vivaeuro
02.12.07, 14:14
Siegnalem pamiecia w swoja przeszlosc.Stwierdzilem,posuwajac sie od
2004 roku wstecz,ze w poprzedzajacych 20 latach mojego zycia,nie
pamietam zadnej sytuacji,w ktorej po wypiciu chocby malej ilosci
alkoholu,nawet jednego piwa,nie siegnalbym od razu po nastepny
drink,po nim wypijalem kolejne,kolejne i kolejne,az do tzw. dopicia
sie.
Przez dlugie lata byly to jedynie jednodniowe imprezy
alkoholowe.Zawsze w toawrzystwie i zawsze w lokalach.Bylo to cos tak
normalnego i naturalnego,ze nie robilem sobie zadnych wyrzutow,tym
bardziej,ze postepowalo identycznie wiekszosc moich znajomych.Na
piciu opieralo sie zycie
towarzyskie,swieta,rocznice,spotkania,zapijane byly wszelkie smutki
i radosci.
Pamietam czasy jak z rana,po imprezie mocno zakrapianej alkoholem,
wystarczala mi tylko szklanka zimniej wody,aby dojsc do siebie.
Nie pamietam dzisiaj dokladnie tego poranka,kiedy zamiast szklanki
wody,siegnalem pierwszy raz po piwo.Wiem,ze nastapilo to za porada
kolegi,bylo to cos wstylu "piwo z rana jak smietana".
Piwo na kaca usialo pomoc,bo pozniej zawsze,po imprezie zaczalem
siegac po piwo,
zaspokajalo pragnienie i luzowalo spojrzenie na wariackie wyskoki
(wszelakie wybryki,klotnie,szarpaniny) towarzyszace alkoholowej
nocy.
Kiedys tam,po tym jednym,smietanowym piwie,przyszla kolej na
nastepne i nastepne.I tak oto,z jednego dnia picia,zrobily sie
szybko dwa,potem trzy,cztery.Dzisiaj nie wiem czy byla to chec
dalszego balowania,czy juzb tylko ucieczka przed kacem.
Skutkiem dwu-,trzydniowego chlania byly psychiczne kace,
wyrzuty sumienia,poczucie wstydu,zawalone terminy,problemy.Ale
jeszcze na tym etapie,nie myslalem wogole o jakims
alkoholizmie.Alkoholik byl rownowazny z menelem.A u mnie szystko
bylo w normie i pod kontrola.Tak uwazalem.
Nie bede klamal,lubilem imprezy alkoholowe,lubilem pic i bawic sie.
Cala masa znajomych,dobra muzyka,kolorowo i przednia impreza czesto
powiazana z interesami,zagluszaly wszystko inne."Czego trzeba
wiecej...a kac jest tylko kacem,przechodzi"-gdybalem niekiedy na
uciazliwym kacu.
Z ubiegiem lat,imprezy sie mnozyly a problemy z powodu picia
alkoholu stawaly sie niekiedy ogromne.Zauwazylem tez,ze nie wszystko
jest ze mna w porzadku,po pierwsze nie pije jak dawniej,z radosci,z
wolnej woli,tylko z przymusu.Zdalem sobie sprawe,ze srednio raz na
miesiac,przychodza na mnie takie stany poddenerwowania,w ktorych
wypijam juz sam drinka,bez konkretnej okazji,bez towarzystwa.Powiem
lepiej,poczulem juz wtedy i balem sie,ze musze siegac i pic nie
patrzac na nic,na nic terminy,bez znaczenia,ze picie bedzie musialo
trwac nawet kilkanascie dni.Pic,pic,pic...a cala reszta jakos sama
sie ulozy.Pic,pic,pic...bo trzeba sie koniecznie
rozprezyc,rozerwac,zabawic ze znajomymi,pogadac.
Niekiedy probowalem przetrzymac takie stany,checi napicia sie.Ale
stan wewnetrznego naprezenia nie popuszczal,wrecz z uplywem dni
zwiekszal sie.Nie chcialem pic,nie chcialem znowu cierpiec na
kacu,mimo wszystko nie moglem sie oprzec i sam szukalem okazji do
wypicia,wydzwanialem nawet po znajomych,sondujac z kim mozna sie
dzisiaj napic.Przyznaje,ze szukac nie trzeba bylo dlugo.
Dobrowolnie mialem dwie wszywki.Za kazdym razem po uplywie
terminu,powracalem do takiego samego picia.
Probowalem tez sam z siebie kilka razy nie pic,osiagalem max. cos
ok. czterech miesiecy.
Nastaje marzec roku 2004.Szczyt mojego alkoholizmu.Pije jak
wariat,na raz np. dziesiec dni z rzedu,juz od przebudzenia
zaczynam,czulem pod zamknietymi jeszcze powiekami,jakimi to duzymi i
ciezkimi krokami zblizal sie kac.Z jednej strony nie chcialem
pic,zaczynalem wrecz nienawidziec siebie i alkohol...ale chec na
alkohol zawsze zwyciezala,brala gore.Wiedzialem,ze kolejna wychylona
szklana,jest chwilowm ratunkiem i zarazem zguba w krotkiej
przyszlosci.
Jednak wypijalem.I otwieral sie kolejny dzien alkoholika...
W czerwcu 2004 roku mam ostatniego kaca giganta,trwal ok. dwoch
tygodni,do dzisiaj nie wiem,dlaczego wtedy nie zdechlem lub nie
zwariowalem.Ale jak widac,przezylem;)
Od tamtej pory nie pilem ponad trzy lata.Po pierwszym miesiacu
niepicia,odwiedzilem dwa spotkania AA.Wystraszylem sie i wiecej nie
poszedlem.
W sumieie pilem ponad trzy lata,do lipca 2007 roku.W tym czasie
przeczytalem o alkoholizmie na tyle,ze wyrobilem sobie jakies tam
pojecie o uzaleznieniu od alkoholu.Po roku abstynecji zaczalem
czytac forum Uzaleznienia,co z czasem popchnelo mnie i zaczalem sam
troche pisac.
Trzy lata abstynecji nie byly latwe,z dzisiejszego punktu widzenia
sadze,ze poczatkowo mialem cos w rodzaju deprechy,zmiana stylu
zycia,zerwanie wszystkich kontaktow towarzyskich,koniec z koncem
izolacja do maximum i popadniecie w calkowita samotnosc.
Pozostaly mi jedynie konieczne kontakty,internet,ksiazki i natura,
oraz ja sam.
"Wszyscy moga pic i sie bawic,tylko ja nie moge,chce pic normalnie,a
nie moge-dlaczego?"-nie moglem dlugo pojac.
Jednak dosc szybko regularny,zdrowy i sportowy tryb zycia dal szybko
dobre wyniki.
Czulem sie fizycznie wysmienicie.Z psychika bylo roznie,byl nawet
czas,kiedy uwazalem ludzi pijacych jakiekolwiek ilosci alkoholu,za
tych co jeszcze nie zrozumieli w zyciu najwazniejszego,tzn. ze nawet
wypity gram alkoholu to skonczony debilizm,to odgraniczanie sie od
prawdziwego postrzeganie rzeczywistosci.
Uwazanie siebie za kogos o "szerszym pojmowaniu rzeczywistosci",bylo
jednak tylko pochodna choroby,tlumaczenia sobie siebie,nieakceptacji
siebie jako chorego czlowieka.A za takiego,jakiegos chorego
odszczepienca,nie bylem widocznie w tamtym okresie,siebie uznac,
poddac sie.
W lipcu 2007 roku,bedac na urlopie,z bijacym sercem na ramieniu
wypilem pierwsze piwo.Zaraz potem nadsluchiwalem siebie samego.I
nic.Nie nastapil zaden ciag do alkoholu.Odetchnalem
z ulga i nadzieja,ze moze osiagne kontrolowane picie jednego piwa.To
niby jedno glupie piwo,ale ono klasyfikowalo mnie do
normalnosci,przede wszystkim w moich wlasnych oczach,ale i w kregu
znajomych i rodziny.Chcialem zdarzac dalej do osiagniecia
wymarzonego i normalnego ulozenia sobie stosunkow
toowarzyskich.Potem kiedys sprobowalem znowu i znowu.
Dzisiaj moge wypic ze smakiem piwo,nawet dwa,bez wpadania w jakies
cugi lub checi na imprezowe picie bez konca.
Moge pic bez wyrzutow,bez panicznego strachu.Od tamtej pory zaczalem
zyc normalnie,spokojnie,ogolnie bez alkoholu,ale ze swiadomoscia,ze
piwa moge sie napic ze smakiem,i to w kazdej chwili,jak wymagaja
tego okolicznisci.
Ze wzgledu na liczne proby z piwem,poczynione przez ostatnie piec
miesiecy,nie sadze,abym w jakis nieswiadomy sobie sposob,mogl
powrocic do dawnego stylu picia.
Nie zrazalem sie opiniami innych,ze na pewno wpadne z powrotem w
alkoholizm,skoncze pod plotem.Wrecz odwrotnie,powoli i uparcie
parlem do przodu,tu i tam wypijalem po jednym piwie.Chcialem sie sam
na sobie przekonac,z cala swiadomoscia konsekwencji,ze z jakis tam
mi nieznanych przyczyn,zmienil sie moj stosunek do alkoholu i
upijania sie.
Upijanie sie uwazam dzisiaj za bezpowrotna strate i marnowanie zycia.
Wiem,ze po wypiciu jednego/dwoch piw,mam nullkoma,iles tam promila
alkoholu we krwi,a chcac pozostac trzezwym i nie robic z siebie
pijanego idioty,musze poprzestac na max. dwoch.
Nie odczuwam tez obecnie zadnego wewnetrznego popychadla do dalszego
picia,tak jak mialem wczesniej,przez cale zycie.
Czy jest to picie kontrolowane ?
Nie wiem.Po prostu opisalem jak mialem i jak mam dzisiaj.
Acha!Jeszcze jedno,nie wiem czemu lub tez komu mam bezgranicznie
dziekowac,ze moj alkoholizm,
a szczegolnie abytynecja
sie nie uduchowily.
Pozdrawiam.