Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce

    IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 29.07.05, 16:32
    Ciekaw jestem opinii forumowiczów :)
    www.wprost.pl/ar/?O=79032
    Obserwuj wątek
      • Gość: ****************** Błąd jakiś jest na stronie-fotki zakrywają tekst! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.05, 16:37
        • Gość: autor, autor... Re: Błąd jakiś jest na stronie IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 29.07.05, 16:50
          Nie ma błędu - tekst jest w całości (nie za długi, przyznaję, ale tygodnik nie jest z
          gumy...).
          • Gość: Marek Re: Błąd jakiś jest na stronie IP: 217.79.151.* 29.07.05, 17:01
            Panie autorze nie wiem o co Panu chodzi ale mój przedmówca ma rację, zdjęcia
            butelek zakrywają jakieś 25% tekstu więc może Pan coś z tym zrobi
            Marek
      • amsti no cóż 29.07.05, 17:48
        cieszę się, że kolejny z "chłopców z ferajny" zainteresował się winem :)

        Brakuje mi jeszcze DOG, SMS, DĆ i będzie komplet, no bo TB czasem tu wpada
        (sorry jeśli kogoś pominąłem)

        Pozdrawiam serdecznie


      • winoman Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce 29.07.05, 18:37
        Autor pyta, to autor dostanie odpowiedź :-))

        Zasadniczo tekst jest bardzo fajny, ale w opisach win jest trochę nieścisłości,
        przede wszystkim Valpolicella to nazwa wina, a nie winogron (valpolicelle robi
        się głównie z corviny, rondinelli i molinary), a bonarda i malbec są znane w
        Europie, tylko nazwy tych odmian rzadko można znaleźć na etykiecie. Malbec jest
        jedną z sześciu czerwonych odmian w Bordeaux, ale przede wszystkim występuje w
        Cahors (choć bywa tam nazywany auxerrois), jest też spotykany nad Loarą i w
        Langwedocji. Czasem bywa nazywany cot.

        Z bonardą sprawa jest bardziej skomplikowana. We Włoszech jest kilka odmian
        noszących tę nazwę, głównie na północy, w Lombardii i w Piemoncie. Argentyńska
        bonarda jest jednak przez niektórych utożsamiana z piemonckim dolcetto!

        Ciekawa jest informacja o spożyciu wina w Polsce, ja dotąd widziałem tylko
        liczbę 2 litry na głowę (może lepiej pisać "na wątrobę"? :-)) ) rocznie.

        Pozdrawiam!

      • Gość: docg dobre, dobre IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.05, 18:41
        dobry tekst, z pewnoscia zacheci kilka osob do zainteresowania sie winem, a o
        to przeciez chodzi. Sensownie wypowiedzial sie "Dominik Chlastawa z
        poznańskiego sklepu Enoteca Tre Bicchieri", natomiast Mysliwcowi sie cos
        popieprzylo, ze wino musi dojrzewac 1,5 roku w butelce - chyba ze chce robic w
        Polsce Fontalloro (Niemcy moga to my tez, a co! ) :-)
        Akapit o tym, ze ceny spadly, jest wyssany z palca, nic nie spadlo, a jesli
        juz, to nie w zwiazku z wejsciem do Unii.
        pozdrawiam
        • winoman Re: dobre, dobre 29.07.05, 18:45
          > Akapit o tym, ze ceny spadly, jest wyssany z palca, nic nie spadlo, a jesli
          > juz, to nie w zwiazku z wejsciem do Unii.

          Dokładniej to rzeczywiście staniały, ale paradoksalnie wina spoza UE, na które
          cło spadło z 30% na 10%. Z europejskimi bywa różnie ...

          Pozdrawiam!
        • Gość: docg -postscriptum "Po latach ostateczny cios zadał mu komunizm"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.05, 18:52
          nie wiem, czy to nie jest falszywy stereotyp, ze komuna wykonczyla polskie
          winiarstwo. Blizsze prawdy jest stwierdzenie, ze komuna wykonczyla konsumentow
          wina, a winiarstwo zostalo wykonczone przez durne przepisy, obowiazujace
          rowniez po roku 1989. Komuny nie ma od kilkunastu lat, a z winnicami jakos
          nadal slabo. Warto pamietac, ze w latach 80-tych byly jeszcze na rynku polskie
          wina gronowe!
          pozdrawiam
          • Gość: Bombowiec Re: "Po latach ostateczny cios zadał mu komunizm" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.05, 12:03
            "Cios" zadała polskiemu winiarstwu "magiczna ręka rynku" a nie komuna czy
            przepisy. Gdyby w Polsce ktokolwiek robił wina będące w stanie konkurować z
            produktami choćby krajów basenu Morza Śródziemnego, to żadne przepisy nie
            powstrzymały by rozwoju produkcji wina w Polsce. W dość zamierzchłych czasach,
            do których odwołują się zwykle orędownicy "renesansu winiarstwa" w Polsce,
            sytuacja była zupełnie inna: wina importowane były droższe od lokalnych, często
            też z powodu wyboru taniego produktu importowanego były od nich zwyczajnie
            lepsze.

            Poza garstką polskich opętańców, żyjących w oderwaniu od rzeczywistości
            pasjonatów, nikt nie planuje kupować win produkowanych w Polsce. Tym bardziej
            poza granicami Polski. Warunki klimatyczne powodują, że dobre wino zrobione
            tutaj musi być drogie. To jest problemem a nie przepisy, które przy pewnej
            skali sprzedaży nie stanowiłyby przeszkody dla zrzeszonych, wzorem innych
            krajów winiarskich, w kooperatywy producentów wina.

            Cały zamęt wokół produkcji wina w Polsce jest widowiskiem jedynie smutnym i
            ukazującym kolejne kompleksy Polaków wobec "południa" i "zachodu".

            Oświećcie mnie dlaczego nikt nie bije tyle piany w Polsce w sparawie
            uruchomienia produkcji mrozoodpornych krzyżówek pomarańczy, fig czy
            grejpfrutów? Albo jeszcze lepiej bananów i mango? Przecież to podobnie
            kretyński pomysł jak komercyjna produkcja wina.

            Nie mam nic przeciwko temu, że jeden z drugim szaleniec będzie na swoich
            poletkach męczył się z winoroślą, ani że sobie w szklarni będzie chodował
            cytryny. Nie róbmy z tego jednak kolejnej "narodowej krucjaty", bo narażamy się
            jedynie na śmieszność.

            Niestety są też uzasadnione podejrzenia, że tak zwany "obcy" lub nielegalnie
            zdobyty kapitał zacznie skupować grunty nadające się lepiej lub gorzej pod
            nasady winogron, by następnie otrzymać gigantyczne pieniądze za zniszczenie
            winnic, które "stara unia" wcześniej lub puźniej wywalczy. Wtedy nie obędzie
            się od komisji śledczej jak zwykle.
            • Gość: docg polemika z Bombowcem IP: 212.160.147.* 01.08.05, 08:44
              Polskie wina nie będą musiały z niczym konkurować, spójrz na przykład na
              rozwijajace się winiarstwo brytyjskie - oni chyba nic nie eksportują, bo kto by
              to kupił, za to na własnym rynku miejscowe wina są popularne. W Polsce od
              pewnego czasu produkuje się sporo wina gronowego - o ile wiem, takie wynalazki
              jak Dorato powstają z importowanego soku z winogron. To tylko dygresja, bo
              sądzę, że rodzimi producenci będą chcieli wytwarzać wina o lepszej jakości i
              nieco droższe, ale świadczy o tym że nabywcom nie przeszkadza, że wino jest
              produkowane w Polsce. O zbyt polskiego wina bym się nie martwił, przy tej skali
              produkcji, jaka jest możliwa z istniejących w Polsce winnic, wszystko się
              spokojnie sprzeda w restauracjach i sklepach specjalistycznych, nie mówiąc o
              eksporcie. Warto zauważyć, że aktualny poziom cen wina w Polsce bardzo sprzyja
              producentom, którzy mogą swój produkt sprzedawać znacznie drożej, niż krajach
              winiarskich.
              Jakość wina to sprawa względna, nikt nie będzie tu robił wina na wzór
              sycylijskich potworków (na szczęście oceny win Planety idą w dół, więc może to
              i lepiej ;-) ), ale jestem pewien że polskie wina mogą być całkiem przyzwoite,
              a dotychczasowe próby to potwierdzają.
              Porównanie produkcji wina z hodowaniem mrozoodpornych fig to nieporozumienie,
              wino ma dość wyjątkową pozycję wśród produktów przemysłu rolno-spożywczego.
              Nie wiem, dlaczego tak emocjonalnie podchodzisz do tematu, nazywając polskich
              producentów szaleńcami, ich pomysły "kretyńskimi", a potencjalnych
              nabywców "garstką opentańców". Czy polskie winiarstwo osiągnie jakieś znaczące
              rozmiary - nie wiadomo, ale jak ktoś chce spróbować, to czemu nie? Winnica
              wygląda trochę lepiej, niż pole z ziemniakami, a butelka wina na stole lepiej,
              niż butelka wódki.
              "Zamęt wokół produkcji wina", "narodowa krucjata"... nie wiem, o jakim zamęcie
              i jakiej krucjacie mówisz - o tych paru wzmiankach w prasie i kilku postach na
              forum?
              W ostatnim akapicie może i masz rację, ale to zupełnie nie dotyczy tych, którzy
              chcą produkować wino.
              pozdrawiam
              • paero123 Re: polemika z Bombowcem 01.08.05, 12:57
                Gość portalu: docg napisał(a):

                > butelka wina na stole lepiej /wygląda - przyp.paero123/
                > niż butelka wódki.

                Hmm, powiedziałbym, ze raczej mało męsko ;-)

        • amsti za to 29.07.05, 19:07
          Gość portalu: docg napisał(a):

          > , natomiast Mysliwcowi

          niewątpliwie popiera lokalny przemysł z dołów jasielsko-krośnienskich wniosqjąc
          po tym co trzyma w lewej dłoni i dobrze

          • tytus5 Re: za to 29.07.05, 21:27
            Ludzie!!!
            W poważnej gazecie o nas piszą. Krawat będę musiał sobie kupić. Albo muchę.
            Trudniej winem poplamić
            pzdrw
            Tytus
      • Gość: Sebman Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce IP: 213.134.152.* 01.08.05, 10:48
        "W Danii osoby pijące wino mają z reguły wyższy status społeczny i ekonomiczny
        oraz większy iloraz inteligencji niż inne."
        Z kontekstu wynika, że to po winie IQ wzrosło, ale to chyba było w odwrotnej
        kolejności. Najpierw wysoka inteligencja, później dobra posada która dała
        pieniążki na dobre trunki :-) To tak gwoli wyjaśnienia dla tych, którzy chcą
        szukać inteligentnych ludzi wśród miłośników taniego wina (które często winem
        nie jest ;-)

        Upadkowi produkcji wina w Polsce bardziej niż klimat zaszkodziły najazdy
        muzułmanów którzy z powodów religijnych, czyli wrogości wobec alkoholu spalili
        winnice ówczesnej Polski.
      • Gość: autor, autor... Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 01.08.05, 15:31
        Jestem ogólnie miło zaskoczony odzewem ;-) i postaram się odpowiedzieć zbiorczo:

        Problemy z wyświetlaniem strony pod IE na pecetach faktycznie były, ale zostały
        usunięte - dział on-line przeprasza <:-)

        Amsti - jak to miło, że ktoś jeszcze o nas pamięta... Choć to raczej nie "Chłopcy z
        ferajny" (choćby z uwagi na Dorotę!), ale "Cudowne lata" byłyby bardziej na miejscu
        :o) Z tej ekipy tylko DAC i TB pracują jeszcze w Agorze, a ostatnio także AL (ale to
        późniejsza zmiana, kiedy już ja kierowałem dodatkiem).

        Winomanie - w maliny Valpolicelli wpuścił mnie niestety Hugh Johnson w "Przewodniku
        2004" (mea culpa, że na włoszczyźnie znam się słabo). Statystyki faktycznie ciekawe
        i myślę, że prawdziwe :-)

        Docg - spadek cen potwierdził m.in. cytowany Dominik Chlastawa <:-) Roman
        Myśliwiec uważa, że tylko wyrafinowane polskie wino ma szanse na naszym rynku (o
        podboju Europy nikt rozsądny nie myśli). A dziedzictwo komuny wlecze się za nami
        nie tylko w dziedzinie winiarstwa...

        Bombowiec - to nie magiczna ręka rynku załatwiła po wojnie "kułaków" i "prywatną
        inicjatywę". Nie wspominając o zepsuciu konsumentów, dla których głównym
        produktem alkoholowym względnie łatwo dostępnym stała się wódka. W porównaniu
        z produkcją pomarańczy winiarstwo w Polsce ma znacznie głębsze tradycje i większe
        szanse powodzenia - bo wśród nabywców wina łatwiej znaleźć takich, którzy
        będą skłonni zapłacić za butelkę nieznanego, intrygującego trunku w restauracji czy
        sklepie (w przypadku pomarańczy można by tylko walczyć ceną).

        Docg - Brytania Brytanią, ale też i Szwajcaria, która produkuje sporo przyzwoitego
        wina, ale praktycznie go nie eksportuje, bo wszystko konsumuje na miejscu (i jeszcze
        niemało importuje).

        Tytus5 - ja też się cieszę, że mogłem przy okazji zareklamować to forum, do którego
        czuję duży sentyment :-) Ale jeśli zamiast krawata założysz muchę, lepiej włóż też
        bordową koszulę, bo to na niej wyląduje wówczas większość wina ;-)

        Sebman - myślę, że między statusem a winem występuje umiarkowanie dodatnie
        sprzężenie zwrotne. Kupują i piją zamożni, ale też i aspirujący do wyższych klas
        społecznych (oj, marksizmem zapachniało ;-). I jednym, i drugim wino służy w
        aspekcie zdrowotnym tudzież często kulturowym, co zwiększa szansę na
        utrzymanie wysokiego IQ i/lub dalszy awans społeczny czy ekonomiczny. Natomiast
        wątek islamistyczny uważam za lekką przesadę napędzoną ostatnimi tragicznymi
        wydarzeniami...
        • Gość: docg na papierze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.05, 22:44
          widzialem tez ten artykul na papierze, wyglada o wiele bardziej imponujaco niz
          w sieci, jeszcze raz gratulacje!
          pozdrawiam
          • Gość: autor, autor... Re: na papierze IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 02.08.05, 14:01
            No cóż, nieskromnie powiem, że nasze strony w papierowym wydaniu są z reguły
            najbardziej efektowną częścią tygodnika :-)

            Pozdrawiam,
            JS
            • Gość: Marek Re: na papierze IP: 217.79.151.* 02.08.05, 14:45
              Aha małe pytanie, czy na końcu w rubryce dla miłośników win przez pomyłkę nie
              polecone "Biblii" czyli Przewodnika po świcie win Parkera czy też świadomie?
              • Gość: autor, autor... Re: na papierze IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 02.08.05, 16:17
                Uważam, z całym szacunkiem, że w odróżnieniu od Johnsona Parker nie jest dla
                normalnych ludzi ;-) Porównania z Biblią uważam za mocno przesadzone. Dostałem w
                prezencie dwa pierwsze tomy, ale praktycznie ani razu z nich nie skorzystałem. A z
                Johnsona - owszem. Poza tym na rynku jest jeszcze kilka innych książek o winie,
                których nie umieściłem w ramce, bo to nie jest ramka bibliograficzna, ale raczej
                "niezbędnik miłośnika" :-)
                • Gość: Marek Re: na papierze IP: 217.79.151.* 02.08.05, 16:32
                  > Uważam, z całym szacunkiem, że w odróżnieniu od Johnsona Parker nie jest dla
                  > normalnych ludzi ;-)
                  ciekawe stwierdzenie, mógłbym wiedzieć na jakiej podstawie wysnute???

                  >Porównania z Biblią uważam za mocno przesadzone. Dostałem
                  > w
                  > prezencie dwa pierwsze tomy, ale praktycznie ani razu z nich nie skorzystałem.
                  A i tu jest pies pogrzebany bo to znaczy że Pan w ogole albo nie pije albo nie
                  interesuje się francuskimi winami. Ja natomist tak i uważam że gdy przychodzi
                  do kupna wina konkretnego producenta i z konkretnego rocznika to jeśli jest ono
                  opisane w "Parkerze" to jest to dla mnie nieporównywalnie bardziej przydatne
                  niż krótki ogólnikowy opis producenta w przewodniku Johnsona. Przyznam na
                  marginesie że Johnsona mam swojego a Parkera tylko pożyczyłem od kolegi.
                  > A z
                  > Johnsona - owszem.
                  Ja z Johnsona też korzystam ale głównie po to aby zobaczyć czy jakiś producent
                  którgo nie znam jest taki sobie czy też trochę lepszy. Przy ocenie i opisie
                  poszczególnych roczników danego wina przewodnik Johnsona nie ma nic do
                  powiedzenia w stosunku do przewodnika Parkera.

                  Poza tym na rynku jest jeszcze kilka innych książek o winie,
                  >
                  > których nie umieściłem w ramce, bo to nie jest ramka bibliograficzna, ale
                  racze
                  > j
                  > "niezbędnik miłośnika" :-)
                  właśnie o to chodzi że przewodnik Parkera jest takim niezbędnikiem, szczególnie
                  do win z Bordeaux Burgundii czy Doliny Rodanu dlatego uważam że to pomyłka że
                  go nie ma i to na pierwszym miejscu.
                  Pozdrawiam
                  Marek
                  PS nie piszę o tym żeby za wszelką cenę skrytykować czy czepiać się.
                  Aha moim zdaniem doskonałym pomysłem na nowy artykuł jest powstawanie nowych
                  winnic w Polsce, gdzie, przez kogo, jakie szczepy sadzą itp.
                  • amsti Re: na papierze 02.08.05, 19:28
                    Gość portalu: Marek napisał(a):

                    >
                    >
                    > A i tu jest pies pogrzebany bo to znaczy że Pan w ogole albo nie pije albo nie
                    > interesuje się francuskimi winami. Ja natomist tak i uważam że gdy przychodzi
                    > do kupna wina konkretnego producenta i z konkretnego rocznika to jeśli jest
                    ono opisane w "Parkerze" to jest to dla mnie nieporównywalnie bardziej przydatne
                    > niż krótki ogólnikowy opis producenta w przewodniku Johnsona. Przyznam na
                    > marginesie że Johnsona mam swojego a Parkera tylko pożyczyłem od kolegi.
                    >

                    Nie mitologizowałbym Parkera. Raz, że to co w polskim wydaniu mocno się
                    dezaktualizuje, dwa że jego ocena dla danego wina może niekoniecznie zgadzać z
                    jego aktualną oceną, trzy że przegląd przez nawet francuskich producentów
                    ogranicza głównie do Bordeaux i Burgogne, reszta jest traktowana po macoszemu, a
                    nawet jeśli chodzi o wina z Bordeaux to pomija białe wytrawne. Chyba że lubisz
                    jego styl pisania lub prenumerujesz Advocata?

                    Choć oczywiście jego dzieło nie jest złe, tyle tylko że mało przydatne dla
                    przeciętnego konsumenta.

                    Pozdrawiam
                    • Gość: docg Re: na papierze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.05, 23:18
                      amsti napisał:
                      > Nie mitologizowałbym Parkera.(...) > Choć oczywiście jego dzieło nie jest
                      > złe, tyle tylko że mało przydatne dla przeciętnego konsumenta.

                      • Gość: Marek Re: na papierze IP: 217.79.151.* 03.08.05, 10:35
                        >
                        • Gość: autor, autor... Re: na papierze IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 03.08.05, 15:43
                          Myślałem, że to od razu widoczne, ale skoro nie, to podkreślam, że mój artykuł
                          dotyczył win prawdziwych, czyli gronowych, ale w przystępnych cenach i regularnej
                          ich konsumpcji (bo tylko wtedy można mówić o sensownych efektach zdrowotnych).
                          Nie wiem, czym są dla Pana "tanie" wina, ale większość ludzi w Polsce - i czytelników
                          "Wprost"- nie zalicza się do grupy, którą stać by było na regularne kupowanie wina
                          kosztującego powyżej 100 zł. Wręcz przeciwnie, to cytowana w artykule przeciętna
                          cena 30 zł za butelkę jest raczej wyznacznikiem winnej klasy średniej w Polsce.

                          Ludziom kupującym takie wina - a do nich i ja się zaliczam - Parker nie przyda się do
                          niczego. Co do wstępu, to jednak motywacja zbyt słaba, żeby kupować całą książkę
                          czy wszystkie tomy ;-) Johnson jest mniejszy, treściwszy, przejrzystszy, bardziej
                          aktualny, tańszy etc. - wyliczać można długo. A jeszcze bardziej aktualne są
                          internetowe bazy, np. Wine Spectatora. Tak więc z całym szacunkiem, ale dla
                          zwykłego konsumenta ani Parker nie jest "papieżem", ani jego pentalog Biblią, bo dla
                          takich ludzi picie wina nie jest RELIGIĄ, tylko piciem wina. Im wystarcza prosty
                          przewodnik konsumencki, a taką rolę moim zdaniem Johnson spełnia doskonale,
                          ewentualnie wsparty Bońkowskim&Bieńczykiem.

                          Z mojej strony - EOT.
                          • Gość: Marek Re: na papierze IP: 217.79.151.* 03.08.05, 16:34
                            Z teści artykułu wynika że widoczne efekty zdrowotne pojawiają się przy picu 1-
                            2 kieliszków wina dziennie. Wątpię czy większość osób nawet na tym forum,
                            pomijając zawodowców wypija tyle średnio dziennie. 2 kieliszki to pół butelki
                            czyli 15 zł skoro średnio liczymy 30 zł za butelkę. 15 zł x 7 = 105 zł
                            tygodniowo, tyle by ktoś musiał wydać aby kupując w Polsce wina średniej ceny
                            miał szansę na efekt zdrowotny opisany przez naukowców. Proszę mnie poprawić
                            jeśli się mylę. To tak apropos tego czy stać czytelników Wprost na poprawę
                            zdrowia przy użyciu wina.
                            Co do zalet przewodnika Johnsona wymienionych przez Pana mógłbym polemizować z
                            niektórymi ale też za bardzo nie mam na to ochoty, wychodzi że nie jestem
                            zwykłym konsumentem a picie wina jest dla mnie RELIGIĄ, ciekawe...
                            • Gość: autor, autor... Re: na papierze IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 03.08.05, 16:55
                              Myli się Pan w istocie. Standardowa butelka ma 750 ml pojemności, standardowy
                              kieliszek (w rozumieniu badających spożycie wina naukowców) - 120 ml. Innymi
                              słowy, butelka to zaokrąglając nieco w dół 6 kieliszków, a nie 4.

                              Co więcej, nie ma obowiązku codziennego picia. Można np. pić dwa kieliszki, za to co
                              dwa dni. Jeśli nie pijemy "do lustra", ale z rodziną czy znajomymi, to koszty się
                              rozkładają. W takiej sytuacji można spokojnie założyć, że np. pijemy wino trzy razy w
                              tygodniu - dwa razy po dwa kieliszki i raz trzy (co w sumie daje 7 kieliszków na
                              tydzień), a więc kupujemy w ciągu tygodnia trzy butelki wina po 30 zł, które
                              wystarczą dla TRZECH osób - a więc koszt na osobę wychodzi 30 zł tygodniowo. A
                              to już nie tak wiele dla klasy średniej. Dodam, że i za mniej niż 30 zł można kupić w
                              Polsce przyzwoite wina, które w ilości 1-2 kieliszków spokojnie można wypić do
                              obiadu.

                              Każdy, kto w odniesieniu do Parkera używa bezkrytycznie określeń "papież" czy
                              "Biblia", nadaje całej sprawie aspekt religijny (no chyba, że nie wie, co to jest ta
                              Bibilia...). Zwykłego konsumenta nie za bardzo obchodzą też ceny win, o których
                              pisze Pan w tym wątku. To jest właśnie ta "popularyzacja", którą w moim artykule
                              krytykował pan Dominik Chlastawa (nota bene sprzedający wina kosztujące średnio
                              100 zł) - mowa jest o Parkerach, degustacjach w ciemno, supertoskanach i wielkich
                              bordeaux, a Kowalski utwierdza się w przekonaniu, że picie wina to abrakadabra dla
                              zudzonych snobów, którzy nie mają co począć z pieniędzmi...

                              To dla jasności, bo nie widzę sensu ciągnięcia dalej tej gałęzi wątku. Pan uważa
                              Parkera za niezbędną pozycję, ja swoje dwa pierwsze tomy sprzedałem na aukcji
                              charytatywnej dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i był to najlepszy użytek, jaki
                              udało mi się z nich zrobić.
                              • giorgio_primo Parkeroza 03.08.05, 17:33
                                Gość portalu: autor, autor... napisał(a):

                                > Myli się Pan w istocie. Standardowa butelka ma 750 ml pojemności, standardowy
                                > kieliszek (w rozumieniu badających spożycie wina naukowców) - 120 ml. Innymi
                                > słowy, butelka to zaokrąglając nieco w dół 6 kieliszków, a nie 4.
                                >
                                > Co więcej, nie ma obowiązku codziennego picia. Można np. pić dwa kieliszki,
                                za
                                > to co
                                > dwa dni. Jeśli nie pijemy "do lustra", ale z rodziną czy znajomymi, to koszty
                                s
                                > ię
                                > rozkładają. W takiej sytuacji można spokojnie założyć, że np. pijemy wino
                                trzy
                                > razy w
                                > tygodniu - dwa razy po dwa kieliszki i raz trzy (co w sumie daje 7 kieliszków
                                n
                                > a
                                > tydzień), a więc kupujemy w ciągu tygodnia trzy butelki wina po 30 zł, które
                                > wystarczą dla TRZECH osób - a więc koszt na osobę wychodzi 30 zł tygodniowo.
                                A
                                > to już nie tak wiele dla klasy średniej. Dodam, że i za mniej niż 30 zł można
                                k
                                > upić w
                                > Polsce przyzwoite wina, które w ilości 1-2 kieliszków spokojnie można wypić
                                do
                                > obiadu.
                                >
                                > Każdy, kto w odniesieniu do Parkera używa bezkrytycznie określeń "papież" czy
                                > "Biblia", nadaje całej sprawie aspekt religijny (no chyba, że nie wie, co to
                                je
                                > st ta
                                > Bibilia...). Zwykłego konsumenta nie za bardzo obchodzą też ceny win, o
                                których
                                >
                                > pisze Pan w tym wątku. To jest właśnie ta "popularyzacja", którą w moim
                                artykul
                                > e
                                > krytykował pan Dominik Chlastawa (nota bene sprzedający wina kosztujące
                                średnio
                                >
                                > 100 zł) - mowa jest o Parkerach, degustacjach w ciemno, supertoskanach i
                                wielki
                                > ch
                                > bordeaux, a Kowalski utwierdza się w przekonaniu, że picie wina to
                                abrakadabra
                                > dla
                                > zudzonych snobów, którzy nie mają co począć z pieniędzmi...

                                ;-))) Święte słowa! Zresztą dopuki my tu sobie takie "abrakadabra" we własnym
                                sosie uprawiamy, to mało to szkodliwe w sumie dla wina. Gorzej jak w
                                środkach "masowego rażenia" tak to wygląda.

                                > To dla jasności, bo nie widzę sensu ciągnięcia dalej tej gałęzi wątku. Pan
                                uważ
                                > a
                                > Parkera za niezbędną pozycję, ja swoje dwa pierwsze tomy sprzedałem na aukcji
                                > charytatywnej dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i był to najlepszy
                                użyt
                                > ek, jaki
                                > udało mi się z nich zrobić.

                                Dokładnie tak. Pozycja właściwie nieprzydatna w polskim wydaniu. Bardzo dużo
                                podstawowych błędów i zupełnie zdeaktualizowana w kwestiach zarówno konkretnych
                                win jak i ogólnych opisów. Jeśli ktoś lubi oglądać świat wina z perspektywy
                                Pana Pióra Wiecznego, to i tak jest zmuszony kupić tzw. "Dużego Parkera" ze
                                szczególowym Bordeaux. To nieaktualne i obecnie pod każdym względem kalekie 4-
                                ro tomowe wydanie polskie jest autokarykaturą. Poza aukcją charytatywną warto
                                je trzymać w domu by w razie gorszego humoru rozbawić się do łez.

                                Określanie tego wydawnictwa "biblią" czegokolwiek jest także śmieszne. ...no
                                może jedyną "biblią" jaką by można je określić jest "biblia bufonady i
                                zaślepienia".

                                Tak przy okazji to jestem ciekaw jak w redakcji MW panel degustacyjny dogaduje
                                się ze sobą, skoro TPB na tylnej okładce "polskiego Parkera" rozpływa się w
                                zachwytach nad tą książką, a zdanie MB i WB na temat Pelikana jest dość
                                jasne... ;-)
                              • Gość: Marek Re: na papierze IP: 217.79.151.* 03.08.05, 17:35

                                > Myli się Pan w istocie. Standardowa butelka ma 750 ml pojemności, standardowy
                                > kieliszek (w rozumieniu badających spożycie wina naukowców) - 120 ml. Innymi
                                > słowy, butelka to zaokrąglając nieco w dół 6 kieliszków, a nie 4.
                                Cóż ja z żoną gdy pijemy używamy kieliszków o poj. 400 ml ( o ile się nie mylę)
                                i zwykle rozkła się na po 2 kieliszki wina na głownę, wlewam prawie do połowy
                                objętości kieliszka. Na tej podstawie przyjąłęm swoje wyliczenia ale jeśli
                                naukowcy przyjęli 120 ml jako klieliszek wina to ok. po prostu w punkcie
                                wyjścia były inne dane.

                                > Co więcej, nie ma obowiązku codziennego picia.
                                a to też zmienia ostateczny wynik chociaż w Pana tekście jest mowa o codziennym
                                piciu tym też się zasugerowałem.

                                Jeśli nie pijemy "do lustra", ale z rodziną czy znajomymi, to koszty s
                                > ię
                                > rozkładają.
                                No nie wiem u mnie w rodzinie to ja zwykle kupuję butelkę więc mi się to nie
                                rozkłada, przecież nie będę prosił żony żeby mi za połowę zwróciła, czy Pan by
                                tak zrobił?

                                W takiej sytuacji można spokojnie założyć, że np. pijemy wino trzy
                                > razy w
                                > tygodniu - dwa razy po dwa kieliszki i raz trzy (co w sumie daje 7 kieliszków
                                n
                                > a
                                > tydzień), a więc kupujemy w ciągu tygodnia trzy butelki wina po 30 zł, które
                                > wystarczą dla TRZECH osób - a więc koszt na osobę wychodzi 30 zł tygodniowo.

                                o ile rzeczywiście pijemy co drugi dzień a nie codziennie i o ile wszyscy równo
                                płacą za wino ( w moim przypadku tak nie jest)

                                Dodam, że i za mniej niż 30 zł można k
                                > upić w
                                > Polsce przyzwoite wina, które w ilości 1-2 kieliszków spokojnie można wypić
                                do
                                > obiadu.
                                Świetnie tylko że w moim przypadku to znaczy: 4 kieliszki = butelka, pijam z
                                żoną i to ja tylko kupuję dalej wychodzi ok. 100 zł tygodniowo.

                                Generalnie naipszę że może i ma Pan rację jeśli chdzi o koszty regularnego
                                picia wina (trzeba tylo ustalić czy codziennie czy co drugi dzień bo to różnica
                                o 100%) ale mojego przypadku niestety one nie dotyczą


                                > Każdy, kto w odniesieniu do Parkera używa bezkrytycznie określeń "papież" czy
                                > "Biblia", nadaje całej sprawie aspekt religijny (no chyba, że nie wie, co to
                                je
                                > st ta
                                > Bibilia...). Zwykłego konsumenta nie za bardzo obchodzą też ceny win, o
                                których
                                >
                                > pisze Pan w tym wątku. To jest właśnie ta "popularyzacja", którą w moim
                                artykul
                                > e
                                > krytykował pan Dominik Chlastawa (nota bene sprzedający wina kosztujące
                                średnio
                                >
                                > 100 zł) - mowa jest o Parkerach, degustacjach w ciemno, supertoskanach i
                                wielki
                                > ch
                                > bordeaux, a Kowalski utwierdza się w przekonaniu, że picie wina to
                                abrakadabra
                                > dla
                                > zudzonych snobów, którzy nie mają co począć z pieniędzmi...
                                dobrze nie ciągnijmy już tego wątku, nie przesadzałbym jednak z negatywnym
                                wpływem opisów win ze słynnych posiadłości. Mam koleżankę którą zaraziłem
                                zainteresowaniem do wina i opisy w przewodniku Parkera oraz rozmowy o wielkich
                                winach dodatkowo wciągnęły ją w świat win, ta osoba nie nazywa się Kowalska ale
                                ma również popularne nazwisko w Polsce ;-)
                                • giorgio_primo Re: na papierze 03.08.05, 17:59
                                  Gość portalu: Marek napisał(a):


                                  > Cóż ja z żoną gdy pijemy używamy kieliszków o poj. 400 ml ( o ile się nie
                                  mylę)
                                  > i zwykle rozkła się na po 2 kieliszki wina na głownę, wlewam prawie do połowy
                                  > objętości kieliszka.

                                  Proponuję do tych "wielkich win" opisanych w "biblii" używać jednak nieco
                                  większych kieliszków niż 400 ml. Będą lepiej smakowały. Zapewniem.

                                  Jednak nawet przy tych 400 ml proponuję nalewać znacznie mniej niż do połowy,
                                  bo to niezbyt elegancko w towarzystwie, a i podczas mieszania wina drogocennym
                                  Riedel'om (Parker zaleca!!!) mogą się nóżki poułamywać od siły odśrodkowej!

                                  ;-)
                                  • Gość: Marek Re: na papierze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.05, 13:21
                                    >
                                    > Proponuję do tych "wielkich win" opisanych w "biblii" używać jednak nieco
                                    > większych kieliszków niż 400 ml. Będą lepiej smakowały. Zapewniem.
                                    >
                                    obecne wystarczą a większe wyglądają karykaturalnie a co do poprawy smaku to
                                    mam od Pana zupełnie inne zdanie (inna charakterystyka zapachu być może)

                                    > Jednak nawet przy tych 400 ml proponuję nalewać znacznie mniej niż do połowy,
                                    > bo to niezbyt elegancko w towarzystwie,
                                    wręcz przeciwnie ale i tak nie ma to większego zdania bo najczęściej pijemy we
                                    dwoje

                                    a i podczas mieszania wina drogocennym
                                    > Riedel'om (Parker zaleca!!!) mogą się nóżki poułamywać od siły odśrodkowej!
                                    >
                                    Riedla nie posiadam a wino mieszam na początku przy zapoznawaniu się jego
                                    zapachem, wtedy rzeczywiście wlewam niedużo, potem zwracam przede wszystkim
                                    uwagę na smak w połączeniu z jedzeniem.
                                    Prawdę mówiąc spodziewałem sięmądrzejszych uwag od fachowca (o ile się ie mylę)
                                • Gość: Lord Vader Re: na papierze IP: 213.25.164.* 04.08.05, 09:14
                                  a ja mam Schotta Enotecę 1012 ml i dziennie piję lampkę, tak jak zalecają
                                  lekarze. Problem tylko, że muszę otwierać dodatkowo drugą butelkę...
                    • Gość: Marek Re: na papierze IP: 217.79.151.* 03.08.05, 10:32
                      >Nie mitologizowałbym Parkera
                      toteż tego nie robię, zwracam tylko uwagę że najpoważniejszy przewodnik po
                      winach, chociaż jest przetłumaczony na j. polski to nie ma go wprzydatnej
                      literarurze na końcu artykułu

                      >Raz, że to co w polskim wydaniu mocno się dezaktualizuje,
                      nie rozumiem, co się dezuaktualizuje???? opis danego wina???

                      dwa że jego ocena dla danego wina może niekoniecznie zgadzać z
                      > jego aktualną oceną,
                      no trudno żeby było inaczej skoro facet degustował dane wino z rocznika
                      powiedzmy 96 lub 97 w roku 1998 czy 1999 a dzisiaj mamy 2005. Tylko że to jest
                      bezsensowny zarzut bo w Parkerze mamy i tak kilku zdaniowy opis a w Johnsonie
                      nie więc dalej nie rozumem dlaczego Johnson znalazł się w tym artykule a Parker
                      nie.

                      trzy że przegląd przez nawet francuskich producentów
                      > ogranicza głównie do Bordeaux i Burgogne, reszta jest traktowana po
                      macoszemu,
                      Przepraszam a czy Pana egzemplarz przewodnika Parkera ma wyrwane kartki z
                      rozdziałami o Alzacji czy Doliny Rodanu????
                      Jak sięto ma w stosunku do przewodnika Johnsona?? Czy on większą ilość win i
                      producentó omawia z tych regionów?????

                      > nawet jeśli chodzi o wina z Bordeaux to pomija białe wytrawne
                      a jak się to ma do Johnsona który tylko zdawkowo o tym informuje???

                      Chyba że lubisz
                      > jego styl pisania lub prenumerujesz Advocata?
                      Ni prenumeruje Advocata, a co do stylu pisania to w żadnym z przewodników po
                      winach nie ma tak pełnych opisów POSZCZEGÓLNYCH win jak u Parkera, Johnson
                      tylko ocenia producentów dwoma zdaniami, czasem tylko pisze że takie a takie
                      wino jest flagowym winem i tyle, według mnie to pzrewodnik dla zupełnych
                      żółtodziobów, którzy dopiero zaczynają przygodę z winem. Nie chcę nikogo
                      obrażać bo sam nie jestem zawodowcem i bardzo dużo mi brakuje ale skoro nawet
                      dla kogoś takiego jak ja przewodnik Johnsona jest już dużo niewystarczający to
                      tylko taki wniosek można wyciągnąć.

                      > Choć oczywiście jego dzieło nie jest złe, tyle tylko że mało przydatne dla
                      > przeciętnego konsumenta.
                      wydaje mi się że ja zaliczam się do normalnych konsumentów, jeśli jest coś
                      ciekawego z Bordeaux z roczników omawianych przez Parkera to zaglądam do niego
                      bo Johnson w takim przypadku do niczego się nie nadaje



                      > a
                      > nawet jeśli chodzi o wina z Bordeaux to pomija białe wytrawne
                      • Gość: stef Re: na papierze IP: *.devs.futuro.pl 03.08.05, 15:19
                        A propos Parkera - wróciłem właśnie z cieszyńskiego Festiwalu Nowe Horyzonty,
                        gdzie obejrzałem fantastyczny dokument "Mondovino" J. Nossitera. I troszkę
                        przejrzałem na oczy. Okazuje się, że Pan Parker, bardzo trendy enolog Rolland
                        jak i rodzina Mondavich wykupująca co bardziej smakowite kąski winne na tej
                        planecie, to jedna klika wpierających się osób. Pan Rolland "poprawia" wina dla
                        Mondavich z nowokupowanych posiadłości, a Pan Parker wydaje im maksymalne oceny.
                        Szczerze mówiąc po obejrzeniu filmu, gdzie pojawia się Pan Parker w swoim domu w
                        Maryland z pierdzącym bokserem w tle, z całym tym amerykańskim kiczem mieszkania
                        (oczywiście z flagą amerykańską :), to zastanawiam się jak to możliwe, by taki
                        facet rządził winnym rynkiem na świecie. A tak niestety jest...
                        A klan Mondavich i ich macdonaldowe myślenie mnnie załamało. Biorąc pod uwagę
                        fakt, iż prakrycznie rządzą w Napa Valley, Bordeaux i
                        Toskanii...
                        To lista osób, które przewijają się w filmie: Patrick Léon - Mouton Rothschild,
                        Neal Rosenthal (New York), Jean-Luc Thunevin (St Emilion) J-C. Boisset - Groupe
                        Boisset, Bernard Magrez - William Pitters, Famille Frescobaldi (Florence), James
                        Suckling - Wine Spectator, Antonio Cabezas (Argentine), Bill Harlan (Napa
                        Californie).
                        Szczerze polecam choć nie wiem gdzie możnaby go obejrzeć!
                        • Gość: Marek Re: na papierze IP: 217.79.151.* 03.08.05, 15:29
                          > A propos Parkera - wróciłem właśnie z cieszyńskiego Festiwalu Nowe Horyzonty,
                          > gdzie obejrzałem fantastyczny dokument "Mondovino" J. Nossitera. I troszkę
                          > przejrzałem na oczy. Okazuje się, że Pan Parker, bardzo trendy enolog Rolland
                          > jak i rodzina Mondavich wykupująca co bardziej smakowite kąski winne na tej
                          > planecie, to jedna klika wpierających się osób. Pan Rolland "poprawia" wina
                          dla
                          > Mondavich z nowokupowanych posiadłości, a Pan Parker wydaje im maksymalne
                          oceny
                          > .
                          > Szczerze mówiąc po obejrzeniu filmu, gdzie pojawia się Pan Parker w swoim
                          domu
                          > w
                          > Maryland z pierdzącym bokserem w tle, z całym tym amerykańskim kiczem
                          mieszkani
                          > a
                          > (oczywiście z flagą amerykańską :), to zastanawiam się jak to możliwe, by taki
                          > facet rządził winnym rynkiem na świecie. A tak niestety jest...

                          hmm ja też sięzastanawiam jak to jest skoro Francuzi dali mu dwa razy order, a
                          jak wiadomo nie przepadają za Amerykanami,

                          > A klan Mondavich i ich macdonaldowe myślenie mnnie załamało. Biorąc pod uwagę
                          > fakt, iż prakrycznie rządzą w Napa Valley, Bordeaux
                          a to ciekawy wątek , czy mógłbyś jeszcze coś napisać odnośnie rządów Mondavich
                          w Bordeaux ??

                          A tak na marginesie to gdzieś czytałem wypowiedź Parkera, który uznał za
                          najlepsze wino na tej planecie Ch. d'Yquem, które nie jest w łapach Mondavich,
                          chyba że się mylę?
                          • Gość: stef Re: na papierze IP: *.devs.futuro.pl 03.08.05, 15:35
                            W filmie pada informacja, iż dla Pakera w tej chwili nr 1 jest toskańskie wino
                            należące do rodziny Frescobaldich od początku - nie chcę przekręcać nazwy bo nie
                            pamiętam - w rękach Frescobaldich było dobrym supertoskanem, po kupieniu przez
                            Mondavich jeszcze w tym samym roku, zostało nr 1. A z 35 Euro cena skoczyła do
                            110! Generalnie, obraz globalizacji także w tej dziedzinie jest zatrważający.
                            Michel Rolland pracujący dla 110 winiarzy na całym świecie, Mondavi, którzy chcą
                            produkować wino na Marsie... Znalazłem właśnie stronę fimu: www.mondovinofilm.com.
                            Polecam!
                      • amsti Re: na papierze 03.08.05, 22:02
                        Gość portalu: Marek napisał(a):

                        >Raz, że to co w polskim wydaniu mocno się dezaktualizuje,
                        > nie rozumiem, co się dezuaktualizuje???? opis danego wina???

                        nie to, że brak nowszych roczników
                        >
                        > dwa że jego ocena dla danego wina może niekoniecznie zgadzać z
                        > > jego aktualną oceną,
                        > no trudno żeby było inaczej skoro facet degustował dane wino z rocznika
                        > powiedzmy 96 lub 97 w roku 1998 czy 1999 a dzisiaj mamy 2005. Tylko że to jest
                        > bezsensowny zarzut bo w Parkerze mamy i tak kilku zdaniowy opis a w Johnsonie
                        > nie więc dalej nie rozumem dlaczego Johnson znalazł się w tym artykule a
                        Parker nie.

                        dlaczego bezsensowny? Wino się zmienia

                        >
                        > trzy że przegląd przez nawet francuskich producentów
                        > > ogranicza głównie do Bordeaux i Burgogne, reszta jest traktowana po
                        > macoszemu,
                        > Przepraszam a czy Pana egzemplarz przewodnika Parkera ma wyrwane kartki z
                        > rozdziałami o Alzacji czy Doliny Rodanu????

                        O Alzacji jest skandalicznie mało. Właściwie jest pianie zachwytów nad
                        Zind-Humbrecht'em (aczkolwiek uzasadnione) i trochę o innych producentach. Gdzie
                        tak znani, jak np. Trimbach, Hugel, Schlumberger czy Mure ?

                        O Rodanie trochę więcej. Ale prawie nic o innych regionach. Nawet szampan
                        cieniutko. A przecież to jego ukochana Francja.

                        > Jak sięto ma w stosunku do przewodnika Johnsona?? Czy on większą ilość win i
                        > producentó omawia z tych regionów?????
                        >
                        > > nawet jeśli chodzi o wina z Bordeaux to pomija białe wytrawne
                        > a jak się to ma do Johnsona który tylko zdawkowo o tym informuje???

                        Ale target Johnsona i Parkera jest inny. I dlatego jak ktoś zaczyna przygodę z
                        winem można mu polecić Johnsona, a Parkera nie
                        >

                        > wydaje mi się że ja zaliczam się do normalnych konsumentów, jeśli jest coś
                        > ciekawego z Bordeaux z roczników omawianych przez Parkera to zaglądam do niego
                        > bo Johnson w takim przypadku do niczego się nie nadaje
                        >

                        Wydaje mi się, że jednak to już wyższy poziom. Normalny konsument w pojęciu
                        polskim jest na etapie poznawania Sangre de Toro

                        Pozdrawiam
        • amsti Hm 02.08.05, 19:15

          > Amsti - jak to miło, że ktoś jeszcze o nas pamięta... Choć to raczej nie "Chłop
          > cy z
          > ferajny" (choćby z uwagi na Dorotę!), ale "Cudowne lata" byłyby bardziej na mi
          > ejscu
          > :o) Z tej ekipy tylko DAC i TB pracują jeszcze w Agorze, a ostatnio także AL (a
          > le to
          > późniejsza zmiana, kiedy już ja kierowałem dodatkiem).
          >

          No tak Dorota to "Dziewczyna z ferajny" Ale z "Cudownymi latami" to też prawda,
          zaryzykuję stwierdzenie, że zyski Agory we wtorki były większe niż w inne dni :)
          Szkoda, że się skończyło.

          Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do częstszych wizyt na forum

        • tytus5 Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce 04.08.05, 10:41
          Gość portalu: autor, autor... napisał(a):
          >
          > Tytus5 - ja też się cieszę, że mogłem przy okazji zareklamować to forum, do któ
          > rego
          > czuję duży sentyment :-) Ale jeśli zamiast krawata założysz muchę, lepiej włóż
          > też
          > bordową koszulę, bo to na niej wyląduje wówczas większość wina ;-)
          >

          Pragnę nadmienić, że żona kupuje mi wyłącznie bordowe koszule /pasują do koloru
          oczu/
          Przy okazji dwa słowa o Parkerze. Tę ksążkę poprostu źle się czyta. Może to
          kwestia tłumaczenia /nie miałem w rękach oryginału/ Zawsze jednak będę pod
          wrażeniem zapachu nowego skórzanego siodła /mój nr 2, zaraz po Małych
          Ciasteczkach (TM)/
          pzdrw
          Tytus
        • Gość: Sebman Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce IP: 213.134.152.* 04.08.05, 11:48
          Nie mam fobii islamskiej i wszystkich innych również staram się wystrzegać. A
          upadek winiarstwa w Polsce był tematem mojej pracy licencjackiej :-)
          pozdrawiam
          dzisiaj wyjeżdżam na wakacje. Do kraju islamskiego :-)
      • Gość: detalista Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.05, 12:09
        O polskim rynku wina można pisac wiele rzeczy, ale nalezy także podkreslić, że
        rynek ten dopiero się tworzy. Procesowi tworzenia towarzyszą paradoksy. Jeden z
        nich to taki, że stosowanie marż przez tzw. importerów/dystrybutorów są
        kosmiczne. Jak ktoś nie wierzy to niech jakieś wino (typ) poszuka bezpośrednio
        u producentów (czasami wieszają cenniki); można zobaczyć, że wina tam są min. 2
        razy tańsze. Ja ostatnio kupiłem bezpośrednio z Włoch kilka skrzynek wina, od
        jednego z lepszych piemonckich producentów (Ascheri), najdroższe barolo
        kosztowalo 20 euro, inne byly po 14 i 15. Zobaczcie w Polsce ile takie wino
        kosztuje. Ceny przyzwoitych barolo zaczynają się od 200 zł. Takich przykładów
        mógłbym dać więcej; zresztą od roku nie kupuje w Polsce wina, a bezpośrednio od
        producentów i pije lepsze wina i 2 razy tańsze, polecam (!). Wracając do
        kalkulacji: transport podraża wino maks. o 0,5 euro, akcyza jakieś 20%. VAT nie
        biore pod uwagę, bo producent odlicza VAT i w Polsce się go dolicza (stawki sa
        podobne). Jestem pewien, że to wino, o którym pisałem polscy (pseudo)
        dystrybutorzy wyceniliby na biegu 250 zł, a wino bez zniżek 20 euro mogliby
        kupić pewnie za 16-18, doliczcie sobie 0,5 euro za transport i 20% akcyzy,
        wyjdzie Wam maks. 100zł koszt w magazynie, a winko w detalu 250 zł. Detalista
        narzuca jakieś 30-50%, więc wychodzi że marże hurtowe są podobnej wielkości jak
        detalu.
        Nim polski rynek wina znormalnieje cenowo musi upłynąć trochę czasu...
        • Gość: Marek Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce IP: 217.79.151.* 03.08.05, 12:20
          To wszystko prawda, najgorsze jest jak ktoś sam importuje wina a potem je sam
          sprzedaje to wtedy na tej samej butelce dolicza kilkadziesiąt procent marży
          jako importer a potem kolejne kilkadziesiąt procent w swoim sklepie.
          Pierwsze jaskółki po wstąpieniu do Uni jednak są, pisałem kiedyć na forum że w
          sklepie PWW jest Ch. Mouton Rotshild 200 za ok. 1700 zł, większości klientów
          dalą oni 10% rabatu a więc wychodzi jakieś 1500 zł. To samo wino kosztuje w
          granicach 350-400 euro na zachodzie a więc cena zbliżona.
          U p. Miełżyńskiego w Warszawie Ch. Palmer 1999 jest za 540 zł a jesze pół roku
          temu było prawie za 800 zł. Cena tego wina we Francji to jakieś 110-120 euro.
          Są to bardzo drogie wina ale jednak jakaś poprawa jest.
          • andreas12 Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce 03.08.05, 13:00

            U p. Miełżyńskiego w Warszawie Ch. Palmer 1999 jest za 540 zł a jesze pół roku
            temu było prawie za 800 zł. Cena tego wina we Francji to jakieś 110-120 euro.
            Są to bardzo drogie wina ale jednak jakaś poprawa jest.
            83,78 w 1855.com
            • Gość: Marek Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce IP: 217.79.151.* 03.08.05, 13:39
              U p. Miełżyńskiego w Warszawie Ch. Palmer 1999 jest za 540 zł a jesze pół roku
              > temu było prawie za 800 zł. Cena tego wina we Francji to jakieś 110-120 euro.
              > Są to bardzo drogie wina ale jednak jakaś poprawa jest.
              > 83,78 w 1855.com
              hmm jak jakiś czas temu sprawdzałem i było u nich za 114 euro
              zresztą Palmer 2000 jest po 160 euro a w Warszawie za ok. 950 zł, drożej ale
              nie ma aż takiej przebitki jak dawniej, czyli 1 euro = 10 zł.
              • Gość: Cru Marku najdroższy! IP: *.vps.hosteurope.de 03.08.05, 14:10
                Czy nadal onanizujesz się nad hurtowym katalogiem importera?

                Blubrasz takie głupoty o winach jakbyś bez zrozumienia przepisywał źle
                przetłumaczone teksty z Parkera. Upodabniasz się do niejakiego Buncka.
                Gratulacje!
                • Gość: Marek Re: Marku najdroższy! IP: 217.79.151.* 03.08.05, 14:27
                  > Czy nadal onanizujesz się nad hurtowym katalogiem importera?
                  >
                  tak nadal, bo wina od niego po cenach hurtowych kupuję

                  > Blubrasz takie głupoty o winach jakbyś bez zrozumienia przepisywał źle
                  > przetłumaczone teksty z Parkera.
                  może podasz jakieś przykłady ????

                  >Upodabniasz się do niejakiego Buncka.
                  nie wiem kto to jest niejaki Buncek ale widzę że ty masz kłopoty ze
                  zrozumieniem tekstu pisanego po polsku i kulturą osobistą, może za długo
                  przebywasz w Niemczech?

                  > Gratulacje!
                  zachowaj je dla siebie, ja od Ciebie nie potrzebuję gratulacji
                  Nie pozdrawiam
        • Gość: docg w Newsweeku... IP: 212.160.147.* 04.08.05, 10:52
          ... napisali, że tego lata na południu Francji wino będzie rozdawane za darmo,
          ok. 400 butelek
          pozdrawiam
          • shuriken Re: w Newsweeku... 04.08.05, 10:54
            Radio Erewań? ;-)
            • Gość: docg nie, powaga - sprawdź, str 40 (n/t) IP: 212.160.147.* 04.08.05, 13:14
          • Gość: fechu W naleczowie tez rozdaja (n/txt) IP: *.forcom.com.pl / *.forcom.com.pl 04.08.05, 11:52
            • saltimbocca Re: W naleczowie tez rozdaja (n/txt) 04.08.05, 12:19
              Tak, zaraz więc należy się spodziewać reakcji Isabelle.daniel.vins tudzież
              isabelle.daniel.vins....
      • Gość: star Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce IP: *.skierniewice.mediaclub.pl 08.08.05, 20:03
        Artykul niezly. No i przekaz czytelny - pic!

        Zaskoczenie, ze pijemy juz polowe tego co Anglicy - naprawde?

        Z uchybien: jak juz Chile to lepiej polecac Carmenere, ktore zwykle daje wina
        przyjemne, owocowe no i lokalne jest podobnie jak polecane Pinotage w RPA
        (nawiasem mowiac to Cape Red wyglada nieco dziwnie w tym kontekscie - polecane
        po Pinotage). Jak juz mowimy ze nie Bordeaux i Bourgogne, a Langwedocja to moze
        warto by bylo polecic cos z tamtych stron, a nie graficznie jednak trwac przy
        Medoc. Egri bez producenta? Polecanie Nobilo White Cloud z Nowej Zelandii tez
        dziwne - mozna by napisac, ze Sauvignon Blanc. No i jak Meksyk na polskim rynku
        to jednak La Cetto - kroluje na roznych poziomach. Mimo tych nieco krytycznych
        uwag to jednak wybor cenowo akceptowalny oraz w wiekszosci reprezentatywny wiec
        w sumie nie jest tak zle:-)

        Pozdrawiam i gratuluje sily przebicia,
        star


        • tytus5 Re: "Wprost" - Francuski paradoks w Polsce 11.08.05, 22:06
          A może Redakcja "Wprost" przygarnęłaby Marka Bieńczyka? Wygląda na to,że
          "Przekrój" nie zamierza dalej zaprzątać sobie głowy takimi duperelami jak wino.
          pzdrw
          Tytus
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka