wolny32
15.01.07, 15:47
rauchen, mam dla Ciebie dwie wiadomosci, dobra i zla.
Od ktorej zaczac?
Zaczne od dobrej.
Przedwczoraj w godzinach wieczornych napilem sie piwa.
Zla jest taka:
wypilem tylko jedno i nie wypilem nastepnego.
kolejna zla: nie chcialo mi sie nastepnego piwa. wrecz odwrotnie- chcialem,
aby ten szum z glowy juz minal.
no i jeszcze jedna dorba- czulem sie po tym czynie jak zbity pies.
A teraz powazniej- to jest prawda.
Nosilo mnie od pewnego momentu- od kilku tygodni- z tym jednym piwem.
Wiem, ze to dziecinne, i tak tez o tym myslalem, dlatego tyle
czasu "wytrzymalem".
Nosily mnie dwie mysli: pierwsza-
to to wmawianie mi, ze po pierwszym piwie nastepno od razu kupie drugie i
pojde w ciag.
Wiedzialem, ze tak nie bedzie, ale wmawialo mi to kilka powaznych osob, wiec
czulem wewnetrzny ogromny dyskomfort.
Drugie napicie wynikalo z tego, ze ja niby " nie moge".
No i jeszcze wkurzala mnie ta swiadomosc, ze jak juz nie pije 1.5 roku tu
juz "szkoda tyleczasu".
Taki element olimpijski, takiego niepicia na wyscigi, dla rekordu i wyniku.
takiej motywacji do niepicia " bo szkoda tyle czasu"
Wkurzalo mnie to, ze "nie wolno",ze " musze" wiec jak 16 latek chcialem sobie
udowodnic, ze mi wolno.
I tu powiem swoje wrazenia- bo byly jak chyba u 16 latka.
1. jako ze nie pilem nic od 1.5 zaszumialo mi mocno we lbie- ale nie byl to
szum zbyt przyjemny- zaden fajny rausz tylko po prostu krecenie sie w glowie
( po jakiejs godzinie od wypicia olozylem sie spac, to ze wczesniej 2 noce
nie spalem moze wplynelo na reakcje)
2. piwo mi baaaardzo nie smakowalo.
bylo ohydne- a byl to Guiness original a nie jakies marketowe siki.
Godzine pozniej pilem meko i bylo o niebo lepsze.
3. jednak terapeuci zasiali pewne ziarno- gdy sie obudziem po kilku sekundach
napadl mnie taki gaszcz wyrzutow sumienie ("zmarnowalem 1.5 roku", "teraz juz
koniec", "teraz juz pojde w tango")
, obsesyjnych mysli (j.w.),
a w zwiazku z tym leku i depresji
ze poczulem sie dokladnie tak samo jakbym wypil nie 1 piwo tylko 3 dni po 24
piwa!
najgorsze jest to, ze nie zgadzam sie z tymi myslami i uczuciami, a jednak je
czulem.
ale- poczulem sie, jakby mi ktos przywlil obuchem w leb. fatalnie. nie moglem
zasnac, nie moglem sie na niczym skupic.
9 chociaz to tez moja ostatnio reakcja- na wiele rzeczy tak reaguje, gdy np
nie zeszla kwota z mojej karty i nie wiedzialem dlaczego mialem caly dzien
jakby ktos mnie mlotem)
Ogolnie bilans jest taki: troche zeszla ze mnie ta presja, ze "nie wolno"-
acz nie do konca ( co mnie martwi)
ale
mam teraz inna.
a nawet o wiele wiecej innych.
w koncu mam szczere i autentyczne, wlasna decyzja podjete zamierzenie "nie
bede pic"
i uznanie " picie nie jest dla mnie dobre"
oraz " picie jest malo wazne"( skupialem sie na tym tak dlugo- a tu bach,
poszlo i nie ma)
nie bede juz nie- pil bo nie wolno, bo juz poltora roku, bo inni zabronili,
bo bo bo bo o itp
nie bo nie, bo nie chce i juz.
jedna rzecz ktora mnie mocno zmartwila to wlasnie te wkodowane w glowe leki i
obsesje ktore sie odezwaly po wypicu ( a wlasciwie juz w momencie gdy puszka
zrobila psssst, a nawet przy ladzie)
wykodowac te eki to bedzie dopiero wyzwanie, aby naprawde juz w decyzji o
niepicu nie bylo zadnych elementow strachu.
ale mam nadziehe, ze sie uda.