sparko11
21.11.07, 14:56
Witam. Jestem alkoholiczką chorą na ChAD. To taka odmiana depresji.
Ta choroba mnie paraliżuje i odbiera nadzieję na "normalne życie",
nawet jeśli wejdę na drogę zdrowienia z nałogu. Tzn. ja na tej
drodze już jestem, utrzymuję abstynencję, uczestniczę w terapii,
odkrywam AA. Wszystko z wielkimi oporami, bo nie potrafię oddzielić
skutków alkoholizmu od skutków ChADu w moim życiu. A raczej za
wszystko co złe winię chorobę (ChAD). Zazdroszczę ludziom, którzy
widzą sens i efekty tzw. "pracy nad sobą", tzn. wyłażenia z nałogu.
Ja mam przekonanie, że i tak mam przechlapane. I to odbiera mi
nadzieję, że "jeszcze będzie przepięknie..."
Tymczasem.