trzydziestoletnia
18.10.07, 15:02
Czytam forum i rozne mysli mi sie pojawiaja, czytam o oslawionych cukierkach z alkoholem czy lekarstwach na spirytusie etc. jako wyzwalaczach. Czytam tez protesty i podsmiewywanie sie z zalecajacych (czy stosujacych) abstynencje od tego rodzaju srodkow, i dowody w postaci "zjadlem i nie zapilem". Fajnie, tylko pogratulowac :) Ale tak sobie mysle, ze faktycznie niewielkie dawki alkoholu w czymkolwiek (ale i zapach, widok itd) bardzo czesto są wielkim wyzwalaczem glodu alkoholowego, tutaj kazdy impuls moze uruchomic lawine. MOZE, ale nie musi. Zgadzam sie.
Tak sobie mysle, ze to jest troche tak jak z dietą - kiedy jestesmy na scislej diecie to snią nam sie przerozne potrawy, myslimy o slodkosciach, wygladzie, smaku itd. I zarowno widok tortu na reklamie, jak i zapach dochodzacy z cukierni moze stac sie impulsem do zerwania z dieta, albo powodowac, ze trudniaj ją nam utrzymac. Ale moze byc tez tak, ze przestaje nam to przeszkadzac. I nie ma co krzyczec, ze glupie sa zalecenia nie wystawiania sie na pokusy, bo "ja moge, nic mi sie nie stalo", a wiec obalam calą tą filozofie glupich zalecen. Moze byc tak, a mozna poleciec z lawiną, a caly problem polaga na tym, ze glod alkoholowy zdarza sie jednak u wiekszosci (wszystkich?) alkoholikow (i wyzwalacze sa rozne, a za duzo jest do stracenie, zeby sobie eksperymentowac na wlasnym ciele.
Co o tym myslicie? Ja sie zgadzam, ze nie zawsze ten przykladowy cukierek uruchamia glod, ale tez jestem za tym, by ulatwiac sobie zycie, tj. nie budzic potwora, jesli nie chcemy sie z nim mierzyc ;)