Dodaj do ulubionych

przeczytalam wczesniej

02.09.08, 20:54
Oryginal23 napisał:
"Gdyby moja żona mi nie
ułatwiała pijackiego życia nie straciłbym tylu lat."
Jestem załamana. Bo ja właśnie chyba robię to samo.
Wiem, że powinnam go zostawić, wiele razy o tym czytałam, że tak
najlepiej dla mnie dla niego. Ja się samotności boję. Czekam, aż
wytrzeźwieje i żyjemy dalej, żyjemy dobrze, zgodnie, z planami z
marzeniami o dzieciach. Powiecie absurd...powiecie że głupia, że się
lecz, że zgotuj dzieciom marne życie.
Ja się boję zostać sama. Czy nie ma już wyjścia? On pije bo mnie nie
kocha, bo nie chce takiej żony...a potem znowu kocha i chce i
przeprasza? Mam wodę z mózgu. Wiem że dalszy scenariusz naszego
życia jest tylko czarny, ale ja już nikogo sobie nie znajdę, łzy
same się cisną do oczu, wiele dobrych lat za nami. Nie mam nawet
komu powiedzieć, że żyć mi się już nie chce, że nie chce bez niego,
mimo że tak mnie rani.
W piątek idę na spotkanie Al-anon, jest przy moim kościele, co mam
powiedzieć przepraszam przyszłam posiedzieć bo mój mąż właśnie pije?
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: przeczytalam wczesniej 02.09.08, 21:02
      www.alkoholizm.akcjasos.pl/d35.php
      • drak02 Re: przeczytalam wczesniej 02.09.08, 21:18
        To o czym piszesz jest bardzo przygnębiające. Tkwisz w jakimś zaklętym kole
        bezsilności i brniesz w coraz większe współuzależnienie zatracając w tym
        wszystkim siebie i swoje szczęście.
        Na taki spotkaniu nie musisz w ogóle nic mówić , wystarczy , ze sobie posiedzisz
        i posłuchasz co mówią inni. Zapewniam Cie , ze poczujesz sie później lepiej.
        Jest bardzo wiele kobiet które mają podobny problem- również tutaj na forum.
        Warto rozmawiać o tym co cię boli z innymi - to bardzo pomaga.
      • bylotakpieknie Re: przeczytalam wczesniej 02.09.08, 21:19
        Tak właśnie jest. On już wie, że jestem słaba, wyprowadziłam się ale
        wróciłam, groziłam ale się nie bał, krzyzałam a on spał.
        Dziękuję
        • bylotakpieknie Re: przeczytalam wczesniej 02.09.08, 21:30
          Jak On nie pije to tu nie zaglądam, wytrzymał 77 dni i upił się w
          rocznicę ślubu. Siedzę i wyję a jego zabrali teście do siebie, żeby
          popilnować.
          • drak02 Re: przeczytalam wczesniej 02.09.08, 21:52
            Ja wiem , że jest ci ciężko . Nie jest łatwo przestać mysleć o kimś kto jest ci
            bardzo bliski. Ale może tym razem warto coś zmienić.
            Może warto pomyśleć o sobie, nie o was , nie o nim tylko właśnie o sobie. Nie
            wiem skąd ta myśl ,ze będziesz sama, że jeżeli nie bedziesz właśnie z tym
            konkretnym mężczyzną to czeka cię samotność i ewentualnie stado kotów na stare
            lata:)
            Nie wiem czy potrafisz przez jakis czas przestac rozmyślac o mężu.
            Może warto zająć się sobą i swoimi potrzebami. Zamiast zadręczac się
            rozmyślaniem o tym jak sobie teście radzą w danej chwili z nawalonym mężem,
            pomyśl przez moment co chciałabyś zrobic dla siebie, co chciałabys zmienić w
            swoim życiu. Przecież masz jakieś swoje marzenia i potrzeby. MOże warto zacząc
            żyć dla siebie samej a nie dla męża.
            Moze warto zrobiś sobie pzrerwę we wspólnym życiu, trochę odpoczac od
            alkoholwych problemów. Jego picie jest przede wszystkim jego problemem , nie
            twoim, pozwól mu zajać się sobą . Twoim problemem jesteś dla siebie ty sama.
            Życie które przeżywasz nie jest twoim zyciem. Żyjesz jego problemami a w tym
            samym czasie twoje własne życie przecieka ci gdzies przez palce i bezpowrotnie
            ulatuje.
            • bylotakpieknie Re: przeczytalam wczesniej 02.09.08, 22:39
              Masz rację, ale to wszystko jest trudne dla mnie bardzo, trudne
              dlatego, że do tej pory nie pozwalałam otworzyć sobie oczu, dla
              niego wszystko. Żal tego życia co przez palce ucieka ale ja nas
              broniłam. I dostałam "w twarz". Muszę się otrząsnąć, dzisiaj miałam
              podły dzień i jestem sama.
    • moniczka72 Re: przeczytalam wczesniej 03.09.08, 08:01
      Witaj bylotakpieknie :)
      Ja nie mowie że powinnas go zostawic, bo zrobisz co będziesz chciała nie ma tu
      przymusu.
      Piszesz że boisz sie samotności, a czy tak naprawde to nie jestes wlasnie w tych
      momentach samotna? Czy czujesz sie szczesliwa i spełniona bedac z tym
      czlowiekiem. Czy tylko czekasz na te lepsze chwile? Bo ja bedac z alkoholikiem,
      nawet kiedy byl trzezwy i wszystko bylo "wspaniale" to mialam poczucie braku.
      Moze nie byla to samotnosc, ale byl to brak bliskosci ktory mi coraz bardziej
      doskwieral, choc nie potrafilam okreslic przez pewien czas czego mi brakuje.
      Twój maz dziala wedlug mechanizmow tej choroby, dlatego raz Ci mowi ze kocha, a
      raz ze nie kocha. jesli lubisz takie zycie w niepewnosci, w braku stabilizacji
      to mozesz sobie dalej nie z nim ale kolo niego zyc. Bo to nie jest bycie z kims.
      Cieszy mnie to, ze zdecydowalas sie pojsc na Al-Anon, tam jesli chcesz mozesz
      cos powiedziec, a mozesz tez rownie dobrze nie mowic nic. Moze zastanow sie nad
      terapia dla rodzin osob uzaleznionych w jakims osrodku leczenia uzaleznien. Mi
      osobiscie ta terapia dala bardzo duzo i ciesze sie ze ja podjelam. Pozdrawiam
      Cie i zycze sily :)
    • aaugustw Jest wyjscie...! 03.09.08, 18:00
      bylotakpieknie napisała:
      > Ja się boję zostać sama. Czy nie ma już wyjścia?
      _________________________________________________.
      Zawsze jest wyjscie:
      Kiedy bylem mlodym chlopcem bardzo balem sie dentysty,
      (dzisiaj juz tylko proporcjonalnie do ilosci zebow w gebie!)
      Zawsze kiedy bolal mnie zab, szedlem dopiero wtedy do niego, az nie
      moglem wytrzymac juz z bolu, a wtedy bylo mi wszystko jedno...
      (musze dodac, ze wtedy rwano jeszcze bez znieczulenia...!).
      Wiec pomyslalem sobie, ze i Ty masz wyjscie:
      Cierp tak dlugo, az ta niby "samotnosc", ktora Cie oczekuje (tak,
      czy tak) bedzie Ci obojetna w porownaniu z ta "samotnoscia", ktorej
      doznajesz obecnie zyjac z nim...!
      A...
      • bylotakpieknie Re: Jest wyjscie...! 03.09.08, 19:59
        Moniczka72 odeszłaś od męża? Udało Ci się ułożyć życie od nowa?
        Wiecie moja samotność teraz i tak jest przepełniona myślą, że On
        wróci za dwa, trzy dni i będzie znowu dobrze. A jeśli odejdę na
        zawsze to pozostaną mi tylko albumy ze zdjęciami, do których nic już
        nie dołożę a jest jeszcze miejsce.
        Cały czas myślę o tym, że kiedyś się historia powtórzy, że znowu się
        napije i zniknie i łykam wtedy każdy trzeźwy dzień spędzony z nim.
        Im dalej w las tym bardzij się nakręcam, może ja właśnie jestem
        stworzona do ciągłego cierpienia, zamartwiania. Może niech tak
        zostanie.
        Dla Was to znaczy jedno -jestem współuzależniona- źle w życiu po
        prostu trafiłam. Przepraszam jeśli odbierzecie mnie jakoś
        negatywnie, mam tysiące myśli na minutę i muszę sobie pomóc.
        Zazdroszczę ludziom życia, zazdroszczę.
        • aaugustw Re: Jest wyjscie...! 03.09.08, 20:13
          bylotakpieknie napisała:
          > Zazdroszczę ludziom życia, zazdroszczę.
          ________________________________________.
          Zyj wiec tak, zebys nie musiala zazdroscic...! ;-))
          (albo nie rob nic w tym kierunku i zazdrosc dalej,
          ale wtedy nie uzalaj sie i znos godnie role cierpietnicy).
          Dobranoc:
          A... ;-))
        • kajda28 Re: Jest wyjscie...! 03.09.08, 20:15
          byłotakpieknie, zapomnij o tym co było bo to było i już nigdy nie wróci, a po
          drugie już zaczynasz coś robić aby wyjść z tego związku, skarżysz się i
          dostrzegasz że coś jest nie tak, chociaż próbujesz oszukać los mówiąc że już
          zawsze będzie źle, ciągle masz nadzieję że te słowa się nie spełnią .
          ja jak byłam z moim nie skarżyłam się, bo musiałambym coś robić aby poprawić
          swój los, bo samo biadolenie nad sobą do niczego nie prowadzi. teraz kiedy mówię
          że mi źle to tylko po to aby zmotywować się do działania.
          powoli małymi kroczkami wyjdziesz z tego związku, ale im szybciej tym mniej
          boleśnie- o tym musisz pamiętać, najlepiej jest uciąć tą nić, współzależność.
          życzę ci powodzenia.
        • moniczka72 Re: Jest wyjscie...! 04.09.08, 08:29
          bylotakpieknie, odeszłam od narzeczonego, niedawno całkiem bo w czerwcu tego
          roku, ale wczesniej odeszlam od meza. Meza ktory byl uzalezniony od gier
          komputerowych i komputera tak w ogole. Wiec chemii sensu stricte nie bylo w jego
          przypadku, ale dysfunkcja bardzo podobna. Po tym jak sie zwiazalam z
          alkoholikiem (eks-narzeczony) stwierdzilam ze cos nie tak jest z moim mysleniem
          i biegiem polecialam sie zapisac na terapie DDA (choc u mnie to nie dziecko
          alkoholika jestem, ale dysfunkcyjnej rodziny generalnie). terapeutka swtierdzila
          ze poniewaz sie wiklam z zwiazki z takimi osobami to najpier terapia dla rodzin
          osob uzaleznionych. terapie skonczylam, a wlasnie od tego tygodnia zaczelam
          terapie DDA.
          Zycia na razie od nowa nie ukladam, z rozmowy z terapeutka wynika ze powinnam
          chwilowo od zwiazkow odpoczac, zreszta wciaz zywie jeszcze emocje w stosunku do
          eks-narzeczonego, i nie chce ranic osoby z ktorabym sie miala zwiazac. Najpierw
          postanowilam zmienic siebie :)
          Nic nie piszesz wiecej o sobie, jak dlugo jestescie razem, czy macie dzieci czy
          nie, ile masz lat. Ale z Twojej wypowiedzi przebija lek przed samotnoscia. Ja
          teraz po okresie kilku miesiecy od rozstania widze coraz wiecej korzysci z
          zakonczenia tego zwiazku. Staram sie nie wybielac mojego eksa (co non-stop
          robilam), nie chce byc ofiara w zwiazku, nie chce byc tez w zwiazku z kims kogo
          uwazalam za kogos gorszego ode mnie (bo to niestety tez sobie uswiadomilam).
          Moim celem jest zwiazek z osoba odpowiedzialna, zdrowa emocjonalnie, rowna mi i
          do tego bedę dązyc.

          > Cały czas myślę o tym, że kiedyś się historia powtórzy, że znowu >się napije
          i zniknie i łykam wtedy każdy trzeźwy dzień spędzony z nim.
          ja tak nie potrafilam zyc, w napieciu ze sie napije. Wtedy walil sie moj swiat,
          czulam do niego ogromna zlosc i zal za to ze wszystko spieprzyl po raz kolejny.
          I nie zamierzam zadawalac sie namiastka szczescia, Ty mozesz jesli masz na to
          ochote :)

          > Im dalej w las tym bardzij się nakręcam, może ja właśnie jestem
          > stworzona do ciągłego cierpienia, zamartwiania. Może niech tak
          > zostanie.
          NIKT absolutnie nikt nie przyszedl na swiat po to zeby tu cierpiec. Myslisz ze
          Bog chcialby zebysmy cierpieli tutaj, czy cieszyli sie kazdym dniem spedzonym na
          ziemi? Robisz z siebie ofiare bo jest to dla Ciebie wygodne po prostu, bo
          latwiej sie uzalac na soba, nad losem, niz wziac zycie w swoje rece i wziac
          odpowiedzialnosc za siebie, swoja rodzine (mam na mysli dzieci jesli je masz) za
          swoje zycie i szczescie

          > Dla Was to znaczy jedno -jestem współuzależniona- źle w życiu po
          > prostu trafiłam.
          Jestes wspoluzalezniona, co do tego nie ma watpliwosci, ja sie wspoluzaleznilam
          przez rok czasu, ale mialam ogromne predyspozycje w tym kierunku. I znowu
          zwalasz "wine" na to co sie dzieje w Twoim zyciu na los, przypadek. Ty nie
          trafilas zle w swoim zyciu, Ty sama wybralas sobie tego czlowieka i takie zycie,
          a co gorsza ten wybor wciaz Ci odpowiada bo w nim trwasz.

          > Zazdroszczę ludziom życia, zazdroszczę.
          Kazdy ma takie zycie na jakie sie godzi :) przeciez i Ty mozesz miec spelnione i
          szczesliwe zycie, wszystko zalezy od Ciebie. I na Ciebie moga za kilka lat
          ludzie patrzec z zazdroscia jak wspaniale Cie zycie spotkalo :) I tego Ci
          wlasnie zycze :) Z serca

          Polecam Ci terapie jeszcze raz, a jesli na razie nie jestes na nia gotowa to
          czytaj ksiazki w temacie. polecam Ci ksiazke Pia Mellody "toksyczne zwiazki"
          osiagalna w formie e-booka oraz "Droga do bliskosci". A jesli w Twoim rodzinnym
          domu byly dysfunkcje w rodzinie (alkohol, inne uzaleznienia, brak fizyczny lub
          emocjonalny ktoregos z rodzicow, przemoc fizyczna lub psychiczna) to warto sie
          zajac swoim zranionym wewnetrznym dzieckiem.
          Glowa do gory i pamietaj ze masz w zyciu to na co godzisz sie :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka