Gość: ONA
IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl
08.04.03, 20:01
Początek historii znacie. Przedstawiam fakty: trwały poszukiwania go.
Zaangażowała się cała rodzina, znajomi, nawet sąsiedzi i znajomi z pracy. Był
w domu i pił. Tak jak mówiliśie. Ja nie miałam i nie mam z nim żadnego
kontaktu. Wszystkie informacje mam od innych. Fakty z dzisiaj: sąsiadka
zadzwoniła po karetkę (stan był tragiczny -sąsiadka mówiła, że w takim stanie
nigdy go jeszcze nie widziała, a zna go już ok. 15 lat). Zabrali go do
szpitala. Przestraszona zadzwoniłam do szpitala. I co? Nie uwierzycie -
uciekł!!! Wyrwał sobie wenflon i po prostu uciekł! Lekarz dyżurny powiedział,
że teraz trzeba wnieść sprawę do sądu o przymusowe leczenie - inaczej nie
sposób go zmusić. Oni na siłę nie mogą go leczyć. Zgadzam się w zupełności.
Ale co robić teraz? Ja na pewno do niego nie pojadę. Ale gdyby ktoś z rodziny
chciał, to co? Swoją drogą jest niesamowicie silny - jutro będzie 2 tygodnie
jak zaczął pić. I jeszcze nie ma dosyć. Obawiam się, że może byc z nim
naprawdę bardzo źle. Co robić - czekać?
ONA