Dodaj do ulubionych

do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc

IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 20:01
Początek historii znacie. Przedstawiam fakty: trwały poszukiwania go.
Zaangażowała się cała rodzina, znajomi, nawet sąsiedzi i znajomi z pracy. Był
w domu i pił. Tak jak mówiliśie. Ja nie miałam i nie mam z nim żadnego
kontaktu. Wszystkie informacje mam od innych. Fakty z dzisiaj: sąsiadka
zadzwoniła po karetkę (stan był tragiczny -sąsiadka mówiła, że w takim stanie
nigdy go jeszcze nie widziała, a zna go już ok. 15 lat). Zabrali go do
szpitala. Przestraszona zadzwoniłam do szpitala. I co? Nie uwierzycie -
uciekł!!! Wyrwał sobie wenflon i po prostu uciekł! Lekarz dyżurny powiedział,
że teraz trzeba wnieść sprawę do sądu o przymusowe leczenie - inaczej nie
sposób go zmusić. Oni na siłę nie mogą go leczyć. Zgadzam się w zupełności.
Ale co robić teraz? Ja na pewno do niego nie pojadę. Ale gdyby ktoś z rodziny
chciał, to co? Swoją drogą jest niesamowicie silny - jutro będzie 2 tygodnie
jak zaczął pić. I jeszcze nie ma dosyć. Obawiam się, że może byc z nim
naprawdę bardzo źle. Co robić - czekać?
ONA
Obserwuj wątek
    • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.03, 22:13
      Witaj Ona wiem, że cierpisz, bo to wstyd, bo marnuje się człowiek.
      U Ciebie działają normalne ludzkie odruchy, ale co możesz zrobić?W jaki sposób jesteś w stanie mu pomóc?Odpowiem- Ci w żaden!!!
      Oddasz sprawę do sądu i co dalej? Sąd najpierw zwróci się o wydanie w tej kwestii opinii biegłych ( jest to lekarz psychiatra).Musisz mieć świadków,na to, że nadmiernie pije. Sąd w końcu wyda postanowienie o przymusowym leczeniu na tym koniec,rola sądu się konczy.Ty będziesz musiała wyegzekwować wykonanie postanowienia.
      Nit nikogo na siłę jeszcze nie wyleczył z alkoholizmu.Nie wierz w to...
      W tej chwili być może jest najbliżej pogodzenia się z tym, że jest chory.
      Jutro napiszę więcej.
      • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 23:41
        Stachu!Dzwonił do mnie jego syn. Zaproponował, by oddać go na leczenie do
        Ostrołęki - tam jest ośrodek, gdzie przyjmą go nawet w takim stanie już od
        zaraz. Ale jaka cena - 12.000 zł za miesiąc!!! Niewyobrażalne pieniądze dla
        mnie!!! Stachu - mnie już puszczają nerwy. Trzymałam się dwa tygodnie, ale już
        dzisiaj się rozpłakałam. Nie mam siły, naprawdę.
        Proszę, bądź ze mną. Tylko dzięki Tobie i Hepikowi nie poddałam się od razu.
        Psychika tu odgrywa ogromną rolę, przecież wiesz.
        ONA
        • Gość: hepik1 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 04:25
          Gość portalu: ONA napisał(a):

          > Stachu!Dzwonił do mnie jego syn. Zaproponował, by oddać go na leczenie do
          > Ostrołęki - tam jest ośrodek, gdzie przyjmą go nawet w takim stanie już od
          > zaraz. Ale jaka cena - 12.000 zł za miesiąc!!! Niewyobrażalne pieniądze dla
          > mnie!!! Stachu - mnie już puszczają nerwy. Trzymałam się dwa tygodnie, ale
          już
          > dzisiaj się rozpłakałam. Nie mam siły, naprawdę.
          > Proszę, bądź ze mną. Tylko dzięki Tobie i Hepikowi nie poddałam się od razu.
          > Psychika tu odgrywa ogromną rolę, przecież wiesz.
          > ONA

          I znowu muszę w pełni się zgodzić z Stachem w 100%Sytuacja jest naprawdę
          dramatyczna tyle że możesz zrobić tyle co zawsze czyli praktycznie
          nic.Wprawdzie nie mam doświadczeń z detoksykacją czy ucieczkami z oddziałów
          szpitalnych ale myślę że sąd tu niewiele pomoże.Tak jak Stachu myślę ,że mąż
          być może nigdy nie był tak blisko kompletnego zapicia ale być może
          paradoksalnie to może pomóc w przyszłości,o ile w jakiś sposób ten ciąg uda
          się przerwać i przeżyć.Ta cała sytuacja świadczy też jak bardzo chciał przestać
          pić i jaką jednak niszczącą siłą jest alkohol.Gdy z tego wyjdzie(mam
          nadzieję,że tak się stanie) przeczytajcie jeszcze raz te listy do
          Was ,Wasze,zwłaszcza jego odpowiedzi,być może będą tym razem bardziej pomocne.
          Myślę, że o pomoc mogłabyś zwrócić się też do pisującego tu Uzależnionego,być
          może bezpośrednio na jego pocztę,o ile wiem jego doświadczenia były też bardzo
          dramatyczne.Ma on też Forum prywatne -rubryka -Zdrowie-temat -Alkoholizm nasz
          los.Na razie mogę tylko życzyć Trzymaj się,pamiętaj,że masz swoją 4 letnią córkę
          • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 06:17
            Hepik! Przeczytałam Twoją wypowiedź. Trzymam się. Dzięki za wsparcie.
    • rezurekcja Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc 09.04.03, 10:19
      ONA,
      wydaje mi sie, ze byloby korzystnie znalezc grupe wsparcia al-Anon, tam sa osoby - najczesciej kobiety - ktore juz
      pewne rzeczy "przecwiczyly" i beda mogly Ci doradzic.
      Powtorze to, co pisalam co forty:

      zadzwon tu, dostaniesz adres najbardziej Ci odpowiadający :

      Fundacja Biuro Służby Krajowej
      Anonimowych Alkoholików w Polsce
      ul. Chmielna 20,
      00-950 Warszawa 1
      skr. poczt. 243
      tel./fax (+48 22) 828-04-94
      poniedziałek - piątek 800 - 1600
      e-mail: wspolnota-aa@aa.org.pl

      Jest tez telefon komorkowy 0606-919-215 czynny w godz. 16-20

      Zobacz tez strone
      www.aa.org.pl/
      moze tez sie na cos przyda.


      Pozdrawiam Cie.
      • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 12:27
        Sytuacja jest tragiczna. Rano nie wpuścił do mieszkania kolegi, a był w
        mieszkaniu. Rano dzwoniłam do poradni, poradzono mi, żeby się zgłosił tam ,
        jeśli choć trochę wytrzeźwieje, bo inaczej nie można mu zaaplikować żadnych
        leków. Prosiłam tego jego kolegę, żeby się tym zajął, ale jak już napisałam,
        nie udało się. Jemu jest potrzebna pomoc kogoś kto byłby przy nim 24 godziny na
        dobę. Chyba przyleci jego syn ze Stanów i się nim zajmie. Jestem z nim (tzn. z
        jego synem) w kontakcie.
        I nie mówcie mi, że mam nic nie robić!!! Mam czekać, aż umrze???
        ONA
        • rezurekcja Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc 09.04.03, 16:09
          Gość portalu: ONA napisał(a):

          > I nie mówcie mi, że mam nic nie robić!!! Mam czekać, aż umrze???

          Zabrzmi jak ironia, ale zawsze mozesz sie modlic.
          Ponadto - w swietle faktow - poza jw. chyba rzeczywiscie nie mozesz nic wiecej zrobic.
          I nie jest to Twoja wina, Ty zrobilas juz chyba wszystko, co mozna.
          Ale widze w tym wszystkim swiatelko nadziei - moze to jest to dno, od ktorego bedzie sie mogl odbic.

          Westchne dzis na Twoja intencje.
          Pozdrawiam
      • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 16:05
        Rezurekcjo! zadzwoniłam pod ten numer, który podałaś. Ale oni udzielają tylko
        informacji na temat adresów/telefonów różnych poradni. Tego typu telefony
        znalazłam dawno w Internecie. Mimo wszystko dziękuję za pomoc.
        ONA
        • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 17:25
          Rozmawiałam z panią psycholog z ośrodka, w którym chodził na mityngi.
          Powiedziała, że rzeczywiście, jesli stan jest aż tak ktytyczny, może nawet
          umrzeć. Jej zdaniem, dobrze byłoby, gdyby ktoś przy nim był i pozwolił ma
          wrócić do normalego ew. w miarę normalnego stanu. Inna możliwość - rodzina może
          wyrazić zgodę na jego przymusowe leczenie/pobyt w szpitalu, i co ważne - bez
          jego zgody! Chcę pojechać tam jutro po południu. Jeżeli uważacie, że naprawdę
          nie powinnam to nie pojadę. Rozmawiałam z mężem jego siostry, być może też
          przyjedzie. Przyznam, że czuje się fatalnie. Odpowiedźcie - czy jeśli tam
          pojadę, to naprawdę zrobię źle?
          ONA
          • Gość: hepik1 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: 213.76.11.* 09.04.03, 20:37
            Jeśli jest naprawdę(?!) z nim tak źle myślę,że możesz tam jechać,na miejscu
            musi być jednak trzeźwa ocena sytuacji przez Ciebie.Nie wiem czy to przemawia
            przeze mnie mój alkoholizm ale ja tak do końca bym w wszystko nie wierzył i
            wietrzył jakiś podstęp,ale chyba jednak teraz przesadziłem.Jednak Ty znasz
            sytuację z drugiej ręki a nawet trzeciej.Więc jedź i oceń sytuację
            pamiętając,że alkoholicy to mistrzowie mistyfikacji,oszuści i kłamcy a jedynym
            prawdziwym bogiem jest alkohol.
            • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 20:55
              Hepik! Przeczytałam. Czy to mistyfikacja? Może i tak. Sama nie jestem pewna.
              Ale jak długo wg Was on może pić, i czy jest w stanie sam z tego wyjść?
              Szczerze mówiąc wcale mi się nie chce tam jechać. Rozmawiałam z nim dwa razy
              telefonicznie. Przedwczoraj wieczorem i dzisiaj po południu. Wtedy
              (przedwczoraj) bardzo to przeżyłam, a dzisiaj już trochę inaczej. Wiem, że
              sąsiadka przynosi mu jeść, sprzątała u niego ze swoim mężem. KOszmar.
              ONA
              • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.03, 21:49
                Witaj Ona. Jest tyle wpisów, że wszystko może się pomieszać. Spróbujmy to usystematyzować.
                To wszystko, co Ci napisał Hepik,to absolutna prawda. Nic dodac,nic ująć. Więc może odniosę się tylko do choroby alkoholowej.
                Piszesz o leczeniu, które ma kosztować 12000 zł. Już od razu Ci mówię nie daj się zwieść naciągaczom. To zapewne jest prywatna klinika,i jak myślę usiłują wyłudzić po prostu pieniądze.
                Pisałem już, że na alkoholizm nie ma lekarstwa mam tu na myśli tabletkę, która spowoduje niechęć do alkoholu. Takich rzeczy nie ma!!!!!!
                Opiszę Ci, na czym polega leczenie alkoholika.
                Pierwsza faza to odtrucie organizmu. Jak wiesz alkohol jest substancją chemiczną, która w dużej dawce powoduje zatrucie. Kac występujący następnego dnia to jest samo odtruwanie się organizmu.W wątrobie człowieka następuje, usówanie tych toksyn. Stąd u alkoholików bardzo często występuje jej uszkodzenie.
                Po bardzo długim ciągu alkoholowym nagromadzenie tych toksyn jest tak duże, że wątroba nie może sobie poradzić,i należy ją wspomóc,ochronić.W tym celu podaje się alkoholikowi glukozę i zestaw soli fizjologicznych postaci kroplówki,a także zestaw wszystkich witamin potrzebnych organizmowi (zastrzyk domięśniowy).Podaje się też magnez. Tak mniej więcej wygląda całe leczenie ciała danego pacjenta. Ten proces trwa zazwyczaj 10 do 14 dni.
                Żadna nauka w tej materii nic więcej nie wymyśliła. To zaoferuje choremu każdy oddział odwykowy, (bo tylko tam leczy się takie przypadki) za darmo!!!!!!!
                Alkoholizm jest chorobą społeczną,i tak jak gruźlica podlega leczeniu bezpłatnemu,nie zależnie od tego czy pacjent jest ubezpieczony czy nie.
                Zasadniczym etapem kuracji jest terapia,która może nastąpić po detoksyzacji.
                Jej celem jest uświadomienie choremu,że jest chory (Twój mąż uciekł ze szpitala,a więc nie jest świadomy tego że jest bardzo chory).Zmiana nastawienia do alkoholu,czyli akceptacja tożsamości alkoholika.Tyle w skrócie.
                • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.03, 22:17
                  Twój mąż z całą pewnością nie umrze,nie obawiaj się.Nie jest tak łatwo umrzeć jak się mówi.
                  Jednak istnieje pewne niebezpieczeństwo.
                  Otóż po zaprzestaniu picia,po bardzo długim ciągu alkoholowym z całą pewnością wystąpią objawy zespołu abstynencyjnego,zespołu odstawienia. Wtedy alkoholik jest rzeczywiście chory somatycznie. Występują nudności,wymioty,kołatanie serca wysokie ciśnienie krwi.
                  Najgorszym objawem może być (nie musi to wystąpić) delirium tremens (majaczenie alkoholowe).Wtedy istnieje niebezpieczeństwo chory stanowi sam dla siebie zagrożenie.
                  Jest to przypadek występujący po bardzo długim okresie nadmiernego picia wtedy chory musi być bezwzględnie zabezpieczony.
                  Każdy organizm jest inny i różne są reakcje na alkohol, dlatego też zobacz, w jakim stanie jest Twój mąż.Nie namawiaj go w żadnym wypadku do zaprzestania picia, bo i tak zrobi swoje,a jest wielkie prawdopodobieństwo, że sam do tego dojdzie.
              • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.03, 22:23
                Gość portalu: ONA napisał(a):

                > Hepik! Przeczytałam. Czy to mistyfikacja? Może i tak. Sama nie jestem pewna.
                > Ale jak długo wg Was on może pić, i czy jest w stanie sam z tego wyjść?
                > Szczerze mówiąc wcale mi się nie chce tam jechać. Rozmawiałam z nim dwa razy
                > telefonicznie. Przedwczoraj wieczorem i dzisiaj po południu. Wtedy
                > (przedwczoraj) bardzo to przeżyłam, a dzisiaj już trochę inaczej. Wiem, że
                > sąsiadka przynosi mu jeść, sprzątała u niego ze swoim mężem. KOszmar.
                > ONA
                Namęczyłem się ,napisałem,a Wy opiekujcie się chorym,stwarzajcie mu idealne warunki do chlania,a potem odprowadzicie go na cmentarz...
                Do kogo wtedy będziecie mieli pretensje?
                • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.03, 22:28
                  Powyższy post dotyczy pseudodobrej sąsiadki,która robi Twojemu mężowi niedźwiedzią przysługę.
                • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 22:51
                  Wiecie co? Chyba oboje macie rację. A nawet nie chyba, ale na pewno.
                  Rzeczywiście - zaangażowała się cała jego rodzina, sąsiedzi, znajomi z pracy -
                  coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy. I bardzo dobrze. Nareszcie zobaczą,
                  jak to wszystko naprawdę wygląda. Ja miałam "wolne" dwa tygodnie. Postawiłam na
                  swoim w tym sensie, że nie pomagałam mu od razu i pozwoliłam mu upaść. (Czy
                  dostatecznie nisko???)Szczerze mówiąc najbardziej na to, abym cokolwiek zrobiła
                  wpłynął jego syn. Naprawdę obok jego słów nie potrafiłam przejść obojętnie. w
                  sumie pomoc okazała się stosunkowo prosta - kilka telefonów do poradni jednej,
                  czy drugiej. Kilka rzeczowych pytań. Tyle.
                  A teraz troszkę ironicznie:
                  A dzisiaj śpią u niego sąsiedzi, by oczywiście chronić go - biednego i
                  nieszczęśliwego -przed tragiczną śmiercią. A jutro przyjeżdża siostra z mężem -
                  odległość pół Polski! Pojadą oczywiście taksówką, żeby było szybciej. Sąsiadka
                  juz go spakowała. On już wie, że wszyscy chcą mu pomóc, bo co nieco zaczyna
                  kojarzyć. Oczywiście, w tej sytuacji muszę jutro też tam być, no bo będę
                  musiała chyba podpisać jakieś papierki, żeby go wysłac na przymusowe leczenie.
                  Mieliscie rację!!! Niepotrzebnie się martwiłam i moim zdaniem nie był/nie jest
                  to jeszcze upadek na całkowite dno. Tak Stachu - dobrze mówiłeś. A ten związek
                  (tzn. ja-on) niestety(???) już się powoli kończy... I chyba o to chodziło,
                  nieprawdaż?
                  Pozdrawiam
                  PS. Jutro się nie odezwę, bo mnie tu nie będzie.
                  • Gość: hepik1 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.03, 04:51
                    No i to by było na tyle.
        • rezurekcja Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc 10.04.03, 10:26
          Gość portalu: ONA napisał(a):

          > Rezurekcjo! zadzwoniłam pod ten numer, który podałaś. Ale oni udzielają tylko
          > informacji na temat adresów/telefonów różnych poradni.

          Zgadza sie, o tym pisalam, poniewaz uwazam, ze w Twojej sytuacji byloby korzystne zakolegowaanie sie z grupa
          wsparcia, ktora by Ci doradzila i wsparla psychicznie.

          Dzis tez westchne.
          • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - dziekuję IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.03, 23:18
            Drogi Stachu i Hepik! Przede wszytkim chciałam Wam naprawdę bardzo podziękować
            za wsparcie i siłę, którą mi dajecie. I nie wzbraniajcie się do podziękowań (to
            do Ciebie Hepik!) bo uwierzcie mi, że gdyby nie Wy, to popełniłabym niezliczoną
            ilośc błędów. Tym razem, wydaje mi się błędów wielu nie popełniłam. Jestem
            silna i naorawdę bardzo krytycznie nastawiona do tego, co się dzieje. I to
            wszystko dzięki Wam!!!
            No i to by było na tyle. A jutro.... Ale to jutro opowiem.
            P.S. Jakie to szczęście, że ktoś wymyślił Internet i forum!
            POdrawiam Was
            • Gość: hepik1 Re: do Stachu 34 i Hepika - dziekuję IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.03, 05:26
              Zgadzam się-internet dobra rzecz.Gdybym jeszcze nie musiał korzystać z modemu
              i usług TP SA.Ale jest szansa na to,że się to zmieni-zaczęli u nas zakładać
              kablówkę nie tylko w blokach ale i domkaćh jednorodzinnych a przy kablu jest
              właśnie internet za 42 złote.Oby się udało i to jak najszybciej.
              Wiem, że nie na temat ale to tak dla rozładowania atmosfery.
              Ona ja bym przemyślał propozycje Rezurekcji,mam na myśli udział w grupach
              samopomocowych-nawet,gdy mąż nie podejmie leczenia ,Ty poczujesz się dużo
              lepiej.Internet fajna rzecz ale mimo wszystko trochę bezosobowa a kontakt z
              ludźmi (najczęściej z kobietami) z tymi samymi problemami naprawdę daje
              wiele.Zresztą chyba ten temat już przerabialiśmy? Na razie-życzę miłego(mimo
              wszystko }weekendu,jak się będzie nudzić wpadnij(cie)
              • rezurekcja Re: do Stachu 34 i Hepika - dziekuję 11.04.03, 12:44
                Gość portalu: hepik1 napisał(a):

                > samopomocowych-nawet,gdy mąż nie podejmie leczenia ,Ty poczujesz się dużo

                ZWLASZCZA gdy nie podejmie leczenia.
                Majac wiedze, jak sie zachwoac i maja grupe wsparcia latwiej jest funcjonowac. Poza tym maja grupe wsparcia
                latwiej jest dac odpor alkoholizmowi meza i tym samym wplynac na jego decyzje o leczeniu.
                Tyle wiem od tych, ktorzy przerobili ten problem we wlasnym zyciu.

                pzdr
              • rezurekcja Re: do Stachu 34 i Hepika - dziekuję 11.04.03, 12:47
                Gość portalu: hepik1 napisał(a):

                > samopomocowych-nawet,gdy mąż nie podejmie leczenia ,Ty poczujesz się dużo

                ZWLASZCZA gdy nie podejmie leczenia.
                Majac wiedze, jak sie zachwoac i maja grupe wsparcia latwiej jest funcjonowac. Poza tym maja grupe wsparcia
                latwiej jest dac odpor alkoholizmowi meza i tym samym wplynac na jego decyzje o leczeniu.
                Tyle wiem od tych, ktorzy przerobili ten problem we wlasnym zyciu.

                pzdr

                A sasiadce w ramach doksztalcania proponuje dac do przeczytania teksty z watkow o alkoholu. Jej postepowanie
                nie wynika ze zlej woli lecz z niewiedzy.
              • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika - dziekuję IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.03, 21:38
                W pełni popieram,i również gorąco namawiam na kontakt z grupą Al.-anon.Tam spotykają się panie, które mają podobne problemy.
                To jest podobnie jak z grupami AA,nie każdemu to odpowiada i potrzeba poświęcić troszkę własnego czasu.
                Chciałbym się troszkę odnieść do postawy sąsiadów męża Onej,jak i też do ?czułej rodzinki ?.
                Alkoholik zazwyczaj na zewnątrz jest osobą niezwykle towarzyska uczynną i miłą, z jedną malutką wadą troszkę przesadza z piciem.
                Ci wszyscy pseudożyczliwi ludzie starają się pomóc nieszczęśnikowi stawiając w kłopotliwej sytuacji żonę. Ta kobieta rzeczywiście chcąc walczyć o swoje szczęście jest niejednokrotnie pomawiana w tym momencie o złe intencje.
                To, że to jest choroba to już wiadomo,a jeżeli choroba to trzeba pomóc. Jaki dramat rozgrywa się w domu tego nikt nie wie,mało tego nikt nie chce wiedzieć. To jest kolejny paradoks alkoholizmu utrudniający w miarę szybki powrót alkoholika do normalności...
                • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.03, 23:35
                  Witajcie! Oto co sie wczoraj i dzisiaj działo (w dużym skrócie):
                  1.Wyraził zgodę na leczenie. Kontakt z lekarzami, psycholog, psychiatra itp.
                  leki uspokajające itp. Tam, gdzie on mieszka. Mnie przy tym nie było. Działali
                  jego siostra z mężem. (wczoraj)
                  2. Byłam tam (u niego w mieszkaniu) ok. 2 godz. Wrażenia na mnie nie zrobił.
                  Raczej tragikomedia. Przyjechałam tam bynajmniej nie sprzątać itp. Zabrałam
                  trochę swoich rzeczy. Siostra gotowała rosół. ("Chcesz w kubku czy na
                  talerzu?" !!!). Wpadł jakis koleżka. Wyrzuciłam go w taki sposób, że chyba pół
                  bloku słyszało. (Potem powiedział siostrze, że takiej mnie jeszcze nie
                  widział). Mój stosunek do niego - ironiczny i cyniczny.
                  4. Dzisiaj - szpital, badania itp. (beze mnie) skierowanie do szpitala
                  psychiatrycznego. Zabrali mnie po drodze. No i jest w szpitalu psychiatrycznych
                  na oddziale psychiatrycznym, bo na odwykowym nie ma miejsc. Na oddziale
                  normalnie - różne dziwne typy. Niestety, musiałam podać siebie, jako osobę z
                  którą szpital będzie się kontaktować. I, również niestety, będę musiała go
                  odebrać ze szpitala.
                  5. Zabrałam mu komórkę, karty kredytowe (sam podał PIN!)itp. Ale samochodu
                  naszego znaleźć nie mogę. Myślicie, ze ktoś mógł go już ukraść?
                  Tyle faktów.
                  I nie namawiajcie mnie na chodzenie na grupę, bo nie będę poświęcać swojego
                  życia dla alkoholika. Taki związek, taka miłość(?) po tylu upokorzeniach mnie
                  juz nie interesuje.
                  Wiem, że ironizuję itp., ale co mi pozostało?
                  Ale Wam dziękuję. Naprawdę, bo to tylko dzięki Wam zmądrzałam.
                  PS 1 Jeszcze będę Was pytać o różne sprawy formalne (typu finanse itp.) więc
                  nie znikajcie.
                  PS 2 Jego sasiadka niestety nie ma internetu, więc nic nie przeczyta.
                  PS.3 Chyba nie wyszło w skrócie, ale nie dało się krócej.
                  PS.4 Czy wiecie, ze ja zupełnie zapomniałam, ze zbliżają się Swięta? a tak
                  zawsze lubiłam ten czas przedswiąteczny, to wyciszenie, pisanie kartek. Ale
                  jutro siądę i napiszę, a jest tego trochę...
                  Pozdrawiam Was bardzo serdecznie
                  • Gość: kubek34 Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 12.04.03, 11:28
                    Może krótko o sobie - dwa uzależnienia czyli alkohol i leki psychotropowe
                    (notabene wciągnął mnie w leki lekarz psychiatra ogłaszający się jako wybitny
                    specjalista w dziedzinie uzależnień i biorący spore pieniądze za to
                    pseudoleczenie).Pierwsza terapia i co za tym idzie kontakt z AA przed siedmiu
                    laty i nastepne pięć lat picia.Potem po kolei utrata jednej pracy , drugiej
                    pracy (powód wiadomy),a przed trzema laty odejscie żony, sprawa rozwodowa i
                    maksymalny komfort picia (opieka matki oczywiście czyli - pranie ,
                    sprzatanie ,gotowanie). Ja piję i biorę leki juz na ten czas bez żadnej
                    kontroli.Picie i w pracy i w domu.Kończy się to wszystko atakiem padaczki
                    alkoholowej(pominełeś chyba Stachu padaczkę)w pracy.W czsie tych lat zrobiłem
                    jeszcze jedną terapię i bywałem na mitingach.Z pracy erką do szpitala trzy dni
                    odtrucia i ucieczka ,a wtedy juz picie nie z chęci czy dla ulgi, a po prostu
                    ze strachu.Na tamten czas nie wiem jak udało się mojej matce namówić mnie do
                    pójścia na dyżur lekarza psychiatry któremu mogę to powiedzieć dzisiaj
                    zawdzieczam życie, po paru słowach rozmowy i zresztą spojrzenia na mnie jego
                    diagnoza - skrajne wyczerpanie organizmu i szpital.Dopiero w szpitalu trafiłem
                    na ludzi którzy mi pomogli, fakt że terapeutami byli alkoholicy miał tu jak
                    myslę spore znaczenie.Mój pobyt w szpitalu trwał prawie sześć miesięcy.Dziś
                    nie piję i nie biorę od prawie 2 lat.Przez ten czas sporo się zmnieniło w moim
                    życiu może powiem tylko tyle że na dzis mieszkam z żona i córka mimo wielu
                    bardzo wielu krzywd jakie im wyrządziłem i powoli staram się odzyskać
                    przynajmniej część zaufania (na to będzie potrzeba naprawde wiele czasu).Twoja
                    sytuacja jest (o ile się zorientowałem}dosyć złożona. Na pewno nie jest błędem
                    położenie męża do szpitala i poddanie go terapii nawet przymusowej nie jestem
                    bynajmniej zwolennikiem takiej terapii ale znam paru alkoholików którym to
                    pomogło więc chyba już z tego powodu warto. Ty jak wynika z postu podjęłaś już
                    decyzję myślę że jak najbardziej słuszną - alkoholikowi pomagać nie wolno i
                    to jest chyba najwazniejsze, jeśli sam nie podejmie decyzji o zaprzestaniu
                    picia nic i nikt go do tego nie zmusi , a terapeuci moga mu tylko pomóc poznać
                    problem i pokazac w pełni okazałości(głupie ale prawdziwe) zło jaki on niesie.
                    Nie bardzo wiem czy mógłbym Ci w jakikolwiek sposób pomóc, może tylko bazując
                    na swoich doświadczeniach i doswiadczeniach mojej żony. No to na tyle myslę...
                    pozdrawiam.
                    • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.03, 19:13
                      Witaj Kubek na forum!!!
                      Twój alkoholowy życiorys niczym się nie różni od mojego może poza tym ze nie brałem jeszcze leków i nie doświadczyłem padaczki poalkoholowej.
                      Rzeczywiście zapomniałem o padaczce, która jest częstym powikłaniem choroby alkoholowej jednocześnie jest poważną motywacją do zaprzestania picia, ponieważ alkoholik, który od dłuższego czasu nie pije nie ma napadów padaczkowych.
                      Ja w środowisku ludzi mających zaledwie chęć zaprzestania picia (a jest to podstawa) bardzo mocno lansuję tezę, że wystarczy tylko zerwanie z nałogiem,a życie już samo zaczyna naprawiać to, co zostało popsute przez alkohol.
                      Twój post jest niejako dowodem na poparcie mojej tezy, kiedy wydaje się, że wszystkie drzwi zatrzasnęły się nieodwracalnie Ty odzyskujesz pełen kontakt z rodziną,i jeżeli jeszcze bardzo tego chcesz to odbywa się to w stosunkowo krótkim czasie. Jest to największą nagrodą dla niepijącego alkoholika. Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoją żonę.
                      • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.03, 07:46
                        Witaj Kubek! Też jak widzę, miałes pokręcone życie. Rozumiem, że kiedy
                        wyrzucili Cię z pracy to funkcjonowałeś dzięki matce. A kto się Tobą opiekował
                        PO wyjściu ze szpitala? Też mama? Znalazłeś nową pracę? Jeśli mogę zadać
                        niedyskretne pytanie - ile lat ma Twoja córka?
                        Do wszytkich. Mam pytania:
                        1. co z jego rozliczeniem podatkowym? Przecież to do końca kwietnia?!
                        2. samochodu nadal nie ma. Zgłosiłam na policji zaginięcie. Czy mogę zrobic coś
                        jeszcze? (samochód nie był do końca spłacony, a ja jestem jego właścicielem)
                        3. Jeżeli wyrzucą go ze wszytkich zakładów pracy (z dwóch już wyrzucili), czy
                        to na mnie spoczywa obowiązek utrzymania go?
                        4. czy gdzieś w internecie jest strona dotycząca problemów prawnych w tego typu
                        sytuacjach? a jeśli nie w internecie, to jak inaczej?
                        Pozdrawiam
                        • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.03, 09:52
                          Witaj Ona!!
                          Każdy alkoholik powinien trafić do szpitala psychiatrycznego na oddział odwykowy.Na tym oddziale znajdują się tylko i wyłącznie alkocholicy.Nie ma osób psychicznie chorych. Pobyt na takim oddziale gdzie trafiają ludzie skrajnie wyczerpani nadmiarem wypitego alkoholu,nie jednokrotnie z książkowo rozwiniętym delirium jest również procesem leczniczym.
                          Twój mąż widząc z bliska takie przypadki mógłby zmienić stosunek do swojego pijaństwa.
                          Natomiast, jeżeli rodzinka Twojego męża umieściła go w szpitalu na oddziale wewnętrznym(takie oddziały nie powinny leczyć przypadków zatruć alkoholowych, ale w dzisiejszych czasach za pieniądze można uzyskać wszystko)bądź w prywatnej klinice to wszystko to jest nie warte świeczki. Zdrowie somatyczne zostanie doprowadzone do stabilności,a stan psychiczny nie ulegnie zmianie.Wypoczęty,odżywiony w dobrej kondycji wóci,aby po jakimś czasie znowu zacząć pić.
                          Poza tym na oddziale odwykowym po zakończeniu odtruwania organizmu istnieje możliwość kontynuacji leczenia terapeutycznego.Za cały okres takiego leczenia przysługuje zwolnienie lekarskie L-4,a całość trwa około 2 miesięcy.
                          Jeżeli chodzi o rozliczenie podatkowe to jak jest w szpitalu a nie rozliczy się w terminie to Urząd Skarbowy po przedstawieniu zaświadczenia szpitalnego uwzględni to-tak myślę.
                          Jeżeli wolno mi coś doradzić to możesz takie rozliczenie zrobić za niego dać mu do podpisu i wysłać do skarbówki utrzymując termin rozliczenia. Ale najpierw zrób sobie kserokopie tego rozliczenia.
                          W trosce o dobro waszego dziecka masz prawo nie starając się o rozwód ani o separację(a to jest nie zła myśl)wystąpić do sądu o przyznanie pewnej kwoty na utrzymanie(alimentów).Wtedy te rozliczenie będzie stanowić istotną podstawę do określenia wysokości tej kwoty.
                          Samochód mógł zostać przepity po prostu,i nie musisz utrzymywać dorosłego człowieka.
                          Tylko pamiętaj żadnego pobłażania. Jeżeli możesz go jeszcze czymś dobić to zastosuj to.A wygrasz z jego słabością i uratujesz go dla siebie i dla córeczki.
                          POzdrawiam...
                        • Gość: kubek34 Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 13.04.03, 11:25
                          Serdeczne dzięki za pozdrowienia.
                          Może parę odpowiedzi, moja córka ma 7 lat.Nigdy nie zostałem z pracy tak po
                          prostu wyrzucony, zawsze były to odejścia na tzw. wlasną prośbę(myślę że to
                          też miało wpływ na moje dalsze picie).Po wyjściu ze szpitala nie pracowałem
                          przez prawie rok żyjąc z dość wysokiej odprawy wypłaconej mi przez ostatnią
                          firmę.Matka liznąwszy że tak powiem trochę wiedzy na temat choroby pomagała mi
                          ale była to już całkiem inna pomoc.Po prawie 6 miesięcznym pobycie na odwyku
                          naprawdę nie trzeba było się mną opiekować.Co do Twoich pytań - rozliczyc sie
                          musi do 30.04 jeżeli tego nie zrobi urząd może(ale podkreślam tylko może bo
                          wcale nie musi) wziąć pod uwagę jego pobyt w szpitalu więc jeżeli zechcesz to
                          mu pomozesz ale nie jestes do tego zobowiązana.Myslę że powinnaś pomysleć o
                          rozdzielności majatkowej To załatwisz szybko w godzine u notariusza bez
                          uciązliwych formalności.Obowiązek utzrymania nie spoczywa na Tobie a po
                          ewentualej sprawie sądowej to on bedzie zmuszony do płacenia na córkę.Nie ma w
                          internecie takiej witryny , ja znalazłem jedna gdzie mozna zadac parę pytań
                          ale dotyczących typowo leczenia i terapii(www.akcjasos.pl).jesli chodzi o
                          samochód jezeli nie był spłacony jak mówisz musiał byc ubezpieczony więc jesli
                          Ty jestes właścicielem to problemu raczej nie będzie (chyba że został
                          formalnie sprzedany przez męża co raczej jednak jest niemozliwe bez Twojego
                          podpisu.Co do typu leczenia masz racje Stachu prywatne leczenie często jest
                          zawodne(oprócz tego jest bardzo drogie wiem bo jedną z nieudanych terapii
                          przechodziłem w prywatnym gabinecie), a szpital naprawdę pokazuje jak wygląda
                          ostatnie stadium tej choroby(nie będę opisywał wrażeń z pierwszych tygodni
                          pobytu w szpzitalu kiedy lezałem na oddziale detoksykacyjnym (to naprawdę moze
                          wstrząsnać).To na razie na tyle pozdrawiam....
                          • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.03, 18:10
                            Kubek i Stachu! Dzięki za pomocne informacje. Tyle tego, że muszę to na
                            spokojnie jeszcze raz przeanalizaować.
                            1. To jest zwykły!!! szpital w Jarosławiu. To nie jest żadna prywatna klinika!
                            A na oddziele psychiatrycznym jest tylko dlatego, że na odwykowym po prostu nie
                            było miejsc! Cyz oni (tzn. personel medyczny)go sami przeniosą na odwykowy,
                            czy trzeba o to prosić? Tak jak mówicie, chcę, żeby zobaczył to, co najgorsze -
                            to mu dobrze zrobi.
                            2. Czy o to leczenie terapeutyczne trzeba się jakoś starać, czy wchodzi to w
                            zakres (nie wiem czy właściwie to określiłam) pomocy oferowanej przez szpital?
                            3. Już dawno myslałam o rozdzielności majątkowej, ale myslałam, ze do tego są
                            potrzebne dwie osoby. Naprawdę moge to załatwic sama? Podajcie jakieś szczegóły
                            (gdzie to się załatwia, wymagane dokumenty itp.)
                            4. Nie będę rozliczać go z podatków bo nie potrafię tego zrobić (miał pracę w
                            kilku firmach), - ale zadzwonię i powiem co i jak. Przynajmniej mnie
                            uspokoiliście, że to da się jakoś załatwić.
                            5. Jeśli chodzi o "wyrzucenie" go z pracy to ma rozwiązaną umowę o pracę na
                            zasadzie porozumienia stron. W poniedziałek się rozstrzygnie, co z kolejnym
                            zakładem pracy. A jeśli zwolnienie (zaświadczenie o pobycie w szpitalu)ma od
                            piątku to może go nie wyrzucą dyscyplinarnie? Powiecie, ze się znowu martwię -
                            tak, ale tym razem o siebie - bo boje się, żebym to ja nie musiała go
                            utrzymywać, jeśli nie będzie miec żadnej pracy.
                            6. Sąd i alimenty - tak, macie rację. Ale to może poźniej, bo na to też trzeba
                            mieć czas. A swoją drogą- to on nie musi się stawiać na rozprawę?
                            7. Nie zrozumiałam co z samochodem? To samochód też można przepić? Przecież to
                            masa forsy! (Wiem, zaraz powiecie, że znowu jestem naiwna...) Nie sądzę, żeby
                            go przepił, bo on pił w mieścieXXX a samochód został w mieścieYYY. dziwna
                            sprawa z tym samochodem.
                            8. Czy to normalne, że sama nie czuję się dobrze? Płaczę, myslę o wszystkim. To
                            chyba jednak normalne, że to przeżywam...
                            Bardzo WAM dziękuję!!!
                            Pozdrawiam
                            • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.03, 22:44
                              Powinnaś chyba pójść do ordynatora oddziału i porozmawiać o przeniesieniu na odwyk. Również należy rozmawiać z ordynatorem o terapii, ale on ( Twój mąż) musi wyrazić na to zgodę.
                              Za pobyt w szpitalu należy mu się zwolnienie lekarskie.
                              Jeżeli jego zatrudnienie było zawarte w formie umowy o pracę to przysługuje mu wypłata świadczenia chorobowego nie zależnie od tego, że zakład wcześniej rozwiązał stosunek pracy.
                              Również bez znaczenia jest sposób rozwiązania stosunku pracy. Chodzi mi o to, że art.52 kod. Pr. ( tzw. zwolnienie dyscyplinarne) nie powoduje zawieszenia tego świadczenia.
                              Jeżeli chodzi o alimenty to zazwyczaj jest jedna sprawa. Jak pozwany nie stawi się to sąd orzeka zaocznie ma do dyspozycji aktualne dane GUS i na tej podstawie zasądza wysokość kwoty.
                              Co do samochodu to Kubek chyba ma rację,nie może sprzedać takiej rzeczy jak samochód, ale przepić to może. Inwencja alkoholika, któremu brakuje pieniędzy na picie jest nieograniczona, ale nie sądzę, że by to zrobił w tak krótkim czasie.
                              Masz prawo do chwilowej mam nadzieję niedyspozycji. To są trudne sprawy bardzo bolesne,powodujace głębokie cierpienie.Nie załamuj się wszystko dobrze się skończy jest na to duża szansa.
                              • Gość: ONA Re: do Stachu 34 IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.03, 23:11
                                Stachu, dzięki za fachowe informacje.
                                Na pewno z nich skorzystam.
                                Odnośnie samochodu - dał mi kluczyki, więc nie sądzę, że go "przepił". Aż tak
                                głupi to, moim zdaniem, nie jest. Będę zatem czekać. I będę dobrej myśli.
                                A czy do ordynatora trzeba koniecznie jechać - nie można telefonicznie?
                                Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuje
                            • Gość: kubek34 Re: do Stachu 34 i Hepika IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 14.04.03, 10:22
                              Witaj !!
                              Czy można przepić samochód - można i to barzdzo szybko , można i dom. Leczenie
                              w zwykłym szpitalu i na zwykłym oddziale sprowadzi się tylko do odtrucia i
                              wypisania do domu ( max po tygodniu) i to mąż musi zdecydować czy będzie
                              chciał się leczyć dalej czyli podjąć terapię. Co do zwolnienia - podczas
                              pobytu w szpitalu nie można rozwiązać umowy o pracę w żaden sposób ale może to
                              jest właśnie czas aby się zastanowić co jest lepsze ( już samo to że mąż jest
                              alkoholikiem dyskwalifikuje go w znacznej cześci społeczeństwa i w zasadzie
                              czy pijącym czy nie niestety wielu osobom jest to obojętne a jesli dodać do
                              tego dyscyplinarne zwolnienie to zresztą wiesz ...Urząd skarbowy ma obowiązek
                              nałożyc grzywnę na każdego kto nie złoży zeznania do 30.04 (do 500 zł) ale
                              może odstapić od jej egzekwowania( ale może nie musi nawet jeżeli dana osoba
                              przbywa w szpitalu)Co do obecności na rozprawie - wyrok jest wydawany w trybie
                              zaocznym i tyle, a piszesz o utzrymywaniu męża - nie do tego nie zmusi Cię
                              żaden sąd.A Twoje samopoczucie - myslę że cały czas winisz się za cała
                              sytuację tak zawsze robi osoba współuzależniona (myslę że powinnaś też
                              pomyśleć o terapii)
                              na razie Pozdrawiam
                          • Gość: ONA Re: do Kubka IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.03, 18:14
                            Nie dotyczałam dobrze Twojej wypowiedzi. Już wiem, ze u notariusza.
                            • Gość: ONA do Stachu 34, Kubka i in. IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.04.03, 18:44
                              Samochód się znalazł! Cały czas stał na ulicy obok jego zakładu pracy.
                              Zawiadomił mnie jego kolega - dopiero teraz, bo sam był na urlopie.
                              Dzięki za wszystkie rady i porady.
                              Mam inne pytanie - moi rodzice chcą zabrać wszystkie jego rzeczy i wywieźć z
                              mojego mieszkania. Na wywóz części rzeczy się zgadzam, ale żeby tak od razu
                              wszystko? Tak mnie to zaskoczyło, że zupełnie nie wiem, jak zareagować. Jak wg
                              Was powinnam?
                              Pozdrawiam
                              • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34, Kubka i in. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.03, 22:26
                                Ja osobiście jestem za tym,aby Twój mąż jak najbardziej odczuł skutki swojego
                                pijaństwa.
                                Alkoholik musi dokonać świadomie wyboru albo rodzina albo pijaństwo, dlatego
                                możesz go wyprowadzić z domu całkowicie. Taka decyzja musi należeć tylko i
                                wyłącznie do Ciebie.
                                W żadnym wypadku moim zdaniem nie powinni podejmować i wykonać taką czynność
                                Twoi rodzice,z całym szacunkiem dla nich.
                                Załóżmy, że Twój mąż po ostatnim opilstwie zrozumie i zacznie rzeczywiście
                                pracę nad sobą.
                                Uzna się za alkoholika zacznie zmieniać swoje nawyki. Zapragnie się po prostu
                                leczyć.
                                Swoją nową postawą będzie musiał przekonać Ciebie, że się zmienił. To jest
                                stosunkowo łatwe zadanie, bo go kochasz. Ale jak przekonać Twoich rodziców,
                                którzy cierpieli, bo cierpiałaś Ty może jeszcze gorzej cierpieli?
                                Nie utrudniaj mu tego zadania niech przynajmniej sądzi, że owszem potępili go
                                za to, ale pozostawili wszystkie decyzje Tobie.
                                Alkoholik, który trzeźwieje oprócz naprawy swojego umysłu musi zadość uczynić
                                wszystkim, których skrzywdził swoim piciem, bo inaczej będą nici z jego
                                trzeźwości. To jest bardzo trudne zadanie
                                • Gość: ONA Re: do Stachu 34, Kubka i in. IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 07:54
                                  Przyznam Stachu, że masz ogromną siłę perswazji! Umiesz przekonać. I jak zawsze
                                  masz rację. W takim razie jeszcze inne pytanie - czy Twoim zdaniem, nie
                                  powinnam zadzwonić do szpitala i dowiedzieć się co i jak. Próbowałam wczoraj,
                                  ale pielęgniarki nie chcą udzielać informacji przez telefon. Poprosiły go do
                                  telefonu, (na co nie byłam przygotowana) ale na szczęście - nie mógł podejść.
                                  Co do odzyskiwania zaufania moich rodziców przez niego, będzie to zdecydowanie
                                  niemożliwe - oni nie byli w najlepszych stosunkach już od ok. roku, półtora. Z
                                  powodów wiadomych.
                                  Na razie tyle.
                                  Pozdrawiam
                              • Gość: kubek34 Re: do Stachu 34, Kubka i in. IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 16.04.03, 07:34
                                Witam !!
                                Nie bardzo wiem dlaczego Twoi rodzice w jakikolwiek sposób próbują mieszać się
                                w jak najbardziej nie swoje sprawy ale to Twoja decyzja czy im na to
                                pozwolisz, a o odzyskiwaniu zaufania to na dziś raczej nie mówił bym w
                                ogóle.Ja parę lat temu bylem w podobnej sytuacji, znalazłem się na odtruciu w
                                prywatnym gabinecie psychiatrycznym i na tamten czas obiecywałem wiele
                                wszystkim w około, a skończyło się jak zwykle (czyli wróciłem do picia po
                                miesiącu). Z odwiedzinami to bym sobie dał spokój - poczekaj, zobacz nic
                                jeszcze nie wiesz, a nie jest wcale wykluczone że kiedy Twój mąż poczuje sie
                                lepiej wyjdzie ze szpitala nie podejmując leczenia(obym nie miał racji).Ale na
                                takie zachowanie także musisz być przygotowana i jeszcze na to że wtedy będzie
                                starał się obiecać dosłownie wszystko, łącznie z gwiazdką z nieba więc
                                pamiętaj i nie daj się nabrać na hipnozę, esperal czy też jakieś inne
                                wynalazki.
                                Pozdrawiam
                                • Gość: stachu34 Re: do Stachu 34, Kubka i in. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.04.03, 22:06
                                  Witajcie oczywiście w chwili obecnej nie ma mowy o odzyskiwaniu zaufania.
                                  Najpierw muszą pójść czyny potem czyny jeszcze raz czyny a potem słowa to
                                  miałem na myśli mówiąc o odzyskiwaniu zaufania...
                                  W zasadzie we wszystkim zgadzam się z Kubkiem,z jednym może zastrzeżeniem, ale
                                  to tylko jest moje prywatne zdanie i mogę się mylić.
                                  Chodzi mi o odwiedziny w szpitalu.
                                  Niewątpliwie Twój mąż wyrządził Ci i waszej córeczce wielką krzywdę, ale czy
                                  zwykłe człowieczeństwo nie obliguje do tego, że by dowiedzieć się o stan
                                  zdrowia ojca swojego dziecka, jaki by nie był, ale jednak...
                                  Może najpierw rozmowa z lekarzem dowiedz się, jakie są możliwości dalszego
                                  leczenia (najlepiej terapia po odwyku,na miejscu w szpitalu).Potem możesz się z
                                  nim zobaczyć,bez okazywania żadnych uczuć absolutnie beznamiętnie, ale i bez
                                  nienawiści.
                                  Wtedy, gdy będziesz miała już informacje, co do możliwości dalszego jego
                                  leczenia możesz zasugerować, że dla jego tylko i wyłącznie jego dobra może
                                  dalej się leczyć( absolutnie nie dla rodziny czy dziecka tylko dla siebie).Na
                                  tym koniec decyzję zostaw jemu.
                                  Nie wiem, co sądzi o tym Kubek chciałbym przeczytać jego zdanie gdyż cenie Go
                                  za doświadczenie.
                                  Pozdrawiam serdecznie
                                  • Gość: ONA Re: do Stachu 34, Kubka i in. IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.03, 07:23
                                    To muszę się Wam obu przyznać, że zadzwoniłam tam i rozmawiałam z nim
                                    (wczoraj). Żadnej skruchy!!! Poprosił o 100 zł! Zapytałam po co? i
                                    powiedziałam, że nie dam. To on na to, że znajdzie kogoś kto mu da -ok, szukaj.
                                    Pytam,czy rozmawiałeś z ordynatorem (ja dzwoniłam, ale jakośc nie mogę go
                                    zastać - a poza tym okazuje się, że ordynator udziela informacji telefonicznie,
                                    wię w takiej sytuacji chyba zrezygnuję z wizyty osobistej) Odpowiedź - to moja
                                    sprawa, sam zadecyduję. Do widzenia -do widzenia. Kawał ### ! (nie będę uzywać
                                    wulgarnych słów, a wypadałoby).
                                    A ja miałam skrupuły, jesli chodzi o "wyrzucanie" jego rzeczy od siebie! Macie
                                    rację - żadnego pobłażania.
                                    Wiecie co, jeśli miałam jakieś resztki(?) uczuc pozytywnych do niego , to on je
                                    skutecznie zabija. Mnie to utwierdza tylko w przekonaniu, że najwyższy czas
                                    wycofać się z tego związku.
                                    Ale na kilka dni chcę o tym zapomnieć i odpocząć od tego wszystkiego.
                                    Pozdrawiam Ciebie, Stachu, i Ciebie, Kubek i ew., innych, którzy to czytają.
                                    ONA

                                    • Gość: kubek34 Re: do Stachu 34, ONA IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 17.04.03, 08:41
                                      WITAJ !!!
                                      Jedno co mogę powiedzieć to tylko to że się dziwię postępowiu Twojego męża i
                                      to bardzo.Myślę że nie do końca prawdą jest to co mówisz, on w dalszym ciągu
                                      czuje się pewnie, jest przekonany że Ty jesteś,byłaś i będziesz (musi mieć ku
                                      temu jakieś powody, a wynika to z jego słów).Więc masz tylko jedno wyjście
                                      przestań się w jakikolwiek sposób interesować nim i jego życiem - jeżeli ma
                                      skąd pożyczyć niech pożycza i wszystko, chce dalej pić niech pije,widocznie
                                      swego jeszcze nie wypił. Co do odwiedzin- Stachu mam trochę inne zdanie - na
                                      dziś nie dałbym po sobie poznać że w jakikolwiek sposób się daną osobą
                                      interesuję (jeszcze nie).Sam proces odtrucia, a potem terapii to są długie
                                      tygodnie i jeśli faktycznie taka osoba chce coś ze sobą zrobić to czas na
                                      odwiedziny przyjdzie później, a jak nie to jak widać do swego "dna" jeszcze
                                      nie doszedł ale dąży tam ze szczerego serca (tak apropo 100 zł to na oddziale
                                      odwykowym masa pieniędzy i jak myślę przeznaczone będą bynajmniej nie na
                                      żywność).Jedyna rada moim zdaniem - poczekać.
                                      I jeszcze raz - spotkałem w swoim życiu wielu takich jak ja, naszą reakcją na
                                      oznaki zainteresowanie czy pytania o chorobę jest prawie zawsze albo agresja,
                                      albo skrucha i obiecywanie wszystkim w około gór złota - Twój mąz wybrał drugą
                                      opcję - poczekaj, nie dzwoń ani do niego ani do ordynatora(co najwyżej z
                                      pytaniem czy zdecydował się na pozostanie na leczeniu), jeśli się zdecyduje
                                      sam się prędzej czy później odezwie. Na dziś zastosuj prostą maksymę jego
                                      życie - jego wybór (wiem że to trudne ale nie niemożliwe), poza tym jesteś
                                      jeszcze ty i dziecko - pamiętaj o tym.Bycie dzieckiem alkoholika który dalej
                                      pije jest ... - wiem bo mój ojciec zapił się na śmierć w wieku 50 lat i do
                                      dziś matka dziwi się jak ja mogłem zostać alkoholikiem widząc jaki jest
                                      ojciec.
                                      Pozdrawiam !!!

                                      • Gość: forty Re: do Stachu 34, ONA IP: 217.153.130.* 17.04.03, 16:31
                                        Czytam Waszą korespondencję od jakiegoś czasu; Ona - bardzo Ci współczuję znam
                                        te problemy, ciesz się przynajmniej, że twój mąż nie pije w waszym domu. Uczę
                                        się od Was metod postępowania i poznaję sposób myślenia czy też może
                                        niemyślenia alkoholików. Mój mąż teraz nie pije, zbliża się wolny dłuższy czas
                                        i nie wiem czy..., myślę o tym od kilku dni. Wiecie co, czasami jeszcze sądzę,
                                        że mogłam temu zapobiec, że gdybym coś zrobiła to może byłby raz mniej.
                                        Obawiam się telefonu z domu (córka), że on zaczął. TO dla niego i dla nas
                                        trudny okres. Zwłaszcza, że teraz będzie miał mało pracy i koledzy czuwają jak
                                        sępy nad ścierwem. Czy już gotowy?
                                        • Gość: kubek34 Re: do Stachu 34, ONA IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 18.04.03, 08:46
                                          Witaj !!
                                          Więc jednak miałem trochę racji, Twój mąż sądzi że nic się nie zmieniło i jest
                                          święcie przekonany że sprawia Ci wielki ból zabraniając odwiedzania go.Po
                                          prostu czekaj i niczym się nie zajmuj daj sobie na razie całkowity spokój z
                                          jego osobą, na wszystko przyjdzie czas.Notariusz - no tak zapomniałem że przy
                                          załatwianiu rozdzielności ja też byłem (sorry) ale stawka 600 zł to max co
                                          może wziąć notariusz, więc po prostu się targuj zejdziesz do 200 zł a jak nie
                                          idź do innego notariusza.Forty co do świąt masz rację ale nie do końca -
                                          koledzy owszem czekają ale to nie oni są powodem picia...
                                          na razie pozdrawiam i wesołych zdrowych i przedewszystkim spokojnych świąt!!!
                                          • Gość: Annette Re: do Stachu 34, ONA IP: *.de.ibm.com 18.04.03, 12:11
                                            Gość portalu: kubek34 napisał(a):

                                            > Notariusz - no tak zapomniałem że przy
                                            > załatwianiu rozdzielności ja też byłem (sorry) ale stawka 600 zł to max co
                                            > może wziąć notariusz, więc po prostu się targuj zejdziesz do 200 zł a jak nie
                                            > idź do innego notariusza.

                                            Ja za rozdzielność u notariusza zapłaciłam w 2002 roku 520 zł wraz z wypisami.
                                            Jest to opłata na podstawie taksy notarialnej i nic się tu raczej nie utarguje
                                            (stawka + wypisy + coś tam jeszcze). Do podpisania intercyzy u notariusza
                                            potrzebna jest ZGODA OBU STRON. Bez zgody męża załatwia się to w sądzie
                                            (cywilnym, wydział rodzinny chyba)
                                            A.
                                      • Gość: ONA Re: do Stachu 34, Kubka, Forty IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.03, 07:42
                                        Witajcie!
                                        Kubek! Masz rację - Twój sposób postepowania (tzn. rady, jak postępować)bardzo
                                        mi odpowiada i będę tak robić - tzn. nie interesować się w ogóle!!!
                                        Rzeczywiście, odniosłam wrażenie, że on mysli, że się nic nie zmieniło. Wiecie,
                                        co jeszcze wtedy powiedział? Nie przyjeżdżaj do mnie na święta - tak, jakbym
                                        miała zamiar! Szczyt bezczelności! A zatem nie interesuję się w ogóle - i mam
                                        zamiar odpocząć swiątecznie.
                                        P.S. Dowiadywałam się odnośnie rozdzielności majątkowej - nie jest to takie
                                        proste. Owszem załatwia się od ręki, ale muszą byc dwie! strony. No i niemałe
                                        koszty - 600 zł. Już nie chodzi mi o koszty, ale o to że nie mogę tego sama
                                        załatwić, jak widzisz.
                                        Witaj Forty! Znam Twoje problemy (czytałam Twój post). Ciekawa byłam, czy się
                                        odezwiesz. I odezwałaś się! A zatem witaj w "klubie" nieszczęśliwych,
                                        szukających i udzielających pomocy! A tak na poważnie - nie współczuj mi. MAm
                                        wrażenie, że Tobie jest zdecydowanie gorzej. Ja mam własne mieszkanie, jestem
                                        niezależna finansowo (tzn. wiąże koniec z końcem i jeszcze na wakacje
                                        wystarcza). Mam przyjaciół, mam fantastyczną pracę, mam mnóstwo zainteresowań,
                                        a mąż jest tylko jednym z elementów mojego życia. Trudno - nie wszystko w życiu
                                        musi wychodzić - nmnie nie udał się mąż. A komus innemu coś innego! Takie jest
                                        życie. Ale jestem optymistką - zawsze byłam i będę - i tak łatwo się poddaję.
                                        Opatrzność czuwa nade mną - jakie to szczęście, że trafiłam tu - na forum- na
                                        Stacha, na Hepika, teraz na Kubka! Są jeszcze wspaniali ludzie na świecie,
                                        zawsze miałam takie przekonanie - i jak widać nie zawiodłam się.
                                        Życzę Ci dużo optymizmu - mimo wszystko.
                                        Pozdrawiam Wszytkich - Ciebie Stachu, Ciebie Hepik (może jeszcze tu
                                        zaglądasz), Ciebie Kubku i Ciebie Forty!
                                        ONA
                                        • Gość: forty Re: do Stachu 34, Kubka, Forty IP: 217.153.130.* 18.04.03, 09:29
                                          Fajnie Ona, że tak podchodzisz do tego, nie można całego swojego życia zawęzić
                                          do jednej tylko osoby; zwłaszcza takiej, na której nie można polegać. A przykro
                                          mi jest dlatego, że ten problem istnieje (mówię o alkoholizmie) i ofiarami
                                          padają zarówno praktykujący, jak i bierni w tej dziedzinie. Wiem, bywają lepsze
                                          i gorsze chwile. Nie znam Was, a jednak w jakiś sposób jesteście mi bliscy,
                                          dlatego ważne są dla mnie Wasze losy i życzę WAM tylko sukcesów. Mam taką
                                          teorię - co mnie nie złamie, to mnie wzmocni.
                                          Pozdrawiam.
                                          P.S.
                                          W tym 'czasie' najgorsze jest dla mnie poczucie alienacji, nieprzynależności do
                                          innych,mam wrażenie, że życie toczy się obok jak gdyby nigdy nic,a ja jestem w
                                          innym wymiarze.
                                          Jeszcze raz pozdrawiam.

                            • Gość: Annette Re: do Kubka IP: *.de.ibm.com 18.04.03, 12:02
                              Gość portalu: ONA napisał(a):

                              > Nie dotyczałam dobrze Twojej wypowiedzi. Już wiem, ze u notariusza.

                              Do sporządzenia umowy o rozdzielnośą majątkową (zniesienie ustawowej
                              współwłasności) u notariusza potrzebna jest zgoda OBU współmałżonków. Bez zgody
                              męża możesz zrobić to sądownie (trwa to dłużej, niż u notariusza, który
                              załatwia sprawę od ręki, ale za to możesz wtedy też wnieść o zniesienie
                              współwłasności z datą wsteczną, bo nie wiadomo, jakie on ma długi, prawda?
                              Aczkolwiek sąd nie zawsze wyraża zgodę na datę wsteczną). Polecam Ci stronę:
                              www.baba.org.pl
                              dział "Prawo". W znajdujących się tam postach znajdziesz odpowiedzi na chyba
                              wszystkie możliwe pytania, dotyczące Twojej sytuacji prawnej, co i jak
                              załatwić, będziesz mogła również zadać własne pytanie (niestety, na odpowiedź
                              czeka się po parę miesięcy - ukazuje się ona na stronie). Możesz też zapoznać
                              się z przypadkami innych kobiet i zdobyć ogólne rozeznanie jakie
                              niebezpieczeństwa mogą na Ciebie czyhać i jak się przed nimi zabezpieczyć.
                              A.
                              • Gość: kubek34 Re: do Kubka IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 18.04.03, 19:23
                                Witaj !!!
                                Masz calkowitą rację z tym notariuszem, po prostu ja zgodziłem sie podpisać na
                                tamten czas wszelkie papiery jakie dostawalem pod "nos" i dlatego całość
                                odbyła się u notariusza.
                                pozdrawiam.
                  • Gość: Annette Re: do Stachu 34 i Hepika - fakty na dziś IP: *.de.ibm.com 18.04.03, 11:34
                    Gość portalu: ONA napisał(a):

                    > I nie namawiajcie mnie na chodzenie na grupę, bo nie będę poświęcać swojego
                    > życia dla alkoholika. Taki związek, taka miłość(?) po tylu upokorzeniach mnie
                    > juz nie interesuje.

                    ONA, ta grupa to nie dla niego, to dla Ciebie! Żebyś mogła dojść do siebie, bo
                    to co przeżyłaś, to piekło i może się odbijać na reszcie Twojego życia i żebyś
                    miała siłę do stawienia czoła temu, co jeszcze przed Tobą. Możesz dostać tam
                    ogromne wsparcie - znacznie większe niż na tym forum (nie umniejszając
                    oczywiście jego niezaprzeczalnych zasług). Możesz dostać tam "zastrzyk" siły,
                    wiary, odbudować swoje poczucie wartości (z doświadczenia wiem, jak bardzo
                    można zostać emocjonalnie "skopanym" przez alkoholika), przestać cierpieć.
                    Możesz dowiedzieć się mnóstawa rzeczy ot tym, jak inne kobiety radziły sobie w
                    podobnych sytuacjach i jakie popełniały błędy. To naprawdę działa i bardzo,
                    bardzo pomaga. Jestem z Tobą.
                    Pozdrawiam Cię ciepło.
                    A.
                    • rezurekcja Re: do Stachu 34 i Hepika - fakty na dziś 18.04.03, 12:13
                      Gość portalu: Annette napisał(a):
                      > > I nie namawiajcie mnie na chodzenie na grupę, bo nie będę poświęcać swojego (ciach)

                      > ONA, ta grupa to nie dla niego, to dla Ciebie! Żebyś mogła dojść do siebie, bo
                      > to co przeżyłaś, to piekło i może się odbijać na reszcie Twojego życia i żebyś
                      > miała siłę do stawienia czoła temu, co jeszcze przed Tobą. Możesz dostać tam (ciach)

                      Annette, dokladnie to samo czytalam i slyszalam od tych, ktorzy problem przerabiali we wlasnym domu. Poniewaz
                      sama nie mam takich doswiadczen, wiec nie mam nic na poparcie takich twierdzen, poza doswiadczeniem innych. A
                      inni, czy tez raczej inne, mowia, ze w domu zaczeo sie zmieniac z chwila, kiedy one same zaczely dbac o siebie,
                      kiedy przestaly cala soba sie zajmowac uzaleznionym. Kiedy zaczely dawac mu odpor, wtedy uzalezniony
                      zacząl troche przecierac oczy, zaczynal do niego docierac i podejmowal leczenie.
                      Ale to nie przyszlo samo, lecz wlasnie z grupy wsparcia.
                      I o tym tez trzeba mowic, bo wiele kobiet (najczesciej) nie wie o zaletach grup wsparcia, o potrzebie odreagowania
                      swoich przezyc, o mozliwosci uzysaknia porady itd.
                      I trzeba upowszechniac wiedze, jak pomoc alkoholikowi. W tym niezastapieni sa trzezwi alkoholicy, na naszym
                      forumowym podworku: hepik, kubek i Stachu.
                      Ja tez sie tu dowiaduje wielu rzeczy.

                      ONA, nie podejrzewam sasaidki o posiadanie komputera. Mialam na mysli wydrukowanie co celniejszych
                      wypowiedzi naszych konsultantow i przekazanie sasiadce dla informacji.

                      Zycze Wam wszytkim pogodnych swiat Wielkiej Nocy.
                      I suchego dyngusa.
                      • Gość: hepik1 Re: do Stachu 34 i Hepika - fakty na dziś IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.03, 04:50

                        A dajcie spokój sasiądce męża Onej.Pomagała mu i to jest jej sprawa.Może to
                        robiła bo go lubi a może dla pieniędzy albo dla paru innych powodów.Myślę że
                        jej wolno i wcale jej(akurat jej)nie musimy niczego uświadamiać.Taka wiedza
                        jest potrzebna najbliższym alkoholika aby tego picia mu nie ułatwiać ,a
                        sąsiadka z problemem alkoholowym może nie ma nic wspólnego i wcale nie musi.
                        To w sumie tylko tak na marginesie.
                        Przy okazji do ONEJ- do wątku zaglądam,jestem na bieżąco,z tym,że na tematy
                        z ostatnich postów nic nie wiem a nie na tym rzecz polega by pisać dla samego
                        pisania.Poza tym dostałem parę dni temu rachunek z TP SA i zapał do internetu
                        lekko ostygł.Czekam na stałe łącze,może się doczekam .
                        Wszystkim z tego forum życzę pogody ducha na najbliższe świąteczne
                        dni,współuzależnionym spokoju ,alkoholikom by pamiętali ,że w święta nadal nimi
                        pozostają
                        • Gość: stach34u Re: do Stachu 34 i Hepika - fakty na dziś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.03, 06:52
                          Witajcie moi mili!
                          W ostatnim czasie nie zaglądałem tu, a widzę, że w wątku przybyło chętnych do wymiany doświadczeń. To bardzo dobrze. Wsparcie, czy różnego rodzaju porady są niezwykle cenne, nawet te internetowe. Ja traktuję swój udział w tym jako swego rodzaju mityng, żywe wsparcie dla mojej trzeźwości. Rodzaj afirmacji dla mojej drogi. Dlatego też dziękuję Onej za udział, za to, że wybrała ten sposób szukania wsparcia dla siebie.
                          Również dziękuję Forty za wypowiedzi. Wstrząsa mną alkoholi kem świadomość, jakie potworne spustoszenie sieje alkohol wśród osób bliskich pijącemu.
                          Życzę wszystkim zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych. Przez święta będę tu zaglądał, może ktoś napisze...
                          ...A na razie życie woła o swoje prawa, idę sprzątać, miałem dużo pracy przed świętami.
                          Do poczytania...
                          • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i innych IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.03, 17:14
                            Witajcie!
                            Mam wrażenie, że przybyło nam optymizmu!!! I właśnie o to chodziło! Tak, jak i
                            Stachu cieszę się, że do nas dołączyli inni.
                            A strona www.baba... świetna!!! właśnie o coś takiego mi chodziło! Dziękuję!!!
                            Do Stacha: nie przypuszczałam, że to działa w obie strony, tzn. nie myslałam o
                            tym jak Ty odbierasz udzielanie porad, i że Tobie to też w jakiś sposób pomaga.
                            Trzymajcie się wszyscy cieplutko i świątecznie. Nie piszę więcej, bo też mam
                            trochę jeszcze pracy przedświątecznej...
                            Życzę wszystkim radosnych i słonecznych Świąt Wielkanocnych. A słońca przede
                            wszytkim w duszy...
                            Pozdrawiam... i też bedę zaglądać w okresie świątecznym
                            ONA
                          • Gość: ONA Re: do Stachu 34 IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.03, 17:26
                            Stachu! Muszę jeszcze coś powiedzieć.
                            Niesamowicie mnie podbudowałes swoimi podziękowaniami!!! I kto tu ma komu
                            dziekować??? Wiesz, dla mnie to forum to też jak mityng, tak jak i dla Ciebie.
                            Przy czym jest to lepsze niż "realny" mityng, bo jest się na nim ciągle i to
                            jest wspaniałe! Jeszcze raz dziękuję - przede wszytkim za odbudowanie mej
                            duszy, a to przecież jest najważniejsze, nieprawdaż?..
                            Pozdrawiam wiosennie
                            • Gość: kubek34 Re: do Stachu 34 IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 22.04.03, 09:13
                              Witam
                              Czy wypowiedzi na forum można traktować jako swego rodzaju miting - myślę że
                              tak, ale nie powiedziałbym że jest to lepsze niż uczestnictwo w realnym
                              mitingu, to jest jednak tylko wirtualny świat i tu jest łatwiej mówić o swoich
                              uczuciach czy też problemach.
                              pozdrawiam
                              • Gość: ONA Re: do Kubka IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.04.03, 10:54
                                Witaj Kubku!
                                Właśnie o to chodzi, że jest łatwiej się otworzyć. Ja wiem, że nie potrafiłabym
                                się tak bardzo otworzyć przed zupełnie obcymi ludźmi, którzy w dodatku
                                mieszkają w tym samym mieście. Wtedy czułabym, że pozbawiam się
                                najważniejszego - tzn. swoich przeżyć, przemysleń, swojego wewnętrznego "ja".
                                Czułabym , że przestaję istnieć, bo nie mam już swojej prywatności. A tu jest
                                zupełnie inaczej. Wirtualny świat, powiadasz - no i co z tego??? Mnie to bardzo
                                odpowiada, i jak widać nie tylko mnie.
                                Pozdrawiam
                                ONA
                        • rezurekcja Wzgledem sasiadki 23.04.03, 10:55
                          Gość portalu: hepik1 napisał(a):

                          >
                          > A dajcie spokój sasiądce męża Onej.Pomagała mu i to jest jej sprawa.Może to
                          > robiła bo go lubi a może dla pieniędzy albo dla paru innych powodów.Myślę że
                          > jej wolno i wcale jej(akurat jej)nie musimy niczego uświadamiać.Taka wiedza
                          > jest potrzebna najbliższym alkoholika aby tego picia mu nie ułatwiać ,a
                          > sąsiadka z problemem alkoholowym może nie ma nic wspólnego i wcale nie musi.

                          Hepik, nie zgodze sie, choc w nie upieram sie, ze musze miec racje. Ale w innym watku ktos pisal, ze zawsze
                          znalazla sie jakas "zyczliwa" dusza, ktora podniosla nietrzezwego, otrzepala go i dowiozla do domu. I ze w zwiazku
                          z tym nietrzezwy nie poczul konswekwencji swojego picia. Jesli sie nie wie, jak postepowac wobec osob
                          uzaleznioych, popelnia sie kardynalne bledy. I dlatego mysle, ze warto upowszechnaic chocby elementarna wiedze
                          o postepowaniu wobec naduzywajacych oraz brak tolerancji wobec naduzywania alkoholu.
                          Podrawiam.
    • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.04.03, 13:33
      Właśnie się dowiedziałam, że jutro wychodzi ze szpitala. Terapia odwykowa jest
      raczej niemożliwa ze względu na brak miejsc (informacja od ordynatora).
      Ciekawe, co będzie dalej...
      • Gość: kubek34 Re: fakty na dziś IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 22.04.03, 13:56
        Witaj !!
        Jutro, no coż jutro...(w sumie to dość dziwny szpital - w tym w którym leżałem
        chorzy byli wręcz namawiani na zostanie na terapii i to nie ze względu na to
        że tak się opłacało szpitalowi(opowieści o zbijaniu pieniędzy przez szpitale
        czy terapeutów na "biednych" alkoholikach trzeba włożyć między bajki), ale z
        tego powodu,że dla zdecydowaniej większości pacjentów to jest ostatnia deska
        ratunku.I dziwię się bo wiem że tak jest nadal(prowadzę mitingi na oddziale)
        Co będzie dalej...czas pokaże.
        Co do mitingu - nie chcem ani doradzać ani teoretyzować ale forma wirtualna
        jest doskonałym uzupełnieniem relnego mitingu po prostu na Ciebie jak myslę
        jeszcze nie przyszedł czas, ale pomysl o próbie to naprawdę pomaga...
        pozdrawiam
        • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.04.03, 18:16
          Witaj Kubku!
          NIe przyszedł na mnie czas, powiadasz... Chyba tak. I oby nigdy nie przyszedł.
          A w tej chwili to najbardziej się obawiam jutrzejszego spotkania. Nic nie
          planuję - tzn. nie planuję tego, co powiem, czy jak się zachowam. Powinnam to
          zaplanować? MAm zamiar spotkać się z nim na mieście i porozmawiać - o ile,
          oczywiście, się zgodzi! Tylko konkretne pytania itd. A potem on chce tu przyjść
          i zabrać jakieś rzeczy. Wolałabym, zeby to zrobił kiedy naszej córki nie będzie
          w domu. Boje się. Wiem, że nie powinnam, a jednak.
          Udzielasz porad na oddziale odwykowym? To dobrze! Ci zagubieni (bo jak inaczej
          ich można nazwać) potrzebują takich, jak Ty. A mój mąż nie był na takim
          oddziale, tylko na zwykłym psychiatrycznym - może dlatego nikt go nie
          specjalnie namawiał. A zresztą kto to wie, jak to naprawdę było.
          Pozdrawiam


          • Gość: stachu34 Re: fakty na dziś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.04.03, 20:43
            Witajcie moi mili!!!
            Przeprowadziliście taki dialog, że połapać się nie mogę.
            Oczywiście to forum traktuję jako swego rodzaju mityng tak napisałem. Również uważam tak jak Kubek, że nic nie zastąpi żywego spotkania AA.To zbiór bezcennych doświadczeń przeżyć, z których ja wyciągam dla siebie wnioski.Na mityngu nie można udzielać rad jak zapewne Kubek wie.Na forum zaś mogę sobie pozwolić na jakieś podpowiedzi poparte moim doświadczeniem. Te porady są uczciwe takie, jakie ja sam chciałbym dostać w podobnej sytuacji. Pisząc o tym myślę jak postąpiłbym dziś mając takie doświadczenie z alkoholem jakie mam, wobec siebie wówczas czynnego alkoholika. To jest wyjątkowo cenne dla mnie.
            I dziękuję Onej za to, że chce mnie słuchać,i jeszcze coś dodać od siebie.
            Również cenne jest dla mnie to, co mówi Kubek.Nie jestem alfą i omegą,a alkohol jest potężny i w każdej chwili może zdarzyć się upadek. Stąd bardzo uważnie czytam, co ma do przekazania, i to nie tylko on, ale każdy człowiek.
            Terapia odwykowa jest teraz bardzo modna, ale brak miejsc na pewno nie jest przeszkodą do podjęcia leczenia. Można w ostateczności zapisać się w kolejce (jest ustalany termin powrotu na oddział).Ale to chyba oboje z Kubkiem podkreślaliśmy najważniejsza jest chęć zaprzestania picia. Jeżeli takowej nie ma to i sto terapii i stu terapeutów nie pomoże.
            Ostatnia sprawa po raz kolejny popełniasz kardynalny błąd zacytuję Cię ?A w tej chwili to najbardziej się obawiam jutrzejszego spotkania. Nic nie
            planuję - tzn. nie planuję tego, co powiem, czy jak się zachowam. Powinnam to
            zaplanować? MAm zamiar spotkać się z nim na mieście i porozmawiać - o ile,
            oczywiście, się zgodzi?.Podpowiadalismy Ci już to Ty musisz wyrazić zgodę na spotkanie a nie on.Nie Ty powinnaś prosić, ale powinnaś odmawiać takiego spotkania. Pozdrawiam
            • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 07:28
              Stachu!
              To mam pozwolić, zeby tak po prostu wszedł do mojego mieszkania i wziął swoje
              rzeczy? W piątek wszystkie jego rzeczy miały zostać wywiezione, ale wychodzi
              wczesniej, więc ten wywóz jest już nieaktualny. To nie on potrzebuje tego - to
              ja potrzebuje tego. Pewien rozdział w życiu muszę zakończyć! Zrozum! Na co
              miałabym niby czekać? Jeśli teraz nie ustalę pewnych zasad, to potem nie będzie
              już ku temu okazji. Potem to nie będzie już ten czas. NIe będę miała tych
              myśli, które mam teraz. Nie będę miała tej siły, którą mam teraz. Chcę teraz
              mieszkać sama i dlatego muszę pewne rzeczy ustalić. Miałabym tego nie robić?
              P.S. Czy czytałeś Newsweeka świątecznego? nr 16/2003. Jest tam bardzo dobry
              esej "Przełamując los". I jeszcze kilka prawdziwych historii "Nasze
              zmartwychwstania". Przeczytaj. Szczególnie ten esej polecam.
              Pozdrawiam
              • Gość: kubek34 Re: fakty na dziś IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 23.04.03, 10:03
                Witajcie !!!
                Pisałem że jeszcze nie nadszedł czas...to tylko taka forma - ten czas nadszedł
                już jakiś czas temu ale Ty jeszcze nie jesteś gotowa ,znam sporo kobiet które
                uczestniczyły bądz uczestniczą w terapii dla osób wspóluzależnionych (chociaż
                moja żona jeszcze się nie zdecydowała) i z ich opinii wiem że to naprawdę
                pomaga.Więc myślę że kiedyś się na to zdecydujesz...

                Co do rad - Stachu na normalnym mitingu nigdy - jest tylko specyfika oddziału
                odwykowego gdzie dla tych którzy są po raz pierwszy na mitingu można pozwolic
                na zadawanie pytań co czaszem ma miejsce.

                Jeszcze o Twoim spotkaniu - tak masz pozwolic by wszedł do Twojego mieszkania
                wziął co jego i poszedł sobie, to wszystko, tak ja bym zrobił, rozmowa nie
                będzie miała żadnego sensu właśnie teraz (zresztą - obym się mylił ale jak
                znam siebie i innych alkoholików jego pierwsze kroki skierują się do baru lub
                sklepu i nie zakładał bym pewności że przyjdzie do Ciebie trzeźwy). Piszesz -
                "potem rozmowa nie bedzie miała sensu, teraz chcę mieszkać sama", widzisz
                tego nie za bardzo rozumiem - jakie teraz i jakie potem, obojetnie jakie są
                Twoje uczucia na dziś wobec męża - pomóc możesz mu tylko w jeden sposób - nie
                pomagając w ogóle, to jedyna rada, inaczej się nie da.To on i tylko on wie czy
                chce pic dalej czy nie i tak jak mówi Stach jeśli chce będzie pił - terapia
                jest przedewszystkim po to by pomóc alkoholikowi zobaczyć jakie są skutki jego
                picia.Więc na dziś nie rozmawiaj, poczekaj tydzień zobacz co będzie - to co
                ustalisz w piątek - jeśli mąż będzie dalej pił nie bedzie miało dla niego
                żadnego znaczenia(wiem bo sam uczestniczyłem w pewnym momencie życia miałem
                kilka takich rozmów, przyjmowałem warunki, obiecywałem pewne rzeczy (w tym
                czasie nie mieszkaliśmy razem a sprawa rozwodowa była w sądzie) i
                dotrzymywałem słowa tylko do momentu kiedy byłem trzeźwy a potem...)
                pozdrawiam
                ps.stachu faktycznie masz rację możemy sie opierać tylko na swoich
                doswiadczeniach i przeżyciach ale mi i jak myslę Tobie też dużo daje mozliwość
                podzielenia się swoimi doswiadczeniami i jeśli choć jedna osoba będzie miała z
                nich jakiś pożytek to mi i jak myslę Tobie da dużą satysfakcję...
                jeszcze raz pozdrawiam
                • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 10:59
                  Witam ponownie!
                  Przyznam, że zaskoczyliście mnie informacją o tym, że na mitingu nie udziela
                  się rad. Jeżeli się nie udziela rad, to co się robi? Zapewne mówi się, mówi
                  sie, mówi się, a każdy musi sam wyciągnąć wnioski dla siebie. Czy tak? To jeśli
                  tak, to moim zdaniem nie jest całkowicie "pełne". Bo nie ma reakcji zwrotnej.
                  Ale może się mylę. A poza tym nie rozumiem, co złego jest w udzielaniu rad.
                  Jeśli ja sama znam rozwiązanie jakiegoś problemu (z innej, oczywiście,
                  dziedziny)to pomagam komuś, kto tego potrzebuje. Co w tym złego?
                  Co do mojego spotkania - ależ ja nie ma zamiaru rozmawiać o jego problemach z
                  alkoholem. O żednych warunkach itp. też nie. Chcę tylko ustalić np. coś w
                  sprawie rozdzielności majątkowej, itp. Dobrze wiecie, że instytucja małażeństwa
                  po kilku latach funkcjonowania staje się przede wszystkim instytucją
                  ekonomiczną i dlatego pewne sprawy po prostu trzeba ustalić. I tyle.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: kubek34 Re: fakty na dziś IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 23.04.03, 11:40
                    Witaj !!!
                    To o czym piszesz to właśnie terapia, gdzie są informacje zwrotne. Rady -
                    sluchaj uważnie w czasie trwania mitingu - to pierwsze,o radę zawsze mozna
                    poprosić po nim, tym bardziej że spotykasz tam ludzi z takimi samymi
                    problemami.Piszesz że chcesz ustalić cos w sprawie rozdzielności, co zrobisz
                    jeśli maż powie - nie.
                    na razie
                    Pozdrawiam
                    • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 12:11
                      Witaj!
                      MOże masz rację. Zupełnie niepotrzebnie upieram się. Wiem, a raczej myślę, że
                      terapia to coś bardzo dobrego i pozytywnego.
                      MAm nadzieję, ze powie tak (odnośnie rozdzielności majątkowej), bo już kiedyś o
                      tym rozmawialiśmy, a w zasadzie to chyba nawet on to zaproponował.
                      To tyle na teraz. Do wieczora
                      Pozdrawiam
                  • Gość: Annette Re: fakty na dziś IP: *.de.ibm.com 23.04.03, 12:20
                    Na mityngach dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Nie udzielamy rad,
                    tylko mówimy, jak poradziliśmy sobie z problemem. Rada niesie ze sobą
                    niebezpieczenstwo ładowania się z buciorami w czyjeś życie. Jest próbą
                    decydowania za kogoś, mówienia mu co ma robić. Jeśli ktoś chce rady - może o
                    nią poprosić, ale jeśli nie chce - nikt nie ma prawa mu mówić, jak ma żyć. A
                    dla radzącego udzielanie rad niesie ze sobą niebezpieczeństwo pychy, relacja
                    robi się nierówna - "ja jestem mądra, a ty głupia, więc musisz mnie słuchać".
                    Mityng to nie panaceum na wszelkie dolegliwości. To po prostu miejsce, gdzie
                    można szczerze porozmawiać o tym, co nam się przydarzyło z osobami, które mają
                    takie same lub podobne doświadczenia, grupa WSPARCIA w trudnych chwilach.

                    A moim zdaniem małżeństwo to coś więcej niż sprawy ekonomiczne. To głęboka i
                    silna relacja z drugą osobą, na podstawie której kształtujemy sobie m.in. obraz
                    nas samych. Pojawiają się różne myśli i różne uczucia. Niektóre takie, że nie
                    mamy odwagi z nikim się nimi podzielić. Spotkania Al-Anon to miejsce, gdzie
                    można dowiedzieć się, jak przeżyć swój smutek, żal po tym, co dobrego odeszło,
                    lęk przed tym co będzie. Jak stać się silniejszą, nie ulec manipulacji, nie
                    manipulować samemu. A forma tych spotkań jest wypracowana przez pokolenia żon
                    alkoholików, na podstawie grupowych doświadczeń, obserwacji rezultatów. To
                    naprawdę działa.
                    • Gość: ARi Re: fakty na dziś IP: 217.8.186.* 23.04.03, 17:21
                      Mityng Al-Anon to miejsce w którym nie pytając dostaniesz odpowiedź. Trzeba
                      tylko bardzo uważnie słuchać. Dawanie rad jest niebezpieczne. Każdy ma własną
                      historię, własną wytrzymałość i własne uczucia. I nikt nie jest tak mądry, żeby
                      mógł wiedzieć co jest dobre dla innego człowieka. Słuchając wypowiedzi osób
                      które znają problem z autopsji i dzielą się z innymi swoim doświadczeniem,
                      siłą, nadzieją, a często bezsilnością sama decydujesz co jest najlepsze dla
                      Ciebie, na co jesteś gotowa a na co nie, jakie rozwiązanie jest dla Ciebie nie
                      do przyjęcia, a jakiego możesz spróbować.
                      Terapia plus mityngi naprawdę dają efekty. Warto zrobić coś dla siebie, żeby
                      żyć lepiej niezależnie od sytuacji. Bo czy jestes z nim czy nie twoja choroba
                      (współuzależnienie) nie przestaje istnieć. Jest w Tobie i daje znać nawet po
                      wielu latach.
                      Pozdrawiam!!
                      • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 19:30
                        Witajcie!
                        Mój mąż na powitanie - mniej więcej po 10. min. rozmowy oddał mi swoją obrączke
                        ślubną!!! I co Wy na to? Gest teatralny? Oczywiście, na rozdzielność majątkową
                        zdecydowanie się zgodził. Ale... nie zrozumiał ile zła wyrządził, był dumny,
                        niepokorny, i zły o to, że mu nie pomogłam! Ale muszę jeszcze powiedzieć, że
                        jak powiedziałam mu, zeby pojechał do ośrodka dowiedzieć się co i jak z
                        terapią, to pojechał. I umówił się na jutro. Ma indywidualnego terapeutę. A
                        teraz właśnie pojechał do siebie zabierając połowę rzeczy. No cóż, ciąg dalszy
                        zapewne jeszcze nastąpi...
                        Pozwoliłam mu widywać się z córką - czy to, Waszym zdaniem, coś złego?
                        Pozdrawiam
                        • Gość: kubek34 Re: fakty na dziś IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 24.04.03, 10:28
                          Witaj !!!
                          Zachowanie Twojego męża tylko z pozoru wydaje się dziwne - oddanie obrączki,
                          zgoda na rozdzielność - on czuje się skrzywdzony i rozgoryczony.Myslę że jest
                          przekonany o tym ze to Ty pierwsza powinnaś wyciągnąć rękę do zgody - przecież
                          on w swoim mniemaniu jest w porządku, godzi się na wszystko, był w szpitalu,
                          chce się leczyć.Jest gotowy podjąć terapię (jest tylko jedno ale - czy na
                          pewno).Ja powiem o sobie - kilka razy byłem z identycznej sytuacji,po
                          rozmowach z żona na temat separacji czy rozwodu, podejmowałem terapię ,
                          wszywałem esperal, byłem zły i rozgoryczony (ja taki wspaniały facet - chcę
                          się leczyć, nie piję, ustepuję we wszystkim a oni wszyscy tego nie widzą, nie
                          docenią moich starań i wysiłków, nikt nie podziwia mego heroizmu, i co po 2
                          czy 3 miesiacach znowu picie i to jeszcze intensywniejsze i tyle było mojego
                          heroizmu.Nie wiem na czym ma polegać terapia Twojego męża, szczególnie ta
                          indywidualność jest dość dziwna - pierwsza moją terapią była właśnie terapia
                          indywidualna w 1997 r w prywatnym gabinecie, za pieniądzę i nie mam dobrych
                          wspomnień z tzw terapii indywidualnej.Co do widzeń z córką oczywiście że tak
                          to w końcu tak Twoje jak i jego dziecko ale(i znowu ale) uzależnienie wizyt od
                          stanu w jakim bedzie maż byłoby jak najbardziej wskazane. Tak na koniec myslę
                          że czas pokaże na ile deklaracje o chęci leczenia znajdą pokrycie w realiach.
                          Co do waszych wzajemnych relacji - w sumie jestem pewien że to Ty będziesz
                          decydować czy chcesz byc z nim czy nie - prawie każdy alkoholik robi podobne
                          gesty(demontracyjne oddanie obraczki jak widze chyba powinno zastać opisane w
                          literaturze fachowej) więc tym to nie zawracaj sobie głowy...
                          Pozdrawiam
                        • Gość: Annette Re: fakty na dziś IP: *.de.ibm.com 24.04.03, 11:15
                          Gość portalu: ONA napisał(a):

                          > Witajcie!
                          > Mój mąż na powitanie - mniej więcej po 10. min. rozmowy oddał mi swoją
                          obrączke ślubną!!! I co Wy na to? Gest teatralny? Oczywiście, na rozdzielność
                          majątkową zdecydowanie się zgodził.

                          He he, mój alkoholik kilka razy w tygodniu ostentacyjnie oddawał mi pożyczone
                          ode mnie książki, moje zdjęcia, i inne - mało wartościowe - przedmioty, które
                          ode mnie dostał lub pożyczył. Zawsze miało to miejsce w momencie, kiedy nie
                          chciałam pożyczyć/dać mu pieniędzy, lub świadczyć jakiejś innej pomocy. Miało
                          to na celu jedno - wywołać we mnie poczucie odrzucenia mnie, a jednocześnie
                          wzbudzić poczucie winy, że to przeze mnie, przez mój egoizm tak się stało. I
                          tak też było - żeby nie zostać odrzuconą, godziłam się na rzeczy, na które
                          nigdy nie powinnam się zgodzić.
                          To co, ten człowiek wyprawiał było całkowicie sprzeczne z wszelką logiką,
                          przyzwoitością i sprawiedliwością, a jednak poddawałm się temu, bo siła
                          manipulacji jest wielka. Bądź czujna. Nie daj się zwieść. Teraz gra w grę -
                          "nie jesteś mi do nieczego potrzebna". Jak ta gra się nie uda, może spróbować
                          innej. Za jakiś czas możesz np. usłyszeć "nie dam sobie bez Ciebie rady" i na
                          to też Cię chcę uczulić. Nie daj się nabrać.
                          I jeszcze jedno - sprawa ROZDZIELNOŚCI MAJĄTKOWEJ. Jest ona skuteczna, tylko
                          jeśli wierzyciel w chwili podpisywania umowy wiedział o rozdzielności i możesz
                          to udowodnić (udowodnienie, że było mu wiadome, będzie należało w razie czego
                          do Ciebie).
                          • Gość: ONA Re: Do Kubka i Anette IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.03, 15:44
                            Witajcie!
                            Nieźle się ubawiłam czytając Twoją wypowiedź Kubku. A więc z tymi obrączkami to
                            norma. A jak jeszcze przeczytałam o oddawaniu rzeczy, zdjęć itp.,o czym piszesz
                            Anette, to poczułam, po raz kolejny zresztą, że wszyscy bralismy/bierzemy
                            udział w tej samej grze.
                            Kubek - to co pisałeś o własnym postępowaniu jest identyczne z tym, co robi mój
                            mąż!!! identyczne.
                            Wizyty z dzieckiem, oczywiście, tylko wtedy, gdy jest trzeźwy i w mojej
                            obecności. Mniej więcej raz w tygodniu. O innym wariancie nie może byc mowy!
                            Anette - bardzo Ci dziękuję, że mi powiedziałaś, że jego postawa może się
                            zmieniać z "pokrzywdzonego buntownika" na "proszącego o litość". Tego nie
                            przewidziałam. A teraz już będę wiedziała co może być dalej.
                            Tak, masz rację, to rodzaj gry. Gry "kto kogo". Smutne to, bo nie taki jest
                            sens bycia razem.
                            Anette - sorry, ale nie zrozumiałam tego, co napisałaś w sprawie rozdzielności
                            majątkowej - kwestie prawnicze to zupełnie nie moja branża. Ale nie musisz
                            więcej tłumaczyć.
                            Pozdrawiam
                            • kubek341 Re: ONA 24.04.03, 16:41
                              Witajcie!!!
                              Twój mąż jak myślę nie odbiega zbytnio od "typowego alkoholika" i to co
                              napisała Annette jest bardzo prawdziwe.Po pewnym czasie zapewne uslyszysz
                              niejeden raz "bez Ciebie nie dam sobie rady"-na to musisz sie przygotować.
                              Najgorsze że to nie gra i w sumie nie ma wygranych czy przegranych, jedyne co
                              daje nadzieję to to że do męża doszło iz jest alkoholikiem i naprawdę zacznie
                              się leczyć.Bo to co już stracił to dużo , lecz może stracić więcej - łącznie z
                              życiem.W zdaniu że "wszyscy alkoholicy kiedyś przestają , niektórzy nawet za
                              życia" jest ukryty sens tej choroby.
                              pozdrawiam...
                              • Gość: anka Re: ONA IP: *.biaman.pl 24.04.03, 22:12
                                "Gdy byłem na dnie usłyszałem jak ktoś puka od spodu" S.J.Lec
                                • Gość: ONA Re: Anka IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 06:54
                                  Oby usłyszał...
                                • kubek341 Re: ONA 25.04.03, 08:54
                                  Gość portalu: anka napisał(a):

                                  > "Gdy byłem na dnie usłyszałem jak ktoś puka od spodu" S.J.Lec
                                  czytat piekny, tylko czy dla alkoholika - ta choroba jest bardzo podstępna,
                                  kiedy przed paroma laty pierwszy raz poszedłem na miting AA usłyszałem wiele
                                  historii naprawdę smutnych i tragicznych, a co zrobiłem - zaczęłem się
                                  porównywać z innymi alkoholikami.I co mi wyszło - ze mną wcale nie jest źle,
                                  mam dom, pracę, rodzinę - Wy jesteście alkoholikami - ja tylko trochę za dużo
                                  piję.Na dziś jak opowiadam swoją historię wiem że część obecnych myśli
                                  podobnie jak ja przed 7 laty. Mnie przyznanie się do tego że jestem
                                  alkoholikiem zajęło 5 lat, mimo tego że już wtedy byłem na dnie ale widziałem
                                  że inni są jeszcze niżej i pukają od spodu...
                                  pozdrawiam
                                  • Gość: anka Re: ONA IP: *.biaman.pl 25.04.03, 12:23
                                    Napisałam tę myśl nie dla broń Boże dla męża ONEJ , lecz dla niej o jej
                                    mężu.Chociaż czytając jej wszystkie wypowiedzi widziałam złość , bezradność ,
                                    to wydaje mi się , że tli się jeszcze w niej malutka iskierka nadzieji.Wiem, że
                                    nie ma takiego "pstryk" i od zaraz wszystko jest w porządku, ale napisz ONA czy
                                    żebyś wiedziała że ten koszmar NAPEWNO się skończy to chciałabyś z nim być.
                                    Ja nie mam na szczęście takiego problemu, ale ma go moja przyjaciółka. nie raz
                                    byłam świadkiem strasznych awantur.Słyszałam krzyk ich dziecka (krzyk to mało
                                    powiedziane)I wiesz co , ona kupiła sobie kij bejsbolowy i wcale nie dlatego że
                                    jest dresiarą , tylko w ten sposób może odpędzić od siebie i dziecka tego
                                    bydlaka. Odwyk go nie interesuje.Ona nie ma gdzie pójść, a on o tym doskonale
                                    wie dlatego się nad nimi bestia pastwi.
                                    Wiem , że sposobem na życie nie jest karmienie się tym ,że ktoś ma gorzej, ale
                                    ONA jak widzisz twój mąż jest na dnie , ale jeszcze wielu puka od spodu.
                                    Życzę szczęścia w rozwiązywaniu zawiłości życia.ANKA
                            • Gość: Annette Re: Do Kubka i Anette IP: *.de.ibm.com 25.04.03, 09:19
                              Gość portalu: ONA napisał(a):

                              > Anette - sorry, ale nie zrozumiałam tego, co napisałaś w sprawie
                              rozdzielności
                              > majątkowej - kwestie prawnicze to zupełnie nie moja branża. Ale nie musisz
                              > więcej tłumaczyć.

                              Wytłumaczę, bo to nie jest skomplikowane: otóż jeżeli Twój mąż narobi długów i
                              słówka przy tym nie piśnie, że macie rozdzielność, to tak, jakbyście jej nie
                              mieli...
                              Pozdrawiam,
                              A.
                              • Gość: ONA Re: Do Kubka i Annette IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 12:05
                                Annette!
                                Teraz zrozumiałam - dziekuję.
                                Kubek - przeczytałam i nic nie mogę dodać. Po prostu wiem, że masz rację. Mąż
                                jak chodził na mityngi (jeszcze w lutym/marcu) też mi opowiadał tego typu
                                historie - i jego wrażenia też były takie jak piszesz: "ze mną nie jest tak
                                źle, to inni mają gorzej". Był nawet bardzo ździwiony, że można mieć o wiele,
                                wiele gorzej - np. syn nie odzywał się do ojca przez ileś lat itp.
                                Myślę jeszcze, ze może pójdzie w swoim mieście do kawiarenki internetowej i
                                przeczyta to wszystko, tylko czy mu to coś pomoże? Oby...
                                Wczoraj był na spotkaniu z terapeutą, ale nie wypytywałam o szczegóły (to nie
                                jest Kubku jakiś prywatny terapeuta - po prostu w ośrodku terapii uzależnień są
                                spotkania indywidualne - szczegółów nie znam).
                                A cytat rzeczywiście piękny.
                                Pozdrawiam
                                • kubek341 Re: Do Kubka i Annette 25.04.03, 13:50
                                  Witaj!!!
                                  Piszesz że mąż sie umówił na spotkanie z terapeutą, sam znam ich naprawdę
                                  wielu i muszę powiedzieć że niestety większośc z nich nie jest najlepsza.Moja
                                  ocena jest subiektywna,ale mogę się wypowiedzieć bo w końcu sam przeszedłem
                                  parę terapii.Nie słyszałem natomiast nic o terapii indywidualnej(chyba że jest
                                  to terapia prywatna i za pieniądzę).Terapeuta w ośrodku jak myślę może
                                  porozmawiać, doradzić ,ocenić czy też udzielić jakieś rady, ale terapia jest
                                  grupowa i chyba na tym polega jej istota.Poza tym piszesz że mąż się porównuje
                                  czyli robi to samo co ja w pewnym momencie, to pewien rodzaj usprawiedliwienia
                                  i iluzji "ze mną wcale nie jest źle - ja pije inaczej niż pozostali tutaj, i
                                  nigdy nie będę taki jak oni"/ mi właśnie tak się wydawało , czas pokazał że i
                                  piję tak samo i jestem taki sam.
                                  pozdrawiam...
                                  • Gość: ONA Re: Do Kubka IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 16:42
                                    Witaj!
                                    Pogubiłam się. Po pierwsze,to nie jest za pieniądze! Po drugie - co rozumiesz
                                    przez terapia grupowa? Czy to są właśnie mityngi? Bo ja sądziłam, że terapia
                                    grupowa to właśnie udział w mityngach AA.
                                    O ile dobrze pamiętam, to jeszcze na samym początku, tzn. styczniu/lutym ktoś
                                    (ale był to wcześniejszy wątek - Ciebie tam jeszce nie było; "czy to już
                                    alkoholik" - moje wypowiedzi pojawiają się w połowie - możesz poczytać) mówił,
                                    że zaczynać trzeba właśnie od terapii indywidualnej.
                                    Ale teraz to i tak juz nie mój problem. Bo mąż i tak tego nie czyta.
                                    Przynajmniej nie u mnie w domu.
                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 18:09
                                      Witajcie!
                                      Właśnie dzwonił i pytał, czy może przyjechać na weekend do dziecka zgodnie z
                                      umową. Zapytałam, czy będzie tu spac? (Owszem umawialiśmy się, ze będzie
                                      przyjeżdżać w soboty/niedziele, ale nie było mowy o pozostawaniu na noc). Czy
                                      przeszkadza mi to, że tu? - padła odpowiedź. Owszem, przeszkadza -
                                      odpowiedziałam. Czy nie możesz przyjechać tylko w niedzielę? - zapytałam. Mogę.
                                      Jestem zawiedziony - padła odpowiedź.
                                      Uważam, że zrobiłam dobrze. A co Wy o tym sądzicie?
                                      To jednak gra, Kubku... W dalszym ciągu - kto kogo...
                                      Pozdrawiam
                                    • Gość: hepik1 Re: Do Kubka IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.03, 06:18
                                      Gość portalu: ONA napisał(a):

                                      > Witaj!
                                      > Pogubiłam się. Po pierwsze,to nie jest za pieniądze! Po drugie - co rozumiesz
                                      > przez terapia grupowa? Czy to są właśnie mityngi? Bo ja sądziłam, że terapia
                                      > grupowa to właśnie udział w mityngach AA.
                                      > O ile dobrze pamiętam, to jeszcze na samym początku, tzn. styczniu/lutym ktoś
                                      > (ale był to wcześniejszy wątek - Ciebie tam jeszce nie było; "czy to już
                                      > alkoholik" - moje wypowiedzi pojawiają się w połowie - możesz poczytać)
                                      mówił,
                                      >
                                      > że zaczynać trzeba właśnie od terapii indywidualnej.
                                      > Ale teraz to i tak juz nie mój problem. Bo mąż i tak tego nie czyta.
                                      > Przynajmniej nie u mnie w domu.
                                      > Pozdrawiam



                                      Ona-zaczynasz być niepoprawna.Sama polecasz Kubkowi wątek
                                      wcześniejszy,zresztą bardzo ciekawy,sama jednak też mogłabyś do niego wracać.Są
                                      tam posty(12.o2-16.02)opisujące na czym polega terapia grupowa a Ty dzisiaj
                                      piszesz ,że myślałaś że mitingAA to to samo co terapia.Jestem załamany.Wróć
                                      tam,przypomnij sobie co pisał Stachuja czy jeszcze parę osób,przeanalizuj
                                      również to co pisał tam Twój mąż,w kontekście tego co piszą Kubek i inni
                                      ostatnio.Odnajdziesz już tam elementy jak Ty to nazywasz "gry"dla mnie są to
                                      próby manipulacji.Myślę ,że mężowi wcześniej one zawsze się udawały,nic go
                                      bardziej teraz nie wkurza niż próba Twojej niezależności.Tylko zastanawiam się
                                      jak długo jeszcze wytrrzymasz zanim go przygarniesz spowrotem.
                                      • Gość: stachu34 Re: Do Kubka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.03, 07:33
                                        Witam Was!!
                                        Całkowicie zgadzam się, z Hepikiem.Z Twoich postów wynika, że masz rozdwojenie intencji.
                                        Ja to rozumiem, kochasz swojego męża. Jego pobyt w szpitalu parę dni trzeźwych sprawia, że w Twoim umyśle zaczyna powracać nadzieja na zmianę jego stosunku do alkoholu.
                                        Czytałaś na pewno wypowiedzi Forty. Ja zwróciłem uwagę na jedno zdanie w którejś wypowiedzi. Pisze, że jej mąż to bardzo dobry człowiek, żeby nie ten alkohol...
                                        To jest absolutna prawda i dotyczy wszystkich alkoholików (pomijam oczywiście alkoholików kryminalistów,bandziorów).To z natury są dobrzy ludzie i zmieniają się pod wpływem alkoholu. To jest elementem choroby, i niesie spustoszenie w rodzinach alkoholików. Powoduje mieszaninę uczuć wobec takiego człowieka. Od złości, nienawiści i pogardy do litości, chęci pomocy, otoczenia niemalże matczyną opieką alkoholika.Na to nakłada się wszechobecna nadzieja, że może już zrozumiał, że się zmieni.
                                        Najprostszą drogą do pojednanie z rodziną są dzieci, to jest okazywanie nadmiernej troski wylewnej miłości rodzicicelskiej.To doskonale rozumie każdy pijący ( chwilowo trzeźwy) i perfidnie wykorzystuje. To również jest elementem choroby, nazywa się to manipulacją. Tu absolutnie ma rację Hepik,w pełni zgadzam się z nim.
                                        Przewiduje dwa scenariusze w taj sprawie. Jeżeli ulegniesz wówczas początkowo będzie super dobrze. Będzie troskliwy, opiekuńczy a przede wszystkim nie będzie pił.Kidy nabierze pewności że już wszystko dobrze, powróci do picia i koszmar zacznie się na nowo.
                                        Drugi scenariusz: będzie zabiegał o Twoje względy, starał się o dziecko. Również nie będzie pił, ale jeżeli w miarę szybko nie osiągnie celu to i tak powróci do picia. Ten powrót będzie już głębszy bardziej odczuwalny dla niego, ale Ty będziesz miała spokój.
                                        Rozważ to wszystko zanim cokolwiek zrobisz. Pozdrawiam...
                                    • Gość: hepik1 Re: Do Kubka IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.03, 06:26
                                      To jeszcze raz ja.Po pierwsze -brzydko wyszło połączenie bez spacji" Stachu ja"
                                      A do Onej-myślę ,że możesz spokojnie polecić mężowi poczytanie forum-wątku
                                      wcześniejszego,również tego a może zwłaszcza tego co sam pisał.ja również
                                      obecnego Może to da mu do myślenia.Może to zrobić niekoniecznie u Ciebie,są
                                      przecież kawiarenki internetowe.
                                      • Gość: ONA Re: Do Hepika IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.03, 07:18
                                        Witaj!
                                        MOże i mogłam tam sama zajrzeć, ale po prostu mi się nie chciało tego wczoraj
                                        zrobić. Owszem, dzisiaj zajrzałam i przeczytałam. Ale setki razy wracać do
                                        tego, co było (mam na myśli tamten wątek) nie będę - bo jak powiedziałam, to
                                        już nie moje problemy.I to nie ja będę chodzić na przeróżne terapie, mitingi
                                        itp. Poza tym tamten wątek jest już zdecydowanie za długi.
                                        A Ty, jak zawsze, masz do mnie o wszystko pretensje. Ok - przyzwyczaiłam się. I
                                        byłbyś zapewne wielce ucieszony, gdybym się "złamała" i znowu powiedział coś w
                                        stylu - "a nie mówiłem..."
                                        ONA
                                        • kubek341 Re: Do Ona 26.04.03, 17:27
                                          > Witajcie !!!
                                          "Alkoholik to taki człowiek który sam lężac w rynsztoku potrafi patrzeć na
                                          innych z góry" - takie słowa (są mi one bardzo bliskie) powiedział kiedyś ktoś
                                          dużo mądrzejszy ode mnie.
                                          Ona z tego co i jak piszesz "załamiesz się" w ciągu trzech, czterech tygodni -
                                          myslę że tak będzie. Co do problemów to one są Twoje (i jak myslę Twojego
                                          dziecka też) i terapia będzie najprawdopodobniej potrzebna wam obojgu Tobie
                                          wcześniej a dziecku później.Ale to samo z czasem przyjdzie.Na dziś można z
                                          prawie 100% prawdopodobieństwem domniemywać że o ile się załamiesz przeżyjesz
                                          tzw "drugi miesiąc miodowy" - mąż będzie taki jak tuż po ślubie - dobry,
                                          czuły, opiekuńczy dla was obojga, a potem...Ile razy moja żona przechodziła
                                          przez to samo lepiej nie pisać. Taki stan będzie trwał aż do czasu kiedy maż
                                          dojdzie do wniosku że już wszystko jest w porządku, że w końcu nie jest
                                          najgorszy i ze do alkoholizmu to mu jednak daleko...(tak działa iluzja).
                                          I tak na koniec - jeśli mąż nie zdecyduje się na podjęcie terapii (całej
                                          terapii ale i to nie daje 100% gwarancji) i życie według planu zdrowienia
                                          który każdy alkoholik zabiera ze sobą do domu(plan pisze się na koniec
                                          terapii) to będzie pił (choć znam ludzi którzy nie pija po kilka ładnych lat
                                          opierając się tylko na mitingach - u mnie same mitingi nie przynosły efektów)-
                                          może nawet się przez pewien czas kontrolować(mi sie tak udało przez 6 miesięcy)
                                          ale w końcu picie będzie coraz intensywniejsze aż do (a o tym gdzie jest jego
                                          dno - i czy ono jest w ogóle zadecyduje sam
                                          Pozdrawiam !!!
                                          Ps. - pytałem terapeutów o tzw. terapię indywidualną, jest mozliwa ale nie na
                                          oddziałach gdzie jest dużo pacjentów i tak jak mówiłem stosowana na dziś jest
                                          w prywatnych gabinetach i za pieniądze).
                                          • Gość: stachu34 Re: Do Ona IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.03, 19:44
                                            Kubek poczytaj mój post z dnia 26.04 z godz.7,33.Zagubiona została kolejność,tam jest to o czym Ty piszesz nie co później.
                                            • Gość: ONA Re: Do Stachu i Kubka IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.03, 23:58
                                              Witajcie!
                                              Wiem, że macie oboje rację. O tym tzw. "miodowym miesiącu" przeczytałam w
                                              jakiejś publikacji ok. 2-3 tygodni temu. I wtedy wszystko zrozumiałam.
                                              Zrozumiałam dlaczego tkwię w związku, który jest dla mnie toksyczny. Dlaczego?
                                              Odpowiadam: bo ten związek, to nie było normalne życie, ale raz super
                                              (czyli "miesiąc miodowy") i po jakimś czasie koszmar (wynikający z ciągów
                                              alkoholowych, rzecz jasna). Te miesiące miodowe - to rzeczywiście było super -
                                              żadnych problemów, zadnych kłótni - idealna para, po prostu - wzór do
                                              naśladowania dla kogoś, kto tylko obserwuje z zewnątrz. Ostatnio coś takiego
                                              zdarzyło się w wakacje - całe 4 miesiące! I tak trwało to latami, a uwypukliło
                                              się (a może raczej ja zaczełam to zauważać) po urodzeniu się dziecka (czyli ok.
                                              4 lat temu). A myslę, ze trwało dlatego, że jednak mimo wszystko to, co dobre
                                              przeważało, a o tym złym nie chciało mi się (tzn. "uciekałam" od tego) nawet
                                              pamiętać. Ale cierpliwość człowieka jest ograniczona, a moja w tym momencie
                                              (mam na myśli te ostatnie 3-4 miesiące)się już wyczerpała. W tej chwili tak to
                                              odczuwam przynajmniej.
                                              Z tego co piszesz Stachu - to i tak skończy się wszystko tym samym, tzn.
                                              powrotem do picia. To tylko kwestia czasu - wcześniej lub później. Oczywiście,
                                              życzyłabym mu, żeby skonczył z tym raz na zawsze, ale to tylko moje życzenia...
                                              Tzn. chcę powiedzieć, że nie przekreślam go całkowicie, i życzę mu mimo
                                              wszystko, by wyszedł z dołka, ale w tej chwili chcę się od niego całkowicie
                                              odciąć. I to jest dla mnie najważniejsze. Odcięcie się psychiczne, pozbycie sie
                                              uzależnienia od drugiej osoby, uswiadomienie sobie, jak bardzo toksyczny był to
                                              związek. Przekonanie samej siebie, ze jest właśnie tak, a nie inaczej.
                                              Nie jest to łatwe, ale bardzo chcę, zeby mi się to udało.
                                              A dzięki Wam nabieram siły i za to dziękuję.
                                              Pozdrawiam Was
                                              • Gość: kubek34 Re: Do Stachu i Kubka IP: *.ld.euro / 10.100.48.* 27.04.03, 19:20
                                                Witaj !!!
                                                Ja jestem najlepszym przykładem że i mojej żonie na mnie zależało (gdyby nie
                                                to nie bylibyśmy dziś razem).Myślę że Ty jesteś w podobnej sytuacji jak ona
                                                dwa lata temu, z tym że ja już wtedy byłem po dwu terapiach i po kilkuletnich
                                                próbach w AA. Naprawdę nie podejmuję się radzić i robić tego nie będę.Mi
                                                pomogł dopiero upadek na moje dno i to że zostałem całkiem sam.Nie ukrywam że
                                                wiele razy myślałem o odebraniu sobie życia(najlepiej zapijając się na
                                                śmierć), kiedy sam leżałem w domu w kolejnym utaku delirium(prawie).Lecz to
                                                nie takie proste - odebrać sobie życie.Na dziś wiem po sobie że gdybym wtedy
                                                dostał kolejną "szansę" najprawdopodobiej pił bym nadal.Co do pomocy -
                                                internet jest naprawdę wspaniałym medium,ale nic nie zastąpi tak mitingu jak i
                                                rozmowy z innym człowiekiem (rozmowy twarzą w twarz,a nie pisania)
                                                Mam jednak nadzieję że Twój mąż tym razem jest zdecydowany na leczenie może to
                                                było wlaśnie jego dno...(ale sądząc po tym co piszesz jego czas jeszcze nie
                                                nadszdł)
                                                pozdrawiam...
                                        • Gość: hepik1 Re: Do Hepika IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.04.03, 07:33
                                          Gość portalu: ONA napisał(a):

                                          > Witaj!
                                          > MOże i mogłam tam sama zajrzeć, ale po prostu mi się nie chciało tego wczoraj
                                          > zrobić. Owszem, dzisiaj zajrzałam i przeczytałam. Ale setki razy wracać do
                                          > tego, co było (mam na myśli tamten wątek) nie będę - bo jak powiedziałam, to
                                          > już nie moje problemy.I to nie ja będę chodzić na przeróżne terapie, mitingi
                                          > itp. Poza tym tamten wątek jest już zdecydowanie za długi.
                                          > A Ty, jak zawsze, masz do mnie o wszystko pretensje. Ok - przyzwyczaiłam się.
                                          I
                                          >
                                          > byłbyś zapewne wielce ucieszony, gdybym się "złamała" i znowu powiedział coś
                                          w
                                          > stylu - "a nie mówiłem..."
                                          > ONA
                                          Chyba nie jesteś w tym momencie zbyt sprawiedliwa.Zresztą i Stachu i
                                          zwłaszcza Kubek trochę później idą dalej w "krakaniu" niż ja.(Kubek określa w
                                          czasie-2-3 tygodnie)Tylko,jeśli trzech alkoholików pisze bardzo
                                          podobnie,opierając się na własnym doświadczeniu to chyba powinno im się
                                          wierzyć."A nie mówiłem"wcale nie sprawia satysfakcji,zwłaszcza w takich
                                          historiach,którymi się tu zajmujemy.
                                          A poza tym nikt nie obiecywał,że zawsze będzie łatwo,lekko i przyjemnie-to
                                          taki cytat z jednego z moich terapeutów.
                                          • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.04.03, 19:25
                                            Postanowił perfidnie się na mnie zemścić - zabrać komputer. Teraz, kiedy jest
                                            mi bardzo, bardzo potrzebny. To jest dopiero podłość.
                                            • kubek341 Re: fakty na dziś 27.04.03, 19:42
                                              Gość portalu: ONA napisał(a):

                                              > Postanowił perfidnie się na mnie zemścić - zabrać komputer. Teraz, kiedy
                                              jest
                                              > mi bardzo, bardzo potrzebny. To jest dopiero podłość.

                                              Wytłumacz jak ? czy już dokonaliście podziału majątku, a może to jego odrębna
                                              własność (zakup dokonany przed ślubem) bo czegoś chyba nie rozumiem...
                                              pozdrawiam raz jeszcze...

                                              • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.04.03, 22:28
                                                Witaj Kubku!
                                                Wyjaśniam: w moim mieszkaniu była (i jeszcze jest) zarejestrowana jego
                                                kancelaria. W okresie kiedy był w szpitalu postanowiłam ją wyrejestrować
                                                (chciałam odciąć się od wszystkiego co może być wspólne). Komputer był kupiony
                                                na kancelarię (na raty - on spłacał). Oczywiście, po naszym ślubie. Kiedy się
                                                dowiedział, że chcę wyrejestrować jego kancelarię - postanowił się zemścić. No
                                                bo jeśli nie ma kancelarii, to i komputera być nie może! Aha, jeszcze było
                                                takie ultimatum - jeżeli pójdę jutro i wycofam swoje podanie, to pozwoli mi
                                                korzystać przez okres 2-3 miesiący (bo potem rzeczywiście komputer nie będzie
                                                mi już potrzebny), a jeśli nie wycofam, to zabierze już, tzn. w przyszłym
                                                tygodniu. Powiedziałam, że nie wycofam.
                                                Z komputera, jak do tej pory, korzystaliśmy oboje ustalając kto ile godzin
                                                dziennie itp. Ale np. za połączenie z Internetem to już tylko ja płaciłam,
                                                Chociaż on też korzystał.
                                                A komputer jest mi naprawdę teraz niezbędny!!! O czym on doskonale wie. No cóż,
                                                mam to, czego chciałam.
                                                Zastanawiam się, co jeszcze mi zabierze -pewnie stary magnetowid (w 100% jego),
                                                chociaż nie ma telewizora.
                                                Kamerę video też on spłacał i też pewnie zabierze. Pewnie po to, żeby "kumple"
                                                mogli jeszcze coś wynieść od niego...
                                                Rozdzielności majątkowej nie mamy, bo przecież na to trzeba 600 zł, a on
                                                chwilowo (!) nie dyspunuje kwotą 300 zł. (ustalilismy, że płacimy po połowie)
                                                NO cóż - poczekam.
                                                Nie ukrywam - brak komputera to dla mnie poważny problem, ale coś wymyślę.
                                                Pozdrawiam
                                                • kubek341 Re: fakty na dziś 28.04.03, 07:52
                                                  Gość portalu: ONA napisał(a):

                                                  > Witaj Kubku!
                                                  > Wyjaśniam: w moim mieszkaniu była (i jeszcze jest) zarejestrowana jego
                                                  > kancelaria. W okresie kiedy był w szpitalu postanowiłam ją wyrejestrować
                                                  > (chciałam odciąć się od wszystkiego co może być wspólne). Komputer był
                                                  kupiony
                                                  > na kancelarię (na raty - on spłacał). Oczywiście, po naszym ślubie. Kiedy
                                                  się
                                                  > dowiedział, że chcę wyrejestrować jego kancelarię - postanowił się zemścić.
                                                  No
                                                  > bo jeśli nie ma kancelarii, to i komputera być nie może!
                                                  Witaj !!!
                                                  Jednak dalej czegoś nie rozumiem - w jaki sposób Ty mozesz wyrejestrować nie
                                                  swoją kancelarię (z prawa nigdy nie byłem dobry, ale z tego co wiem nawet
                                                  wyrejestrowanie telefonu który nie jest na moje nazwisko bylyby niemożliwe
                                                  więc...).
                                                  Z tego co piszesz wynika dość jasno ( to tylko moja opinia ) że sytuacja
                                                  między wami jest taka jak jest z powodu takiego, a nie innego zachowania Twego
                                                  męża - mam do Ciebie pytanie: Co byś zrobiła gdyby kajał się, przepraszał i
                                                  poraz kolejny obiecywał poprawę.Nie jestem psychologiem lecz wydaje mi się że
                                                  byłabyś więcej niż skłonna do kolejnej "próby"(mimo tego że piszesz
                                                  inaczej).Sprawa natomiast sprowadza się do tego czy - zdecydowanie nie bacząc
                                                  na konsekwencje przyniesione w najbiższym okresie ,powiesz "NIE" czy też po
                                                  raz kolejny (jak myślę) - ulegniesz.
                                                  pozdrawiam i życzę mimo tych wszystkich problemów spokojnego przedewszystkim
                                                  początku tygodnia.
                                                  • Gość: ONA Re: do Kubka IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.03, 22:43
                                                    kubek341 napisał:

                                                    > Gość portalu: ONA napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Witaj Kubku!
                                                    > > Wyjaśniam: w moim mieszkaniu była (i jeszcze jest) zarejestrowana jego
                                                    > > kancelaria. W okresie kiedy był w szpitalu postanowiłam ją wyrejestrować
                                                    > > (chciałam odciąć się od wszystkiego co może być wspólne). Komputer był
                                                    > kupiony
                                                    > > na kancelarię (na raty - on spłacał). Oczywiście, po naszym ślubie. Kiedy
                                                    > się
                                                    > > dowiedział, że chcę wyrejestrować jego kancelarię - postanowił się zemścić
                                                    > .
                                                    > No
                                                    > > bo jeśli nie ma kancelarii, to i komputera być nie może!
                                                    > Witaj !!!
                                                    > Jednak dalej czegoś nie rozumiem - w jaki sposób Ty mozesz wyrejestrować nie
                                                    > swoją kancelarię (z prawa nigdy nie byłem dobry, ale z tego co wiem nawet
                                                    > wyrejestrowanie telefonu który nie jest na moje nazwisko bylyby niemożliwe
                                                    > więc...).
                                                    > Z tego co piszesz wynika dość jasno ( to tylko moja opinia ) że sytuacja
                                                    > między wami jest taka jak jest z powodu takiego, a nie innego zachowania
                                                    Twego
                                                    > męża - mam do Ciebie pytanie: Co byś zrobiła gdyby kajał się, przepraszał i
                                                    > poraz kolejny obiecywał poprawę.Nie jestem psychologiem lecz wydaje mi się że
                                                    > byłabyś więcej niż skłonna do kolejnej "próby"(mimo tego że piszesz
                                                    > inaczej).Sprawa natomiast sprowadza się do tego czy - zdecydowanie nie bacząc
                                                    > na konsekwencje przyniesione w najbiższym okresie ,powiesz "NIE" czy też po
                                                    > raz kolejny (jak myślę) - ulegniesz.
                                                    > pozdrawiam i życzę mimo tych wszystkich problemów spokojnego przedewszystkim
                                                    > początku tygodnia.
                                                    Kubku!
                                                    Ja jestem teraz jego wrogiem nr 1! On nie będzie się kajał, ani nie będzie
                                                    przepraszał. Bo nie czuje się winny. Kolejna próba? Wiem, że trzeba
                                                    powiedzieć "NIE" i mówię "NIE". A jak jeszcze będę walczyć o komputer (po tym
                                                    co Annette mi napisała), to ...
                                                    A swoją drogą, jak blisko jest miłość od nienawiści...i, jak, okazuje się, mało
                                                    trzeba, a wszystko leży w gruzach. Smutne to. Ale brak męża to jeszcze nie
                                                    koniec świata. To właściwie jego początek.
                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za życzenia miłego tygodnia
                                                    PS. a dzień dziś miałam udany, niezależnie od tego, że takie rzeczy dzieją sie
                                                    w moim życiu.
                                                  • Gość: kubek34 Re: do Kubka IP: *.ld.euro-net.pl 29.04.03, 07:45
                                                    Witaj!!!
                                                    Piszesz że Twój mąż nie będzie się kajał i przepraszał - myślę że zrobi to i
                                                    jeszcze niejeden raz usłyszysz jego orzeprosiny.W sumie jesteście
                                                    dość "dziwnym " małżenstwem (wybacz ale naprawdę życie na zasadzie moje -
                                                    twoje świadczy o specyficzności waszego związku. Nienawiść jaka pojawiła się u
                                                    Twego męża też nie jest niczym niezwykłym (przerobiłem to, kiedy opuściła mnie
                                                    żona, a i słów i czynów jakie wtedy miały miejsce będę się wstydził do końca
                                                    życia - naprawdę jeśli Twój mąż jest do mnie podobny(i będzie dalej pił)
                                                    przeżyjesz trudne chwile.
                                                    pozdrowienia...
                                                • Gość: Annette Re: fakty na dziś IP: *.de.ibm.com 28.04.03, 10:57
                                                  Gość portalu: ONA napisał(a):

                                                  > Wyjaśniam: w moim mieszkaniu była (i jeszcze jest) zarejestrowana jego
                                                  > kancelaria. W okresie kiedy był w szpitalu postanowiłam ją wyrejestrować
                                                  > (chciałam odciąć się od wszystkiego co może być wspólne). Komputer był
                                                  kupiony
                                                  > na kancelarię (na raty - on spłacał). Oczywiście, po naszym ślubie. Kiedy się
                                                  > dowiedział, że chcę wyrejestrować jego kancelarię - postanowił się zemścić. >
                                                  Zastanawiam się, co jeszcze mi zabierze -pewnie stary magnetowid (w 100% jego),
                                                  >
                                                  > chociaż nie ma telewizora.
                                                  > Kamerę video też on spłacał i też pewnie zabierze. > Rozdzielności majątkowej
                                                  nie mamy, bo przecież na to trzeba 600 zł, a on
                                                  > chwilowo (!) nie dyspunuje kwotą 300 zł.

                                                  No więc śpieszę z wyjasnieniem:
                                                  WSZYSTKO co nabyliście po ślubie jest WASZE WSPÓLNE i mąż nie może tak po
                                                  prostu sobie tego zabrać - nawet jeśli to było kupione na kancelarię. NIE MA
                                                  ZNACZENIA KTO TO SPŁACAŁ - pozostajecie we wspólnocie majątkowej i wasze
                                                  zarobki SĄ WSPÓLNE (podobnie jak zobowiązania, czyli długi). Jeżeli mąż
                                                  zabierze coś bez Twojej ZGODY i np. sprzeda - możesz iść na policję i zgłosić
                                                  kradzież (mogą próbować Cię spławić, ale się nie daj, prawo jest po Twojej
                                                  stronie). Należą Ci się też ALIMENTY na dziecko - mąż ma obowiązek łożyć na
                                                  utrzymanie dziecka, nawet jeśli pije i z nim nie mieszka (i o ile się nie mylę,
                                                  nawet jeśli nie ma pracy).
                                                  Wyjdź z roli ofiary - masz bardzo duże możliwości dochodzenia swoich praw, nie
                                                  w taki to w inny sposób. Zapoznaj się z prawem rodzinnym i cywilnym - może Ci
                                                  się to BAAARDZO przydać. Nie jest tak, że to Twój mąż decycuje o Twoim życiu -
                                                  to Ty o nim decydujesz. Nawet jeśli nie pracowałaś - to jesteś
                                                  współwłaścicielką Waszego majątku (jeśli zajmowałaś się domem, dzieckiem itp.,
                                                  to także przyczyniałaś się do funkcjonowania rodziny w sensie materialnym, np.
                                                  odpadł wydatek na opiekunkę do dziecka). Radziłabym Ci też formalnie
                                                  zarejestrować rozpad rodziny - jeśli nie przez rozwód to może porzez separację -
                                                  da Ci to rozdzielność majątkową (i w tym wypadku nie będziesz musiała już dbać
                                                  o to, żeby wierzyciel został o niej poinformowany) a alimenty na dziecko i tak
                                                  Ci będą przysługiwać. Separacja od rozwodu różni się tym, że jest tańsza i jest
                                                  odwracalna (można po jakimś czasie złożyć wniosek o zniesienie separacji) i że
                                                  nie można zawrzeć nowego związku małżeńskiego.
                                                  • Gość: ONA Re: fakty na dziś IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.03, 22:30
                                                    Gość portalu: Annette napisał(a):

                                                    > Gość portalu: ONA napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Wyjaśniam: w moim mieszkaniu była (i jeszcze jest) zarejestrowana jego
                                                    > > kancelaria. W okresie kiedy był w szpitalu postanowiłam ją wyrejestrować
                                                    > > (chciałam odciąć się od wszystkiego co może być wspólne). Komputer był
                                                    > kupiony
                                                    > > na kancelarię (na raty - on spłacał). Oczywiście, po naszym ślubie. Kiedy
                                                    > się
                                                    > > dowiedział, że chcę wyrejestrować jego kancelarię - postanowił się zemścić
                                                    > . >
                                                    > Zastanawiam się, co jeszcze mi zabierze -pewnie stary magnetowid (w 100%
                                                    jego),
                                                    > >
                                                    > > chociaż nie ma telewizora.
                                                    > > Kamerę video też on spłacał i też pewnie zabierze. > Rozdzielności mają
                                                    > tkowej
                                                    > nie mamy, bo przecież na to trzeba 600 zł, a on
                                                    > > chwilowo (!) nie dyspunuje kwotą 300 zł.
                                                    >
                                                    > No więc śpieszę z wyjasnieniem:
                                                    > WSZYSTKO co nabyliście po ślubie jest WASZE WSPÓLNE i mąż nie może tak po
                                                    > prostu sobie tego zabrać - nawet jeśli to było kupione na kancelarię. NIE MA
                                                    > ZNACZENIA KTO TO SPŁACAŁ - pozostajecie we wspólnocie majątkowej i wasze
                                                    > zarobki SĄ WSPÓLNE (podobnie jak zobowiązania, czyli długi). Jeżeli mąż
                                                    > zabierze coś bez Twojej ZGODY i np. sprzeda - możesz iść na policję i zgłosić
                                                    > kradzież (mogą próbować Cię spławić, ale się nie daj, prawo jest po Twojej
                                                    > stronie). Należą Ci się też ALIMENTY na dziecko - mąż ma obowiązek łożyć na
                                                    > utrzymanie dziecka, nawet jeśli pije i z nim nie mieszka (i o ile się nie
                                                    mylę,
                                                    >
                                                    > nawet jeśli nie ma pracy).
                                                    > Wyjdź z roli ofiary - masz bardzo duże możliwości dochodzenia swoich praw,
                                                    nie
                                                    > w taki to w inny sposób. Zapoznaj się z prawem rodzinnym i cywilnym - może Ci
                                                    > się to BAAARDZO przydać. Nie jest tak, że to Twój mąż decycuje o Twoim życiu -

                                                    > to Ty o nim decydujesz. Nawet jeśli nie pracowałaś - to jesteś
                                                    > współwłaścicielką Waszego majątku (jeśli zajmowałaś się domem, dzieckiem
                                                    itp.,
                                                    > to także przyczyniałaś się do funkcjonowania rodziny w sensie materialnym,
                                                    np.
                                                    > odpadł wydatek na opiekunkę do dziecka). Radziłabym Ci też formalnie
                                                    > zarejestrować rozpad rodziny - jeśli nie przez rozwód to może porzez
                                                    separację
                                                    > -
                                                    > da Ci to rozdzielność majątkową (i w tym wypadku nie będziesz musiała już
                                                    dbać
                                                    >
                                                    > o to, żeby wierzyciel został o niej poinformowany) a alimenty na dziecko i
                                                    tak
                                                    > Ci będą przysługiwać. Separacja od rozwodu różni się tym, że jest tańsza i
                                                    jest
                                                    >
                                                    > odwracalna (można po jakimś czasie złożyć wniosek o zniesienie separacji) i
                                                    że
                                                    > nie można zawrzeć nowego związku małżeńskiego.
                                                    Annette!
                                                    Bardzo Ci dziekuję z wyjaśnienia!!! Rzeczywiście, nie znam się na prawie, w
                                                    przciwieństwie do mojego męża... No właśnie - jeżeli Ty takie rzeczy wiesz, to
                                                    co, on nie wie? (jak się domysliłaś jest prawnikiem). Czy po prostu mnie
                                                    straszy? Bo wie, że na pewnych rzeczach się nie znam. Przyznam, że oddałabym mu
                                                    ten komputer, bo mnie zwykła przyzwoitość nakazywałaby oddać, skoro to nie ja
                                                    za niego płaciłam. I tylko dlatego. Najwyżej pożyczę na jakiś czas od kogoś
                                                    drugi. Ale po tym co powiedziałś, zastanowię się jeszcze.
                                                    Odnośnie separacji - jak się to załatwia? Czy długo to trwa? Tzn. załatwianie
                                                    wszelkich formalności? Czy dwie strony muszą wyrazić zgodę? Ile to kosztuje i
                                                    kto za to płaci? O ile dobrze zrozumiałam - skutkiem separacji jest
                                                    rozdzielność majątkowa. Czy tak? Wobec czego nie trzeba tego osobno załatwiać.
                                                    Dobrze zrozumiałam? Czy ustala się wtedy jakie będą kontakty ojca z dzieckiem?
                                                    Czy to juz wyłącznie moja decyzja?
                                                    Nasz majątek... Czegoś takiego po prostu nie ma. Zawsze jakaś rzecz była albo
                                                    moja, albo jego. Ja żyłam z własnych pieniedzy, on miał do dyspozycji swoje.
                                                    Właśnie znalazłam na półce "Kodeks postępowania cywilnego z orzecznictwem". O,
                                                    ironio losu! Nie sądziłam,że będzie mi dane zaglądać tam we własnej sprawie...
                                                    Pozdrawiam i bardzo dziekuję!!!
                                                    ONA
                                                  • Gość: ONA Re: Witaj Kubku! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.03, 08:13
                                                    Witaj!
                                                    Tak, masz rację - jesteśmy (?) dziwnym małżeństwem. Dwa mieszkania, oddzielne
                                                    finanse. A łączyły nas wspóne podróże, erotyka. Może czasem bardzo poważne
                                                    rozmowy (ale bardzo rzadko i rzeczywiscie intelektualnie trzeba było się
                                                    wysilać - chociaż to lubię, nie przeczę).Ale jestem przekonana, że niezależność
                                                    finansowa odgrywa w związku bardzo istotną rolę. I gdybym to ja spłacała
                                                    komputer, to byłby on całkowicie mój.
                                                    Zawsze chciałam być niezależna - finansowo, emocjonalnie. Ale emocje ściśle
                                                    wiążą się z miłością, więć jeżeli jeszcze kochałam, to nie byłam niezależna.
                                                    Ale od miłości nie sposób tak po prostu się uwolnić - to kwestia głębokiego
                                                    zranienia drugiej osoby - tak jak się to stało w moim przypadku. I wiem, że to
                                                    koniec. Nawet jeżeli będzie przepraszać - co to zmieni!!! Nic - pewne rzeczy są
                                                    nieodwracalne! Wybaczyć coś złego pewnie można -ale zapomnieć - nigdy! Ja nie
                                                    zapomnę na pewno. Należę do ludzi, którzy albo kochają, albo nienawidzą.
                                                    Muszę kończyć
                                                    Pozdrawiam
                                                    ONA
                                                  • Gość: kubek34 Re: Witaj Kubku! IP: *.ld.euro-net.pl 29.04.03, 09:26
                                                    Dzień dobry !!!
                                                    Z tą niezależnością to chyba tak nie do końca - piszesz są ludzie którzy albo
                                                    kochają, albo nienawidzą i chcesz jak myślę zaliczyć się na dzien dzisiejszy
                                                    do tej drugiej grupy. Nawet jeśli odejdziesz od męża jak żyć z tą nienawiścią -
                                                    macie dziecko i tak czy inaczej ono kocha was oboje.To problem przed ktorym
                                                    nie uciekniecie i to oboje.
                                                    Zyczę miłego dnia !!!
                                                  • Gość: ONA Re: Witaj Kubku! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.03, 10:21
                                                    Witaj ponownie!
                                                    Tak, nasz rację - dziecko. Właśnie miałam o tym napisać, ale obudziła się i
                                                    musiałam się nią zająć.
                                                    Tym, co najbardziej nas łączy, jest, oczywiście, dziecko. I wiem, że muszę
                                                    zmienić się ja, żeby ona miała szczęśliwe dzieciństwo (tak, jak miałam ja).
                                                    Wydaje mi się, że jej kontakty z ojcem raz w tygodniu (sobota lub niedziela)
                                                    będą najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. A my będziemy wtedy chłodni wobec
                                                    siebie, i, oczywiście, niezwykle serdeczni wobec naszej córki. Przerabialiśmy
                                                    to w ubiegłą niedzielę...
                                                    A piszesz jeszcze o małżeństwie - a jakie, wegług Ciebie, małżeństwo jest
                                                    dobre? Ja nie chciałam żyć stereotypowo. Nie chciałam, żeby moje życie
                                                    sprowadzało się do posiłków, zakupów itd. Nie chciałam żyć nijak, bez wrażeń,
                                                    przeżyć, itp. Wiem, zaraz powiesz, że mam ich teraz aż za dużo. Faktycznie,
                                                    mam.
                                                    Uważałam, że związek między dwojgiem ludzie powinien przynosić im radość,
                                                    szczęście itp. Chciałam być po prostu szczęśliwa - i myślę, ze jestem,
                                                    niezależnie od tego co się dzieje. Chociaż wiem, że nie należy sobie tego
                                                    uzmysławiać.
                                                    I jeszcze pytanie - jakich kobiet poszukują mężczyźni? Bo, jak widać, ja czegoś
                                                    w tym wszystkim nie rozumiem.
                                                    Zawsze uważałam, że żona to przede wszytkim partnerka, a raczej partner
                                                    życiowy. Mylę się? W moim wyobrażeniu byłam dobrą partnerką. Chciałam być dobrą
                                                    żoną, kochanką, matką i pracownikiem. Nie chcę siebie oczywiście wybielać (bo
                                                    zapewne mam wady, ale ich nie widzę), ale wszyscy jego znajomi (np. z pracy), z
                                                    którymi ostatnio rozmawiałam, i którzy są przede wszystkim jego znajomymi,
                                                    przyznają rację mi, a nie jemu.
                                                    A zatem - jakich kobiet poszukują mężczyźni?
                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie
                                                    ONA
                                                  • Gość: kubek34 Re: Witaj Kubku! IP: *.ld.euro-net.pl 29.04.03, 10:54
                                                    Witaj !!!
                                                    Raz jeszcze witaj, jakich kobiet szukają mężczyźni - gdybym to wiedział pewnie
                                                    dziś odbierałbym nagrodę Nobla.To Ty zdecydowałaś że ten, a nie inny jest na
                                                    dziś ojcem waszego dziecka...więc coś musi was łaczyć.Czy wspólne życie jak
                                                    piszesz musi sprowadzać się do zakupów lub posiłków lub z drugiej strony być
                                                    pełne wrażeń i emocji.Emocje przeżyłaś i będziesz przeżywać jeszcze długo z
                                                    tym że chyba akurat te emocje nie są zdrowe.Piszesz że w Twojej rodzinie nie
                                                    było problemu alkoholowego( ja jestem dzieckiem alkoholika) więc zadaj sobie
                                                    pytanie czy Twoi rodzice byli(są szczęśliwi).

                                                    ps: tak czy inaczej Twoje dziecko i widzi i wie co jest między wami - to wiem
                                                    bo moja córka ma tera 7 lat, a doświadczyła tego samego(jak myślę) kiedy miala
                                                    sporo mniej.Ona to wszysto pamięta i jak myślę jeszcze sporo czasu i pracy
                                                    będzie mnie kosztowało odzyskanie choć części zaufania(wiesz że najtrudniej
                                                    jest właśnie z dzieckiem - nie z żoną, matką czy rodziną, a właśnie z
                                                    dzieckiem...)
                                                    pozdrawiam...
                                                  • Gość: Annette Re: Witaj Kubku! IP: *.de.ibm.com 29.04.03, 15:49
                                                    Gość portalu: ONA napisał(a):

                                                    > Witaj!
                                                    > Tak, masz rację - jesteśmy (?) dziwnym małżeństwem. Dwa mieszkania, oddzielne
                                                    > finanse.

                                                    To faktycznie właściwie nie byliście małżeństwem, tylko parą kochanków. Bo
                                                    małżeństwo to właśnie wspólnota, wspólny dom, finanse, długi, dola i niedola.
                                                    Niezależność taka o jakiej piszesz zaprzecza idei małżeństwa (to broń Boże nie
                                                    krytyka!)
                                                    Możesz te fakty wykorzystać przy przeprowadzaniu sepracji. Pamiętaj, że jeśli
                                                    któreś z mieszkań było kupione w czasie małżeństwa, to też jest wspólne!

                                                    > Ale jestem przekonana, że niezależność
                                                    >
                                                    > finansowa odgrywa w związku bardzo istotną rolę.

                                                    Wszytko jest dobrze, dopóki jest dobrze. Ale z reguły kobiety mniej zarabiają i
                                                    to przy nich zostają małoletnie dzieci. Dlatego zawiera się małżeństwo - bo
                                                    wspólnie łatwiej się utrzymać, łatwiej budować, łatwiej zapewnić dzieciom
                                                    godziwe warunki życia. Oczywiście o ile obie strony się starają, tak jak się do
                                                    tego ZOBOWIĄZAŁY w Urzędzie Stanu Cywilnego.

                                                    > I gdybym to ja spłacała
                                                    > komputer, to byłby on całkowicie mój.

                                                    Komputer jest wspólny, czy Ci się to wydaje moralnie w porządku, czy nie.
                                                    Możesz oczywiście się go zrzec, jeśli masz ochotę, albo - o ile się nie mylę -
                                                    zażądać połowy jego wartości.

                                                    > Zawsze chciałam być niezależna - finansowo, emocjonalnie. Ale emocje ściśle
                                                    > wiążą się z miłością, więć jeżeli jeszcze kochałam, to nie byłam niezależna.

                                                    Małżeństwo to zależność właśnie. A posiadanie dzieci, to już szczególnie!

                                                    > Ale od miłości nie sposób tak po prostu się uwolnić - to kwestia głębokiego
                                                    > zranienia drugiej osoby - tak jak się to stało w moim przypadku. I wiem, że
                                                    to
                                                    > koniec. Nawet jeżeli będzie przepraszać - co to zmieni!!! Nic - pewne rzeczy

                                                    >
                                                    > nieodwracalne! Wybaczyć coś złego pewnie można -ale zapomnieć - nigdy! Ja nie
                                                    > zapomnę na pewno. Należę do ludzi, którzy albo kochają, albo nienawidzą.

                                                    Życie jest pełne niespodzianek i nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo, co
                                                    będziemy myśleć i czuć za miesiąc, czy za rok. Teraz czujesz nienawiść, bo
                                                    zostałaś zraniona. Ale pamiętaj, że nienawiść najbardziej uderza w osobę, która
                                                    nienawidzi, ją pali i gryzie (a nienawidzonemu z reguły jest wsio rawno).
                                                    A.
                                                  • Gość: ONA Re: Witaj Annette! I Ty Kubku! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.04.03, 19:07
                                                    Gość portalu: Annette napisał(a):

                                                    > Gość portalu: ONA napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Witaj!
                                                    > > Tak, masz rację - jesteśmy (?) dziwnym małżeństwem. Dwa mieszkania, oddzie
                                                    > lne
                                                    > > finanse.
                                                    >
                                                    > To faktycznie właściwie nie byliście małżeństwem, tylko parą kochanków. Bo
                                                    > małżeństwo to właśnie wspólnota, wspólny dom, finanse, długi, dola i niedola.
                                                    > Niezależność taka o jakiej piszesz zaprzecza idei małżeństwa (to broń Boże
                                                    nie
                                                    > krytyka!)
                                                    > Możesz te fakty wykorzystać przy przeprowadzaniu sepracji. Pamiętaj, że jeśli
                                                    > któreś z mieszkań było kupione w czasie małżeństwa, to też jest wspólne!
                                                    >
                                                    > > Ale jestem przekonana, że niezależność
                                                    > >
                                                    > > finansowa odgrywa w związku bardzo istotną rolę.
                                                    >
                                                    > Wszytko jest dobrze, dopóki jest dobrze. Ale z reguły kobiety mniej zarabiają
                                                    i
                                                    >
                                                    > to przy nich zostają małoletnie dzieci. Dlatego zawiera się małżeństwo - bo
                                                    > wspólnie łatwiej się utrzymać, łatwiej budować, łatwiej zapewnić dzieciom
                                                    > godziwe warunki życia. Oczywiście o ile obie strony się starają, tak jak się
                                                    do
                                                    >
                                                    > tego ZOBOWIĄZAŁY w Urzędzie Stanu Cywilnego.
                                                    >
                                                    > > I gdybym to ja spłacała
                                                    > > komputer, to byłby on całkowicie mój.
                                                    >
                                                    > Komputer jest wspólny, czy Ci się to wydaje moralnie w porządku, czy nie.
                                                    > Możesz oczywiście się go zrzec, jeśli masz ochotę, albo - o ile się nie mylę -

                                                    > zażądać połowy jego wartości.
                                                    >
                                                    > > Zawsze chciałam być niezależna - finansowo, emocjonalnie. Ale emocje ściśl
                                                    > e
                                                    > > wiążą się z miłością, więć jeżeli jeszcze kochałam, to nie byłam niezależn
                                                    > a.
                                                    >
                                                    > Małżeństwo to zależność właśnie. A posiadanie dzieci, to już szczególnie!
                                                    >
                                                    > > Ale od miłości nie sposób tak po prostu się uwolnić - to kwestia głębokieg
                                                    > o
                                                    > > zranienia drugiej osoby - tak jak się to stało w moim przypadku. I wiem, ż
                                                    > e
                                                    > to
                                                    > > koniec. Nawet jeżeli będzie przepraszać - co to zmieni!!! Nic - pewne rzec
                                                    > zy
                                                    > są
                                                    > >
                                                    > > nieodwracalne! Wybaczyć coś złego pewnie można -ale zapomnieć - nigdy! Ja
                                                    > nie
                                                    > > zapomnę na pewno. Należę do ludzi, którzy albo kochają, albo nienawidzą.
                                                    >
                                                    > Życie jest pełne niespodzianek i nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo, co
                                                    > będziemy myśleć i czuć za miesiąc, czy za rok. Teraz czujesz nienawiść, bo
                                                    > zostałaś zraniona. Ale pamiętaj, że nienawiść najbardziej uderza w osobę,
                                                    która
                                                    >
                                                    > nienawidzi, ją pali i gryzie (a nienawidzonemu z reguły jest wsio rawno).
                                                    > A.
                                                    Witaj!
                                                    Muszę Ci się pryznać, że wczoraj jak przeczytałam, najbardziej zabolało
                                                    mnie:"To faktycznie właściwie nie byliście małżeństwem, tylko parą kochanków".
                                                    NIe powiem, że nie było mi przykro, bo było. I wiesz pomyślałam sobie, że w
                                                    pewnym sensie masz rację. A potem przyszła mi do głowy kolejna myśl - a skąd
                                                    wiadomo jaki jest wzorzec małżeństwa? Czy to gdzieś jest napisane? Ja nie mam
                                                    ślubu kościelnego, więc nauk w kościele nie pobierałam, ale uważam, że człowiek
                                                    powinien przede wszyskim być uczciwym, by nie musieć się spowiadać. Powinien
                                                    tak żyć, by nie mieć sobie nic do zarzucenia. I niezależnie od tego, czy jest
                                                    wierzącym, czy nie, przestrzegać określonych zasad, norm itp. Nie ranić, nie
                                                    krzywdzić, po prostu być dobrym. Wiem, oczywiście, że bycie dobrym nie zawsze
                                                    jest najlepsze dla nas samych, ale mówię tu tak ogólnie o byciu dobrym,
                                                    przyzwoitym człowiekiem.
                                                    NIe wiem, może rzeczywiście zbyt "lekko" potraktowałam zmianę stanu cywilnego.
                                                    Może trzeba było żądać, ustalać, robić plany dalekosiężne. I prawdopodobnie
                                                    należało wybrać innego partnera. Tylko to tak łatwo powiedzieć! Znalezienie
                                                    odpowiedniego mężczyzny, który nadawałby się na męża (i na ojca mojego dziecka
                                                    przede wszystkim!!!) wcale nie jest takie proste. Do tego potrzebne są
                                                    okreslone sytuację, a jak najpierw było się grzeczną córką, potem studentką, to
                                                    to nie jest wcale takie proste. Ale to już zdecydowanie inny temat...
                                                    Jak brałam ślub, to nie myślałam o tym wszystkim.To znaczy, nie myslałam o tym,
                                                    jak będzie wyglądać moje życie. Po prostu chciałam, żebysmy byli razem, jak by
                                                    to powiedzieć - "legalnie". Każde małżeństwo jest inne - nasze było takie,
                                                    jakie było.
                                                    A za informacje dotyczące separacji bardzo dziękuję!!! Więcej pytań nie mam,
                                                    chociaż widzę, że jest z tym trochę zachodu...

                                                    KUbku!
                                                    Wybacz, ze nie odpowiadam, (chociaż bardzo mi "odpowiada" sposób, w jaki
                                                    piszesz), ale po prostu nie mam fizycznie czasu. Ale to, co napisałam do
                                                    Annette, jest w pewnym sensie odpowiedzią również dla Ciebie.
                                                    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu. Mój, niestety, będzie
                                                    pracowity... Ale będę robiła to, co dla mnie jest ważne, więc nie będzie tak źle
                                                    ONA


                                                  • Gość: Annette Re: Witaj Annette! I Ty Kubku! IP: *.de.ibm.com 06.05.03, 11:25
                                                    Gość portalu: ONA napisał(a):

                                                    > Muszę Ci się pryznać, że wczoraj jak przeczytałam, najbardziej zabolało
                                                    > mnie:"To faktycznie właściwie nie byliście małżeństwem, tylko parą
                                                    kochanków".
                                                    > NIe powiem, że nie było mi przykro, bo było. (...) A potem przyszła mi do
                                                    głowy kolejna myśl - a skąd
                                                    > wiadomo jaki jest wzorzec małżeństwa? Czy to gdzieś jest napisane?

                                                    Absolutnie nie chciałam Cię urazić, wybacz mi.
                                                    Podejście kościoła katolickiego jest mi zupełnie obce, w określaniu, czym jest
                                                    instytucja małżeństwa oparłam się na ustawie - kodeksie rodzinnym, który mówi,
                                                    iż małżenstwo to wspólne pożycie, wspólny majątek, wspólne zarządzanie
                                                    finansami, wspólne gospodarstwo domowe, wspólna opieka i utrzymywanie dzieci.
                                                    Ogólnie, nie ma już "ja i ty", jesteśmy "my".
                                                    Ja też wyszłam za mąż nie mając świadomości skutków tego, na co się
                                                    zdecydowałam. Poniosłam - i nadal ponoszę - bardzo wysokie koszty: ogromne
                                                    długi, strach i wiele wylanych łez. Po wpływem tego strachu sięgnęłam po to, z
                                                    czym powinnam była być obeznana PRZED zawarciem związku małżeńskiego, czyli po
                                                    przepisy i ze zdumieniem zorientowałam się, że małżeństwo to nie takie hop-
                                                    siup! Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam ile obowiązków i ograniczeń
                                                    wzięłam na siebie, nie wiedząc o tym! Jak bardzo moje życie stało się zależne
                                                    od drugiej osoby! I że jednocześnie zyskałam prawa, z których nie skorzystałam,
                                                    bo nie wiedziałam, że je mam. Byłam jak kierowca, który kupił prawo jazdy nie
                                                    znając przepisów - po czym władował się nowiutkim autem pod ciężarówkę i
                                                    płakał, że nie wiedział, że ci z prawej mają pierwszeństwo... Dlatego uważam,
                                                    że warto wiedzieć, co może nas w życiu spotkać i dzielę się z Tobą swoją
                                                    wiedzą - może Ci się przyda. A jeśli nie - to tym lepiej i tego Ci życzę, żeby
                                                    życie Twoje ułożyło się harmonijnie, bez pomocy sądów, pozwów, prawników i -
                                                    przede wszystkim - wezwań do zapłaty.
                                                    Pozdrawiam cieplutko!
                                                    A.
                                                  • Gość: Annette Re: fakty na dziś IP: *.de.ibm.com 29.04.03, 15:20
                                                    Gość portalu: ONA napisał(a):

                                                    > Przyznam, że oddałabym mu
                                                    > ten komputer, bo mnie zwykła przyzwoitość nakazywałaby oddać, skoro to nie ja
                                                    > za niego płaciłam.

                                                    To oczywiście kwestia Twojego sumienia, ale zgodnie z prawem majątek jest Wasz
                                                    wspólny. Również zarobki Wasze wchodzą w skład majątku wspólnego, czyli nie ma
                                                    znaczenia kto płacił. Bo małżeństwo jest to wspólnota, tandem, jeden wózek na
                                                    którym jedzie dwoje ludzi. I to nie Ty zepsułaś ten wózek. Zostajesz sama, z
                                                    dzieckiem, bez wsparcia materialnego ze strony mężczyzny, który przysięgał Ci,
                                                    że - świadomy praw i obowiązków - bedzie dbał o wasze małżeństwo i przyczyniał
                                                    się do jego trwania.

                                                    > Odnośnie separacji - jak się to załatwia? Czy długo to trwa? Tzn. załatwianie
                                                    > wszelkich formalności? Czy dwie strony muszą wyrazić zgodę? Ile to kosztuje i
                                                    > kto za to płaci?

                                                    Na początek trochę teorii: separacja to prawne rozłączenie małżonków bez
                                                    rozwiązywania małżeństwa. W odróżnieniu od rozwodu, nie powoduje ustania
                                                    małżeństwa. Skorzystanie z niej pozwala zalegalizować i zorganizować separację
                                                    faktyczną. Charakteryzuje się ona przede wszystkim zwolnieniem małżonków z
                                                    obowiązku wspólnego pożycia przy zachowaniu węzła małżeńskiego. NIE JEST
                                                    obowiązkowym etapem przed ewentualnym rozwodem. Separacja formalna jest
                                                    środkiem nie tak drastycznym jak rozwód. Zakłada się, że małżonkowie
                                                    pozostający w separacji zastanowią się głębiej, w atmosferze wolnej od napięć,
                                                    nad wartością małżeńskiej wspólnoty, a taka analiza skłoni ich niejednokrotnie
                                                    do przywrócenia wspólnego życia. Będzie więc wtedy działała na rzecz pojednania
                                                    małżonków. W okresie pozostawania w separacji mogą też utracić znaczenie
                                                    okoliczności, które zadecydowały o rozstaniu i kryzys małżeński może okazać się
                                                    przejściowy.

                                                    Przesłanki:
                                                    1. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny rozkład pożycia, każdy z małżonków
                                                    może żądać, by sąd w trybie procesowym orzekł separację (tzw. wpis, czyli
                                                    opłata przy składaniu pozwu - 500 zł).
                                                    O ile się nie mylę, to płaci małżonek wyłącznie winny, jeśli nie orzeka się o
                                                    winie, to po połowie. Ale sąd pobiera opłatę z góry i tę musisz uiścić Ty. A w
                                                    pozwie piszesz, że "wnosisz o zasądzenie od pozwanego na rzecz powódki kosztów
                                                    procesu" i sąd nakaże Twojemu mężowi zwrócić Ci koszty sprawy.
                                                    2. Jeżeli małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci sąd może orzec
                                                    separację w na podstawie zgodnego żądania małżonków w trybie nieprocesowym
                                                    (koszt - 100 zł). Was niestety ta opcja nie dotyczy, bo macie dziecko.

                                                    Do orzeczenia separacji nie jest wymagane, by rozkład pożycia był trwały (to
                                                    ułatwia jej orzeczone, bo sędzia nie może powiedzieć - wydaje mi się że ten
                                                    rozkład nie jest trwały i może jeszcze do siebie wrócicie). Orzeczeniu
                                                    separacji nie stoi na przeszkodzie, że żąda jej małżonek zupełnie winny
                                                    rozkładu pożycia (czyli teoretycznie Twój mąż też mógłby o nią wystąpić). Z
                                                    żądaniem separacji wystąpić może jeden albo oboje małżonków (czyli nie
                                                    potrzebujesz zgody męża). Składa się pozew do sądu, w okręgu którego
                                                    małżonkowie mieli ostatnie wspólne zamieszkiwanie, jeżeli choć jedno z nich w
                                                    tym okręgu jeszcze przebywa (sąd cywilny, wydział rodzinny, najlepiej dopytać
                                                    się w informacji w Waszym sądzie). Sąd orzeka separację bezterminowo (czyli
                                                    separacja będzie trwała dopóki jej sądownie nie zniesiecie, albo się nie
                                                    rozwiedziecie). Jeżeli jeden z małżonków żąda orzeczenia separacji a drugi
                                                    orzeczenia rozwodu, a żądanie to jest uzasadnione, sąd orzeka rozwód. Przy
                                                    orzekaniu separacji w trybie procesowym sąd ORZEKA O WINIE (ale trzeba napisać
                                                    w pozwie, że chce się seprację z orzeczeniem o winie). Żeby mąż został uznany
                                                    winnym musisz przedstawić dowody jego winy - np. świadków, którzy potwierdzą,
                                                    że mąż jest alkoholikiem, zaświadczenie ze szpitala o alkoholiźmie,
                                                    zaświadczenie od dzielnicowego (o ile dzielnicowy go zna) albo z izby
                                                    wytrzeźwień (o ile był). Najpierw upewnij się, że świadkowie przez Ciebie
                                                    powołani potwierdzą Twoje słowa, bo możesz się zdziwić!
                                                    Separacja prawna powstaje w dniu uprawomocnienia się wyroku (czyli o ile się
                                                    orientuję, 2 tyg. od wyroku).
                                                    Skutki separacji to m.in.:
                                                    - Powstanie między małżonkami rozdzielności majątkowej
                                                    - Wyłączenie domniemania pochodzenia dziecka od męża matki (bo jeśli w czasie
                                                    małżeństwa zajdziesz w ciąże - obojętnie z kim - to prawnie mąż zostanie ojcem
                                                    dziecka. W wypadku sepracji, jeśli dziecko będzie męża, to trzeba będzie
                                                    przeprowadzić sprawę o USTALENIE OJCOSTWA)
                                                    - Odsunięcie małżonka spadkodawcy od dziedziczenia ustawowego, jeżeli w chwili
                                                    otwarcia spadku małżonkowie pozostawali w separacji (czyli Ty nie dziedziczysz
                                                    po nim - również jego długów, a on po Tobie)
                                                    Zniesienie separacji - następuje na zgodne żądanie małżonków, po
                                                    przeprowadzeniu rozprawy. Kosztuje 100 zł. (Czyli jeśli się pogodzicie i
                                                    wrócicie do siebie, to składacie wniosek do sądu i płacicie 100 zł)

                                                    O alimenty na utrzymanie dziecka możesz wnieść już teraz (nie pamiętam w jakiej
                                                    wysokości jest wpis) albo w pozwie o seprację. I nie miej poczucia winy - Twój
                                                    mąż ma święty obwiązek łożyć na utrzymanie swojego dziecka. Jeśli chce wieść
                                                    życie niebieskiego ptaka - ma takie prawo, ale dziecko się na świat samo nie
                                                    pchało i mu się należy utrzymanie od rodziców.
                                                    Nie potrafię powiedzieć, ile czasu trwa przeprowadzenie sepracji - ale jeśli
                                                    bez orzekania o winie, to niezbyt długo. Zależy to też od ilości spraw w waszym
                                                    sądzie i złożoności sprawy. Przesłuchania świadków, dużo dowodów to wszystko
                                                    przedłuża sprawę. Musisz sama zdecydować, czy zależy Ci na czasie, czy
                                                    orzeczeniu o winie. Zapoznaj się z konsekwencjami nieorzekania o winie i
                                                    orzekania.
                                                    Na stronie BABY albo w serwisie www.e-prawnik.pl znajdziesz wzory pozwu i
                                                    więcej informacji na ten temat. Bardzo Cię zachęcam do poczytania, żebyś
                                                    wiedziała na czym stoisz. Ja bardzo boleśnie przekonałam się, jakie mogą być
                                                    skutki małżeństwa bez znajomości prawa, czego Tobie z całego serca nie życzę.

                                                    > O ile dobrze zrozumiałam - skutkiem separacji jest
                                                    > rozdzielność majątkowa. Czy tak? Wobec czego nie trzeba tego osobno
                                                    załatwiać. Dobrze zrozumiałam?

                                                    Dokładnie tak, ale rozdzielność będzie dopiero po sprawie i uprawomocnieniu się
                                                    wyroku.

                                                    > Czy ustala się wtedy jakie będą kontakty ojca z dzieckiem?
                                                    > Czy to juz wyłącznie moja decyzja?

                                                    Tego niestety nie wiem, nie mam dzieci, więc się tym aspektem nie
                                                    interesowałam. Ale w BABIE, albo e-prawniku napewno coś znajdziesz (polecam
                                                    BABĘ, bo łatwiejszym językiem jest napisana)

                                                    > Nasz majątek... Czegoś takiego po prostu nie ma. Zawsze jakaś rzecz była albo
                                                    > moja, albo jego. Ja żyłam z własnych pieniedzy, on miał do dyspozycji swoje.

                                                    To nie tak: wszystko co kupiliście w trakcie małżeństwa prawnie jest wspólne.
                                                    Czy to pralka, czy lodówka, TV, kamera, mieszkanie. Możecie się oczywiście
                                                    dogadać co do podziału majątku - "ja biorę to, a Ty to". Możesz też o podział
                                                    majątku wystąpić do sądu (przedłuży chyba to sprawę) .

                                                    > Właśnie znalazłam na półce "Kodeks postępowania cywilnego z orzecznictwem".
                                                    O,
                                                    > ironio losu! Nie sądziłam,że będzie mi dane zaglądać tam we własnej sprawie...

                                                    Kodeks trudno się czyta, zwłaszcza, że my - laicy często błędnie interpretujemy
                                                    zapisy.

                                                    > Pozdrawiam i bardzo dziekuję!!!

                                                    Nie ma za co, cieszę się, że mogę Ci jakoś, w miarę moich skromnych możliwości,
                                                    pomóc. Trzymaj się dzielnie, jestem z Tobą.
                                                    A.
                                                  • Gość: ONA Re: Do Annette IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.04.03, 00:31
                                                    Annette!
                                                    Jesteś niesamowita - tyle informacji!!! Nie spodziewałam się. Przeczytałam
                                                    wszystko, ale więcej napiszę jutro wieczorem.
                                                    Pozdrawiam Cię i dziękuję!
    • hepik1 Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc 02.05.03, 06:41
      Jesteśmy znów na wizji
      • Gość: ONA Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.05.03, 12:09
        Witajcie, witajcie!
        Ale nic się nie dzieje...
        Pozdrawiam
        • Gość: ONA Re: Witaj Kubku! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.03, 07:57
          Witaj!
          Wysłałam Ci e-maila. Jeśli otrzymasz, potwierdź na tym forum.
          Pozdrawiam
          • Gość: kubek34 Re: Witaj Kubku! IP: *.ld.euro-net.pl 04.05.03, 12:58
            Gość portalu: ONA napisał(a):

            > Witaj!
            > Wysłałam Ci e-maila. Jeśli otrzymasz, potwierdź na tym forum.
            > Pozdrawiam

            Wiataj !!!
            Tak dostałem wiadomość...
            Pozdrawiam....
            • Gość: ONA Re: Witaj Annette! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.03, 21:08
              Witaj!
              Bardzo się cieszę,że napisałaś. Tak, masz rację w tym, co piszesz.
              P.S. A ja piszę już z nowego komputera. Ale drugi jeszcze mam! i jeszcze nie
              oddaję...
              Pozdrawiam serdecznie
              ONA
              • Gość: kubek34 Re: Witaj IP: *.ld.euro-net.pl 06.05.03, 21:20
                Witaj !!!
                Więc jednak drugi komputer - no cóż u mnie było jednak trochę inaczej, po
                prostu na zewnatrz zgadzałem się na wszystko - tylko w środku aż strach...
                jak widać różni są alkoholicy....
                pozdrawiam
                • Gość: ONA Re: do Kubka!!! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.03, 18:08
                  Witaj Kubku!
                  Czy dostałeś mojego e-maila? Wysłałam Ci go w poniedziałek wieczorem.MAm
                  jeszcze techniczne problemy z internetem. Tzn. internet mam w nowym
                  komputerze, a na starym pracuję. Ale z pocztą mam problemy.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Mam dość sporo pracy, więc dłuższe wypowiedzi, być może, za parę dni.
                  ONA
                  • kubek341 Re: do Kubka!!! 07.05.03, 21:56
                    Witaj !!!
                    Niestety nie otrzymalem maila - cóż zlośliwość przedmiotów martwych....
                    pozdrawiam
        • Gość: ewcias Re: do Stachu 34 i Hepika - proszę o pomoc IP: 195.117.159.* 07.05.03, 10:15
          Jeżeli moge Ci podsunąć dobrą radę wejź na stronę www.akcjasos.pl a tam kliknij
          na tytuł TECZA. Poczytaj i wejdź na czat ok . 20 -21.
          A jego zostaw samemu sobie.
          Musisz pomagać sobie.
          • Gość: ONA Re:w sprawie "Tęczy" IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.03, 18:17
            Witaj!
            Zairzałam, rzeczywiście warto zaglądać. Dzięki za pomoc.
            Pozdrawiam
            • Gość: ONA Re:tak ogólnie w słoneczne majowe popołudnie... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.03, 18:25
              Wiecie co, zmęczona jestem tym wszystkim. Wciąż alkoholizm i alkoholizm.
              Wszyscy tylko wydzwaniają z pytaniami: "Jak Twój mąż?" Nie chce mi się na ten
              temat już w ogóle mówić. Żyjemy oddzielnie i koniec. Nie tylko mąż jest dla
              mnie ważny (o ile w ogóle jest ważny). Tyle rzeczy się dzieje... A wolność
              jest fantastyczna!!! NAprawdę. Dziekuję WSZYSTKIM, któzy mi pomagali i
              pomagają. Świat naprawdę nie kończy się na jednym facecie!.. Co, nie mam racji?
              Pozdrawiam Was
              ONA
              • Gość: stachu34 Re:tak ogólnie w słoneczne majowe popołudnie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.03, 19:38
                Witaj Ona
                Masz rację świat nie kończy się na jednym facecie, tym bardziej, że wybiera (
                jak na razie) alkohol niż rodzinę. Tylko mam prośbę do Ciebie nie zapominaj, że
                to jest choroba, poważna choroba.
                Zobacz ile cennych wskazówek zostało zawartych w tym wątku, jak ludzie Ciebie
                życzliwie potraktowali. To są ci wszyscy którzy przeżyli podobne doświadczenia.
                Natomiast ogólnie, społeczeństwo nie ma pojęcia czym jest choroba alkoholowa.
                Ile cierpienia i dramatu niesie ze sobą dla drugiej strony związku czy
                małżeństwa. Ja nazywam to chorobą „czterech ścian” lub „jednego pokoju”, bo nic
                po za nie wychodzi. Stąd też duża troska Waszych znajomych o Twojego męża. Dla
                nich to dobry człowiek który miał jakieś fanaberie i lubił sobie troszkę popić.
                Masz rację odpocznij od tego wszystkiego, a jak będziesz miała ochotę to
                napisz „małe co nie co”. Ja codziennie tu zaglądałem i codziennie śledziłem ten
                wątek, i będę to robił nadal. Tyle ludzi się włączyło...To jest super.
                Pozdrawiam Cię serdecznie-bądź dzielna...
              • kubek341 Re:tak ogólnie w słoneczne majowe popołudnie... 07.05.03, 22:00
                Witaj !!!
                Zycie nigdy się nie kończyło ani zaczynało na alkoholu - ale to jest taka
                choroba który niszczy i alkoholika i wszystkich którzy go otaczają, a przed
                tym raczej trudno uciec.
                pozdrawiam...

            • Gość: ewcias Re:w sprawie 'Tęczy' IP: 195.117.159.* 08.05.03, 14:21
              Cieszę się że podobała Ci sie strona. Zapraszam na czat, a może bedziesz
              chciała zapisac się do nas.Na czacie dowiesz się wszystkiego. naprawdę
              atmosfera jest cudowna, zawsze otrzymasz pomoc .
              • Gość: ONA Re:i znów majowe popołudnie... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.03, 18:49
                Witajcie!
                Jesteście wszyscy fantastyczni! Dzięki Wam JESTEM! Chcę tylko powiedzieć, że
                życie jest piękne - zupełnie nie wiem, skąd to stwierdzenie, bo pracy dużo,
                problemów masa (jak wiecie), ale może to ten piękny maj? Kwitnące kasztany.
                cudowne żółte mlecze... To wszystko trzeba zauważać, bo to wszystko jest
                naszym życiem. A ja jutro wybiorę się z małą na spacer i będę zachwycać się
                wiosną. Oj, nawet nie powiem na co jeszcze mam ochotę...
                A tak naprawdę to potrzebny mi tydzień wakacji... Ale to jeszcze sporo czasu...
                Czy lubicie dobre kino? Ja bardzo! Czy oglądaliście "Fridę"? I co sądzicie o
                głównej bohaterce? Co sądzicie o takich wyzwolonych kobietach? JA byłam pod
                wrażeniem. I nie powiem, że nie miłabym ochoty jej naśladować...

                KUBEK!
                Bardzo szkoda, że nie otrzymałeś mojego maila. Ale to nic, jeszcze się z Tobą
                skontaktuję. Pozdrawiam Cibie i Twoją żoną.
                STACHU!
                BArdzo cenię sobie Twoje uwagi - i wiem, że nie tylko ja - jesteś tu
                autorytetem nr 1!Bądź szczęśliwy, staraj się być...
                Ewa (sorry, ale nie zapamiętałam całego nicka) - o czacie - bardzo chętnie,
                ale mam mnóstwo pracy, teraz też mam wyrzuty sumienia, że nie pracuję. MOże za
                jakiś czas - ale zaglądać będę na pewno.
                Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!!
                ONA
                • Gość: kubek34 Re:i znów majowe popołudnie... IP: *.ld.euro-net.pl 08.05.03, 19:21
                  Witaj !!!
                  Fridą to ja już napewno nie będę, a kino lubię nawet bardzo - polecam "Drogę
                  do zatracenia", albo "Zieloną Milę" - i kino dobre i aktor dobry.
                  pozdrowienia...
                  • Gość: ONA Re:i znów majowe popołudnie... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.03, 22:48
                    Witaj KUbku! Zobaczę to, co po poleciłeś. A "Przełamując fale" widziałeś? Robi
                    wrażenie.
                    Pozdrawiam
                    • Gość: kubek34 Re:i znów majowe popołudnie... IP: *.ld.euro-net.pl 09.05.03, 07:17
                      Witaj !!!
                      Nie nie widziałem, ale obejrzę - dzięki.
                      Jeśli będziesz miała czas zobacz sobie film "Księżniczka Mononoke" - to
                      kreskówka (ale naprawdę warto - jest to poprzedni film autora obecnie
                      nagrodzonego oskarem "spirited away - w krainie bogów", trochę straszna ale
                      można obejrzeć z dzieckiem)- warto zabaczyć choćby dla samej anomacji.

                      pozdrawiam ....
                    • Gość: hepik Re:Czyżby? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.03, 05:55
                      ...nastąpił powrót marnotrawnego na łono rodziny?
                      • Gość: ONA Re:Powrót? Ależ skąd! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.03, 07:20
                        Witaj Hepik! Witajcie wszyscy!
                        Nie nastapiłżaden powrót, ależ skąd! Po prostu mam ważniejsze sprawy na
                        głowie. Odezwę sie za jakieś dwa tygodnie i wtedy powiem.
                        Pozdrawiam Was wszystkich
                        • Gość: stachu34 Re:Powrót? Ależ skąd! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.03, 17:28
                          Witaj Ona
                          Hepik Cię sprowokował i fajnie.
                          Jesteś dzielna-no,no,no :-))
                          ...a ja usycham z ciekawości,chociaż wiem że to pierwszy stopień do...
                          • Gość: hepik1 Re:Powrót? Ależ skąd! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.03, 05:47
                            Gdy zobaczyłem,że wątek drgnął aż poczułem niepokój,że mi się
                            dostanie ,zwłaszcza od Onej.Ale okazało się,że wsio okey.A Stachu mnie wogóle
                            podbudował zdradzając swoją ciekawość.Czasami ciekawie wzbudzić jakiś stary
                            wątek,zwłaszcza gdy ma spaść na drugą stronę,czyli praktycznie w niebyt.A przy
                            tej histori było o tyle inaczej,że poprzedni wątek był jeszcze obszerniejszy
                            ale zakończyła go Ona praktycznie oficjalnie a tutaj tak się urwał ni z
                            gruchy ,ni z pietruchy.W każdym razie poczułem się jakbym spotkał dawno nie
                            widzianych znajomych i spytał-Co słychać?Pozdrawiam i trzymam za słowo.W końcu
                            dwa tygodnie to nie wiecazność-Stachu -wytrzymamy?
                            • Gość: stachu34 Re:Powrót? Ależ skąd! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.03, 06:24
                              Jasne,Hepik że wytrzymamy.
                              To prawda ze starszymi wątkami jest tak jak ze znajomymi-długo niewidzianymi
                            • Gość: kubek34 Re:Powrót? Ależ skąd! IP: 212.160.236.* 26.05.03, 10:43
                              Witajcie !!!
                              jak myślę każdy jest podobny i w każdym siedzi odrobina ciekawości( bo we mnie
                              napewno)...
                              pozdrawiam
                              • Gość: hepik1 Re:Powrót? Ależ skąd! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.03, 23:18
                                No to czekamy w komplecie.A może jeszcze ktoś?A mówią,że ciekawość pierwszy
                                stopień do piekła.Albo,że to baby są ciekawskie.Pozdr.
                                • Gość: ONA Re:Drodzy starzy przyjaciele...żadnych nowości! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.05.03, 18:44
                                  Witajcie!
                                  Ubawiłam się czytając Wasze listy, ale jeszcze nie moge powiedzieć, tego co
                                  chcę powiedzieć. Poczekajcie...
                                  PS. Rzeczywiście, ciekawscy jesteście, jak baby...
                                  Pa! Trzymajcie sie!
                                  ONA
                                  • Gość: ONA Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.03, 13:24
                                    Witajcie!!!
                                    Długo mnie nie było. A dlaczego? No właśnie, muszę się Wam pochwalić -
                                    napisałam pracę doktorską!!! I co Wy na to? Wczoraj praca została złożona na
                                    Radę Wydziału. Bardzo się cieszę, że ją napisałam. Naprawdę. Zważywszy na
                                    warunki i pewne "zdarzenia", to uważam że mogę być z siebie zadowolona.
                                    Rozumiecie, zatem, że problemy wszelkie inne zeszły na plan dalszy, i była
                                    tylko praca, praca, praca. Ale warto było! Czekają mnie teraz egzaminy, a
                                    potem (jesienią) obrona. Wakacji nie będzie, więc, "normalnych", no, ale cóż -
                                    coś za coś. Prawda?
                                    Pozdrawiam WAS ... i czekam na Wasze komentarze...
                                    ONA
                                    • Gość: ONA Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.03, 14:07
                                      I oderwijcie się trochę od problemów alkoholowych - życie może być naprawdę
                                      piękne!!!
                                      • Gość: stachu34 Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.03, 15:29
                                        Witaj Ona…
                                        Tak strasznie się cieszę i serdecznie gratuluję, że nie masz pojęcia…
                                        To wielka sztuka wobec problemów skupić się na tak ważnej sprawie, nie każdego
                                        na to stać.
                                        Ale taka umiejętność pozwala chyba na upuszczenie co nie co „pary z gwizdka”,
                                        prawda?
                                        Wakacji jeszcze wiele przed Tobą, i to na pewno niezapomnianych i
                                        szczęśliwych. Tego życzę Ci z całego serca, bo w pełni na to zasługujesz.
                                        Ale,ale …napisz co dzieje się u Onego?
                                        Pozdrawiam…
                                    • Gość: Annette Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.de.ibm.com 13.06.03, 15:46
                                      Moje gratulacje!!!
                                      Pozdrawiam i zycze powodzenia na obronie!
                                      A.
                                      • hepik1 Re:Witajcie w czerwcu!!! 13.06.03, 19:29
                                        Miało być w piątek i jest w piątek.To się nazywa słowność
                                        doktorantki.Gratulacje i z mojej strony.
                                        Ja w tym roku dorobiłem się tylko tytułu magistra i to nie konkretnie ja tylko
                                        mój dom ale zato w dwu egzemplarzach.Od kwietnia muszę się tak zwracać do
                                        żony,a od wczoraj do starszej córy.Młodsza za parę dni będzie zdawać na
                                        AWF.,więc za cztery lata grozi mi trzeci mgr.Z średnim zostanę tylko ja i mój
                                        pies.
                                        Łatwo powiedzieć zapomnijcie o alkoholu.Nie masz pojęcia co za to grozi.Stachu
                                        wie.Ale nic to.Ja chętnie odpocznę w miłym towarzystwie.POZDR>
                                        • stachu34 Re:Witajcie w czerwcu!!! 13.06.03, 19:45
                                          Hepik twój pies ma średnie?Ja nie mogę ten mój bęcwał jest tylko po jakimś
                                          kursie...nieuk jeden
                                          • Gość: ONA Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.03, 20:38
                                            Kochani!
                                            Dziękuję Wam za gratulacje!!! Bardzo dziękuję!!! Ciesze się, że rozumiecie
                                            mnie i docenianie mój wysiłek.
                                            Dziękuje Wam, ze byliście ze mną kiedy było mi bardzo ciężko. Nawet nie wie
                                            cie, chociaż może się domyślacie, jak było mi ciężko przez te kilka ostatnie (
                                            a właściwie to od stycznia!!! czyli prawie pół roku - tyle się znamy)miesięcy/
                                            Rzeczywiście, wymagało to ogromnego sprężenia wewnętrznego, ale może właśnie
                                            dzięki temu, że doktorat był najważniejszy potrafiłam zacząć niezauważać? nie
                                            zwracać uwagi? przechodzić obok? Tego właśnie chciałam, bo inaczej... No
                                            właśnie - mąż jest dla mnie w chwili obecnej jakoś tak obok, nie umiem tego
                                            wyraźnie określić. Na pewno nie jest "razem" ze mną. Ja idę swoją ścieżką, on
                                            swoją. Chyba zawsze tego chciałam. To jest jedyne wyjście z sytuacji.
                                            A co u niego? Przyjeżdża na weekendy. Stosunki poprawne. Pieniądze sam mi daje
                                            (niewiele - 300-400 zł miesięcznie, ale zawsze coś). Chodzi na terapię (nawet
                                            chyba dwa razy w tygodniu). Ja go o nic ważnego nie wypytuję (mam swoję, jak
                                            juz wiecie, sprawy). Do naprawdę poważnej rozmowy między nami nie doszło. I
                                            chyba nie prędko dojdzie. Zrobił się bardziej wyciszony (zmniejszona liczba
                                            obowiązków słuzbowych...) i jak jest tu w niedzielę, to nie pracuje wciąż przy
                                            komputerze, jak kiedyś, tylko po prostu jest. Bawi się z małą, itp. trochę mi
                                            pomagał w redagowaniu pracy. Jest, oczywiście, na mnie w dalszym ciągu
                                            obrażony (oczywiście, ma na myśli Wasz wpływ na mnie i co za tym idzie moje
                                            postępowanie), ale dla mnie jest to zupełnie obojętne. Taki układ jaki jest
                                            teraz bardzo mi odpowiada i juz niczego nie chcę zmieniać.
                                            Ale co tam mąż... Praca (egzaminy, obrona)jest w tej chwili najważniejsza!!!
                                            Jeszcze się do Was odezwę. Ale nie obrażajcie się, że będę nie tak często -
                                            mnóstwo pracy na uczelni teraz mamy (sesja..., egzaminy wstępne...), a ja
                                            jeszcze na jutro muszę poprawić prace studentów. I keidy mieć czas na ŻYCIE???
                                            Trzymajcie się. pa
                                            • stachu34 Re:Witajcie w czerwcu!!! 13.06.03, 20:53
                                              „Jest, oczywiście, na mnie w dalszym ciągu
                                              obrażony (oczywiście, ma na myśli Wasz wpływ na mnie i co za tym idzie moje
                                              postępowanie), ale dla mnie jest to zupełnie obojętne.”
                                              Tak mi się nasunęło…To jest dobry probierz jego spojrzenia na alkohol. Na
                                              razie jeszcze nie widać zmiany, jaką powinna przynieść terapia. Jak
                                              zaakceptuje to co my sądzimy na temat alkoholizmu, to będzie znaczyło że
                                              zaczyna zdrowieć…czego mu serdecznie życzę i trzymam kciuki.
                                              Jasne pracuj spokojnie.Jak obronisz doktorat,to zrobimy wirtualną bibę...
                                              Pzdrówka
                                            • Gość: ONA Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.03, 20:55
                                              Hepik!
                                              Gratulacje dla żony i córki!!!
                                              Pozdrawiam
                                              (też nie mam stałego łącza, wiesz ile zapłaciłam za rachunek w maju? 45Ozł!!!)
                                              Chyba założe sobie stałe łącze...
                                              ONA
                                              • Gość: hepik1 Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 03:37
                                                To jesteś trochę lepsza ode mnie.Mam na myśli wysokość rachunków
                                                telefonicznych.Mieszkam w domku.Trzy miesiące temu postanowili doprowadzać
                                                kabel do posesji prywatnych a że mają przy okazji internet zlożyłem wniosek.
                                                (telewizji praktycznie nie oglądam wcale)Tyle że zakładają z tygodnia na
                                                tydzień i podobno są coraz bliżej mojej posiadłośći.Wysokie rachunki mają
                                                również swoje dobre strony-siłą rzeczy wymuszają krótszą bytność na forum i w
                                                ogóle w wirtualnym świecie.A od internetu też się podobno można uzależnić.Być
                                                może już jestem uzależniony,o czym może świadczyć godzina w moim prawym dolnym
                                                rogu ekranu mojego monitora.
                                              • Gość: kubek34 Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.ld.euro-net.pl 14.06.03, 18:31
                                                Witaj !!!
                                                pozdrawiam i gratuluję...

                                                papa
                                          • Gość: hepik1 Re:Witajcie w czerwcu!!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 03:44
                                            stachu34 napisał:

                                            > Hepik twój pies ma średnie?Ja nie mogę ten mój bęcwał jest tylko po jakimś
                                            > kursie...nieuk jeden

                                            Traktuję go tak jakby właśnie takie miał(ściśle ją-trzyletnia dobermanka)z
                                            tym że uzyskała je w szkole dla ludzi typu" Matura w 1,5 roku".Wiesz posłanki
                                            Samoobrony też tak się kształcą.Efekty podobne,ona też nie jest do końca taka
                                            mądra.
                                            • Gość: ONA Re:Zakończyć wątek? Co Wy na to? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.03, 20:36
                                              Witajcie!
                                              Proponuję zakończyć ten wątek. Myślę, że jest już tak bardzo długi, że czas
                                              najwyższy. Chociaż przyznaję, ze troche mi szkoda. To było coś tak
                                              specyficznie mojego i tylko mojego. Oczywiście, Wy też tu byliście,bo bez Was
                                              nic by nie było, ale ja byłam tu "u siebie". Wiele mądrych myśli tu było.
                                              Kawał dobrze zrobionej roboty. Szkoda by to zmarnować. Może jakąś powieść
                                              napisać? MOje życie jest tak wielowymiarowe, (mam na mysli nie tylko to, o
                                              czym tu, tzn. na forum pisałam) że właściwie czemu nie? Teraz nie, bo wiadomo
                                              dlaczego, ale tak za kilka lat?
                                              A swoją drogą ciekawa jestem jacy jesteście - Ty Stachu, Ty, Hepik, Ty Kubku,
                                              Ty Anette, i jeszcze kilka innych osób (przepraszam, że wszystkich nie
                                              wymieniam).
                                              Internet wciąga i to bardzo. Za czym tęsknimy, że tu jesteśmy? Za rozmową? Za
                                              chwilą prawdziwej szczerości, często nieosiągalnej w zyciu?.. Za prawdą? Za
                                              chęcia wyrwania się ze "złego" i naprawienia życia sobie i innym? Za dobrem?
                                              Niech każdy sam sobie odpowie...
                                              To co? Zakładamy "Klub stałych bywalców" i niech każdy mówi, co mu na sercu
                                              leży? Chyba zaproponowałam to już w innym wątku (do Ja7).
                                              Jakie jest Wasze zdanie?
                                              Pozdrawiam serdecznie
                                              ONA
                                              • stachu34 Re:Zakończyć wątek? Co Wy na to? 16.06.03, 21:36
                                                Witaj Ona...
                                                Jestem jaknajbardziej za nowym wątkiem.Zakładaj.
                                                Będziemy pisac o sobie, o swoich przeżyciach.I to nie tylko o alkoholiźmie.
                                                O szczęściu i nieszczęściu,o radościach i smutkach,o sukceszch i porażkach.
                                                Chciałbym żeby to był taki konfesjonał.Nie widać spowiednika,ale też nie widać
                                                spowiadającego się ale oni są...
                                                Może być?








                                                • Gość: hepik1 Re:Zakończyć wątek? Co Wy na to? IP: *.elsat.net.pl 17.06.03, 13:13
                                                  Myślę,że wszystko kiedyś siękończy.A może do mnie?To nie jest zobowiązujące .
                                                  • Gość: oliwka Re:Zakończyć wątek? Co Wy na to? IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 17.06.03, 22:45
                                                    Ups - chyba sie troche przestraszyłam. Stachu34 - to Ty? Tak, to Ty. A
                                                    nierozumiem chyba czegos.... Jestes jakimś psychologiem? czy nie wiem kim
                                                    jeszcze? Miałes lub masz jakies problemy? Powiedz mi o nich prosze, bo chyba
                                                    dzis nie usne!
                                                  • Gość: oliwka Re:Zakończyć wątek? Co Wy na to? IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 17.06.03, 22:46
                                                    Przypadkiem weszłam na to forum, bo Stach34 wspominałes niedawno o jakis
                                                    uzaleznienich od komputera, więc zajrzałam aby sie czegos o tym dowiedziec. Ale
                                                    dowiedziałam sie tez czegos o Tobie, nie zbyt rowumiem... Pozd.
                                                  • Gość: ONA Re:Koniec wątku, kochani! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.06.03, 18:12
                                                    Witajcie!!!
                                                    Ogłaszam koniec tego wątku. Wszystkim dziękuje za wypowiedzi. Oczywiście, to
                                                    nie oznacza, że się żegnamy. Zakładam nowy wątek - nie tylko o "sprawach
                                                    wiadomych", ale po prostu o życiu (tak, jak sugerował Stachu).
                                                    Do "zobaczenia" w wątku: "Klub stałych bywalców i nie tylko..."
                                                    Pozdrawiam
                                                    ONA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka