jolantawierzbicka 02.04.08, 09:50 Na czy polega tzw "twarda miłość". Mój mąż wczoraj stracił prace... zaczęlo się najgorsze. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
1962wolf Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 09:53 skoro stracił pracaę,znaczy etap "twardej miłości własnie się zaczął.na razie jest to co prawda nadszarpnieta jego miłość własna, ale dobre i to na początek. kliknij sobie w goglach "al-anon" tam znajdziesz wszyskie odpowiedzi na swoje pytania pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
janulodz Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 09:53 Możesz mu teraz kupować gorzałkę za pieniądze przeznaczone na utrzymanie dzieci. Albo nie. To drugie to twarda miłość Odpowiedz Link Zgłoś
janulodz Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 09:57 To brutalna prawda o alkoholikach. Musisz koniecznie poddać się edukacji. Choć trudno mi uwierzyć żebyś tego nie wiedziała. Przecież to u Was trwa latami. Naprawdę nie wiesz co masz robić? Odpowiedz Link Zgłoś
1962wolf Re: oj Janu 02.04.08, 10:06 bądźmy wyrozumiali. nie każde pytanie to prowokacja nie każda odpowiedx to żart a swoja drogą zadziwia mnie jak trudno niektórym osobom znaleźć właściwe odpowiedzi na dziwne pytania. wystarczy kliknąć w gogalch hasło "twarda miłość" i wyświetla się cała strona linków na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
jolantawierzbicka Re: oj Janu 02.04.08, 12:14 Potrafię wpisac pojęcie "twarda miłość" i znaleźć mnóstwo linków na ten temat. Ale ciekawi mnie, co Wy doświadczeni napiszecie. Jeżeli dziwi Cię moje pytanie, lub uważasz, że stratą czasu jest zadawanie tak głupiego pytania, skoro mnóstwo jest tego w necie, to po prostu mi nie odpisuj, ale nie oceniaj mnie i nie krytykuj. Odpowiedz Link Zgłoś
jolantawierzbicka Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:15 Wiem co robić i nie wiem za razem. Na razie wyprowadziłam się... Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:08 Tak naprawde pojecie tzw twardej milosci latwo wyjasnic- jest to po prostu zdrowa miosc, oparta na zdrowym rozsadku. Zdrowy rozsadek- w jego ramach miesci sie i to, zeby nie dawac na wodke, zeby nie splaca dlugow za kogos, zeby nie klamac itp. We frazie twarda milosc chodzi glownie o twardosc, a slowo milosc zostalo nie wiem po co doklejone, chyba glownie na uspokojenie sumienia. bo w istocie- czy pozwalanie mezowi na to, by przepijal pieniadze, bil dzieci czy omijal obowiazki mozna w jakikolwiek sposob zaliczyc do dzialan "milosnych" (bo Twarda milosc to w zalozeniu jakby przeciwstawienie miekkiej milosci, tylko czy naprawde, czy to raczej przeciwstawienie rozsadku glupocie?) To takie rozwazania akademickie- ale z pojeciem twardej milosci zwiazane jest wiele nadintrpretacji i niedomowien. Wiekszosc terapeutow chce, by w jej ramach takze dawac drugiej osobie ultimatum odnosnie chodzenia na mityngi AA, terapie, leczenia psychiatrycznego itp. To juz jest kuriozum, bo twarda milosc staje sie narzedziem do realizacji innych celow- czyli nawracania na jedyny sluszny system. Czasem chodzi nawet do spraw juz graniczacych z szalenstwem- gdy rodzina umieszcza kogos na sile w szpitalu psychiatrycznym, czyniac mu w glowie spustoszenie. Nie, nie mowie oprzypadkach realnego zagrozenia zycia albo realnej choroby psychicznej- mowie o takim "profilaktycznym" zamknieciu, ktore wiecej szkodzi niz pomaga. A przede wszystkim- pomaga umyc rece, poczuc sie wspanialym wybawicielem i to bez zadnych kosztow. Owszem, czasem rodziny robia to w desperacji, ale rownie czesto w amoku slepego podazania za wskazowkami wytrenowanych w AA terapeutow, czego przykladem znakomitym bylo np zamkniecie w psychiatryku takiej Britney Spears- gawiedz sie cieszy, bo gwiazda w psychiatryku, rodzina zadowolona, bo "kocha", a nikt nie zwraca uwagi, ze spears uderza w kolejne dno. Potem, gdy ktos taki wyjdzie ze szpitala psychiatrycznego- i nie daj Bog sie ogarnie- mozna sobie w jarasowym stylu zmanipulowac, ze "to szpital pomogl", choc to moze byc gowno prawda, bo ktos wylazl z gowna nie dlatego, ze wyladowal w psychiatryku, tylko mimo tego, ze wyladowal w psychiatryku. Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:17 Addi, jak zwykle masz rację. Tyle że niejeden pacjent woli do nieba niż na odwyk. A radzenie sobie z małżeńskimi problemami dotyczy każdego związku, nie tylko rodzin alkoholowych. Wmawianie osobom związanym z alkoholikiem, że jedynym doradcą może być tzw. fachowiec, sam często pozbawiony normalnej rodziny, ze zdemoralizowanym potomstwem, to poważne nadużycie. Janu. Gdyby twoja kobieta skorzystała z podpowiedzi fachowca, pewnie niejeden już ogarek płakałby na ostatnich metrach należnych szacownym nieboszczykom. Bo dla kogo miałbyś wytrzeźwieć? Jasne, dla siebie... heh:) Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:38 czym rozni sie dobry rodzic od zlego? dobry patrzy na potrzeby dziecka, a zly na swoje. tak samo jest z terapeutami i pomagierami. Taki Jaras czy August pomagaja sobie, patrza na swoje potrzeby, przymuszaja do skorzystania ze swojej pomocy- bo maja w tym interes, bo moga potem krzyczec "ja pomagam a ty nie". Maja w dupie to, czego chce pacjent- liczy sie to, czego chce lekarz. tak samo terapeuta- ktory chce sie dowartosciowac albo poprawic statystki o 0.5 procenta- operaca sie udala choc pacjent umarl. Tak samo w twardej milosci- powinna ona byc srodkiem do celu a nie slepo realizowanym zaleceniem. A nie- lepiej, zeby alkoholik umarl, ale przynajmniej te ostatnie jego dni przezyje godnie, czyli jako przedmiot twardej milosci, hehe. Najciekawsze jest to, ze w sprawie tej twardej milosci sa dwa obozy- jedni mowia "zdrowy rozsadek" a drudzy slinia sie i egzaltuja miloscia, a potem jak taki domowy tyran przejdzie na ich strone i stanie sie nawroconym aowcem, to doradzaja mu, by zostawil zone jak mu przeszkadza trzezwiec, obluda na calego. czyli jak zona przetrzyma wyczyny pijaka, to ma zaplacic za to kare. Zona sobie sama bicz na dupe kreci, bo jak zastosuje twarda milosc terapeutow to maz albo zdechnie albo zwariuje jak august, trzeciej drogi nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
zyg_zyg_zyg Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:49 A co to jest "twarda miłość terapeutów"? Czy oprócz terapii dla alkoholików byłeś również na jakiejś dotyczącej współuzależnienia? Czy znasz może wszystkie programy terapii dla współuzależnionych? Czy zwyczajnie, ot tak sobie, przykładasz jedną miarkę do wszystkich terapii na świecie - pies trącał, czego dotyczących - i na wszystkie patrzysz przez pryzmat tej swojej, jednej, nieudanej? I na podstawie tej jednej jedynej formułujesz wnioski o wszystkich? Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 11:53 zyg_zyg_zyg napisała: > A co to jest "twarda miłość terapeutów"? Czy oprócz terapii dla > alkoholików byłeś również na jakiejś dotyczącej współuzależnienia? > Czy znasz może wszystkie programy terapii dla współuzależnionych? > > Czy zwyczajnie, ot tak sobie, przykładasz jedną miarkę do wszystkich > terapii na świecie - pies trącał, czego dotyczących - i na wszystkie > patrzysz przez pryzmat tej swojej, jednej, nieudanej? I na podstawie > tej jednej jedynej formułujesz wnioski o wszystkich? nie, pisze n apodstawie obserwacji, wywiadow z roznymi ludzmi, lektiry itp. wnioski calosciowe- a nie indywidualne doswiadczenia. Nie przykladam jednej miarki do wszystkich terapii, to pobzne zyczenie Aowcow, zebym tak myslal- bo jak czytalem- to sa rozne podejscia do leczenia alkoholizmu, wspoluzaleznienia itp- choc oczywiscie model Aowski dominuje- ale moge powiedziec, ze nawet w jego ramach dopuszczam istnienie lepszych i gorszych. Problem jest w tym, ze zwolennicy modelu aowskiego w duzej czesci wymagaja slepego i wiernopoddanczego stosunku do tych metod, czyli w domysle uwazaja go za idealny i wszechstronny- co jest glupota. Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:05 beka.smiechu-w.sali.obok napisała: bo jak czytalem- to sa rozne > podejscia do leczenia alkoholizmu, wspoluzaleznienia itp > Problem jest w tym, ze zwolennicy modelu aowskiego w duzej czesci > wymagaja slepego i wiernopoddanczego stosunku do tych metod, czyli w > domysle uwazaja go za idealny i wszechstronny- co jest glupota. Napisz w koncu jaki ty znalazles sposob na wyjscie z nalogu? Bez pomocy AA oczywiscie. Jak to u ciebie dziala? Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:21 Nie znasz historii addiego, ale w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że przestał pić sam, a potem, zachęcony wypowiedziami z tegoż forum, podjął terapię w bardzo podobno dobrym ośrodku, z hiperfachurami, w wyniku czego został heretykiem i porzucił abstynencję. Czym udowodnił, że straszenie go rychłym, niemal natychmiastowym zgonem, jeśli łyknie procenta, się nie sprawdza. Ja tam wolę nie pić i do tego niepotrzebna mi terapia. Jedno jest oczywiste: jeśli kobieta czuje swoje osamotnienie, wyobcowanie itd., jest bezradna i wierzy w leczenie alkoholizmu oraz koalkoholizmu, niech zasuwa do terapeuty, do al-anon. Na co tu czekać? może akurat ona tego potrzebuje. Musi wybierać. Po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:38 dla pytajacej mam taka rade: wyboraz sobie, ze to wszystko, co dzieje sie w Twoim zyciu- dotyczy kogos innego, np twojej siostry i szwagra- pomysl co wtedy bys doradzila, co o tym sadzila w ogole. To taka pomocnicza metoda na wyjscie z zakletego kregu swoistego szantazu- to moj maz i cos tam. Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:30 nikolinaa napisała: > beka.smiechu-w.sali.obok napisała: > bo jak czytalem- to sa rozne > > podejscia do leczenia alkoholizmu, wspoluzaleznienia itp > > > Problem jest w tym, ze zwolennicy modelu aowskiego w duzej czesci > > wymagaja slepego i wiernopoddanczego stosunku do tych metod, czyli > w > > domysle uwazaja go za idealny i wszechstronny- co jest glupota. > > Napisz w koncu jaki ty znalazles sposob na wyjscie z nalogu? Bez > pomocy AA oczywiscie. Jak to u ciebie dziala? Co to znaczy "wyjscie z nalogu"? Dlaczego Aowcom wolno byc ciezko chorymi do konca zycia, a ja musze od razu wyjsc z nalogu? tak jak u Aowcow- jest to u mnie proces. Roznymi sciezkami idzie- raz lepiej raz gorzej, tak to dziala- na pewno czuje sie lepiej niz z terapia- wtedy to byl jak jakis amok, jakby ktos mnie zwiazal stalowymi linami i wrzucil do studni, czekalem tylkoi na deszcz, a teraz- wyszedlem na powietrze. Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa di beki 02.04.08, 14:03 Widzisz, lapiesz mnie za slowka. Od razu czepiasz sie AA. Piszac "wyjscie z nalogu" (moze powinno byc wychodzenie z nalogu) mialam na mysli wlasnie ten proces, gdzie czlek uswiadamia sobie jasno szkodliwosc nalogu, i co dalej? Ja to tylko moge porownac to do palenia. Tez mi trudno rzucic. Ale czy naprawede chce? Zdaje sobie sprawe ze wszystkich szkodliwych konsekwencji, a jenak- pale.Choc palenia nie mozna przyrownywac do chlania. I troche rozumiem, ze przestac pic jest cholernie trudno. Staram sie zrozumiec meza, ze nie jest mu latwo, mimo ze probowal wiele razy, na rozne sposoby, to z jednakowym skutkiem. Ja sie pomalu odzegnuje od pomagania mu. Ciagle porownujesz swoja nowa droge do AA. Ja nie chcialam porownan. Pytalam Cie o konkrety. Wyjsc z nalogu to dla mnie uswiadomic sobie problem a potem zmobilizowac sie do dzialania i nie pic/palic/cpac/grac, itp. Jak ty sie mobilizujesz? To co piszecie o AA, te szczegoly nie sa mi znane z autopsji. Po prostu tak sie utarlo w spoleczenstwie. Jak jak alkoholik -to do AA. Wielu ludziom to pomoglo, nie mozesz zaprzeczyc. Ale ja wychodze z zalozenia, ze kazdy jest inny i nie dla kazdego to samo jest dobre. Tak samo i z alkoholikami. Nie wszyscy odnalezli w AA to czego szukali... > tak jak u Aowcow- jest to u mnie proces. Roznymi sciezkami idzie- > raz lepiej raz gorzej, Czy raz gorzej oznacza zapicie? Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: di beki 03.04.08, 01:53 nikolinaa napisała: > Widzisz, lapiesz mnie za slowka. Od razu czepiasz sie AA. > Piszac "wyjscie z nalogu" (moze powinno byc wychodzenie z nalogu) > mialam na mysli wlasnie ten proces, gdzie czlek uswiadamia sobie > jasno szkodliwosc nalogu, i co dalej? (...) > Ciagle porownujesz swoja nowa droge do AA. Ja nie chcialam porownan. > Pytalam Cie o konkrety. Wyjsc z nalogu to dla mnie uswiadomic sobie > problem a potem zmobilizowac sie do dzialania i nie > pic/palic/cpac/grac, itp. Jak ty sie mobilizujesz? > . >> > > > > Czy raz gorzej oznacza zapicie? Widzisz, to, ze nie razlizuje schematu Aowskiego- czyli postulatu calkowitej dozywotniej abstynencji- nie oznacza od razu, ze jestem po drugiej stronie skali i hulam bezmyslnie na calego. To jest wlasnie dziwna robota AA i terapii- ustawiac tak to wszystko, ze albo-albo. A ja uwazam- i staram sie to robic- ze mozna czynic nawet mniejsze kroki, ale je czynic. Pytasz o konkrety- sluze konkretami. Nie uwazam faktu spozycia alkoholu za porazke. Natomiast fakt upicia sie uwazam za pewne przystaniecie w mijescu- nie za dramat, ale za postoj. Dalej- staram sie uwazac, by nie pic "na smutki", by nie regulowac uczuc alkoholem, szczegolnie tych ciezszych- nie uciekac przed depresja, lekiem czy bezradnoscia w codziennych zyciach w stan upojenia. Jakos mi sie udaje, poki co- a jak mi sie czasem nie uda, to staram sie wyciagac wnioski i wiem, ze cos poszlo nie tak. Staram sie nie popadac w stare schematy- nie planowac specjalnie picia- nie napalac sie na picie, nie ustawiac pod tym katem planu tygodnia- choc z tym bywa roznie- bo gdy wiem, ze danego dnia wypije raczej wiecej, to oczywiscie musze ograniczyc pewne plany na dzien nastepny- ale starm sie tez zarazem, zeby priorytetem byl dzien nastepny a nie picie- czyli ze jak pracuje, mam jakis wyjazd, zakupy, wycieczke- to po prostu dzien wczesniej nie pije. Staram sie pracowac nad soba, by nie bylo nawet samych pretekstow do picia- tak to nazwijmy. Czyli staram sie znajdowac radosc w roznych dziedzinach zycia. Czy to bedzie zakup plyty, czy wycieczka za miasto- cokolwiek, co mnie odwroci od schizowania sie i rozmyslan. Poza tym nie schizuje sie juz perspektywa tragicznego zapicia, nie boje sie tego tak jak po terapii. Mysle, ze dzieki temu moja "regulacja" nalogu jest dojrzalsza- bo nie oparta na czystym strachu a na uczuciach wyzszych- pewnych oczekiwaniach, celach. Mobilizuje sie nawet tak, ze staram sie znajdowac plusy w trudnosciach. Oczywiscie- sklamalbym, gdybym powiedzial, ze z automatu jak czeka mnie trudnosc to sie ciesze jak dzieciak. Naturalnie- podswiadomosc czy tez nawyk podpowiada mi schematy ucieczkowe- zrezygnuj, idz na latwizne, przeczekaj- bo inne zachowanie budzi lek. Ale probuje myslec tak- ten lek to tez jakas lekcja, kazda codzienna porazka moze byc sukcesem- liczy sie to, by wygrac wojne, a nie kazda bitwe. I to sa konkrety. Oczywiscie, bycie w abstynencji ma pewne plusy, ktore zauwazam. Poczawszy od tego, ze nikt nie namawia, ze nie uwzglednai sie w ogole w planach pewnych zachowan- po praktyczne korzysci typu brak kaca czy oszczednosc pieniedzy. Ale dla mnie- podkreslam dla mnie osobiscie- ma wiecej minusow, zwiazanych w duej mierze ze sprawami ambicjonalnymi oraz ze zwyczajnym lekiem przed drastyczna zmiana- a takze kilka pomniejszych rzeczy. Tak czy owak- to, ze nie jestem abstynentem i nie przestrzegam regul AA ( choc niektore przeciez przestrzegam) nie znaczy, ze nic nie robie. A ze nie wystarczajaco? Robie tyle, ile na dzis potrafie. Moglbym sie zmusic do wiecej- co te przeciez robilem- ale bylo to nieautentyczne, wbrew sobie- co w efekcie przynioslo wiecej szkod niz pozytku. Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: di beki 03.04.08, 12:10 beka.smiechu-w.sali.obok napisała: > Tak czy owak- to, ze nie jestem abstynentem i nie przestrzegam regul AA ( choc niektore przeciez przestrzegam) nie znaczy, ze nic nie robie. _____________________________________________. Czesciowe przestrzeganie Programu AA, to zadne przestrzeganie. Jego nie mozna realizowac wyrykowo...! A... Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa Re: di beki 03.04.08, 12:53 Dzieki Beka. Dales mi troche do myslenia . Rozumiem, ze nie uznajesz swojej slabosci wobec alkoholu i probujesz kontrolowanego picia. To jest ta urazona ambicja...Troche cie rozumiem, kiedy przyrownam to do mojego palenia. Kiedys probowalam robic to tez "kontrolowanie". Tzn dla "przyjemnosci", a nie z koniecznosci. Np. ze znajomymi przy kawie na plotach, albo wieczorkiem jednego dla relaksu, gdy dzieci juz spaly i mialam spokoj. Nie palic w chwili zdenerwowania, itd. Przez jakies 10 dni sie udawalo. Albo rzuclam niby calkowicie, ale gdy ktos przy mnie palil, chcialm chociaz tego "bucha" wziac, ze niby tak od razu nie mozna, albo sprawdzic czy bedzie mi sie chcialo...Przy pierwszej ciazy nie palilam ok roku. Wtedy nie powinnam siegac juz po papierosa...Ale siegnelam. I "poplynelam" Dzis wiem ze jestem po prostu uzalezniona;To mnie tez wkurza, ze nie decyduje kiedy, w jakich okolicznosciach moge sobie zapalic. Rzadzi mna paczka fajek, i ta paczka wie doskonale, ze jesli zostala kupiona dzis rano, to starczy co najwyzej do porannej kawy dnia nastepnego, potem trzeba gnac po nastepna. Mi nic na dluzsza mete nie pomoglo nad tym zapanowac.. Pale dalej. Jestem pod pantoflem papierocha... A czy ty nie uwazasz, ze jednak Twoje zycie kreci sie za bardzo wokol alkoholu? Regulacja nalogu... Wiesz, chyba nikomu to sie jeszcze nie udalo.... Ja osobiscie nie znam nikogo takiego. Moge Ci jedynie napisac, z perspektywy osoby mieszkajacej w jednym domu z osoba z nalogiem alkoholowym, ze gdyby moj maz probowal czegos takiego jak Ty, to byloby dla mnie nie do przyjecia.Wyobrazam sobie np., ze dzis wieczorem idziemy na impreze z alkoholem i moj maz bedzie tam pil. I moje mysli; kurcze nachla sie, zrobi lipe przy ludziach, czy bedzie fajnie? Czy to dzis zaczyna sie ciag? Nie wytrzymalabym tego. Dlatego moim warunkiem abysmy byli razem, jest wylacznie jego abstynencja. Ale Ty chyba nie masz zony,dziewczyny (chlopaka), nie wiem jak wyglada sprawa z rodzicami czy ewentualnym rodzenstwem, wiec nikogo z otoczenia nie krzywdzisz bezposrednio. Jedynie siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: di beki 03.04.08, 13:28 widzisz, rozumiem Twoja postawe. Odnosisz do palenia i poplyniecia- chociaz w moim przypadku nie jest tak do konca, poki co jakos udaje mi sie nie upic sie kiedy nie moge lub nie chce- ale oczywiscie, gdy sie tak dzieje lub zacznie dziac w moim przypadku- bedzie to na pewno lekcja. Czy moje zycie kreci sie wokol alkoholu w zbyt duzym stopniu? Tak, owszem. Tylko, ze ja nie mam specjalnie wyboru. Ono tak czy owak bedzie sie wokol niego krecilo- a teraz mysle kreci sie jednak mniej niz np zycie Jarasa czy Augusta. Zycie moze sie krecic wokol alkoholu, bez wzgledu na to, czy sie pije czy nie. I nie wiem szczerze mowiac, czy gdy mialo sie epizody picia da sie to odwrocic. Mam nadzieje, ze tak. W kazdym razie- ja mam wrazenie, ze moje zycie kreci sie mniej wokol alkoholu teraz niz po terapii. A jesli bede mial zone/ dziewczyne i ona bedzie chciala, bym nie pil wcale- to mysle- da sie to zrobic. Rodzice czy siostra wiedza, jakie sa moje wybory. Moze woleliby, zebym nie pil- chociaz do konca nie wiem, mysle, ze bardziej chodzi im o to, bym ogolnie byl zadowolony z zycia- liczy sie cel a nie srodki. Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: di beki 03.04.08, 14:09 beka.smiechu-w.sali.obok napisała: > ... w moim przypadku nie jest tak do konca... ______________________________________________. Czy masz u siebie jakas rzecz, ktora jest do konca...!? A... Odpowiedz Link Zgłoś
arielka49 Re: di beki 03.04.08, 20:46 Beka : > A jesli bede mial zone/ dziewczyne i ona bedzie chciala, bym nie pil > wcale- to mysle- da sie to zrobic. Daj cynka , kiedy ją już znajdziesz. :-) Podpowiem jej , by Ci taki warunek postawiła : ,,albo ja - albo wódeczka , mój miły ,,. Dla Twojego dobra , Addi .. jej podpowiem. *********************************************** Takie jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram. Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:01 Wy macie jakiegos pier.....a na punkcie tego AA i terapeutow, psychologow wogole. Kobieta pyta jak ma postepowac z mezem,bo moze w realu nie ma takiej mozliwosci, a wy jej piszecie pokilkaj sobie w google, byle nie tu, bo to na tym forum nie ma miejsca na porady i wyrazanie swojego zdania. Mozesz tu bywac tylko jesli chcesz brac udzial w walce gangow. Tylko jesli opowiesz sie za ktoras ze stron. beka.smiechu-w.sali.obok napisała: Wiekszosc > terapeutow chce, by w jej ramach takze dawac drugiej osobie > ultimatum odnosnie chodzenia na mityngi AA, terapie, leczenia > psychiatrycznego itp. > To juz jest kuriozum, bo twarda milosc staje sie narzedziem do > realizacji innych celow- czyli nawracania na jedyny sluszny system. > Wlasnie. Maz na pewno jest swiadomy istnienia grup AA. I jezeli uzna ze mu sa potrzebne, to na pewno znajdzie droge. Do tej pory sam sobie chyba nie poradzil, wiec moze nie bylby to zly pomysl. No chyba ze przechla jeszcze ze 20 lat,jak niektorzy tu, zacznal sie klopoty ze zdrowim itd, to wtedy sam dojdzie do odkrywczego wniosku, po co mu to bylo? I bedzie sie chwalil, ze "sam sobie poradzil". A ty jako wierna zona ktora przetrzyma to, te 20 lat meki wspierajac i podnoszac na duchu meza w jego upadkach, bedziesz na starosc...no wlasnie. W koncu szczesliwa, czy bedziesz miala poczucie, ze przegralas zycie? Eska A radzenie sobie z małżeńskimi problemami dotyczy każdego związku, nie tylko rodzin alkoholowych. Wmawianie osobom związanym z alkoholikiem, że jedynym doradcą może być tzw. fachowiec, sam często pozbawiony normalnej rodziny, ze zdemoralizowanym potomstwem, to poważne nadużycie. Malzenskie problemy, to takie, ktore powstaja w trakcie trwania zwiazku. Moj maz byl juz uzalezniony, gdy go poznalam, wiec nie traktuje jego alkoholizmu jako problemu malzenskiego. Tobie Jolu tez nie radze, bo wtedy musialabys takze w sobie poszukac powodow, dlaczego on zaczal pic. Nie "sluchaj" co ci radza tacy alkoholicy, ktorzy opamietali sie na stare lata...Jeli sama nie jestes w stanie sobie pomoc, to idz do psychologa w poradni AA. Oczywiscie nie nalezy traktowac psychologow jak bogow wszystkowiedzacych, ale udziela Ci oni wskazowek, jak dalej zyc z tym wszystkim. Odpowiedz Link Zgłoś
jolantawierzbicka Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:23 Faktycznie na tym forum trwa jakaś wojna gangów, jedna grupa przeciw drugiej, powoli to dostrzegam, ale jeszcze się w tym nie połapałam... Ja mam 28 lat, kilkumiesięczne dziecko i życie przed sobą, z mężem, lub bez niego. Staram się mu pomóc, ale nie chce zaszkodzić. Jeśli się teraz nie ogarnie, to nie ogarnie się już nigdy. Stracił prace, powoli traci rodzinę... Dla mnie najważniejsze jest żeby dziecko za parenaście lat nie było DDA. A ja nieustannie pogłębiam swoją wiedzę. Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 12:48 Dobrze , ze sie wyprowadzilas. Bedziesz miala dystans. bo siedzac w domu i wysluchiwajac pijackiego belkotu dasz sie wmanewrowac w paranoje. Ja tez sie kiedys wyprowadzilam, na poczatku, do rodzicow. Ale wrocilam do niego. Bylam mloda, w ciazy i rodzice niby starali sie jakos z tym pogodzic, ale gdy tylko dochodzilo do jakiegos spiecia, czy powazniejszej rozmowy, wygarniali mi wszystko, to bylo jak z deszczu pod rynne. Wiec wrocilam do meza, ktory zbajerowal mnie podjeciem terapii ktorej nie przeprowadzil do konca. Teraz sobie mysle, ze gdybym to przetrzymala, to mieszkanie z rodzicami, to zle by sie teraz nie zylo...Wiec moge Ci poradzic, zebys nie podejmowala pochopnie decyzji o powrocie. bo jak mu raz pokazesz, ze jestes miekka, to on bedzie na tyn caly czas zerowal. Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 13:43 Nikolinaa, Twoje dojrzale wypowiedzi bardzo mi sie podobaja i wiem, ze ta droga, o ktorej Ty piszesz jest ta wlasciwa droga... - Nie ma innej lepszej, jezeli chce sie byc trzezwy, zdrowy, wolny, szczesliwy ...! Szkoda tylko, ze wspoluzaleznieni chca (lub musza) korzystac tylko z tego Forum, na ktorym zachwiana zostaje im i tak dostatecznie juz zachwiana (chora) rownowaga i pewnosc siebie... - W realu spotkaliby sie tylko z takimi wypowiedziami, jak te Twoje tutaj...! ;-)) Nie wiem Nikolinoo, czy wiesz, ale te wypowiedzi w realu maja o wiele, wiele wieksza moc i energie, aby przetrwac do nastepnego spotkania...! Tam czuje sie to cieplo, milosc, zyczliwosc wypowiedzi i jedno sumienie Grupy, z ktorych osoba wspoluzalezniona jak na dloni odczytac moze ten przekaz, jaki emanuje w jej strone, ze jednak mozna, ze dalismy rade, ze nie bedziesz sam(a), etc... (ja te roznice spotkan w swiecie wirtualnym i w realu, porownuje zawsze z seksem w swiecie wirtualnym i w realu...!). A... ;-)) Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 13:46 wystarczy poczytac augusta i od razu wiadomo, jaka "miloscia" tam bombarduja. Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa Re: Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 14:50 Auguscie, dzieki za twoje slowa, ale przede mna jeszcze daleka droga ale ode mnie zalezy jak dlugo bedzie sie ona ciagnac... Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: Do Nikoliny...! ;-)) 02.04.08, 15:10 nikolinaa napisała: > Auguscie, dzieki za twoje slowa, ale przede mna jeszcze daleka droga ale ode mnie zalezy jak dlugo bedzie sie ona ciagnac... __________________________________________. Jezeli myslisz o tej samej drodze co i ja, to niech ona trwa bez konca...! ;-)) A te kamienie na jej poczatku, niech Cie nie zrazaja... - Zobaczysz, ze warto...! - Samo sie wszystko ulozy, jak po masle...! ;-)) A... Odpowiedz Link Zgłoś
zyg_zyg_zyg Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:52 Jolu, moje uzależnienie "rozkwitło" już po opuszczeniu domu rodzinnego i zanim sama się z kimś związałam. Nikt wobec mnie nie stosował "twardej miłości" (może oprócz pierwszej terapeutki, na którą się natknęłam, ale ona była raczej tylko twarda, niż miłująca czy nawet serdeczna, więc sie szybko pożegnałyśmy). Nie żyłam też nigdy z czynnym alkoholikiem. To, co piszę, to moje przekonania a nie doswiadczenia. Generalnie chodzi o to, żeby nie ponosić za alkoholika konsekwencji jego picia, nie ułatwiać mu go. Żeby traktować jego problem jak jego problem - nie kryć go, nie usprawiedliwiać przed innymi, nazywać rzeczy po imieniu. Za mała jestem, żeby wiedzieć, co powinnaś zrobić w sytuacji, kiedy Twojego męża wywalili z roboty. I rację ma Nikolinaa "wysyłając" Cię do ośrodka. Słyszałam parę opowieści o żonach alkoholików i o momentach, kiedy powiedziały "dość". Narzygałeś na podłogę w kuchni - posprzątasz, jak staniesz na nogi. Nawaliłeś się poprzedniej nocy i nie masz siły zwlec się z wyra do pracy - tym razem nie zadzwonię do szefa i nie powiem, żeś chory, nie wyżebrzę znów od znajomej lekarki lewego zwolnienia. Zaprosiliśmy teściów na proszony obiad, a ty leżysz jak wieprz, bo niespodziewana wizyta kolegi i musieliście sobie walnąć malucha, na którym sie nie skończyło - nie odwołam obiadu, niech teściowie cię zobaczą. Nie powiem, że mąż chory, tylko że mąż nawalony albo na kacu. Leżysz pijany pod blokiem na ławce - kołderki nie przyniosę, do domu nie zaciągnę. Nie będę wstydzić sie przed sąsiadami, bo to nie ja mam się czego wstydzić. Te przykłady są trochę powierzchowne, ale może coś obrazują. A dlaczego "twarda miłość", a nie po prostu "twardość"? Jeżeli będzie we mnie złość, nienawiść, mściwość i chęć ukarania, albo po prostu obojętność, to pewnie będzie tylko "twardość". Żeby była "twarda miłość", musi być też po prostu miłość. Kocham cię i dlatego pozwolę ci cierpieć. Wiem, że usuwanie ci alkoholowych kłód spod nóg przynosiło i będzie przynosić szkodę, więc dlatego nie będę ich usuwać. Mimo, że nie jest mi obojętnie twoje cierpienie i mimo, że być może łatwiejsze i wygodniejsze dla mnie samej byłoby ich usunięcie. W tym wszystkim musi być też miłość i troska ode mnie dla mnie. Nie zapominam o sobie. Ja nie wiem, co to jest konsekwencja w postepowaniu z alkoholikiem, ale trochę wiem, co to jest konsekwencja w postepowaniu z dzieckiem. To dla mnie chyba podobne rzeczy. Jeśli kochasz dziecko, to nie będziesz mu pozwalała tylko na przyjemności. Zabierzesz je do dentysty mimo, że borowanie jest strrraszne i że dziecko cierpi. Jeśli umówiliście się, że godzinę będzie grało na komputerze, to nie pozwolisz mu siedzieć trzech. Jeśli umówiliscie się, że bajka bedzie po sprzątnięciu pokoju, to niesprzątnięty pokój = brak bajki. I to nie dlatego, że jesteś silniejsza, masz władzę i smarkacz ma robić to, co każesz. Tylko dlatego, że kochanie to również stawianie wymagań i ich egzekwowanie. Dziecko, za które podejmiesz wszystkie dziecięce wyzwania, któremu bedziesz usuwać z drogi wszelkie trudności, pewnie zostanie niezaradnym mięczakiem. Alkoholik, za którego bedziesz ponosić konsekwencje jego własnych zachowań, najpewniej będzie pił dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
martynita Re: Twarda miłość??? 03.04.08, 09:27 I chwała Ci za to!!! Twarda miłość to właśnie brak pomocy uzależnionemu, co paradoksalnie może być największą pomocą! Mój ojciec właśnie tak przestał pić, musiał się stoczyć na samiutkie dno. Dopiero wtedy miał szansę z niej skorzystać. Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: Twarda miłość??? 03.04.08, 12:03 martynita napisała: > I chwała Ci za to!!! Twarda miłość to właśnie brak pomocy > uzależnionemu, co paradoksalnie może być największą pomocą! Mój > ojciec właśnie tak przestał pić, musiał się stoczyć na samiutkie > dno. Dopiero wtedy miał szansę z niej skorzystać. __________________________________________________. Swiete slowa Martynita...! - Ja tez w podobny sposob przestalem pic..! A... Odpowiedz Link Zgłoś
beka.smiechu-w.sali.obok Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:25 Do Nikoli: odnosnie terapeutow wspomnialem nie z okazji "pie..a", tylko z okazji rady na wpisanie w gugle twarda milosc- gdzie zaraz wyskocza poezje nawiedzonych bylych alkoholikow instruktorow terapii z radami typu " postaw mu ultimamtu- albo terapia i mityngi albo rozwod". a co, nie jest tak? Mam znalezc? sugerowanie, ze bedzie pil 20 at jak nie trafi do AA tez jest nieco dziwne- czysta spekulacja. a przedw szystkim- odwracanie uwagi od problemu- czyli jak postepowac z pijacym mezem? wychodzi na to, ze tu nie trzeba zadnych rad- jedyna wystarczylaby automatyczna odpowiedz "idz do Alanon". Odpowiedz Link Zgłoś
zyg_zyg_zyg Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 13:53 > a co, nie jest tak? Mam znalezc? znajdź. Odpowiedz Link Zgłoś
1962wolf Re: jolu wierzbicka 02.04.08, 14:05 ani Cię nie oceniałem,ani nie krytykowałem skąd u Ciebie taki pomysł? wyraziłem swoje zdanie- i pewnego rodzaju zdziwienie. przecież nie pierwszy raz zadajesz tu pytania,więc chyba widzisz,że jest tu więcej byłych,aktualnych,przyszłych pijaków niż ich partnerek/rów. stąd moja sugestia na temat googoli w tych wszystkich linkach wypowiadają się /przewaznie kobiety/ na temat Twojego pytania. i tyle ja ze swoje strony mogę jedynie dodać,że moja osobista zona w przeciwieństwie do zon cudzych stosowała wobec mnie miłość o ogranicznym działaniu. czyli poprostu-gdy znikałem na parę tygodni z domu----nie szukała mnie ,czasami tylko dzieci pisały mi sms-których i tak nie czytałem ze wstydu..............a jedyne miejsce w jakim się mnie spodziewała mnie mpoja żona zastać to kostnica , lub areszt śledczy. oczywiście tak było po wielu latach naszego współnego życia. na początku też mnie nigdy nie szukała, nie pytała o przyczyny, nazwiska kolegów od flaszki, pasek od wypłaty itd itd tylko płakała po cichu i wiesz co?................widok tych łeż najbardziej mi utkwił w pamięci, mimo wszystko nie potrafiłem się od niego uwolnić ale sporo lat upłynęło, nim naprawde zechciałem nie pić. trudno to wyjasnić jednak napisze coś takiego: jedynym warunkiem tak zwanej twardej miłości jest: własnie miłość..........bez niej cała twardość jest warta tyle co flaszka na mecie. Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 14:41 beka.smiechu-w.sali.obok napisała: > Do Nikoli: > odnosnie terapeutow wspomnialem nie z okazji "pie..a", tylko z > okazji rady na wpisanie w gugle twarda milosc- gdzie zaraz wyskocza > poezje nawiedzonych bylych alkoholikow instruktorow terapii z radami > typu " postaw mu ultimamtu- albo terapia i mityngi albo rozwod". > a co, nie jest tak? Mam znalezc? Moze i tak jest.Ale nie wszedzie. Ja do tego akurat nie moge sie podstosowac, bo: Na mityng poszedl by napewno, ale dopiero teraz dzieki Augustowi znalazlam polska grupe. Ale co z tego, skoro on pracuje setki km stad? Nie ma szans uczestniczyc regularnie. Nie mowiac juz o psychologach, ktorzy pracuja tylko w dni powszednie, do 16. Czy wobec tego sprawiedliwym byloby sie rozwiesc? Znowu rozwiesc sie, a moje dlugi? Kto je splaci? Nie moge zaczac samodzielnego zycia bez pracy. Nie moge isc do pracy bo mam male dzieci. Zdecydowalam sie zapisac moja malutka coreczke do zlobka.I bardzo to przezywam. Ale chcialabym zyskac troche swobody dzialania.. Przykro mi ze nie moge liczyc na meza. Marzylam o pojsciu do szkoly, ale to pozostanie tylko marzeniem. 3 lata nauki i moglam byc fajna prace, a tak pozostanie mi pucowanie niemieckich kiblow. Takze akurat to nie jest takie proste. Ale tam daja tez inne rady. Moja terapeutka z Polski mowila mi ze to ja mam decydowac, czy z nim bede czy nie. Kazda decyzja bedzie dobra, bo to bedzie moja decyzja. Mowila mi, ze mam zajac sie soba. Wtedy bylo jeszcze na to za wczesnie i nie bralam jej slow do siebie, ale teraz, widze ze miala racje. Zwracala mi uwage na rozne rzeczy, np ze ciagle powtarzam nie wiem ,nie wiem. Bo nie wiedzialam ,bylam i jestem w tym strasznie zagubiona. Terapeuta, psycholog tez czlowiek, jedni sa lepsi inni gorsi. > sugerowanie, ze bedzie pil 20 at jak nie trafi do AA tez jest nieco > dziwne- czysta spekulacja Nie o to mi chodzilo, ale z AA czy tez z pomoca samego psychologa na pewno ma wieksze szanse. > wychodzi na to, ze tu nie trzeba zadnych rad- jedyna wystarczylaby > automatyczna odpowiedz "idz do Alanon". Chyba tak, hehe. Ale zawsze warto poznac kilka opinii na jeden temat. To tak jak kupowanie w internecie. Czytasz opinie i widzisz ze dla kogos produkt jest super zaje..ty, a dla innego do niczego. Odpowiedz Link Zgłoś
1962wolf Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 14:49 "nikol napisała": ".ale z AA czy tez z pomoca samego psychologa na pewno ma wieksze szanse. ." to oczywiście prawda nikol i nikt przy zdrowych zmysłach temu nie przeczy. lecz trzeba pamietac o jednym--------------zadekretowane bywanie w AA, na terapii ,bez chęci własnej pijaka, bez jego strachu, uczuć do rodziny /jesli je jeszcze posiada/ itd itd..........to strata czasu. nikt z niechcących nie pić..............nie pomoże sobie przy pomocy czegokolwiek o ile pić będzie chciał nadal. oczywiście na poziomie świadomym. bo to co podpowiada chemia uzaleznienia to już zupełnie inna bajka. Odpowiedz Link Zgłoś
nikolinaa Re: Twarda miłość??? 02.04.08, 15:04 1962wolf napisał: zadekretowane > bywanie w AA, na terapii ,bez chęci własnej pijaka, bez > jego strachu, uczuć do rodziny /jesli je jeszcze posiada/ itd > itd..........to strata czasu. nikt z niechcących nie pić..............nie pomoże sobie przy > pomocy czegokolwiek o ile pić będzie chciał nadal. Zgadzam sie z toba. Dlatego pisalam Joli zeby zajela sie soba, a mezowi niech pozostawi wybor co do sposobu poradzenia sobie z nalogiem. Jezeli nie chce pic, poszuka pomocy. Niech tylko nie da sie omamic tak ja jak. Pojdzie na terapie, ona do niego wroci, a on po jakims czasie zdecyduje ze mu to niepotrzebne, albo cos innego wymysli i dalej to samo...To nie sa zarty...Wyprowadzila sie, dala mu do zrozumienia, ze nie jest on w stanie zapewnic jej i dziecku warunkow do zycia, nawet tych materialnych. Moze to jest akurat to co go ruszy. Ale tytul watku byl twarda milosc,wiec milosc, dlatego jesli kocha go, kocha dziecko i ma szacunek do siebie i swojego zdrowia psychicznego niech nie wraca za szybko... Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Eska, co Ty na to...!? 02.04.08, 15:14 nikolinaa napisała: > 1962wolf napisał: > zadekretowane bywanie w AA, na terapii ,bez chęci własnej pijaka, bez jego strachu, uczuć do rodziny /jesli je jeszcze posiada/ itd > > itd..........to strata czasu. > nikt z niechcących nie pić..............nie pomoże sobie przy > > pomocy czegokolwiek o ile pić będzie chciał nadal. - - - - - - - - - - - - - - > Zgadzam sie z toba. Dlatego pisalam Joli zeby zajela sie soba, a > mezowi niech pozostawi wybor co do sposobu poradzenia sobie z > nalogiem. ____________________________________________. Eska , co ty na to...!? - Niedawno jeszcze pisalas, ze to Forum minelo sie ze swoim celem...! To napewno byl twoj zart Prima Aprilisowy, co nie...!? ;-)) A... Odpowiedz Link Zgłoś
keyshia Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 10:51 Jola napisze Ci co ja zrobiłam. Moj facet stracił pracę i nadal pil i pił.Ja spakowałam manatki,wziełam synka i wyniosłam się.Jego zostawiłam samemu sobie,Jego wybór,Jego życie,jak chce to niech pije.Ja sie odcielam,mialam już poprostu dość.Chodzę na al- anon.Chłopak pił ciagami,narobił długów,melinę z domu zrobił,prosił mnie o pomoc,ale ode mnie jej nie otrzymał,co mu dało kolejny powód do picia.Aż w końcu zdecydował się na terapię.Sam.Ja się zajełam wtedy swoim życiem i dzieckiem.Nie mam już błędnego myślenia,że biedny alkoholik bo chory itd.Jak chce pic to niech pije i mi da spokój.Wiem,że ciężko to zrobić,ale warto.Myślałam,że nigdy się nie odważę,ale z czasem moje myślenie się bardzo zmieniło.Pozdrawiam i życzę dużo siły. Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 13:27 To czemu się o kudzu pytasz? <:3)~~ brrrum :) Odpowiedz Link Zgłoś
keyshia Re: Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 13:30 Z ciekawości. Wczoraj w aptece zobaczylam i chciałam poznać opinie innych osób,które są "w temacie". Osobiście uważam,że Kudzu to naciąganie osób,które myślą,że dzięki temu przestaną pić,ale chciałam poznać zdanie innych. Odpowiedz Link Zgłoś
jlj7 Re: Ja zrobiłam tak... 04.04.08, 17:02 A po jakim czasie wróciłaś?? czy wogóle wróciłaś?? Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: Ja zrobiłam tak... 05.04.08, 14:44 jlj7 napisała: > A po jakim czasie wróciłaś?? czy wogóle wróciłaś?? ___________________________________________________. Wiem. Pytanie jest do Keyshi, ale na to pytanie i ja moge odpowiedziec Tobie, gdyz mam swoje w tym doswiadczenie..! Odpowiedz Keyskhii, (bez wzgledu na to, jaka ona jest), bylaby tu tylko jej odpowiedzia, ktora dalej Tobie nic nie rozwiaze, a moze nawet bedzie Cie dreczyc...(!?). Zostaw to czasowi - Jlj7. - Po terapii oboje bedziecie innymi juz ludzmi, ktorzy albo sie beda dalej akceptowac, albo i nie... Wy (Ty i Twoj maz) sami zdecydujecie, czy zechcecie byc z soba dalej razem. (statystycznie najwiecej rozwodow jest po skutecznej terapii). A... Odpowiedz Link Zgłoś
jlj7 Re: Twarda miłość??? 04.04.08, 16:59 Dzięki wszystkim za odpowiedzi :) Maż zdecydował się na porządną terapię w trybie stacjonarnym, zobaczymy co z tego wyniknie. Odpowiedz Link Zgłoś