Dodaj do ulubionych

Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu

02.12.07, 14:14
Siegnalem pamiecia w swoja przeszlosc.Stwierdzilem,posuwajac sie od
2004 roku wstecz,ze w poprzedzajacych 20 latach mojego zycia,nie
pamietam zadnej sytuacji,w ktorej po wypiciu chocby malej ilosci
alkoholu,nawet jednego piwa,nie siegnalbym od razu po nastepny
drink,po nim wypijalem kolejne,kolejne i kolejne,az do tzw. dopicia
sie.

Przez dlugie lata byly to jedynie jednodniowe imprezy
alkoholowe.Zawsze w toawrzystwie i zawsze w lokalach.Bylo to cos tak
normalnego i naturalnego,ze nie robilem sobie zadnych wyrzutow,tym
bardziej,ze postepowalo identycznie wiekszosc moich znajomych.Na
piciu opieralo sie zycie
towarzyskie,swieta,rocznice,spotkania,zapijane byly wszelkie smutki
i radosci.
Pamietam czasy jak z rana,po imprezie mocno zakrapianej alkoholem,
wystarczala mi tylko szklanka zimniej wody,aby dojsc do siebie.

Nie pamietam dzisiaj dokladnie tego poranka,kiedy zamiast szklanki
wody,siegnalem pierwszy raz po piwo.Wiem,ze nastapilo to za porada
kolegi,bylo to cos wstylu "piwo z rana jak smietana".
Piwo na kaca usialo pomoc,bo pozniej zawsze,po imprezie zaczalem
siegac po piwo,
zaspokajalo pragnienie i luzowalo spojrzenie na wariackie wyskoki
(wszelakie wybryki,klotnie,szarpaniny) towarzyszace alkoholowej
nocy.
Kiedys tam,po tym jednym,smietanowym piwie,przyszla kolej na
nastepne i nastepne.I tak oto,z jednego dnia picia,zrobily sie
szybko dwa,potem trzy,cztery.Dzisiaj nie wiem czy byla to chec
dalszego balowania,czy juzb tylko ucieczka przed kacem.
Skutkiem dwu-,trzydniowego chlania byly psychiczne kace,
wyrzuty sumienia,poczucie wstydu,zawalone terminy,problemy.Ale
jeszcze na tym etapie,nie myslalem wogole o jakims
alkoholizmie.Alkoholik byl rownowazny z menelem.A u mnie szystko
bylo w normie i pod kontrola.Tak uwazalem.


Nie bede klamal,lubilem imprezy alkoholowe,lubilem pic i bawic sie.
Cala masa znajomych,dobra muzyka,kolorowo i przednia impreza czesto
powiazana z interesami,zagluszaly wszystko inne."Czego trzeba
wiecej...a kac jest tylko kacem,przechodzi"-gdybalem niekiedy na
uciazliwym kacu.

Z ubiegiem lat,imprezy sie mnozyly a problemy z powodu picia
alkoholu stawaly sie niekiedy ogromne.Zauwazylem tez,ze nie wszystko
jest ze mna w porzadku,po pierwsze nie pije jak dawniej,z radosci,z
wolnej woli,tylko z przymusu.Zdalem sobie sprawe,ze srednio raz na
miesiac,przychodza na mnie takie stany poddenerwowania,w ktorych
wypijam juz sam drinka,bez konkretnej okazji,bez towarzystwa.Powiem
lepiej,poczulem juz wtedy i balem sie,ze musze siegac i pic nie
patrzac na nic,na nic terminy,bez znaczenia,ze picie bedzie musialo
trwac nawet kilkanascie dni.Pic,pic,pic...a cala reszta jakos sama
sie ulozy.Pic,pic,pic...bo trzeba sie koniecznie
rozprezyc,rozerwac,zabawic ze znajomymi,pogadac.

Niekiedy probowalem przetrzymac takie stany,checi napicia sie.Ale
stan wewnetrznego naprezenia nie popuszczal,wrecz z uplywem dni
zwiekszal sie.Nie chcialem pic,nie chcialem znowu cierpiec na
kacu,mimo wszystko nie moglem sie oprzec i sam szukalem okazji do
wypicia,wydzwanialem nawet po znajomych,sondujac z kim mozna sie
dzisiaj napic.Przyznaje,ze szukac nie trzeba bylo dlugo.

Dobrowolnie mialem dwie wszywki.Za kazdym razem po uplywie
terminu,powracalem do takiego samego picia.
Probowalem tez sam z siebie kilka razy nie pic,osiagalem max. cos
ok. czterech miesiecy.
Nastaje marzec roku 2004.Szczyt mojego alkoholizmu.Pije jak
wariat,na raz np. dziesiec dni z rzedu,juz od przebudzenia
zaczynam,czulem pod zamknietymi jeszcze powiekami,jakimi to duzymi i
ciezkimi krokami zblizal sie kac.Z jednej strony nie chcialem
pic,zaczynalem wrecz nienawidziec siebie i alkohol...ale chec na
alkohol zawsze zwyciezala,brala gore.Wiedzialem,ze kolejna wychylona
szklana,jest chwilowm ratunkiem i zarazem zguba w krotkiej
przyszlosci.
Jednak wypijalem.I otwieral sie kolejny dzien alkoholika...

W czerwcu 2004 roku mam ostatniego kaca giganta,trwal ok. dwoch
tygodni,do dzisiaj nie wiem,dlaczego wtedy nie zdechlem lub nie
zwariowalem.Ale jak widac,przezylem;)
Od tamtej pory nie pilem ponad trzy lata.Po pierwszym miesiacu
niepicia,odwiedzilem dwa spotkania AA.Wystraszylem sie i wiecej nie
poszedlem.

W sumieie pilem ponad trzy lata,do lipca 2007 roku.W tym czasie
przeczytalem o alkoholizmie na tyle,ze wyrobilem sobie jakies tam
pojecie o uzaleznieniu od alkoholu.Po roku abstynecji zaczalem
czytac forum Uzaleznienia,co z czasem popchnelo mnie i zaczalem sam
troche pisac.

Trzy lata abstynecji nie byly latwe,z dzisiejszego punktu widzenia
sadze,ze poczatkowo mialem cos w rodzaju deprechy,zmiana stylu
zycia,zerwanie wszystkich kontaktow towarzyskich,koniec z koncem
izolacja do maximum i popadniecie w calkowita samotnosc.
Pozostaly mi jedynie konieczne kontakty,internet,ksiazki i natura,
oraz ja sam.

"Wszyscy moga pic i sie bawic,tylko ja nie moge,chce pic normalnie,a
nie moge-dlaczego?"-nie moglem dlugo pojac.

Jednak dosc szybko regularny,zdrowy i sportowy tryb zycia dal szybko
dobre wyniki.
Czulem sie fizycznie wysmienicie.Z psychika bylo roznie,byl nawet
czas,kiedy uwazalem ludzi pijacych jakiekolwiek ilosci alkoholu,za
tych co jeszcze nie zrozumieli w zyciu najwazniejszego,tzn. ze nawet
wypity gram alkoholu to skonczony debilizm,to odgraniczanie sie od
prawdziwego postrzeganie rzeczywistosci.
Uwazanie siebie za kogos o "szerszym pojmowaniu rzeczywistosci",bylo
jednak tylko pochodna choroby,tlumaczenia sobie siebie,nieakceptacji
siebie jako chorego czlowieka.A za takiego,jakiegos chorego
odszczepienca,nie bylem widocznie w tamtym okresie,siebie uznac,
poddac sie.


W lipcu 2007 roku,bedac na urlopie,z bijacym sercem na ramieniu
wypilem pierwsze piwo.Zaraz potem nadsluchiwalem siebie samego.I
nic.Nie nastapil zaden ciag do alkoholu.Odetchnalem
z ulga i nadzieja,ze moze osiagne kontrolowane picie jednego piwa.To
niby jedno glupie piwo,ale ono klasyfikowalo mnie do
normalnosci,przede wszystkim w moich wlasnych oczach,ale i w kregu
znajomych i rodziny.Chcialem zdarzac dalej do osiagniecia
wymarzonego i normalnego ulozenia sobie stosunkow
toowarzyskich.Potem kiedys sprobowalem znowu i znowu.
Dzisiaj moge wypic ze smakiem piwo,nawet dwa,bez wpadania w jakies
cugi lub checi na imprezowe picie bez konca.
Moge pic bez wyrzutow,bez panicznego strachu.Od tamtej pory zaczalem
zyc normalnie,spokojnie,ogolnie bez alkoholu,ale ze swiadomoscia,ze
piwa moge sie napic ze smakiem,i to w kazdej chwili,jak wymagaja
tego okolicznisci.
Ze wzgledu na liczne proby z piwem,poczynione przez ostatnie piec
miesiecy,nie sadze,abym w jakis nieswiadomy sobie sposob,mogl
powrocic do dawnego stylu picia.

Nie zrazalem sie opiniami innych,ze na pewno wpadne z powrotem w
alkoholizm,skoncze pod plotem.Wrecz odwrotnie,powoli i uparcie
parlem do przodu,tu i tam wypijalem po jednym piwie.Chcialem sie sam
na sobie przekonac,z cala swiadomoscia konsekwencji,ze z jakis tam
mi nieznanych przyczyn,zmienil sie moj stosunek do alkoholu i
upijania sie.
Upijanie sie uwazam dzisiaj za bezpowrotna strate i marnowanie zycia.
Wiem,ze po wypiciu jednego/dwoch piw,mam nullkoma,iles tam promila
alkoholu we krwi,a chcac pozostac trzezwym i nie robic z siebie
pijanego idioty,musze poprzestac na max. dwoch.
Nie odczuwam tez obecnie zadnego wewnetrznego popychadla do dalszego
picia,tak jak mialem wczesniej,przez cale zycie.

Czy jest to picie kontrolowane ?
Nie wiem.Po prostu opisalem jak mialem i jak mam dzisiaj.
Acha!Jeszcze jedno,nie wiem czemu lub tez komu mam bezgranicznie
dziekowac,ze moj alkoholizm,
a szczegolnie abytynecja
sie nie uduchowily.


Pozdrawiam.



Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 14:45
      Vivaeuro napisal:
      > ...wypilem pierwsze piwo. Nie nastapil zaden ciag do
      alkoholu.Odetchnalem z ulga i nadzieja,ze moze osiagne
      kontrolowane picie jednego piwa.To niby jedno glupie
      piwo,ale ono klasyfikowalo mnie do normalnosci...
      ________________________________________________.
      Moje gratulacje Vivaeuro, widac ze potrafisz
      kontrolowanie pic, a to znaczy, ze nie jestes
      alkoholikiem i nalezysz do tzw. "normalnych"
      drobnopijoczkow, ktorzy tylko naduzywali alkoholu...!
      Tobie duchowosc i moralnosc nie jest potrzebna.
      (mozesz byc policjantem, albo politykiem...) ;-))
      A... ;-))
      • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 23:30
        aaugustw napisał:
        Vivaeuro, widac ze potrafisz
        > kontrolowanie pic, a to znaczy, ze nie jestes
        > alkoholikiem i nalezysz do tzw. "normalnych"
        > drobnopijoczkow

        -Boze pomiluj AAugustw,
        bo to on,AAugustw,zochydzil mi az tak mocno stan niesmiertelnego
        dochodzenia do trzezwosci,
        ze odwazylem sie siegnac po ten otrzezwiajacy zakonny trunek bozy :))
        Boze pomiluj!
        • aaugustw Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 03.12.07, 17:14
          vivaeuro napisał:
          > -Boze pomiluj AAugustw,
          > bo to on,AAugustw,zochydzil mi az tak mocno stan niesmiertelnego
          > dochodzenia do trzezwosci,
          > ze odwazylem sie siegnac po ten otrzezwiajacy zakonny trunek
          bozy :))> Boze pomiluj!
          ____________________________________.
          ;-)) Nie ma to jak miec zawsze alibi
          pod reka...! ;-))
          A...
          Ps. Uwazaj Tranzycie; z drobnopijaczka moze
          "powstac" zawsze alkoholik...! :-((
          Odwrotnie - (prawie) nigdy...!
    • rauchen Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 14:46
      fajnie napisales, tak dlugo,
      natomiast nie wiem do czego zmierzales??
      ze mozna ci pic piwo?
      No mnie tez mozna,
      nawet bez tlumaczenia sie na forum, ze moge.
      Pytanie tylko po kiego???
      Zwlaszcza teraz, gdy wiem ze wcale nie potrzebuje, a i bez sie da
      zyc, a zwlaszcza bez sie sie da!!!!

      :)))
    • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 14:58
      duchowość w życiu jest czymś znacznie bardziej powszechnym, niż nam
      się wydaje, tylko potrzebujemy dodać jej jakiegoś "podniesienia",
      ale warto zrozumieć duchową stronę życia, oddzielić ją od
      religijności i szerzej stosować, bo ma dobry wpływ

      Mam podobne podejście do alkoholu jak Ty - mogę pić, ale równie
      dobrze mogę nie pić

      kiedyś myślałem, że muszę, powodem tego myślenia było moje
      uzależnienie i nieświadomość, że mu się całkowicie oddałem,
      przyjęcie innej, nowej postawy wobec alkoholu przyniosło mi coś w
      rodzaju miejsca w mózgu, mogłem podjąć konkretną decyzję - piję, czy
      nie

      wtedy akurat byłem w takich, a nie innych warunkach, terapia w
      ośrodku odwykowym, zderzenie z prawdą o własnym alkoholiźmie,
      spotkanie innych niepijących alkoholików, prawdziwe doświadczenie
      ludzkie, krew, łzy i śmierć jakie są przyczyną nadużywania alkoholu,
      spowodowało, że decyzja jaką podjąłem jest jednoznaczna - nie piję

      nie bardzo jednak miałem co począć z czasem, którego przybyło ponad
      miarę, poza tym, fizycznie zacząłem się czuć dobrze, miałem energię
      i trzeba było ją jakoś spożytkować

      postanowiłem, że zrobię co potrafię, by przekazać innym pijącym, że
      mają wybór - można być nie wiadomo jak zatraconym alkoholikiem, a
      jednak można zmienić swoje życie, zdać się zdrowy rozsądek i przy
      utracie kontroli nad ilością spożywanego alkoholu, niewątpliwej
      cesze alkoholizmu, żyć normalnie z dala od dylematu, co się stanie
      jak się napije, wykorzystując ten czas znacznie bardziej korzystnie
      i pożytecznie, dla siebie i swojego otoczenia
    • daleh Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 15:30
      vivaeuro...
      Nie zrazalem sie opiniami innych,ze na pewno wpadne z powrotem w
      alkoholizm,skoncze pod plotem.Wrecz odwrotnie,powoli i uparcie
      parlem do przodu,tu i tam wypijalem po jednym piwie.Chcialem sie sam
      na sobie przekonac,z cala swiadomoscia konsekwencji,ze z jakis tam
      mi nieznanych przyczyn,zmienil sie moj stosunek do alkoholu i
      upijania sie.
      Upijanie sie uwazam dzisiaj za bezpowrotna strate i marnowanie zycia.
      ---------------------------------------------------------
      Wiesz kiedy czytalem Twoj post ,to mialem nadzieje ze kiedy dojade do konca,bede
      wiedzial o co Ci chodzi.Pewnie chciales cos powiedziec ale do konca Ci nie
      wyszlo.Faktem jest ze chlanie to bezpowrotna strata czasu.Tylko nie rozumiem co
      myslisz ze udalo Ci sie udowodnic pijac okreslona ilosc piwa.Na Twoim
      przykladzie pokazujesz ze mozna,ale nie widze powodu dla ktorego warto
      eksperymentowac.Przeciez kiedys tez pilem browara i konczylem na tym,a historia
      lubi sie powtarzac...
      • myszabrum Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 16:09
        Tranzyt - o ile rozumiem - chciał opisać swoją drogę do równowagi psychicznej.
        Alternatywną drogę.

        Jest alkoholikiem, nie zauważył, jak się nim stał, miał kilka prób zaprzestania,
        w końcu - "zaskoczyło".

        Przeżył okres sztywnych przekonań na temat picia/niepicia, potem jego poglądy
        zaczęły ewoluować.

        Przeżył WIELKI EKSPERYMENT z ponownym napiciem się. I nie poleciał.

        To jest historia bez morału. Ale czy każda historia musi mieć morał? To po
        prostu odprysk cudzego doświadczenia.

        Tranzyt podzielił się tym doświadczeniem - takim, jakie ono jest. Nie ujętym w
        schematy, dogmaty, ideologie.

        Pił - przestał pić - pije z umiarem. Bo jako abstynent czuł się kaleką. Po co to
        napisał?

        Pewnie żeby uporządkować własne przeżycia. Ale też żeby "dać świadectwo" - taka
        jest moja prawda, to widać przez moje okienko.

        Nie musisz go naśladować. Pewnie nie powinieneś nawet. Nie musisz też reagować
        kurczowym zaciskaniem rąk, niepokojem.

        Istnieje życie poza albo-albo. MOŻESZ zastanowić się nad tym, jak różne są
        ludzkie losy i różne sposoby odbicia od dna.

        To, że ktoś postępuje inaczej niż Ty nie wleje Ci jego piwa do gardła.
        • daleh Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 16:17
          myszabrum...
          To, że ktoś postępuje inaczej niż Ty nie wleje Ci jego piwa do gardła.
          ----------------------------------------
          Tego nie da sie ukryc.
          To interesujacy post...
          • aaugustw Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 16:25
            daleh napisał:
            > Tego nie da sie ukryc.
            > To interesujacy post...
            __________________________________________.
            Dla kogo...!? - Dla Ciebie...? - To pij...!
            Po co to komu...!?
            Zeby uzalezniac innych od picia...?
            Zeby alkoholicy eksperymentowali..?
            Zeby dobic chorych...?
            Pijacy i tak potrafia (bez wyjatku!) pic kontrolowanie...!
            (oni powinni tylko chciec zachowac umiar, tak jak ty to teraz
            robisz - daleh...!).
            A...
            • daleh Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 16:35
              aaugustw ...
              Dla kogo...!? - Dla Ciebie...? - To pij...!
              Po co to komu...!?
              Zeby uzalezniac innych od picia...?
              Zeby alkoholicy eksperymentowali..?
              Zeby dobic chorych...?
              Pijacy i tak potrafia (bez wyjatku!) pic kontrolowanie...!
              (oni powinni tylko chciec zachowac umiar, tak jak ty to teraz
              robisz - daleh...!).
              ----------------
              August Ty to taki madrus jestes ktory potrafi tylko sie pultac bez powodu...
              Gdzie odpowiedz na konkretne pytanie w temacie Przynudzajac z lekka,
              o rekawicy nie wspomne...
        • aaugustw Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 16:19
          myszabrum napisała:
          > Tranzyt - o ile rozumiem - chciał opisać swoją drogę...
          ________________________________________________________.
          Wlasnie chcialem takze napisac, ze bardzo mi to pasuje do
          Tranzyta, ale wyprzedzono mnie... - On ma swoja papuge,
          zamiast bialych myszy...! ;-))
          A...
        • rauchen Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 16:44
          > Przeżył WIELKI EKSPERYMENT z ponownym napiciem się. I nie
          poleciał.
          >

          To jak "nie polecial" opisal tu juz kiedys tranzyt nam,
          jak to po tych "nadziewanych" cukiereczkach wybral sie
          na "niepolecenie".

          Wybral droge: pije z umiarem.
          Z jednej strony mozna to nazwac wyborem, z drugiej rezygnacja.
          Rezygnacja z tego co jednak udawalo mu sie,
          ale nagle znow wydaje sie trudniejsze.
          Bo oczywiscie ze niepicie jest trudniejsze od picia.
          Czul sie kaleka, bo nie pil??
          A nie czuje sie kaleka, gdy do tego zeby zyc nieodzownie potrzebny
          jest mu alkohol - kontrolowanie czy tez nie.
          • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 17:30
            ależ nie poleciał
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=65662692&a=65662692
            i wszystko skończyło się szczęśliwie...
            • rauchen Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 18:48
              nie ten watek, jaras, nie ten watek :))

              ale nie chce mi sie szukac, ide news'y ogladac,
              moze wymyslili cos nowego zebyt znow bezkarnie pic mozna mi bylo :)))

              chacha,
              zabawnas rauchen :)
              • rauchen Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 18:51
                no dobra,
                udalo mi sie znalesc, trudno nie bylo :))

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=67086469&a=67086469
                • aaugustw Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 18:56
                  rauchen napisała:
                  > no dobra, udalo mi sie znalesc, trudno nie bylo :))
                  > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=67086469&a=67086469
                  _____________________________________________________________.
                  Juz na samym poczatku mozna przeczytac, (cyt.):
                  > "Po trzech latach totalnej abstynencji(minelo w
                  czerwcu tego roku),bedac w lipcu na..." <
                  - - -
                  Tu juz widac, (jak sam pisze), ze byla to tylko abstynencja...
                  Ja, (np.) po mojej pierwszej terapii, zylem ponad 5,5 roku
                  bez alkoholu, ale wtedy tez jeszcze nie trzezwialem...
                  A...
                • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 23:18
                  Rauchen!Co bylo a nie jest,nie pisze sie w...
                  Swintucho!
        • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 02.12.07, 22:55
          myszabrum napisała:

          > Tranzyt - o ile rozumiem - chciał...

          -Dokladnie!:))
          • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 03.12.07, 17:35
            vivaeuro napisał:

            > myszabrum napisała:
            >
            > > Tranzyt - o ile rozumiem - chciał...
            >
            > -Dokladnie!:))

            czy mogę Cię prosić, vivaeuro, o przybliżenie mi co rozumiesz
            przez "równowagę psychiczną"?

            chętnie poczytam, niekoniecznie musisz tu wypisywać swoje
            osiągnięcia w tej dziedzinie, napisz jedynie do czego dążysz
            • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 03.12.07, 22:11
              tenjaras napisał:
              > czy mogę Cię prosić, vivaeuro, o przybliżenie mi co rozumiesz
              > przez "równowagę psychiczną"?
              ...napisz jedynie do czego dążysz


              -"rownowage psychiczna" to zdychac,co najmniej raz w dzien,a dwa w
              nocy,z wlasnej satysfakcji...;)

              -A do czego ja daze? Poczekaj,pomysle..."rownowage psychiczna" mam,
              a znudzi sie,to podaze do...nierownowagi?

              Jaras,Czlowieku pelen Niepokojow,Twoje pytania sa jakies odpychajaco-
              prowokujace...

              • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 03.12.07, 23:11
                może jestem wiernym naśladowcą Jezusa, który mówił, że nie przynosi
                ze sobą pokoju, a miecz obosieczny
                • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 03.12.07, 23:31
                  "wierny nasladowca Jezusa" ?
                  A jaki Kosciol (z tych ok.trzystu chrzescijanskich) reprezentujesz?
                  Tylko nie mow,ze zaden i ze nasladujesz Go jakos po swojemu,
                  bo znaczy to,ze gdybys tylko zdobyl odp. finanse,
                  to zalozylbys kolejny...

                  • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 03.12.07, 23:49
                    bez przesady, niekoniecznie musiałbym zakładać kolejny, jestem
                    wychowany na katolika, ale określam siebie jako niezbyt religijną
                    osobę (nie mylić z niepraktykującą), po prostu kiedyś czytałem NT i
                    spodobał mi się przytoczony tekst

                    znam inne dobre sposoby na robienie kasy ;-)

                    ale mieliśmy pisać o równowadze psychicznej... nadal nie określiłeś,
                    co przez nią rozumiesz, a jedynie co z nią robisz lub nie
                    • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 00:04
                      tenjaras napisał:
                      > ale mieliśmy pisać o równowadze psychicznej... nadal nie
                      określiłeś,
                      > co przez nią rozumiesz, a jedynie co z nią robisz lub nie

                      -uparciuch z Ciebie,jak kazdy duszpasterski prowokator :)
                      (moze jutro dam sie skusic;)
                      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 01:13
                        A co powiesz vivaeuro na to: ja po tym jak wrocilem do picia kilka
                        razy wypilem nieco wiecej i nigdy na drugi dzien nie czuje ZADNEJ
                        ochoty na piwo na kaca, wrecz czuje obrzydzenie do alkoholu i
                        niesmak, az sie sam niepokoje i szukam tej checi i nie moge znalezc
                        i czekam i nie moge sie doczekac, a dodam ze ze 2 razy udalo mi sie
                        czuc dosyc paskudnie. I nic.
                        Uswiadomilem tez sobie glupote swoich dawnych ciagow- tzn picia na
                        drugi dzien przez caly dzien "na kaca". Tak naprawde nigdy nie
                        czulem sie lepiej po tych kacowych piwach tylko coraz gorzej. Nie
                        wiem jak moglem byc tak uparty- tu sie naprawde zachowywalem jak
                        alkoholik z tym oczekiwaniem cudu, ze powtarzasz kilka razy to samo
                        oczekujac innego rezultatu.Ja oczekiwalem chyba, ze w koncu bede
                        mial jak "normalny" alkoholik i to piwo kacowe bedzie mnie leczylo-
                        a tu nic. Jedyny przypadek kiedy mnie wyleczylo to gdy sie ostro
                        schlalem, ale niestety- moj organozm blyskawicznie budowal
                        tolerancje i jak pilem caly dzien to upic sie ju znie moglem. Potem
                        przestalem tak pic bo poczulem bezsens tego zachowania.
                        do dzis nie potrafie zrozumiec, jak mozna "leczyc sie" piwem zeby
                        normalnie funkcjonowac- i na przyklad pracowac czy cos tam robic, mi
                        to leczenie dawalo tylko tyle ze lezalem polotepialy w lozku i
                        czekalem az przejdzie.
                        mysle, ze wiele osob mogloby to zrozumiec i nie wpadac w ciagi- bo
                        po prostu kacowe piwo wcale nie wszystkih "leczy", to jakis mit
                        upowszechniany nie wiadomo po co.
                        • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 07:40
                          beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

                          > A co powiesz vivaeuro na to: ja po tym jak wrocilem do picia kilka
                          > razy wypilem nieco wiecej i nigdy na drugi dzien nie czuje ZADNEJ
                          > ochoty na piwo na kaca, wrecz czuje obrzydzenie do alkoholu i
                          > niesmak, az sie sam niepokoje i szukam tej checi i nie moge
                          znalezc
                          > i czekam i nie moge sie doczekac, a dodam ze ze 2 razy udalo mi
                          sie
                          > czuc dosyc paskudnie. I nic.


                          -Nie napisze Ci,ze powinienes sie cieszyc i
                          podskakiwac z radosci(a moze oczekujesz,ze powinienem to zrobic?;).
                          Bo i z jakiej racji?
                          To ze raz,czy dwa,wypiles troche wiecej i z rana czules obrzydzenie
                          do alkoholu,to najzwyklejszy pryszcz. Taki stan jest przeciez zdrowa
                          (czyt.zwyczajna) reakcja kazdego nieuzaleznionego od alkoholu
                          czlowieka(czyt.przecietnego;).
                          Pierwszy raz,drugi...dziesiaty,a moze i raz setny,Twoj organizm,po
                          przeholowaniu zareaguje takim samym,uczuciem obrzydzenia,ale
                          istnieje tez duze prawdopodobienstwo,ze przy za czestym
                          nieprzestrzeganiu tych "boskich" ostrzegawczych sygnalow,moze sie
                          wkrasc,w system porannych pawiow,jakis "Trojan" plus "Barbarossa"
                          i "Potop" nomber duo,masz gotowy!

                          Albo...najdzie Cie,jakas susza egipska,ktora bedziesz MUsial podlac,
                          piwskiem.

                          Ale zarty na bok!(na chwile:)

                          Addicted!
                          Moim zdaniem,to Twoje uspokajanie sie,bo odczuwasz obrzydzenie do
                          alkoholu po przepiciu,jest bardzo niepokojace.
                          BA!Samo juz dopuszczenie do odczuwania kaca(!!!)
                          uwazam za Zbrodnie na samym sobie! i to z premedytacja!

                          W delektowaniu sie alkoholem,w piciu go dla przyjemnosci konwersacji,
                          czy w upajaniu sie samym tylko obrzadkiem degustacji,
                          nie moze byc mowy o zadnym upiciu sie!

                          Alkohol to plyn odurzajacy i po np.trzech(jedno po drugim)wypitych
                          piwach,
                          prawie kazdy gotowy jest podejsc do kobiety i powiedziec
                          "chej! ty,ty...Tty mi sie podobasz!".

                          Pij tak,abys zawsze z rana byl z siebie zadowolony i szczesliwy,
                          pelen checi zycia.Najmniejsze odczuwalne z rana niesnaski i zgrzyty
                          to juz Alarm!No,ma sie rozumiec,jak dla Ciebie,Alkohochollyku :))
                        • ela_102 Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 08:55
                          Adi:

                          czuje obrzydzenie do alkoholu i
                          niesmak,

                          ja jak czuje cos takiego do karaluchów...to ich nie spozywam;-)
                          ani w poniedziałek ani we wtorek...moje uczucia do nich sa
                          niezmienne...
                          szkoda ze nie mozna poczytac jak rozwazasz budowanie swojego
                          zycia...szczescia....radosci...tylko wiecznie to ...jak pic aby inni
                          mysleli ze nie jestem alkoholikiem...smutne to :-(
                          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 10:57
                            ela_102 napisała:

                            > Adi:
                            >
                            > czuje obrzydzenie do alkoholu i
                            > niesmak,
                            >
                            > ja jak czuje cos takiego do karaluchów...to ich nie spozywam;-)
                            > ani w poniedziałek ani we wtorek...moje uczucia do nich sa
                            > niezmienne...
                            > szkoda ze nie mozna poczytac jak rozwazasz budowanie swojego
                            > zycia...szczescia....radosci...tylko wiecznie to ...jak pic aby
                            inni
                            > mysleli ze nie jestem alkoholikiem...smutne to :-(




                            wyrywasz z kontekstu i zwyczajnie klamiesz.
                            Napisalem, ze czuje obrzydzenie do alkoholu i niesmak NA KACU i na
                            kacu go nie pije- a nie 7 dni tygodnia.

                            czy Tobie obrzydzenie do karaluchow pojawia sie po tym, jak ich za
                            duzo spozyjesz jednorazowo?

                            Ja mam pisac jak buduje swoja trzezwosc, jakie osiagam sukcesy?????
                            Nie rozsmieszaj mnie!!!

                            Jestes wyjatkowo bezczelna w ogole proponujac cos takiego.
                            Nieudolnie probujesz mnie podpuszczac czy co?

                            Na tym forum, z siedzacymi na galezi z otwarta paszcza rauchenami,
                            augustami i innymi elami milabym sie z czegos zwierzyc?
                            Mialbym sie czyms pochwalic?
                            Mialbym o czyms szczerze napisac?
                            HAHAHA

                            Wtedy rauchen i deo zlatuja z galezi i wczeipa sie swoimi zebiskami
                            w moje swieze miesko. A ja wole ich poglodzic.

                            tak to biedna rauchen musi padline zrec i posilkowac sie ciagle
                            jakimis watkami i wpisami sprzed roku albo dwoch- i dobrze, niech
                            padline zre.
                            Jak ktos hiena nie lew to musi padline zrec:):):)

                            Reasumujac, tu jest taki klimat, ze pozostaje tylko prowokacja i
                            przepychanki.

                            A gwoli scislosc- jakbym chcial to naprawde moglbym napisac o wielu
                            zarowno sukcesach, porazkachi jak i rzeczach ktore stoja w miejscu.
                            ALe to musialaby wrocic Eska i porzadnie ciac glupie uwagi bez
                            zwiazku z tematem zebym o tym napisal.
                            • ela_102 Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 11:40
                              Pisze ze jak mi jakis produkt szkodzi to go nie uzywam...
                              Nie ma ze raz dziala na mnie ozdrowienczo...a innym razem
                              chorobotworczo...to tylko produkt...do ktorego mogloby sie zmienic
                              jedynie moje nastawienie a nie on sam...
                              Nie pisze abys pisal o sobie...
                              wyrazam ubolewanie nad tym co tutaj prezentujesz...
                              Boisz tego co napisza inni?
                              ja sie nie boje...w ogole nie zajmuje to moich mysli.
                              • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 11:57
                                ela najpierw pisze:

                                szkoda ze nie mozna poczytac jak rozwazasz budowanie swojego
                                zycia...szczescia....radosci...tylko wiecznie to ...jak pic aby inni
                                mysleli ze nie jestem alkoholikiem...smutne to :-(

                                za chwile pisze:

                                Nie pisze abys pisal o sobie...
                                > wyrazam ubolewanie nad tym co tutaj prezentujesz...


                                I jeszcze zupelnie od czapy puenta:
                                > Boisz tego co napisza inni?
                                > ja sie nie boje...w ogole nie zajmuje to moich mysli


                                Jakbym sie bal co napisza inni to bym w ogle nie pisal, dzis mam
                                dyspense, jedno piwko na forum.
                                A o "problemach" i "radosciach" pisac nie ma sensu.

                                A zreszta, kto o tym konkretnie pisze?

                                Jaras i innni ciagle leja wode, ich sukcesy sa abstrakcyjne, to
                                pokora, madrosc, zgoda, i tym podobne osiagniecia.

                                Pewnie nie rozumiesz wiem powiem o co chodzi.
                                Podam jeden przyklad sukceu.
                                Konkretny.
                                A poprzedniej pracy, pol roku temu, gdy wspolpracownik w niegrzeczny
                                sposob zwrocil mi uwage, odgryzlem mu sie jeszcze silniej i zrobila
                                sie awantura i stalismy sie wrogami.
                                Pared ni temu w identycnej sytuacji zareagowalem chwilowymi nerwami,
                                ale po paru chwilach rzecz obrocilem w zart, w efekcie razem sie z
                                tego posmialismy i sprawa poszla w niebyt.

                                To jest konkret. a nie ze jestem teraz madry albo rozwiniety pelniej
                                niz ci ropzwinieci niepelnie.

                                a teraz jak juz rzucilem troche miesa zapraszam hieny na uczte, jesc
                                jesc bo kolejna kolacja za rok.
                                • ela_102 Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 12:16
                                  Nie wydaje mi się aby ktokolwiek tutaj ostrzył na Ciebie zęby...
                                  To funkcjonuje tylko w twojej wyobrazni...
                                  Ludzi maja mase swoich zajęc i problemów...czytaja Cie lub nie,,,jak
                                  tutaj wejdą i zechcą Cie czytac..
                                  Ja bardzo wiele twoich wpisow omijam bo sa dla mnie nie atrakcyjne...
                                  zbyt wiele czasu w zyciu zmarnowalam na "takie tam filozofie"

                                  sukces ktory wymieniles...to zwykly przyklad ochorony wlasnego
                                  dobrego samopoczucia...cos w stylu...nie wloze wiecej reki do ognia
                                  bo sie oparze...ale ok...kazdy ma taki sukces jaki chce...
                                  Ciekawe swoja droga dlaczego nie zastsujesz tego wobec
                                  alkoholu...ktory w jakis sposob cie powalil przeciez?

                                  Dobrze bylo by tez...abys do tych "odkrywczych" stwierdzen dodawal
                                  ze np...Ela klamie wedlug mnie...Jaras leje wode bo ja tak to
                                  widze...rauchen mnie nęka choc nie ma to nic wspolnego z prawda...

                                  bo to bylo uczciwe...
                                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 12:58
                                    Kolejny moj sukces.
                                    Prawdziwy, namacalny, konkret.
                                    Oto on:

                                    juz po paru wymienionych postach a nie po kilkuset albo
                                    kilkudziesieciu dziekuje Pani za rozmowe bo dalsze jej kontynuowanie
                                    nie ma sensu.

                                    A moze to ochrona wlasnego samopoczucia nie wiem, w kazdym razie dla
                                    mnie sukces, papa
                                    • ela_102 Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 15:25
                                      Moja radość tez ogromna...
                                      pijaki mnie nudzą:-)
                                      tyle ze nie pisz juz o mnie...przy okazji.
                                      wtedy ja nie bede nic komentowac...
                                      bo to tak jakby tlumaczyc dziecku ze noca najlepiej sie spi...
                                      niemniejednek mam duzo wprawy i cierpliowsci:-)
                                • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 20:46
                                  > A poprzedniej pracy...
                                  > Pared ni temu...
                                  > To jest konkret...

                                  co będzie trzecim razem?
                                  równie dobrze jak może nie być, może być, równie dobrze jak sobie
                                  poradzisz, możesz sobie nie poradzić - co wtedy?
                                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 05.12.07, 01:27
                                    tenjaras napisał:

                                    > > A poprzedniej pracy...
                                    > > Pared ni temu...
                                    > > To jest konkret...
                                    >
                                    > co będzie trzecim razem?
                                    > równie dobrze jak może nie być, może być, równie dobrze jak sobie
                                    > poradzisz, możesz sobie nie poradzić - co wtedy?

                                    Nic nie bedzie.
                                    Pisze tylko o pewnym postepie- podaje przyklad.
                                    Nie rozmieniam na drobne, nie spekuluje. Podalem konkretny przyklad
                                    poprawy w zachowaniu i efektu, na dodatek samo wyszlo, bez
                                    specjalnego zaciskania zebow.
                                    Mam sie nie cieszyc?
                                    A czemu nie?
                                    >
                                    • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 05.12.07, 11:43
                                      > Pisze tylko o pewnym postepie- podaje przyklad.

                                      życzę więc wytrwałości
                        • aaugustw Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 14:26
                          beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                          > ... ja po tym jak wrocilem do picia kilka razy wypilem nieco
                          wiecej i nigdy na drugi dzien nie czuje ZADNEJ ochoty na piwo na kaca
                          _______________________________________________________.
                          Ja naprawde mam wrazenie, ze rozlalem wiecej alkoholu na
                          krawat, anizeli Addi w calym swoim zyciu zdazyl wypic...
                          Nigdy nie doczytalem sie, aby on wypil na raz wiecej anizeli
                          dwa piwa, wiec po czym miec tu kaca... - Po mleku...(!?) :-()
                          A... ;-))
                        • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 20:28
                          nasza beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

                          > na drugi dzien nie czuje ZADNEJ
                          > ochoty na piwo na kaca, wrecz czuje obrzydzenie do alkoholu

                          przed, w trakcie, a zwłaszcza po - czułem ogromne obrzydzenie do
                          alkoholu, ani jeden kieliszek mi nie smakował, oszukiwałem się
                          piwem, ale ono też mi nie smakowało, zazdrościłem ludziom, którzy po
                          kilku mogli już w siebie wlewać spokojnie, ja za każdym razem, choć
                          nie zawsze skutecznie, powstrzymywałem sie od rzygania

                          w końcu nienawidziłem siebie za to, co sobie robiłem, aż do chwili,
                          gdy dowiedziałem się, że jestem chory, kamień z serca mi spadł,
                          zwłaszcza, że na tą chorobę jest sposób - już nie musiałem się
                          męczyć...
                          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 05.12.07, 01:26
                            tenjaras napisał:

                            > nasza beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                            >
                            > > na drugi dzien nie czuje ZADNEJ
                            > > ochoty na piwo na kaca, wrecz czuje obrzydzenie do alkoholu
                            >
                            > przed, w trakcie, a zwłaszcza po - czułem ogromne obrzydzenie do
                            > alkoholu, ani jeden kieliszek mi nie smakował, oszukiwałem się
                            > piwem, ale ono też mi nie smakowało, zazdrościłem ludziom, którzy
                            po
                            > kilku mogli już w siebie wlewać spokojnie, ja za każdym razem,
                            choć
                            > nie zawsze skutecznie, powstrzymywałem sie od rzygania
                            >
                            > w końcu nienawidziłem siebie za to, co sobie robiłem, aż do
                            chwili,
                            > gdy dowiedziałem się, że jestem chory, kamień z serca mi spadł,
                            > zwłaszcza, że na tą chorobę jest sposób - już nie musiałem się
                            > męczyć...
                            >



                            Hahaha ale kombinujesz.
                            Ja napisalem, ze czuje obrzydzenie do alkoholu na drugi dzien po
                            tym, jak wypije za duzo- wypilem za duzo raptem dwa razy w czasie
                            tych eksperymentow swoich i o tych sytuacjach mowie- a nie ze w
                            ogole czuje obrydzenie do piwa.
                            W ogole to czuje obrzydzenie do wodki i tejze nie pilem ani kropli
                            od 2 lat, a kiedys nawet jak pilem wodke to tylko zoladkowa i to
                            rzadko.
                            Na co dzien piwo mi jakos specjalnie nie smakuje- choc roznie bywa w
                            rozne dni, nieraz mam na jego smak ochote nieraz nie- ale ogolnie
                            obrzydzenie nie czuje, to raczej jak herbata- ktora pije a tak
                            naprawde tez jej nie lubie.

                            jak mam byc szczrey to z napojow najbardziej lubie cole i inne
                            chemiczne wynalazki, czasem zielona herbate, lubie tez barszcz
                            czerwony.
                            Potem rzeczy, ktore lubie sredno- herbata, piwo, kawa, mleko.
                            Potem rzeczy, ktorych nie lubie- wodka, koniak, rum, woda mineralna
                            niegazowana, sok grejfrutowy (choc go pije bo ponoc zdrowy), soki
                            kwasne.

                            Wodki to wrecz nienawidze jak psa. A koniakiem to bym chetnie wroga
                            czestowal.

                            Mnie dziwi, ze Ty miales w sobie tyle martyrologicznego 9 tak sie to
                            pisze?) zaparcia dla tego alkoholu. Nie lubil smaku, nie lubil
                            efektu, nie lubil kaca, nie lubil nic- a pil 15 lat.
                            Zadziwiajace. Jak czytam takie cos to naprawde nie pojmuje
                            alkoholizmu. Czysta czarna magia.

                            Ja jak nie lubilem wodki to jej nie pilem. Jak nie wchodzilo mi 6
                            piw za jednym posiedzeniem, to wolalem sie zaprawiac jabolem. Jak
                            posmakowaly mi nalewki i jabole- to zarzucilem piwo i wodke. Jak
                            przestaly mi smakowac nalewki i jabole- to wrocilem di piwa, bo mi
                            akurat zaczelo smakowac.
                            Nigdy nie pilem nic na sile, pomijajac kiedys picie na klina,
                            faktycznie pierwsze nie smakowalo
                            ( piwo bo w zyciu nigdy nie klinowalem czysta wodka, pamietam chyba
                            ze 2 razy w zyciu klinowalem tzw drinkiem, ale generalnie- piwo i to
                            zimne).

                            ALe po pierwszym drugie juz wchodzilo okej, tylko czulem sie
                            fizycznie slabo- tez wlasciwie nie wiem po co pilem wtedy na te
                            kace, bo sie czulem coraz gorzej, uwziety bylem jakis, zeby swoj
                            organizm przymusic do tej wrzutki alkoholu w metabolizm- tak
                            marzylem nieraz, ze jak inni koledzy alkoholicy- wypije na klina i
                            bede tak regulowal sobie caly dzien po piwku na 3 godziny i
                            funkcjonowal- a tu nic, padaka, lezenie plackiem i zdychanie, chyba
                            ze udalo sie uchlac, ale niestety tolerancja rosla i ciezko bylo-
                            mialem taki stan jaki normalnie pojawia sie u alkoholikow na
                            wykonczeniu, kiedy juz kolejne dawki alkoholu poglebiaja agonie- ale
                            ja do cholery bylem zdrowy jak ryba, jak szedlem do worona to
                            watroba jak u niemowlaka, trzustka tez, krew mialem nawet odwrotna
                            niz powinien miec alkoholik
                            Wiec to nie bylo fizycznu efekt alkoholizmu jak mi wmawial
                            terapeuta, tylko zwykle zatrucie poglebiane dalszym podtruwaniem-
                            idiotyzm wynikajacy z mojej upartosci.

                            Dzis na trzezwo czasem marze sobie po cichu o takim ciagu 3 dniowym
                            albo 3 miesiecznym. Ide sobie ulica o 12 w dzien i mysle " niezle by
                            bylo byc tu teraz z ekipa kompletnie nawalonym" ale to takie mysli z
                            cyklu "z cghecia bym palnal tego palanta w leb" a wiadomo ze i tak
                            nie palne.
                            • tenjaras Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 05.12.07, 11:48
                              beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

                              > Ja napisalem, ze czuje obrzydzenie do alkoholu na drugi dzien po
                              ...
                              > cyklu "z cghecia bym palnal tego palanta w leb" a wiadomo ze i tak
                              > nie palne.

                              a ja już mam z tym całkowity spokój
              • ela_102 Równowaga... 03.12.07, 23:18
                vivaeuro:

                rownowage psychiczna" mam...
                zdychanie z satysfakcji to nie jest stan rownowagi...

                Czlowieku pelen Niepokojow,

                Kto? tak naprawdę nim jest?
                • vivaeuro Re: Równowaga... 03.12.07, 23:42
                  -satysfakcja w dzien,to zawodowa,
                  a ta w nocy,to tajemnica :P

                  > Czlowieku pelen Niepokojow,
                  > Kto? tak naprawdę nim jest?

                  -zerknij w lustereczko :)
                  • ela_102 Re: Równowaga... 03.12.07, 23:47
                    Zerknęłam aby ponownie ujrzeć twarz pogodnej szczęśliwej kobiety...
                    To nie o niej piszesz vicaeuro...oj...nie o niej:-)
                    • vivaeuro Re: Równowaga... 04.12.07, 00:00
                      -no popatrz,dzwon bije na dwunasta,a Ty juz taka
                      usatysfakcjonowana...;)
    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 01:34
      I jeszcze jedno Tranzycie- czy nie uwazasz, ze ludzie tacy jak my,
      ale nie tylko- szczegolnie tacy jak np Janu- sa w pewien sposob
      uposledzeni, co jest ubocznym efektem jednomyslnosci w terapiach?
      no bo tak- nie nalezych do zwyklych pijakow- juz nie, nie ten
      komfort picia, ale tez nie nalezych do alkohoykow- bo ci zostali
      zmonopolizowani przez nawiedzonych jarasow- i nie ma gdzie isc!
      Ty czy ja ze swym "kontrolowanym" mamy moze nawet przesrane bardziej-
      jak pojdziesz od terapeuty to cie siekiera pogoni, Janu
      przynajmniej abstynencje zachowuje to bedzie tylko indoktrynowany, z
      nami nawet nikt nie bedzie chcial gadac, zaloze sie, ze w obecnej
      chwili taki woron po prostu wypchnalby mnie z gabinetu slyszac moje
      teorie, jeszcze przy tym by sie oslinil i powiedzial dozorcom "nigdy
      tego tu juz nie wpouszcac"
      co jest jednoczesnie zabawne i smutne...


      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 01:40
        I jeszcze dodam, co rozumiem przez utrate komfortu, bo znowu mi ktos
        wasy doklei.
        Uwazam za nia zmiane nastawienia do picia na takie jak ma przecietny
        czlowiek.
        Tu sie robi wielka tragedie z tej utraty komfortu, to taka
        legenda "hahaha alkoholyk nie wypije bo utracil komfort", a wg mnie
        zaden czlowiek tzw "normals" nie ma tego komforu picia, czlowiek z
        natury nie ma komfortu picia, jak sie schla i cos odwali to sie
        wstydzi, jak duzo przepije to zaluje, jak "zalatwia" sprawy
        alkoholem to czuje, ze zle robi.
        Potem jako alkoholik systemem racjonalizacji i wypaczen wyrabia
        sobie komfrt picia. "Pilem 3 dni? nic sie nie stalo takiego" "
        wyzwalem sasiadke? a to gupia suka".
        a potem jak sie chce dalej normalnie zyc to trzeba redzej czy
        pozniej od tego komfortu odejsc bo inaczej czeka tragedia i smietnik.
        dobrze ze tego komfortu juz nie mam to mnie ten smietnik przynajmiej
        ominie, obym go sobie znowu nie wyrobil, ale na razie na to sie nie
        zanosi.
        • ela_102 Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 09:05
          Sa jednak ludzie ktorzy siedzą...delektują się róznymi potrawami
          kulinarnymi przy okazji spozywajac dwie lampki wina...
          zajmuja sie rozmowami i wymiana pogladow...idą zadowoleni do
          domciu...alkohol nie wywolal u nich zadnych nie pożądanych efektów...
          Oni nie maja komfortu?
      • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 08:03
        -Mam to (nie;)szczescie,ze u zadnego terapelty nie bylem,
        takze,zaden nie sni mi sie po nocach,smaku nie psuje i nie grozi
        paluchem przed oczami,jak "skonsumuje" piwo.
        A mit(y!)ngi sa mi obce i obojetne,jak wiara w Boga Winszu czy kurza
        lapke wraz z naukami warana.
        Chcesz zdjecie warana...?
        de.wikipedia.org/wiki/Bild:Gouldswaran-01.jpg
        • ela_102 Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 09:15
          Natomiast ja nie rozumiem panowie...
          skad ten upór w chęci picia tego piwa.
          Ja odkad przekonałam się ze alkohol jest mi do niczego nie potrzebny
          w ogóle nie biore pod uwagę spozywania go.
          Jak widzę ile czasu poświęcacie na udawadnianie sobie i innym ze
          mozecie to jedno durne piwo wypić to bierze mnie zachwyt nad własnym
          spedzaniem czasu...no i co najwazniejsze nad WOLNOSCIA Od...:-)
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 10:49
            Tranzyt, to nie jest takie proste jak Ci sie wydaje:)
            Oczywiscie, ze brak chceci picia z rana moze sie pojawic- ja to
            wiem, ale nie o to chodzi, chodzi o reakcje, ktora nie miala prawa
            sie zdarzyc. Powinienem skamlec o piwo o 7 rano, czolgac sie
            opuchniety jak rauchen do sklepu, zalewac robaka 2 tygodnie- tak
            mowili terapeuci i polowa tego forum, tak mialo byc, na 90% za
            pierwszym razem a na `10% za drugim lub trzecim.
            Wiec mam taka dzika satysfakcje, ze to ja jednak mialem racje, ja
            zaklamany manipulant mialem racje a szkoleni dyplomowani po prostu
            sie mylili.

            I tu sie sens mojego picia wlasciwie konczy. bo jak Ci pisalem, ja
            nie mam tak jak Ty- nie uwielbiam az tak smaku alkoholu, nie czuje
            potrzeby az takiej, ze jak wszyscy pija to i ja chce- ja tylko chce
            miec wybor w takich sytuacjach- realny wybor- a nie tenjarasowy
            wybor " moge sie teraz napic i za tydzien umrzec lub moge sie teraz
            nie napic i pieknie trzezwiec do 90 roku zycia"

            Zastrzezenia Eli sa calkowcie glupie.
            Nade mna spedzono dlugie godziny by mi udowodnic, ze nie wolno mi do
            klubow, ze nie wolno nawet powachac kapsla bo umre w ciagu paru dni,
            ze musze do koca zycia chodzic do AA i 4 lata na rozne terapie bo
            umre- wiec to nie chodzi o zadne udowodnienie ze jedno glupie piwo (
            gwoli scislosci nie jedno tylko jedno, dwa, trzy, piec, siedem).

            Nie wiem czy to satysfakcja czy chec rewanzu- ale mnie ciagle
            prowadzi na front paliwo, ze stal sie jakis cud, ze nie umarlem.

            Jestem jak alkoholik z mityngu- ciesze sie teraz z kazdego
            ofiarowanego dnia, bo wedug wszelkich teorii powinienem juz dawno
            umrzec. Picie piwa pozwala podtrzymywac ten stan- niezla iluzja nie?

            Komfort picia- zwyklu czlowiek ma komfort wypicia piwa 2 lampek
            wina, bo jak nie ma zbyt slabej glowy i nie pije szybo to 2 lampki
            wina nie dzizlaja na niego- wiec dlaczego nie mialby miec komfortu?
            jakis w ogole absurdalny przyklad.



            • ela_102 Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 11:43
              monotonia ...monotonia...monotonia...
              nademna nikt nie czynil godzinnych urokow...
              moze dlatego mam inaczej.
            • vivaeuro Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 04.12.07, 14:04
              beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
              > I tu sie sens mojego picia wlasciwie konczy. bo jak Ci pisalem, ja
              > nie mam tak jak Ty- nie uwielbiam az tak smaku alkoholu, nie czuje
              > potrzeby az takiej, ze jak wszyscy pija to i ja chce- ja tylko
              chce
              > miec wybor w takich sytuacjach- realny wybor- a nie tenjarasowy
              > wybor " moge sie teraz napic i za tydzien umrzec lub moge sie
              teraz
              > nie napic i pieknie trzezwiec do 90 roku zycia"

              -Addicted,ale zauwaz,ze z reguly,jak ci "wszyscy" juz pija,to maja
              do tego jakis konkretny powod,nie chodzi mi tu o malpowanie
              kogos,raczej przyrownalbym moje checi do wypicia piwa,do sytuacji na
              plazy,w lato,gdzie temp. siega czterdziestu stopni Celsiusza,a ja
              jako jedyny ze wszystkich plazowiczow i plazowiczek,boje sie
              rozebrac i wskoczyc do ochladzajacej wody i poplywac,a to tylko
              dlatego,ze mama kiedys mowila "slonce powoduje raka a morze to nie
              do plywania i na pewno jak nie poslucham,to po pierwsze,nie dosc ze
              dostane raka skory,to po drugie sie utopie,bingo! a ona tego nie
              przezyje,ze bedzie musiala pochowac syna bo sie utopil i dostal
              raka,a to tylko z powodu glupiego nieposluszenstwa,nie wziecia sobie
              do serca slow doswiadczonego autorytetu,drugie bingo!" :),

              Ilez mozna siedziec w gajerze,pod krawatka,na plazy przy 40°C i
              walczyc wewnetrznie z mamusia... ?
              (a moze sadzisz,ze to ze soba samym?;)

              I jak dlugo jeszcze tak musze,o mam!
              czy to ty tak pieknie zadajsz klam...
              mowilas jak ktos z terapeutycznych hal
              mowilas jak morze do pieniacych sie fal
              a szampan jak armata strzelal überal
              zagluszyl pokraczne twe slowa korkow knal
              i puscila trzezwosc po komendzie pal
              posunela cicho po plazy gdzies w sina dal

              o mam!czy nastapi teraz kram...




    • vivaeuro Re: 05.12.07, 11:09
      Czytajac wypowiedzi niepijacych juz alkoholikow,mozna szybko dojsc
      do wniosku,ze kazdy usilnie stara sie opisac siebie samego tylko w
      superlatywach.

      Niestrudzenie opisuje jaki to on(ona) teraz wysmienity(i to czesto
      po tuzinach lat ostrego picia).Wychwalaja sie nawzajem pod niebiosa,
      jak to u nich wszysto cacy glacy i to na dodatek we wszystkich
      dziedzinach zycia.A moze np. ktos chcialby uslyszec moje jak
      zdroweczko? A prosze bardzo!
      I tu kazdy czterdziestoparoletni pijus(ka) pisze wrecz gotowcem,i
      jednym tchem :"Moja watroba,nerki,serce...wszystko u mnie jak u
      nastolatka,sam sie dziwie..."
      Albo np. popatrzmy co mowi niepijacy alkoholik na temat swoich
      stosunkow rodzinnych,mowi czesto nie pytany,chwali sie
      i wyznaje z lezka w oku,jak to teraz wszyscy bardzo go kochaja,malo
      tego,szaleja wrecz za nim,argumentuje uparcie,ze bez niego,rodzina i
      bliscy,z pewnoscia poszliby na zatracenie.

      Czy ktos tu moze pytal o alkoholikow finanse...? Sami ustawieni,a ci
      najnaj stawiaja nawet domki(prosto i latwo,jak z kart),a to wszystko
      oczywizda w atmosferze milosci,blogosci i zachwycie wszystkich w
      kolo.Ha!
      Wybaluszajcie tylko galy,Wy,niepijace nigdy alkoholu,debile!
      Alkoholicy w kupie to ciezar kazdego spoleczenstwa,ale wezmy i
      posluchajmy kazdego z osobna,toz to Geniusz,kazd(a)y z nich potrafi
      wychwalac siebie samego,jak zaden normalny czlowiek !Sek w tym,ze
      oprocz drugiegiego alkoholika,nikt nie chce ich wysluchac,z
      najblizsza rodzina na czele.

      Jedzmy dalej.
      "A moze ktos zagadal tu(np.forum) o dzieciach bylych
      alkoholikow...?!"
      Nadsluchuje lub w koncu,sam siebie pyta, alkoholik.
      Tu pijus wali odpowiedz jak na poczekaniu: "Tak,to bardzo biedne
      dzieci,nieszczesliwe,z pychicznymi urazami,cierpia,....ALE!ALE!!!
      Nie MOJE!!!Moje NIE!!! :)))(tu nastepuje badziewiowy usmiech).

      "U moich dzieci NIC nie ZAUWAZYLA(e)M !
      Moje zdrowe sa jak RYBY,chyba po mnie!"

      A sprobowal bys czytelniku(sluchaczu) w momencie wyznan alkoholika
      zwatpic w prawdziwosc...od razu pojawia sie na ocznych galkach
      alkoholika "Czerwona Katarakta" i gotow jest do mordu w obronie
      "rzezbionej na nowo godnosci".

      Niepijacy(a) alkoholik rzezbi,widzi i ocenia siebie trzezwego jako
      tego z najwyzszej polki,tuz obok
      "Afrodyty z Milesu","Dawida"..."jacy oni piekni,doskonali...i ja!"

      Pytanie,tylko po co alkoholikowi to potrzebne...?

      To,ze kazdy alkoholik bezgranicznie pragnie potwierdzenia
      tego "chorego" dowartosciowywania sie u innych,to pewne.Koniec z
      koncem jest mu obojetnie,od kogo uslyszy pochwale,a jak brak
      wyraznej pochwaly,to zadowoli sie i malym chocby przytaknieciem,w
      ostatecznosci wystarcza(nawet od menelki sasiadki) samo
      niesprzeciwianie sie temu czym tak uparcie stara sie unormalnic do
      tych normalnych.


      • vivaeuro Re: 05.12.07, 11:16
        bledy zauwazylem,ale nie poprawie :P
        • aaugustw Re: 05.12.07, 13:05
          vivaeuro napisał:
          > bledy zauwazylem,ale nie poprawie :P
          ___________________________________.
          Ja (my?) z tego tytulu cierpiec nie
          bedziemy...!
          A... ;-))
      • vivaeuro Re: 05.12.07, 11:25
        To dla tych,co byc moze,nie zrozumieja o co mi chodzi.

        Wiecie chyba juz dlaczego te klotnie miedzy alkoholikami?
        Czy jeszcze nie?

        Tym alkoholikom,ktorych nawet juz menel nie wyslucha,
        dowartosciowuja sie sami,przez "klotnie" na forum dla
        chorych,wyzywajac i ponizajac rownych sobie,alkoholikow tyle samo
        wartych,bo tez chcacych sie tylko dowartosciowac...
        • aniolparys Re: 05.12.07, 11:30
          :))
          Nie ma to jak przywalić wszystkim bez wyjątku? :))

          Na łatwiznę idziesz Tranzyt.
          • aaugustw Do aniolka na niebie wysokim... 05.12.07, 13:14
            aniolparys napisał:
            > Nie ma to jak przywalić wszystkim bez wyjątku? :))
            _______________________________________________.
            A to co znowu za przychlebianie... - aniolku!? -
            Odwal Ty sie ode mnie...! Mnie nikt nie dowalil!
            Z takimi palantami dajacymi sobie przywalic nie
            mam najmniejszej ochoty sie IDENTYFIKOWAC...!! :-\
            A... ;-))
        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: 05.12.07, 12:23
          Vivaeuro, Ty to powinienes ksiazki pisac!

          Tak zazdroszcze Ci polotu w slownictwie i porownaniach ( czy moge
          zazdroscic? czy to nie nawrot?)

          zgadzam sie z Toba w 100%.
          Juz zreszta o tym wspominalem kiedys, ale bardziej mdlo wiec nikt
          nie zauwazyl, wybaczam:)

          Najlepszym przykladem jest tu Ela- swieta Ela ze swoja corcia i
          synuniem, co to forum uzalezienia czyta i sie z addicteda smieje.
          Jak mu matka pijana zycie zatrula to sie pewnie mniej smial- ale
          przeciez jemu mama juz dawno tysiackroc wynagrodzila, co innego
          corka Janu- ta do konca zycia bedzie uposledzona pdo kazym wzgledem,
          bo ja ojciec zamaltretowal niemal na smierc i nie odkupil i nigdy- w
          odroznieniu od Eli- nie odkupi, a Ela odkupila, o czym zaswiadczy
          swoim, smiechem synunio czytajac forum.

          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: 05.12.07, 12:27
            ale droga wyjscia jest prosta ja cep- przystac do AA i wszystko sie
            zmienia.

            Z zapierajacego sie wyrzadzonego zla zaklamanego alkoholika ktory
            wszsytkich zniszczyl i bedzie niszczyl i niedlugo idzie na smietnik-

            zamienisz sie jak za dotknieciem rozdzki w czlowieka ciezko chorego,
            ktory nic zlego nie zrobil bo byl bezsilny, a teraz jeszcze
            odbudowuje to czego nie zniszczyl ( bo zniszczyla choroba)
            taki szlachetny, rekompensuje nieswoje straty, a przyszlosc czeka go
            swietlana, ale nawet ciezko ja sobie wyobrazic, bo juz
            terazniejszsco jest przepiekna.

            W swiecie Aowcow nigdy nie zachodzi slonce a swinie maja zlote
            kopyta ( czy tam racice nie wiem|)
            • aaugustw Re: 05.12.07, 13:25
              beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
              > W swiecie Aowcow nigdy nie zachodzi slonce a swinie
              maja zlote kopyta ( czy tam racice nie wiem|).
              _____________________________________________.
              "Suczka nie szczeka dla wsi, lecz z wlasnego
              powodu" - Addi...!
              A...
              Ps. Zwierzeta to tez tylko ludzie.
          • ela_102 Re: 05.12.07, 14:58
            Tranzyt:-)
            np. To co pisze Adikt...nazwiesz klotnia?
            czy zwykla zlosliwoscia...ktora juz odawna nie robi na mnie
            wrazenia..
            Klotnie to byly w domach dysfunkcyjnych...
            w ktorych wielu stad sie wychowywalo...
            lub takie domy tworzylo...
            Tylko ze jedno o tym wiedza i cos z tym robia...
            a inni nawet nie wiedza...
            • beka.smiechu-w.sali.obok Re: 05.12.07, 15:40
              oczywiscie addicted jest zlosliwy, tak jak ela.
              roznica jest taka, ze addi jest zlosliwy z otwarta przylbica, wali
              piescia przed siebie a Ela jak Zomowiec za komuny, bije tak zeby
              sladow nie bylo, w piety albo pod kolanami, a pozniej sie
              zapiera "ja uderzylam? alez skad, gdzie sa slady"
              • ela_102 Adi :-) 05.12.07, 17:55
                nie chce mi sie w kolko o tym samym...
                piszesz o swoich w sobie skrajnosciach...
              • aaugustw Re: 05.12.07, 19:44
                beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                > oczywiscie addicted jest zlosliwy, tak jak ela.
                > roznica jest taka, ze addi jest zlosliwy z otwarta przylbica, wali
                > piescia przed siebie a Ela jak Zomowiec za komuny, bije tak zeby
                > sladow nie bylo, w piety albo pod kolanami, a pozniej sie
                > zapiera "ja uderzylam? alez skad, gdzie sa slady"
                ___________________________________________________.
                Addi, Ty masz szczescie:
                przyciagasz do siebie takie kobiety, jak Ela i Rauchen...!!
                A...
        • aaugustw Re: 05.12.07, 13:09
          vivaeuro napisał:
          > Tym alkoholikom,ktorych nawet juz menel nie wyslucha,
          > dowartosciowuja sie sami,przez "klotnie"...
          ____________________________________________.
          Faktycznie popelniasz ciagle bledy, gdyz to
          nie alkoholicy, ktorzy trzezwieja, lecz
          drobnopijoczki sie kloca i zachowuja jakby
          byli w knajpie...
          A... ;-))
      • aaugustw Re: 05.12.07, 13:04
        vivaeuro napisał:
        > Czytajac wypowiedzi niepijacych juz alkoholikow,mozna szybko dojsc
        > do wniosku,ze kazdy usilnie stara sie opisac siebie samego tylko w
        > superlatywach. Niestrudzenie opisuje jaki to on(ona) teraz...
        ______________________________________________________________.
        Po prostu zrobili oni (on,ona) ze swojej choroby zdrowie...!
        A... ;-))
      • ariel48 Re: 05.12.07, 14:39
        Tranzyt ;

        > Czytajac wypowiedzi niepijacych juz alkoholikow,mozna szybko dojsc
        > do wniosku,ze kazdy usilnie stara sie opisac siebie samego tylko w
        > superlatywach.
        No... może nie w samych superlatywach , ale jak jest się czym pochwalić
        - to jestem ZA .
        Nie będę robić z siebie szmaty , skoro nią nie byłam , nie jestem i nie bedę .

        > Niestrudzenie opisuje jaki to on(ona) teraz wysmienity(i to czesto
        > po tuzinach lat ostrego picia).Wychwalaja sie nawzajem pod niebiosa,
        > jak to u nich wszysto cacy glacy i to na dodatek we wszystkich
        > dziedzinach zycia.

        Dokładnie tak.
        U mnie jest cacy w 99,9 procentach.

        > I tu kazdy czterdziestoparoletni pijus(ka) pisze wrecz gotowcem,i
        > jednym tchem :"Moja watroba,nerki,serce...wszystko u mnie jak u
        > nastolatka,sam sie dziwie..."

        Wątroba,nerki ..serce - ZDROWE.
        Jestem świeżo po badaniach.
        Dziur w mózgu też nie mam .

        > Albo np. popatrzmy co mowi niepijacy alkoholik na temat swoich
        > stosunkow rodzinnych,mowi czesto nie pytany,chwali sie
        > i wyznaje z lezka w oku,jak to teraz wszyscy bardzo go kochaja,malo
        > tego,szaleja wrecz za nim,argumentuje uparcie,ze bez niego,rodzina i
        > bliscy,z pewnoscia poszliby na zatracenie.

        Mój mąż bardzo często mi powtarza , że nie wyobraża sobie życia beze mnie.
        Podobnie synowie . Kiedy zdarza się , ż nie ma mnie przez kilka dni- mówią : bez
        Ciebie mamo - to nie ten sam dom.
        Trnazycie ... trudno Ci w to uwierzyć ?
        Wydaje Ci się to nierealne ?

        > Czy ktos tu moze pytal o alkoholikow finanse...? Sami ustawieni,a ci
        > najnaj stawiaja nawet domki(prosto i latwo,jak z kart),a to wszystko
        > oczywizda w atmosferze milosci,blogosci i zachwycie wszystkich w
        > kolo.Ha!

        Nie jestem naj ... ale mam bardzo ładny dom.
        Nie jest z kart.
        Dużo jest w nim mojej osobistej pracy .
        jestem z niego bardzo dumna. równiez z pięknego ogrodu.
        Nie mam służącej ... wszystko robimy sami.

        > Wybaluszajcie tylko galy,Wy,niepijace nigdy alkoholu,debile!

        Nie piszę o sobie w ramach wywyższania się nad innymi.
        Piszę , bo kazdy alkoholik ma inne DNO .
        Co nie zmienia faktu , że nadal jest alkoholikiem.

        >Sek w tym,ze
        > oprocz drugiegiego alkoholika,nikt nie chce ich wysluchac,z
        > najblizsza rodzina na czele.

        Znasz to z autopsji ?

        > A sprobowal bys czytelniku(sluchaczu) w momencie wyznan alkoholika
        > zwatpic w prawdziwosc...od razu pojawia sie na ocznych galkach
        > alkoholika "Czerwona Katarakta" i gotow jest do mordu w obronie
        > "rzezbionej na nowo godnosci".

        Jak sie traci wszystko - to się buduje życie na nowo.
        Od podstaw.
        Ale nie wszyscy tak mają.
        Też trudno ci uwierzyć , tranzycie ?

        >Koniec z
        > koncem jest mu obojetnie,od kogo uslyszy pochwale,a jak brak
        > wyraznej pochwaly,to zadowoli sie i malym chocby przytaknieciem,w
        > ostatecznosci wystarcza(nawet od menelki sasiadki) samo
        > niesprzeciwianie sie temu czym tak uparcie stara sie unormalnic do
        > tych normalnych.

        Ja uważam , że mnie to nie dotyczy.
        Co widać wyrażnie w twoim poście.
        Raczej takim pisaniem , jak moje i o którym ty piszesz powyżej - narażam się
        osobom podobnym Tobie.
        W wyniku tego narażenia się ... POST VIVAEURO do poczytania...:-))


        Pozdrawiam ...








        ************************************************

        To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
      • ela_102 Re: 05.12.07, 14:47
        Tranzyt:-)
        Nie czytasz uwaznie innych...
        jest tutaj spora grupa ludzi ktorzy uwazaja rzeczywscie ze
        alkoholizm byl sobie przy okazji normalnego zycia w ich domach...
        jedna juz nawet tutaj nie pisze...
        Ja wlasnie z tego powodu zatrzymalam sie tutaj na dluzej...
        prezy okazji tych "bzdur"
        a dobry z tego rezultat...to moja wlasna strona...Prostownia;-)
      • myszabrum Re: 05.12.07, 22:34
        W sumie to Cię lubię Tranzyt :)))

        • vivaeuro Re: 06.12.07, 00:54
          Nie moge spac.
          Popatrz,kazdy kto raz nauczyl sie biegle poslugiwac jakims jezykiem
          i nastepnie przez dziesieciolecia nie uzywajac tego jezyka
          >go calkowicie zapomnial<,jest w stanie,kilkakrotnie szybciej
          nauczyc sie go ponownie,jezeli tylko bylby zmuszony sie nim
          poslugiwac.

          Gdzie byl(znajdowal sie) ten >zapomniany jeszyk< w miedzyczasie?
          Najprawdopodobniej czlowiek musi posiadac jakas specialna
          podswiadoma pamiec,w ktorej zostaje "schowane" wszystko to,czego
          przez dluzszy czas nie potrzebuje.Tam tez chyba schowane
          (zapamietane) sa uzaleznienia,ktore czlowiek pokonal.

          Niepijacy latami alkoholik pozostaje caly czas uzalezniony i tak
          dlugo jak nie wypije pierwszego kieliszka,jest trzezwy i wolny od
          anormalnego ciagu do ponownego destrukcyjnego picia alkoholu.
          Do tego miejsca zgodza sie chyba wszyscy.

          A wiec alkoholik musi posiadac specialna podswiadoma pamiec,cos na
          wzor puszki pandory,nie wie gdzie ona jest umiejscowiona,ale wie jak
          ja otworzyc.Kluczem jest tzw.pierwsza lepsza wypita seta,a za
          wytrych moze ponoc posluzyc i piweczko.
          Wytrych nie dziala,sprawdzilem,przynajmniej u mnie.

          Metody wekowania puszki pandory sa przerozne,od
          czarodziejskoduchowego rocznego kapslowania na AA-owskich
          tasmociagach,
          po ostatnio modne i popularne swojskodomowe dlugoletnie duposciski,
          ktorych delikwenci z czasem upodabniaja sie w kolorze i kolkowym
          nastawieniu do zassanego durszlaka.
          -----------------------------------------
          myszabrum napisała:

          > W sumie to Cię lubię Tranzyt :)))

          -Nie usmiechaj sie tak ladnie!Widzisz,jakie durnoty powyzej wypisuje
          i spac do tego nie moge;))
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: 06.12.07, 02:43
            A slyszales, ze 2 razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki?
            To co piszesz jest sluszne, ale moze niepelne?
            Bo jednak gdy pierwszy raz"uczysz sie" jezyka albo picia to robisz
            to inaczej niz gdy robisz to po raz drugi.
            A jak zleci lat kilka to nowych doswiadczen moc.

            Czlowiek ma zawodna pamiec, jest udowodnione naukowo, ze czlowiek po
            latach zupelnie niawlasciwie pamieta pewne rzeczy, ale nie zdaje
            sobie sprawy- bo nowe wydarzenia oraz tok rozumowania nadaja filtr,
            ktory znieksztalca pamiec.

            Tez kiedys o tym myslalem- tylko prownalem sobie do gry na
            instrumencie- czy da sie "zaponiec" jak sie gra na gitarze?
            Chocbym nie wiem jak sie zawzial- chyba nie dam rady, chyba ze
            wypiluja mi kawalek mozgu.
            Ale zarazem- czy po latach bede gral tak samo i to samo?
            Mnie sie tak moze wydawac, ale tak nie bedzie.

            Pewne wzorce w swiadomosci osiadaja, na pewno, ale z drugiej strony-
            nie od razu kazdy pil na chama, dlaczego akurat pamiec mialaby
            wracac do etapu koncowego picia, a nie na przyklad srodkowego albo
            poczatkowego?
            A moze chodzi o to, ze calutka droge przejdziesz udeptana sciezka po
            starych koleinach- i znowu zaczniesz jak kiedys- po trochu, wiecej,
            i powtorka z rozrywki?

            Ale dlaczego w takim razie alkoholik zaczyna od "koncowki"?
            Bo najblizej czasowo i najlepiej pamieta?
            To teaz zalezy od perspektywy lat moze?

            dalej mozemy przejsc przez pytanie- dlaczego alkoholik wraca akurat
            do takich a nie innych schematow picia?

            I nalezaloby sie zapytac- a czy w ogole probowal uczyc sie innych?
            Czy tez moze konserwowal stare chematy- jak piszesz?

            I dochodzimy do "paradoksu woronowicza".
            Czyli- uczy sie kolesia, ze nie ma kontrolowanego picia, ze nie da
            sie inaczej mu pic niz jak pil, wtlacza sie mu to do glowy latami, a
            potem jak koles zapija, to realizuje wtloczony schemat.
            I przyslowiowy woronowicz dziwuje sie- ak to sie stalo popatrz, ze
            zachowuje sie zgodnie z tym czego go uczono?
            Oto wielka tajemnica wiary.
            • aaugustw Re: 06.12.07, 13:44
              Donna Addicia Bella napisal(a):
              > ...dlaczego akurat pamiec mialaby wracac do etapu koncowego
              picia, a nie na przyklad srodkowego albo poczatkowego?
              > ...dlaczego w takim razie alkoholik zaczyna od "koncowki"?
              Bo najblizej czasowo i najlepiej pamieta?
              > ...dlaczego alkoholik wraca akurat do takich a nie innych
              schematow picia?
              >...czy w ogole probowal uczyc sie innych?
              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
              Ano dlatego, ze nie ma powrotu do lat Twojej pieknosci
              donno Addicio...! - Z tym musisz sie pogodzic, ze swiat
              ekspanduje (z wyjatkiem moze Twojego "rozumu")...!?
              I nie Ty jestes tym Bogiem, ktory to reguluje...
              Tak to juz jest, i nie wazne przy tym jest czy sie to
              komu podoba, czy nie!
              (Addi, po co Ty czytales te ksiazki o psychiatrii i psy-
              chologii...!?? - Nie szkoda bylo czasu...?) ;-))
              _____________________________________________________.
              Donna Addicia Bella napisal(a) dalej:
              > I dochodzimy do "paradoksu woronowicza".
              Czyli- uczy sie kolesia, ze nie ma kontrolowanego picia,
              ze nie da sie inaczej mu pic niz jak pil...
              ...a potem jak koles zapija, ...zachowuje sie zgodnie z tym
              czego go uczono?
              Oto wielka tajemnica wiary.
              - - - - - - - - - - - - - -
              Tak. Masz racje, koles zaczyna pic jak go ostrzegano (u dr. Worona)
              Oto ta wielka tajemnica wiary.
              A... ;-))



              • beka.smiechu-w.sali.obok Re: 06.12.07, 18:03
                Ano dlatego, ze nie ma powrotu do lat Twojej pieknosci
                > donno Addicio...! - Z tym musisz sie pogodzic, ze swiat
                > ekspanduje (z wyjatkiem moze Twojego "rozumu")...!?
                > I nie Ty jestes tym Bogiem, ktory to reguluje


                Ciekawe, ze Bog uregulowal to tak, ze jak masz 45 lat i nie piles 10
                lat, to mozesz bez problemu wrocic do wieku lat 35 a nie mozesz do
                wieku lat 25.
                Jakis przewidywalny ten Bog:)
                • aaugustw Re: 06.12.07, 21:40
                  beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                  > Ciekawe, ze Bog uregulowal to tak, ze jak masz 45 lat
                  i nie piles 10 lat, to mozesz bez problemu wrocic do wieku
                  lat 35 a nie mozesz do wieku lat 25.
                  > Jakis przewidywalny ten Bog:)
                  _________________________________________________________.
                  Tak. On po prostu jest nieomylny, wiec nie musi sie cofac,
                  aby naprawiac (tu) te 10 lat. A dlaczego znowu do 35 lat,
                  bo tam kiedys zatrzymala sie ta jedna z tych 100 miliardow
                  neuronow naszego mozgu (prawie jak nasza galaktyka)- maciupenka
                  lokomotywka, ktora zaraz ruszy do dalszego biegu z tej stacji,
                  na ktorej ona sie kiedys zatrzymala.
                  Nie moze wiec byc mowy o jakiejs lokomotywie na stacji, kiedy
                  sie mialo 25 lat. Tam gdzie Ty jej szukasz jest dawno tylko
                  zapomniana stacja...
                  A... ;-))

                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: 07.12.07, 00:28
                    August, proponuje Ci, abys przemyslal to co myslisz:)

                    Albo Bog jest nieomylny, kieruje naszymi krokami- wtedy taki bog
                    wybral, ze August bedzie w AA a Beczka w pubie.

                    Albo Bog daje nam wolna wole i to August decyduje, ze jest w AA a
                    Beczka ze jest w pubie.


                    Ale August mysli tak: w przypadku Augusta wypelnia sie wola boska-
                    August jest w AA. a beka ma wolna wole i przeciw woli boga siedzi w
                    pubie.


                    Wychodzi na to, ze Ty sie chwalisz znajomosciami u Boga, ale to ja
                    mam wieksze znajomosci. Ty idziesz jak po sznurku a ja robie co chce.

                    ( to twoja koncepcja, moja jest taka, ze kazdy ma wolna wole i robi
                    co chce).



                    A na pytanie nie odpowiedziales- dlaczego alkoholik wyrokiem boskim
                    wraca do 35 a nie 25 roku zycia. Napisales, ze wraca do 35 roku
                    zycia- to juz wczesniej pisales, wlasnie dlatego sie o to zapytalem.

                    Oczywiscie nie licze na normalna odpowiedz, jak kazdy wie te pytania
                    nei maja sensu i zadaje je tylko dla smiechu.
                    • aaugustw Re: 07.12.07, 09:51
                      beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                      > August, proponuje Ci, abys przemyslal to co myslisz:)
                      > Albo Bog jest nieomylny, kieruje naszymi krokami- wtedy taki bog
                      > wybral, ze August bedzie w AA a Beczka w pubie.
                      > Albo Bog daje nam wolna wole i to August decyduje, ze jest w AA a
                      > Beczka ze jest w pubie.
                      > Ale August mysli tak: w przypadku Augusta wypelnia sie wola boska-
                      > August jest w AA. a beka...
                      ________________________________________________________.
                      ...beka poddana jest tym samym prawom i Regulom Duchowym,
                      czy jej sie to podoba, czy nie...! - wobec Ciebie tez
                      wypelnia sie ona - ta wola Boska...!
                      Te "przypadki", jak Ty to nazywasz to nic innego jak "anonimowe
                      dzialanie Boga, jakkolwiek Go nie rozumiesz i nie pojmiesz"...
                      Za tymi dzialaniami kryja sie ukryte (przynoszace dobro) plany...
                      Niezbadane sa wyrocznie Boskie - Beko...!
                      A... ;-))
                      Ps. ON stworzyl nas na podobienstwo swoje, a my takze mamy
                      (choc niewielki) wplyw na to co ze soba robimy...
                      "Boze, uzycz mi Pogody Ducha, abym godzil sie z tym
                      czego nie moge zmienic. Odwagi, abym zmienial to co
                      moge zmienic i madrosci abym odroznial jedno od drugiego!
                      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: 07.12.07, 11:53
                        Ps. ON stworzyl nas na podobienstwo swoje, a my takze mamy
                        > (choc niewielki) wplyw na to co ze soba robimy...



                        Prosba:
                        moglbys z grubsza oszacowac, jak niewielki.
                        moze byc w procentach albo liczbach, ale podaj gorna granice, zebym
                        znal proporcje.
                        albo chociaz czy wiekszy niz polowa czy miejszy
                        ( to znaczy ja mam ponad 50% udzialow czy Bog)

                        To jak mi powiesz to bede wiedzial.
                        • aaugustw Spoznione "re" do Addika...! 10.12.07, 17:57
                          beka.smiechu-w.sali.obok napisała (do A...):

                          > (A...):
                          ...a my takze mamy (niewielki) wplyw na to co ze soba robimy...

                          > Prosba:
                          > moglbys z grubsza oszacowac, jak niewielki.
                          > moze byc w procentach albo liczbach, ale podaj gorna granice,
                          zebym znal proporcje. ( ... mam ponad 50% udzialow czy Bog).
                          ____________________________________________.
                          Addi, to mozna w bardzo prosty sposob samemu
                          sobie wyliczyc... - W Twoim przypadku moze sie
                          to okazac troszke trudniejsze, poniewaz Ty jestes
                          teoretykiem i masz malo z zyciem realnym (praktycznym),
                          do czynienia, a to ona (ta praktyka) czyni z ucznia
                          mistrzem. Ale kto wie...!?
                          Proponuje Ci wiec takie zadanie, (prosze tylko
                          zapomnij o tym, ze to Ty jestes bogiem).
                          Zaplanuj sobie na przyszly tydzien, np. 20 spraw, ktore
                          chcesz skrupulatnie i dokladnie w danym czasie wykonac i
                          zrealizowac... - Spisz je sobie na kartce a po uplywie
                          tygodnia porownaj ile zdolales ich wykonac w tymze (przez
                          siebie samego) zaplanowanym, (szczegolowym) terminie...!
                          Pomnoz to razy piec (x5) i bedziesz mial wynik w procentach...
                          Jezeli napiszesz, ze osiagnales wynik 15-20 % to i tak Ci nie
                          uwierze...! ;-))
                          Wiesz dlaczego nie bede Ci wierzyl...!? - Bo to stanowczo
                          zbyt wysoki rezultat koncowy...
                          Tak Addi. Tacy jak Ty wierza (tak, oni wierza) w praktyczna
                          wartosc wiedzy, a nie wiedza nic o praktycznej wartosci wiary...!
                          Jezus powiedzial: "Tobie sie stanie, wedlug Twojej wiary".
                          Pilnuj wiec abys wierzyl w to prawdziwe... - W to co nalezy
                          do "Regul duchowych" - do duchowosci...
                          Sila wiary urzeczywistnia to, o czym jestes wewnetrznie
                          przekonany...!
                          A...
                          Ps. "Wiedza stwierdza fakty, wiara stwarza fakty".

          • aaugustw Re: 06.12.07, 13:22
            vivaeuro napisał:
            > Nie moge spac.
            > Popatrz,kazdy kto raz nauczyl sie biegle poslugiwac jakims
            jezykiem i nastepnie...
            > Gdzie byl(znajdowal sie) ten >zapomniany jeszyk< w miedzyczasie?
            > Najprawdopodobniej czlowiek musi posiadac jakas specialna
            > podswiadoma...
            > Niepijacy latami alkoholik pozostaje caly czas uzalezniony i tak
            > dlugo jak nie wypije pierwszego kieliszka,jest trzezwy i wolny od
            > anormalnego ciagu do ponownego destrukcyjnego picia alkoholu.
            > Do tego miejsca zgodza sie chyba wszyscy.

            > Metody wekowania puszki pandory sa przerozne,od od
            > czarodziejskoduchowego rocznego kapslowania na AA...
            > ...do zassanego durszlaka.
            _____________________________________.
            Interesujace to i prawie prawdziwe...! ;-))
            A...
            Ps. Ty masz dar przyciagania myszy...! ;-))
          • cortona Prawdziwek - czyli bez ściemy... 06.12.07, 18:05
            Tranzyt, tak sobie pomyślałam, że użytkowników forum dzielę na młodych i
            starych, niezależnie od ich wieku.
            Ty zdecydowanie zaliczasz się do młodych.
            Nie trujesz, nie opowiadasz prawd objawionych.
            Kombinujesz na tematy uzależnieniowe i informujesz, jak Ci idzie.
            Dla zainteresowanych tematem, to o wiele ciekawsze od
            naukowo-psychologiczno-terapeutycznych imperatywów kategorycznych.

            Ostatnio wyczytałam w pewnej książce, że Cat Mackiewicz uważał,
            że człowiek jest interesujący tylko wtedy, kiedy mówi o sobie.
            Zdziwiło mnie to, bo kupę lat przeznaczyłam na to, żeby nauczyć się specjalnie o
            sobie nie mówić. Ale ostatecznie zgadzam się z Catem.
            Ty akurat ciekawie o sobie opowiadasz.
            I jesteś na forum takim prawdziwkiem:)) Nie możesz być trujący:))

            O sobie nie chce mi się specjalnie pisać, ale chciałam dać znać,
            że czytam.
            Pozdrawiam:))
            • myszabrum Re: Prawdziwek - czyli bez ściemy... 06.12.07, 18:59
              Bardzo piękna metafora :)

              <:3)~~
            • vivaeuro Re: Prawdziwek - czyli bez ściemy... 06.12.07, 19:27
              cortona napisała:
              > Tranzyt, tak sobie pomyślałam, że użytkowników forum dzielę na
              młodych i starych, niezależnie od ich wieku.
              > Ty zdecydowanie zaliczasz się do młodych.

              -A ja użytkowników forum dzielę na tych,ktorym sie dam zaprosic na
              piwo i na tych,ktorym sie nie dam,
              a dalej sama sobie zgaduj...:))

              PS:
              Kiedy wroci Eska?!
            • ela_102 Re: Prawdziwek - czyli bez ściemy... 06.12.07, 22:56

              A ja dziele na tych ktorzy pisza i na tych ktorzy czytaja...
              Piszacych dziele na tych "moich" i na tych "nie dla mnie"
              • aaugustw Re: Prawdziwek - czyli bez ściemy... 07.12.07, 09:27
                ela_102 napisała:
                > A ja dziele na tych ktorzy pisza i na tych ktorzy czytaja...
                > Piszacych dziele na tych "moich" i na tych "nie dla mnie"
                ___________________________________________________________.
                Tak samo dziele...
                Z tym, ze ja dziele jeszcze (nie zawsze) tych piszacych, na:
                "szczekaczy" i "nie-szczekaczy"...!
                A... ;-))
    • vivaeuro Dziecinstwo a alkoholizm 07.12.07, 15:39
      Zastanawiam sie,czy "pozywka" doroslej specyficznej formy
      alkoholizmu nie ksztaltowywala sie juz we wczesnym dziecinstwie
      (pamietam dobrze niektore wydarzenia jak mialem 5 lat).
      Juz wtedy zauwazylem,ze postrzeganie swiata w moim domu rodzinnym
      fokusowalo sie,na instytucji kosciola kat.(bezwzgledne
      przestrzeganie uczestnictwa w cyklicznosci niezrozumialych dla mnie
      obrzadkach)z jednej strony,a z drugiej,na nieustannym zarabianiu
      pieniedzy przez autorytatywnego ojca,co z kolei bylo powodem jego
      stalej nieobecnosci w domu i przez to brak jakichkolwiek wypolnych
      rozmow,szczegolnie na tematy,ktore moglyby choc troche sie wychylic
      za rand glownej bramy mojej szkoly podstawowej.

      Brat,starszy o rok,postrzegal otaczajaca go rzeczywistosc na
      kompletnym zwisie,glownie to sport byl jego swiatem,a w czasie
      niedzielnych mszy sprawial na mnie wrazenie,ze zna i odlicza
      osobiscie kazda sekunde z osobna,jakby chcial rozkazac im szybsze
      przemijanie.Zawsze wiedzial ile zostalo do konca.Stawalem tuz kolo
      niego rzadko,bo za kazdym razem doprowadzal mnie do
      niekontrolowanych atakow smiechu,za ktore czesto oplacalem w domu
      czerwonym dupskiem.

      Dziecko rozwija sie poznajac ludzi(czlowieka) poprzez kontakt z
      rodzenstwem,innymi dziecmi,podworkowymi pprzyjaciolmi i
      nieprzyjaciolmi,szkolnymi kolegami i kolezankami.
      W miare uplywu lat dzieciecych doswiadcza i przezywa specyficzna
      role Ojca i role Matki,ich rodzicielstwo i poprzez to swiat
      doroslych.
      Poznaje sasiadow i nauczycieli.Ma kontakt ze zwierzetami(wlasny
      pierwszy chomik,pies,rybki,itp. lub chocby tylko odwiedziny w Zoo
      lub pobyt na wsi).

      Te wszystkie kontakty zaczynaja nas poprawnie formowac,lub tez i
      deformowac,zalezy chyba od niezliczonej ilosci na nas wplywajacych
      czynnikow,nas jako doroslych ludzi.Specialisci twierdza,ze swiadome
      i podswiadome odbieranie rzeczywistosci juz w dziecinstwie formuluje
      i ustala sterowanie naszym przyszlym doroslym zyciem emocjonalnym.

      Jako dziecko dosyc szybko zauwazylem,ze w powszednim codziennym
      zyciu sa obszary i tematy tabu.Obszar narzadow plciowych byl jednym
      z takich tabu.
      "Nie dotykaj!","Nie patrz!","Nie mow!" -ciche hasla katolickiej
      spolecznosci we wszystkich pionach i poziomach,poczawszy od rodziny.

      "Nie posluchasz!"-znaczy sie "Zgrzeszyles!"
      A sprobuj isc z "takim czyms" do spowiedzi!
      I tu nastepowalo zderzenie naturalnych popedow z ogolnie
      przyjetym,moralnym nakazem rezygnacji,zaniechania,zamilczania.
      Dziecko szybko wywachuje,ze sa obszary wstydliwe i czy chce,czy nie,
      jest zmuszone je stlumic.
      W zaleznosci od swiadomosci rodzicow za nasze "sprawowanie"
      otrzymujemy takie a nie inne nagrody i kary,lzejsze lub ciezsze,
      jestesmy bardzie lub mnie kochani,a niektorzy wrecz patologicznie
      choldowani i pieszczeni lub traktowani z oboijetnioscia i chlodem.

      Sadze,ze te wszystkie "boskie" czy "diabelskie" sily daja nam poznac
      jak skomplikowana jest droga dojrzewania emocjonalnego,od dziecka do
      doroslego czlowieka.

      Ale w popadniecie w alkoholizm,nie gra tylko roli emocjonalnosc,
      bo nauczyc sie pic alkohol mozna tylko i wylacznie przez picie
      alkoholu,a tu moze kazdy z nas powiedziec STOP!NIE!
      • cortona Re: Dziecinstwo a alkoholizm 07.12.07, 22:50
        Tranzyt, czytam, czytam i nawet zbieram się żeby coś Ci napisać, ale
        to jeszcze nie teraz. Bo nie mam czasu i warunków:))
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Dziecinstwo a alkoholizm 08.12.07, 00:44
        Tranzycie, pomadrze sie nieco i powiem to co wiem na temat teorii
        ( czy to prawda nie wiadomo, tak mowi nauka).

        czlowiek rodzi sie z okreslonym temperamentem, czyli baza swego
        pozniejszego caloksztaltu. Temperament to wlasciwie fizjologia,
        ktora wplywa na psychike- szybkosc pobudzania neuronow, reakcji na
        bodzce, sila reakcji itp.
        Potem, okolo 5-7 roku zycia, ksztaltuje sie charakter osoby. Czyli
        takie cechy jak upor, lekliwosc, smialosc, odwaga, sklonnosc o
        przygody, wyobraznia.
        Potem, okolo 12-18 roku zycia, formuje sie osobowosc- czyli
        fundamenty pogladow na swiat, stosunku do ludzi, zainteresowan.

        Od tej pory czlowiek podlega wlasciwie glownie kosmetycznym zmianom,
        ktore moga miec charakter bardziej intensywny wlasciwie tylko w
        przypadku wielkich traum, chorob psychicznych itp.


        Wiec- lepieni jestemy przez geny, rodzicow, rodzenstwo, nieco przez
        rowiesnikow. Mnie frapuje to, jak niektorzy ludzie, pochodzacy z
        religijnych domow, potem przez wiele lat buntuja sie, by na starosc
        wrocic do religii. Jakby ta wlasciwa ich osobowosc w koncu i
        tak "wychodzila".

        Mowie sie, ze najgorsze dla rozwoju akoholizmu jest picie w
        dziecinstwie, im wczesniej tym gorzej- bo wtedy nastepuje
        sprzezenie alkoholizowania sie z ksztaltowaniem osobowosci ( raczej
        nie charakteru, bo malo jest takich co pija w wkieku 7 lat,
        wylaczajac rosje:))


        Wedlug moich obserwacji- tacy ludzie, ktorzy wlasnie pili od np 11
        roku zycia, tworza punkt odniesienia do kampanii terapeutycznych.
        "Normalny" czlowiek w wieku dojrzewania jakos tam ksztaltuje swoje
        relacje ze swiatem. Gdy pojawi sie wodka i to w duzej ilosci- te
        relacje nigdy nie powstaja a to co powstaje to patologia.

        Dlatego na terapiach traktuje sie ludzi jak dzieci- uczy ich niemal
        wiazac buty, nazywac uczucia, uczy sie ich moralnosci, najlepszym
        przykladem takiego "odkrywcy: jest Jaras- czlowiek ktory odkrywa
        rzeczy, ktore powinien byl odkryc gdy mial lat nascie- i jeszcze
        sie tym zdumiewa.

        ale nie wszyscy sa tacy, bo nie wszyscy tak mlodo pili albo nie tak
        ostro. Takich ludzi niestety nie uwzglednia terapia.
        Terapia uwzgldnia takich, ktorych dojrzewanie bylo umoczone w
        alkoholu, a nie takich, ktorych dojrzala osobowosc sie w nim
        zamoczyla.
        A to zupelnie inna bajka.
    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Przygoda nieuduchowionego alkoholizmu 08.12.07, 00:50
      oczywiscie nie przecze, ze picie alkoholu jakos wypacza osobowosc
      takze uksztaltowanje osoby- wieloletni, powolny- wiec malo
      zauwazalny- proces.
      Jednak w takim przypadku wystarczy kilka porzadnych "lekcji" i
      czlowiek przypomni sobie co jest wlasciwe a co nie.

      To jak pies, ktory wychowal sie w lesie, potem zostal udomowiony, a
      potem znowu idzie do lasu- pomeczy sie pomeczy, ale w koncu
      przypomni sobie jak polowac i sie schronic i sobie poradzi.
      A taki co zawsze w bloku siedzial w lesie ginie- dlatego trzeba go
      juz do konca zycia trzymac w schronisku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka