bylotakpieknie
02.09.08, 20:54
Oryginal23 napisał:
"Gdyby moja żona mi nie
ułatwiała pijackiego życia nie straciłbym tylu lat."
Jestem załamana. Bo ja właśnie chyba robię to samo.
Wiem, że powinnam go zostawić, wiele razy o tym czytałam, że tak
najlepiej dla mnie dla niego. Ja się samotności boję. Czekam, aż
wytrzeźwieje i żyjemy dalej, żyjemy dobrze, zgodnie, z planami z
marzeniami o dzieciach. Powiecie absurd...powiecie że głupia, że się
lecz, że zgotuj dzieciom marne życie.
Ja się boję zostać sama. Czy nie ma już wyjścia? On pije bo mnie nie
kocha, bo nie chce takiej żony...a potem znowu kocha i chce i
przeprasza? Mam wodę z mózgu. Wiem że dalszy scenariusz naszego
życia jest tylko czarny, ale ja już nikogo sobie nie znajdę, łzy
same się cisną do oczu, wiele dobrych lat za nami. Nie mam nawet
komu powiedzieć, że żyć mi się już nie chce, że nie chce bez niego,
mimo że tak mnie rani.
W piątek idę na spotkanie Al-anon, jest przy moim kościele, co mam
powiedzieć przepraszam przyszłam posiedzieć bo mój mąż właśnie pije?