spol
02.09.02, 10:49
Zgodnie z teorią Romka i A'Tomka, słowo "łykent" pochodzi od łyku świeżego
powietrza. Dla mnie łykent jest również okazją do mało skrępowanego łykania
wina. Wczorajszy popołudnio-wieczór był do tego okazją doskonałą.
Znajomi jako pamiątkę z wakacji przywieźli nam tureckie wino. Przymierzałem
się do niego jak pies do jeża, ale w końcu się zdecydowałem. Białe wytrawne o
nazwie Doluca. Odczytałem, że zrobione ze szczepów semillon i sultanyie
(ciągle się zastanawiam czy chodzi o rodzynki...) i że pochodzi z regionów
Marmara i Ege. Ten, kto twierdzi, że francuski jest językiem szatana, niech
spróbuje poradzić sobie z turecką etykietą na butelce! Winko cieniutkie, ale
wcale nie kwaśne. Takie leciuchne do popijania zamiast kompotu, w sam raz dla
polskich turystów, którzy w życiu wina w ustach nie mieli. Się przynajmniej
nie zrażą. Powiem szczerze, że gdyby nie to, że pochodziło z Turcji, to nie
chciało by mi się nawet logować na forum. A tak jest ciekawostka. A może ktoś
z Szanownych Państwa ma inne, wartościowsze doświadczenia z tureckimi winami?
Pominę dwa kolejne wina - jedno było niedobre, drugie dobre, ale już
obdyskutowane :-) (argentyńskie sagiovese Trivento). O trzecim też już kiedyś
pisałem, ale napiszę znowu, bo pasjami uwielbiam! Chodzi o Côte-Rôtie z
samego początku doliny Rodanu. Maleńka apelacja - niespełna 200 ha i garść
producentów. Moje pochodziło od Michela Ogier i było z rocznika 1997. To
zaledwie początek jego przydatności do spożycia. Wino zrobione wyłącznie ze
szczepu syrah - inni producenci dodają czasem do 20 % viogner. Zanim trafiło
do butelki przeleżało 18 miesięcy w dębowych beczkach. Dębina jeszcze bardzo
wyraźna, dlatego mnie jako mało doświadczonemu trudno jest określić niuanse
smaku. Ale zapewniam - to wielkie wino, zrównoważone, bardzo pełne w smaku i
długo pozostające w ustach. Wiem, że to niewiele mówi, ale może ktoś z
czytających próbował kiedyś i lepiej opisze? To jedno z najlepszych
francuskich win - to nie tylko moja opinia. Niestety, nigdzie w Polsce nie
spotkałem. I nie dziwię się - wino pana Ogier rozchodzi się, a właściwie
rozpływa dzięki indywidualnym zamówieniom głównie zamorskich kupców. U
producenta kosztowało kiedyś 80 FRF, czyli aktualnie niecałe 60 zł (po
przeliczeniu przez euro). W sieci znalazłem ceny $54 za rocznik 2000, Ł20 za
1998, Ł20 i $45 za 1996, Ł19 za 1995. W meczu Francja - Włochy bez wahania
wystawiłbym je w ataku (to było oczywiście do Giorgia! :-)).
I na tym wieczór się zakończył, bo po Côte-Rôtie trudno jest zaproponować coś
lepszego.
A oto, co znalazłem w sieci:
www.topwinesearch.com/tws.taf?lng=en&lng=fr