Dodaj do ulubionych

Twarda miłość???

02.04.08, 09:50
Na czy polega tzw "twarda miłość". Mój mąż wczoraj stracił prace... zaczęlo
się najgorsze.
Obserwuj wątek
    • 1962wolf Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 09:53
      skoro stracił pracaę,znaczy etap "twardej miłości własnie się
      zaczął.na razie jest to co prawda nadszarpnieta jego miłość
      własna, ale dobre i to na początek.
      kliknij sobie w goglach "al-anon" tam znajdziesz wszyskie
      odpowiedzi na swoje pytania
      pozdrawiam
    • janulodz Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 09:53
      Możesz mu teraz kupować gorzałkę za pieniądze przeznaczone na utrzymanie dzieci. Albo nie.
      To drugie to twarda miłość
      • janulodz Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 09:57
        To brutalna prawda o alkoholikach. Musisz koniecznie poddać się edukacji. Choć trudno mi uwierzyć żebyś tego nie wiedziała. Przecież to u Was trwa latami. Naprawdę nie wiesz co masz robić?
        • 1962wolf Re: oj Janu 02.04.08, 10:06
          bądźmy wyrozumiali.
          nie każde pytanie to prowokacja
          nie każda odpowiedx to żart
          a swoja drogą zadziwia mnie jak trudno niektórym osobom
          znaleźć właściwe odpowiedzi na dziwne pytania.
          wystarczy kliknąć w gogalch hasło "twarda miłość" i wyświetla
          się cała strona linków na ten temat.

          • jolantawierzbicka Re: oj Janu 02.04.08, 12:14
            Potrafię wpisac pojęcie "twarda miłość" i znaleźć mnóstwo linków na ten temat.
            Ale ciekawi mnie, co Wy doświadczeni napiszecie. Jeżeli dziwi Cię moje pytanie,
            lub uważasz, że stratą czasu jest zadawanie tak głupiego pytania, skoro mnóstwo
            jest tego w necie, to po prostu mi nie odpisuj, ale nie oceniaj mnie i nie
            krytykuj.
        • jolantawierzbicka Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:15
          Wiem co robić i nie wiem za razem. Na razie wyprowadziłam się...
    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:08
      Tak naprawde pojecie tzw twardej milosci latwo wyjasnic- jest to po
      prostu zdrowa miosc, oparta na zdrowym rozsadku.
      Zdrowy rozsadek- w jego ramach miesci sie i to, zeby nie dawac na
      wodke, zeby nie splaca dlugow za kogos, zeby nie klamac itp.
      We frazie twarda milosc chodzi glownie o twardosc, a slowo milosc
      zostalo nie wiem po co doklejone, chyba glownie na uspokojenie
      sumienia. bo w istocie- czy pozwalanie mezowi na to, by przepijal
      pieniadze, bil dzieci czy omijal obowiazki mozna w jakikolwiek
      sposob zaliczyc do dzialan "milosnych"

      (bo Twarda milosc to w zalozeniu jakby przeciwstawienie miekkiej
      milosci, tylko czy naprawde, czy to raczej przeciwstawienie rozsadku
      glupocie?)

      To takie rozwazania akademickie- ale z pojeciem twardej milosci
      zwiazane jest wiele nadintrpretacji i niedomowien. Wiekszosc
      terapeutow chce, by w jej ramach takze dawac drugiej osobie
      ultimatum odnosnie chodzenia na mityngi AA, terapie, leczenia
      psychiatrycznego itp.

      To juz jest kuriozum, bo twarda milosc staje sie narzedziem do
      realizacji innych celow- czyli nawracania na jedyny sluszny system.

      Czasem chodzi nawet do spraw juz graniczacych z szalenstwem- gdy
      rodzina umieszcza kogos na sile w szpitalu psychiatrycznym, czyniac
      mu w glowie spustoszenie.
      Nie, nie mowie oprzypadkach realnego zagrozenia zycia albo realnej
      choroby psychicznej- mowie o takim "profilaktycznym" zamknieciu,
      ktore wiecej szkodzi niz pomaga.

      A przede wszystkim- pomaga umyc rece, poczuc sie wspanialym
      wybawicielem i to bez zadnych kosztow. Owszem, czasem rodziny robia
      to w desperacji, ale rownie czesto w amoku slepego podazania za
      wskazowkami wytrenowanych w AA terapeutow, czego przykladem
      znakomitym bylo np zamkniecie w psychiatryku takiej Britney Spears-
      gawiedz sie cieszy, bo gwiazda w psychiatryku, rodzina zadowolona,
      bo "kocha", a nikt nie zwraca uwagi, ze spears uderza w kolejne dno.

      Potem, gdy ktos taki wyjdzie ze szpitala psychiatrycznego- i nie daj
      Bog sie ogarnie- mozna sobie w jarasowym stylu zmanipulowac, ze "to
      szpital pomogl", choc to moze byc gowno prawda, bo ktos wylazl z
      gowna nie dlatego, ze wyladowal w psychiatryku, tylko mimo tego, ze
      wyladowal w psychiatryku.

      • e4ska Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:17
        Addi, jak zwykle masz rację.

        Tyle że niejeden pacjent woli do nieba niż na odwyk.

        A radzenie sobie z małżeńskimi problemami dotyczy każdego związku, nie tylko
        rodzin alkoholowych.

        Wmawianie osobom związanym z alkoholikiem, że jedynym doradcą może być tzw.
        fachowiec, sam często pozbawiony normalnej rodziny, ze zdemoralizowanym
        potomstwem, to poważne nadużycie.

        Janu. Gdyby twoja kobieta skorzystała z podpowiedzi fachowca, pewnie niejeden
        już ogarek płakałby na ostatnich metrach należnych szacownym nieboszczykom.

        Bo dla kogo miałbyś wytrzeźwieć? Jasne, dla siebie... heh:)
        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:38
          czym rozni sie dobry rodzic od zlego? dobry patrzy na potrzeby
          dziecka, a zly na swoje.

          tak samo jest z terapeutami i pomagierami. Taki Jaras czy August
          pomagaja sobie, patrza na swoje potrzeby, przymuszaja do
          skorzystania ze swojej pomocy- bo maja w tym interes, bo moga potem
          krzyczec "ja pomagam a ty nie". Maja w dupie to, czego chce pacjent-
          liczy sie to, czego chce lekarz.
          tak samo terapeuta- ktory chce sie dowartosciowac albo poprawic
          statystki o 0.5 procenta- operaca sie udala choc pacjent umarl.

          Tak samo w twardej milosci- powinna ona byc srodkiem do celu a nie
          slepo realizowanym zaleceniem. A nie- lepiej, zeby alkoholik umarl,
          ale przynajmniej te ostatnie jego dni przezyje godnie, czyli jako
          przedmiot twardej milosci, hehe.

          Najciekawsze jest to, ze w sprawie tej twardej milosci sa dwa obozy-
          jedni mowia "zdrowy rozsadek" a drudzy slinia sie i egzaltuja
          miloscia, a potem jak taki domowy tyran przejdzie na ich strone i
          stanie sie nawroconym aowcem, to doradzaja mu, by zostawil zone jak
          mu przeszkadza trzezwiec, obluda na calego.

          czyli jak zona przetrzyma wyczyny pijaka, to ma zaplacic za to kare.
          Zona sobie sama bicz na dupe kreci, bo jak zastosuje twarda milosc
          terapeutow to maz albo zdechnie albo zwariuje jak august, trzeciej
          drogi nie ma.
          • zyg_zyg_zyg Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:49
            A co to jest "twarda miłość terapeutów"? Czy oprócz terapii dla
            alkoholików byłeś również na jakiejś dotyczącej współuzależnienia?
            Czy znasz może wszystkie programy terapii dla współuzależnionych?

            Czy zwyczajnie, ot tak sobie, przykładasz jedną miarkę do wszystkich
            terapii na świecie - pies trącał, czego dotyczących - i na wszystkie
            patrzysz przez pryzmat tej swojej, jednej, nieudanej? I na podstawie
            tej jednej jedynej formułujesz wnioski o wszystkich?
            • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:53
              zyg_zyg_zyg napisała:

              > A co to jest "twarda miłość terapeutów"? Czy oprócz terapii dla
              > alkoholików byłeś również na jakiejś dotyczącej współuzależnienia?
              > Czy znasz może wszystkie programy terapii dla współuzależnionych?
              >
              > Czy zwyczajnie, ot tak sobie, przykładasz jedną miarkę do
              wszystkich
              > terapii na świecie - pies trącał, czego dotyczących - i na
              wszystkie
              > patrzysz przez pryzmat tej swojej, jednej, nieudanej? I na
              podstawie
              > tej jednej jedynej formułujesz wnioski o wszystkich?


              nie, pisze n apodstawie obserwacji, wywiadow z roznymi ludzmi,
              lektiry itp. wnioski calosciowe- a nie indywidualne doswiadczenia.

              Nie przykladam jednej miarki do wszystkich terapii, to pobzne
              zyczenie Aowcow, zebym tak myslal- bo jak czytalem- to sa rozne
              podejscia do leczenia alkoholizmu, wspoluzaleznienia itp- choc
              oczywiscie model Aowski dominuje- ale moge powiedziec, ze nawet w
              jego ramach dopuszczam istnienie lepszych i gorszych.

              Problem jest w tym, ze zwolennicy modelu aowskiego w duzej czesci
              wymagaja slepego i wiernopoddanczego stosunku do tych metod, czyli w
              domysle uwazaja go za idealny i wszechstronny- co jest glupota.
              • nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:05
                beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                bo jak czytalem- to sa rozne
                > podejscia do leczenia alkoholizmu, wspoluzaleznienia itp

                > Problem jest w tym, ze zwolennicy modelu aowskiego w duzej czesci
                > wymagaja slepego i wiernopoddanczego stosunku do tych metod, czyli
                w
                > domysle uwazaja go za idealny i wszechstronny- co jest glupota.

                Napisz w koncu jaki ty znalazles sposob na wyjscie z nalogu? Bez
                pomocy AA oczywiscie. Jak to u ciebie dziala?
                • e4ska Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:21
                  Nie znasz historii addiego, ale w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że
                  przestał pić sam, a potem, zachęcony wypowiedziami z tegoż forum, podjął terapię
                  w bardzo podobno dobrym ośrodku, z hiperfachurami, w wyniku czego został
                  heretykiem i porzucił abstynencję.

                  Czym udowodnił, że straszenie go rychłym, niemal natychmiastowym zgonem, jeśli
                  łyknie procenta, się nie sprawdza.

                  Ja tam wolę nie pić i do tego niepotrzebna mi terapia.

                  Jedno jest oczywiste: jeśli kobieta czuje swoje osamotnienie, wyobcowanie itd.,
                  jest bezradna i wierzy w leczenie alkoholizmu oraz koalkoholizmu, niech zasuwa
                  do terapeuty, do al-anon. Na co tu czekać? może akurat ona tego potrzebuje.

                  Musi wybierać. Po prostu.
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:38
                    dla pytajacej mam taka rade:
                    wyboraz sobie, ze to wszystko, co dzieje sie w Twoim zyciu- dotyczy
                    kogos innego, np twojej siostry i szwagra- pomysl co wtedy bys
                    doradzila, co o tym sadzila w ogole.
                    To taka pomocnicza metoda na wyjscie z zakletego kregu swoistego
                    szantazu- to moj maz i cos tam.
                • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:30
                  nikolinaa napisała:

                  > beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                  > bo jak czytalem- to sa rozne
                  > > podejscia do leczenia alkoholizmu, wspoluzaleznienia itp
                  >
                  > > Problem jest w tym, ze zwolennicy modelu aowskiego w duzej
                  czesci
                  > > wymagaja slepego i wiernopoddanczego stosunku do tych metod,
                  czyli
                  > w
                  > > domysle uwazaja go za idealny i wszechstronny- co jest glupota.
                  >
                  > Napisz w koncu jaki ty znalazles sposob na wyjscie z nalogu? Bez
                  > pomocy AA oczywiscie. Jak to u ciebie dziala?

                  Co to znaczy "wyjscie z nalogu"?

                  Dlaczego Aowcom wolno byc ciezko chorymi do konca zycia, a ja musze
                  od razu wyjsc z nalogu?

                  tak jak u Aowcow- jest to u mnie proces. Roznymi sciezkami idzie-
                  raz lepiej raz gorzej, tak to dziala- na pewno czuje sie lepiej niz
                  z terapia- wtedy to byl jak jakis amok, jakby ktos mnie zwiazal
                  stalowymi linami i wrzucil do studni, czekalem tylkoi na deszcz, a
                  teraz- wyszedlem na powietrze.
                  • nikolinaa di beki 02.04.08, 14:03
                    Widzisz, lapiesz mnie za slowka. Od razu czepiasz sie AA.
                    Piszac "wyjscie z nalogu" (moze powinno byc wychodzenie z nalogu)
                    mialam na mysli wlasnie ten proces, gdzie czlek uswiadamia sobie
                    jasno szkodliwosc nalogu, i co dalej? Ja to tylko moge porownac to
                    do palenia. Tez mi trudno rzucic. Ale czy naprawede chce? Zdaje
                    sobie sprawe ze wszystkich szkodliwych konsekwencji, a jenak-
                    pale.Choc palenia nie mozna przyrownywac do chlania. I troche
                    rozumiem, ze przestac pic jest cholernie trudno. Staram sie
                    zrozumiec meza, ze nie jest mu latwo, mimo ze probowal wiele razy,
                    na rozne sposoby, to z jednakowym skutkiem. Ja sie pomalu odzegnuje
                    od pomagania mu.
                    Ciagle porownujesz swoja nowa droge do AA. Ja nie chcialam porownan.
                    Pytalam Cie o konkrety. Wyjsc z nalogu to dla mnie uswiadomic sobie
                    problem a potem zmobilizowac sie do dzialania i nie
                    pic/palic/cpac/grac, itp. Jak ty sie mobilizujesz?
                    To co piszecie o AA, te szczegoly nie sa mi znane z autopsji. Po
                    prostu tak sie utarlo w spoleczenstwie. Jak jak alkoholik -to do AA.
                    Wielu ludziom to pomoglo, nie mozesz zaprzeczyc.
                    Ale ja wychodze z zalozenia, ze kazdy jest inny i nie dla kazdego to
                    samo jest dobre. Tak samo i z alkoholikami. Nie wszyscy odnalezli w
                    AA to czego szukali...

                    > tak jak u Aowcow- jest to u mnie proces. Roznymi sciezkami idzie-
                    > raz lepiej raz gorzej,

                    Czy raz gorzej oznacza zapicie?
                    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: di beki 03.04.08, 01:53
                      nikolinaa napisała:

                      > Widzisz, lapiesz mnie za slowka. Od razu czepiasz sie AA.
                      > Piszac "wyjscie z nalogu" (moze powinno byc wychodzenie z nalogu)
                      > mialam na mysli wlasnie ten proces, gdzie czlek uswiadamia sobie
                      > jasno szkodliwosc nalogu, i co dalej? (...)
                      > Ciagle porownujesz swoja nowa droge do AA. Ja nie chcialam
                      porownan.
                      > Pytalam Cie o konkrety. Wyjsc z nalogu to dla mnie uswiadomic
                      sobie
                      > problem a potem zmobilizowac sie do dzialania i nie
                      > pic/palic/cpac/grac, itp. Jak ty sie mobilizujesz?

                      > .
                      >>
                      > >
                      >
                      > Czy raz gorzej oznacza zapicie?


                      Widzisz, to, ze nie razlizuje schematu Aowskiego- czyli postulatu
                      calkowitej dozywotniej abstynencji- nie oznacza od razu, ze jestem
                      po drugiej stronie skali i hulam bezmyslnie na calego.

                      To jest wlasnie dziwna robota AA i terapii- ustawiac tak to
                      wszystko, ze albo-albo.

                      A ja uwazam- i staram sie to robic- ze mozna czynic nawet mniejsze
                      kroki, ale je czynic.
                      Pytasz o konkrety- sluze konkretami.

                      Nie uwazam faktu spozycia alkoholu za porazke.
                      Natomiast fakt upicia sie uwazam za pewne przystaniecie w mijescu-
                      nie za dramat, ale za postoj.

                      Dalej- staram sie uwazac, by nie pic "na smutki", by nie regulowac
                      uczuc alkoholem, szczegolnie tych ciezszych- nie uciekac przed
                      depresja, lekiem czy bezradnoscia w codziennych zyciach w stan
                      upojenia. Jakos mi sie udaje, poki co- a jak mi sie czasem nie uda,
                      to staram sie wyciagac wnioski i wiem, ze cos poszlo nie tak.

                      Staram sie nie popadac w stare schematy- nie planowac specjalnie
                      picia- nie napalac sie na picie, nie ustawiac pod tym katem planu
                      tygodnia- choc z tym bywa roznie- bo gdy wiem, ze danego dnia wypije
                      raczej wiecej, to oczywiscie musze ograniczyc pewne plany na dzien
                      nastepny- ale starm sie tez zarazem, zeby priorytetem byl dzien
                      nastepny a nie picie- czyli ze jak pracuje, mam jakis wyjazd,
                      zakupy, wycieczke- to po prostu dzien wczesniej nie pije.

                      Staram sie pracowac nad soba, by nie bylo nawet samych pretekstow do
                      picia- tak to nazwijmy.
                      Czyli staram sie znajdowac radosc w roznych dziedzinach zycia. Czy
                      to bedzie zakup plyty, czy wycieczka za miasto- cokolwiek, co mnie
                      odwroci od schizowania sie i rozmyslan.

                      Poza tym nie schizuje sie juz perspektywa tragicznego zapicia, nie
                      boje sie tego tak jak po terapii. Mysle, ze dzieki temu
                      moja "regulacja" nalogu jest dojrzalsza- bo nie oparta na czystym
                      strachu a na uczuciach wyzszych- pewnych oczekiwaniach, celach.

                      Mobilizuje sie nawet tak, ze staram sie znajdowac plusy w
                      trudnosciach. Oczywiscie- sklamalbym, gdybym powiedzial, ze z
                      automatu jak czeka mnie trudnosc to sie ciesze jak dzieciak.
                      Naturalnie- podswiadomosc czy tez nawyk podpowiada mi schematy
                      ucieczkowe- zrezygnuj, idz na latwizne, przeczekaj- bo inne
                      zachowanie budzi lek. Ale probuje myslec tak- ten lek to tez jakas
                      lekcja, kazda codzienna porazka moze byc sukcesem- liczy sie to, by
                      wygrac wojne, a nie kazda bitwe.

                      I to sa konkrety. Oczywiscie, bycie w abstynencji ma pewne plusy,
                      ktore zauwazam. Poczawszy od tego, ze nikt nie namawia, ze nie
                      uwzglednai sie w ogole w planach pewnych zachowan- po praktyczne
                      korzysci typu brak kaca czy oszczednosc pieniedzy.
                      Ale dla mnie- podkreslam dla mnie osobiscie- ma wiecej minusow,
                      zwiazanych w duej mierze ze sprawami ambicjonalnymi oraz ze
                      zwyczajnym lekiem przed drastyczna zmiana- a takze kilka
                      pomniejszych rzeczy.

                      Tak czy owak- to, ze nie jestem abstynentem i nie przestrzegam regul
                      AA ( choc niektore przeciez przestrzegam) nie znaczy, ze nic nie
                      robie.

                      A ze nie wystarczajaco?
                      Robie tyle, ile na dzis potrafie.
                      Moglbym sie zmusic do wiecej- co te przeciez robilem- ale bylo to
                      nieautentyczne, wbrew sobie- co w efekcie przynioslo wiecej szkod
                      niz pozytku.

                      • aaugustw Re: di beki 03.04.08, 12:10
                        beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                        > Tak czy owak- to, ze nie jestem abstynentem i nie przestrzegam
                        regul AA ( choc niektore przeciez przestrzegam) nie znaczy, ze nic
                        nie robie.
                        _____________________________________________.
                        Czesciowe przestrzeganie Programu AA, to zadne przestrzeganie.
                        Jego nie mozna realizowac wyrykowo...!
                        A...
                      • nikolinaa Re: di beki 03.04.08, 12:53
                        Dzieki Beka. Dales mi troche do myslenia . Rozumiem, ze nie uznajesz
                        swojej slabosci wobec alkoholu i probujesz kontrolowanego picia. To
                        jest ta urazona ambicja...Troche cie rozumiem, kiedy przyrownam to
                        do mojego palenia. Kiedys probowalam robic to tez "kontrolowanie".
                        Tzn dla "przyjemnosci", a nie z koniecznosci. Np. ze znajomymi przy
                        kawie na plotach, albo wieczorkiem jednego dla relaksu, gdy dzieci
                        juz spaly i mialam spokoj. Nie palic w chwili zdenerwowania, itd.
                        Przez jakies 10 dni sie udawalo. Albo rzuclam niby calkowicie, ale
                        gdy ktos przy mnie palil, chcialm chociaz tego "bucha" wziac, ze
                        niby tak od razu nie mozna, albo sprawdzic czy bedzie mi sie
                        chcialo...Przy pierwszej ciazy nie palilam ok roku. Wtedy nie
                        powinnam siegac juz po papierosa...Ale siegnelam. I "poplynelam"
                        Dzis wiem ze jestem po prostu uzalezniona;To mnie tez wkurza, ze nie
                        decyduje kiedy, w jakich okolicznosciach moge sobie zapalic. Rzadzi
                        mna paczka fajek, i ta paczka wie doskonale, ze jesli zostala
                        kupiona dzis rano, to starczy co najwyzej do porannej kawy dnia
                        nastepnego, potem trzeba gnac po nastepna. Mi nic na dluzsza mete
                        nie pomoglo nad tym zapanowac.. Pale dalej. Jestem pod pantoflem
                        papierocha...
                        A czy ty nie uwazasz, ze jednak Twoje zycie kreci sie za bardzo
                        wokol alkoholu? Regulacja nalogu... Wiesz, chyba nikomu to sie
                        jeszcze nie udalo.... Ja osobiscie nie znam nikogo takiego.
                        Moge Ci jedynie napisac, z perspektywy osoby mieszkajacej w jednym
                        domu z osoba z nalogiem alkoholowym, ze gdyby moj maz probowal
                        czegos takiego jak Ty, to byloby dla mnie nie do przyjecia.Wyobrazam
                        sobie np., ze dzis wieczorem idziemy na impreze z alkoholem i moj
                        maz bedzie tam pil. I moje mysli; kurcze nachla sie, zrobi lipe przy
                        ludziach, czy bedzie fajnie? Czy to dzis zaczyna sie ciag? Nie
                        wytrzymalabym tego. Dlatego moim warunkiem abysmy byli razem, jest
                        wylacznie jego abstynencja. Ale Ty chyba nie masz zony,dziewczyny
                        (chlopaka), nie wiem jak wyglada sprawa z rodzicami czy ewentualnym
                        rodzenstwem, wiec nikogo z otoczenia nie krzywdzisz bezposrednio.
                        Jedynie siebie.
                        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: di beki 03.04.08, 13:28
                          widzisz, rozumiem Twoja postawe.
                          Odnosisz do palenia i poplyniecia- chociaz w moim przypadku nie jest
                          tak do konca, poki co jakos udaje mi sie nie upic sie kiedy nie moge
                          lub nie chce- ale oczywiscie, gdy sie tak dzieje lub zacznie dziac w
                          moim przypadku- bedzie to na pewno lekcja.

                          Czy moje zycie kreci sie wokol alkoholu w zbyt duzym stopniu? Tak,
                          owszem. Tylko, ze ja nie mam specjalnie wyboru. Ono tak czy owak
                          bedzie sie wokol niego krecilo- a teraz mysle kreci sie jednak mniej
                          niz np zycie Jarasa czy Augusta.
                          Zycie moze sie krecic wokol alkoholu, bez wzgledu na to, czy sie
                          pije czy nie. I nie wiem szczerze mowiac, czy gdy mialo sie epizody
                          picia da sie to odwrocic. Mam nadzieje, ze tak. W kazdym razie- ja
                          mam wrazenie, ze moje zycie kreci sie mniej wokol alkoholu teraz niz
                          po terapii.


                          A jesli bede mial zone/ dziewczyne i ona bedzie chciala, bym nie pil
                          wcale- to mysle- da sie to zrobic.

                          Rodzice czy siostra wiedza, jakie sa moje wybory. Moze woleliby,
                          zebym nie pil- chociaz do konca nie wiem, mysle, ze bardziej chodzi
                          im o to, bym ogolnie byl zadowolony z zycia- liczy sie cel a nie
                          srodki.

                          • aaugustw Re: di beki 03.04.08, 14:09
                            beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                            > ... w moim przypadku nie jest tak do konca...
                            ______________________________________________.
                            Czy masz u siebie jakas rzecz, ktora jest do konca...!?
                            A...
                          • arielka49 Re: di beki 03.04.08, 20:46
                            Beka :

                            > A jesli bede mial zone/ dziewczyne i ona bedzie chciala, bym nie pil
                            > wcale- to mysle- da sie to zrobic.

                            Daj cynka , kiedy ją już znajdziesz. :-)
                            Podpowiem jej , by Ci taki warunek postawiła :
                            ,,albo ja - albo wódeczka , mój miły ,,.
                            Dla Twojego dobra , Addi .. jej podpowiem.


                            ***********************************************
                            Takie jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
      • nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:01
        Wy macie jakiegos pier.....a na punkcie tego AA i terapeutow,
        psychologow wogole.
        Kobieta pyta jak ma postepowac z mezem,bo moze w realu nie ma takiej
        mozliwosci, a wy jej piszecie pokilkaj sobie w google, byle nie tu,
        bo to na tym forum nie ma miejsca na porady i wyrazanie swojego
        zdania. Mozesz tu bywac tylko jesli chcesz brac udzial w walce
        gangow. Tylko jesli opowiesz sie za ktoras ze stron.

        beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

        Wiekszosc
        > terapeutow chce, by w jej ramach takze dawac drugiej osobie
        > ultimatum odnosnie chodzenia na mityngi AA, terapie, leczenia
        > psychiatrycznego itp.
        > To juz jest kuriozum, bo twarda milosc staje sie narzedziem do
        > realizacji innych celow- czyli nawracania na jedyny sluszny system.
        >

        Wlasnie. Maz na pewno jest swiadomy istnienia grup AA. I jezeli uzna
        ze mu sa potrzebne, to na pewno znajdzie droge. Do tej pory sam
        sobie chyba nie poradzil, wiec moze nie bylby to zly pomysl. No
        chyba ze przechla jeszcze ze 20 lat,jak niektorzy tu, zacznal sie
        klopoty ze zdrowim itd, to wtedy sam dojdzie do odkrywczego wniosku,
        po co mu to bylo? I bedzie sie chwalil, ze "sam sobie poradzil". A
        ty jako wierna zona ktora przetrzyma to, te 20 lat meki wspierajac i
        podnoszac na duchu meza w jego upadkach, bedziesz na starosc...no
        wlasnie. W koncu szczesliwa, czy bedziesz miala poczucie, ze
        przegralas zycie?


        Eska

        A radzenie sobie z małżeńskimi problemami dotyczy każdego związku,
        nie tylko
        rodzin alkoholowych.

        Wmawianie osobom związanym z alkoholikiem, że jedynym doradcą może
        być tzw.
        fachowiec, sam często pozbawiony normalnej rodziny, ze
        zdemoralizowanym
        potomstwem, to poważne nadużycie.


        Malzenskie problemy, to takie, ktore powstaja w trakcie trwania
        zwiazku. Moj maz byl juz uzalezniony, gdy go poznalam, wiec nie
        traktuje jego alkoholizmu jako problemu malzenskiego. Tobie Jolu tez
        nie radze, bo wtedy musialabys takze w sobie poszukac powodow,
        dlaczego on zaczal pic.

        Nie "sluchaj" co ci radza tacy alkoholicy, ktorzy opamietali sie na
        stare lata...Jeli sama nie jestes w stanie sobie pomoc, to idz do
        psychologa w poradni AA. Oczywiscie nie nalezy traktowac psychologow
        jak bogow wszystkowiedzacych, ale udziela Ci oni wskazowek, jak
        dalej zyc z tym wszystkim.
        • jolantawierzbicka Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:23
          Faktycznie na tym forum trwa jakaś wojna gangów, jedna grupa przeciw drugiej,
          powoli to dostrzegam, ale jeszcze się w tym nie połapałam... Ja mam 28 lat,
          kilkumiesięczne dziecko i życie przed sobą, z mężem, lub bez niego. Staram się
          mu pomóc, ale nie chce zaszkodzić. Jeśli się teraz nie ogarnie, to nie ogarnie
          się już nigdy. Stracił prace, powoli traci rodzinę... Dla mnie najważniejsze
          jest żeby dziecko za parenaście lat nie było DDA. A ja nieustannie pogłębiam
          swoją wiedzę.
          • nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:48
            Dobrze , ze sie wyprowadzilas. Bedziesz miala dystans. bo siedzac w
            domu i wysluchiwajac pijackiego belkotu dasz sie wmanewrowac w
            paranoje.
            Ja tez sie kiedys wyprowadzilam, na poczatku, do rodzicow. Ale
            wrocilam do niego. Bylam mloda, w ciazy i rodzice niby starali sie
            jakos z tym pogodzic, ale gdy tylko dochodzilo do jakiegos spiecia,
            czy powazniejszej rozmowy, wygarniali mi wszystko, to bylo jak z
            deszczu pod rynne. Wiec wrocilam do meza, ktory zbajerowal mnie
            podjeciem terapii ktorej nie przeprowadzil do konca. Teraz sobie
            mysle, ze gdybym to przetrzymala, to mieszkanie z rodzicami, to zle
            by sie teraz nie zylo...Wiec moge Ci poradzic, zebys nie podejmowala
            pochopnie decyzji o powrocie. bo jak mu raz pokazesz, ze jestes
            miekka, to on bedzie na tyn caly czas zerowal.
            • aaugustw Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 13:43
              Nikolinaa, Twoje dojrzale wypowiedzi bardzo mi sie podobaja i wiem,
              ze ta droga, o ktorej Ty piszesz jest ta wlasciwa droga... - Nie ma
              innej lepszej, jezeli chce sie byc trzezwy, zdrowy, wolny,
              szczesliwy ...!
              Szkoda tylko, ze wspoluzaleznieni chca (lub musza) korzystac tylko z
              tego Forum, na ktorym zachwiana zostaje im i tak dostatecznie juz
              zachwiana (chora) rownowaga i pewnosc siebie... - W realu spotkaliby
              sie tylko z takimi wypowiedziami, jak te Twoje tutaj...! ;-))
              Nie wiem Nikolinoo, czy wiesz, ale te wypowiedzi w realu maja o
              wiele, wiele wieksza moc i energie, aby przetrwac do nastepnego
              spotkania...!
              Tam czuje sie to cieplo, milosc, zyczliwosc wypowiedzi i jedno
              sumienie Grupy, z ktorych osoba wspoluzalezniona jak na dloni
              odczytac moze ten przekaz, jaki emanuje w jej strone, ze jednak
              mozna, ze dalismy rade, ze nie bedziesz sam(a), etc...
              (ja te roznice spotkan w swiecie wirtualnym i w realu, porownuje
              zawsze z seksem w swiecie wirtualnym i w realu...!).
              A... ;-))
              • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 13:46
                wystarczy poczytac augusta i od razu wiadomo, jaka "miloscia" tam
                bombarduja.
              • nikolinaa Re: Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 14:50
                Auguscie, dzieki za twoje slowa, ale przede mna jeszcze daleka droga
                ale ode mnie zalezy jak dlugo bedzie sie ona ciagnac...
                • aaugustw Re: Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 15:10
                  nikolinaa napisała:
                  > Auguscie, dzieki za twoje slowa, ale przede mna jeszcze daleka
                  droga ale ode mnie zalezy jak dlugo bedzie sie ona ciagnac...
                  __________________________________________.
                  Jezeli myslisz o tej samej drodze co i ja, to niech ona trwa bez
                  konca...! ;-))
                  A te kamienie na jej poczatku, niech Cie nie zrazaja... - Zobaczysz,
                  ze warto...! - Samo sie wszystko ulozy, jak po masle...! ;-))
                  A...
          • zyg_zyg_zyg Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:52
            Jolu,
            moje uzależnienie "rozkwitło" już po opuszczeniu domu rodzinnego i
            zanim sama się z kimś związałam. Nikt wobec mnie nie
            stosował "twardej miłości" (może oprócz pierwszej terapeutki, na
            którą się natknęłam, ale ona była raczej tylko twarda, niż miłująca
            czy nawet serdeczna, więc sie szybko pożegnałyśmy). Nie żyłam też
            nigdy z czynnym alkoholikiem. To, co piszę, to moje przekonania a
            nie doswiadczenia.

            Generalnie chodzi o to, żeby nie ponosić za alkoholika konsekwencji
            jego picia, nie ułatwiać mu go. Żeby traktować jego problem jak jego
            problem - nie kryć go, nie usprawiedliwiać przed innymi, nazywać
            rzeczy po imieniu. Za mała jestem, żeby wiedzieć, co powinnaś zrobić
            w sytuacji, kiedy Twojego męża wywalili z roboty. I rację ma
            Nikolinaa "wysyłając" Cię do ośrodka.

            Słyszałam parę opowieści o żonach alkoholików i o momentach, kiedy
            powiedziały "dość". Narzygałeś na podłogę w kuchni - posprzątasz,
            jak staniesz na nogi. Nawaliłeś się poprzedniej nocy i nie masz siły
            zwlec się z wyra do pracy - tym razem nie zadzwonię do szefa i nie
            powiem, żeś chory, nie wyżebrzę znów od znajomej lekarki lewego
            zwolnienia. Zaprosiliśmy teściów na proszony obiad, a ty leżysz jak
            wieprz, bo niespodziewana wizyta kolegi i musieliście sobie walnąć
            malucha, na którym sie nie skończyło - nie odwołam obiadu, niech
            teściowie cię zobaczą. Nie powiem, że mąż chory, tylko że mąż
            nawalony albo na kacu. Leżysz pijany pod blokiem na ławce - kołderki
            nie przyniosę, do domu nie zaciągnę. Nie będę wstydzić sie przed
            sąsiadami, bo to nie ja mam się czego wstydzić. Te przykłady są
            trochę powierzchowne, ale może coś obrazują.

            A dlaczego "twarda miłość", a nie po prostu "twardość"? Jeżeli
            będzie we mnie złość, nienawiść, mściwość i chęć ukarania, albo po
            prostu obojętność, to pewnie będzie tylko "twardość". Żeby
            była "twarda miłość", musi być też po prostu miłość. Kocham cię i
            dlatego pozwolę ci cierpieć. Wiem, że usuwanie ci alkoholowych kłód
            spod nóg przynosiło i będzie przynosić szkodę, więc dlatego nie będę
            ich usuwać. Mimo, że nie jest mi obojętnie twoje cierpienie i mimo,
            że być może łatwiejsze i wygodniejsze dla mnie samej byłoby ich
            usunięcie. W tym wszystkim musi być też miłość i troska ode mnie dla
            mnie. Nie zapominam o sobie.

            Ja nie wiem, co to jest konsekwencja w postepowaniu z alkoholikiem,
            ale trochę wiem, co to jest konsekwencja w postepowaniu z dzieckiem.
            To dla mnie chyba podobne rzeczy. Jeśli kochasz dziecko, to nie
            będziesz mu pozwalała tylko na przyjemności. Zabierzesz je do
            dentysty mimo, że borowanie jest strrraszne i że dziecko cierpi.
            Jeśli umówiliście się, że godzinę będzie grało na komputerze, to nie
            pozwolisz mu siedzieć trzech. Jeśli umówiliscie się, że bajka bedzie
            po sprzątnięciu pokoju, to niesprzątnięty pokój = brak bajki. I to
            nie dlatego, że jesteś silniejsza, masz władzę i smarkacz ma robić
            to, co każesz. Tylko dlatego, że kochanie to również stawianie
            wymagań i ich egzekwowanie. Dziecko, za które podejmiesz wszystkie
            dziecięce wyzwania, któremu bedziesz usuwać z drogi wszelkie
            trudności, pewnie zostanie niezaradnym mięczakiem. Alkoholik, za
            którego bedziesz ponosić konsekwencje jego własnych zachowań,
            najpewniej będzie pił dalej.
          • martynita Re: Twarda miłość??? 03.04.08, 09:27
            I chwała Ci za to!!! Twarda miłość to właśnie brak pomocy
            uzależnionemu, co paradoksalnie może być największą pomocą! Mój
            ojciec właśnie tak przestał pić, musiał się stoczyć na samiutkie
            dno. Dopiero wtedy miał szansę z niej skorzystać.
            • aaugustw Re: Twarda miłość??? 03.04.08, 12:03
              martynita napisała:
              > I chwała Ci za to!!! Twarda miłość to właśnie brak pomocy
              > uzależnionemu, co paradoksalnie może być największą pomocą! Mój
              > ojciec właśnie tak przestał pić, musiał się stoczyć na samiutkie
              > dno. Dopiero wtedy miał szansę z niej skorzystać.
              __________________________________________________.
              Swiete slowa Martynita...! - Ja tez w podobny sposob
              przestalem pic..!
              A...
        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:25
          Do Nikoli:
          odnosnie terapeutow wspomnialem nie z okazji "pie..a", tylko z
          okazji rady na wpisanie w gugle twarda milosc- gdzie zaraz wyskocza
          poezje nawiedzonych bylych alkoholikow instruktorow terapii z radami
          typu " postaw mu ultimamtu- albo terapia i mityngi albo rozwod".
          a co, nie jest tak? Mam znalezc?

          sugerowanie, ze bedzie pil 20 at jak nie trafi do AA tez jest nieco
          dziwne- czysta spekulacja. a przedw szystkim- odwracanie uwagi od
          problemu- czyli jak postepowac z pijacym mezem?

          wychodzi na to, ze tu nie trzeba zadnych rad- jedyna wystarczylaby
          automatyczna odpowiedz "idz do Alanon".
          • zyg_zyg_zyg Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:53
            > a co, nie jest tak? Mam znalezc?
            znajdź.
            • 1962wolf Re: jolu wierzbicka 02.04.08, 14:05
              ani Cię nie oceniałem,ani nie krytykowałem
              skąd u Ciebie taki pomysł?
              wyraziłem swoje zdanie- i pewnego rodzaju zdziwienie.
              przecież nie pierwszy raz zadajesz tu pytania,więc chyba
              widzisz,że jest tu więcej byłych,aktualnych,przyszłych pijaków niż
              ich partnerek/rów.
              stąd moja sugestia na temat googoli
              w tych wszystkich linkach wypowiadają się /przewaznie kobiety/
              na temat Twojego pytania.
              i tyle
              ja ze swoje strony mogę jedynie dodać,że moja osobista zona
              w przeciwieństwie do zon cudzych stosowała wobec mnie miłość
              o ogranicznym działaniu.
              czyli poprostu-gdy znikałem na parę tygodni z domu----nie
              szukała mnie ,czasami tylko dzieci pisały mi sms-których i
              tak nie czytałem ze wstydu..............a jedyne miejsce w
              jakim się mnie spodziewała mnie mpoja żona zastać to
              kostnica , lub areszt śledczy.
              oczywiście tak było po wielu latach naszego współnego życia.
              na początku też mnie nigdy nie szukała, nie pytała o
              przyczyny, nazwiska kolegów od flaszki, pasek od wypłaty itd
              itd
              tylko płakała po cichu
              i wiesz co?................widok tych łeż najbardziej mi
              utkwił w pamięci, mimo wszystko nie potrafiłem się od niego
              uwolnić
              ale sporo lat upłynęło, nim naprawde zechciałem nie pić.
              trudno to wyjasnić
              jednak napisze coś takiego:
              jedynym warunkiem tak zwanej twardej miłości jest:
              własnie miłość..........bez niej cała twardość jest warta
              tyle co flaszka na mecie.
          • nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 14:41




            beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

            > Do Nikoli:
            > odnosnie terapeutow wspomnialem nie z okazji "pie..a", tylko z
            > okazji rady na wpisanie w gugle twarda milosc- gdzie zaraz
            wyskocza
            > poezje nawiedzonych bylych alkoholikow instruktorow terapii z
            radami
            > typu " postaw mu ultimamtu- albo terapia i mityngi albo rozwod".
            > a co, nie jest tak? Mam znalezc?

            Moze i tak jest.Ale nie wszedzie. Ja do tego akurat nie moge sie
            podstosowac, bo: Na mityng poszedl by napewno, ale dopiero teraz
            dzieki Augustowi znalazlam polska grupe. Ale co z tego, skoro on
            pracuje setki km stad? Nie ma szans uczestniczyc regularnie. Nie
            mowiac juz o psychologach, ktorzy pracuja tylko w dni powszednie, do
            16. Czy wobec tego sprawiedliwym byloby sie rozwiesc? Znowu rozwiesc
            sie, a moje dlugi? Kto je splaci? Nie moge zaczac samodzielnego
            zycia bez pracy. Nie moge isc do pracy bo mam male dzieci.
            Zdecydowalam sie zapisac moja malutka coreczke do zlobka.I bardzo to
            przezywam. Ale chcialabym zyskac troche swobody dzialania.. Przykro
            mi ze nie moge liczyc na meza. Marzylam o pojsciu do szkoly, ale to
            pozostanie tylko marzeniem. 3 lata nauki i moglam byc fajna prace, a
            tak pozostanie mi pucowanie niemieckich kiblow.
            Takze akurat to nie jest takie proste. Ale tam daja tez inne rady.
            Moja terapeutka z Polski mowila mi ze to ja mam decydowac, czy z nim
            bede czy nie. Kazda decyzja bedzie dobra, bo to bedzie moja decyzja.
            Mowila mi, ze mam zajac sie soba. Wtedy bylo jeszcze na to za
            wczesnie i nie bralam jej slow do siebie, ale teraz, widze ze miala
            racje. Zwracala mi uwage na rozne rzeczy, np ze ciagle powtarzam nie
            wiem ,nie wiem. Bo nie wiedzialam ,bylam i jestem w tym strasznie
            zagubiona. Terapeuta, psycholog tez czlowiek, jedni sa lepsi inni
            gorsi.

            > sugerowanie, ze bedzie pil 20 at jak nie trafi do AA tez jest
            nieco
            > dziwne- czysta spekulacja

            Nie o to mi chodzilo, ale z AA czy tez z pomoca samego psychologa na
            pewno ma wieksze szanse.

            > wychodzi na to, ze tu nie trzeba zadnych rad- jedyna wystarczylaby
            > automatyczna odpowiedz "idz do Alanon".

            Chyba tak, hehe. Ale zawsze warto poznac kilka opinii na jeden
            temat. To tak jak kupowanie w internecie. Czytasz opinie i widzisz
            ze dla kogos produkt jest super zaje..ty, a dla innego do niczego.
            • 1962wolf Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 14:49
              "nikol napisała":
              ".ale z AA czy tez z pomoca samego psychologa na
              pewno ma wieksze szanse. ."
              to oczywiście prawda nikol
              i nikt przy zdrowych zmysłach temu nie przeczy.
              lecz trzeba pamietac o jednym--------------zadekretowane
              bywanie w AA, na terapii ,bez chęci własnej pijaka, bez
              jego strachu, uczuć do rodziny /jesli je jeszcze posiada/ itd
              itd..........to strata czasu.
              nikt z niechcących nie pić..............nie pomoże sobie przy
              pomocy czegokolwiek o ile pić będzie chciał nadal.
              oczywiście na poziomie świadomym. bo to co podpowiada chemia
              uzaleznienia to już zupełnie inna bajka.

              • nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 15:04
                1962wolf napisał:

                zadekretowane
                > bywanie w AA, na terapii ,bez chęci własnej pijaka, bez
                > jego strachu, uczuć do rodziny /jesli je jeszcze posiada/ itd
                > itd..........to strata czasu.
                nikt z niechcących nie pić..............nie pomoże sobie przy
                > pomocy czegokolwiek o ile pić będzie chciał nadal.

                Zgadzam sie z toba. Dlatego pisalam Joli zeby zajela sie soba, a
                mezowi niech pozostawi wybor co do sposobu poradzenia sobie z
                nalogiem. Jezeli nie chce pic, poszuka pomocy. Niech tylko nie da
                sie omamic tak ja jak. Pojdzie na terapie, ona do niego wroci, a on
                po jakims czasie zdecyduje ze mu to niepotrzebne, albo cos innego
                wymysli i dalej to samo...To nie sa zarty...Wyprowadzila sie, dala
                mu do zrozumienia, ze nie jest on w stanie zapewnic jej i dziecku
                warunkow do zycia, nawet tych materialnych. Moze to jest akurat to
                co go ruszy. Ale tytul watku byl twarda milosc,wiec milosc, dlatego
                jesli kocha go, kocha dziecko i ma szacunek do siebie i swojego
                zdrowia psychicznego niech nie wraca za szybko...
                • aaugustw Eska, co Ty na to...!? 02.04.08, 15:14
                  nikolinaa napisała:

                  > 1962wolf napisał:
                  > zadekretowane bywanie w AA, na terapii ,bez chęci własnej pijaka,
                  bez jego strachu, uczuć do rodziny /jesli je jeszcze posiada/ itd
                  > > itd..........to strata czasu.
                  > nikt z niechcących nie pić..............nie pomoże sobie przy
                  > > pomocy czegokolwiek o ile pić będzie chciał nadal.
                  - - - - - - - - - - - - - -
                  > Zgadzam sie z toba. Dlatego pisalam Joli zeby zajela sie soba, a
                  > mezowi niech pozostawi wybor co do sposobu poradzenia sobie z
                  > nalogiem.
                  ____________________________________________.
                  Eska , co ty na to...!? - Niedawno jeszcze pisalas,
                  ze to Forum minelo sie ze swoim celem...!
                  To napewno byl twoj zart Prima Aprilisowy, co nie...!? ;-))
                  A...
    • keyshia Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 10:51
      Jola napisze Ci co ja zrobiłam. Moj facet stracił pracę i nadal pil
      i pił.Ja spakowałam manatki,wziełam synka i wyniosłam się.Jego
      zostawiłam samemu sobie,Jego wybór,Jego życie,jak chce to niech
      pije.Ja sie odcielam,mialam już poprostu dość.Chodzę na al-
      anon.Chłopak pił ciagami,narobił długów,melinę z domu zrobił,prosił
      mnie o pomoc,ale ode mnie jej nie otrzymał,co mu dało kolejny powód
      do picia.Aż w końcu zdecydował się na terapię.Sam.Ja się zajełam
      wtedy swoim życiem i dzieckiem.Nie mam już błędnego myślenia,że
      biedny alkoholik bo chory itd.Jak chce pic to niech pije i mi da
      spokój.Wiem,że ciężko to zrobić,ale warto.Myślałam,że nigdy się nie
      odważę,ale z czasem moje myślenie się bardzo zmieniło.Pozdrawiam i
      życzę dużo siły.
      • myszabrum Re: Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 13:27
        To czemu się o kudzu pytasz?

        <:3)~~ brrrum :)
        • keyshia Re: Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 13:30
          Z ciekawości. Wczoraj w aptece zobaczylam i chciałam poznać opinie
          innych osób,które są "w temacie". Osobiście uważam,że Kudzu to
          naciąganie osób,które myślą,że dzięki temu przestaną pić,ale
          chciałam poznać zdanie innych.
      • jlj7 Re: Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 17:02
        A po jakim czasie wróciłaś?? czy wogóle wróciłaś??
        • aaugustw Re: Ja zrobiłam tak... 05.04.08, 14:44
          jlj7 napisała:
          > A po jakim czasie wróciłaś?? czy wogóle wróciłaś??
          ___________________________________________________.
          Wiem. Pytanie jest do Keyshi, ale na to pytanie i ja moge
          odpowiedziec Tobie, gdyz mam swoje w tym doswiadczenie..!
          Odpowiedz Keyskhii, (bez wzgledu na to, jaka ona jest),
          bylaby tu tylko jej odpowiedzia, ktora dalej Tobie nic nie
          rozwiaze, a moze nawet bedzie Cie dreczyc...(!?).
          Zostaw to czasowi - Jlj7. - Po terapii oboje bedziecie innymi
          juz ludzmi, ktorzy albo sie beda dalej akceptowac, albo i nie...
          Wy (Ty i Twoj maz) sami zdecydujecie, czy zechcecie byc z soba
          dalej razem.
          (statystycznie najwiecej rozwodow jest po skutecznej terapii).
          A...
    • jlj7 Re: Twarda miłość??? 04.04.08, 16:59
      Dzięki wszystkim za odpowiedzi :) Maż zdecydował się na porządną terapię w
      trybie stacjonarnym, zobaczymy co z tego wyniknie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka