Gość: Nata
IP: *.chello.pl
21.04.08, 17:32
Postaram sie krotko i zwiezle:
PIATEK
rano:
- telefon, ze ktos tam nie moze do Egiptu i czy pojedziemy za 760
pln/osoba (hotel Resta Sharm). Uzgadniamy, ze jedziemy - otrzymujemy
namiary na ww biuro - dzwonimy po 10 min > za pozno: wycieczka
sprzedana... :((
- jednak moze trafi sie jakas rownie fajna okazja? Prosimy o
poszukanie czegos dla nas i naszego 2-letniego dziecka.
po poludniu:
- pare telefonow z ofertami, zastanawiamy sie, dyskutujemy...
wieczorem:
- godzina 19.00 JEST !!! Riviera Turecka, 900 pln/os 3,5*.
Otrzymujemy info: brac w ciemno bo znowu przepadnie. Potrzebna
zaliczka 500 pln i mozna sie pakowac 30.04 wylot :)
- biegiem do bankomatu - biuro czynne do 19 ale czekaja specjalnie
tylko na nas. Wszystko szybko bo przepadnie a to super-okazja.
Znajomy znajomego to wlascieciel hotelu - nic zlego nie moze nas
spotkac. Fotki na www jakiegos biura turystycznego wygladaja bardzo
fajnie. Oczami wyobrazni plywamy w basenie, spacerujemy po zielonej
i miekkiej trawie okolic hotelu, opalamy sie....
SUPER !!!
- otrzymujemy komputerowy wydruk rezerwacji (podpisujemy, ze
akceptujemy 'warunki uczestnictwa'), otrzymujemy KP i kartke z nr
konta do doplaty roznicy. Podpisanie umowy we wtorek
poznym wieczorem:
- ogladamy kilka filmow na You Tube z tego 'super' hotelu (club
hotel berr) - zbiera nam sie na wymioty. Syf jakiego nie widzielismy
nigdy w najgorszej dziurze w Polsce. All Inclusive to potrawy i
napoje, ktore czekaja w 27st. upale na chetnych, dookola smieci,
trasa szybkiego ruchu a z hotelu na plaze idzie sie ohydnym,
smierdzacym i ubloconym tunelem (pod ta trasa) obok rury odplywowej,
ktora swoja droge konczy w morzu. Przy basenie polamane kafelki, ze
dziecko mogloby pokaleczyc nogi, pokoj koszmarny.
Najpierw nie chcemy wierzyc ze to TEN hotel ale patrzymy znow na www
biura i na film - niestety to ten wlasnie hotel...
Decyzja - wycofujemy sie.
SOBOTA 10.00 rano
- dzwonimy do biura, ze z waznych powodow rodzinnych o ktorych
dowiedzielismy sie w pt.wieczorem nie bedziemy mogli jechac...
ZACZYNAMY ZABAWE !!!
- dowiadujemy sie, ze nic sie nie da zrobic
- nie mozna sie wycofac i to nie jest dziecinada, ze najpierw sie
rezewuje a zaraz potem odwoluje
- przeciez nikt nas nie zmusi prawda? po prostu cos wypadlo
- prawda ale to kosztuje - bedziemy placic 50% calej wycieczki
- no jak to? przeciez to 'super okazja' - napewno sie sprzeda
- moze tak a moze nie - nawet jesli sie sprzeda komus innemu to
zmiana nazwiska w rezerwacji kosztuje 200 pln/ osoba
- prosimy czy nie da sie jakos tego odkrecic- w koncu uplynelo
zaledwie pare godzin, nie chcemy sprawiac klopotu ale tak wyszlo
- zobacza co da sie zrobic ale raczej nic. Sprobuja zminimalizowac
koszty
SOBOTA WIECZOR/ NIEDZIELA
- odrabiamy lekcje: nie ma zadnej umowy - nawet nikt nas nie spisal
z dowodu. Jest tylko karteczka z komputera (tzw. rezerwacja) oraz KP
na 500 pln. Warunki uczestnictwa w calosci dotycza zdarzen po
podpisaniu umowy i wszystkie te 'strachy na lachy' - tez sa po
podpisaniu umowy. Czytamy Ustawe i troche Kodeks Cywilny.
WIEMY, ze nie moga zatrzymac naszych pieniedzy.
ALE UWAGA - gdyby w piatek z komputerka wydrukowala sie umowa -
byloby po nas...
PONIEDZIALEK
- dzwonimy i informujemy, ze dzis przyjedziemy odebrac kase. Mowimy
tonem zdecydowanym (nie jak w sobote).
- nooooo nie bardzo mozemy bo decyzja nalezy do organizatora
wycieczki a nie do nich, wiec musimy teraz czekac jaka zapadnie
decyzja
- no jak to? KP mamy od was a nie od organizatora, nie jestesmy
zwiazani zadna umowa - nie ma takiego paragrafu, ktory pozwolilby
wam przetrzymywac nasza kase bo niczego takiego nie podpisalismy, ze
nie mozemy sie wycofac a wasze wewnetzrne rozliczenia z
organizatorem nas nie dotycza
- kase oddadza ale jestesmy gnoje i bez sumienia bo oni beda teraz
placic koszty tej rezerwacji u organizatora
Zatem cieszymy sie ze take z nas dupki i nie dalismy sie wkrecic za
2700 pln - a nawet za 500 pln.
OSTRZEGAMY - uwaga na takie okazje co to za 2 minuty juz ich nie
bedzie i trzeba sie decydowac JUZ.
PATRZCIE co podpisujecie i nie dajcie sie oszukac...
... a przede wszystkim BEZ EMOJI - bo jak sie chce wyjechac na
slonko i odpoczac to czlowieka taka glupawka ogarnia, ze uwierzy w
podkolorowana fotke i w bajeczki o all iclusive...
Oferte zabieramy do domu, przeszukujemy neta, opinie i zdjecia a
potem czytamy uwaznie umowe - to gwarancja udanych wakacji
Nazwa posrednika tu nie ma znaczenia - sadze, ze wszyscy kombinuja
podobnie - byleby sprzedac a reszte maja gdzies... czy sie polamiesz
czy sie otrujesz a w najlepszym wypadku tylko ostro wnerwisz za pare
tysiecy zlotych...