Dodaj do ulubionych

Kamienie komfortu

05.05.07, 00:24
Słyszałam - czytałam już o tym wydarzeniu - i wciąż trudno mi uwierzyć... Addi
przywołał fakt arcyciekawy - szkoda, że tak niestarannie napisane, ale co tam
- cytujemy:

"pamietam, jk na terapii terapeuta z nieukrywana raoscia opowiadal o jaichstam
osobnikach, co to przeszli w OTTU terapie, a potem wyszli i zapili i po
pijanemu przyszli pod szpital i rzucali kamieniami w okna czy cos tam.

To musial byc tragiczny i zabawny widok- taki rozzalony pijak wali kamieniami
woronowiczowi w szybe, a ten stoi i wzywa psy.

Bo terapeuta najbardziej cieszyl sie z tego, ze tego zula od szyb zgarnely
menty i wywiozly na Kolska.

i smiech "alesmy mu odebrali komfort picia i sie chlop zemscic przyszedl i o
ma co cchaial".

nie wiem, czy terapeuta był trzeźwy... jeśli pijak przyszedł na terapię, to
przecież komfortu picia dawno nie miał! Ja np. piłam, a komfort dawno diabli
wzięli... co za głupota wmawiać, że alkoholik pije z komfortem... dopóki ma
komfort, to nie ma problemu.

ciekawe, co takiego uczynili pijakom terapeuci renomowanego ośrodka,że
posunęli sie absolwenci do tak wyrafinowanej metody protestu?

ciekawe, do jakiego stopnia spsienia doszedł terapeuta, żeby w tak chamski
sposób ukrywać przyczynę swojej porażki?

wytłumaczcie mi, proszę, znawcy, mędrcy i kapłani - czemu to zdarzenie jest
tak potworne w swej głupocie... no przecież są chyba jakieś granice śmieszności?

Czy ktoś wie, dlaczego poleciały kamienie? co sie naprawdę dzieje - w tych
słynnych ośrodkach publicznej dobroci???
Obserwuj wątek
    • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 00:46
      eska co za bzdury opowiadasz ... podaj im swój adres to przyjda pod
      twoje okno i w najlepszym wypadku wybija ci szyby ale moga tez co
      innego ...

      u worona żuli jest akurat mało ale aby była demokracja tez paru
      przyjmuje ... stad skutki .... picia wódki ....

      deo

      • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 08:26
        deoand napisał:

        > eska co za bzdury opowiadasz ... podaj im swój adres to przyjda
        pod
        >
        > twoje okno i w najlepszym wypadku wybija ci szyby ale moga tez co
        > innego ...
        >
        > u worona żuli jest akurat mało ale aby była demokracja tez paru
        > przyjmuje ... stad skutki .... picia wódki ....
        >
        > deo


        wyjasniam, ze nie zulerstwo bylo tematem smiechu tylko "odebranie komfortu".
        Zul to ja napisalem i nie wiem, czy byl to zul czy moze profesor- o tym nie
        mowiono.

        Pisalem juz o tym kiedys, ze wedlug mnie jest to bardzo nieetyczne zachowanie-
        takie programowanie czlowieka, ze w wypadku gdyby nie udalo mu sie zachowac
        abstynencji konczy w taki sposob.
        Bo ze jest to tak pomyslane to nie mam najmniejszej watpliwosci.

        Terapeuci tej szkoly uwazaja, ze tak trzeba i ze lepszy martwy alkoholik niz
        alkoholik pijacy, ale nie wszyscy tak mysla- jest nawet w internecie
        opracowanie psychiatry i etyka zarazem, w ktorym porusza ten problem- czy
        terapeuta ma prawo w taki sposob manipulowac psychika osoby, w ogole nie biorac
        pod uwage faktu, ze niektore osoby nie beda w stanei wytrwac w abstynencji, a
        ze ze nie beda to pokazuja jasno statystyki, ktore mowia ze wrecz wiekszosc nie
        potrafi.

        Dla mnie jest to marsz po trupach do wlasnych celow, tak to oceniam.

        Oczywiscie mozna latwo zdezawuowac taki punkt widzenia podajac jakas wzruszjaca
        historie o katowanej rodzinie, bitych dziecich.
        Tyle, ze to odwrocenie uwagi od faktycznej plaszczyzny sporu, temat zastepczy,,
        czysta demagogia.

        To jest ewenement, nie ma takiego zachowania w zadnej innej dziedzinie, mi to
        jak zywo przypomina sredniowieczne chrzescijanstwo, straszace i karzace.
        Chrzescijanstwo poszlo juz jednak do przodu, ruchy neokatechumenalne juz nie
        potepiaja czlowieka za grzesznosc, bo grzesznym stworzyl czlowieka Bog.

        A Bog terapeutow to ciagle srogi starzec.


        • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 10:21
          addi

          alkoholik to śmieć - pijany alkoholik to żull

          na żulla działa tylko policyjna pałka ..... i pudło ...

          tam przestaje pic i staje sie kulturalnym człowiekiem ....

          dopóki go nie wypuszczą z klatki ... po wypuszczeniu piosenka zaczyna
          sie od nowa ...

          Terapeuta jest po to aby WBREW OPINIOM 99 % społeczeństwa pokazać
          alkoholikowi , że nie jest śmieciem tylko człowiekiem ...
          i do tego jeszcze wartościowym człowiekiem ....

          czasem udaje sie kogoś do tego przekonać ........

          i taki gośc staje sie fanatykiem zmian na dobre ... i dobrze zresztą

          odebranie komfortu picia .. faktycznie po terapiach co normalne ...
          ... i nie wymaga żadnej wielkiej inteligencji ...

          człowiek jak zacznie pic to ma wyrzuty sumienia i dochodzi do niego
          , że właściwie powinien juz przestać ... czasem rzeczywiście przestaje
          szybko ... a bez terapii piłby z rok ....

          czasem nie ....

          co ciebie w tym dziwi .... a że jak ludzie sobie popija to rzucaja
          kamieniami ...to tez tacy bywaja ....

          jakies pijane żule ..wszystko jedno czy po terapii czy nie
          zdewastowały nagrobki na cmentarzu w Zduńskiej Woli bodaj ....

          chciałbyś aby zdewastowali groby twojej rodziny a nie wątpie , że masz
          jakieś rodzinne groby które odwiedzasz przynajmniej na 1 listopada ...
          ?????????????????????/

          Natomiast jeśli alkoholik zwalcza terapeutów , ktorzy jako jedyni w
          całym społeczeństwie widzą w nim alkoholiku człowieka .....

          to odgryza jedyna życzliwą rękę która podaje mu jadło i ciepłe słowo ...

          i zostaje tylko tylko ręka z pejczem i spluwą ...do odstrzału ....

          addi a pisałes , że jesteś taki inteligentny ....

          a może jestes masochista .... albo masz mysli S ...to wtedy do
          psychiatry ....

          deo
          • tranzyt80 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 11:24
            Zanim cos napiszesz zastanow sie,co upowaznia Deolanda do stawiania siebie w
            roli wszystko najlepiej wiedzacego...czyzbys az tak duzo przezyl?
            Czesto siadasz sobie na "najwyzszym stolku" i sadzisz stamtad takimi gromami
            i "zlotymi"strofami,ze nawet ja,siedzacy bardzo nisko,widze,jak Adiemu z
            czaszki az dym bucha ;)
            Chyba nie zamierzasz go wirtualnie wykonczyc ?:)))
          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:21


            Deodand,

            Przyznaje- w dyskusji z Toba staje sie bezradny.
            Taka demagogia ze tylko rece rozlozyc.
            • rauchen Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:30
              addi, nie rozkladaj rak,
              stwierdz po prostu ze ja w stosunku do ciebie jestem lagodna jak owieczka :))))
              • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:38
                rauchen napisała:

                > addi, nie rozkladaj rak,
                > stwierdz po prostu ze ja w stosunku do ciebie jestem lagodna jak
                owieczka :))))

                Ale deo nie byl ostry , tu chodzi o demagogie, tezy typu "czy chcesz aby ktos
                zdemolowal grob twoej rodziny na cmantarzu" .

                Moglbym polemizowac ale nie chce mi sie.
                Nie bede polemizowal z teza, ze 99% spoleczenstwa uwaza alkoholika za smiecia a
                teprauta ma mu pokazac, ze nim nie jest.
                bo to jest o samo co Balcerowicz musi odejsc.
                musi i juz.
                • rauchen Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:41
                  mnie kierowales na eutanazje do holandii
          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:01
            deoand napisał:

            >
            > Terapeuta jest po to aby WBREW OPINIOM 99 % społeczeństwa pokazać
            > alkoholikowi , że nie jest śmieciem tylko człowiekiem ...
            > i do tego jeszcze wartościowym człowiekiem ....
            >
            > czasem udaje sie kogoś do tego przekonać ........
            >
            > i taki gośc staje sie fanatykiem zmian na dobre ... i dobrze
            zreszt
            > ą
            >



            i to jest wlasnie dowcip o kozie w wersji Deodanda.
        • myszabrum Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 16:56
          A masz link do tego opracowania?

          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 06.05.07, 09:42
            myszabrum napisała:

            > A masz link do tego opracowania?
            >



            na przyklad cos takiego:
            www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=czytelnia&op=opis&id=39
            to znalazlem akurat teraz od reki, kiedys czytalem cos innego, poszukam i dm
            link jak bede pamietal.
          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 06.05.07, 09:45
            myszabrum napisała:

            > A masz link do tego opracowania?
            >


            www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=czytelnia&op=opis&id=87
            tu akurat konkretnie o heroinie, ale idea podobna
            • myszabrum Re: Kamienie komfortu 07.05.07, 12:10
              "Nawet wyniki badań nad specjalnie dobrze rokującymi populacjami: osób młodych,
              krótko uzależnionych, posiadających pracę i wsparcie w rodzinie, wykazywały, że
              skuteczność leczenia mierzona utrzymywaniem abstynencji po roku jest zazwyczaj
              mniejsza niż 10-15 proc."

              To jest notabene straszne.

          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 06.05.07, 09:47
            myszabrum napisała:

            > A masz link do tego opracowania?
            >


            i jeszcze:

            www.parpa.pl/download/SP/abstynencja11.pdf
    • tranzyt80 "są chyba jakieś granice śmieszności":))) 05.05.07, 11:02
      e4ska napisała:
      > wytłumaczcie mi, proszę, znawcy, mędrcy i kapłani...
      > Czy ktoś wie, dlaczego poleciały kamienie? co sie naprawdę dzieje - w tych
      > słynnych ośrodkach publicznej dobroci???

      -Eska,a cos taka ciekawa ?
      Kogo obchodzi co dzieje sie w zamknietych szpitalach psychiatrycznych,oprocz
      ludzi zwiazanych zawodowo z psychiatria?

      Z drugiej strony,z odrobina wyobrazni,mozna sobie samemu wyobrazic,zapewne
      zadne rewelacje,dzien za dniem leci,jak w kazdym innym szpitalu,na pewno nic
      szczegolnego i ciekawego.

      A jak ciekawosc cie rozpiera...to moze zglos sie na ochotnika;)wtedy dowiesz
      sie najdokladniej,i bez niczyjej laski,a ze umiesz skladnie formulowac,to i nam
      przy okazji na bierzaco i w koncu wiarygodnie zrelacjonujesz :)))
    • rauchen Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 11:32
      eska, powiadaja ze jak sie psa chce uderzyc to kij sie zawsze znajdzie - to
      samo z pytaniami czego te pijaki wybily szyby w lecznicy - bylo sie zapisac,
      przekonac na sobie, moze mialabyc najlepsza odpowiedz.
      Ja wiem czego szukalam idac do AA i do psychiatry, ja wiedzialam juz przed ze
      nie mam powrotu do normalnego picia, ze nikt mi nie wyjmie ani alkoholizmu, ani
      alkoholowych zachowan, ani alkoholowej przeszlosci. A to co inni szukaja idac
      na terapie - ja tego nie wiem.
      Ty sama pisalas ze szukalas wiecej wiedzy na temat alkoholizmu w osrodku - a
      tam ci nie dali. juz rozczarowanie.
      Kiedy jaras pisze ze trzezwienie to oranie po betonie, co niekturzy sie
      oburzaja. Moze ktos chcial latwo, okazalo sie ze nie jest, a pretensje
      najlepiej kamieniami w szyby.
      Ile trwa terapia w takim osrodku? 6 tygodni? Nie lapaly cie moja droga glody
      alkoholowe po pol roku od zaprzestania picia??
      A tu malo ze zywot spieprzony papierami w osrodku, to i chlac sie chce nie
      mniej niz przed pojsciem tam.

      Konfort picia - zgodze sie eska ze takie kolejne dni ciagu, to picie wcale
      konfortem nie jest, jest juz przymusem.
      Konfort jest za to na poczatku, na poczatku tego co doprowadzilo cie do
      kolejnych dni ciagu.
      Czy to imieniny sie chce uczcic, czy to ladna pogode, czy to pocieszyc sie w
      smutku, czy to pokrzepic radosc - jaki konfort ze jest flaszka ktora pomaga.
      Jak sie pamieta o konsekwencji takiego pierwszego kieliszka, to konfort wypicia
      pierwszego kieliszka ucieka. Tyle ze jak czesto zaczynajac pierwszym
      kieliszkiem myslalas o tym co bedzie pozniej?
      Ba, i jeszcze jaka sie ma nadzieje przy tym czasami, ze tym razem nie bedzie
      ciagu od tylko tego jednego kieliszka, tym razem ozdrowialam.
      Jaki masz konfort, juz nie pijac, gdyby przyparl do muru glod alkoholowy?
      Rozwiazanie jest - mozna za kieliszek, a tutaj konfort wypicia ucieka, bo
      zaczyna sie pamietac juz ze raczej bardziej niz na pewno skonczy sie ten
      kieliszek tak jak kiedys.
      Idziesz na impreze, na drinka, wszyscy sie ciesza na mysl o tym drinku
      darmowym, a tobie tylko w glowie scenariusze zeby sie nie napic tego drinka,
      jak sie wytlumaczyc gdy ktos bedzie nalegal. Czar prysl.
      A przeciez gdyby tak mozna bylo wypic tego jednego, na odczepne, byloby latwiej.
      Niestety, swiadomosc tego co nas czeka pozniej calkowicie odbiera konforcik
      wypicia tego jednego. Chociazby po scianie chodzila na glodzie alkoholowym,
      konfort tego srodka na polepszenie stanu zanika, bo ja juz wiem co bedzie
      pozniej.
      ci ktorzy pozwolili sobie na konfort wypicia, najczesciej dnia nastepnego, gdy
      z kieliszka zrobila sie flaszka, a i teraz pic sie chce nawet jeszcze bardziej,
      zaczynaja rozumiec na jaki to sobie konforcik pozwoloili.

      Konfort picia - bo trudniej jest niepic, anizeli pic.
      • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:34
        Rauchen pieknie objasnila utrate komfortu icia po terapii.

        Tylko przy jej podejsciu trzebaby zalozyc, ze alkoholik przed terapia nie ma
        najmniejszego pojecia, ze wpada w ciagi. Nigdy nie mial wyrzutow sumienia po
        wypiciu. A tu nagle terapeuta go oswiecil i odebral mu komfort picia.

        Bo on teraz wie, ze jak wypije to wpadnie w ciag- wlasnie sie biedny
        dowiedzial, nie mial zielonego pojecia a teraz ta wiedza go dobija.
        A jak sie zdecyduje i wypije i jednak wpadnie w ciag- no to przeciez to bedzie
        wydarzenie calkowicie nowe w jego zyciu, nigdy mu sie cos takiego przed terapia
        nie zdarzylo.
        ALbo przynajmniej jakos nigdy tego nie zauwazyl.

        Prawda, cal aprawda i g...prawda.


        odebranie komfortu picia przez terapeutow moze miec dwojaka forme:

        pozytywnym zjawiskiem jest to, ze czlowiek uswiadamia sobie jakies tam
        mechanizmy samooczukiwania i wie, ze od alkoholu nie ucieknie od probemow, ze
        predzej czy pozniej bedzie musial stawic czola problemom wynikajacym z picia i
        zalatwianych piciem.

        Ale czlowiek z tak odebranym komfortem picia nie rzuca kamieniami w osrdoek1
        Tak ktos nie powinien wpasc w depresje po zapiciu- a raczej w stan refleksyjny,
        moze jakis zal.

        A tu pojawia sie czarna rozpacz, poczucie kleski, szalenstwo w bialy dzien.

        Bo naprawde odebranie komfortu polega na straszeniu, ze jak wypijesz to po
        Tobie. Smierc na horyzoncie.
        Ze jak wypijesz to znaczy ze musisz "zaczynac od nowa".
        Ze jak wypiles to znaczy, ze nic nie osiagnales, zero postepu.
        Ze jak wypijesz to jestes ostatnim degeneratem.
        Ze jak wypijesz to naplules w twarz rozinie, spoleczenstwu.
        Ze jestes juz wykluczony z grona ludzi.
        Ze juz teraz nikt nie bedzie cie szanowal, jestes na dnie, koniec.
        Wszyscy sie Ciebie wyrzekna, nie zaslugujesz na zaufnie.
        Nie zaslugujesz na milosc, przyjazn.
        Zmarnowales i zaprzepasciles wysilek dobrych terapeutow.

        I tak moznaby w nieskonczonosc.

        Kolejny raz- nie w kierunku rzecz tylko w sile "dzialania".



        • rauchen Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:41
          biedny addi ;(((
          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:51
            rauchen napisała:

            > biedny addi ;(((


            Biedna rauchen


            rauchen i inni, opowiem Wam stary zydowski dowcip o kozie.
            znacie?

            jak nie to prosze:

            Mosze skarżył się rabinowi na warunki panujące w domu: żona, dzieci, synowe,
            wnuki, wszyscy krzyczą, ciasnota. Nie do wytrzymania. Rabe mu poradził: "Mosze,
            ty kup sobie kozę". Mosze, bardzo zdziwiony, posłusznie kupił kozę. Po kilku
            dniach przyszedł do rabina na skargę: "Rabe, cóżeś mi doradził!!! Żona, dzieci,
            synowe, wnuki, wszyscy krzyczą, koza beczy. Jeszcze większy hałas i ciasnota".
            Na to rabin: "Mosze, ty teraz sprzedaj kozę". Mosze posłusznie sprzedał kozę,
            po kilku dniach wrócił do rabina i powiedział: "Dzięki ci, Rabe. Jaki mam teraz
            spokój".



            I tak wyglada mechanizm terapii.
            A biedna Rauchen tak sie ladnie nabrala na sztuczke Rabina,
        • tenjaras Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:50
          terapeuci podpowiadają też o zasadzie, którą kieruje się pijany umysł -
          wszystko albo nic...
          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:54
            tenjaras napisał:

            > terapeuci podpowiadają też o zasadzie, którą kieruje się pijany umysł -
            > wszystko albo nic...
            >


            Tak, zgadza sie, i wcielaja te zasad w praktyce w zycie- albo nic, kompletnie
            zero alkoholu i piekne trzezwienie, albo kropla i jestes smieciem.
            To jest dopiero wszystko albo nic.
            Ale nie dziwie sie, w koncu cala ideologie AA wymyslal nie kto inni jak
            alkoholicy z powyjadanymi mozgami, wiec czego mozna oczekiwac.
            • tenjaras Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:56
              ideologia AA jest starsza niż chrześcijaństwo, AA to tylko wzięcie tej
              ideologii na potrzeby alkoholików
              • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:00
                tenjaras napisał:

                > ideologia AA jest starsza niż chrześcijaństwo, AA to tylko wzięcie tej
                > ideologii na potrzeby alkoholików
                >


                dobrze, zgadzam sie.
                • tenjaras Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:05
                  czy to znaczy, że zacząłeś podziwiać tych, którzy mimo wyraźnych słabości,
                  potrafili wreszcie zrobić coś z alkoholizmem, tym przekleństwem ludzkości?

                  > nie dziwie sie, w koncu cala ideologie AA wymyslal nie kto inni jak
                  > alkoholicy z powyjadanymi mozgami
                  • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:10
                    tenjaras napisał:

                    > czy to znaczy, że zacząłeś podziwiać tych, którzy mimo wyraźnych słabości,
                    > potrafili wreszcie zrobić coś z alkoholizmem, tym przekleństwem ludzkości?
                    >
                    > > nie dziwie sie, w koncu cala ideologie AA wymyslal nie kto inni jak
                    > > alkoholicy z powyjadanymi mozgami
                    >


                    na pewien sposob na pewno tak.
          • e4ska Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 23:56
            Nie ma czegoś takiego jak "pijany umysł". Jeśli ktoś myśli innymi kategoriami
            niż terapeuta, a terapeuta to najczęściej prymitywny i ograniczony człowiek, do
            tego żałosny tchórz - paple tylko to, co mu do łba wbili - nie znaczy to, że
            źle myśli.

            kiedy powiedziałam temu swojemu, że - złapawszy chętkę po wizycie w ośrodku,
            postanowiłam odreagować w miłym towarzystwie - kupiłam flaszkę i siedziałam ze
            znajomym do późnej nocy - nawał kupowanie flaszki "pijanym myśleniem". Więc
            wedle tego mądrego pana byłoby normalne i grzeczne, gdybym przyjechała bez
            niczego? czy on, ten pan, ma w ogóle jakichś normalnych znajomych, czy tylko
            obraca sie w zawodowych kręgach - bo żeby takiej prostej rzeczy nie skapować...

            Jakbym kierowała się zasadami terapeutycznymi... wolałabym sie zastrzelić.
            Wegetacja - od terapii do terapii, od mityngu do mityngu... owszem, jak komu to
            pasuje, proszę bardzo, ale czemu normalność jest "pijanym myśleniem" - trudno
            dociec?

            A ty, Jaras, trzeźwo myślisz? to po co terapię następną robisz? Znaczy - sam
            siebie pojąć nie umiesz, wiesz tyle, co ci w tych ichnich lusterkach pokażą...
            tańczysz, jak ci zagrają - nie masz własnych oczu, uszu, palców - jesteś niby,
            ale przecież cię nie ma.
            • tenjaras Re: Kamienie komfortu 06.05.07, 11:07
              pierwsza terapia dotyczyła zrozumienia jak pije
              druga co to ze mną porobiło
              trzecia z czego to wynika

              porównałbym to do czytania książki, raz, że to wiele stron i rozdziałów, a samo
              poznanie tytułu rozdziału jeszcze nie daje wglądu w rozdział

              życie nie polega na pstryk i już, trzeźwienie też

              rozumiem to jako rozwój, na pierwszej terapii trzeźwym było myśleć, że piję
              destrukcyjnie i zawsze tak będzie, na drugiej trzeźwym było przyznać się, że
              niezbyt mi to dobrze wyszło na umiejętności życia, teraz trzeźwym jest
              przyznanie jak do tego doszło - cały czas się uwalniam

              trzeźwym jest być między ludźmi bez czegoś w zamian, trudno jest znaleźć ludzi,
              którzy akceptują tylko dlatego, że się jest, a nie, że się coś ma, to wymaga
              zrównoważonego myślenia o sobie - trzeźwości

              na tyle na ile jestem trzeźwy, takie sytuacje mnie spotykają i tacy ludzie są
              wokół mnie

              jest jeszcze aspekt niesienia przesłania - czyli mógłbym już pewne sprawy olać,
              ale nie olewam, bo ktoś kiedyś też nie olał i dzięki temu mogłem się odnaleźć

              uważam to za ważne
        • rauchen Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:04
          i jeszcze cos a propos straszenia:
          moze jestem jakims wyjatkiem, ale mnie nikt niczym nie straszyl;
          moze terapeuta nie mial czasu na straszenie mnie, bo 45 minut to bylo za malo
          zeby mnie straszyc, jak przez pol godziny wpierw musialam sie uspokoic, bo mnie
          swiadomosc straszyla, ze jak cos z soba nie zrobie, to sie zapije na smierc, ze
          calkowicie sie wyklucze ze spoleczenstwa, ze nie wroce na droge ta, ktora
          kiedys chcialam isc, a picie zaczynalo mnie sciagac na manowce...
          mnie swiadomosc straszyla wystarczajaco
          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:08
            rauchen napisała:

            > i jeszcze cos a propos straszenia:
            > moze jestem jakims wyjatkiem, ale mnie nikt niczym nie straszyl;
            > moze terapeuta nie mial czasu na straszenie mnie, bo 45 minut to bylo za malo
            > zeby mnie straszyc, jak przez pol godziny wpierw musialam sie uspokoic, bo
            mnie
            >
            > swiadomosc straszyla, ze jak cos z soba nie zrobie, to sie zapije na smierc,
            ze
            >
            > calkowicie sie wyklucze ze spoleczenstwa, ze nie wroce na droge ta, ktora
            > kiedys chcialam isc, a picie zaczynalo mnie sciagac na manowce...
            > mnie swiadomosc straszyla wystarczajaco


            nie swiadomosc tylko wylbrzymione leki, a terapeuta Cie juz nie straszyl bo
            wiekoszc roboty odwalilas za niego.
        • angua0 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 21:34
          mam podobne wrażenie, ale myslałam, ze przesadzam
          ja nie piłam ciągami, trafiłam na terapie we "wczesnym stadium" bez komfortu
          picia ;> i po próbach zaprzastania ... zidentyfikowałam się z chorobą i teraz
          gdybym pzrerwała absytnencję jestem na 90% przekonana że miałabym swój pierwszy
          ciąg w życiu, zeby sobie udowodnić że jestem alkoholiczką, bo po terapi nie
          byłabym juz w stanie wypić jednego piwa ... moze troche chaotyczne, ale czuje,
          że terapia nie zatrzymała mnie w "chorobie" tylko ... gdybym porzerwała
          absytnencję zaczełabym z dalszego punktu niż kiedy się na nią zgłosiłam, a to za
          sprawą zidentyfikowania się z problemem.
          • addicted11 Re: Kamienie komfortu 06.05.07, 09:34
            angua0 napisała:

            > mam podobne wrażenie, ale myslałam, ze przesadzam
            > ja nie piłam ciągami, trafiłam na terapie we "wczesnym stadium" bez komfortu
            > picia ;> i po próbach zaprzastania ... zidentyfikowałam się z chorobą i ter
            > az
            > gdybym pzrerwała absytnencję jestem na 90% przekonana że miałabym swój
            pierwszy
            > ciąg w życiu, zeby sobie udowodnić że jestem alkoholiczką, bo po terapi nie
            > byłabym juz w stanie wypić jednego piwa ... moze troche chaotyczne, ale czuje,
            > że terapia nie zatrzymała mnie w "chorobie" tylko ... gdybym porzerwała
            > absytnencję zaczełabym z dalszego punktu niż kiedy się na nią zgłosiłam, a to
            z
            > a
            > sprawą zidentyfikowania się z problemem.



            dokladnie, ja zrobilem kilka krokow w glab alkoholizmu juz nie pijac.
            gdy pilem nie mialem ( wedle wykresow) etapow uzalania sie, nie izolowalem sie,
            nie bylem obojetny wobec bliskich, nie mialem jakichs wielkich pretensji, a to
            wszystko przyszlo pol roku po zaprzestaniu picia, po terapii.
            Poki bylem zwyklym mldoym czlowiekiem z pewnycmi problemami naduzywajacym
            alkoholu to bylem zwyklym mldoym czlowiekiem z pewnycmi problemami
            naduzywajacym alkoholu
            a nagle stalem sie zdemoralizowanym alkoholikiem, ktory krzywdzil setki ludzi,
            nic mu w zyciu poza wlosami nie wyzlo i powinien zmienic towarzystwo i
            swiatopoglad.

            oczywsicie wszelkie moje skucesy to zadna moja zasluga tylko wysilki
            wspanialych ludzi dookola, ktorych ja oczywiscie nigdy nie zauwazalem, a z
            kolei porazki to tylko i wylacznie moja wina, swiadomie sie zniszczylem i teraz
            zwalam na innych bo naprawde zadne okolicznosci nie maja wplywu na zycie
            czlowieka.
            Gdybym teraz wrocil do picia to pilbym zapewne tylko juz nieco gorzej niz przed
            terapia, ale gdybym wrocil jakis miesiac po to na pewno poszedlbym, w ciag
            najdluzszy w zyiu i skonczyl na sznurze.
            Jakos nie poszedlem, ale sa tacy co nie mieli takiej sily jak ja.

            • tenjaras Re: Kamienie komfortu 06.05.07, 11:17
              addi, co Ty za bzdury piszesz?

              > a nagle stalem sie zdemoralizowanym alkoholikiem, ktory krzywdzil setki
              > ludzi, nic mu w zyciu poza wlosami nie wyzlo i powinien zmienic towarzystwo
              > i swiatopoglad.

              bądź Ty wreszcie sobą
            • addicted11 pytanie 06.05.07, 16:43
              z ty Aowskim mysleniem, bo mnie to zastanawia- a moze wyczytacie na powaznie te
              moje ironiczne wpisy?
              tak patrzylem wczoraj i Deo cos na powaznie bral te bzdety, moze Ty tez
              odczytales na serio to na przyklad:
              oczywsicie wszelkie moje skucesy to zadna moja zasluga tylko wysilki
              > wspanialych ludzi dookola, ktorych ja oczywiscie nigdy nie zauwazalem, a z
              > kolei porazki to tylko i wylacznie moja wina, swiadomie sie zniszczylem i
              teraz
              >
              > zwalam na innych bo naprawde zadne okolicznosci nie maja wplywu na zycie
              > czlowieka.


              to jest chlopie ironia, ja ten sposob myslenia wysmiewam, drwie z niego, iwdac
              za malo wyraznie chyba.
              • tenjaras Re: pytanie 06.05.07, 19:00
                miałem na myśli, że dziwacznym wydaje mi się pomysł, że słuchasz innych, a nie
                siebie
                mam wrażenie, że nie chcesz wyjść z alkoholizmu, a przynajmniej nie tą drogą co
                wszyscy, chcesz pokazać, że potrafisz inaczej, że da się inaczej, że wiesz
                lepiej, więc wytykasz jakieś głupoty komuś, kto w trosce o Ciebie mówił o
                zagrożeniach wynikających z nadmiernego pijaństwa

                to tak jakbyś pisał, że winnym wypadkom na czerwonym świetle są ci, którzy te
                światła wymyślili, a przynajmniej ci, którzy zamontowali je na tym nieszczęsnym
                przejściu, gdzie samochód przejechał pieszego, który wtargnął na czerwonym

                i bardzo Ci się nie podoba, że ktoś wspomina po co są czerwone światła...

                przecież nikt by nie ginął na czerwonym, gdyby czerwonego nie było - tak?
                • addicted11 Re: pytanie 06.05.07, 19:41
                  tenjaras napisał:

                  > miałem na myśli, że dziwacznym wydaje mi się pomysł, że słuchasz innych, a
                  nie
                  > siebie
                  > mam wrażenie, że nie chcesz wyjść z alkoholizmu, a przynajmniej nie tą drogą
                  co
                  >
                  > wszyscy, chcesz pokazać, że potrafisz inaczej, że da się inaczej, że wiesz
                  > lepiej, więc wytykasz jakieś głupoty komuś, kto w trosce o Ciebie mówił o
                  > zagrożeniach wynikających z nadmiernego pijaństwa
                  >
                  > to tak jakbyś pisał, że winnym wypadkom na czerwonym świetle są ci, którzy te
                  > światła wymyślili, a przynajmniej ci, którzy zamontowali je na tym
                  nieszczęsnym
                  >
                  > przejściu, gdzie samochód przejechał pieszego, który wtargnął na czerwonym
                  >
                  > i bardzo Ci się nie podoba, że ktoś wspomina po co są czerwone światła...
                  >
                  > przecież nikt by nie ginął na czerwonym, gdyby czerwonego nie było - tak?
                  >


                  wiesz starym to jest ograny przyklad, ale nie ma zadnych analogii i podobienstw.

                  zadna zlosc na tworcow czerwonego swiatla.
                  bzdury.

                  lipne porownanie.

                  a poza tym mowilem juz, ze zaczelo sie od tego, ze to mnie udowadniano bzdury i
                  ja moglbym powiedziec, ze to terapeuta zachowywal sie jak ktos, kto ma
                  pretensje ze zalozyli czerwone swiatlo.

                  Mial przed soba mlodego czlowieka, ktory mniej wiecej wie o co mu chodzi, ze
                  zdrowym kregoslupem moralnym a uparl sie na sile zrobic z niego klasycznego
                  alkoholika z dworca, mial zal ze nie jest alkoholikiem z dworca,
                  " jak to, przeciez musisz byc tak sam jak ten z dworca"
                  pretensje do garbatego.

                  czyli terapeuta mial pretensje do mnie, ze nie chce sie uznac za menela i
                  poddac jego wspanialym metodom przeznaczonym dla meneli, typowa postawa
                  roszzceniowa- jak klient przychodzi do sklepu po sluchawki do walkmana a
                  sprzedawca nie dosc ze nie mial na stanie sluchawek to jeszcze wielce obrazony
                  na klient jak nie bylo sluchawek to u niego nie kupil jeszcze telewizora.
                  jedzie na klienta- ze chciwy, ze marudny, ze nie wie czego chce.

                  powiem jsno- z taka roszczeniowa postawa jak ze strony terapeutow uzaleznien to
                  ja sie spotkalem jedynie chyba u niektorych polskich pracodawcow.
                  jak male dzieci- tupnie nozka i pacjent ma sluchac a jak sie pacjentowi nie
                  podba to zabiera zabawki i s p i e r d a l a do domu.

                  Pracodawcy tak samo, lubia uzywac szablonowych gadek, ze polscy pracownicy maja
                  2postawe roszczeniowa", bo to ladnie w telewizji brzmi i uczenie, a kto tu ma
                  postawe roszczeniowa- placi kwote nie wystarczajaca na utrzymanie i oczekuje ze
                  ludzie beda do niego walic drzwiami i oknami, myslenie jak normalnie o dziecka,
                  terapeuci identyko.
                  • tenjaras Re: pytanie 07.05.07, 09:17
                    to mi wygląda tak, że Ty miałeś mniej więcej świadomość, a ten gościu miał
                    więcej niż mniej i to Cię zabolało, że nie słucha, co do niego mówisz, bo
                    kręciłeś, nie byłeś pewny, opisywałeś "jakby" sytuację, a facio chciał
                    konkretnie pogadać jak z facet z facetem, chociaż nie miała to być gadka o
                    dupach...
                    • addicted11 Re: pytanie 07.05.07, 15:37
                      tenjaras napisał:

                      > to mi wygląda tak, że Ty miałeś mniej więcej świadomość, a ten gościu miał
                      > więcej niż mniej i to Cię zabolało, że nie słucha, co do niego mówisz, bo
                      > kręciłeś, nie byłeś pewny, opisywałeś "jakby" sytuację, a facio chciał
                      > konkretnie pogadać jak z facet z facetem, chociaż nie miała to być gadka o
                      > dupach...
                      >


                      to do mnie?
                      nie, ja wiedzialem czego chce, to po tych gadkach zaczalem watpic jak sie
                      naprawde nazywam.

                      Ty teraz spekulujesz co ja opisywalem i co on mowil i oczywiscie w Twoich
                      spekulacjach on jestroztropnym fachura a ja nieokreslony kretaczem.
                      brawo za obiektywizm.


                      nie zabolalo mnie to, ze jest bardziej swiadomy, bo wcale nie byl.
                      nie moglo mnie zabolec to czego nei bylo.
                      raczej mnie to wkurzalo i wpedzalo w depresje.


          • tenjaras Re: Kamienie komfortu 06.05.07, 11:22
            po prostu, jesteś świadoma zagrożeń wynikających z nieumiarkowanego pijaństwa,
            a lęki wynikają, jak sądzę, z tego, że jesteś również świadoma, że tracisz
            kontrolę nad ilością spożywanego alkoholu

            dowiedziałaś się więcej o alkoholiźmie i zdałaś sobie sprawę z własnego
            zagrożenia, więc może to zdrowy rozsądek, a nie strach?
    • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:46
      Ja nie wiem, czu ludzie sa tacy glupi czy udaja takich glupich?

      Stara jak swiat i uniwersalna regula jest taka- jak sie czlowieka trenuje to
      sie go wytrenuje.

      Jak dziecko slyszy, ze jest glupie to zacznie ak o sobie myslec.
      Jak czlowiek jest bombardowany doniesieniami o niebezpieczenstwach, to koncu
      zaczyna bac sie wychodzic z domu.

      Jak alkoholik uslyszy tysiac razy, ze jak wypije to bedzie ciag, beda wyrzuty
      sumienia, bedzie tragedia, bedzie dno- no to potem jak wypije jest ciag,
      wyrzuty, tragedia i dno.
      wszystko wedle zalozonego planu.

      zrob sobie doswidczenie- jedz z kims samochodem i mow mu cala droge, ze zle
      prowadzi, ze nie umie jezdzic, ze jest kiepskim kierowca.
      w koncu naprawde zacznie mylic czerwone swialo z zielonym i co- i potwierdzi
      Twoje tezy!

      taka prosta zasada, czemu wszyscy udaja glupich i jej nie widza ( nie chca
      widziec?)

      • tenjaras Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:52
        jest różnica między zdrowym światem, a światem alkoholowym, chorym i sztucznym
        • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 12:56
          tenjaras napisał:

          > jest różnica między zdrowym światem, a światem alkoholowym, chorym i sztucznym
          >


          lato jest cieplejsze niz zimia.
          • tenjaras Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:00
            addi jeśli wątpisz, to ktoś, kto Twoje wątpliwości Ci ujawnia, w końcu przebije
            się przez zasłonę samozakłamania

            jeśli akceptujesz siebie takim, jakim jesteś naprawdę, nikt Ci nie wmówi, że Ty
            to coś niewłaściwego
            • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:03
              tenjaras napisał:

              > addi jeśli wątpisz, to ktoś, kto Twoje wątpliwości Ci ujawnia, w końcu
              przebije
              >
              > się przez zasłonę samozakłamania
              >
              > jeśli akceptujesz siebie takim, jakim jesteś naprawdę, nikt Ci nie wmówi, że
              Ty
              >
              > to coś niewłaściwego
              >

              cale zycie mialem problem z akceptacja samego siebie, wynioslem to z domu
              rodzinnego.
              Teprauci nie wiem czy nie widzieli czy nie chcieli widziec, ale jeszcze ten
              problem poglebili,.
              Dopiero ostatnio to zrozumialem, sam na wlasna reke, i zaczynam nad tym
              pracowac.
              Dzieki terapii paradoksalnie te prawde odkrylem- ale nie dzieki terapeutom
              tylko dzieki terapii.



              • tenjaras Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:08
                zwał jak zwał

                ale dobrze jest rozumieć różnicę między samozakłamaniem i brakiem akceptacji, a
                świadomością siebie

                sam ostatnio obserwuję siebie, jaki jestem zestrachany - myślisz, że to z
                powodu terapii? na terapii to wyszło na jaw, bo chodziłem taki od lat, tylko
                ukrywałem, nawet przed sobą, a często tylko przed sobą...
                • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:12
                  tenjaras napisał:

                  > zwał jak zwał
                  >
                  > ale dobrze jest rozumieć różnicę między samozakłamaniem i brakiem akceptacji,
                  a
                  >
                  > świadomością siebie
                  >
                  > sam ostatnio obserwuję siebie, jaki jestem zestrachany - myślisz, że to z
                  > powodu terapii? na terapii to wyszło na jaw, bo chodziłem taki od lat, tylko
                  > ukrywałem, nawet przed sobą, a często tylko przed sobą...
                  >



                  nie , nie mowie ze terapia tworzy strachy tylko ze je mnozy i wzmacnia.
                  potencjal trzeba miec.

                  • tenjaras Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:37
                    ja to nazywam - ujawnia

                    nie jestem psychologiem, więc nie kumam tych zależności, nawet trudno mi
                    zrozumieć psychologiczny język, dopiero czytanie szamanów trochę mi przetarło
                    mózgownicę, poza tym, w kontaktach z psychologami przechodzę jakieś pokręcone
                    rzeczy i tłumacze je sobie na swój sposób, a swoimi spostrzeżeniami dziele się
                    z innymi, inni swoimi ze mną i jakoś dzięki temu nie wariuje bardziej, a nawet,
                    napisałbym, normalnieje

                    dlatego tak doceniam drugiego człowieka, dla mnie pożytecznym jest to, że to
                    alkoholik, który przechodzi podobne "odkręcenia" rzeczywistości jak ja, dlatego
                    jestem na tym forum
            • addicted11 opowiesc o komforcie 05.05.07, 13:06
              czym rozni sie zachowanie terapeuty od zachowania zdrowo myslacego czlowieka?

              przyklad z autopsji z terapii.

              powiedzialem terapeucie i grupie, ze miewam czasem takie obsesje, ze po
              pijanemu kogos zabije.

              Co odpowiedzialby normalny czlowiek?

              " Stary, co Ty gadasz, dlaczego mialbys kogos zabic, uspokoj sie"

              Co powiedzial terapeuta?
              " Piekny przyklad, takie moga byc konsekwencje picia".
              • addicted11 Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 14:09
                jeszcze zapomnailem przypomniec odnosnie straszenia- ze straszeni dotyczy nie
                tylko zapicia, co jeszcze moznaby zrozumiec ( nigdy zaakceptowac)
                ale straszenie dotyczy tez zaprzestania chodzenia do AA, zaprzestania terapii,
                chodznie w "nie te " miejsca, i tak dalej.


                • rauchen Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 14:42
                  tylko raz w zyciu uslyszalam od terapeutki zebym nie chodzila w miejsca w
                  ktorych pilam, jakies 6 lat temu na pierwszej i ostatniej wizycie u niej, bo
                  wtedy tak wielka byla u mnie jeszcze chec przestania picia...po czym po chwili
                  zastanowienia: no tak, ale ty pijesz w domu, troche trudno ci proponowac zebys
                  nie chodzila do domu :(((
                  • addicted11 Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 14:49
                    rauchen napisała:

                    > tylko raz w zyciu uslyszalam od terapeutki zebym nie chodzila w miejsca w
                    > ktorych pilam, jakies 6 lat temu na pierwszej i ostatniej wizycie u niej, bo
                    > wtedy tak wielka byla u mnie jeszcze chec przestania picia...po czym po
                    chwili
                    > zastanowienia: no tak, ale ty pijesz w domu, troche trudno ci proponowac
                    zebys
                    > nie chodzila do domu :(((

                    mozesz zmienic dom.
                    Kukiz mial zmienic zawod- to co tam zmiana domu.

                    A jezeli zdarzylo mi sie kiedys pic wino ze wzgorka lonowego- tez juz mam nie
                    odwiedzac tych miejsc, uff przykro...

                    • rauchen Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 14:56
                      myslisz ze nie zmienialam?
                      zmienialam, i okazalo sie ze nowe miejsce zamieszkania bylo tylko i wylacznie
                      nowym miejscem, gdzie z nowa czysta karta zaczynalo sie pieknie pic...
                      • addicted11 Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 15:01
                        rauchen napisała:

                        > myslisz ze nie zmienialam?
                        > zmienialam, i okazalo sie ze nowe miejsce zamieszkania bylo tylko i wylacznie
                        > nowym miejscem, gdzie z nowa czysta karta zaczynalo sie pieknie pic...



                        Rauchen cos dzis za powaznie odpowiadasz, za normalnie, cos mi tu smierdzi.

                        Prosze administratora o sprawdzenie, czy Rauchen to na pewno Rauchen.



                        A tak jeszcze- rauchen, czy uwazasz, ze jestem na pasku terapeutow i ze wyznaje
                        czysto terapeutyczne poglady, jak pisze Deo?


                        taka konkluzja prowadzilaby do stwierdzenie, ze moi glowni oponenci, tj Jaras,
                        August, Rauchen- oni z kolei wbrew swoim deklaracjom nie podzielaja zasad
                        terapii, bo inaczej skad bralaby sie miedzy nami roznica zdan, skoro ja jestem
                        za terapia i oni tez to powinnismy sie zgadzac?

                        deo, jak to wyjasnisz?

                        Ja na pasku czyli August nie podziela idei terapii?

                        • addicted11 Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 15:21
                          Ale trzeba przyznac, ze mnie deo z lekka w kozi rog zapedziles.
                          Dalem sie wrobic- przyznaje.
                          Ale juz wyszedlem.
                          I wyjasniam: jezeli myslisz, ze ja bede zaprzeczal wszystkiemu co mowia
                          terapeuci ay ci cos udowodnic ze nie jestem na ich pasku- to juz nie.
                          Z czescia rzeczy ktore mowia terapeuci zgadzam sie 9 chociaz akura nie z tyni
                          ktore mi imputujesz) a z czescia nie.
                          To, ze sie z kims w czyms zgdzam nie oznacza, e jestem na jego pasku.

                          Konice kropka.

                          Przewrazliwiony jestem nieco w temacie od kiedy Eska zwrocila uwage na
                          moje "prosze o informacje zwrotne", co bylo rzeczywiscie jakims tepym
                          przyswojeniem terapeutycznej nomenklatury, ale teraz juz nie jestem w to tak
                          zaangazowany, wiec na twoje prowokacje odpowiem kolejny raz: jezeli uwazasz, ze
                          jestem na pasku, to jestem. Jak masz tylko dwie opcje- tak lub nie- to dobra,
                          jestem, tak.
                        • rauchen Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 15:46
                          deoand cie wystarczajaco ostatnie dni buzuje :))
                          jemu to sie jakos latwo udaje, ale tak mnie sie wydaje ze ja z tych co nie nie
                          ugryza tylko zamemlaja na smierc :)))

                          rzuciles mi haslo jak to terapeucie strasza - a mnie nie straszyli.
                          Rzuciles haslo zebym zmienila mieszkanie - a ja zmienialam kiedys, teraz ucze
                          sie zyc tam, gdzie swego czasu pilam.
                          Ja powinnam nie chodzic w miejsca w ktore pilam kojarza mi sie z piciem - mam
                          taka dorywcza prace, gdzie zdarzalo mi sie zaczynac picie, bo bylo i nadal jest
                          czym zaczac - chodzilam tam przed zaprzestaniem picia, chodze nadal.
                          Sklep kojarzy mi sie z alkoholem, tam gdzie robie codzienne zakupy - ciagle
                          chodze. Zreszta, inne sklepy jeszcze bardziej kojarza mi sie z piciem, bo
                          zostawialam je na tylko zakupy alkoholu, zeby nie wykupic jednego sklepu z
                          alkoholu (:))). Zdarza mi sie w nich byc.
                          Dalej, ogrodki piwne naokolo - tam tylko piwo sie leje, a niestety przechodze
                          jeden po drugim.
                          Wczoraj sam wymysliles, ze niby rezygnuje z chodzenia na meetingi AA - deoand
                          okreslil jako zatrzasniecie sobie drzwi. Moge sobie pozwolic na dluzsze
                          niechodzenie na meetingi, nie stac mnie jednak na zatrzaskiwanie drzwi ani do
                          osrodka ani do AA.
                          Ty te wszystkie wskazowki nazywasz zakazami, dla mnie sa to wytyczne. podobnie
                          jak nie za bardzo moge sobie pozwolic na niechodzenie w miejsce w ktorym pilam,
                          bo pilam w domu, a to ze jak dotad zadna zmiana mieszkania, a bylo ich w pewnym
                          okresie duzo, nie zmienila we mnie nagle checi picia dalej, jest jeszzcze kilka
                          innych podobnych spraw, w ktorej nie wypelnie w 100 procentach danej rady.
                          Kiedy zaczela sie u mnie praca, a jeszcze przed, kiedy musialam jechac do
                          Polski, i nie moglam jechac do terapeuty, a zaraz na kolejna wizyte jechac nie
                          moglam bo gryzla mi sie z praca - nie dostalam rady zeby zrezygnowac z pracy,
                          skoro przeszkadza mi to w terapii. Przez dwa miesiace wisialam na widelkach w
                          sprawie chodzenia na wizyty, mialam calkowicie odlozone wizyty, kiedy w tych
                          dwoch miesiacach pojechalam po cos do osrodka, nie do terapeuty, i przez
                          przypadek go tylko spotkalam na schodach, to pogratulowal mi znalezienia pracy,
                          a nie wyskakiwal z pretensjami.
                          Kiedy w tamtym okresie nie pojawialam sie przez 3 mieisace na meetingach, kiedy
                          wrocilam, padlo pytanie czy nie zapilam, bo doswiadczenie wskazuje ze ci co
                          przestaja chodzic na meetingi, przestaja z powodu zapicia - ja nie mam zamiaru
                          walczyc z doswiadczeniami grona AA, bo akurat nie zapilam, bo to dobrze ze nie
                          zapilam, nie zamierzam walczyc z tymi co przestali chodzic bo zapili,i przez to
                          ze i ja nie chodzilam wywarlam na innych wrazenie ze najprawdopodobniej
                          zapilam - ja nie uwazam ze tych co zapili az takie szczescie spotkalo

                          Dzis rzuciles mi komplement - bo to chyba mial byc komplement - ze odwalilam
                          polowe pracy za terapeute sama. To chyba swiadczy o tym ze pewnie reszte tez
                          powinnam dac rade odwalic za terapete sama i nalezec do szczesliwcow co to sami
                          sobie z piciem poradzili. I walczyc z terapeutami i z aa.
                          natomiast nie, nie uwazam ze tak jest; ja nie umiem zapiniac ostatniego guzika,
                          i raczej sie nie naucze. I raczej odchodzi mi chec na to zeby sie nauczyc,
                          czytajac czasami na tym forum wpisy oponentow. U mnie jest skutek odwrotny
                          najazdow na terapeutow czy AA z waszej strony.
                          u mnie tylko wzrasta szacunek do samej siebie ze wybralam te dwie drogi, i
                          wdziecznosc tym ktorzy mi pomogli znalesc sie tu i teraz, trzezwa.
                          • addicted11 Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 16:45
                            rauchen.

                            rob co chesz, jak Ci dobrze to dobrze, nikt ci nei zabraia chodzic na mityngi
                            anie nie nakazuje, skoro jak twierdzisz sama wybieralas e drogi to gratuluje i
                            zycze szczescia.
                            Ja bylem straszony, bylem przymuszany, nie podobalo mi sie to, wiem ze inni tez
                            mieli podobne doswiadczenia,. moze co kraj to obyczaj, nie wiem.
                            Pisalem 1000 razy, ze nie odpowiada mi koncepcja AA, nie odpowiada mi koncepcja
                            oddania sie Sile Wyzszej, nie rozumiem czy nie uznaje koniecznosci rachunku
                            moralnego- to znaczy rachunek powinien robic kazdy ale nie uazam, ze ja jakos
                            szczegolnie jestem do tego zobligowany.
                            Nie podoba mi sie wieksozsc towarzystwa w AA, po poczatkowym zacglysnieciu
                            szybko mnie to najpierw znudzilo, potem zaczelo meczyc a potem zloscic.
                            Nie przecze, ze sa wypowiedzi ciekawsze i mniej ciekawe, ale nie chce mi sie
                            siedziec 2 godziny aby zlowic 5 minut madrosci, wole wziac ksiazke i tam zlowie
                            przez 2 godziny 1.5 godziny marosci. czyst ekonomia.
                            nie identyfkuje sie z wiekszoscia problemow alkoholikow, nie jest moim
                            problemem i nigdy nie byla jakas dramayczna bezsilonosc wobec picia, nigdy nie
                            miewalem glodow alkoholowych czy delirek, nie bylem w wytrzezwialce, na
                            detoksie, po prostu te opowiesci juz uslyszalem i wiem, nie mam pottrzeby
                            sluchac po raz setny o dnie i halucynacjach.
                            A juz szczeglnie nie mam potrzeby sluchania o zbawieniu i cudach.

                            Moim problemem po terapii nie jest chec picia, owszem czasem mam ochote sie
                            napic, ale to nie jest cos co mie jakos wciaga, mm inne problemy.

                            Podsumuje tak: na kazdym mityngu czyta sie formulke p.t. 2Tak to dziala"]
                            Otoz u mnie tak to nie dziala i w tym cala filozofia.
                            Dziekuje.
                            • rauchen Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 17:28
                              zebys ty addi policzyl ile czasu zajmuje ci wynajdowanie powodow nie pojscia na
                              meeting, to by ci dopiero ci wyszla "ekonomia" :))))
                        • tenjaras Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 18:02
                          ja nie jestem w opozycji do Ciebie, jesteśmy w innych miejscach, ale droga ta
                          sama - tak bym to ujął
                • angua0 Re: opowiesc o komforcie 05.05.07, 21:43
                  "straszenie dotyczy tez zaprzestania chodzenia do AA"

                  cos w tym jest
                  przestalam chodzic na AA i czuję się jakbym już zaczeła pić, jestem przekoanan
                  ze jak nie zacznę chodzić to to będzie tylko kwestią czasu

                  ogólnie pozytywnie oceniam terapię ... częśc nie dotyczacą bezpośrednio picia
                  bo cżęść dotyczaca picia działa na zasadzie zastraszania i samospełniającego sie
                  proroctwa
            • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 13:24
              Zanim cos napiszesz zastanow sie,co upowaznia Deolanda do stawiania siebie w
              roli wszystko najlepiej wiedzacego...czyzbys az tak duzo przezyl?
              Czesto siadasz sobie na "najwyzszym stolku"

              Ludzie dziela sie na tych ... co wiedza i na tych co nie wiedzą ...

              ja akurat w sprawach alkoholizmu z uwagi na moje totalne
              współuzależnienie ... należe do tych co WIEDZĄ ....a ty do tych co
              NIE WIEDZĄ

              stąd nie dziw sie tylko czytaj ibierz to co pisze do serca ...
              poniewaz zawsze pisze PRAWDE taka jaka ona jest a nie taka jaka by
              chcieli widzieć niektórzy alko ....

              Addi ... a Ty to tak naprawde co chesz udowodnic ... jaka tezę !!!!!!!!

              terapia jest zła czy dobra ...
              warto chodzic na terapie czy nie
              alkoholik sam wyjdzie z nałogu czy nie
              trzeba chodzic na terapie w trakcie nie picia czy nie

              no jaka w końcu masz teze wiodącą ???

              z jednej strony powtarzasz za teraputami ... nie chce pić ... to mój
              wybór ... z drugiej opowiadasz , ze to terapeuci są nic nie warci a
              te naczelna zasade terapii to ty wymyśliłes sam ???

              kolejmym razem piszesz , że terapeuta kazał ci podpisywac deklaracje
              , że sie nigdy nie napijesz ....

              no całkowita bzdura ..... żaden terapeuta nie każe podpisywac Tobie
              deklaracji że sie nigdy nie napijesz

              każe ci podpisać kontrakt , ze podczas pobytu w osrodku na terapii
              przez 6 tygodni sie nie napijesz ... a jak sie napijesz to znaczy ,
              że przerywasz terapie ...

              a juz łączenie odebrania komfortu picia przez terapię ...z rzucaniem w
              okno szpitala kamieniami ... to paranoja kompletna ...

              no to w końcu ... uznajesz terapie za coś pozytecznego dla
              alkoholików czy nie ....

              a jak nie terapia to CO ????????????????

              deo

              • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 14:01
                Addi ... a Ty to tak naprawde co chesz udowodnic ... jaka tezę !!!
                > !!!!!


                Ze tterapia lamie podstawowe kanony traktowania czlowieka w wolnym swiecie.
                wlaciwie to chyba wszystkie.
                czwego ona sama sie nie wypiera i uzasadnai to ze "tak rzeba"

                a moja cala dzialalnosc na forum sprowadza sie do "tak nie trzeba".


                > terapia jest zła czy dobra ...

                zalezy jaka.


                > warto chodzic na terapie czy nie

                zalezy kto i na jaka

                > alkoholik sam wyjdzie z nałogu czy nie


                zalezy ktory

                > trzeba chodzic na terapie w trakcie nie picia czy nie


                zalezy od osoby
                >
                > no jaka w końcu masz teze wiodącą ???


                moja wiodaca teza jest: Kazdy jest inny.

                >
                > z jednej strony powtarzasz za teraputami ... nie chce pić


                o Boze, a ten znowu swoje

                Wiesz Deo, jak wychodzilem z terapii to dostalem taka karteczke, zawsze nosze
                ja w portfelu, mam na niej napisane "nie chce pic" zebym nei zapomnial
                bo inaczej mogolboby mi sie pomyllic ze np chce pic albo nie wolno albo trzeba,
                tyle tego, skomplikowane, tak- karteczka do rekki i juz wiem "nie chce pic".


                ... to mó
                > j
                > wybór ... z drugiej opowiadasz , ze to terapeuci są nic nie warci
                > a
                > te naczelna zasade terapii to ty wymyśliłes sam ???


                jak naczelna zasade?


                >
                > kolejmym razem piszesz , że terapeuta kazał ci podpisywac deklaracje
                > , że sie nigdy nie napijesz ....


                O Jezu, czy wszystko musiz rozumiec doslownie?
                podpisywac nie znaczy dlugopisem na kartce, znaczy nastawienie i deklaracje.
                A ja od razu mowilem " nie wiem czy bede pil", zebys widzial jak to dzialalo na
                niego, nawet kiedys do mnie powiedzial z takim zarem w glosie " Ja to widze ze
                Ty sie cieszysz na ta mysl ze kiedys jeszcze wypijesz" a ja na to " tak owszem,
                ciesze sie".
                chociaz akurat wtedy sie chybanie cieszylem, powiedzialem pewnie na zlosc.


                >
                >>
                > a juz łączenie odebrania komfortu picia przez terapię ...z rzucaniem w
                > okno szpitala kamieniami ... to paranoja kompletna ...
                >
                > no to w końcu ... uznajesz terapie za coś pozytecznego dla
                > alkoholików czy nie ....


                zalezy jaka i zalezy dla kogo.
                >


                > a jak nie terapia to CO ????????????????
                >
                > deo
                >


                jak nie terapia to inna terapia albo brak terapii.
                • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 14:24
                  Niestety niewiarygodne sa twoje odpowiedzi ....

                  bo za duzo w nich a moze tak a moze nie ...

                  jestem za a może przeciw ....

                  nie badź jak dziewica ...byc już po a jednocześnie przed ...
                  i jeszcze z ..... czyli nadal dziewicą ..

                  Tu trzeba po męsku ... albo tak albo siak ....

                  ale widze , że terapia jednak ciebie urobiła ...

                  wszystkie takie a może tak a moze nie .. nie osądzaj drugiego
                  każdy jest inny ...to rodem z terapii wzięte ...

                  ale niech ci będzie ... choć widze , że cos nie masz własnego
                  zdania tylko takie lelum po lelum ....

                  za chwile jeszcze powiesz , ze mężczyzna nie wstydzi sie swoich łez ....

                  to wtedy to juz ciebie addi terapeuci ozłoca i będziesz noszony na
                  rękach

                  pzdr deo
                  • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 14:48
                    Coz, napisze tak: Deo, nieco przeceniasz terapeutow.

                    Tylko nie wiem, czy uwazasz, ze oni wymyslili cos takiego," kazdy jest inny"
                    czy tez ze dopiero oni mi to pokazali, bo sam bym nie zauwazyl?

                    Ogolnie to wedlug Ciebie to ja bylem przed teraia Tabula Rasa, czlowiek bez
                    przeszlosci, a moze bez twarzy, gotowa do zalania forma- ciekawa koncepcja.
                    moze cos w tym jest?

                    Choc gwoli scislosci to naczelna zasada teraeutow jest "kazdy alkoholik jest
                    taki sam" a nie kazy jest inny, ale to drobny szczegolik prawda...
                    cos slabo znasz ten kanon terapeutyczny Deo...


                    a niezdecydowanie mozna nazwac wtwazeniem, zalezy od spojrzenia.

                    ja nie lubie meskiego niby konkretyzmu a tak naprawde upraszczania.

                    wszystko jest wzgledne- nie uwazasz?

                    Dla Ciebie swiat jest prosty " ziemniaki sa dobre a makaorn niedobry, czarni sa
                    w afryce a bili w Ameryce".

                    Ale z tym przecenianiem terapeutow, jakas ukryta Twoja milosc w ich strone czy
                    co, zastanawia mnie to ze caly czas usilujesz mi wbic ze chodze na ich pasku, a
                    moze powiedz- wedlug Ciebie dobrze ze chodze na ich pasku czy zle?
                    • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 15:27
                      a jak nie terapia to CO ????????????????
                      >
                      > deo
                      >


                      jak nie terapia to inna terapia albo brak terapii.

                      Skoro Addi odpowiedziałeś mi tak jak odpowiedziałes czyli
                      stanąłes na rozstajnych drogach i ani be ani me .. może w lewo - moze
                      w prawo a może prosto ...

                      to na drugie pytanie
                      moze powiedz- wedlug Ciebie dobrze ze chodze na ich pasku czy zle?

                      odpowiadam ci ... idź za tym gościem terapeutą .. bardzo dobrze

                      przynajmniej na nastepnym skrzyzowaniu nie staniesz znowu w rozkroku i
                      ani be ani me ...czyli brak samodzielnej decyzji

                      podążaj za gościem czyli terapeuta ....


                      to wynika logicznie z tego co sam napisałeś addi ...

                      oczywiste prawda ??????????

                      teraz troche czarnego humoru ....

                      jak podążysz za terapeuta to - dokąd dojdziesz ???

                      jak myslisz ... ano dojdziesz w końcu do M-1 i wtedy z dołu do
                      góry albo do piekarnika i wtedy od razu do góry .... do Piotra ...

                      i te decyzje tez ci terapeuta pomoze podjac i to zawczasu ...

                      pzdr deo

                      • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 16:34
                        odpowiadam ci ... idź za tym gościem terapeutą .. bardzo dobrze
                        >
                        > przynajmniej na nastepnym skrzyzowaniu nie staniesz znowu w rozkroku i
                        > ani be ani me ...czyli brak samodzielnej decyzji
                        >
                        > podążaj za gościem czyli terapeuta ....
                        >
                        >
                        > to wynika logicznie z tego co sam napisałeś addi ...


                        dobrze deo, bede kroczyl za nim wiernie i z wypieta piersia, bede kroczyl
                        spokojnie posrod zgleiku i pospiechu pamietajac, jaki spokoj jest w ciszy.

                        A mojemu terapucie i Deo dedykuje stary paslmik:

                        Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.




                        Terapeuta jest moim pasterzem,

                        niczego mi nie braknie,

                        Pozwala mi leżeć

                        na zielonych pastwiskach.



                        Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć

                        orzeźwia moją duszę.

                        Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach,

                        przez wzgląd na swoją chwałę.



                        Chociaż bym przechodził przez ciemną dolinę,

                        zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną.

                        Kij twój i laska pasterska,

                        są moją pociechą.


                        Stół dla mnie zastawiasz

                        na oczach mych wrogów.

                        Namaszczasz mi głowę olejkiem

                        a kielich mój pełny po brzegi.
                        (oczywsicie napoju bez alkoholu- przyp red.)


                        Woronowicz mym pasterzem, nie brak mi niczego.
                        Melibruda mym pasterzem, nie brak mi niczego.
                        Bill W. mym pasterzem, nie brak mi niczego.
                        Bob mym pasterzem, nie brak mi niczego.







                        >
                        > oczywiste prawda ??????????


                        prawda ze oczywiste!


                        >
                        > teraz troche czarnego humoru ....


                        a teraz troche bialego wiersza:

                        Deo deo
                        kosmateo i morele baks
                  • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 14:55
                    Mezczyzna nie wsydzi sie swoich lez.

                    • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 15:29
                      o jeju ... typowy robot terapeutyczny ....

                      ... ale cie przerobili ....

                      deo
                      • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 16:27
                        deoand napisał:

                        > o jeju ... typowy robot terapeutyczny ....
                        >
                        > ... ale cie przerobili ....
                        >
                        deo


                        Wierz, wbrew pozorom dziekuje Ci za te slowa, konstruktywna krytyka pozwala mi
                        spojrzec z drugiej strony na swoje wady i bledy, przyjrzec sie im i nastepnie
                        wyeliminowac te wady charakteru.
                        Uwazam, ze ludzie powinni sobie pomagac. Wierze z Zlo dobrem zwyciezaj oraz w
                        dobra wole.
                        Ty mi pomagasz, jakkolwiek bystego nie nazwal.
                        "Szkodzc- pomaga" oto moje haslo.

                        I to koniec i bomba a kto sluchal ten
                        Deodand.



              • tranzyt80 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 15:32
                deoand napisał:
                > Ludzie dziela sie na tych ... co wiedza i na tych co nie wiedzą ...
                > ja akurat w sprawach alkoholizmu z uwagi na moje totalne
                > współuzależnienie ... należe do tych co WIEDZĄ ....

                - paranoja,np."ja Napoleon",tez chyba bierze sie z tylko prostego "ja wiem";)),
                a po drugie,czy sam doszedles do tej wielkosci "totalne"?;)
                Co chcesz przez to: "totalne",uwypuklic ?Moze ta swoja parano."WIDZE u siebie
                wlk.WIEDZE"?


                > stąd nie dziw sie tylko czytaj ibierz to co pisze do serca ...
                > poniewaz zawsze pisze PRAWDE taka jaka ona jest a nie taka jaka by
                > chcieli widzieć niektórzy alko ....

                -cala paranoja tych mocno w cos tam wierzacych staje sie z reguly zguba ich
                samych...oto moja PRAWDA,zapewny Deolandzie...:)

                • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 16:42
                  tranzyt80
                  cóz ci moge powiedziec .

                  jeśli 80 to twój rok urodzenia to niestety nie możesz pamietac takiej
                  wspaniałej piosenki czeskiego piosenkarza Karela Gotta ...więc ci zacytuję

                  fragment ...

                  I'd rather be a hammer than a nail ..... if I would if I only could

                  co da sie przetłumaczyć mniej więcej tak ....

                  wolałbym być młotkiem niz gwoździem ... gdybym tylko mógł ....

                  więc ja także samo ... czyli wiedziec niz nie ... byc na górze niz
                  pod spodem ....

                  a skoro ty wolisz to drugie to trudno ... jest mi po prostu
                  przykro ... tak samo jest mi przykro gdy alkoholicy będący po róznego
                  rodzaju leczeniach i terapiach .... nie potrafia albo nie chca
                  odróznic jedno od drugiego czyli dobra od zła ...

                  ale trudno .... ich sprawa ... póki nie dotyka to mnie bezposrednio
                  ... bo wtedy jak na początku tego tematu ... " sprawę załatwią psy "

                  pzdr deo

                  addi chyba nie beczysz tam w kącie ...

                  z wszystkim moge w końcu się z Toba ostatecznie zgodzić ....

                  ... ale od beczenia jak baba .. to musze ciebie oduczyć ...

                  w końcu przecież jednak jesteś chłop a jakas tam e4ska
                  • addicted11 Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 16:49
                    deoand napisał:

                    > więc ja także samo ... czyli wiedziec niz nie ... byc na górze
                    niz
                    > pod spodem ....
                    >
                    > a skoro ty wolisz to drugie to trudno ... jest mi po prostu
                    > przykro ... tak samo jest mi przykro gdy alkoholicy będący po
                    rózneg
                    > o
                    > rodzaju leczeniach i terapiach .... nie potrafia albo nie chca
                    > odróznic jedno od drugiego czyli dobra od zła ...


                    Gorge Bush otrafi odrozniac dobro od zla.
                    Dzieki temu dychotomicznemu widzeniu swiata zginelo juz kilkaset tysiecy osob.
                    A swiat jest jeszcze gorszy.

                    Ja dziele dobor i zlo na swoje potrzeby.
                    Nie oprzymnuszam innych, by uznali moje podzialy.
                    >
                    >
                    > pzdr deo
                    >
                    > addi chyba nie beczysz tam w kącie ...


                    nie, wrecz preciwnie, smieje sie.

                    i nie w kacie .

                    >
                    > z wszystkim moge w końcu się z Toba ostatecznie zgodzić ....
                    >
                    > ... ale od beczenia jak baba .. to musze ciebie oduczyć ...


                    musisz czy chesz?
                    trzeba czy mozna czy nalezy?


                    >
                    > w końcu przecież jednak jesteś chłop a jakas tam e4ska


                    Chlop i to z jajami, nawet dwoma ( sztuk dwie).
                  • deoand Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 16:57
                    No przepraszam addi , że ciebie zaczepiłem dosc obcesowo o ten płacz
                    ... odpowiedziałes wcześniej niz ja swój post wysłałem ...

                    ale to jest jeden z takich standartowych tematów terapeutycznych ...

                    spotkaj sie ze swoimi uczuciami .... mężczyzna nie wstydzi sie swych
                    łez ....

                    i wszystkie kobiety terapeutki " sikają " ze szczęścia jak taki gośc
                    terapeutyzowany beczy jak baba ...

                    a na mnie to jak płachta na byka .....

                    w końcu to chłop ... solidarnośc płci obowiazuje .....

                    chłop to płacze tzn łzy mu sie pojawiaja ... ze szczęścia po
                    sukcesie ze wzruszenia ... normalne

                    ale jak cos spartolił sknocił ... spieprzył po prostu to zęby w
                    ściane i trudno ... nie beczec tylko do roboty ....

                    a może jest inaczej ... raczej nie dam sie przekonac

                    pzdr deo
                  • e4ska Re: Kamienie komfortu 05.05.07, 17:00
                    "ale od beczenia jak baba .. to musze ciebie oduczyć ...
                    > w końcu przecież jednak jesteś chłop a jakas tam e4ska "

                    Deo... chroni cię bezpieczna odległość i moja trzeźwa dusza, ale - posądzenie,
                    że ja - płaczę ... ta zniewaga... itd.:/

                    Ponieważ nie zdobyłam zbawczej terapii, płakać nie umiem. Nie wiem, może nie mam
                    powodów... i wolę, żeby ich nie było. Sama jestem ciekawa, jak ja bym płakała -
                    i nawet, kiedy mi się zbiera, to już z ciekawości całkiem mi płacz przechodzi.

                    Ludzie płaczący bawią mnie - ale i złoszczą. Gdybym tak poszła na lekcje do
                    ośrodka i ktoś by się tam rozbeczał - ciężko by mi było, żeby takiemu nie
                    krzesłem nie zdzielić... i po co mi to - pijaka pobić, za człowieka odpowiadać.
                    Albo by mnie do psychiatryka zamknęli, prochów napchali i byłaby e4seler albo
                    inne warzywo:)))
                  • tranzyt80 sprawę załatwią psy 05.05.07, 20:33
                    deoand napisał:
                    > tranzyt80
                    > cóz ci moge powiedziec .
                    > jeśli...

                    -a jesli nie?:))),to cale dalsze "filozofowanie" nic nie warte?:)
                    Deoland,samotny mlotek,szukajacy gwozdzi...?:)

                    Piszesz,ze Tobie jest przykro,jak jakis alkoholik nie moze rozroznic dobra od
                    zla,mnie niestety nie,nie czuje sie powolany do "zbawiania" innych,
                    moj swiat jest prosty i piekny,w ktorym wszystko zalezy od przypadku i mojego
                    subiektywnego wyboru "szczescia".

                    P.S.
                    dla mnie nie jest wazne czy ktos na forum pisze Prawde,wazne ze jest szczery;)
                    • deoand Re: sprawę załatwią psy 05.05.07, 21:11
                      dla mnie nie jest wazne czy ktos na forum pisze Prawde,wazne ze jest szczery;)

                      dyskusyjne .... prawdę moge w jakis sposób zweryfikować .. szczerośc

                      na forum ... chyba nie ...

                      Ja tez nie mam zamiaru zbawiac swiata ani tym bardziej alkoholika ...
                      .. ale zwyczajnie po ludzku .. jest mi przykro jak ktoś opowiada bzdury

                      które musza doprowadzic do jego tragedii .... no powiedzmy
                      niepowodzenia ...

                      faktycznie zastanawiające jest ... jak alkoholik intensywnie kombinuje
                      aby w swoim mózgu obalić proste założenie , które ma mu nie pozwolic
                      pic ...

                      przykład z tej dyskusji .... proste zalecenie dla trzexwiejących
                      alkoholików ....

                      NIE CHODŹ W TE MIEJSCA GDZIE PIŁEŚ ... proste oczywiste ....

                      a tutaj forumowicze ... ale przeciez nie zmienie miejsca zamieszkania

                      a jak piłem w łazience to co nie mam chodzic do łazienki i myc
                      sie ... a jak piłem na wzgórku łonowym czy cos podobnego ....

                      i od razu w głowie takiego alko ... twierdzenie jest nielogiczne ...
                      ... czyli spoko moge chodzic tam gdzie piłem ... do pubu do knajpy
                      do kumpli ... i potem zdziwienie że znowu piję .....

                      więc po to jest terapeuta Addi aby takie głupoty z głowy alko wybić
                      choćby młotkiem hahahahahah

                      pzdr deo
                      • rauchen Re: sprawę załatwią psy 05.05.07, 21:30
                        noco,
                        jak ja alkoholiczka pijaca w domu, to zeby wytrzezwiec powinnam sie przeniesc
                        pod most, bo pod mostem nigdy nie pilam :)))
                      • tranzyt80 Re: sprawę załatwią psy 05.05.07, 21:34
                        deoand napisał:
                        > przykład z tej dyskusji .... proste zalecenie dla trzexwiejących
                        > alkoholików ....
                        > NIE CHODŹ W TE MIEJSCA GDZIE PIŁEŚ ...

                        -osobiscie,tego typu terapeutyczne zalecenia,itp. zakazy,uwazam za kompletny
                        nonsens,bo dlaczego ktos,kto byl caly czas "zgarbiony" przez swoj alkoholizm,
                        juz po zaprzestaniu picia,musi powtarzac w kolko jakis tam "terapeutyczny
                        rozaniec "...po co ?by chodzic jeszcze bardziej zgarbiony ?
                        Paplanie w kolko na przymus o tym samym,z pewnoscia doprowadzi z czasem
                        do "debilizmu".
                        A moze jest w tym zamierzona metoda?

                        To byl moj "styl" picia;)i takich znalem,i o tego typu ludziach mysle,mowiac
                        alkoholik(urywek ze str.jarasa):
                        "ciągi picia (ang. binge drinking)wzorzec intensywnego picia w dłuższym, często
                        uprzednio zaplanowanym okresie. W badaniach populacyjnych okres ten definiowany
                        jest zazwyczaj jako więcej niż jeden dzień poświęcony wyłącznie piciu.
                        Zachowanie takie określane bywa również jako „picie napadowe” lub „rzut picia”.
                        Osoba pijąca ciągami lub rzutami to ktoś, kto trzyma się głównie tego sposobu
                        picia, często zachowując abstynencję pomiędzy kolejnymi epizodami."

                        • tranzyt80 ciągi picia (ang. binge drinking) 05.05.07, 21:57
                          ciągi picia (ang. binge drinking),
                          takich osob (po)znalem doslownie na kopy:),ale nigdy od nikogo nie slyszalem
                          zadnej glebokiej psychiatrycznej otoczki na temat takiego popijania,
                          z tym calym telepatyczno-duchowo-terapeutycznym slangiem spotkalem sie dopiero
                          tu,na forum oraz pozniej w internecie.
                          Cug dzien,dwa,to bylo cos normalnego,byc zawianym,"powariowac" od czasu do
                          czasu,to nalezalo do tzw.radosci zycia:),problem powstal jak cugi zaczely sie o
                          kilka dni przedluzac.

                          Z moich skromnych obserwacji,nie znam nikogo kto by chodzil do AA,natura jakos
                          sama to porozwiazywala,ci co "mieli" umrzec z picia, umarli,reszte jakos
                          uspokoilo samo zycie,
                          jedni sie ograniczyli,inni przestali wogole...a moze tylko na jakis okres czasu,
                          po czterdziestce zaczynaja chyba rzadzic inne prawa,
                          "najgorsze" i najburzliwsze lata to dwadziesciapare lub trzydziecha z
                          hakiem ;))),
                          kto to przezyje moze spac spoko :)))
                          • deoand Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 05.05.07, 22:40
                            a ... widzisz tranzyt tu na forum króluje FORUMOWY ALKOHOLIZM
                            ktory nijak ma sie do PRAWDZIWEGO ALKOHOLIZMU ....

                            Tu jeszcze nikt tak naprawde niczego nie stracil a przynajmniej
                            komputera wiec moze sobie dywagowac czy dzień czy dwa to juz alko
                            czy nie a picie piwa bezalkoholowego to bezpieczne picie czy jednak
                            nie ...

                            gwoli uzupełnienia ... jest tu paru naprawde prawdziwych alkoholików
                            oczywiscie nie pijacych lecz ich głos to troche takie wołanie na
                            puszczy ...

                            pzdr deo
                            • tranzyt80 Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 05.05.07, 23:18
                              deoand napisał:
                              > a ... widzisz tranzyt tu na forum króluje FORUMOWY ALKOHOLIZM
                              > ktory nijak ma sie do PRAWDZIWEGO ALKOHOLIZMU ....

                              -zgadzam sie,prawdziwego alkoholizmu,chyba jak prawdziwej wojny,opisac lub
                              pokazac w fabularnym filmie,sie nie da,tego trzeba doswiadczac na wlasnej
                              skorze,i to grube lata,
                              Mam tylko zastrzezenie do sformulowania "forumowy","prawdziwy",
                              uwazam,ze alkoholizm jest jeden,tylko jak powszechnie wiadomo,alkoholikami
                              staja sie przeciez rozne typy ludzi,w roznym wieku,o roznym poziomie
                              wyksztalcenia i z roznych powodow,alkoholicy/czki moga sie znajdowac w roznych
                              stadiach choroby,pomimo takiego samego stazu czy stylu picia itd.,itp.,
                              mozna by wymieniac jeszcze dlugo.

                              deoland napisal:
                              > Tu jeszcze nikt tak naprawde niczego nie stracil a przynajmniej
                              > komputera...

                              -wiem do czego zmierzasz,ze najprawdziwsi alkoholicy to ci z "rowow",ci
                              bezdomni,opuszczeni przez wszystkich...
                              na pewno masz duzo racji,ale przyznac tez musisz,ze nawet ten "tlusciejszy"
                              alkoholik,moze sie szybko z rana obudzic np.w "kiciu",goly i z problemami
                              wysokosci Karpat,


                              deoand napisał:
                              > gwoli uzupełnienia ... jest tu paru naprawde prawdziwych alkoholików
                              > oczywiscie nie pijacych lecz ich głos to troche takie wołanie na
                              > puszczy ...

                              -kogo masz na mysli ?
                              pytanie...sadzisz,ze wymyslilem sobie moj alkoholizm ?
                              • deoand Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 05.05.07, 23:42
                                Z moich skromnych obserwacji,nie znam nikogo kto by chodzil do AA,natura jakos
                                sama to porozwiazywala,ci co "mieli" umrzec z picia, umarli,reszte jakos
                                uspokoilo samo zycie,
                                jedni sie ograniczyli,inni przestali wogole...a moze tylko na jakis okres czasu,
                                po czterdziestce zaczynaja chyba rzadzic inne prawa,

                                jednak to tylko twoje obserwacje ale jest duzo ludzi , którzy chodza
                                do AA i do terapeutów też ...

                                nie wiem jakim jestes alkoholikiem ... jak wiele jeszcze nie straciłes

                                to dobrze ... czy ja komus zycze aby stracił ..... komputer ....

                                ale cechuje ciebie jednak dosc luźne powiedzmy podejście do na
                                przykład zaleceń dla trzexwiejących alkoholików ....

                                widzisz ten , który juz duzo stracił czyli jak napisałem umownie
                                prawdziwy alkoholik ... nie bedzie dyskutował nad słusznoscia takich
                                zaleceń ... oczywiscie po terapii ...
                                bo będzie wiedział , że kolejna strata to moze być już nie komputer
                                ale życie ....

                                Żadne leczenie nie jest przyjemne w końcu ....

                                ale sam napisałes zdania z którymi zgadzam sie w całości ...

                                choroba alkom to oczywiscie jest jedna - tylko w róznych może być fazach
                                ...
                                ale czy koniecznie trzeba czekac na czwarta czyli ostatnia ...

                                jako prawdziwego alko tzn respektujacego zalecenia AA oraz terapii

                                miałem na myśli tenjarasa i chyba aaugustów ...

                                natomiast inni łacznie z toba tranzyt to troche tacy luzacy ....

                                ale przeciez nikomu źle nie życze ...

                                pzdr deo
                            • e4ska Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 05.05.07, 23:40
                              Co ci to, Deo... jak terapeuta powiedział, że E4ska jest alkoholiczką, to chyba
                              prawdę powiedział... nie wiedziałam, że posiadanie komputera jest oznaką
                              zdrowia:) to może skoczę na jednego - pięć minut i piję sobie.

                              Prawdziwy alkoholik... ależ mam ich w swoim środowisku na pęczki. Jeden sie
                              nawet odtruwał prywatnie parę tygodni temu, bo zasłabł w pracy - szefowa mu
                              zafundowała, biednemu... jedna z moich koleżanek w nałogu obrzygiwała dziś
                              solidnie kiosk... ta to zna chyba wszystkich łódzkich terapeutów - skarbnica
                              wiedzy... leczy sie co najmniej kilkanaście lat, i jej dzieci też sie leczą...
                              jedno sie nie leczy, wyrodziło sie podobno.

                              Nachodzi mnie myśl taka, żeby tak ją zaprosić do siebie - i np. dać nawet pięć
                              zł na royala - i żeby ona co napisała - znaczy: żeby ona mówiła, a ja będę pisać.

                              a co do niepicia alkoholików: każdy, kto ma choć trochę rozumu, nie będzie pił,
                              jeśli sie uzależni. Uzależnienie jest straszne - tego sie opisać nie da. Po co
                              wracać do złego? Ale czemu niby miałabym się zdegradować do śmierci - chodzę
                              tam, gdzie piją, siedzę obok tych, którzy piją, lubię tych, ,którzy piją.

                              a piwo bezalkoholowe to już ostatnie dziadostwo... głupi je popijają albo
                              alkoholicy - żeby im sie głód nawrócił... nie potrzeba chodzić na terapie, żeby
                              rzeczy oczywiste wiedzieć.

                              Czy mnie terapeta ma wbijać do głowy, że nie wolno mi pić? Przecież ja o tym
                              wiem. A jak wiem, to nie piję - też mi filozofia...
                              • deoand Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 05.05.07, 23:54
                                e4ska ... nie postawił bym na ciebie nawet złamanego pln-a

                                ale z drugiej strony .. ja nie pale 13 lat i tez nie chodze po
                                zadnych terapeutach ... lecz ja to ja ....

                                ale moze ty tez masz taka siłe .. moze ...

                                słuchanie pijaczki co to ma dac .... niech sobie bełkocze sama do
                                siebie ... chyba że jest Pilch czy inna Grochala to kazdy będzie sie
                                wtedy zachwycał ...

                                a ta kolezanka ... jeśli chodzi po terapeutach i pije ... to za
                                długo jej nie daje ... może z rok ....

                                chyba , ze P.B pozostawil ja na poprawę ...moze

                                pzdr deo
                                • e4ska Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 00:07
                                  Deo, ja bym na nikogo nie postawiła, ponieważ - przyszłość jest zagadką. I ty
                                  nie możesz, Deo, powiedzieć, że nie uzależnisz się od alkoholu - jakkolwiek
                                  dziwnie by to zabrzmiało - nie wiesz, co ci tam Parki przędą. Mój stryj rozpił
                                  się w wieku ponad pięćdziesięciu lat - strasznie. Zbierali go po rowach,
                                  skwerkach, polach - wieźli do domu taczką... a co się chłopu stało - nie wie
                                  nikt. Przez pięćdziesiąt lat był abstynentem.

                                  Żaden terapeuta nie odmieni losu - nie chodzi tutaj o mój fatalizm, bo nie
                                  wierzę w przeznaczenie, ale wiem, że człowiek jest tylko - nędznym aktorem:),
                                  marionetką - cudeńkiem takim gwoli zabawie bogów uczynionym:)

                                  Ja się cieszę, że nie pije ponad dwa lata i że nie mam z tego powodu żadnych
                                  dolegliwości psychicznych - dziwne byłoby, gdybym miała.

                                  "koleżanka" chodzi po terapeutach kilkanaście lat - jest kompletną degeneratką i
                                  podejrzewam, że przeskoczyłaby ciebie - taka sprawna. Mnie by nie przeskoczyła,
                                  ale ja jeżdżę rowerem, tom sprawna - nie inaczej:)))

                                  ale w piciu - to jest nie do pokonania - ćwiartka w pięć minut - i za dwie
                                  godziny leci po następną. Ufo jakieś czy cóś???
                                  • deoand Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 00:24
                                    Deo, ja bym na nikogo nie postawiła, ponieważ - przyszłość jest zagadką. I ty
                                    > nie możesz, Deo, powiedzieć, że nie uzależnisz się od alkoholu - jakkolwiek
                                    > dziwnie by to zabrzmiało - nie wiesz, co ci tam Parki przędą

                                    Pewno , że nikt nie wie i ja tez ale na razie Bogu dzięki ---
                                    jeszcze moge co nieco i nie tylko to ...

                                    ale zdrowie juz nie to niestety i trzeba uważać ...

                                    a ta koleżanka - degeneratka ... licho wie ... niech jej tam ...

                                    ja tam z kobietami alko to w realu nie rozmawiam oprócz koniecznego
                                    minimum słów .. jak z teściową .... a juz nie pije na pewno ...

                                    co innego na forum ... wtedy taka rozmowa to przyjemnośc

                                    pzdr deo
                                    • e4ska Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 00:40
                                      Dzięki, rycerzu - dla mnie też przyjemność. W realu nigdy nie miałam, hmmm -
                                      nieprzyjemności rozmawiać nieprzyjemnie o zawodzie pijackim moim - i całe
                                      szczęście:)
                                      Los był dla mnie łaskawy:)
                                      • addicted11 Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 09:15
                                        nie chodz w miejsca gdzie piles....

                                        na logike Deo- taka prosta chlopska twarda logike- oczywiscie nie wolno w takie
                                        miejsca chodzic.
                                        Tylko co dalej?
                                        do konca zycia jest sie pewnego rodzaju kaleka.

                                        Wedlug mnie uczenie sie trzezwego zycia powinno polegac na konfrontacji i
                                        uczeniu sie nowych zachowan, nowej jakosci zycia, podejscia do swiata.

                                        Wiadomo, ze wiekszosci osob pijacych z piciem kojarzy sie knajpa, wesele, pub,
                                        dyskoteka.
                                        Problem alkoholika czy osoby naduzywajacej polega na tym ,ze ona patrzy na
                                        dyskoteke czy wesele nie na miejsce, gdzie sie tanczy i bawi, tylko na miejsce
                                        gdzie sie pije.
                                        Restaruracja czy pub to nie miejsce spotkania tylko miejsce picia.

                                        Trzezwe podejscie polega na tym, ze dyskoteka jest do tanczenia a pub do
                                        wspolnego spedzenia czasu.

                                        Alkoholik " nie chodzacy w te miejsca" juz do konca zycia bedzie nieprawidlowo
                                        rozumowal, przez takie odejscie konserwuje sie jego wypaczone podejscie do tych
                                        miejsc.

                                        Wedlug mnie trzezwosc polega na tym, ze mozna z innej perspektywy spojrzec na
                                        pojscie do dyskoteki czy pubu- z perspektywy "zdrowje", nauczyc sie, ze mozna
                                        miec zabawe i rozrywke sama z siebie a nie podlewana.
                                        A tak to ucieczka i stanie w miejscu.
                                        Dla mnie tto nie rozwj tylko utrwalanie chorych nawykow a poza tym to jest
                                        skrajny minimalizm.
                                        Z tego zrezygnowac, tu nie chodzi, o tym nie myslec- zycie od barierki do
                                        barierki.

                                        Ja przestajac pic cieszylem sie na mysl, ze w koncu przelamie swoj wstyd i
                                        lebnistwo i bede mogl isc do pubu, pozna jakies dziewczyny, posmiac sie, na
                                        drugi dzien wszystko pamietac i za nic sie nie wstydzic.
                                        A terapia zafundowala mi podejscie " nie dla psa kielbasa"
                                        oraz " nie dla psa szynka i inne frykasy, dla psa salceson i to tylko jednej
                                        firmy".
                                        Chore, chore!

                                        • rauchen Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 11:34
                                          ty addi to jakis ograniczony w wyobrazni jestes: nie znasz zadnych innych
                                          miejsc gdzie mozna kogos poznac?
                                          czlowieku, lato przyszlo, idz sobie na basen, tam duzo panienek, i to
                                          jeszcze "atuty" mozna obejrzec :))
                                          • rauchen Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 11:38
                                            wlasnie,
                                            moj znajomy budowal centrum sportowe dla angoli jedno, mial budowac drugie,
                                            ale angole sie rozmyslili, bo im w UK nie idzie za dobrze.
                                            I tu mamy prosta odpowiedz dlaczego: 2 i pol tysiaca funtow na koncie, a ten
                                            dalej mysli jak wspomoc przemysl browarski a nie rekreacyjny!
                                        • tenjaras Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 11:42
                                          no proszę... addi... deo Cię złapał na terapeutycznych smyczach, ja widzę
                                          bardzo aowskie podejście ...hehehe...

                                          oczywiście trzeba dać sobie czas i pozwolić mu zadziałać, zanim restauracja
                                          przestanie być miejscem picia, a zacznie spotkań - to jest sedno "nie chodź w
                                          miejsca gdzie piłeś"
                                          • addicted11 Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 16:39
                                            tenjaras napisał:

                                            > no proszę... addi... deo Cię złapał na terapeutycznych smyczach, ja widzę
                                            > bardzo aowskie podejście ...hehehe...
                                            >


                                            nie wiem czy to jestaowskie myslenie, jezeli tak to ja znam jakies inne AA.

                                            a te "hehehe" to co ma oznaczac?

                                            jak najgorszego sortu kundel cieszysz sie, ze ktos 9 nawetgdy to watpliwa
                                            prawda) podziela Twoj poglad?
                                            musisz sie tak znizac, nie wystarczy Ci wiara wlasna?


                                            > oczywiście trzeba dać sobie czas i pozwolić mu zadziałać, zanim restauracja
                                            > przestanie być miejscem picia, a zacznie spotkań - to jest sedno "nie chodź w
                                            > miejsca gdzie piłeś"
                                            >


                                            OOO, niejednego takiego spotkalem, co to 10 lat minelo i dla niego "jeszcze nie
                                            teraz".
                                            sedno to jest "chodza do knajpy a nie na mityngi" a nie " na razie nie chodz".

                                            na calej terapii nie znalazlem ani jednej ( ani 1) porady czy lekcji na temat "
                                            jak dobrze bawic sie w miejscu gdzie jest alkohol".

                                            ha ha, to nawet brzmi niewiarygodnie.
                                            bawic sie tam gdzie alkohol???
                                            po terapi???


                                            Do rauchen- wiem ze sa rozne miejsca na ziemii, nie tylko restauracje, ale
                                            nawet jezeli ktos podstepem bedzie zmuszal mnie do niechodzenie do operetki do
                                            ktorej i tak nie chodze, t dla saem zasady zaprotestuje.

                                            "moj znajomy co w UK stadiony buduje".
                                            to jest dopiero snobizm.
                                            uzycie takij frazy " co w Uk stadiony buduje".
                                            taka niby nonszalancja " ech co tam, buduje znajomi
                                            • rauchen Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 16:46
                                              znajomy co stadiony buduje???
                                              nie znam, ale specjalnie dla ciebie sprobuje kogos poznac ...:)))
                                              • addicted11 Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 17:01
                                                rauchen napisała:

                                                > znajomy co stadiony buduje???
                                                > nie znam, ale specjalnie dla ciebie sprobuje kogos poznac ...:)))


                                                nie watpie, ze obracasz sie wsrod akch samych.
                                                rauchen "zajmuje sie fabrykami w UK" a jej znajomy ( jedej jej znajomy, jeden z
                                                wielu takich) "buduje centrum sportowe i wlasnie mial zaczac drugie"

                                                sprobuj go poznac, tylko zeby on tez poznal przy okazji Ciebie.
                                                • rauchen Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 21:58
                                                  alez zes mi za przeproszeniem, to tego...:)

                                                  co mam niby poznac lepiej?? obiekt sportowy czy owego znajomego??
                                                  chyba obiekt, bo bylam tylko dwa razy, chociaz prawde mowiac wolalabym nie
                                                  wydawac kasy na wejsciowke w miejsca dla snobow.

                                                  Co do znajomego, to nie mam juz co poznawac, bo przez kilka lat probowalam sie
                                                  go pozbyc z mojego zycia bo mi skutecznie paskudzil obraz skromnej dziewczyny z
                                                  postepujacym alkoholizmem. Nie udalo sie, jakis paskudnie uparty charakter...
                                            • tenjaras Re: ciągi picia (ang. binge drinking) 06.05.07, 19:10
                                              znasz AA jakie chcesz znać, a ja takie, jakie ja chcę znać

                                              czytam Wielką Księgę AA i stąd czerpię wiedzę na temat alkoholizmu i co mam
                                              robić by się rozwijać, trzymam z takimi co czytają WK, a nie pierdzielą, że to
                                              teoria, albo, że nie trzeba i rozmawiam z terapeutami na interesujące mnie
                                              tematy, bo to psycholodzy (wspomnę, że młodsze ode mnie dziewczyny) i mają
                                              sporą wiedzę na temat mechanizmów działań jakie mną kierują, a jakie chciałbym
                                              zmieniać w sobie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka