grruby77
30.03.06, 22:14
akcja rozgrywała się parę lat temu w Bieszczadach podczas tzw. wakacji
letnich(początek lipca). piękna pogoda, słoneczko świeci, więc postanowiliśmy
z kumplem wybrać się do znanej=) miejscowości wypoczynkowo rekraacyjnej,
ochłodzić duszę i ciało. wybór padł na Polańczyk=) do przejechania mieliśmy
około 40 km. Po jakimś czasie czekania,widzimy nadjeżdżającą na horyzoncie
osobówkę i zbliżającego się do nas rowerzystę(jechał w tym samym kierunku co
osobówka). Zaczynamy machać i tym samym momencie znajduje się obok nas
rowerzysta. Zatrzymuje się i pyta, o co chodzi ? Tłumaczymy że łapiemy stopa,
a koleś na to, z awanturą i pretensjami, ".. po co mnie zatrzymujecie, po co
marnujecie mój czas i etc.". Zaczął cos marudzić pod nosem i odjechał,a na
koniec dodał, że i tak nas nie podwiezie, bo nie ma bagażnika=).
było zabawnie(dla mnie). pozdrowienia dla rowerzystów=)