aati
06.03.08, 11:26
Co to jest alkoholizm...?Nie wiem...
To musial byc moment,doslownie sekunda,w ktorej to zapomnialem o
wszystkim... wczesniejszych zlych doznananiach z czasow picia i
cierpien kacowych,przysiegi i postanowienia,rozwazone i dlugo
wypracowywane systemy ostrzegawcze,doslownie w mig zapomnialem
wszystka wiedze o alkoholizmie,setki postow co sam napisalem lub
przeczytalem przez dlugi okres mojej abstynencji,to wszystko
nagle,po wypiciu kolejnego piwa,wyparowalo...
A przeciez juz myslalem(ba!nawet bylem pewny na 100%!),ze po ponad
trzyletniej abstynecji i po kilkudziesieciu dokonanych "probach"
picia zakanczanego za kazdym razem na jednym/dwoch...a nawet trzech
piwach,mam(w pewnym sensie) moj alkoholizm pod kontrola.
Okazalo sie,ze nie!
Poczulem sie za pewny siebie i to byl pierwszy blad,a zaczelo sie
niewinnie jednym towarzyskim piwem w srode,
w czwrtek poszly dwa,
w piatek w czasie nastepujacych kolejno po sobie zderzen
towarzyskich,po piwach zaliczylem lampki wina...
czulem sie wrecz wysmienicie,za wysmienicie...
I w tym momencie bylem juz kim innym,ale wtedy tego nie zauwazylem,
u "normalnego" czlowieka zapalaja sie lampki ostrzegawcze(uwaga
goraco!nie lez dalej,bo sie poparzysz!),ale nie u mnie!
Odezwal sie u mnie,schowany gdzies gleboko ten alkoholicki "zew
krwi",takze nocny telefon pijanego kolegi(niby w
interesach),zadzwieczal jak odglos rogu wzywajacego "do boju",w
takich chwilach nie mysli sie o piciu alkoholu...
Znuzony durnowatymi rozmowami i wypitym alkoholem powrot nastapil
nad ranem,taxi do domu.Marnosc nad marnosciami...itd...
W niedziele obudzielm sie z okropnym kacem psychicznym i
fizycznym,resztkami sil(skacowany) wylalem wszystkie 10 piw do zlewu
(dla pewnosci)i zaczely sie...kacowe cierpiegi...
Choc nie pije juz od niedzieli,czuje sie jeszcze "slaby" ale z
ochota na trzezwe zycie.
PS:
Dziekuje Wszystkim za posty w moim(ostatnim po pijanemu)watku,
a za te sympatyczne w szczegolnosci!;))