Dodaj do ulubionych

Mąż alkoholik

11.03.07, 23:14
Dobry wieczór!

Od kilku dni przyglądam się Waszym wypowiedziom na tym forum i wydaje mi się,
że spora grupa osób ma tutaj głowę na karku. Chciałabym opowiedzieć Wam moją
historię i poczytać trochę Waszych opinii i rad. Zaczynam więc...

Męża poznałam jakieś 6 lat temu. Od zawsze wiedziałam, że dużo pije, ale
zdarzało się, że potrafił nie pić. Zawsze był człowiekiem, który miał
problemy z samym soba a ja taka siostra miłosierdzia zawsze lubiłam pomagać.
Zakochaliśmy się w sobie i po kilku latach znajomości zamieszkaliśmy razem a
potem wzięliśmy ślub, potem urodziła nam się córeczka.

Mąż nie kontrował picia juz przed ślubem, ale ja naiwnie wierzyłam, że moja
miłość i psychika będą na tyle silne, że damy sobie z tym radę. Potrafił nie
wracać do domu na noc, po pijaku tłukł szyby, potrafił uciekać z domu gdy juz
zasnęłam żeby się napić. Ja nigdy nie robiłam mu awantur, żadnych cichych
dni. Wszystko spokojnie tłumaczyłam. Miałam naprawdę bardzo dużo
cierpliwości. Szukałam wsparcia w teściowej ona jednak uznała, że to mój
wyimaginowany problem i to ja mam byc niania dla jej synka, a to, że mąż ma
problem z alkoholem to moja wina. Zaszłam w ciążę, mąż nie chciał mieć
dzieci, ciąża była zagrożona ale samotnie dałam sobie radę. Mąż był dla mnie
niedobry w czasie ciąży. Sama z wielkim brzuchem przygotowywałam dom na
przyjście maleństwa, on się bawił i pił. Gdy byłam w 4 miesiącu, po pobycie w
szpitalu na patologii ciąży, prosiłam żeby mi pomógł położyc podłogę w
przedpokoju. Mąż wzruszył ramionami depcząc mi po rękach wyszedł z domu żeby
się napić. Po porodzie małej zamiast mnie odebrać ze szpitala też poszedł pić
i nie wiedziałam co się dzieje, nie miałam z nim żadnego kontaktu... wtedy
dopiero przyznałam się moim rodzicom jaki jest mój mąż. Dodam tylko jeszcze,
że ze szpitala wychodziłam sama, córeczka była chora i musiała zostać w
szpitalu troszkę dłużej. Po tym wyprowadziłam się, następnego dnia wróciłam
gdyż mój mąż podjął próbę samobójczą... Miesiąc póżniej znowu wyprowadziłam
się do rodziców razem z małą, gdyż miały się odbyć chrziny naszego dziecka a
mąż zamiast w jakis sposób pomóc w przygotowanich cały czas pił (przecież
było piękne lato i szkoda słońca jak on to mówił). Sama nie dawałam rady z
przygotowaniem chrzcin i opieką nad małą (mała miała dopiero miesiąc). Mąż
stwierdził, że nie kocha ani mnie ani dziecka. W czasie gdy nie mieszkaliśmy
razem mąż mnie zdradził, o czym sam mnie poinformował. Po kilku tygodniach
wróciłam. Kochałam go bardzo,on zresztą stwierdził, że jednak mnei kocha a
maluszka postara się pokochać wierzyłam, że dziecko w jakiś sposób pomoże mu
zrozumieć sama nie wiem w sumie co zrozumieć...
Któregoś letniego dnia mąż wrócił rano brudny, poobijany oczywiście pijany
(taki zestaw był częsty) ale tym razem był bez plecaka a w plecaku miał
wszystko portfel z dokumntami, wymarzoną komórkę, klucze i kilka innych
wartościowych rzeczy. Zgubił po pijaku i nawet nie wiedział gdzie. To go
otrzeźwiło i poszliśmy razem do poradni AA. Diagnoza była jednoznaczna-
alkoholik. Zaczął leczenie, nie pił dwa tygodnie a potem powolutku wracał do
starych nawyków. Mąż pił w 90% samotnie i to najlepiej poza domem.
Stwierdził, że AA to bzdury i stwierdził, że sam sobie da radę. Były momenty
gdy nie pił a potem wpadał w cugi. Najgorsze były weekendy. Nigdy nie
wiedziałam czy wyprawa po bułki rano w sobotę nie skończy już w niedzielę.
Tłumaczyłam, tłumaczyłam mówiłam, że nie jestem z żelaza i że moja
cieprliwośc kiedyś też się wyczerpie, że nie dam sobie z tym rady, że mogę go
wspierać gdy jest trzeźwy itd. Nigdy nie szukałam go gdy gdzieś pijany łaził,
nigdy nie rozbierałam gdy zasypiał na podłodze, mało tego nawet zrobiłam mu
kilka fotek. Mąż zaczął powoli angażować się w opiekę nad córeczką.
Ja byłam coraz bardziej zmęczona. Szybko musiałam wracać do pracy po
urodzeniu małej, prawie wszystkie obowiązki domowe spadały na mnie. Jak za
bardzo prosiłam o pomoc to padało zdanie, że on czuje, że dzisiaj musi sie
napić i wychodził. Modliłam się żeby Bóg nam pomógł albo żeby pozwolił mi go
zostawić. Mąż nie pamiętał o moich urodzinach, imieninach, nie szanował mnie,
nie wspierał. Tylko brał niewiele mi dając. W końcu udało mi się namówic go
na wizytę u psychiatry, uznanym specjalistą od problemów alkoholowych.
Poszliśmy razem. Mąż dostał leki psychotropowe i zaczęło się poprawiać.
Pojawiło sie małe światełko w tunelu. Mąż zaczął mnie szanować, starał się
byc czuły i miły. Wydaje mi się, że wreszcie zauważył jak bardzo mi zależy na
naszej rodzinie i na nim. Powoli zaczęłam widzieć swoja starosć u jego boku i
wtedy przyszedł cug. Alkohol + leki psychotropowe wywołały agresję i zostałam
pobita przez najbliższą mi osobę... Policja, szpital a najgorszy ten strach.
tak bardzo sie bałam o dziecko i o siebie. Tak bardzo chciałabym wymazać z
pamięci to zdarzenie... natychmiast wyprowadziłyśmy się. Tym razem na dobre.
nie potrafię zapomnieć o tym co się stało i obrazy z tego wydarzenia ciągle
staja mi przed oczami. Oboje jesteśmy wykształceni, inteligentni niby żadna
patlogia i nie mogę zrozumieć jak mogło się to wszystko tak pokiełbasić...Nie
zrobiłam nic co w jakikolwiek mogłoby usprawiedliwiać taki postępek. A może
właśnie dlatego dostałam wp...l. Tęściowa uważa, że mi się należało (druga
wersja jest taka, że sobie wszystko wymyśliłam, z teściowymi nie utrzymuje
kontatów).Po tym Mąż nie pił przez dwa miesiące, cały czas wspierałam go. Nie
jesteśmy razem pół roku. Mąż pije, ale jak pije ma zakaz kontaktów ze mną
(gdy po pijaku zaczął mi grozic zawiadomiłam policję i skończyły sie pijackie
kontakty) W chwili obecnej jesteśmy przyjaciółmi, mąż kocha naszą córeczkę,c
która rośnie szybko i juz zaraz będzie miała dwa latka. córeczka też go
bardzo kocha. Nie wrócę do niego, zresztą on wcale tego chyba nie chce. Nasze
kontakty są poprawne i pozytywne. Mąż nie potrafi byc sam więc szuka kobiety,
która wypełni pustkę. Często rozmawiamy, już go nie kocham chciałabym jednak
żeby był szczęścliwy i stanął na nogi. Tak bardzo chciałabym żeby był dobrym
ojcem. On nie chce się leczyć, mówi, że AA nic nie daje. Próbuję namówić go
na Wasze forum... Uważam, że sam sobie nie da rady, a ja też chciałabym
wreszcie odpocząć... Uważam, że decyzja o rozstaniu była w 100% słuszna,
wiem, że alkoholik musi osiągnąć dno ale widzę, że studnia mojego męża to
chyba jakś otchłań bez dna...

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • deoand Re: Mąż alkoholik 11.03.07, 23:28
      no właśnie ... typowa historia alkoholika i jego żony ...

      po prostu tranzyt 80 ... banalna az do bólu .. zadnej wyjątkowości
      w tym nie ma tak jak u każdego innego alkoholika ...

      pytanie czy ów mąz osiągnąl swoje dno i zacznie jakas terapię i
      przynajmniej przestanie pić czy nadal to samo ...

      skoro jestes optymistką to niech na duchu podniesie ciebie fakt , że
      2 % alkoholików przestaje jednak pić na dłużej ...

      życze powodzenia ...
      • janulodz Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 00:02
        A za co go kochałaś, bo nigdzie nie mogłem się doczytać.
        Pił zanim go poznałaś, miał problemy ze sobą, nie chciał mieć dzieci ,a zaszłaś w ciążę, nie pomagał Ci, nie interesował sie ani Tobą, ani dzieckiem, w koncu Cię pobił - gdzie tu miłość? Nawet śladu jej nie widać.
        Facet niewart splunięcia. Damski bokser. Czego po nim jeszcze oczekujesz? On Tobą manipuluje. Nie piszę żeby Cię zdołować, ale Ty przede wszystkim wymagasz opieki i pracy nad sobą. Jesteś klinicznym przypadkiem osoby współuzależnionej. Z nim sobie daj definitywnie spokój. Oddaj go mamusi.
        • optymistka_mimo_wszystko Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 00:34
          nie wiem za co go kochałam. Podobno kocha się za nic. Jakiś czas temu
          wymyśliłam sobie taka teorię, że może Bóg ma wobec mnie właśnie taki plan, żeby
          mu pomóc... wolę jednak to robić w bezpiecznej odległości:-) Zdaję sobie
          sprawę, że jestem współuzależniona, dojrzewam powoli do decyzji wzięcia udziału
          w terapi, tylko, że czasu mam niewiele. Jestem teraz samotną pracującą matką.
          Wiem, że on mną manipuluje więc chcę mu pomóc i odzyskac spokój... to chyba
          głupie co teraz napisałam...
          Nie zdołowałeś mnie, najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja zdaję sobie
          sprawę, że brnę w bagienko. Usprawiedliwiam się, że to przecież ojciec mojego
          dziecka. Brrr... wściekłam się.
          • tenjaras Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 07:18
            optymistka_mimo_wszystko napisała:

            > wolę jednak to robić w bezpiecznej odległości:-)
            > Zdaję sobie sprawę, że jestem współuzależniona,
            > dojrzewam powoli do decyzji wzięcia udziału w terapi

            i tak trzymaj, czas się znajdzie, jesteś dość zaradna, skoro w takich warunkach
            potrafiłaś przetrwać, ale nie próbuj sobie wmawiać co tam Ci Bóg zaplanował, po
            prostu rób to co masz robić, a nie co myślisz, że powinnaś, żeby jemu pomóc
            musisz to umieć, a taka terapia Ci pomoże się nauczyć tego, pokaże czego
            jeszcze nie robiłaś, bo jeśli coś nie działa, to trzeba zmienić działanie
            www.tenjaras.webpark.pl/al-anonY.html
    • myszabrum Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 06:01
      Jezu. Skąd się biorą takie kobiety :-0?

      Dostałaś najgorsze karty. Ale wcale NIE MUSIAŁAŚ nimi grać. Kto Ci powiedział,
      że masz kochać i szanować człowieka, który nie odwzajemnia się tym samym?

      Zostać biologicznym ojcem to żadna zasługa. Każdy może. I pewnie lepiej byś
      wyszła na tym, jakby Ci to zrobił losowo wybrany obywatel :-/.

      Mam takiego znajomego (Jezu, ja to mam znajomych ;)) który po pijaku oblał czymś
      swoją żonę i podpalił. Siedzi oczywiście w więzieniu. Niebanalny facet, artysta
      malarz.

      Ale zanim to się stało, opowiadali mi kiedyś, jak się poznali.

      Na PIERWSZEJ randce kolega L. wziął torebkę Joli, wyjął z niej papierosy,
      wyrzucił do kosza i powiedział "Jola, od dziś nie palimy". Potem wziął
      chusteczkę, przetarł jej twarz i rzekł: "Jola, od dzisiaj się nie malujemy".

      W moim przypadku to byłaby ostatnia randka. A ona... po prostu przestała malować
      się i palić :). Potem przestała kontaktować się ze swoją rodziną, której L. nie
      lubił. Potem przestała chodzić do pracy. Potem...

      Oczywiście Jola nadal kocha męża i walczy o jego wyjście z więzienia. Bo mają
      dwoje dzieci.

      Myślisz, Optymistko, że dobrze robi?
      • optymistka_mimo_wszystko Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 09:27
        Skąd się biorą takie kobiety? Urodziła mnie mama, w szpitalu po 9 miesięcznej
        ciąży. Tak jak każdego człowieka.

        A dlaczego wpakowałam się w bagno? Mój mąż był moim pierwszym chłopakiem tak
        naprawdę, a wcale nie byłam nastolatką jak się poznaliśmy... Kupa kompleksów, a
        z drugiej strony zawsze dusza towarzystwa. Dziewczyna silna, przebojowa przez
        wszystkich lubiana. Do rany przyłóż a ciągle sama... Nie żebym była jakoś
        szczególnie nieatrakcyjna, żadna piękność ale z drugiej strony i żaden paszet:-)
        Taka mieszanka i kłopoty gotowe. Na własne życzenie i z własnej głupoty
        skomplikowałam sobie życie. Mam tylko nadzieję, że nie na darmo i ktoś odniesie
        z tego korzyść. Gdy patrzę na moją córeczkę, taka mądrą, śmieszną i kochaną,
        gdy ona tuli się do mnie i mówi"Mamusiu kocham cię" to niczego nie żałuję.
        Gdyby nie moje bagno nie byłoby jej...
        Najważniejsza i najtrudniejsza decyzja o rozstaniu już za mną. Teraz będzie
        tylko lepiej.

        Chętnie podyskutuję z kobietami, które dopiero czeka ta ważna decyzja.
        • baasil Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 11:05
          schemat-matryca.różne są tylko osoby,czas,miejsca.masz szansę wyrwać się z tego
          zaklętego kręgu.a warto,choćby dla tych słów-"mamusiu kocham Cię".warto też
          poznać i zrozumieć,dlaczego tak jest w twym życiu.będzie łatwiej uniknąć
          kolejnych błędów i porażek.i nauczyć córeczkę,by ich nie powielała,w swym
          dorosłym życiu.teraz może być tylko lepiej...
          • nietonieja Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 13:35
            dziewczyno, ile Ty przeszłas..dzielna z Ciebie babka.Tak, są takie
            kobiety.Przypominasz mi moją bliską znajomą-tylko,że ona ma syna-starszego od
            Twojej córci.Ale sytuacja w ich rodzinie i jej mordęga zyciowa-wypisz-wymaluj
            jak u Ciebie.Odeszła, jest w nowym związku.I tez sądzę ,że jest
            współuzależniona, bo nie może emocjonalnie oderwać się od alkoholika i cierpi
            przez to strasznie-nawet teraz.I nigdy nie powie,że były jest alkoholikiem,
            tylko,że "lubi wypić".Pozdrawiam Cię i życzę duzo sily..
            • bradz Re: Mąż alkoholik 12.03.07, 17:29
              Będe do znudzenia pisac to samo. Poszukaj dla SIEBIE pomocy, idź na terapię.
              Naprawde! życze Ci takiego spokoju, jakiego sie nauczyłam.
              Nie jestem jakas nawiedzona i dlatego popieram AlAnon i AA. Sama, na własnej
              skórze, duszy, mózgu i sercu przekonałam sie, ile jest pozytywnej SIŁY w grupie
              osób opowiadających, jak sobie radzą. Własnie wtedy, gdy sa razem dzieją się
              naprawdę cuda z osobowościami. A potem, po kilku miesiacach absolutnie jasno
              zobaczysz, dlaczego kochałaś... Tak myslę
              • aaugustw Re: Mąż alkoholik 13.03.07, 17:56
                bradz napisała:
                > Będe do znudzenia pisac to samo. Poszukaj dla SIEBIE pomocy,
                idź na terapię.
                > Naprawde! życze Ci takiego spokoju, jakiego sie nauczyłam.
                > Nie jestem jakas nawiedzona i dlatego popieram AlAnon i AA.
                Sama, na własnej skórze, duszy, mózgu i sercu przekonałam sie,
                ile jest pozytywnej SIŁY w grupie
                _____________________________________________________________________.
                Bradz, to jest to...!
                Sam na wlasnej osobie przekonalem sie o tym i dalej sie przekonuje...!
                Wdzieczny jestem temu duchowemu Programowi AA i tymze alkoholikom...!!
                A...
                • bradz Re: Mąż alkoholik 13.03.07, 18:11
                  Ja sie nie znam na tym całym programie. Ja tylko zauważyłam dobrodziejstwo
                  płynace z niezwykłej energii skupionej wśród ludzi, którzy w jednym miejscu, w
                  tej samej chwili mają dla siebie morze życzliwości, serca, bezinteresownej
                  miłości (wiem, to wielkie słowo, ale ja to zwyczajnie czuję!). Tak własnie jest
                  na tych spotkaniach, być może dobrze po prostu dobrze trafiłam. Zaufałam paniom
                  terapeutkom, programowi, bo co miałam do stracenia? Ja, wieczny niedowiarek.
                  Wiem tylko jedno, naprawdę moje zycie było z pijakami nie do wytrzymania. A
                  teraz moge powiedzieć - żyję szczęśliwa. Po prostu, co innego widzę wokół
                  siebie. Choć otoczenie - to samo. Jestm przekonana, że to ta grupa ludzi
                  sprawiła, że odmieniłam swoje wnętrze (wygląd zewn. też, przy okazji ;).
                  Niech każdy szuka swojej drogi, tak żeby mógł powiedzieć: jest we mnie pokój i
                  spokój, harmonia, dobro. Wszystkim, wszytkiego dobrego
        • krokodil123 Re: Mąż alkoholik 22.05.13, 09:11
          Optymistka, piszesz że z twojej strony to co opisałaś jest właśnie miłość.

          Ja nigdy nie żyłam z pijącym, ale miałam inne problemy dlatego czytam tego forum.
          Nauczyłam się jednak dla siebie samej jeżeli nie za bardzo wiem jak postąpić czy ocenić sytuację, jeżeli się pogubiłam "odwrócić" sytuacje.

          Więc w twoim przypadku będzie tak:
          Wyobraź sobie że szukasz faceta który by cię kochał, to znaczy oboje się kochacie bardzo i ty jak ostaniesz wypłatę nie wracasz do domu parę dni, jak wracasz to zalana bez bielizny i torebki(dokumentów i klucze).
          Dziecka też bardzo kochasz ale zostawiasz go pod opiekę ojca i wieczorami lecisz do koleżanek, jak wracasz pijana to leżysz w ubrania na podłodze (a co tam że nie estetycznie i zdrowo i dziecko się patrzy), nie obchodzi cię co się w domu dzieje etc......

          I jak uważasz czy twój mąż będzie to znosił i czy będzie z tobą żył?
          Myślisz że jeżeli cie zostawi to dlatego że cie nie będzie kochał?
          A najwalniejsze jeżeli TY sama siebie kochasz i szanujesz i zależy ci na bliskich czy będziesz się tak zachowywać?
    • sunrise1 znany mi kocioł 18.03.07, 09:23
      kocioł mi znany, może scenariusz trochę inny, ale reżyser ten sam- alkohol.
      Żyję z alkoholikiem, obenie trzeźwiejącym ( niepijącym od roku). To, co
      przeżyłam wcześniej- to " tylko moje".
      On ma 33 lata, a pił przez 22, codziennie, dzień w dzień będąc na tzw "rauszu".
      Znam Go od 11 lat, jesteśmy razem z przewą 5 letnią.
      Nie będę wgłębiać się w szczegóły, napiszę tylko, że przez ostatni okres jego
      picia byłam maltretowana psychicznie, po jego kolejnym pobycie w szpitalu
      zawarliśmy kolejną umowę, którą On oczywiście złamał i ....znalazł się na
      święta w "domu dla bezdomnych"- sam, bez pracy, pieniędzy, perspektyw.
      On tak zawsze elokwentny, dusza towarzystwa, zadbany ( tak- pewnie to dzięki
      jego "systemowi picia')w przytułku !
      Nawet znajomi alkoholicy z AA patrzyli na mnie jak na bardzozłąkobietę !
      Ja natomiast nareszcie pękłam, miałam dość, po prostu dość !
      Ten wstrząs i mieszkanie w tamtych warunkach, długie poszukiwanie pracy
      uświadomiły mojemu partnerowi ( dziś tak mogę już pisać)wiele, jak twierdzi.
      Twój mąż droga optymistko jeszcze nie sięgnął tego dna. Ponadto wiem już teraz,
      że dla każdego alkoholika jest ono inne.Nie opisuję swojego przypadku
      jako "wzorcowy", ale dla Twoich przemyśleń.
      Myślę też, że napewno ( co zresztą już Ci inni forumowicze sugerowali
      )w sposób, jaki pomagasz mężowi- nic nie osiągniesz.
      On MUSI zostać sam. Są alkoholicy , którym trzeba tłumaczyć, z którymi trzeba
      rozmawiać, są też tacy, którzy potrzebują BARDZO ZIMNEGO PRYSZNICA.
      Ty natomiast dziewczyno zacznij mysleć tylko o sobie i dziecku !
      Tobie to się należy.

      pozdrawiam s
      • dogrose Re: znany mi kocioł 18.03.07, 09:52
        a jak odróżnić z którym typem ma się do czynienia?
        • tranzyt80 Re: znany mi kocioł 18.03.07, 11:21
          dogrose,to przeciez proste,zamiast z nim do cieplego lozka,
          wystawiasz go pod lodowaty prysznic dla bezdomnych,
          trudno,sama tez musisz pocierpiec ;)))
        • sunrise1 Re: znany mi kocioł 18.03.07, 12:09
          to chyba przychodzi z czasem...bo ileż lat można tłumaczyć, prosić, błagać,
          strofować, kłocić się, żalić, prosić od nowa ...? Alkoholik przede wszystkim
          MUSI SAM PRZESTAĆ CHCIEĆ PIĆ. Ja po prostu wybrałam takie rozwiązanie, bo też
          jak optymistka mam dziecko i to Ono jest dla mnie naj.
          • aaugustw Re: znany mi kocioł 18.03.07, 15:01
            sunrise1 napisała:
            > to chyba przychodzi z czasem...bo ileż lat można tłumaczyć, prosić, błagać,
            > strofować, kłocić się, żalić, prosić od nowa ...? Alkoholik przede wszystkim
            > MUSI SAM PRZESTAĆ CHCIEĆ PIĆ. Ja po prostu wybrałam takie rozwiązanie, bo też
            > jak optymistka mam dziecko i to Ono jest dla mnie naj.
            _______________________________________________________.
            Sunrise1, przeczytalem Twoje dwie ostatnie wypowiedzi i
            ciesze sie z Toba, ze nalezysz do tych osob , ktore z
            pomoca innych (sobie podobnych), potrafily wywzwolic sie
            z tego "piekla" uzaleznienia...!
            Gratuluje:
            A... ;-))
            • sunrise1 :-) 18.03.07, 16:02
              aagustwie, mam nadzieję, że chodzi Ci o współuzależnienie ? Bo mnie tak.

              pozdr, s
              • aaugustw Re: :-) 18.03.07, 21:08
                sunrise1 napisała:

                > aagustwie, mam nadzieję, że chodzi Ci o współuzależnienie ? Bo mnie tak.
                >
                > pozdr, s
                ____________________________________________________________.
                To wlasnie mialem na mysli...! ;-))
                Choc prawde mowiac, roznica miedzy jednymi, a drugimi polega
                tylko na konsumowaniu alkoholu... - Obydwie strony byly od
                tego swinstwa jednakowo uzaleznione, (czyt. chore)... :-((
                A... ;-))
      • optymistka_mimo_wszystko Re: znany mi kocioł 18.03.07, 21:31
        masz rację ale my przecież od pół roku nie mieszkamy razem. To co mam jeszcze
        zrobić?? Mamy dziecko a nie mogę zabronic kontaktów dziecko - ojciec. Właściwie
        nasze kontakty i rozmowy są dla dobra dziecka. Nie wiem jak zimny powinien byc
        prysznic, z drugiej strony jest moja jeszcze teściowa, która cały czas podburza
        go przeciwko mnie i cały czas wyśmiewa jego naiwność, że mi ufa i wierzy, że mu
        nie zniszczę życia. Moi teściowie nienawidzą mnie i naszego dziecko. Ja
        odważyłam się nazwać pewne rzeczy po imieniu. Kochaja mojego męża chorą
        miłością.

        Z drugiej strony jestem przekonana, że jak mąż znajdzie sobie nową miłość
        prawdopodobnie zapomni i o dziecku i o mnie i wtedy problem rozwiąże w sposób
        naturalny...
        • myszabrum Re: znany mi kocioł 18.03.07, 21:41
          Ta miłość chyba jednak do końca nie przeszła.
          Nie jesteś w stanie nic zrobić, żeby on był lepszym ojcem.
          Przestań na niego liczyć w czymkolwiek.
          Jeśli przestanie pić, to raczej nie dla Was.
          Niektórych życzeń nie da się spełnić.
          • sunrise1 to samo 18.03.07, 22:02
            pomyslałam o tym samym,


            pozdr, s
        • sunrise1 Re: znany mi kocioł 18.03.07, 22:00
          Przyznam, że nadal jestem na stanowisku, ze powinnaś zająć się w pełni swoim
          życiem.
          Nie rozumiem też jakie udział i znaczenie ma w tej sytuacji stanowisko Twojej
          teściowej, skoro Ty już nie mieszkasz z mężem i nie planujesz z nim przyszłości.
          Dziecko owszem, powinno mieć kontakt z ojcem, pod warunkiem zachowania przez
          niego trzeźwości.
          Ty optymistko starasz się nadal mu pomóc, ale przyznam szczerze, ze nie sądzę
          abyś to Ty wyciągnęła go z alkoholizmu.
          Najpierw ON SAM- a to nie jest łatwe.


          pozdr, s
        • andalus Re: znany mi kocioł 23.05.13, 21:37
          napiszę tak, ciesz się ,że stac cię było żeby się od niego oddzielić. Popatrz na niego i zapytaj siebie, czy chiałabyś aby twoje dziecko brało z niego przykład. Czy chciałabyś żeby maiło kontakt z kimś takim jak on? C
          Jesteś wolną samotną matką. Radzisz sobie. Czerp z każdego dnia, w którym cos ci się udało.
          A przede wszystkim codziennie mów sobie: jestem dzielną, wspanialą kobietę. Uwolniłam się od niego i terez przede budowanie życia swojego i dziecka bez niego.
    • 78patrycja Re: Mąż alkoholik 21.05.13, 09:16
      Witam,
      Przegladam fora i w większosci przypadków mężowie nie widzą problemu ze swoim uzaleznieniem.Moja sytuacja jest inna.Mąż wprost mowi że jest alkoholikiem i chyba sie nawet tego nie wstydzi,natomiast napewno traktuje to wyznanie jako usprawiedliwienie dla swojego zachownia.Nie podejmuje leczenia..pije przeprasza i dalej pije...Jego stan sie pogłebia a ja i córka 9letnia mamy już dość.Życie mnie boleśnie doswiadcza matka moja była alkoholiczką,teściowa od 5 lat nie widzi nic innego poza piciem i mąż który powoli siega dna.
      Mieszkam u męża i pomimo wspołnoty czuje sie gosciem a moja wizyta wciaż sie przeciaga.Brak mi odwagi poprostu wyjsc bo sama nie dam rady z dzieckiem wynajmowac mieszkana.Nie mam bliskiej rodziny do ktorej moglabym sie zwrocić o pomoc zostałam z ręka w nocniku.;(
      • 7zahir Re: Mąż alkoholik 21.05.13, 11:44
        8patrycja napisała:

        > Witam,
        > Przegladam fora i w większosci przypadków mężowie nie widzą problemu ze swoim u
        > zaleznieniem.Moja sytuacja jest inna.Mąż wprost mowi że jest alkoholikiem i chy
        > ba sie nawet tego nie wstydzi,natomiast napewno traktuje to wyznanie jako uspra
        > wiedliwienie dla swojego zachownia.Nie podejmuje leczenia..pije przeprasza i da
        > lej pije...Jego stan sie pogłebia a ja i córka 9letnia mamy już dość.Życie mni
        > e boleśnie doswiadcza matka moja była alkoholiczką,teściowa od 5 lat nie widzi
        > nic innego poza piciem i mąż który powoli siega dna.
        > Mieszkam u męża i pomimo wspołnoty czuje sie gosciem a moja wizyta wciaż sie pr
        > zeciaga.Brak mi odwagi poprostu wyjsc bo sama nie dam rady z dzieckiem wynajmow
        > ac mieszkana.Nie mam bliskiej rodziny do ktorej moglabym sie zwrocić o pomoc zo
        > stałam z ręka w nocniku.;(

        Nie jesteś sama.
        Poszukaj w okolicy mityngów Al Anon.
        Poczytaj tu:
        forum.gazeta.pl/forum/w,176,139943480,139945236,Al_Anon_grupy_wsparcia.html
      • aaugustw Re: Mąż alkoholik 21.05.13, 11:52
        78patrycja napisała:
        > Witam,
        > Przegladam fora i w większosci przypadków mężowie nie widzą problemu ze swoim u
        > zaleznieniem.Moja sytuacja jest inna.Mąż wprost mowi że jest alkoholikiem i chy
        > ba sie nawet tego nie wstydzi,natomiast napewno traktuje to wyznanie jako uspra
        > wiedliwienie dla swojego zachownia.Nie podejmuje leczenia..pije przeprasza i da
        > lej pije...Jego stan sie pogłebia a ja i córka 9letnia mamy już dość.Życie mni
        > e boleśnie doswiadcza matka moja była alkoholiczką,teściowa od 5 lat nie widzi
        > nic innego poza piciem i mąż który powoli siega dna.
        > Mieszkam u męża i pomimo wspołnoty czuje sie gosciem a moja wizyta wciaż sie pr
        > zeciaga.Brak mi odwagi poprostu wyjsc bo sama nie dam rady z dzieckiem wynajmow
        > ac mieszkana.Nie mam bliskiej rodziny do ktorej moglabym sie zwrocić o pomoc zo
        > stałam z ręka w nocniku.;(
        _______________________________________________________________.
        Patrycjo, jestem dzis trzezwym alkoholikiem, ktory podobnie jak i Twoj maz
        przyznawal sie do swego alkoholizmu, ale tylko po to (jak to trafnie napisalas),
        "jako usprawiedliwienie dla swojego zachownia", az do czasu osiagniecia swojego
        dna i nie funkcjonowania (zwolnienie z pracy, brak pieniedzy, etc...).
        Twoja sytuacja jest typowa; malzenstwo z alkoholikiem, bo takie otoczenie bylo
        Tobie tylko znane i w takim czulas sie "swojsko"... - Tego jednak nie da sie
        utrzymac na jednakowym poziomie i kryzys ten bedzie sie stale poglebial i poglebial...
        Nie masz innego wyjscia, jak zmienic (w bolu) swoje "nowonarodzenie"... - W tym
        swietnie moze Ci pomoc Wspolnota Al-Anon (osob wspoluzaleznionych od alkoholikow,
        ktorzy dali sobie z tym juz rade...!
        Adresy znajdziesz tu, pod tym linkiem:
        www.al-anon.org.pl/
        A...
        • 78patrycja Re: Mąż alkoholik 22.05.13, 12:22
          Dziekuje za słowa otuchy i wskaznie zrodeł pomocy.Aaugustaw dobrze ze udalo ci się wyrwac z nalogu trzymam kciuki ze wytrwasz a trzeźwosci a swoimi doswiadczeniami pomożesz innym,pozdrawiam
          • aaugustw Re: Mąż alkoholik 22.05.13, 16:26
            78patrycja napisała:
            > Dziekuje za słowa otuchy i wskaznie zrodeł pomocy.Aaugustaw dobrze ze udalo ci
            > się wyrwac z nalogu trzymam kciuki ze wytrwasz a trzeźwosci a swoimi doswiadcze
            > niami pomożesz innym,pozdrawiam
            __________________________________________________________.
            To ja dziekuje Tobie za te slowa, ale to nie jest moja zasluga "to moje
            wyrwanie sie" z tej smiertelnej choroby... - Samemu nigdy nie potrafilbym
            zmienic swojej chorej swiadomosci i zrobic z niej zdrowie...!
            Tobie zycze rowniez znalezienia pomocy u innych, aby sprobowac uratowac
            nie tylko siebie...!
            Pozdrawiam:
            A...
      • nivejka11 Re: Mąż alkoholik 24.05.13, 11:27
        78patrycja napisała:

        > Mąż wprost mowi że jest alkoholikiem i chy
        > ba sie nawet tego nie wstydzi,natomiast napewno traktuje to wyznanie jako uspra
        > wiedliwienie dla swojego zachownia.

        IMHO typowe dla alkoholika. Ja też przed SZCZERYM przyznaniem, że jestem alkoholiczką i podjęciem terapii, mówiłam sobie, że jestem chora, jestem alkoholiczką, więc to normalne, że muszę pić. I szłam do monopolowego.
    • alkodarek Re: Mąż alkoholik 23.05.13, 23:19
      Ten typ tak ma, nie ma co czekać aż się odbije "od dna" bo odbija się 5% a 95% rozbija nie wstając. Chorych bez silnej motywacji i determinacji nie jest w stanie pomóc sobie sam ani z pomocą innych alkoholików czy też terapeutów. Za ordynowanie psychotropów alkoholikom lekarz powinien dostać zakaz wykonywania zawodu, motywować tego chyba w tym gronie nie muszę.
      Współczuję Tobie, współczuję Twojemu mężowi bo wiem czym jest ta zniewalająca choroba.
      Jeśli jednak Twój mąż podjął próby leczenia jest szansa na jego powrót do zdrowia. Zdrowienie z uzależnień może być łatwe i z czasem staje się przyjemne. Bez płaczów na grupie, bez rozterek głodów i zapić. Bez strachu przed alkoholem ale za to ze wspaniałym uczuciem odzyskania wolności i powrotu do kierowania swoim życiem. Wiem co mówię ponieważ próbowałem terapii, AA, esperalu, antocolu, prozacu i co tam kto jeszcze wymyślił - wszystko bez żadnego skutku. Teraz żyję pełnią rodzinnego szczęści i cieszę się widokiem szczęśliwej rodziny. Jedyne co było mi w stanie pomóc to baclofen, lekarstwo ale NIE psychotrop. Lekarstwo stosowane w medycynie od ponad 50 lat w neurologii. NIE uzależnia, nie zmienia stanu świadomości. Przede wszystkim uwalnia od obsesji alkoholowej, przywraca stabilność emocjonalną i pozwala cieszyć się życiem bez wieszania się na innych alkoholikach w realu czy też na forach.
      Więcej informacji znajdziesz na tematycznym forum: forum.gazeta.pl/forum/f,243462,Baclofen_leczenie_alkoholizmu.html

      Szkoda Waszego życia, jak najszybciej ratuj co masz i nie musisz męża wystawiać na deszcz i chłód bezdomności.

      ps. Dzięki baclofenowi dzisiaj jest 313 dzień szczęśliwego i beztroskiego życia mojej rodziny.
      • aaugustw Baclofen dla "al-anonek"...(!?) :-o 24.05.13, 11:56
        alkodarek napisał (do Patrycji o jej mezu i... SOBIE):
        > Ten typ tak ma, nie ma co czekać aż się odbije "od dna" bo odbija się 5% a 95%
        > rozbija nie wstając. Chorych bez silnej motywacji i determinacji nie jest w sta
        > nie pomóc sobie sam ani z pomocą innych alkoholików czy też terapeutów...
        > Więcej informacji znajdziesz na tematycznym forum: <ahref="forum.gazeta.pl/forum/f,243462,Baclofen_leczenie_alkoholizmu.html" target="_blank"
        > ps. Dzięki baclofenowi dzisiaj jest 313 dzień szczęśliwego i beztroskiego życia mojej rodziny.
        _________________________________________________________.
        Patrycjo, na milosc Boga nie pozwol sie wrobic w to, abyscie Ty i maz
        popadli w jeszcze jedno (wspol)uzaleznienie...! :-(
        A...
        Ps. W baclofen wierzy (a przez to i pomaga on) tylu ludziom, co i ta wiara w
        przyslowiowa "noge stolowa"... - Jednak Wspolnota AA (z Jej Programem - bez chemii)
        uratowala juz miliony chorych, wiec nie wierz takim pojedynczym przypadkom wypowiadajacym sie w temacie powrotu do zdrowia chorych alkoholikow...!
        Oczywiscie, tu nie neguje tego, ze wiara jednostki jest tak samo silna, jak i
        wiara masy...!
        • alkodarek Kłamstwa Augusta. 24.05.13, 12:41
          August, mąż Patrycji już skorzystał z pomocy AA. Skuteczność AA polegała na przejściu w psychotropy a w efekcie agresja i pobicie. Gdyby zaczął od baclofenu zamiast psychotropów, nie doszłoby do tych tragicznych wydarzeń a oni zaczęliby nowy szczęśliwy etap życia.
          Nie okłamuj świadomie forumowiczów, że baclofen uzależnia czy też, że jest psychotropem.

          ps. Jak nie masz argumentów nie przywołuj imienia Boga nadaremno.

          • aaugustw Belkot alkodarka otumanionego chemia (baclofen) 24.05.13, 13:17
            alkodarek napisał (do A...):
            > August, mąż Patrycji już skorzystał z pomocy AA...
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            Ach tak...!? - Gdzie to wyczytales...!?
            _____________________________.
            alkodarek napisał (do A...) dalej:
            > Skuteczność AA polegała na przejściu w psychotropy a w efekcie agresja i pobicie. Gdyby zaczął od baclofenu zamiast psychotropów, nie doszłoby do tych tragicznych wydarzeń...
            - - - - - - - - - -
            Bełkot wyssany wraz z baclofenem...
            _____________________________.
            alkodarek napisał (do A...) dalej:
            > Nie okłamuj świadomie forumowiczów...
            - - - - - - - - - - - - -
            Kto tu klamie...!? - Kto tu obraca kijkiem Wisle...!?
            _____________________________.
            alkodarek napisał (do A...) dalej:
            > ps. Jak nie masz argumentów nie przywołuj imienia Boga nadaremno.
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            Jak nie umiesz zrozumiec prostych slow, nie krytykuj...!
            A...
            Ps. Jezeli mowisz, ze ktos skorzystal z AA i dalej pije, to znaczy taki byl
            tam tylko podpisac "liste obecnosci", ktorej w AA sie nie prowadzi...!
            • alkodarek Tak brzmi kłamstwo Augusta. 24.05.13, 16:39
              aaugustw napisał:

              > Kto tu klamie...!? - Kto tu obraca kijkiem Wisle...!?<

              Kłamie August twierdząc, że bacoflen uzależnia. :

              aaugustw napisał:
              "Patrycjo, na milosc Boga nie pozwol sie wrobic w to, abyscie Ty i maz popadli w jeszcze jedno (wspol)uzaleznienie...! :-( "




              • aaugustw Do dupka zolednego...! 24.05.13, 17:50
                alkodarek napisał (do A...):
                > Kłamie August twierdząc, że bacoflen uzależnia.
                ________________________________________.
                Zakrecasz kijkiem Wisle, dupku i nie stac cie nawet
                na zdanie; przepraszam za pomylke... - Pomylilem
                osoby i przez to napisalem glupoty, coz potrzebuje jeszcze wytrzezwiec...!! (np.)
                A...
                Ps. Rowniez nigdzie nie napisalem, ze baclofen uzaleznia lecz ze
                pacanki (czy jakos tak..?) wpadaja w drugie uzaleznienie od chemii...!
                Jade na mityng AA...!
                • andalus Re: Do dupka zolednego...! 27.05.13, 10:57
                  przewrotnie zapytam cię Guciu, prarafrazujac twój tekst o pacankach wpadających w drugie uzależnienie od chemii, miałeś też na myśli baclofen? Nie pytam czy pisałeś o baclofenie, bo to jasne, ze nie
                  • aaugustw Re: Do dupka zolednego...! 27.05.13, 17:23
                    andalus napisała (do A...):
                    > przewrotnie zapytam cię Guciu, prarafrazujac twój tekst o pacankach wpadających
                    > w drugie uzależnienie od chemii, miałeś też na myśli baclofen? Nie pytam czy p
                    > isałeś o baclofenie, bo to jasne, ze nie
                    ______________________________________________________.
                    Witaj... - Naturalnie, ze i to "gowienko" mialem takze na uwadze...! ;-)
                    Przeciez on nie jest ani trzezwym, ani wolnym czlowiekiem...!
                    Po pierwsze; zarzucil mi klamstwo, a kiedy mu pokazalem, ze pomyli osoby,
                    nie stac go nawet na sprostowanie tego...!
                    (gdyby przerobil Program AA, mialby moze wiecej odwagi do prawdy...!?).
                    Po drugie: Jaki to wolny czlowiek, ktory w zamian musi brac cos innego...!?
                    A...
                    Ps. Wymienialem kompa, stad ta przerwa, ale i zaleglosci prywatne...!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka