz to o czym mówisz - będziesz niepokonany.
            >
            > Czego Ci życzę z całego serca Wolny32.
            ________________________________________________.

            Ja jestem pokonany, ale nawet gdybym nim nie byl,
            nie chcialbym juz dzisiaj pic alkoholu - po co?
            A...
            • mulka3 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 01:36
              Nie chcesz juz pic alkoholu ,to tak samo jak Wolny- tyle ze on jest wolny a .
              Ty strasnie przez alkohol zniewolony.
    • tranzyt80 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 16:17
      A jednak sie odwazyles...?!

      Walka Twoja o to jedno piwo trwa juz troche czasu.
      Ale dlaczego akurat teraz ?
      I to bez jakiejkolwiek presji,ot tak sobie, nie przez znajomego,nie dla
      towarzystwa nie dla sytuacji,itp.),po prostu dla udowonienia sobie samemu,ze
      mozesz...?
      Czysta proba dwagi...?Czy chec przeskoczenia samego siebie ?
      Skok na linie glowa w dol bez zabezpieczenia?

      I w tym momencie byc moze pryska cala historia Twojego alkoholizmu...
      czyzby stracone 1,5 roku?Czyzby szystkie Twoje napisane posty byly nie na temat,
      bezpodstawne ?Zostales wprowadzony czy sam sie wprowadziles w blad ?

      Alkoholizm to uzaleznienie fizyczne czy choroba duszy,a moze jedno i drugie,
      a moze u kazdego jest czyms innym...
    • tenjaras Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 16:34
      wolny32 napisał:

      > nie bo nie, bo nie chce i juz.

      dzięki p.B znacząco wcześniej zauważyłem, że życzeniówka nie działa

      tam gdzie się wychowałem, takie postępowanie nazywało się głupotą, ale jesteśmy
      w innym miejscu i czasie, dzięki wolny32, za ten opis, zrobiłeś kawał solidnej
      i sobie nie potrzebnej roboty na sobie - ja nie muszę się wygłupiać dzięki
      takim jak ty, po prostu wiem, że nie muszę żyć w napięciu, co potem, ile
      wypije, kłamali czy nie kłamali, uda się czy się nie uda... wolę żyć na luzie

      ja nie pije ani dlatego, że nie mogę, ani dlatego że ktoś mnie obserwuje, ani
      dlatego, że jak ruszę to muszę, ani z żadnego innego powodu, nie pije bo mogę
      nie pić, nawet jeśli jestem alkoholikiem

      ...i przestało mi zależeć na alkoholu
      • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 19:05
        > ...i przestało mi zależeć na alkoholu

        jako i nam tu i teraz i na wieki wieków ament
        • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 20:00
          promocja_tys napisała:

          > > ...i przestało mi zależeć na alkoholu
          >
          > jako i nam tu i teraz i na wieki wieków ament
          ______________________________________________.
          A jednak mamy cos wspolnego ze soba. ;-))
          A...
    • cortona Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 17:02
      Wolny, ja też przeprowadziłam taki eksperyment i chyba nie żałuję.
      W okresie świątecznym dopadło mnie jakieś poczucie kalectwa, taka myśl, że nie
      piję, bo nie mogę, a chyba chcę. Tylko, że jak w końcu trochę wypiłam, to
      dotarło do mnie, że ja bardzo, ale to bardzo nie chcę. I na razie mam spokój.
      Właściwie, to dziękuję losowi, że obdarzył mnie nałogiem palenia, bo dzięki temu
      wiem, co w moim wypadku znaczy nałóg. To sytuacja dla mnie nie do opanowania.
      Więc myślę, że przed piciem uciekłam,zanim stało się naprawdę niebezpieczne.
      • jerzy30 wolny - bo to juz tak jest i to piwo juz zawsze 15.01.07, 18:15
        bedzie mialo "nie ten" smak - bedzie "gorzkie" jakies takie .......
        Kto liznal terapii w jakiejkolwiek formie, czy sie tez naczytal o
        uzaleznieniach [chociazby na tym forum] to juz pic bedzie inaczej nic przed
        Tak to juz jest
        Wolny - a te 1,5 roku to twoj sukces
      • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 19:01
        Bardzo ładnie to ujęłaś:

        > Właściwie, to dziękuję losowi, że obdarzył mnie nałogiem palenia, bo dzięki
        tem
        > u
        > wiem, co w moim wypadku znaczy nałóg. To sytuacja dla mnie nie do opanowania.
        > Więc myślę, że przed piciem uciekłam,zanim stało się naprawdę niebezpieczne.

        Zappamiętam na długo :)

        Pozdrawiam ciepło
    • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 18:31
      wolny32 napisał:
      > Przedwczoraj w godzinach wieczornych napilem sie piwa.
      > wypilem tylko jedno i nie wypilem nastepnego.
      > nie chcialo mi sie nastepnego piwa. wrecz odwrotnie- chcialem,
      > aby ten szum z glowy juz minal.
      > Nosilo mnie od pewnego momentu- od kilku tygodni- z tym jednym piwem.
      > Wiem, ze to dziecinne, i tak tez o tym myslalem, dlatego tyle
      > czasu "wytrzymalem".

      > jedna rzecz ktora mnie mocno zmartwila to wlasnie te wkodowane w glowe leki i
      > obsesje ktore sie odezwaly po wypicu

      > ale mam nadziehe, ze sie uda.
      ___________________________________________________________________.
      Pozwol Wolny, ze i ja nawiaze do tej Twojej wypowiedzi, a dalej juz
      bede mowil o sobie:
      Gdybym ja dzisiaj mial taki problem ze soba (nie mylic z alkoholem),
      to dalbym sobie nastepujacy tytul watku: "Stanie sie, stanie sie, co
      sie stac musi".
      Oh, jak to dobrze, ze dzis juz nie musze sobie nic udawadniac.
      Ja jestem chorym alkoholikiem, a choroba ta polega wlasnie na tym, ze
      ja nigdy juz w zyciu nie bede mogl kontrolowanie pic.
      Ci, ktorzy to potrafia niech sobie pija, jak maja ochote i jak im to
      sprawia frajde, ja im tego nie zazdroszcze, wrecz przeciwnie. A dlaczego
      im nie zazdroszcze - nie bede opisywal, bo nie chce wywolac fali zawisci...
      A... ;-))
      Ps. Z mojego kregu znajomych alkoholikow i z mojego doswiadczenia
      wiem, ze ten kto chocby tylko troche sie otarl o Program Anonimowych
      Alkoholikow (AA), ten na zawsze juz stracil komfort picia alkoholu!
    • rauchen Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 18:35
      nie wiem czemu te wiadomosci sa akurat do mnie, ale potwierdzam ODBIOR.
      • promocja_tys Tu zgłasza się oka, oka odbiór ;)))))) 15.01.07, 19:03
        Rauchen wróciła do nas. Fajowo.

        Wolny pisze do Ciebie, bo dobrze mu się z Tobą rozmawia widocznie. Aż
        zazdroszczę... hihihi.
        • havana06 Re: Stalo się............................ 15.01.07, 19:08
          Wolny, mam nadzieję, że więcej na sobie eksperymentował nie będziesz.
          To może okazać się niebezpieczne.Żałowałbyś tego 1,5 roku niepicia.
          Życzę Ci sukcesów bez eksperymentów.
          havana
      • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 19:50
        rauchen napisała:

        > nie wiem czemu te wiadomosci sa akurat do mnie, ale potwierdzam ODBIOR
        ________________________________________________________________________.

        Po tym widac, jaka masz sile przyciagania.
        A...
    • 7zahir Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 19:22
      Nie jestem zaskoczona Wolny,
      a jednak myśle, że szkoda
      bo widzę, że wnioski wyciagnełeś
      takie jakbys był na kacu.
      Zyczę Ci przede wszystkim
      spokoju emocjonalnego.
    • tranzyt80 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 19:48
      wolny32 napisal:
      > 2. piwo mi baaaardzo nie smakowalo.
      > bylo ohydne- a byl to Guiness original a nie jakies marketowe siki.
      > Godzine pozniej pilem meko i bylo o niebo lepsze.

      -Wolny,a co tak zacichles ?
      Mam nadzieje,ze nie postanowiles udowadniac sobie raz jeszcze...
      z tym smakiem ;)))
      • tranzyt80 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 19:53
        to samo przezywalem z pierwszym papierosem po latach niepalenia,
        ale po kilku dniach smak mi sie wyraznie poprawil...
        • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 21:06
          Apage szatanie... sie na usta ciśnie ;P

          Tranzyt, nie namawiaj. W jakiej grasz w końcu drużynie, co ??
    • aniolparys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 20:26
      Nie ma żadnego tajemniczego mechanizmu w fatum "pierwszego razu". Nie zrobiłeś
      nic wielkiego: wypiłeś piwo i nie wypiłeś drugiego. Ale dla mnie przekroczyłeś
      granicę piję-nie piję. Zupełnie niepotrzebnie jeżeli picie/niepicie jest nieważne.
      Co Ci to piwko zmieniło? Teraz masz dopiero zgryza: a czy drugi raz to już
      polecę? Dlaczego nie spróbować jeszcze raz za miesiąc? Za rok? Pół literka i też
      nic się nie stanie? Za pół roku? Przecież jestem Wolny?
      Nie jesteś wolny Wolny. Świadomość tego, że nie pijesz jest dla Ciebie ważna.
      Mam w głębokim niepoważaniu Lenina i wszystkie jego idee, ale jak swój traktuję
      przypisywany mu aforyzm "Wolność to uświadomiona konieczność".
      • aniolparys PS 15.01.07, 20:31
        Wolność jest dla mnie także istotną wartością.
        • aaugustw Re: PS 16.01.07, 13:39
          aniolparys napisał:
          > Wolność jest dla mnie także istotną wartością.
          _______________________________________________.

          Oh...! - I kto to mowi...! -
          Czyzby w Twojej glowie nikt juz nie mieszkal...!?
          A... ;-))
      • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 21:10
        Wolnośc leży u podstaw wszystkiego. Wolnośc to stan umysłu. Wolnośc to wolnosc
        i wcale nie musi byc wymuszana. Mi nikt nie narzucał tego, że wolnosc ma byc
        dla mnie najważniejsza. Wręcz przeciwmnie, zapisywali do ZHP i kazali śpiewac
        na uroczystościach partyjnych...

        Lenin to Lenin i co po nin zostało. Jeśli tylko ten sloganik, którego użyłeś -
        dla mnie mógłby nie isniec. Bez urazy.
        • deoand Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 21:30
          ooo wolny ... ty tu nie filozofuj tylko zęby w scianę abys nie
          wypił kolejnego piwa ....

          jeden taki wolny człowiek - fryzjer akurat - własnie dziś przeniósł
          się do krainy wiecznego piwa - u niego akurat wiecznego Royalu ....

          no cóz ....czuby nart w pozycji szusuj i jak widac - zjeżdzasz ,,,

          po 1,5 roku ... ano bywa

          pzdr deo
          • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 22:11
            cholera... mi to nawet świeczka zgasła, co se za Wolnego spokojnie płoniła się.
            Wolny jeśli pijesz, wróc potem do nas. Ja Ci wybaczę bo wiem o co kaman. A
            jeszcze lepiej nie pij publicznie. Przeszłam to tutaj wiele razy. Nie opyla
            się. A jeszcze najlepiej... sam wiesz.

            Przytulam. Jestem jakby co ;)
            • baasil Re: wykreślone słowo : dupościsk? 15.01.07, 22:38
              coś sobie udowodniłeś?jakieś -ente dno? złudzenia.
              ale te 1,5 roku jest tylko Twoje.każdy moment jest dobry na zmianę.a Ty wiesz
              przecież jak to się robi.powodzenia.
        • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 13:47
          promocja_tys napisała:
          > Wolnośc leży u podstaw wszystkiego. Wolnośc to stan umysłu.
          > Wolnośc to wolnosc i wcale nie musi byc wymuszana...
          _____________________________________________________.

          Wolnosc moja rosnie wraz z moim rozwojem duchowym.
          A...
    • rauchen Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 15.01.07, 22:40
      a teraz ja mam wolny dla ciebie dwie wiadomosci, jedna dobra druga zla.

      Zaczne jednak od tego, ze po dosc dlugiej nieobecnosci na meetingach AA,
      wlasnie wrocilam akurat dzis z meetingu - czym zapewne rozczaruje cie wolny, bo
      pewnie miales wyobrazenie ze biegam na meetingi dwa razy dziennie, i eska sie
      rozczaruje pewnie, ale wlasciwie to wasza sprawa, moge przeprosic jesli taka
      potrzeba.

      Otoz dobra dla ciebie wiadomosc, ktora wynioslam z dzisiejszego meetingu, jest
      taka, ze nie jestes jedynym ktory wypil, bylo kilka osob ktore nie tylko
      wypily, ale nawet niezle sobie popili.

      Natomiast zla wiadomosc dla ciebie jest taka, ze nikt z nich nie rozpoczynal
      picia od wypicia cysterny piwa czy innego alkoholu, ale jakos tak niesamowite
      az, kazdy zaczynal od tego pierwszego piwa, kieliszka.

      A co i jak to sie ma do ciebie? Pijesz czy nie pijesz, robisz to dla siebie,
      nie dla rauchen.
      Jesli chcesz sie pochwalic ze ci to piwo niesmakowalo, nawet jesli to markowe
      bylo, to mnie i bez probowania markowe piwo, bardzo dobre wino, biale czy
      czerwone, ba, nawet szampan, smierdza po prostu. Nie powiem, nawet czasami
      fajnie to tak wyglada w kieliszku u kogos w reku, ale ten zapach nawet z
      oddali, cos mnie nie ciagnie. A pracy, akurat okres noworoczny, to firma wysyla
      paczki pelne wina do klientow, i super szampana markowego, do tego prezenty od
      klientow, tez butelkowe, i wala sie tego pod nogami doslownie na kazdym kroku.
      I co? Inic. Raz juz probowalam i pamietam konsekwencje sprzed dwoch lat.
      Moj kot wlasciwie tez ma taka fajna czerwona dupe, ale mu nie wacham, bo nawet
      teraz siedzi i drapie mnie po rekach, jak pisze, wiec nie bede probowala pod
      ogon mu zagladac.:)

      Dla mnie wolny mozesz pic, jesli alkoholikiem nie jestes.
      Jedyne przeciwskazanie, to to, ze ty i bez alkoholu mocno zakrecony.
      Sam na sobie sprawdzisz ewolucje wypicia tego piwa.
      Ponadto, wg mnie dobrze jest, ze i tak siedzac z zamiarem go wypicia od
      jakiegos czasu, w koncu wypiles, bo ty od samego poczatku cos niepewny jestes,
      czy ty alkoholik, czy nie, a do trzezwienia jest niestety potrzebna tego
      pewnosc.

      Tylko tak na koniec wolny, jesli teraz po wypiciu masz zamiar siedziec na
      duposcisku, zeby mi lub komus udowodnic ze potrafisz pic kontrolowanie, to
      odpusc sobie.
      Cos tam w sumie wiem, mimo ze glupia jestem, na temat alkoholizmu, w tym bardzo
      duzo ze swojego doswiadczenia, wiec jesli moge cie o cos prosic, to prosze cie
      o to, zebys mi nie probowal czegokolwiek udowodnic. Mi to nie potrzebne.

      pzdr
    • odpal Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 03:53
      wolny, nie czytalem komentarzy, bo wchodze na to forum tylko przez komorke, wiec czytanie kazdego komentarza zabiera czas i... pieniedze, ale po co owijasz w bawelne, napisz nam wprost- NIE JESTEM JUZ ALKOHOLIKIEM, BO WIDZICIE, MOGE WYPIC JEDNO PIWO JAK INNI LUDZIE... Jak bardzo ty sie mylisz... Nigdy juz nie kus losu, nigdy juz nie udawadniaj sobie i innym, ze mozesz sobie od czasu do czasu wypic piwko.. Znamienne jest juz samo to, ze tak bardzo musisz to udawadniac, ze to dla ciebie jest takie wazne!
    • halberek Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 11:48
      To i ja wtrącę swoje trzy grosze. Bo jakoś wydało mi się, że ten wątek jest
      elektryzujący jak kryminał, wypił, upadł, umarł, wyzdrowiał, etc.

      Ale jeśli mogę od siebie, to pierwsze co mi przyszło do głowy, he he,
      przybijając piątkę swojemu uzależnieniu, to że po co w ogóle pić jedno piwo ?
      Raczej od razu czteropak. Nigdy nie widziałam sensu w wypijaniu jednego piwa.
      Chyba że do obiadu.
      • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 13:53
        halberek napisała:
        > Ale jeśli mogę od siebie, to pierwsze co mi przyszło do głowy, he he,
        > przybijając piątkę swojemu uzależnieniu, to że po co w ogóle pić jedno piwo ?
        ______________________________________________________________________.

        Mnie nawet dzisiaj byloby szkoda pieniedzy na "drobno-pijanstwo".
        A... ;-))

        • yuraathor Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 18:13
          I co Wolny udowodniłeś??, że mocniej D zacisnąłeś po tym jednym piwie. znam
          podobne przypadki, ktoś z kilkuletnią abstynencją wypił lampkę szampana, też mu
          nie smakowało,we łbie zaszumiało stwierdził że nie potrzebuje pić a po kilku
          miesiącasch jego chory mózg wmówił mu że potrafi kontrolować picie i niestety
          nie zatrzymał się na jednym kieliszku.
          • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 19:39
            o HO HO, WIDZE ZLYCH PROROKOW CI U NAS DOSTATEK...

            TERAZ TO JUZ POLECISZ,
            OOO, ROWNIA POCHYLA W DOL
            O, JEDEN JUZ NA CMENTARZU.

            MOZE I POLECE A MOZE I NIE.
            GDYBYM NIE WYPIL TEGO PIWA TEZ MOGLBYM ZAROWNO POLECIEC JAK I NIE.

            CZY JA CHCIALEM SPRAWDZIC, CZY "MOGE PIC"?

            TO ZALEZY CO UZNAC ZA "MOGE PIC".

            JEZELI EMOCJONALNE STOSUNKI Z ALKOHOLEM- TO WIEM I WIEDZIALEM ZE NIE MOGE- I
            SIE NIE ZASKOCZYLEM ( WYRZUTY SUMIENIA, NAPIECIE ITP)

            NATOMIAST DRUGIE "NIE MOGE"- ZE NIE WOLNO
            I TRZECIE- CZYLI COS, O CZYM KIEDFYS PISALEM, ZE MOJ TERAPEUTA POWIEDZIAL MI
            WPROST " NIE POTRAFISZ WYPIC JEDNEGO PIWA"
            I NIE CHODZILO MU O TO, ZE WYPIJE TE DRUGIE ZA MIESIAC CZY ROK- BO TAK TO ZADEN
            CZLOWIEK NA ZIEMI NIE POTRAFI WYPIC JEDNEGO PIWA.
            CHODZILO MU, ZE WPADNE W CIAG. OD RAZU.

            JA WIEDZIALEM, ZE NIE.
            ALE JEGO SLOWA POWTARZANE MI W UCHO "WPADNIESZ W CIAG"
            I SLOWA MITYNGOWE " NIE WOLNO CI WYPIC JEDNEGO"
            W KONFRONTACJI Z MOIMO DOSWIADCZENIAMI, TZN ZE
            MIALEM MNOSTWO PROBLEMOW ZWIAZANYCH Z PICIEM
            (PRZEDE WSZYSTKIM LEKI I WYRZUTY SUMIENIA)
            ALE JAKOS NIE BYL MOIM PROBEMEM FAKT CALKOWITEJ UTRATY KONTROLI
            ZROBILY ZE MNIE GLUPIEGO.

            WIEC CHCIALEM POSTAWIC WSZYSTKO NOGAMI NA ZIEMII I TYLE.

            CZY TO BYL MOMENT???

            TAK I NIE.

            TO PIWO WISIALO OD MOMENTU TERAPII- CZYLI OD KIEDY ZACZETO MI WMAWIAC, ZE NIE
            WOLNO, ZE NIE UMIEM, ZE WYPIJE JEDNO I ZA TYDZIEN BEDE TRUP ITP-
            WISIALO NADE MNA JAK STRZELBA WSROD REKWIZYTOW NA SCENIE W TEATRZE.
            WIADOMO, ZE MUSI STRZELIC. I STRZELILO. TYLE.

            NIE JESTEM ZAWIEDZIONY BO TAK SIE PREDZEJ CZY POZNIEJ MIALO STAC.

            A WSZYSTKO WYNIKA U MNIE Z JEDNEGO- Z BUNTU PRZECIW NIE PICU ZE STRACHU.

            OSOBISCIE UWAZAM, ZE WIEKSZOSC TEPAPEUTOW JAK I ALKOHOLIKOW TAK NAPRAWDE UWAZA
            STRACH ZA NAJWIEKSZY JEZELI NIE JEDYNY CZYNNIK POWSTRZYMUJACY
            A WSZELKIE GADKI O ODRODZENIU DUCHOWYM, A TYM ZE NIBY ALKOHOL JEST JUZ
            NIEPOTRZEBNY TO JEST DORABIANIE IDEOLOGII.( OWSZEM, PO PARU LATACH MOZNA TAK
            ODCZUWAC, TAK SAMO JAK ZDECHNIE UKOCHANY PIES I PO 5 LATACH OP NIM ZAPOMINAMY)

            WIEC- CIAGNAC DALEJ- JA WIEM, ZE DLA MNIE STRACH NIE JEST I NIE MOZE BYC
            MOTYWQEM.
            Z WIELU WZGLEDOW.

            I DLATEGO SZUKAM INNYCH INSPIRACJI I SILY W CZYM INNYM.

            NIE MAM OCHOTY NA WYPICIE PIWA I NAIE MAM W OGOLE OCHOTY NA PICIE I STRASZNIE
            MNIE WKURZA, ZE W USZACH MI DZWIECZA SLOWA
            "TERAZ TO POLECISZ W CUG, TERAZ TO SIE LONT ZAPALIL, TERAZ O JUZ PO TOBIE".

            NIENAWIDZE TYCH SLOW.
            NIE MAM OCHOTY PIC A SLYSZE TAKIE SLOWA- CO ZA PARANOJA.
            JAK UROJENIA PRZESLADOWCZE ALBO JAKIES OBSESJE- ROWNIE DOBRZE MOGLBYM SOBIE
            WMAWIAC, Z SKORO NIE MAM DZIEWCZYNY TO NIEBAWEM ZGWAKCE KOBIETE.

            TO TYLE.

            CZY MOCNIEJ ZACISNALEM DUPE PO JEDNYM?
            NIE, WRECZ PRZECIWNIE. CZUJE SIE MOMENTAMI TAK PODEKSCYTOWANY TYM, ZE ZACZAEM
            MYSLEC O CZYMS INNYM NIZ STRACH " CO BEDZIE JESLI WYPIJE" BO JUZ WIEM CO BEDZIE
            JESLI JEDNO WYPIJE.
            BEDZIE- BO BYLO- ZLE Z WIELU ROZNYCH WZGLEDOW.

            NIC SIE PRZEZ 1.5ROKU POD TYM WZGLEDEM NIE ZMIENILO.
            NAWET ZMIENILO SIE NA GORZEJ- DZIEKI TERAPII.

            ALE TO JEDNO PIWO TO MAM NADZIEJE OCZATEK CZEGOS NOWEGO

            (NIE, NIE KONTRLOWOANEGO PICIA. PRZYPISUJE MI SIE TU CIAGATKI KU KONTROLOWANEMU
            PICIU PRZEZ NIEPOROZUMIENIE.

            JA NIE PLANUJE UCZYC SIE KONTROLOWANEGO PICIA BO JA JUZ ZOSTALEM SKAZONY
            TERAPIA ABSTYNENCKA.
            JA BRONIE KOTROLOWANEGO PICIA BO NIE LUBI MONOPOLU AA.

            I ROBIE TO W INTERESIE PRZYSZLEJ MLODZIEZY, ABY DAC IM SZANSE NORMALNEGO
            ZDROWIENIA A NIE ZAPEDZANIA 19 LATKOW NA MITYNGI AA I WIELOLETNIE TERAPIE I
            UCINANIE IM MLODOSCI I SPONTANICZNOSCI.

            NA MNIE JUZ ZA POZNO, JA JUZ ZOSTALEM SKAZONY.
            ALE INNI MOGA.


            I OSTATNIE SLOWO- OSTATNIO ZASTANOWIL MNIE PARADOKS.
            AOWCY ZAWSZE POWOLUJA SIE NA BADANIA NAUKOWE WSKAZUJACE NA TO, ZE NIE MA
            POWROTU DO KONTROLOWANEGO PICIA.
            JEDNOCZESNIE ZAPOMINAJA, ZE AA TE ZASADE PRZYJELO ZANIM TE BADANIA SIE ODBYLY.

            A BADANIE TE I IDEE BRALY SIE W DUZEJ MIERZE Z DOSWIADCZEN I MYSLI AA.
            BLEDNE KOLO.
            OJCIEC URODZIL SYNA CZY SYN OJCA?


            • cortona Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 19:46
              Drodzy forumowcy, pocieszcie jakoś Wolnego, bo ja nie umiem, a strasznie mi go
              żal.
              • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 19:49
                yuraathor napisał:
                niech Ci Cortono nie bedzie mnie zal bo mi nie jest siebie zal.

                czuje sie wysmienicie.


                az sam sie dziwie.
                • cortona Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 19:58
                  No to mnie pocieszyłeś-:)
                  • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 20:18
                    cortona napisała:

                    > No to mnie pocieszyłeś-:)
                    ___________________________.
                    Wiedzialem to juz wczesniej.
                    A... ;-))
                    Ps. Ale prorokiem nie jestem.
              • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 19:58
                cortona napisała:

                > Drodzy forumowcy, pocieszcie jakoś Wolnego, bo ja nie umiem, a strasznie mi
                go żal.
                __________________________________________________________________________.
                Juz sie robi Cortona...! ;-))
                Bedzie to tylko powtorzenie tego, co juz tu X-razy mowilem.
                Wolny, to jest proste "jak cep":
                Kto umie kontrolowanie pic, ten nie jest alkoholikiem...!
                A wiec ciesz sie...! ;-))
                A...
                • tranzyt80 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 20:47
                  po wydojeniu jednej puszuchni piweczka,
                  gdzie nawet pysznej pianki nie zobaczysz

                  i (litrze?) mleka zaraz po...
                  mowisz o kontrolowanym piciu ?:)

                  PS.
                  1)AAugustw to byl raczej gest symboliczny odwagi i zwyciestwa ;)

                  przybylem
                  zobaczylem
                  wypilem i zwyciezylem...
                  (chyba nie sadzi,ze AA ?)

                  2)w kazdym badz razie pozostaje miec tylko nadzieje,ze zaplodnienie nie
                  nastapilo,
                  a co sie z tego wszystkiego w koncu wyrodzi tego nikt nie moze dzisiaj
                  prorokowac...
            • promocja_tys ja Cię kumam Wolny, nawet nie wiesz jak bardzo 17.01.07, 07:55
              też tak mam. I tez w swoich wątrkach przeszłam przez te wszystkie ataki
              kurczaków. Wiem, że nie mogłeś skorzystac z mojego doświadczenia, bo każdy
              rewolucjonista musi "przecwiczy to" na własnej skórze.

              Dla mnie Wolny - Ty jesteś WOLNY. I ciesze się, że coraz wiecej nas takich na
              tym forum.

              Wolny - czapki z głow, a nie ch..ju muju :)
          • wolny32 dla przykladu 16.01.07, 19:47
            yuraathor napisał:

            > I co Wolny udowodniłeś??, że mocniej D zacisnąłeś po tym jednym piwie. znam
            > podobne przypadki, ktoś z kilkuletnią abstynencją wypił lampkę szampana, też
            mu
            >
            > nie smakowało,we łbie zaszumiało stwierdził że nie potrzebuje pić a po kilku
            > miesiącasch jego chory mózg wmówił mu że potrafi kontrolować picie i niestety
            > nie zatrzymał się na jednym kieliszku.

            i co Yura, co udowodniles tym wpisem?

            Znam przypadki, gdy ludzie nie pili wiele lat i takie wpisy zamieszczali a
            potem jak poszli w cug to nie jedno i nie 10 piw.
            Ich chory mozg wmowil im, ze moga innych poczucac i straszyc bo sami sa juz
            bezpieczni.

            fajnie?
    • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 19:43
      znajac zycie to niektorzy mnie juz zywcem pogrzebali.
      albo Zywcem.

      niestety zyje.

      teraz niekotrzy beda czekac, kiedy " poleci".
      jak nie poleci przez tydzien to powiedza
      " tydzien to kazdy alkoholikm wytrzyma, poczekaj miesiac."

      minie miesiac to uslyszy " ooo, przez miesiac to malo kto leci, poczekaj dwa "

      i tak bede straszony teraz do konca zycia ze "to jeszcze przyjdzie jak lawa".

      to ja powiem tak
      August- Yutathor czy Deo- ile nie pijesz- 3 lata?
      5?

      piec to kazdy wytrzyma.
      poczekaj poczekaj, jeszcze kilka miesiecy i inaczej bedziesz gadal.
      bedziesz pil jak szalony.

      to ma taki sam sens w obydwie strony.

      • myszabrum Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 16.01.07, 20:38
        Komu ciepło, temu Żywiec, komu zimno, temu Trupiec ;)

        Sądzę, że rozumiem, czemu to zrobiłeś (IMHO to było działanie magiczne,
        "odczynienie uroku") i - niech mnie zlinczują - uważam, że nie polecisz.

        Według mnie jesteś człowiekiem, który pił ponad miarę, ale nie jesteś takim
        alkoholikiem, jak August czy Janu (pomijając fakt, że oni pili dłużej, niż Ty
        żyjesz). Nie jesteś nawet taki jak ja.

        Szerokiej drogi :).
      • jerzy30 a po kiego pic to jedno piwo = albo sie pije albo 16.01.07, 20:43
        nie - jedno piwo wypic - toz to bez sensu - ani to smaku nie ma ani w glowie
        nie zaszumi - to tak jakby sie seksic raz na 1,5 roku - przyjemnosci sobie
        odmawiac z picia piwa [no bo to jest przyjemnosc - nie ma co sie zaklamywac -
        picie piwa jest przyjemnoscia]??????????????? Ale nie kazdy na te przyjemnosc
        powinien sobie pozwalac - u jednych konczy sie na czteropaku u innych po roku
        chlania i to denaturatem.
        Trzeba sobie inaczej postawic problem - czy to jedno piwo do czegos jest w
        ogole potrzebne.
        Sa inne przyjemnosci - cale setki.
        ja np szukam sobie nowego samochodu - tez przyjemnosc w wybieraniu.
        Piwo do przyjemnosci nie jest mi potzrebne - to nie tlen ani nie woda.
        ja wiem ze po takim jednym piwie chlanie potrafi wrocic jak nie za dzien to za
        miesiac a nawet za 1,5 roku. I to chlanie ostre.
        • myszabrum Re: a po kiego pic to jedno piwo = albo sie pije 16.01.07, 20:49
          Kiedyż on wypił to piwo nie dla przyjemności, tylko dla symbolicznego odsunięcia
          w niebyt terapii, AA i temu podobnych.

          Nie wiem, na ile będzie to skuteczne, ale jakkolwiek się skończy, uważam, że
          Wolny musi wreszcie przekonać się na własnej skórze, czy jest taki, jak mówili
          na terapii, czy nie.

          Moim zdaniem jest inny :).
          • jerzy30 czy mozna nazwac przyjemnoscia przebieganie 16.01.07, 20:52
            na czerwonym swietle przez ruchliwa ulice w centrum miasta - raz sie uda, drugi
            raz tez, za tzrecim uskoczymy w ostatniej chwili - no ale kolejny raz to ten
            samochod [piwenko] nas dopadnie i powali na glebe - nie ma wyjatku
            • myszabrum Re: czy mozna nazwac przyjemnoscia przebieganie 16.01.07, 20:53
              Ale on musi się przekonać. Inaczej nie zazna spokoju.
              • myszabrum Re: czy mozna nazwac przyjemnoscia przebieganie 16.01.07, 20:57
                Tu chodzi o coś ważniejszego niż przyjemność.
                Chodzi o tożsamość.
                • jerzy30 taaaaa - to trzeba sprawdzic osobiscie 16.01.07, 21:00
                  jak "tożsamość Bournea" - poobijac sie o kanty, pokaleczyc, upasc na ryj,
                  wystawic na wybuch dynamitu [flaszki gorzalki]
              • cortona Dlaczego żal mi Wolnego. 17.01.07, 09:08
                Dlatego, że normalnie, kiedy człowiek podejmuje czynności "naprawcze"
                w stosunku do siebie, to nagle zaczyna się sobie bardzo podobać. Tak jest np.
                z odchudzaniem. Po paru dniach diety patrzysz i widzisz bardziej płaski brzuch.
                Jest efekt. I wtedy człowiek zaczyna siebie lubić, szanować, cieszyć się, że
                jest piękny, mądry, charakterny. Z alkoholem jest tak samo. Nagle stwierdzasz,
                że o wiele przyjemniej jest być trzeźwym niż nietrzeźwym, że spotkania
                towarzyskie na trzeźwo są lepsze niż po pijaku, a dzień następny, to po prostu
                rewelacja.
                Jak to się mówi "zaskakujesz". A "zaskoczyć" można na różne sposoby. Terapia ma
                dać tego kopa, a potem rób człowieku co chcesz, tylko nie pij.
                Jeśli chcesz to terapeutyzuj się do końca życia, chociaż nikt ci tego nie
                nakazuje.
                A Wolny twierdzi, że terapia złamała całe jego życie. Czuje się zbrukany ( nie
                wiedzieć czemu ) i miele w kółko tę terapię.
                Skomplikowany charakter, to skaranie boskie. Ja tam staram się być prostą
                kobietą. Wolny, to można w sobie wyrobić, tylko trzeba sobie wybrać inne
                książki, inne filmy, innych bohaterów, a może i innych znajomych.
                • janulodz Re: Dlaczego żal mi Wolnego. 17.01.07, 09:34
                  A ja myślę, że on z tą terpią przesadził. I to go męczy.
                  Z odchudzania można popaść w anoreksje
                  • cortona Re: Dlaczego żal mi Wolnego. 17.01.07, 10:30
                    Wszystko jest proste jak stołowa noga: albo chcesz pić albo nie chcesz pić, albo
                    chcesz palić albo chcesz nie palić.

                    Ja bez powodzenia ciągle rzucam palenie, bo jeszcze trochę chcę popalić. Ot, co.
                    Żebyś Wolny nie myślał, że stawiam siebie za przykład pozytywny.
                    Ale nie szukam winnych.
                    A anoreksja w moim wieku nie występuje.
                  • tranzyt80 Re: Dlaczego żal mi Wolnego. 17.01.07, 10:53
                    A ja mysle,ze jak ktos sie urodzil z rudymi wlosami
                    to mu juz tylko(tak) pozostnie
                    albo
                    terapeutycznie farbowac
                    albo
                    terapeutycznie filozofowac
                    • tranzyt80 Re: Dlaczego żal mi Wolnego. 17.01.07, 10:59
                      chyba,ze nauczy sie do siebie usmiechnac
                      i zyc na rudo,bo to tez piekne
                      i szczesliwe
                      byc wolny czlowiek
                      • wolny32 Kilka waznych uzupelnien. 17.01.07, 11:53
                        Pisze to jezcze przd przeczytaniem wczorajszych odpowiedzi, ale przygotowalem
                        sie w domu i musze:)

                        1. zastanawiaja mnie te zle proroctwa, straszenie i wrecz oczekiwanie na moje
                        ostre chlanie. ostatnio ktos tu napisal, ze "zapil". normalnie oczekiwalbym w
                        stosunku do mnie rakcji podobnych jak tam- wsparcia, pocieszenia.
                        nie wiem, dlaczego sa odmienne.
                        zapewne chodzi o moj "niewlasciwy stosunek"- gdybym przyszedl na kolanach,
                        przeprosil i obiecal ze nie bede juz nigdy ngdy....obiecal, ze ja nie chcialem,
                        ze tak sie jakos samo stalo, samo wlalo do gardla...
                        obiecal jak prawdziwy pijak, (to nie aluzja).

                        a moze moj przypadek rozwala przewidywalny i czarno- bialy swiat:
                        wypil- polecial w ciag- przeprasza.
                        tu wypil, nie zaluje,ale nie chce pic dalej- cos sie burzy
                        wiec trzeba sprowadzic do utartego schematu, by zycie bylo bezpieczne i by nie
                        wyszlo czasem, ze nie zawsze jest dokladnie tak jak ktos tam twierdzi?
                        (alkoholik to nie budzik?)
                        to juz takie luzne insynuacje.

                        2moje sprzeczne uczucia zwiazane z tym faktem- tzn zarazem jestem
                        podekscytowany jak i podenerwowany i lekko wystraszony.
                        jak pisalem juz kiedys i ostatnio- to wynika z braku koordynacji miedzy
                        moim "prawdziwym" mysleniem- wolnym, liberalnym, ktrytycznym- a miedzy
                        reakcjami mojego ciala i jakiejs tam podswiadomosci- strachliwej i niepewnej
                        tego co mowi.

                        ja caly czas pracuje nad tym, na razie malo skutecznie, by sie cialem dopasowac
                        do swego myslenie
                        ( a nie odwrotnie- teorie w stylu "wsluchaj sie w swoje cialo" sa dla ludzi,
                        ktorzy maltrutuja swoj organizm a nie dla ludzi ktorzy maja nieprawdlowe
                        reakcje ciala.
                        gdy cialo zle podpowiada to nie nalezy sie w nie wsuchiwac- bo tak to moznaby
                        powiedziec osobie z agorafobia "wsluchaj sie w swoje cialo, one wie co dla
                        Ciebie dobre. nie wychodz z domu")

                        3. wlasciwie- dlaczego ta sprawa "poleci- bnie poleci" jest tak wazna?
                        moznaby pomyslec, ze zwariowalem, skoro dla mnie tak wazne- skoro i tak nie
                        chce pic- jest czy "polece czy nie"?

                        otoz wbrew pozorom jest to b. wazne.
                        i bardzo subtelne.
                        opcja "poleci" pociaga za soba kolejne kroki
                        jesli 1 piwo= ciag
                        a ciag= smierc lub kryminal
                        wiec 1 piwo= smierc lub kryminal

                        wiec trzeba zapobiegac temu smiertelnemu zagrozeniu i zyc w strachu, uciekac
                        przed alkoholem, chodzic na terapie, mityngi i przestrzegac 1000 zasad.

                        opcja nie poleci daje mi mozliwosc zwyczajnego niepicia bez koniecznosci
                        koncentracji zycia wokol picia/niepica.

                        jezeli nie pije 1 piwa bo to pewna smierc to jest troche inaczej niz gdy nie
                        pije go bo to dla mnie niedobre, nie chce itp


                        4. bardzo wazne

                        zeby ktos nie myslsl- ja sie nie chwale tu swoim wyczynem.
                        nie uwazam, ze wypicie przeze mnie piwa bylo czyms chwalebnym
                        wrecz odwrotnie- wolalbym miec taka psychike i myslenie, abym nie musial go pic.
                        ale nie mam i musi sie skonczyc na woleniu
                        traktuje swoj krok jako mniejsze zlo a nie jako dobro.


                        p.s. do rauchen- jak zwykle przypisujesz mi snobizm.
                        napisalem guiness original nie dlatego, ze oryginalny i elytarny, tylko po
                        prostu original to jest jeden z 3 rodzajow guinesa i tyle.
                        2.
                • drak02 Re: Dlaczego żal mi Wolnego. 17.01.07, 11:46
                  ZAstanawiam się co chciałes sobie udowodnić tym jednym piwem.
                  Oprócz tego aby wokół zdarzenia wysnuć kolejną swoją filozoficzną debatę.
                  Trochę Cie podziwiam że chce ci się w kółko macieju miętolić te same swoje
                  kompleksy. Kiedyś udawdniaeś że nie mozna Cie porównywac z menelem , nota bene
                  nie wiem czy przekonałeś sam siebie bo innych nie musisz , nie jest to istotne.
                  Teraz udawadniasz sobie że jakis tam terapeuta wciskał ci kit , że jak wypijesz
                  jedno piwo to koniec , ciąg i dramat. twoje rozumowanie jest mniej więcej
                  takie, menel kótry chał od rana do wieczora denaturat to dy po okresie
                  abstynencji napije się piwa tpo koniec , degrengolada, ale ja Wolny, alkoholik
                  kulturalny z klasą, forumowy filozof mogę sobie golnąć piwka i żaden
                  frajerowaty terapeuta nie będzie mnie straszył ciągami. Nie zdajesz sobie
                  sprawy z tego że wogóle samo rozmyślanie o takim kontrolowanym piciu i te piwne
                  próby są chore. Albo nie jesteś alkoholikiem albo nie upodliłeś się jesczez
                  wystarczająco i niewiesz co to jest strach przed piciem, strach przed powrotem
                  do upodlenia. I w przeciwieństwie do Ciebie, uważam strach za jeden z istotnych
                  motywów nie picia (nie jedyny oczywiście) , strach przed cierpieniem, strach
                  przed utratą rodziny, strach przed utratą pracy, godności zdrowia i sensu życie.
                  Życzę Ci wieęcej dojrzałości.
                  • wolny32 dodatek 17.01.07, 13:53
                    Do Jerzego o czerwonym swietle:

                    moze moje porownanie bylpo troche naginane, wymyslilem inne:

                    chodzi o to, zeby nie przebiegac na czerwonym swietle.
                    jakakolwiek by to nie byla droga.

                    ale chodzi o to, zeby kiedys te czerwone swiatlo zmienilo sie na zielone!!!
                    ( i nie chodzi tu opicie)

                    nie chce zostac cale zycie po jednej stronie ulicy.
                    Tym bardziej, gdy ktos mowi
                    " tam z drugiej strony ulicy jest duzo fajnych miejsc, inni tam moga zwiedzac,
                    ale Ty musisz siedziec po tej stronie".

                    Niektorzy jak np August ciesza sie z tego, ze nie ida na druga strone ulicy, bo
                    przynajmniej sie nie zmecza, nikt ch nie okradnie, nie zgubia sie- slowem, jest
                    co prawda nudno, ale swojsko i bezpieczniew.

                    ale nei kazdy ma taki stosunek do zycia jak August.

                    Jezeli komus tak odpowiada- droga wolna, powodzenia.

                    ale nie kazdemu.

                    do Drak02

                    zyczysz mi wiecej dojrzalosci- a wczesniej piszesz, ze strach to wielki
                    motywator.
                    to jest wg mnie sprzeczne, bo strach to uczucie prymitywne i dla mnie nie jest
                    dojrzaloscia nie robic czegos ze strachu.
                    oczywiscie mozemy bawic sie w definice i mowic, ze to nie strach tylko madrosc
                    itp.

                    ale w gruncie rzeczy chodzi o to, co jest czynnikiem motywujacym.

                    zadam pytanie:
                    czy pracownika lepiej motywowac slowami "tyraj wylecisz na zbity pysk na bruk"
                    czy lepiej motywowac go slowami " potrafisz lepiej" albo " jak to osiagniesz to
                    dostaniez nagrode"?


                    motywacja numer 1 jest powszechna w krajach o duzym bezrobociu czy kulturze
                    totalitarnej- w warunkach niewolniczych. tylko wtedy dziala.ale jest najprostsza
                    w pewien sposob oczywiscie skuteczan- jezeli pracownikowi wmowimy, ze nigdzie
                    poza naszym zakladem nie znajzie pracy, ze jak wyleci na bruk to umrze z glodu
                    on i jego rodzina- to bedzie tyral i nawet szczucie psami bedzie go motywowalo.

                    ale gdy sie przkona, ze za rogiem jest inny zaklad pracy to cala motywacja pada.

                    motywacja pozytywna jest duzo lepsza, bardziej humanitarna i skuteczniejsza.

                    motywacja negatywna wywodzi sie tylko ze slabosci, bezradnosci.
                    nie wiem dlaczego nazywasz to dojrzaloscia.


                    a propo menela ktory nie moze i Wolnego filozofa ktory moze-

                    mieszasz dwie sprawy.

                    moja ucieczka przed tozsamoscia zula tu i na terapii nie wiazala sie z tym, ze
                    zul juz nie bedzie mogl wypic a ja tak-
                    chodzi o zupelnie co innego- nie robienie ze mnie zlodzieja i klamcy.

                    sila uzaleznienia czy stopien to inna para kaloszy.

                    wiem, ze najlatwiej i poprawnie jest uwazac ze sila uzaleznienia jest wprost
                    proporcjonalna do stopnia demoralizacji.
                    owszem, czesto to idzie w parze- ale nie zawsze.

                    mozna byc zdemoralizowanym zulem przestepca ktory nie jest mocno uzalezniony a
                    mozna byc redaktorem naczelnym wielkiej gazety, czlowiekiem wielkeij klasy
                    moralnej, a zarazem byc mocno uzaleznionym.
                    to dwie rozne rzeczy.


                    ale zalozenie " z kazdego lekkiego pijaka robimy ciezkiego pijaka " oraz
                    z kazdego ciezkiego pijaka robimy przestepce"

                    pozwala poddawac mnie Wielkiej NAprawie Moralnej
                    oraz nieustajacemu procesowi leczenia.

                    mimo, ze wcale tego nie potrzebuje.

                    ( nie ze nie potrzebuje w ogle traktowania problemu- chodzi o skale)


                    i w tym rzecz.




                    • drak02 Re: dodatek 17.01.07, 14:25
                      wolny32 napisał:

                      >
                      > do Drak02
                      >
                      > zyczysz mi wiecej dojrzalosci- a wczesniej piszesz, ze strach to wielki
                      > motywator.
                      > to jest wg mnie sprzeczne, bo strach to uczucie prymitywne i dla mnie nie
                      jest
                      > dojrzaloscia nie robic czegos ze strachu.
                      > oczywiscie mozemy bawic sie w definice i mowic, ze to nie strach tylko
                      madrosc
                      > itp.
                      >
                      > ale w gruncie rzeczy chodzi o to, co jest czynnikiem motywujacym.
                      >
                      > zadam pytanie:
                      > czy pracownika lepiej motywowac slowami "tyraj wylecisz na zbity pysk na bruk"
                      > czy lepiej motywowac go slowami " potrafisz lepiej" albo " jak to osiagniesz
                      to
                      >
                      > dostaniez nagrode"?
                      >
                      >
                      > motywacja numer 1 jest powszechna w krajach o duzym bezrobociu czy kulturze
                      > totalitarnej- w warunkach niewolniczych. tylko wtedy dziala.ale jest
                      najprostsz
                      > a
                      > w pewien sposob oczywiscie skuteczan- jezeli pracownikowi wmowimy, ze nigdzie
                      > poza naszym zakladem nie znajzie pracy, ze jak wyleci na bruk to umrze z
                      glodu
                      >
                      > on i jego rodzina- to bedzie tyral i nawet szczucie psami bedzie go
                      motywowalo.
                      >
                      > ale gdy sie przkona, ze za rogiem jest inny zaklad pracy to cala motywacja
                      pada
                      > .
                      >
                      > motywacja pozytywna jest duzo lepsza, bardziej humanitarna i skuteczniejsza.
                      >
                      > motywacja negatywna wywodzi sie tylko ze slabosci, bezradnosci.
                      > nie wiem dlaczego nazywasz to dojrzaloscia.

                      Wszystko to co piszesz o motywacji jest piekne i prawdziwe, tyle tylko że
                      motywacja zwiazana z pracą a motywacja związana z alkoholizmem to nieco odrębna
                      kategoria. Nie zanegowałem pozytywnej motywacji w procesie trzeźwienia, istotne
                      jest to aby rozwijać w sobie pozytywne strony trzeźwego życia to jest logiczne.
                      Gdy by trzeźwe życie było pasmem udręki to jaki byłby sens tkwić w trzeźwości.
                      STrach jest pierwotnym uczuciem , pierwotną reakcją na zagrożenie. ZAgorżenie
                      zdrowia , życia.Czym jest alkoholizm jeżeli nie zagrożeniem naszego zdrowia i
                      życia. Przecież główną motywacją alkoholików która skłania ich do podjęcia
                      leczenia/trzexwienia to przede wszystkim strach. Później rozwijają się elementy
                      motywacji pozytywnej. W rezultacie motywacj która napedza proces trzeźwienia to
                      swoista kombinacja strachu, nadziei i zadowolenia. Przy czym im większy upadek
                      i większe straty poniósł w swoim zyciu alkoholik , tym większy udział strachu
                      jako w wewnętrznej motywacji. Mam wrazenie , że oczekujesz tego aby ktoś
                      budował twoją motywację zamiast Ciebie. To ty sam musisz sobie zbudowac własny
                      system motywacyjny i żaden terapeuta nie zrobi tego za Ciebie. POmocny moze być
                      ktos bliski, dziewczyna, żona, przyjaciel, ktoś kto moze Cie wspierać w
                      procesie trzeźwienia ale nie będzie trzeźwiał za Ciebie.Byc może Ty nie masz
                      żadnych obaw i nie boisz się powrotu do pijanego życia. Może twoje straty nie
                      były az tak dotkliwe.

                    • aaugustw Re: dodatek 17.01.07, 15:40
                      wolny32 napisał:
                      > "Niektorzy jak np August ciesza sie z tego, ze nie ida na druga strone ulicy,
                      bo przynajmniej sie nie zmecza, nikt ch nie okradnie, nie zgubia sie- slowem,
                      jest co prawda nudno, ale swojsko i bezpieczniew. ale nei kazdy ma taki
                      stosunek do zycia jak August." <
                      _____________________________________________________.
                      Dziecko, co Ty wiesz o zyciu...!?
                      A...
                      Ps. A na te "druga strone ulicy" zostane przeniesiony.
                      Ja nic nie musze w tym kierunku robic.
                  • wolny32 i jeszcze 17.01.07, 13:55
                    chyba powyciagam watki z historii!:)

                    przed tym "pierwszym" slyszalem " nie wypijesz pierwszego, polecisz od razu"

                    gdy nie polecialem- teraz slysze " a po pierwszym to nikt nie leci, ale teraz
                    wypij drugie to zobaczysz"
                    • wolny32 Re: i jeszcze 17.01.07, 13:58
                      dodam- nie bedzie drugiego.
                      przynajmniej w najblizsej przyszlosci.
                      i nie chodzi tu o najblizsze 5 minut


                      p.s. co za ludzie- do siebie to stosuja zasade 24 godzin
                      a mi kaza marwtic sie na zapas czy juz wypije za tydzien czy za miesiac.

                    • drak02 Re: i jeszcze 17.01.07, 14:07
                      Takie próby można nazwac "rosyjską ruletką" - nigdy nie wiesz kiedy trafisz.
                      Ja staram się żyć obok alkohli, nie rozmyślam, nie analizuję nie próbuję, nie
                      kombinuję. Traktuje alkoholizm jako grę zerojedynkową - pić albo nie pić , bez
                      żadnych kompromisów. Skupiam się na innych aspektach życia i okres doświadczen
                      alkoholowych uważam za zamkniety - co nie znaczy ze nigdy w przyszłosci nie
                      dojedzie do narotu choroby alkoholowej coniekoniecznie konczy się zapiciem
                      (będac na terapii powinienes wiedzieć co to jest nawrót , jeżeli nie warto coś
                      na ten temat poczytać).
                      Mam wrażenie , ze nie do konca pogodziłeś się ze swoim uzależnieniem, stąd
                      ciągłe szukanie problemu tam gdzie go nie ma.

                    • aaugustw Re: i jeszcze 17.01.07, 16:20
                      wolny32 napisał:
                      > chyba powyciagam watki z historii!:)
                      > przed tym "pierwszym" slyszalem " nie wypijesz pierwszego, polecisz od razu"
                      > gdy nie polecialem- teraz slysze " a po pierwszym to nikt nie leci, ale teraz
                      > wypij drugie to zobaczysz"
                      _____________________________________________________________________________.
                      Czemu oszukujesz siebie i innych? - Dlaczego naciagasz te "historie"!? -
                      Co chcesz tutaj udowodnic!? - Dlaczego nie potrafisz posluchac (np.) mnie,
                      skoro tak bardzo lubisz sluchac tych, ktorzy pasuja do Twego konceptu - zob.
                      wyzej.
                      Pisalem do Ciebie X-razy (inni zreszta tez), ze na podstawie tego co piszesz
                      masz wszystkie problemy tego swiata, ale nie masz problemu alkoholowego. Ty
                      chcesz tutaj udowodnic, ze jestes alkoholikiem i ze alkoholicy, gdyby chcieli
                      mogliby kontrolowanie pic.
                      Powtorze wiec po raz kolejny: Ty umiesz pic kontrolowanie, (jak twierdzisz).
                      Kto potrafi kontrolowanie pic, ten nie jest alkoholikiem...! - basta...!
                      (z wlasnej woli mozna byc jedynie pijakiem ale wtedy dopiero po dlugim,
                      dlugim czasie mozna stac sie rowniez alkoholikiem, kiedy nastapi fizyczne
                      uzaleznienie organizmu od alkoholu (nie mylic z duchowoscia / psychika),
                      a wiec Wolny ciesz sie. Masz duzo jeszcze zycia przed soba. Bez i z...
                      alkoholem! ;-))
                      A...
            • wolny32 Re: czy mozna nazwac przyjemnoscia przebieganie 17.01.07, 12:25
              jerzy30 napisał:

              > na czerwonym swietle przez ruchliwa ulice w centrum miasta - raz sie uda,
              drugi
              >
              > raz tez, za tzrecim uskoczymy w ostatniej chwili - no ale kolejny raz to ten
              > samochod [piwenko] nas dopadnie i powali na glebe - nie ma wyjatku

              i tu niechcacy uchwyciles sedno sprawy.

              dla mnie jedno piwo to przebieganie na czerwonym swietle na malej osiedlowej
              uliczce
              a nie bieganie na autostradzie z 18 pasami ruchu.

              chodzi o proporcje.
              nie twierdze, ze picie piwa przez osobe z problemami alkoholowymi jest
              nieszkodliwe.
              chodzi o proporcje.

              na malej uliczce tez nie powinno sie przebiegac na czerwonym swietle.
              ale mala uliczka to nie A4.
              • jerzy30 wolny - apropo tych uliczek - anegdota 20.01.07, 18:27
                bardziej nuiebezpieczne jest przebieganie na czerwonym swietle na osiedlowej
                uliczce w warszawie - bo cie niechybnie jakis niedowartosciowany kierowca
                dopadnie niz na autostardzie A4 szesciopasmowej w USA - jezdzilem tam i wiem
                jak spokojni sa tam kierowcy - co do tego twojego piwienka to ja tez tak
                robilem - tez pilem dla sprawdzenia - wielokrotnie mi sie udawalo no ale
                czesciej wpadalem w ciag - doskonale cie rozumiem - trzymaj sie w kondycji
                takiej jaka reprezentujesz - nie zrazaj sie opiniami innych [glupcy tez maja
                swoja racje] wybieraj z tych odpowiedzi to co jest dla ciebie korzystne -
                smieci wyrzucaj, uszczypliwosci olej, na niegrzecznosci lej "cieplym moczem" -
                to jest zycie - sa ludzie i ludziska - nawet tu na tym forum
        • wolny32 Re: a po kiego pic to jedno piwo = albo sie pije 17.01.07, 11:59
          jerzy30 napisał:

          > nie - jedno piwo wypic - toz to bez sensu - ani to smaku nie ma ani w glowie
          > nie zaszumi - .


          z 1 szym sie zgadzam, z drugim nie, bo zaszumialo i to bardzo.
          tylko ze to nie byl super szum tylko zly szum i chcialem zeby sie juz skonczycl
          (wiem, powinienem czuc zadze wypicia nastepnego i sie chowac do szafy aby nie
          wypic, co ja zrobie ze tak nie bylo)

          > Trzeba sobie inaczej postawic problem - czy to jedno piwo do czegos jest w
          > ogole potrzebne.
          > Sa inne przyjemnosci - cale setki.


          no wlasnie! dlatego nie chce zyc wokol niepicia


          moj terapeuta mial super latwe zadanie- jestem czlowiekiem zadnym przygod, o
          wielu zainteresowaniach i hobby- wystarczy przestawic troche z torow picie na
          tory "1000 innych spraw"

          gdy przychodzi ktos wypalony bez zadnych zainteresowan- to dopiero jest
          wyzwanie.

          ale moj terapeuta olal moje pasje i postanowil, ze ja mam zyc wokol niepicia i
          w strachu, a moje pasje to pijackie wymysly


      • promocja_tys Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 17.01.07, 07:58
        hehehe :))

        ja na sylwka tak popiłam ze hej (ale bardziej najarałam i nagrzybowałam)...
        teraz jestem czysta i czysta umrę (nawet jak pijana, jeśli wiesz co chcę
        powiedziec). Nie jestem alkoholiczką, bo sie urodziałam na nowo i nie piję jak
        piłam. Piję zupełnie INACZEJ.

        PZDR Wolny (nieczytam tu innych postów, bo mam mało kasy, przepraszam).

        PR
        • jerzy30 inaczej to znaczy ze w pozycji do gory nogami !!! 17.01.07, 17:30
          jak ty jarasz, grzybkujesz i walisz gorzale to jestes uzalezniona krzyzowo -
          gratulacje
          • tranzyt80 Re: inaczej to znaczy ze w pozycji do gory nogami 17.01.07, 18:33
            zapomniales jeszcze dodac,ze te wszystkie krzyzowe piruety
            kolezanka sympatyczna dokonuje slizgajac sie nieustajaco na niekonczacej
            sie sinusoidzie cyklofrenii z niekiedy bardzo spadzistymi jazdami

            nic dodac nic ujac tylko gratulowac ;)

            • jerzy30 kiedys na tej cyklofrenii przez okno wyskoczy 17.01.07, 20:18
              bo jej sie wyda ze jest ptakiem co latac w przestworzach potrafi
              • zabbic_drozda Re: kiedys na tej cyklofrenii przez okno wyskoczy 22.01.07, 12:29
                a Ty co, prorok jakiś?! :)) Znasz kobitę, że wiesz iż to ptaszyna miotająca się
                w dzikieokręgi na nieboskłonie? Może kreśli znak nieskończoności8? Szkoda że
                ptaki nie umieją znaku pokoju pokazac. Że gadają tylko pstrokate papugi. To
                wielka niesprawiedliwośc, nie sądzisz?

                Ale słowika można się nauczyc, jest triulilulu niesi4e z sobą jakieś ukojenie.
                Nawet ptaki gadają po swojemu, jako i koty na przykład czy psy. Mają po prostu
                mniejsze możliwości ekspresji a ludziom nie chce się ze zwierzętami gadac bo
                traktują je jak niższe sobie w drzewie genaologicznym matki natury.

                Ale jak patrzę na swojego kota, to dokładnie wiem o co jej się rozchodzi.
                Problem polega na tym, że ta mała żmija w życiu się nie przyzna, że coś kuma
                (no chyba że głodna, to zmienia naszą relację)...

                A wracjakąc do tej promocji... nie martw się o nią. zima to jej żywioł.
                Symbolem jeszcze z dzieciństwa jest pan bałwan, ulubioną publiką pingwin,
                kolorem niebieski, łącznikiem elementów srebro.

                Skąd wiem? Bo wiem. I Ty też już teraz wiesz. Najlepszego Jerzy.
                • jerzy30 zabic_drozda - masz racje z tymi kotami 22.01.07, 14:33
                  absolutna - moze wszystka ponimaja co do nich mowic - szczegolnie jak sie o
                  zarciu rozmawia i o kolacji - one tylko "głupa rżną" i sa głuche jak im mowic
                  by z lozka wyskaliwaly na swoje miejsce - prozne gadanie - co do ptaszorow to
                  moje sikory co je dokarmiam to jak nie ma karmy to w szyby stukaja z pretensjami
            • zabbic_drozda Re: inaczej to znaczy ze w pozycji do gory nogami 22.01.07, 12:35
              Tjaaa, Tranzycie80.

              myślę, że ona robi to jak linoskoczek w piosence Grechuty (śpiewał ją też
              Turnau) "niepewnie idziesz pochylony/drogą co niegdzie nie prowadzi/tak jak na
              linie/tak jak na fali/... swym tanecznym krokiem".

              Myślę, że ona jest tak odiechana, że te wszystkie dragi świata to jej mogą po
              zapałki skakac ;)) Pancerny mózg. To pewnie jakiś cyborg. Normalny człowiek by
              nie wytrzymał elektrowstrząsów (vide: lot nad kókułczym gniazdem).
        • tenjaras Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 17.01.07, 22:03
          rzadko się zdarza, abym się podjął czytania tak długich wątków i naszła mnie
          jedna refleksja - jedno piwo, wątek na kilka dni, czas nawet w domu zajęty
          myśleniem, że trzeba im to wyjaśnić, że oni nie rozumieją

          a przecież to jest dokładnie tak jak pisze August - nie trzeba żadnego wysiłku
          by przejść na drugą stronę, bo ona, po prostu jest

          pomijąc skazę, o której każdy kto się napił po okresie uświadamiania sobie
          własnego alkoholizmu, wspomina z żalem do siebie, to zwyczajnie piwo, nawet
          najlepsze, nie jest tego wszystkiego warte

          dzięki wolny, jeszcze raz dziekuję, dzięki Tobie nie muszę się wygłupiać :-)
          • tranzyt80 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 17.01.07, 23:38
            tenjaras napisal:
            > pomijąc skazę, o której każdy kto się napił po okresie uświadamiania sobie
            > własnego alkoholizmu, wspomina z żalem do siebie, to zwyczajnie piwo, nawet
            > najlepsze, nie jest tego wszystkiego warte

            -zgadzam sie z Toba!
            Wolny postapil bardzo nieroztropnie,szczegolnie po tym co przeszedl
            przez te ostatnie poltora roku,zeby nie wspomniec tch wczesniejszych paru...

            Na pytanie "Komu i po co i dlaczego Wolny przez wypicie jednej puszki piwa chce
            cos udowadniac ? " nie ma odpowiedzi.
            Lubi miec zajecie z soba samym,a kto nieustannie i za gleboko zajmuje sie soba
            samym,koncentruje,rozpracowuje,analizuje i debatuje nad kazdym swoim czynem,nad
            kazda swoja wewnetrzna mysla to...np.zanudzi kazda narzeczona ;)

            Nie znajduje zainteresowania to udaje ze ucieka,opuszcza na niby zeby
            wrocic,zmienia niki jakby chcial swoje zycie-dziecinstwo zaczynac od nowa bo
            wie dokladnie gdzie i co go boli,lub prowokuje...i tu znowu zachowanie
            dziecka "odtracanego" przez rodzicow(poskapiono mu milosci,swiadomie czy
            nieswiadomie)...i to ciagnie sie
            niekiedy przez cale zycie.
            Macie jakies pomysly to doradzajcie...ale raczej w tym punkcie.

            • kolejanek Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 02:21
              tranzyt80 napisał:
              i tu znowu zachowanie
              > dziecka "odtracanego" przez rodzicow(poskapiono mu milosci,swiadomie czy
              > nieswiadomie)...i to ciagnie sie
              > niekiedy przez cale zycie.
              > Macie jakies pomysly to doradzajcie...ale raczej w tym punkcie.
              >
              Ale on zawsze może kochać.Tylko kiedy zacznie to po swojemu analizować,to może
              dojść do wniosku,ze że to przeżytek i bajdurzenie,wiec odpuści sobie.Poza tym
              żle pojeta wolność może mu przeszkadzać w miłości,bo przy tym trzeba oddać
              cząstke siebie,a to juz pewne ograniczenie.Może jednak odnajdą sie z jakąś
              babeczką,ona będzie mu szeptała do ucha"ty moja kochana marudo" i beda żyli
              długo iszczęśliwie:)
            • tenjaras Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 09:16
              tranzyt80 napisał:

              > Lubi miec zajecie z soba samym, a kto nieustannie i za gleboko zajmuje sie
              > soba samym, koncentruje, rozpracowuje, analizuje i debatuje nad kazdym swoim
              > czynem, nad kazda swoja wewnetrzna mysla to...
              >

              tak chyba mają wszyscy, może nie każdy, gdy zaczynają traktować siebie na
              poważnie, po prostu etap...

              przyszłość może być każda, sądzę więc, że doradzanie - sam po sobie wiem, że
              jak ktoś mi podpowiada rozsądnie, to robię odwrotnie i trudno nad tym
              zapanować - nie jest najlepszą drogą, wierzę natomiast w siłę dzielenia się
              własnym doświadczeniem - zresztą nie muszę wierzyć, ja to wiem - wnioski
              wyciąga zainteresowany i wyciąga te, jakie są mu w danym momencie potrzebne,
              wedle własnych celów, dlatego polemika nie ma zbyt wielkiego znaczenia, bo to
              często udowadnianie tego samego lub przebijanie się przez coś co się przebić
              nie da - przekonanie o własnej racji...
            • zabbic_drozda Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 22.01.07, 12:49
              tranzyt80 napisał:

              > Na pytanie "Komu i po co i dlaczego Wolny przez wypicie jednej puszki piwa
              chce
              >
              > cos udowadniac ? " nie ma odpowiedzi.

              To zależy. Ale sądzę, że chodzi o bunt. Przeciwko czemu? Ano tej niby
              profilaktyki antyalkoholowe, którą promuje się w nadszym kraju. Nie sprzedaje
              się alkoholu dzieciom, ale w sumie sprzedaje, jak się bliżej przyjrzec
              (wydlądają dorosło, podrabiają dokumneny, itp.). W każdym domu wódka jest (ale
              nie w domach AA) i na każdej uroczystości się leje. Tak było za naszych
              dziadków i ojców... taka nasza tradycja.

              A rząd niby nie popiera, ale ceny alkoholu obniża i generalnie ma z tego sporo
              korzyści.

              Wypicie jednego piwa - może znaczyc tyle, że nie potrzebujesz całej butli wódy,
              żeby byc szczęśliwym człowiekiem. Bo ty nie musisz się nawalic jak ścierka (i
              do wytrzeźwiałki za 350 zł - też do skarbu państwa, a jakże), żeby się dobrze
              bawic. Młodzież tak pije i dobrze się miewa.

              Mama, oczywiście jak poczuje - to od razu panika! Do lekarza, na odwyk...
              Zamiast pogadac, dowiedziec się, zrozumiec - ona oddaje swoje dziecko na pastwę
              zasmarkanych terapeutów, ktorzy wmówią mu takie żeczy że boże chryste.

              Ale jeśli masz w sobie śladową ilośc alkoholu (powiedzmy 0,001 hihi) procenta -
              to każdy test może ci po zapałki skakac, bo jedno piwo to nie grzech. Grzechem
              jest 15, bo to najebka regularna i chęc zeszmacenia się na maksa a nie
              kulturalne sączenie piwa.

              taka moja opinia

              > Macie jakies pomysly to doradzajcie...ale raczej w tym punkcie.
              >
          • zabbic_drozda Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 22.01.07, 12:39
            zgadzam się. jeżeli wypicie jednego piwa jest czymś co daje komuś możliwośc
            naplucia ci w twarz - to ja to piwo w dupie mam i piję sobie soczki. Od
            teściów. Oni dawno już nie korzystają z dobrodziejstw monopolu i tej całej
            zakichanej machiny paranoi. Mają działeczkę, mają gąssiorek i bez kiliszeczka
            likierku na mróz swoich dzieci nie wypędzają. Oni wiedzą co i jak a ja się od
            nich uczę. Bo to mądre stwory są.
    • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 12:28
      Hej
      Tranzyt:
      Jak chcesz wiedziec- zrobilem to wlasnie po to, zeby juz o sobie i swoich
      metlikach nie rozmyslac.
      Zeby sie nie stresowac „ aco bedzie jak bedzie”, nie zyc w strachu, nie miec
      ciaglej presji”nie wolno mi”, a nawet- i moze glownie
      by moc powiedziec terapeucie czy komus kiedys, ze mi „ nie wolno bo pod razu
      polece” ze sie myli.
      I przede wszystkim- ze takie prymitywne strqaszenia i szantaze sa nie dla mnie,
      zeby wymyslil cos bardziej wyrafinowanego niz stare NIE WOLNO

      Ostatnie dni to pomijajc momenty wyrzutow sumienia- irracjonalnych- to od dawna
      pierwsze dni, kiedy autentycznie zdjalem uwage z siebie i skupilem na innych
      rzeczach. Nie zartuje.

      Ty lubisz prowokowac. Napisales „ jedna puszuchna piwa to nic. Nawet pianki nie
      ma”.
      Ostatnio pisales o spotkaniu z dyrektorem.
      Dlaczego wtedy nie pomyslales „ jeden kielonek koniaczku to nic, nawet aromat
      sie nie rozniesie”
      Cos sie zmienilo przez tydzien czy inaczej traktyjesz mnie a inaczej siebie?



      Zauwazylem, ze niektorzy lubia tu straszyc. Taka natura alkoholika chyba.

      Ja Koncze tu sie spowiadac aby nie dawac satysfakcji z tym zwiazanej.

      Bo kazde straszenie niestety odnosi skutek, jakby glupie by nie bylo.

      Kto sie smieje z tego, proponuje takie cwiczenie:


      Usiadz wygodnie, rozluznij miesnie.
      Wyciagnij rece przed siebie.
      Wlacz konkretna piosenke.

      Zaczynamy

      50 razy
      ani mnie ani wiecej
      50 razy wolno wiraznie powtorz „ dzis umrze moja zona/ brat/ jciec/ matka
      wybrac cokolwiek”
      bardzo brutalne, ale taki zamiar.

      Jezeli po takim cwiczeniu nic nie zostanie w glowie zlego- to jestescie twardzi
      i odporni.
      Ja mysle, ze kazdemu zostanie.

      Taka jest natura straszenia prtzez powtarzania- znow przywolam gebelsa- nawet
      bzdura 100 razy powtorzona okaze sie prawda- wszyscy uwierza


      Gdy teraz czytam na forum „ napije sie” „stanie sie stanie sie”, polecisz”

      To chocbym nie mial zamiaru pic
      I nic mnie do tego nie sklanialo

      To takie pieprzenie zostaje mi w glowie.

      Dlatego koncze te spowiedz z mojego wyskoku i prosze juz mi nie radzic i nie
      spekulowac, czy umre, zdechne pijany pod plotem, wyladuje w psychiatryku czy co.

      Tzn mozecie spekulowac beze mnie

      p.s. cwiczenie ma na celu uciecie argumentu typu „boisz sie prawdy”
      prawdy???
      Ze zapije?
      Prawda i przewidywanie przyszlosci?
      Ha ha

      p.s. 2
      rauchen- cos mi sie przypomnialo

      jezeli uwazaz, ze terapia i AA tak bardzi Ci pomogly
      ze uleczyly i tak dalej
      to dlaczego po 5 latach biegania po mityngach i czytania Aowskich lektur

      zdecydowalas sie na leki psychotropowe- czyli zwykla chemie?

      po 5 latach!!!

      Leki psychotropowe to jest ostra ingerencja a nie kwiatek do kozucha.
      nie uwazam ich przyjmowania za cos haniebnego czy zlego- wrecz odwrotnie.

      no wiec
      Skad wiesz, ze teraz pomaga ci AA a nie te leki?


      Sokor wczesniej aA nie pomoglo, a teraz z lekami zaczelo pomagavc?

      9to pytanie retoryczne, nie musisz odpowiadac)


      koncze te przydluga przypowiesc.

      A ha
      W moim odchodzeniu z forum nie ma fochow urazonego dziecka tylko jest proba
      ochrony swojej duszy.
      Np przed takimi spekulacjami „zapije, bedzie ciagnal” itp
      Przed brakiem zrozumienia i wypaczaniem mojego zyciorysu
      9 niektorzy swietnie znaja mnie, moje zycie, uwiklania rodzinne, stosunki z
      terapeuta, zycie zawodowe- wszystko wiedza i radza)

      Niestety jestem niekonsekwentny i wracam
      Moze kiedys uda sie nie wrocic.




      • tranzyt80 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 14:50
        wolny32 napisał:
        > Hej
        > Tranzyt:
        > Jak chcesz wiedziec- zrobilem to wlasnie po to, zeby juz o sobie i swoich
        > metlikach nie rozmyslac.

        -wszystko fajnie,a najfajniejsze ze pomoglo...

        -popatrz,mnie nikt obcy nic nie zabronil,sam sobie zabronilem i udalo mi sie
        tym razem,nie ruszam nic co zawiera alkohol bo wiem,ze moge znowu wyladowac w
        kilkudniowym cugu alkoholowym.Boje sie,ze po wypiciu tej jednej puszki piwa,
        moge dojsc podswiadomie do przekonania,ze jednak moge i jakiegos pieknego
        slonecznego popoludnia na tarasie slicznej knajpki pomysle:"A przeciez jedno mi
        nie zaszkodzi,przeciez sprawdziles...wszyscy znajomi juz zamowili po piwie a ty
        co,gorszy...i tez zamowie piwo?" Nastepnym razem znowu...i znowu...i znowu
        kiedys zacznie sie ta cala chryja alkoholowa od nowa.Ten proces rozwija sie po
        cichu,dla nas zainteresowanych niezauwazalnie!!! O tym,ze jestesmy znowu
        pijacymi alkoholikami dowiadujemy sie zawsze za pozno.

        Ciebie zaliczyc trzeba,czy ci sie to podoba czy nie,do ludzi ktorzy pija piwo!
        I chocbym bardzo chcial,ale do niepijacych zaliczyc cie juz nie moge...

        Nie chce powrotu do przeszlosci,dlatego nie pokusze sie ani na to jedno.
        Wiem z drugiej strony,ze moglbym w spokoju wypic to piwo,ale po co sie narazac?
        Co ma mi dac wypicie tego piwa ?Poza tym mnie nie uwiera na codzien,ze nie pije.
        Osobiscie jestem szczesliwy,ze nie pije alkoholu i mam to wszystko juz za soba.


        • tranzyt80 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 15:59
          wolny32 napisal:
          Ty lubisz prowokowac. Napisales „ jedna puszuchna piwa to nic. Nawet pianki nie
          ma”.
          Ostatnio pisales o spotkaniu z dyrektorem.
          Dlaczego wtedy nie pomyslales „ jeden kielonek koniaczku to nic, nawet aromat
          sie nie rozniesie”
          Cos sie zmienilo przez tydzien czy inaczej traktyjesz mnie a inaczej siebie?

          -chodzilo mi z ta niewidoczna pianka przy wypiciu piwa puszkowego o
          zwrocenie w troche komiczny sposob,ze byc moze ilosc i zawartosc alkoholu sa za
          znikome by mowic,po wypiciu jednej puszuni piweczka,o swiadomym kontrolowaniu
          picia alkoholu.

          -a o kielonku dobrego koniaku nawet mi nie wspominaj,tak zazwyczaj zaczynaly
          sie moje cugi...nie dam sie juz i juz! ;)))
          • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 19.01.07, 15:11
            Tranzyt:

            po pierwsze- ja nie bed emyslael ( ah wypije sobie piwko, inni pija, jedno nie
            zaszkodzi)
            bo mi piwo nie smakuje jak zreszta zaden inny alkohol, a ta jedna puszka
            jeszcze mi to udowodnila.

            mi nie brakuje alkoholu.
            mi brakuje spokoju i relaksu.

            ja nie chce pic.
            ja chce zyc bez picia, bez ciaglego cienia butelki, bez ustawicznego pieprzenia
            o stratach, ostatnich ciagach, dnie, demoralizacj.
            ja nie chce sie dolowac bo jestem gorszy jako alkoholik, bardziej
            zdemoralizowany, mniej odpowiedzialny i mniej godny zaufania
            bo nie jestem


            a niestety po terapii mam tyle, ze te wszystki mysli ciagle tkwia w mojej
            glowie.


            od roku moj caly czas to proba odwalenia tych zasranych mysli i zajecia sie
            muzyka, znalezienia dziewczyny itp.

            mnie nie ciagnie do picia, mnie cicgnie do innego zycia.

            jak mam ochote sie napic to tylko spic a nie napic 1 piwo i tylko wtedy, gdy
            czuje sie skonczony i bezradny.

            ale na terapii powiedziano mi, ze "powinienem unikac stanow ekstycacji, silnie
            pozytywnych uczuc i emocji: bo to moze proadzic do zapicia.
            i teraz jak jestem szczesliwy i beztroski to tez czuje wyrzuty sumienia i
            strach bo mi te mysli laza po glowie.


            coraz bardziej wkurza mnie to forum, bo napisalem 15000 postow i ciagle musze
            udowadniac
            musze- bo ciagle ktos mnie "diagnozuje" i "dekonspiruje"

            Rauchen: dobrze, czy 5 lat czy 5 miesiecy- wazne, ze samo aA Ci nie pomoglo
            ty mi zawsze wmawiasz, ze jest mi zle bo nie chodze do AA.


            naprawde mam juz dosc tego forum, tego wymadrzania wiecznie madrych i super
            dojrzalych doradcow.

            doluje mnie to forum i przypomina ten caly reapeutryczny syf- manpipulowanie i
            wpieranie klamstw by udowodnic swoje.



            • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 19.01.07, 15:19
              jeszcze do drak:


              zal po stracie?
              nie ja bym to nazwal-
              wkurzenie brakiem zysku.

              jesli odczulem jakas strate to najmniej sam alkoho, a najbardziej podpupadla
              moja i tak niska samoocena,


              poza tym chce powiedziec, ( odczywiscie od razu bedzie diagnoza szuka winnych,
              zwala na innych, ma pretensje, iluzje i inne gowna)
              ze to forum naprawde mnie bardzo doulje, naprawde mam juz go dosc.

              dostaje takie marne raduy i wiekszosc osob zle mi wrozy, wiec wiem ze jestem
              dla wielu zawalidroga na ich drodze jasnego, prostego i ulozonego myslenia.






              • drak02 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 19.01.07, 16:10
                wolny32 napisał:

                > jeszcze do drak:
                >
                >
                > zal po stracie?
                > nie ja bym to nazwal-
                > wkurzenie brakiem zysku.
                >
                > jesli odczulem jakas strate to najmniej sam alkoho, a najbardziej podpupadla
                > moja i tak niska samoocena,

                Żal po stracie oznacza również żal po pewnym stylu życia, żal po określonych
                stanach które się pzrezzywało etc.
                Kazdy alkoholik ma problem z niską samooceną, nie jesteś osamotniony,
                W budowie mojej samooceny pomagają mi codzienne osiągniecia , czasem drobne
                niewielkie, zwiazane z pracą z rodziną. Nie wierze że nie jesteś zadowolony z
                siebie.
                >
                >
                > poza tym chce powiedziec, ( odczywiscie od razu bedzie diagnoza szuka
                winnych,
                > zwala na innych, ma pretensje, iluzje i inne gowna)
                > ze to forum naprawde mnie bardzo doulje, naprawde mam juz go dosc.
                >
                > dostaje takie marne raduy i wiekszosc osob zle mi wrozy, wiec wiem ze jestem
                > dla wielu zawalidroga na ich drodze jasnego, prostego i ulozonego myslenia.
                >

                Wydaje mi sie że zbyt emocjonalnie podchodzisz do swoich postów i do postów
                innych osób. W zyciu trzeba mieć dystans również do siebie. Nie można sie
                przejmowac byle drobiazgami. Nie wierze równiez w to że ktokolwiek na tym forum
                źle Ci życzy, nawet posty które Ty odbierasz jaki nieprzyjemne, nie są
                złosliwe , inni chca Ci przedstawić punkt widzenia który jest odmienny od
                twojego, na co z regóły reagujesz dosyć emocjonalnie.
                >
                >
                >
                • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 20.01.07, 14:56
                  Jeszcze o zalu...


                  nie bardzo mam czego zalowac.

                  mi nikt nie wierzy,a le ja naprawde mam szereg motywacji do niepicia i naprawde
                  niewielka chce picia.

                  stad moja frustracja numer 1- zamiast wykorzystywac moje naturalne liczne
                  motywacje ja mam w glowie strachy o dnach, psychiatrykach i tym podobne.

                  incydentalnie czasem nachodzi mnie nostalgia za "starymi" czasami- kumple,
                  gitary, ognisko itp- ale to jest tesknota za cala atmosfera a nie samym
                  aloholem.

                  zasadniczo jedynie co mnie ciagnie do picia i przeszkadza w niepicu to poczucie
                  jakiejs krzywdy, ze ja nie moge pic, ze inni moga, ze mi ktos zabronil, ze
                  jestem gorszy itp

                  stad moje frustracje, stad wypicie tego piwa, stad niechce do terapii i AA.

                  problem lezy oczywiscie w mojej glowie.

                  w najwiekszym skrocie chodzi o to, zeby wyszl, ze ja moge pic, ze nikt mi nie
                  zabrania, ze nic mi nie grozi itp
                  wtedy ja sobie spokojnie powiem " nie pije" bez calego zbednego balastu
                  strachow lekow i szantazy.

                  bo ja naprawde nie chce pic i nie widze powodow, dla ktorych mialbym to robic.


                  ie mam juz komfortu picia- nie potrafilbym teraz tak nawalic sie "by zapomniec"

                  mam wrecz obsesje na punkcie samokontroli- przeraza mnie mysl, ze po
                  narktoyckach czy pijany moglbym zrobic cos, o czym nie ja decyduje.


                  (hitler mial ponoc taka obsesje i dlatego nie pil:))



                  alkohol mi nie smakuje. nie lubie kaca.
                  nie lubie widoku pijanych.
                  nie lubie rozmow przy wodce ( nigdy nie lubilem)
                  nie lubie wiejskiego biesiadowania.

                  zgroza napawa mnie mysl, ze mialbym teraz wydawac miesiecznie kikaset zlotych
                  (teraz funtow)
                  na alkohol- mam za to mnostwo gazet, plyt, slodyczy i tak dalej.

                  nie lubie zachowan stadnych, nie lubie robic czegos " bo wypada"
                  stad zaden problem dla mnie nie stukac sie toastem, nie chodzic na piwo,
                  nie spedzac banalnie czasu w barze z jakii zapitymi mordami.

                  niepicie w ogole uwazam jest czyms fajnym, oryginalnym budzi moj podziw, a jako
                  cos nietypowego i malo powszechnego budzi moja wieksza sympatie niz
                  picie "troche" czy kontrolowanie.


                  jednak cala ta konstrukcja sypie sie, gdy nie picie to nie jest moj wybor tylko
                  koniecznosc.

                  po prostu ja nie umiem, nie moge, nie bede umial i mogl
                  do konca swych dni
                  trzezwiec na zasadach bezsilnosci wobec alkoholu, poddania, zabraniania i
                  przepraszania ze zyje.

                  trudno sie mowi- taka moja natura.

                  na tym forum niewiele osob podziela takie podejscie, uwaza sie j za dziecinne
                  i glupie- trudno- dlatego lepiej byloby dla nie stad pojsc.

                  dobranoc.

                  czary mary wloz rozowe okulary
                  9zamiast czarnych)
                  :)

                  • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 21.01.07, 13:32
                    wolny32 napisał:
                    > mam wrecz obsesje na punkcie samokontroli- przeraza mnie mysl, ze po
                    > narktoyckach czy pijany moglbym zrobic cos, o czym nie ja decyduje.
                    ___________________________________________________________________________.
                    U alkoholikow osiagniecie stanu samokontroli jest marzeniem "scietej glowy".
                    A...
      • rauchen Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 19:12
        co, gdzie, i jakie 5 lat?
        5 lat to ja spedzilam wlasnie na takim udowadnianiu sobie ze potrafie pic
        kontrolowanie, nie pijac miesiac, dwa, cztery, potem wracajac do piwka,
        konczacego sie ciagiem, czasem w odstepnie kilku tygodni od jednego piwka do
        ciagu, bo zawsze przychodzila mysl, ze jak udalo mi sie wypic "kontrolowanie",
        a okazywalo sie ciagowo.

        5 lat temu to ja nie tylko nie mialam w reku literatury AA, ale tym bardziej
        nie chodzilam na meetingi.
        5 lat temu AA bylo dla mnie bee, bo trzeba bylo w Boga wierzyc - a ze Bog to
        Kosciol, wiec tym bardziej AA bylo bee. A jedyne co czytalam o AA, to wszystko
        to, co udowadnialo ze AA jest bee.

        Pierwszy raz na meeting trafilam cos 14 miesiecy temu, od pierwszego meetingu
        do dzis nie pije, akurat dzis jest dokladnie 14 miesiecy mojego niepicia.
        Choc sama chec zeby tam pojsc jednak, byly dwa przypadki alkoholikow, od
        ktorych bezposrednio uslyszalam jak to AA jest be, sekta i zgraja pijakow. I
        tak sobie patrzac na tych alkoholikow, jak dla nich aa jest bee, a oni coraz
        bardziej staczaja sie w swoim alkoholizmie. Wtedy zrozumialam, ze chce byc
        inna, inna od tych pijacych alkoholikow, klepiacych na AA.

        Co do zdecydowania sie na psychotropy (znow nie wiem skad to 5 lat ci sie
        wzielo). Pierwsze psychotropy bralam jak mialam 8 lat, przepisane przez lekarza
        po pewnym wydarzeniu, ktorym bylam swiadkiem, i bylam po milicji ciagana. Duzo
        wtedy to ja za siebie decydowac nie moglam.
        Jesli chodzi o teraz, to zdecydowalam sie po pol roku nie picia, po codziennym
        raportowaniu godzin spania przez kilka tygodni, a ktory wygladal tak, ze jak mi
        go ostatnio pokazala lekarka, to sama sie zaczelam wstydzic, bo mialam
        rozregulowany sen, i jak juz kiedys pisalam, dostalam lek zeby uregulowac
        godziny spania. Same leki i tak przy tym nie wystarczyly, bo byla do tego
        potrzebna moja wlasna wspolpraca, zeby ten sen uregulowac.

        Antydepresanty dostalam na pol roku, jeszcze sie to pol roku nie skonczylo, to
        biore, a to dlatego ze po prostu zapadlam sie wewnetrznie kiedy zaczelam
        pracowac nad jedna dosc dla mnie istotna sprawa. Stracilam i checi i sile juz
        pierwszego dnia. Wyciagnely mnie do gory.
        A sprawa, ktora wtedy mnie przygiela wlasnie kiedys, wlasnie dzis osiagnela
        swoje spelnienie. Pozytywne :)))))))))))))))))

    • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 12:40
      w ogole nie rozumiem takiego podejscia " czy warto bylo

      takie podejscie zaklada, ze ja zrobilem cos nieswiadomie, ze to jakas pokusa,
      jakas chwilowa wielke chec, zadza wrecz.
      a to byl rozmyslny krok planowany od dawna.
      taki jestem, tak musialem zrobic, tak mi pomoglo.

      jestem szczery przynajmniej, przyznaje sie do pewnych nietypowosci swojej
      psychiki,
      a nie jak zaklamany co to przychodzi i placze, ze nie chcial i nie chce a
      jednak sie napil.
      opowiada o urokach niepicia i pije

      nie pije bo nie ma watroby a gada ze nie pije bo mu to do niczego niepotrzebne.

      albo ze odnalazl boga.

      nie pije i nic nie robi ale wmawia sobie i innym ze duzo osiagnal.

      nie pic alkoholu/ ale mi osiagniecie.
      oczywiscie/ jest to osiagniecie, ale to fundament.
      a plawienie sie cale zycie w tym, ze sie nie pije...

      jakby ktos zchudl i pieprzyl do konca zycia ze jest chudy a byl gruby.

      moze jestem nonszalancki, moze arogancki, ale kto mi powie, ze nie ma prawdy
      choc troche w tym co pisze.

      ja jestem taki a taki,m
      moze nudny, moze monotematyczny, moze powalony wewnetrznie,

      ale przynajmniej przyznaje sie do slabosci i nie udaje
      nie gram
      nie pozuje
      jak niestety duza czesc osob ze nie wymienie z nazwiska

      )pani spod numeru 9 nie bede wymienial nazwiska i pan spod 3 nie bede wymienial
      nazwiska weszli w powazne pzycie pozamalzenskie.
      ktos mu przyniosl i wlal do gardla
      czy warto bylo...





      • drak02 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 13:05
        Nieźle namotałeś, ale wszystkie te twoje wywody można zdiagnozować dosyć
        racjonalnie.
        - tak naprawdę nigdy nie uznałes swojej bezsilności wobec alkoholu
        - nie uważasz się za alkoholika , przynajmniej pewna częśc twojego Ja nie
        przyjmuje tego faktu do swiadomosci.
        - ciągle odczuwasz tzw. żal po stracie. rozmyślasz i wspominasz. Żal Ci się
        rozstać z butelką tak na całe życie.
        - tkwisz ciągle w psychicznych mechanizmach uzależnienia , racjonalizujesz,
        uspawiedliwiasz, minimalizujesz, porównujesz się z innymi, udawadniasz ze
        jesteś wyjątkowy. Kłania sie mechanizm "dumy i kontroli" oraz "iluzji i
        zaprzeczeń"
        Jeżeli nie uporasz się z tymi podstawowymi problemami bedziesz sie tak miotał
        jeszcze przez wiele lat. Życzę powodzenia.
        • rauchen Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 18.01.07, 19:13
          no cos jeszcze z 5 lat wolny, z 5 lat :)))))))
        • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 19.01.07, 14:58
          drak02 napisał:

          > Nieźle namotałeś, ale wszystkie te twoje wywody można zdiagnozować dosyć
          > racjonalnie.
          > - tak naprawdę nigdy nie uznałes swojej bezsilności wobec alkoholu
          > - nie uważasz się za alkoholika , przynajmniej pewna częśc twojego Ja nie
          > przyjmuje tego faktu do swiadomosci.
          > - ciągle odczuwasz tzw. żal po stracie. rozmyślasz i wspominasz. Żal Ci się
          > rozstać z butelką tak na całe życie.
          > - tkwisz ciągle w psychicznych mechanizmach uzależnienia , racjonalizujesz,
          > uspawiedliwiasz, minimalizujesz, porównujesz się z innymi, udawadniasz ze
          > jesteś wyjątkowy. Kłania sie mechanizm "dumy i kontroli" oraz "iluzji i
          > zaprzeczeń"
          > Jeżeli nie uporasz się z tymi podstawowymi problemami bedziesz sie tak miotał
          > jeszcze przez wiele lat. Życzę powodzenia.


          dwie pierwsze- oczywiscie ze tak, zgadzam sie, nigdy sie tego nie wypieralem

          trzecie "zal po stracie"- pomijajac ze to straszna psychologiczna kalka-
          absolutnie nie rozumiesz mego problemu. w ogole nie w tym rzecz.

          jesli chodzi o punkt czwarty to juz w ogole kula w plot,
          racjonalizujesz,
          > uspawiedliwiasz, minimalizujesz, porównujesz się z innymi, udawadniasz ze
          > jesteś wyjątkowy. Kłania sie mechanizm "dumy i kontroli" oraz "iluzji i
          > zaprzeczeń"

          ja bym powiedzial razcej, ze po prostu samodzielnie mysle, bronie sie, nie
          wyolbrzymiam, mam oczy, udowadniam ze nie jestem ostatnim scierwem.
          klania sie mechanizm myslenia samodzielnego i krytycznego oraz podejrzliwosci.


          nie bede tego po raz setny tlumaczyl i udowadnial ze nie jestem wielbladem.

          czy ja czemus zaprzeczam?
          czy ja zaprzeczam, ze mialem problemy z alkoholem?
          czy przestalem pic przypadkowo?
          nie.
          gdzie tu widzisz zaprzeczanie?

          widzisz wszystko tak aby udowodnic swoje.


          Zdejmij ciemne okulary bo wygladasz jak Jaruzelski.



          p.s.

          jak Ci to sprawi radosc, to ok, przyznaje sie,
          jestem zdemoralizowanym alkoholikiem manipulantem, ktory narobil zla i wszystko
          spieprzyl a teraz zwala na innych i racjonalizuje.

          jestem nieodpowiedzialny, nieuczciwy i glupi.
          i na pewno nie dalej jak za 48 godzin zapije i polece w ciag.

          za 48 godzin o tej samej porze zacznij odliczac godziny do mojego pogrzebu.

          przeciez to oczywiste, ze tak bedzie, nie?


          • drak02 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 19.01.07, 15:26
            To czy zapijesz czy nie to twoja sprawa.
            Nigdy Ci nie przyszło do głowy że z zewnątrz twoje problemy (na podstawie
            twoich wypowiedzi) mogą wygladać tak jak napisałem. Nigdy nie miewasz
            wątpliwości. Generalnie nie specjalnie się przejmuję tym co piszesz i co robisz.
            Potraktuj posty innych osób nie jako krytyke i atak na Ciebie tylko zyczliwe
            spojrzenie z innej perspektywy.
            • baasil Re: spróbuj... 19.01.07, 17:30
              John Bradshaw"Toksyczny Wstyd" - popracuj nad tym,naprawdę warto.
              • cortona Moje przeczucie... 19.01.07, 21:33
                Mam takie przeczucie, że Wolny jest młodszy niż podaje. Wydaje mi się, że on
                jest jeszcze prawie dzieckiem. Wcale nie żartuję.
                • myszabrum Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 21:39
                  Ja z kolei mam przeczucie, że on metrykalnie ma już ponad 30 :P.
                  Ale psychicznie to rzeczywiście młodziak, dałabym 25 :).
                  • cortona Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 21:46
                    Mogłybyśmy się założyć, ale nie będzie jak sprawdzić, która ma rację.
                    Ja metrykalnie daję Wolnemu góra 23.
                  • myszabrum Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 21:52
                    Cortona - Twoje opisy ludzi na forum były świetne, być może i tym razem
                    trafiasz, nie upieram się :). Tylko po diabła ciężkiego ktoś miałby sobie
                    dodawać lat? To nie te czasy, kiedy dwudziestolatków nikt nie słuchał :)
                    • cortona Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 22:01
                      Ale to forum jest wybitnie "średniowieczne".
                      Ty jesteś młódka, ale jakoś się łapiesz z tą swoją trzydziestką.
                      Wolny jako dwudziestoparoletek układa mi się w całość, a jako trzydziestoparo
                      ni czorta. Te jego rozterki, tęsknota za romantyczną miłością, to za wczesne
                      uzależnienie ( jeśli może być wiek odpowiedni do tego ), robienie afery z paru
                      pójść do poradni odwykowej. Człowiek dorosły machnąłby na to ręką.
                      • myszabrum Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 22:20
                        No dobrze - a Twoim zdaniem Promocja "wygląda" na swój rocznik '69 :))?
                        • cortona Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 22:22
                          Nie mogę odpowiedzieć, bo tu chodzi o kobietę...
                          • myszabrum Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 22:23
                            Racja :)
                      • havana06 Re: Moje przeczucie... 19.01.07, 22:33
                        Jestem tutaj od niedawna i szczerze przyznam , że wiek wolnego mnie ciągle
                        zastanawiał. Nie wydawałam się z tym sądząc, że pewnie jakieś jego wątki
                        dotyczące jego lat przegapiłam, lub niedokładnie przeczytałam.Teraz wiem, że
                        intuicja mnie nie myliła. Wolny jest b.młodym mężczyzną. Eksperymentuje na
                        sobie (nie tylko przez to jedno piwo), tylko nie wiem po co?
                        Sobie a muzom???
                        wolny, jeśli nas czytasz, przestań!
                        Przed Tobą , więcej niż przede mną. Ja mam ...dziesiąt, TY tylko ....dzieści
                        lat.
                        Jeszcze tyle przed nami......
                        To i tak dużo przed nami!
                        • wolny32 Re: Moje przeczucie... 20.01.07, 14:33
                          doskonale wiem, ze czesto zachowuje sie jak dzieciak, jak nastolatek
                          chociaz ja to widze bardziej jako wiecznego hippisa.
                          nie zawsze sam wiem o co mi chodzi i co mna steruje.

                          W zyczliwosc niektorych osob nie watpie, w niezyczliwosc innych tez bardzo
                          wierze.
                          a bardzo duza grupa zyczy mi zle nie ze zlosliwosci tylko
                          z tego wpojonego przekonania, ze jak bedzie ze mna zle to bedzie dobrze, ze
                          msuze walnac lbem w dno, ze jestem gowniarzem zaslugujacym na nauczke itp


                          takie podejscie najbardziej mnie przeraza.

                          czesto mam wrazenie, ze niewiele osob naprawde mnie czyta, a tym mniej rozumie.
                          imoze ze tyle pisalem.

                          ciagle jestem "oskarzany" o zaprzeczanie problemow z alkoholem, minimalizowanie
                          itp-
                          gdy ja nigdy nie zaprzeczalem
                          a to ze nie uznalem "bezsilnosci" nie oznacza automatycznie, ze
                          uznalem "silnosc".

                          pisze, ze nie chce pic- a tu mi sie wmaiwa ze hce.
                          pisze, ze wypilem ze zlosci i nie dla efektu alkoholowego i nie dla rauszu
                          tylko tylko
                          dla zasady, zeby te piwo "zaliczyc " i miec spokoj
                          a i tak inni wiedza lepiej, ze ja probowalem kontrolowac, ze mialem chwile
                          slabosci itp.

                          pisalem o swoich problemach to bylem wysmiewany albo obrazany.

                          (podam taki przyklad- kiedys pisalem tu o nieporozumieniach ze sa siostra.
                          pisalem, ze ona sie "czepia". wtedy nie wiedzialem, ze ona ma powazne problemy
                          zdrowotne, ktorych ja nie znam. poza tym ostatnio byla u psychologa i
                          uslyszala, ze ma problemy z panowaniem nad emocjami i zloscia.

                          ale gdy ja o tym napisalem od razu polecialy gromy, ze klamie, ze sam jestem
                          awanturnikiem, ze mam postawe roszczeniowo wobec siostry- slowem ze cala wina
                          moja a jej zachowaie to moj pijacki wymysl.
                          jeszcze dowalono mi do kompletu jakas zawisc wobec siostry i zle jej
                          traktowanie podczas gdy moje stosunki z nia sa niemal idealne i bardzo ja
                          kocham).

                          jednk generalnie- wiem, ze juz zanudzam na smierc- naprawde dobrze zrobiloby
                          mie rozstanie sie na zawsze z tym forum, tlko ze chyba sie uzaleznilem sie od
                          niego w klasyczny sposob, to znaczy wiem ze mi szkodzi a nadal tu przylaze.
                          niemal w 905 przypadkow gdy czytam to forum to odchodze od komputera z dwoma
                          uczuciami- wielkiej bezsilnosci i wielkiej zlosci.
                          tak- wiem co to bezsilnosc- czuje sie po prostu kompletnie wypalony tym
                          przekonywaniem ze nie jestem kim nie jestem.

                          za duzo sie przejmuje i niektorzy maja zabwawe by mnie wkurzac i prowokowac, to
                          wiem doskonale.

                          ale mm nadzieje niebawem to sie skonczy.


                          p.,s.. Rauchen, wyjasniam z tymi latami- sapisalem, ze 5 lat chodzi do AA, bo
                          ostatnio psalas, ze ja przypominam tobie siebie sama sprzed zdje sie5 lat. stad
                          wniosek

                          • rauchen Re: Moje przeczucie... 20.01.07, 18:17
                            pierwszy raz slowo alkoholizm wpisalam w wyszukiwarce na necie pozna jesienia
                            2000 roku. Do AA trafilam w listopadzie 2005. Wychodzi doslownie 5 lat.
                            Nie wierzylam na poczatku w to co bylo napisane w necie, ze dla alkoholika
                            niestety jedynym wyjsciem jest calkowita abstynencja. Znalazlam strone z
                            krokami AA. Przeczytalam i nic nie zrozumialam. Bo tak nie chcialam tych krokow.
                            Siostra dala mi adres do przychodni do ktorej mozna bylo chodzic na wieczorne
                            spotkania otwarte dla wszystkich, dotyczacych alkoholizmu. Pamietam tam na
                            scianie modlitwe o Pogode Ducha. Nie zrozumialam. Przychodzilo tam kilka osob z
                            AA. Dzialali na mnie odpychajaco.
                            Pilam dalej. Od czasu do czasu zalatwialam sobie jakies spotkanie u psychologa,
                            prywatnego, ktorzy wiedzac ze nie pracowalam, kierowali mnie na meetingi AA.
                            Odpowiadalam: stac mnie na picie, stac na prywatna terapie. Nie chce AA.
                            Po dwoch raptem spotkaniach i tak rezygnowalam z wizyt, i wracalam do picia.
                            Mialam wciaz to stereotypowe widzenie AA jako spotkania zuli ulicznych, z
                            zapitymi mordami. No a ja jeszcze nie bylam. Tylko tak troche zawsze wygladalam
                            na zmeczona.
                            W ciagu tych pieciu lat moje picie przeszlo w picie ciagami. zazwyczaj co
                            miesiac byla powtorka. Konsekwencje picia stawaly sie coraz bardziej
                            odczuwalne, kac coraz gorszy, sny w ktorych sie zapadalam, przewracalam, zlosc
                            na matke.
                            Przestawalam picie, szlam na necie szukac sposobow na alkoholizm. Ale bardziej
                            zeby znalesc sposob na wyleczenie tego.
                            Na picie kontrolowane. Nie widzialam siebie jako jeszcze alkoholiczki.
                            Pytanie tylko czy ja tak naprawde bylam w stanie widziec siebie, swoje
                            zachowanie, swoje picie. I mysle ze zupelnie nie bylam w stanie.
                            Zobaczylam siebie jako alkoholiczke, i do czego alkoholizm moze prowadzic, gdy
                            pojechalam do znajomych na swieta. Znajoma jest alkoholiczka. To byly trzy
                            tygodnie patrzenia na wlasciwie siebie sama, sama siebie za jeszcze jakies dwa
                            lata, jesli czegos nie zrobie ze swoim piciem.
                            Patrzenie na picie od samego rana, od wstania z lozka i szukania pretekstu do
                            wypicia (plukanie gardla wodka, bo znajoma "czula ze ja bola dziasla i gardlo"),
                            widzialam jak bylam w sklepie odsunieta na chwile na bok, pod jakims
                            pretekstem, zeby nie widziec jak ona kupuje alkohol (za pieniadze ktore miala u
                            sprzedawcy w depozycie, bo na zakupy mialysmy wyliczone przez jej faceta, wiec
                            ona przy wyplacie zostawiala u niego pieniadze, by moc za nie brac alkohol bez
                            wiedzy jej chlopaka), pamietam zakupy po chleb i mleczko na sniadanie, a do
                            tego kilka malych butelek szampana, "na wieczor", po czym propozycje zeby
                            usiasc w parku na lawce i wypic pod blokiem, zeby jej facet nie widzial;
                            pamietam jak jej facet kiedy mu to powiedzialam, pod jakims pretekstem zaczal
                            cos robic w szafce z jej ubraniami, a pozniej pokazal mi ilosc buteleczek,
                            takich malych, dopitych lub jeszcze nie, ktore znalazl w jej rzeczach;
                            pamietam wycie o trzeciej nad ranem, kiedy wybudzona z alkoholowego przybicia,
                            znajoma na caly blok domagala sie od jej faceta ze mial isc po piwo.
                            Pamietam upierdliwosc tej znajomej, po wypiciu, drinki wypijane w oka mgnieniu.
                            Ja sama osobiscie patrzac na to wszystko stracilam ochote na picie alkoholu.
                            Dostawalam piwo, po obiedzie, i nie bylam w stanie tego piwa wypic, patrzac na
                            to wszystko.
                            W pewnym momencie, kiedy pijana znajoma zaczela znow zachowywac sie
                            upierdliwie, dostalam ataku nerwowego smiechu, ktorego nie moglam powstrzymac,
                            a zaraz potem ogromnej dusznosci w okolicach serca, wyszlam na dwor, i nie
                            bylam w stanie oddychac. Po jakims czasie przeszlo, ale bol serca czulam
                            jeszcze dosc dlugo po wyjezdzie, kilka miesiecy doslownie.
                            Niestety, mimo patrzenia na to wszystko, i tam u znajomych nie pijac
                            praktycznie nic oprocz niewielkich ilosci alkoholu, alkoholicy tak
                            kontrolowanie nie pija jak ja tam pilam, kiedy wsiadlam do pociagu wyjezdzajac,
                            dostalam "na droge" mala flaszke koniaku. Sarczylo na krotko, a przy pierwszej
                            przesiadce juz zrobilam dalszy zapas, a do domu zrocilam jeszcze pamietajac
                            jak, ale juz dobrze nagrzana, z zapasem oczywiscie. Przez poltorej tygodnia moj
                            dzien zaczynalam od dopicia koniaku z dnia poprzedniego, pojscia po nowego do
                            sklepu, a nastepnie znow picie do padniecia, i dopicie tego co zostalo z rana.
                            Gdy wyszlam z tego ciagu, trafilam do psychologa. Na pierwszej wizycie,
                            ogolnej, bylo ok, na drugiej, niespodobala mi sie ta studentka ktora miala
                            przeprowadzic pierwszy wywiad bardziej wnikliwy, i chociaz do przychodni mialam
                            5 minut, juz nie wrocilam.
                            Dwa lata wciaz pilam, dluzsze przerwy w piciu, gorsze kace. Problemy z praca,
                            problemy z kasa na oplaty. Mimo to mialam kogos kto mnie wspomagal finansowo,
                            jak przepilam na czynsz, pewnie nie jest to dobre co robil, ale chyba tylko
                            dzieki temu przetrwalam do momentu kiedy znow zapilam i poszlam do AA.
                            Pamietam radosc na twarzy osoby ktora mnie wspierala, gdy mu powiedzialm ze
                            odwazylam sie wrescie pojsc do AA.

                            Zanim trafilam do AA, mialam 4 I pol miesiaca, kiedy po zapiciu zaczelam szukac
                            informacji I o AA I znajdywac pozytywne strony AA.
                            Gdzies w tym wszystkim zaczelam podsumowywac tez swoja wiedze na temat AA.
                            Ale samo pojscie na meeting odsuwalam. Kolejny ciag spowodowal dopiero ze
                            trafilam na meeting.

                            Na poczatku bylam traktowana jako nowicjusz, jak kazdy nowy, kto nie wie nic na
                            temat alkoholizmu ani AA. Oczywiscie ze o AA nie wiedzialam jeszcze
                            wszystkiego, oczywiscie byly rzeczy ktore dopiero poznawalam, ale w sumie nie
                            dziwilo mnie juz zbyt duzo rzeczy. Bo gdzies te rzeczy juz wiedzialam. Kiedy
                            patrzylam na nowych przychodzacych, ktorzy faktycznie byli zieloni w tej calej
                            dziedzinie alkoholizmu, przestawalam zadawac pytania dlaczego te wszystkie rady
                            i porady od AA-owcow dluzszych stazem. Nie jestem pempkiem swiata, i jeszcze
                            kilka dni temu, pozniej miesiecy wczesniej, pilam tak jak pije alkoholik. To
                            wystarczy zeby mnie traktowac jak alkoholika nowicjusza. Przyjac to spokojnie i
                            z pokora – choc samego to, co oznacza pokora w AA zaczelam sie uczyc dopiero na
                            meetingach lub z literatury AA.


                            Kiedy teraz, raptem po tych 14 miesiacach bez alkoholu, patrze na to co
                            osiagnelam przez ten czas, wydaje mi sie ze mialam ogromne szczescie, i chyba
                            jeszcze cos, ze chyba duzo osiagnelam. Czasami nawet mysle ze chyba nawet
                            wiecej niz niektorzy AA-owcy osiagaja po 20 latach. Ale raczej nie patrze na to
                            jako powod do dumy, czy wywyzszania sie. Czasami mysle ze to tylko zludne
                            uczucie. Ale na pewno moge powiedziec ze roznica pomiedzy mna 14 miesiecy temu
                            a ta teraz jest ogromna.
                            Czy to zasluga lekow, ktore biore, a ktorych branie ty mi zarzucasz, nie wiem,
                            natomiast jesli ulatwily mi ta zmiane, tym lepiej dla mnie.
                            ja chyba naprawde zaczelam rozumiec co to znaczy slowo akceptacja zycia,
                            takiego jakie ono jest, bez prob wymagania dla siebie zbyt wiele. A jednak
                            ostatnio, w ciagu ostatniego miesiaca wydarzylo sie tyle, ze tylko odwazalam
                            sie marzyc.
                            W grupie AA, na ktora chodze, jest osoba ktora nie pije juz lat dobrych 20. I
                            tak czasami dziwie sie, ze chyba jej mimo wszystko ciezko jest nauczyc
                            akceptacji az do dzis, mimo ze nie pije tak dlugo. Wlasciwie praktycznie za
                            kazdym razem porusza sprawe relacji swojej do swojego meza, spraw ktore
                            wydarzyly sie w ciagu ostatniego tygodnia; praktycznie nie wnosi tym wiele
                            nowego, bardziej wyglada to tak, jakby sie powtarzala, i wciaz na nowo szukala
                            odpowiedzi na to samo pytanie, przez te dwadziescia lat. Nie wiem na czym to
                            polega, kwestia osobowosci?
                            Po ostatnim meetingu odwozila mnie do domu, i pierwsze co otrzymalam od niej to
                            rady, jak wazne dla mnie jest chodzenie na meetingi, ze nie powinnam tygodnia
                            oposcic, miesiaca tym bardziej. Szczerze mowiac nie bylam z stanie nic
                            powiedziec, bo ona mnie widziala swoimi oczami, i chyba w sposob jaki chciala.
                            Bez dania mi szansy wtracenia czegokolwiek, czyli dyskusji, a n
                            • rauchen Re: Moje przeczucie... 20.01.07, 18:18
                              Bez dania mi szansy wtracenia czegokolwiek, czyli dyskusji, a nie monologu.
                              Ta osoba doslownie od pierwszego dnia dzialala na mnie w ten sposob, i jesli AA
                              skladaloby sie tylko i wylacznie z takich osob, to bym zrezygnowala po
                              pierwszym meetingu. Ale ja szukalam wsrod uczestnikow grupy, gdzies przed
                              meetingiem, na boku, innych, poznajac ich w ten sposob na osobnosci, i
                              znalazlam wsrod nich takich,
                              o ktorych zawsze bede pamietac, nawet nie bedac na meetigu, i takich, ktorzy
                              mnie pamietaja, a nie przychodzac na meeting, daje im odczuwac, ze cos moze byc
                              ze mna nie tak, ze siedze i pije. Wiec pewna forma obowiazku w stosunku do tych
                              osob, jesli do nich nie dzwonie, lub oni nie dzwonia do mnie, jest chodzenie na
                              meeting, nawet majac lat 80-siat.
                              I ta osoba, ciagnac ten swoj monolog w tym samochodzie, nie byla w stanie mnie
                              urazic, bo wiem ze i wsrod AA-owcow tacy sie znajduja, obrazac sie na nia nie
                              mam zamiaru, klocic tym bardziej.

                              I w tym calym wszystkim, jesli mam mowic o sobie, to czego najbardziej sie
                              nauczylam, i z czego naprawde sie ciesze, jest wlasnie umiejetnosc akceptacji
                              stanu.
                              Modlitwa o pogode ducha, jest chyba wlasnie tym, a zaraz po tym stoja Obietnice
                              AA.
                              Akceptacja sytuacji w ktorej sie znajduje, z praca nad jej rozwiazaniem, az
                              osiagnelam to co chcialam. Cos w stylu : bedzie nie bedzie, dzis nie jestem w
                              stanie dostac odpowiedzi, wiec daj sobie spokoj z zamartwianiem sie.
                              Akceptacja plus odpowiedzialnosc.
                              Nie mam meza, mam kota, ktory przyprowadzil kocie baby jakis czas temu.
                              Masz zwierze, to czuj za nie odpowiedzialnosc I pogodz sie z konsekwencji jego
                              posiadania. To tez wlasciwie jest szkola dla mnie.
                              Zmeczona, nie zmeczona, nie mam dla kotow jedzenia, ruszam dupe I ide do sklepu.
                              Kot ci przyniosl myszke do kuchni – sorry, to jest kot I zachowuje sie jak kot,
                              wiec zaakceptuj fakt ze ci myszke od czasu do czasu przyniesie, zeby ja zjesc w
                              swojej miseczce.
                              Zrzygal ci sie kot na srodku kuchni – czy mam karac kota, bo cos mu
                              zaszkodzilo, I wywalic go na dwor, bo zarzygal mi podloge? To ja jestem
                              bulimiczka, nie kot, wiec wez papier I po kocie posprzataj.
                              Wczoraj odkurzylam dywan, wrocilam do domu a dywan caly w kociej siersci, bo
                              sie koty napierzaly – sorry, to jest konsekwencja posiadania kota, wiec albo
                              zaakceptuj fakt siersci na dywanie, albo za odkurzacz I sprzataj
                              A jeszcze rok temu kot ladowal za takie cos na dworzu, a jeszcze rok temu
                              zdarzalo sie ze nie kupilam mu zarcia bo mi sie wyjsc nie chcialo z domu.
                              To zwierzeta, a ludzie?
                              Czasami nocuje u mnie znajomy, zazwyczaj po bankietach, zeby nie jechac daleko
                              do domu. Zawsze obiecuje ze bedzie przed 1-sza. Dwa razy ostatnio zdarzylo sie
                              ze wrocil po 4-tej, budzac mnie przy tym.
                              Czy ja jestem na niego zla? Kiedys bym byla. Teraz bardziej patrze na to, ze on
                              sobie sam szkodzi, bo przespi sie 2 godziny I bedzie musial wstac do pracy;
                              mnie o czwartej w nocy moglo wiele innych rzeczy obudzic, niekoniecznie on,
                              wiec czy musze akurat znajdywac w tym powod do pretensji?
                              Chyba nie.

                              I wiele tego typu rzeczy.
                              Patrze na te zmiany w sobie I sie ciesze.
                              I wiem jeszcze jedno: pamietam jak kiedys, gdy zdarzylo sie w moim zyciu cos
                              nieprzyjemnego, odbieralam to jako cos zasluzonego, pilam, ale zle rzeczy
                              latwiej bylo mi akceptowac.
                              Kiedy zdarzylo sie cos milego natomiast, nie bylam w stanie znalesc odpowiedzi
                              dlaczego. I to mi szkodzilo chyba najbardziej.
                              Ja w obietnicach AA odnalazlam swoja odpowiedz na akceptacje rzeczy milych:
                              otwieram Wielka Ksiege na stronie 129 i czytam na glos. I potrafie sie cieszyc
                              z tego, ze rzeczy mile, tez sa czescia mojego zycia.

                              Dlatego AA. Dlatego AA jest dla mnie wazne I jest czescia mojego zycia.


                              ps. rozpisalam sie porzadnie, mam nadzieje ze ktos bedzie w stanie to
                              przeczytac.
                              • rauchen Re: Moje przeczucie... 20.01.07, 20:14
                                chyba mam potrzebe jeszcze napisania kilku slow:
                                otoz napisac na temat tego, co wydaje pomoglo mi w znalezieniu w AA celu:
                                mianowicie jedna z podstawowych rzeczy, bylo odkrycie czegos, o czym zawsze
                                marzylam, mianowicie przeczytania o sobie prawdy.
                                Z bardzo dawna pamietam, jeszcze z liceum, takie gdzies znalezione zdanie, ze
                                najlepiej czyta sie te ksiazki, ktore pisza o nas.
                                Kiedy wrescie zaczelam czytac Wielka Ksiege, inna literature AA, ja tam
                                znajdowalam wiele o sobie. Nie jestem sama, bo jest wiele innych podobnych mi
                                osob. Podobnie bylo gdy zaczelam czytac za czasow aktywnej bulimi, ksiazki o
                                bulimii. To bylo o mnie.
                                pamietam pierwszy raz, kiedy dowiedzialam sie ze bulimia to choroba, ze nie
                                jestem sama, choc przez dwa lata tak mi sie wydawalo. gdzies bedac u najlepszej
                                kolezanki, kolezanka musiala gdzies wyjsc na jakis czas, i rzucila mi
                                gazete, "Dziewczyne", otwierajac na konkretnej stronie i mowiac: wez sobie
                                poczytaj o tej wariatce, jak tak w ogole mozna cos takiego wyprawiac. I
                                zaczelam czytac o tej wariatce, czyli o sobie, bo byl to akurat artykul o
                                bulimiczce. Jednoczesnie kilka dziwnych uczuc: bycie uwazana za wariatke,
                                odkrycie ze nie jestem sama i to co robie jest choroba. Do tej chwili pamietam
                                ten moment. Potem czytalam jeszcze kilka ksiazek na ten temat, kilkakrotnie.
                                Kiedy juz wiedzialam ze jestem alkoholiczka natomiast, przypomniala mi sie
                                jedna strona z ksiazek o bulimi: a mianowicie ze wiele anorektyczek, bulimiczek
                                przechodzi pozniej w alkoholizm. I teraz tez pamietam ta strone w tej ksiazce,
                                choc ksiazki nie mam przy sobie. Mi wtedy nie bylo to potrzebne, wiec nie
                                skorzystalam z dobrej rady.Przypomniala sie pozniej, gdy bylo juz za pozno.

                                Nie przezywam gehenny, kiedy czytam literature AA, chociaz zanim za literatue
                                AA sie wzielam, gdzies balam sie tego co w niej jest zawarte, jakiejsc magii,
                                nie wiem czego tajemniczego, jakiegos srodka na niepicie. Kiedy zaczelam
                                czytac, myslalam ze wiele rzeczy bedzie dla mnie za trudnych, zwlaszcza ze do
                                tego nie czytalam po polsku. A jednak nic takiego nie znalazlam. gdzies po
                                prostu chyba sie podsumowalam, to wszystko. I mimo ze gdzies mi zarzucales
                                wolny, zem nawiedzona i fanatyczka AA, to prawde mowiac nie znalazlam nic, zeby
                                plynac pod prad, czytajac plynelam z pradem, w strone ktora byla zgodna z moimi
                                oczekiwaniami, i gdzies z moja filozofia, jaka chcialam miec.
                                To tez zaczelo byc dla mnie istotne.

                                Ponadto mysle tez, ze to co mi pomoglo w odnalezieniu sie w tym wszystkim, to
                                gdzies jakas intuicja, ktora mnie naprowadzala na wlasciwa droge, jesli
                                chcialam nia isc.
                                Na ostatnim meetingu byla mowa o tym, ze alkoholik widzi siebie jako osobe
                                niespelniona, nic mu sie nie udaje, jest taki i owaki, i nie widzi w sobie nic
                                pozytywnego, zadnych osiagniec. Rada jaka na to padla, jest rozpoczecie
                                znajdowania dobrych stron siebie, tzw blogoslawienstwa, ktore otrzymalam od
                                zycia, potem akceptacja siebie.
                                I mnie na przyklad strasznie to zaciekawilo, bo pamietam, dzien po pierwszym
                                meetingu, kiedy jeszcze nie moglam jeszcze tego wiedziec, bo slyszalam to
                                dopiero na ostatnim meetingu, siedzialam w domu i rozpaczalam tak nad soba,
                                jaka to ja biedna itp. I pamietam ze gdzies przez przypadek spojrzalam na cos,
                                czym zajmuje sie wlasciwie przez ostatnie dziesiec lat, przerywalam na czas
                                picia, ale wracalam, robilam dalej. I w tym momencie przyszla mi mysl do glowy,
                                ze tak wlasciwie nie jest prawda, ze nic nie osiagnelam w zyciu. Ze w stosunku
                                do tej mojej pracy, wykonywanej przez ostatnie 10 lat, zaczynajac od zupelnego
                                zera, sama doszlam do momentu, kiedy potrafie zadziwiac swoja wiedza innych.
                                Zostawilam sobie na poczatek tylko i wylacznie ta jedna rzecz, jako moje
                                blogoslawienstwo, osiagniecie, moje dzielo. Trzymalam sie tego, i stopniowo
                                zaczely pojawiac sie inne blogoslawienstwa w moim zyciu, ktorych po prostu
                                niedocenialam.
                                Sama nieswiadomie zrobilam cos, co jak inni na meetingu opowiadali, robili
                                dopiero po dostaniu takiej rady od swojego sponsora, bo sami na to nie wpadli.
                                I jest wiele tego typu rzeczy, wychodzacych ode mnie, nie napchane przez AA-
                                owcow, za pomoca prania mozgu. Oznaczaloby to to, ze pranie mozgu przeszlam
                                zanim sobie ten mozg dalam wyprac przez innych. Wiec cos mi tu nie pasuje.

                                Tak to mniej wiecej wyglada. przy czym wiem ze jeszcze i tak duzo nauki mam
                                przed soba; a ja chyba uczyc sie lubie :)


                              • cortona Re: Moje przeczucie... 22.01.07, 13:57
                                Jedno sprostowanie, Rauchen. Kot nie przynosi myszki, żeby ją zjeść w swojej
                                miseczce, tylko przynosi ją dla Ciebie, jako dowód największej miłości i oddania.
                                Gdzieś czytałam, że tak należy rozumieć te prezenty od kotów.
                                • e4ska Re: Moje przeczucie... 22.01.07, 14:47
                                  A ja znowu słyszałam wersję hodowlaną, wywodzącą się z czasów Popiela: kot sobie
                                  przyniesie jedną myszkę, drugą sobie przydźwiga, a po jakimś czasie w domu
                                  grasują cztery, osiem, szesnaście, trzydzieści dwie, itd... same kotu włażą w zęby.

                                  Tylko wyrodna ludzkość przeszkadza kotom w realizacji kocich marzeń.

                                  Ciekawe, co na to nasza Mysza.
                                  • myszabrum Re: Moje przeczucie... 22.01.07, 15:05
                                    Kot moich rodziców założył hodowlę myszy w kuchni. Przyniósł jedną - zwiała,
                                    drugą - zwiała, a po miesiącu za szafkami było już mysie gniazdko.

                                    Gdy rodzice odsunęli szafkę, kot oczywiście udał, że to nie jego sprawa i
                                    demonstracyjnie wyszedł z kuchni. Trzeba było wołać psa...
                                    • jerzy30 bo kot poluje w ogrodzie a nie w mieszkaniu 22.01.07, 15:22
                                      to inne terytorium - w domu wszyscy sa domownikami - myszy tez
                                • jerzy30 i jest to dla kota - zarloka - ogromne 22.01.07, 15:20
                                  poswiecenie swojej zdobyczy - a ponadto jest to znak ze cie traktuje jak
                                  domownika i dba o ciebie - moj przynosi wroble, slimaki itp.
                          • tranzyt80 Re: Moje przeczucie... 20.01.07, 18:23
                            mialczysz,jeczysz,stekasz na okraglo to samo i na dodatek tylko i wylacznie na
                            temat siebie samego,a jak ktos wykazuje za malo zainteresowania
                            tam sykniesz tu sykniesz i szybciutko znowu
                            "patosik-epopejowy" o sobie samym...


                            zacznij pomagac innym,odpisuj ludziom szukajacym pomocy na forum
                            Uzaleznienia,wtedy nie bedzie ci sie nudzilo,doradzaj,analizuj innych
                            jak wszyscy inni stali bywalcy,kazdy na swoje mozliwosci,
                            poczujesz sie lepiej i znajdziesz zbozny cel,
                            kazdemu jednemu by sie znudzilo w kolko macieja tylko o sobie samym pisac,

                            z twoja praktyka jestes juz specem-alkoholikiem,przeszedles wszystkie etapy i
                            procesy w tej dyscyplinie,
                            masz wiec ogromne doswiadczenie jako alkoholik,jako uczestnik przeroznych
                            posiedzen psychiatryczno-terapeutycznych indywidualnych i zbiorowek,jako
                            trzezwiejacy alkoholik w AA, nawet jako krytykujacy alkoholik tez;),a na koniec
                            zebrales doswiadczenie jako alkoholik
                            probujacy ponownie smaku piwa,znaczy sie wiesz chlopie wszystko,a nawet za duzo.

                            Czas najwazszy siebie samego zapomniec,a skupic sie na pomocy innym
                            alkoholikom...
                            Nie dziekuj za rade tylko do dziela !!!:)
                            • aaugustw Re: Moje przeczucie... 21.01.07, 14:05
                              tranzyt80 napisał:
                              > ...znowu "patosik-epopejowy" o sobie samym...
                              > zacznij pomagac innym...
                              ______________________________________________.
                              Na tym i tylko na tym polega pomoc drugiemu...!
                              A...
                          • aaugustw Re: Moje przeczucie... 21.01.07, 13:29
                            wolny32 napisał:

                            > doskonale wiem, ze czesto zachowuje sie jak dzieciak, jak nastolatek
                            > chociaz ja to widze bardziej jako wiecznego hippisa.
                            _____________________________________________________.
                            A kiedy Ci o tym pisalem, (na Twoje zyczenie), byles
                            na mnie zly...! - Trzezwymi badzmy, nawet wtedy kiedy
                            nie jestesmy alkoholikami...!
                            A... ;-))
                            Ps. Te mysli o "hippisie", to tez pijane mysli, ktore
                            tylko oszukuja, jak ten "diabelek" siedzacy za uchem.
    • jerzy30 wolny - masz tu gdzies w srodku odpowiedz dla 20.01.07, 18:28
      ciebie - pozdrawiam
      • jerzy30 rauchen - co otrzymalam od niej to 20.01.07, 18:40
        "co otrzymalam od niej to rady, jak wazne dla mnie jest chodzenie na meetingi,
        ze nie powinnam tygodnia oposcic, miesiaca tym bardziej]
        JA slucham sie sam siebie - inaczej tacy natarczywi Aowcy wystraszyliby mnie z
        mityngow - tez slysze "za rzadko chodzisz" - a ja swoje - chodze raz na kilka
        miesiecy - tez mnie razily wypowiedzi innych aowcow i raza czsami dajej [ale
        coraz rzadziej bo z tych ich wypowiedzi wyluskuje to co jest cenne dla mnie] -
        ponadto trzezwieje dla siebie a nie dla innych
        Co do kotow to one myszki przynosza nam do domu by sie z nami tymi myszkami
        podzielic
        Tez czsami zygaja na dywan - no ale taka natura jest kota.
        Co najciekwasze to nasz kot Pirat zalatwia sie w ogrodzie - nigdy w domu -
        chociaz jest kuweta z piaskiem dla Miki [kotka] - kot pirat wychodzi na dwor i
        przechodzi do ogrodu sasiada - w naszym ogrodzie nigdy nie brudzi - skad on
        bestia wie ze masz ogrod to nasz ogrod i ze w nim brudzic nie mozna.
        Nasz pirat to jeszcze potrafi nasikac na sweter lub do butow naszych gosci
        [chyba na zasadzie ze nie lubi by "obcy" mu sie krecili po JEGO domu.
        Pozdrawiam
        • rauchen Re: rauchen - co otrzymalam od niej to 20.01.07, 19:16
          ja zawsze pamietam to powiedzenie, uslyszane w filmie 28 z Sandra Bullock:
          zanim bedziesz w stanie zbudowac prawdziwa relacje z kims, kup sobie kwiatek,
          jak kwiatek po roku bedzie nadal kwiatkiem, kup sobie zwierze, jak po roku
          zwierze wciaz bedzie zylo, znaczy nadajesz sie do budowania relacji.
          Kot przyblakal sie do mnie zanim jeszcze przestalam pic, i mieszka przez
          zasiedzenie, wciaz zyje, ale wydaje mi sie ze jak pilam, mimo ze czesto nie
          kupowalam mu zarcia, bo wazniejszy byl alkohol, przez co kot dostawal zazwyczaj
          niezle kaski z zamrazarki, to popadal w jakas dziwna depresje.
          Kwiatkow w domu nie udalo mi sie utrzymac, padly wzystkie, oprocz orchidei jak
          na razie, ktora dostalam z okazji pol roku niepicia, ale nawet nie zakwitla
          teraz w grudniu, bo moje mieszkanie nie nadaje sie do hodowania kwiatkow
          niestety. W maju moze bedzie lepiej, i znow zakwitnie, bo w sumie listek nowy
          wypuscila.

          A koty tez maja swoje charakterki, jak i ludzie, wiec tez wiele wnosza do
          zycia. A ile radosci potrafi do zycia wniesc kociatko ktore po raz pierwszy
          widzi padajacy snieg. Radosc po polnocy, sasiedzi spia, a ty od smiechu
          powstrzymac sie nie mozesz patrzac na tego kota :))))
          • promocja_tys Re: rauchen - co otrzymalam od niej to 21.01.07, 00:50
            Rauchen, jesteś urocza! :)

            Ja też nie miałąm ręki do roślin, padała mi każda i ogólnie: katastrofa. Ale
            rośliny które dostałam od męża, były tak "zaprawione w bojach", że nawet jak
            zapominałam ich podlac - nie usychały. Rozsną jak szalone ichyba mnie
            lubią?! :))

            Zwierząt nigdy nie lubiłam bo ich nie rozumiałam i bałam się ich. Kot mojego
            męża jest wyjątkiem. To taka cwana bestia, niezależna a jednocześnie taki
            pieszczoch. Charakter ma wredniacki ale potrafi człoeika rozłożyc na łopatki
            jak przychodzi się piszczochac.

            Bardzo ją pokochałam i bardzo jestem zdziwiona, że było mnie na to stac w
            stosunku do zwierzęcia. Musiałam chyba wyprac sobie mózg przypadkiem. :)

            Do innych zwierzą mój stosunek nie zmianił się.
        • promocja_tys Re: rauchen - co otrzymalam od niej to 21.01.07, 00:45
          mój kot nazywa się Kot Biały Zbój i jest dziewczyną. Ma 6 lat i w tym roku
          będzie matką. Włąśnie mam problem ze znalezieniem jej partnera bo na forach
          ludzie są przeciwni rozmnażaniu kotów i nawet fakt, że mam domu dla przyszłych
          kotków nie przekonuje ich. Zresztą oni swoje zwierzaki kastrują i tyle. Ja nie
          byłabym w stanie pozbawi mojej macieżyństwa (jeden kotek zostanie z nami na
          zawsze). A jaki jest ten Twój kotek? Mój biały trikolor, rasa: biały kot
          europejski :)
          PZDR
          • jerzy30 rauchen i promocja 21.01.07, 13:20
            kotka miki ma 16 lat i jest panienka i chyba nas przezyje - kot pirat
            [niekastrowany - to bylaby zbrodnia] ma lat chyba 4 bo sie nam wmeldowal ze dwa
            lata temu i mieszka sobie - miki - szara - pirat czarno-bialy - obydwa dachowce
    • wolny32 Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 22.01.07, 15:29
      Do tranzyta:


      nie moge pomagac, bo moje zasady i idee jako nietypowe i krytyczne natychmiast
      spotykalyby sie z obrazliwymi wpisami np Augusta i obelgami pod moim adresem,
      po co mi to.

      jak moge pomagam ludziom prywatnie.
      rowniez w motywowaniu do niepicia.


      uwaga Augusta o tym, ze "dawno mi mowil to sie obrazalem"

      po pierwsze to byl zart- nawiazanie do Tytusa r. i a.

      po drugie- liczy sie cel- August chcial mnie obrazic i zakwetionowac moje sady.

      to, ze ktos, np ja przejawia dziecinne zachowania, nie znaczy ze kazdy jego
      wywod jest dzieciinny i nalezy go skasowac, a do tego zmierza tu czesto rauchen
      i August na przyklad.

      Uwaga o hippisie- ze jako ten hippis niby mam pijane myslenie-

      owszem, moze to w Twoim widzeniu jest pijane
      ale w moim nie.

      zastanow sie lepiej, czy to wszystko co robisz to nie jest w jednym wielkim
      pijackim widzie.

      ta megalomania, ten fanatyzm, chec zmieniania wszystkich i wszystkiego na swoja
      modle- toc to typowe z definicji pijackie czy pijane zachowania.

      a klamstwa
      ( udowodnilem Ci kiedys bardzo powazne oszczerstwo)
      ???

      stary, jestes pijany, jestes nawalony jak stodola, uciekaj do poradni.


      Rauchen, twoje wpisy przeczytam niebawem jak bede mial wiecej czasu.

      z relacjami z ludzmi to oczywiscie jest problem

      tylko problem nie urodzil sie z butelki tylko byl

      butelka tylko ew. poglebila

      wiec przestac pic to nic nie daje.

      wiem to po sobie.

      jezeli ktos ma klasyczne alkoholowe problemyto sama abstynencja juz wiele daje,
      a jeszcze jak sie cos robi- suoper

      ale jak problemy leza gdzie indziej to niestety inaczej


      i nie mowie tu o sobie tylko.



      • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 22.01.07, 15:50
        wolny32 napisał:

        > Do tranzyta:
        > stary, jestes pijany, jestes nawalony jak stodola, uciekaj do poradni.
        _______________________________________________________________________.

        ??????????????????????????? :-((
        A... ;-))
        • tranzyt80 August jestes pijany, jestes nawalony...do poradni 23.01.07, 19:15
          wolny32 napisał:

          >po drugie- liczy sie cel- August
          ...
          > stary, jestes pijany, jestes nawalony jak stodola, uciekaj do poradni.
          • tranzyt80 Re: August "jestes pijany, jestes nawalony" 23.01.07, 19:55
            ale nie smuc sie
            bo dopoki jeszcze lazisz po tej ziemi
            dopoty pilka jest w grze
            i
            zawsze masz szanse przetrzezwienie

            PS.
            August,tys pijany i na dodatek zlosliwy ? uj,uj,uj...ciezko masz;)
            jak widac
            twoj Bog(SW) bardzo cie nie lubi i smaga i kaze za ostro...nie sadzisz :)
            • aaugustw Re: Tranzycie - czytaj uwazniej teksty... 23.01.07, 20:18
              tranzyt80 napisał:
              > August,tys pijany i na dodatek zlosliwy ? uj,uj,uj...ciezko masz;)
              > jak widac twoj Bog(SW) bardzo cie nie lubi i smaga i kaze za ostro...nie
              sadzisz :)
              ______________________________________________________________________.
              Tranzycie, przeciez kazdy na tym forum wie, (ja tez!) ;-)) ze Wolny
              napisal te obrazliwe slowa w moim kierunku, tylko ze wyszlo mu to tak
              niezdarnie, bo on pisal do Ciebie - "Tranzyta" a potem, w trakcie swego
              pisania zacietrzewil sie tak mocno, (jak Hitler w czasie swoich
              przemowien, nb. raz porownal sie z nim - nie wiem juz o co mu szlo),
              wtedy sciemnilo go juz tak mocno, ze zapomnial on o tym, ze pisze do
              Ciebie i wraz napisal wlasnie cos takiego;
              "Tys pijany, idz do przychodni..." (czy jakos tak!) ;-))
              Ja przytoczylem to potem jako zart, a nie dlatego zeby Ciebie obrazac.
              A...
              Ps. mam szacunek i respekt do Ciebie, mimo ze... ach Ty wiesz...! ;-))
              • tranzyt80 Re: AAugustw - czytaj uwazniej teksty... 23.01.07, 23:56
                aaugustw napisał:
                > Ja przytoczylem to potem jako zart, a nie dlatego zeby Ciebie obrazac.

                > Ps. mam szacunek i respekt do Ciebie, mimo ze... ach Ty wiesz...! ;-))

                -kilka dni bylem na forum nieobecny,widocznie znowu wypadlem z
                tej specyficznej czestotliwosci jaka pulsuje zycie tego forum,
                skoro automatycznie zareagowalem wg.zasady
                "oko za oko,zab za zab",
                odplacajac ci przyjacielsko pieknym za nadobne :)

                PS.
                tez chcialem rzucic tekstem(kamieniem;)w pewna pania,
                ale uslyszalem:rzucaj jak sam jestes bez grzechu...
                takze nie tresc zacytowanego zdania wolnego a styl i metoda podjazdu
                wywolaly u mnie usmiech od ucha do ucha ;)




      • janulodz No to się stało 22.01.07, 18:46
        Trudno Wolny.
        Miałem zamiar nie zabierać już więcej głosu na twoich wątkach, ale ostatnia napisana przez Ciebie wypowiedź mnie powaliła.
        Trzy sprawy:
        1.
        Cyt. "nie moge pomagac, bo moje zasady i idee jako nietypowe i krytyczne natychmiast spotykalyby sie z obrazliwymi wpisami np Augusta i obelgami pod moim adresem" - większego idiotyzmu dawno nie czytałem. Klasyczny przykład megalomanii i egocentryzmu. Nie pomaga, bo ma inne poglady i na dokładke boi sie Augusta. Bzdura- ty nie pomagasz, bo nie czujesz takiej potrzeby. Ty się musisz tutaj popisać.
        Może i pomagasz prywatnie. Choć mocno w to wątpię.
        2.
        cyt. "Rauchen, twoje wpisy przeczytam niebawem jak bede mial wiecej czasu."
        - no oczywiście . Ciebie nie interesuje, kto co myśli i co czuje. Ciebie to nie dotyczy. Jak rauchen by cie zrąbała, to co innego. Ale ona pisała o sobie.
        A co cię to obchodzi.
        3.
        cyt." tylko problem nie urodzil sie z butelki tylko byl butelka tylko ew. poglebila wiec przestac pic to nic nie daje.
        wiem to po sobie.jezeli ktos ma klasyczne alkoholowe problemyto sama abstynencja juz wiele daje,-
        znów stawiasz się ponad wszystkimi. Twój problem jest kosmiczny. Nie urodził się z butelki. Butelka ci nie pomogła. Wszyscy inni nie mieli żadnych problemów. Wystarczy, że nie pija. a jak jeszcze coś robią to już jest super.
        Wolny. Ja też byłem młody. Też miałem problemy egzystencjonalne. Miałem pryszcze, polucje, problemy z nawiazaniem relacji z płcią przeciwna. Żyłem w świecie marzeń i zetknięcie z prozą zycia bardzo bolało. Z igły robiłem widły. Nie znosiłem krytyki (to mi jeszcze zostało) Ale do Q-rwy nędzy w końcu dorosłem.
      • aaugustw Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 22.01.07, 18:55
        wolny32 napisał:
        > jak moge pomagam ludziom prywatnie.
        > rowniez w motywowaniu do niepicia.
        - - - - - - - - - - - -
        Jezeli masz na mysli chorobe alkoholowa i naprawde to robisz,
        wiedz, ze przynosisz tym chorym wiecej szkód, anizeli pozytku.
        Jak mozna dawac komus cos, czego samemu sie nie ma...!?
        - - - - - - - - - - - - - - - -
        wolny32 napisał dalej:
        > August chcial mnie obrazic i zakwetionowac moje sady.
        > to, ze ktos, np ja przejawia dziecinne zachowania, nie znaczy ze kazdy jego
        > wywod jest dzieciinny …
        - - - - - - - - - - -
        Ja moge chciec duzo Wolny - nie badz dzieckiem...
        ________________________________________________.
        wolny32 napisał dalej:
        > Uwaga o hippisie- ze jako ten hippis niby mam pijane myslenie-
        > owszem, moze to w Twoim widzeniu jest pijane ale w moim nie.
        - - - -
        Wiem...! :-(
        _______________________________________________________________.
        wolny32 napisał dalej:
        > a klamstwa
        > ( udowodnilem Ci kiedys bardzo powazne oszczerstwo)
        > ???
        - - - - - - - - - - -
        Tak...!? - Ciekaw jestem, gdzie ja jeszcze klamie...!? -
        Przypomnij mi...! ;-))
        ___________________________________________________________.
        wolny32 napisał dalej:
        > jezeli ktos ma klasyczne alkoholowe problemyto sama abstynencja
        juz wiele daje, a jeszcze jak sie cos robi- suoper ale jak problemy
        leza gdzie indziej to niestety inaczej i nie mowie tu o sobie tylko.
        - - - - - - - - -
        Suuuper...!
        A... ;-))

      • rauchen Re: stalo sie, stalo sie, to co mialo sie stac 22.01.07, 22:50
        "jezeli ktos ma klasyczne alkoholowe problemyto sama abstynencja juz wiele
        daje,
        a jeszcze jak sie cos robi- suoper
        ale jak problemy leza gdzie indziej to niestety inaczej
        i nie mowie tu o sobie tylko."

        Wolny, wiele razy ostatnio wpinam do wlasnych problemow, problem bulimi, ktora
        byla przed alkoholizmem.
        Ostatnio pisalam, ze lekarz przepisal mi pierwsze psychotropy w wieku 8 lub 9
        lat - bralam tylko dwa miesiace, bo moja matka nie miala czasu chodzic ze mna
        po lekarzach.
        Przeciez to od swiadczy tylko o tym, ze moj problem nie lezy tylko w
        alkoholizmie, moim alkoholizmie, jest gdzies glebiej.
        Moj ojciec byl alkoholikiem na dlugo przed tym zanim sie urodzilam, ja nawet
        nie znam najglebszej fazy jego alkoholizmu, potem jakos przystopowal z piciem
        choc pil, do tego wspoluzalezniona matka, ktora swoim wspoluzaleznieniem tez w
        moim zyciu wniosla wiele spraw, tworzacych dla mnie problemy.
        Dla mnie, juz alkoholiczki zamkniecie butelki nic nie dalo, bo po miesiacu
        wracalo picie, lub napady obzarstwa, lub mania zakupow, mania niespania, bo wg
        mnie tracilam czas - u mnie samo zamkniecie butelki nic nie dalo, jesli nie
        zaczelam pracowac nad soba.
        Zarzucasz mi latanie na meetingi - ja w tym widze wlsnie robienie cos z soba,
        nie tylko zamkniecie flaszki.
        Zarzucasz mi bieganie po psychiatrach zeby mi mozg pral - ale ja tu widze
        wlasnie cos robienie, a nie tylko odstawienie flaszki, bo to samo nie pomoglo.
        Zarzucasz mi branie psychotropow - nie zaczelam ich brac po odstawieniu
        flaszki, tylko po kilku miesiacach - tez po to, zeby cos robic.

        Kiedy zaczelam pic alkohol, bylo fajnie bo dobrze na mnie dzialal, potem choc
        juz nie dzialal dobrze, a nawet tragicznie, tez pilam, BO PROBLEMY MIALAM!!!

        I mysle ze teraz, jesli nagle odstawilabym flaszke, na bulimie poszla do
        dietetyka jak radzila eska komus, to ja gdybym nie zaczela cos zrobic z tymi
        PROBLEMAMI, on by dalej byly; az bym najprawdopodobniej zwariowala, bo wydaje
        mi sie ze wytrzymalosc ludzka na problemy, faktyczne czy tez urojone, jest
        ograniczona, az cos w glowce peknie, i juz bedziemy szczesliwi, bo odcieci od
        realnosci zupelnie.
    • wolny32 papapapapapapapapapapa 23.01.07, 18:17
      This is the end
      Beautiful friend
      This is the end
      My only friend, the end

      Of our elaborate plans, the end
      Of everything that stands, the end
      No safety or surprise, the end
      I'll never look into your eyes...again

      Can you picture what will be
      So limitless and free
      Desperately in need...of some...stranger's hand
      In a...desperate land

      Lost in a roman...wilderness of pain
      And all the children are insane
      All the children are insane
      Waiting for the summer rain, yeah

      There's danger on the edge of town
      Ride the king's highway, baby
      Weird scenes inside the gold mine
      Ride the highway west, baby

      Ride the snake, ride the snake
      To the lake, the ancient lake, baby
      The snake is long, seven miles
      Ride the snake...he's old, and his skin is cold

      The west is the best
      The west is the best
      Get here, and we'll do the rest

      The blue bus is callin' us
      The blue bus is callin' us
      Driver, where you taken' us

      The killer awoke before dawn, he put his boots on
      He took a face from the ancient gallery
      And he walked on down the hall
      He went into the room where his sister lived, and...then he
      Paid a visit to his brother, and then he
      He walked on down the hall, and
      And he came to a door...and he looked inside
      Father, yes son, I want to kill you
      Mother...i want to...fuck you

      C'mon baby, take a chance with us
      C'mon baby, take a chance with us
      C'mon baby, take a chance with us
      And meet me at the back of the blue bus
      Doin' a blue rock
      On a blue bus
      Doin' a blue rock
      C'mon, yeah

      Kill, kill, kill, kill, kill, kill

      This is the end
      Beautiful friend
      This is the end
      My only friend, the end

      It hurts to set you free
      But you'll never follow me
      The end of laughter and soft lies
      The end of nights we tried to die

      This is the end
      • aaugustw Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 20:02
        wolny32 napisał:

        > This is the end
        > Beautiful friend
        > This is the end
        > My only friend, the end
        > :::::::::::::::::::::::
        > The west is the best
        > The west is the best
        > Get here, and well do the rest...
        __________________________________.
        "Liryka" z albumu "The doors".
        Ci maja wytrzymalosc psychiczna...!
        A...
        • myszabrum Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 20:11
          Z tą wytrzymałością to raczej wręcz przeciwnie. Lider grupy fundnął sobie "złoty
          strzał", pozostali już nic wielkiego nie nagrali.
          • aaugustw Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 20:31
            Myszabrum napisała:
            > Z tą wytrzymałością to raczej wręcz przeciwnie. Lider grupy fundnął
            sobie "złoty strzał", pozostali już nic wielkiego nie nagrali.
            - - - - - - - - - - -
            A Rauchen pisze, cyt.: > "...sie zacpal i zapil w wieku 28 lat..." <
            ____________________________________________________________________.
            Zaraz widac, ze ja wiecej wiem o "Musikantenstadl"!
            Muzyka to moja "pieta Achillesa", choc spiewac lubie i nie falszuje!!
            A... ;-))
            • myszabrum Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 20:44
              "Złoty strzał" to jest właśnie potoczne określenie przedawkowania narkotyku
              (zwykle heroiny). Często jest to przedawkowanie świadome.
              • rauchen Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 21:11
                wolnemu tez czesto cos "strzela" do glowy, i wypisuje takie rozne na forum :)
      • rauchen Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 20:06
        oj, chyba sie troche spozniles, wolny.
        Ten to sie zacpal i zapil w wieku 28 lat, a ty juz ponoc 30 masz :)
        Popracuj nad brzuszkiem, od piwa pewnie powinien urosnac,
        i nie bedziesz juz narzekal zes przystojny :)
        • havana06 Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 20:58
          Rauchen, coś Ty?!
          Wolny jest przystojny z tym swoim nadrozwinietym mięśniem piwnym??
          On jest tylko młodym człowiekiem.
          Kto , tu jest przystojny na FU to ja się domyślam.
          Wolny32 odezwij się.
          Może nie jestem doskonałą inteerlokutorką dla Ciebie (umysł i wykształcenie
          ścisłe) nie mniej ciekawa jestem co u Ciebie.
          Jeśli nie chcesz odpisać to wiedz, przynajmniej, że jestem Ci bardzo życzliwa.
          havana
          • rauchen Re: papapapapapapapapapapa 23.01.07, 21:20
            a co u wolnego moze byc?
            Muzyk bez gitary, choc powrot do muzyki ma w planach, ktory chcialby byc taka
            legenda jak Morisson, i zacpac sie w wieku 28 lat, a jednoczesnie pobic
            murzyna, i pozniej jak Bono z powodow wyrzutow sumienia wspomagac Afryke.
            Tak mniej wiecej wyglada sprawa wolnego wg mnie.
            • e4ska Re: papapapapapapapapapapa 24.01.07, 01:06
              A według mnie wygląda inaczej. Masz, Rauchen, gitarę? Wspomagasz dzieci w Afryce?
              Widzisz coś złego w muzycznych zdolnościach albo w pomocy dzieciom afrykańskim?
              Pewnie, najlepiej okradać biednych z ich bogactw, a jak się zbuntują, to cpać im
              bomby na łeb...

              To już lepiej ćpać u siebie. We własnym europejskim odwyku.

              Gdybym się osobiście miała zaćpać w wieku 28 lat, wolałabym być Morrisonem niż
              Mańką z Kozin (to taka łódzka dzielnica).
              • kolejanek Re: papapapapapapapapapapa 24.01.07, 17:02
                e4ska napisała:
                >
                > Gdybym się osobiście miała zaćpać w wieku 28 lat, wolałabym być Morrisonem niż
                > Mańką z Kozin (to taka łódzka dzielnica).

                Może się zreinkarnował w jakimś Wolnym z Woli,wali piwska w pubach i nikt sie na
                nim nie poznaje:(
              • rauchen Re: papapapapapapapapapapa 24.01.07, 17:58
                ale Morissonem nie jestes, ja tez nie jestem, a wolny chyba raczej tez nie jest.
                Problem, no nie?
                I jaki dodatkowo problem, jak ktos chce byc i morissonem i bono jednoczesnie.
                Morrison klamal, i podawal ze jego rodzice zgineli w wypadku.
                Bono, w 1981 roku, z U2, stworzyli utwor z racji wybuchu stanu wojennego w
                Pölsce.
                Troche trudno byc i jednym i drugim.

                PS zapewne wiesz ze morisson przyjechal do Europy na "odwyk", i w pewnym
                momencie odzwyczail sie od zycia. C'est la vie.
                • jerzy30 Re: papapapapapapapapapapa 24.01.07, 19:44
                  takiego drugiego zespolu jak DOORS to juz niestety nie bedzie - tak samo
                  Hendrixa i Nirwany czy Joplin - niestety to se nee vrati - oni byli genialni
    • jerzy30 wolny - ty sie z nami tak nie zegnaj - wrocisz tu 23.01.07, 22:50
      nie raz jeszcze - to forum to takie uzaleznienie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka