Dodaj do ulubionych

jak siebie motywujecie?

16.11.10, 18:13
Dopiero zaczelam swoja droge w walce z nieplodnoscia. Stracilam wiele czasu na niekompetentnych lekarzy, ktorzy karmili mnie banalami o blokadzie psychicznej nie zauwazajac wielu symptomow ( jak i nieprawidlowych wynikow hormonalnych) swiadczacych o moim problemie...Ale nie o tym chcialam...

Zwracam sie do Was o rady jak radzic sobie z poczuciem bezsilnosci i czystym smutkiem, ktory sie u mnie pojawil ( byc moze u Was takze ) i niebezpiecznie sie poglebia.

Problem z plodnoscia lezy po mojej stronie i choc wiem, ze nie powinnam sie za nic obwiniac to rosnie jakies poczucie winy, beznadziejnosci, braku wiary, motywacji.

Postepuje wedlug planu lekarza i staram sie myslec pozytywnie bo jestem raczej osoba, ktora zawsze widzi w polowie pelna szklanke a nie w polowie pusta, ale czasami czuje ze wszystko mnie przerasta. Nie wiem czy aura jesienno-zimowa nie ma tym jakiegos udzialu ale wyraznie posmutnialam i siebie takiej nie lubie sad

Macie jakies sposoby?
Obserwuj wątek
    • lesny_drobiazg Re: jak siebie motywujecie? 16.11.10, 20:55
      "Blokada psychiczna" to mój ulubiony temat... wink

      A tak do rzeczy... każdy niestety musi znaleźć swój własny sposób na smutki, żale, płacze i histerie, bo i histeria się zdarza... Raz jest lepiej, raz gorzej. Nie wolno się obwiniać! Ale też przez to przechodziłam, choć u nas problem był nieokreślony (później obniżyły się parametry nasienia, co z kolei mocno walnęło mojego męża).

      Nie dołuj się - jak to łatwo powiedzieć... jednak staram się, staram się niezmiennie od ponad dwóch lat (w sumie 3 lata starań), choć z różnym skutkiem. Zawsze bardzo pomagało mi wypisanie się na forum, gdzie mogłam spotkać osoby z podobnymi problemami - czyli takie, które mnie rozumieją. Więc nie krępuj się, smily4kama1 wink Dużo siły życzę - no i powodzenia.
      • smily4kama1 Re: jak siebie motywujecie? 17.11.10, 00:59
        Dziękuję za odpowiedź.

        Widać muszę znaleźć własny sposób choć nie ukrywam, że jest to trudne, tym bardziej że mąż raczej niechętnie porusza ten temat. Nie dlatego, że się nie interesuje, bo on jest super zdrowy, tylko ( tak podejrzewam ) czuje się bezsilny.

        A co do wspomnianej "blokady psychicznej" to mam na koncie wizytę w gabinecie gdzie jeden konował zalecił mi kupienie sobie psa aby zająć sobie czas i nie myśleć o dziecku. Teraz kiedy wiem, że muszę się leczyć mam ochotę go odwiedzić i zarządać zwrotu pieniędzy. Jak można przeoczyć o 10 razy za niski progesteron?

        Myślę sobie, że również przez takich lekarzy rozwinęła się u mnie frustracja. Jak teraz komuś zaufać? Tyle lat straconych...

        Podobnie jest z naszymi klinikami... ciągle się boję, że ktoś będzie chciał ze mnie wyciągnąć tylko kasę i przedłużyć czas oczekiwania na udaną ciążę...w sensie, że specjaliści pracujący tam dobrze znają portret psychologiczny nas, kobiet walczących o dziecko i wiedzą, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko ( także spłukać się finansowo );

        A może za dużo się naczytałam, może brak mi wiary w lekarzy...
        • tuya Re: jak siebie motywujecie? 19.11.10, 15:34
          smily4kama1 napisała:
          > A co do wspomnianej "blokady psychicznej" to mam na koncie wizytę w gabinecie g
          > dzie jeden konował zalecił mi kupienie sobie psa aby zająć sobie czas i nie myś
          > leć o dziecku.

          Abstrahując od kwalifikacji lekarza to wcale nie jest taki głupi pomysł. A jeszcze lepiej wziąć ze schroniska wink Od 3 miesięcy od kiedy mamy psa naprawdę jestem spokojniejsza w porównaniu z poprzednim rokiem starań. Po pierwsze - rzeczywiście jest mniej czasu na rozmyślania bo zwierzaka trzeba codziennie wyspacerować, ugotować mu jeść, wygłaskać itp. Po drugie jak człowiek z musu spaceruje 3 razy dziennie to jakiś jest spokojniejszy, w weekendy tez obowiązkowe włóczenie się na świeżym powietrzu bo nasz zwierz z tych co lubią dużo biegać. Zawsze jest się do kogo przytulić jak mi smutno. I uczę się od niego cierpliwości - jak coś chce to tak długo będzie podawał łapę aż go pogłaskam, dam łakocia czy rzucę piłeczkę.

          Taki mały pean na cześć zwierzakówsmile Oczywiście zdaję sobie sprawę że nie wszyscy mają warunki czy chęć ale jak ktoś może i chce to jak najbardziej polecam. No i dzieci się podobno zdrowsze chowają przy zwierzętach...
          • smily4kama1 tuya 22.11.10, 10:31

            Wiem o czym piszesz...ale tak sie sklada ze mam dwa owczarki niemieckie smile najukochansze psiaki pod Sloncem... a co do lekarza to chyba mial na mysli zajecie sobie glowy czyms innym...i rozumiem ten argument gdyby nie to, ze przeoczyl o 10 razy za niski progesteron w fl....
    • aguladarek24 Re: jak siebie motywujecie? 17.11.10, 10:07
      nie ma złotego środka ... po prostu są gorsze dni i lepsze przy tych całkiem do bani to tak naprawde nic nie pomaga ...... trzeba to przeczekac czasem sie wyplakac w poduszke zeby sie obudzic nastepnego dnia i powiedziac samej do siebie ze nic nie zostalo jak tylko walczyc.........
      • nie_diabelek Re: jak siebie motywujecie? 17.11.10, 10:36
        Ja też chciałabym poznać tą cudowną metodę jak uniknąć podłego nastroju w całej tej sytuacji. Ja mam dobry humor jak jestem w środku cyklu, wtedy kiedy jeszcze wszystko jest możliwe. No a jak przychodzi @ to nic ni pomoże. Zawsze zaliczam doła.
        Tak sobie pomyślałam, że jak teraz znów będzie czas na @ to może w ten dzień ze znajomymi do kina bym poszła na jakiś wesoły film.
        Dla mnie pomocą są też książki. Czytać, czytać, czytać i nie myśleć o tym co się dzieje wokół.
        No i jeszcze planowanie wakacji!!! smile To nic, że to jeszcze prawie cały rok. Ja mogłabym całą dobę siedzieć na necie i podróżować wirtualnie, kombinując gdzie by tu pojechać. Mój mąż się ze mnie śmieje, że Google Earth to mój najlepszy przyjaciel smile
        Pozdrawiam i życzę duuuuużo siły!!!!!
    • a_nonima Re: jak siebie motywujecie? 17.11.10, 11:17
      Nie ma złotego środka. Każdy musi znaleźć dla siebie najlepszy sposób na radzenie sobie z niepłodnością.
      Ja poradziłam sobie w momencie, kiedy zdecydowaliśmy z mężem, że zaprzestajemy leczenia i adoptujemy dziecko. Usłyszeliśmy, że w DD czeka na nas maleńka córeczka. Tydzień później byłam w ciaży. Tym sposobem czekałam na dwoje dzieci i jestem szczęśliwą mamą cudnej dwójeczki.
      • smily4kama1 Re: jak siebie motywujecie? 17.11.10, 12:37

        Tak, zdaje sobie sprawe ze nie ma zlotego srodka i pewnie kazdy ma swoj wlasny sposob.

        Google Earth i planowanie wycieczek to swietny pomysl i chyba na podejme sie zadania. Moze najpierw jakis maly trip a kiedys moze i nawet cos wiekszego.

        Ksiazki uwielbiam i caly cos czytam, tylko ostatnio mi odeszla ochota nawet na czytanie. Lubie chodzic do kina, wiec moze to podziala.

        Na razie zrobilam pierwszy krok i zapisalam sie na zumbe i joge ( juz kiedys chodzilam na joge, ale przerwalam kurs ).

        Od stycznia chcialabym pojsc jeszcze na kurs hiszpanskiego.

        Moze uda mi sie odwrocic uwage od tego calego zamieszania z leczeniem. Szkoda, ze budzet mnie ogranicza bo uwielbiam kupowac nowe ubrania, kosmetyki,etc.
        • nie_diabelek Re: jak siebie motywujecie? 17.11.10, 13:44
          Ja tez myślałam o zumbie. Jutro mam w planach iść do klubu i podpytać się co i jak smile
          • zosia9 Re: jak siebie motywujecie? 19.11.10, 19:09
            zauważyłam coś u Ciebie. Chodzi mi o twoje podejście do lekarza, który chce wyciągnąć kase. Patrząc na kolejki w gabinetach argument jest chybionywink ale wiele mówi o Tobie i postawie życiowej. Nie jest to nieczym dziwnym w naszym społeczeństwie bo tak jesteśmy kształotowani, ale może spróbuj to zmienić i zaufać lekarzowi. Na prawde im też zalezy na dobrych wynikach klinik ( jeżeli juz patrzymy się tak cynicznie).
            Mnie też denerwuje "blokada psychiczna" i podejście że niepłodnoć to kara ....(za co??? tego już nikt nie precyzuje głośno. Chyba ze jest się Nelly Rokitą)
            • krolowasniezka Re: jak siebie motywujecie? 20.11.10, 22:01
              mi pomaga forum, psycholog i czas... nieplodnosc przychodzi do nas v ktoryms momecie... wiec tak jestem z mezem przez jakijs czas i mamy problem z posiadaniem dzieci ale o tym nie wiemy bo o nie sie nie staramy i jestesmy albo szczesliwi albo nieszczesliwi bo nieszczesliwym mozna byc nie tylko z powodu nieplodnosci... pozniej zaczynamy sie starac i tu przychodzi stres ponad wiekszy niz u chorych na raka czesto jest bardzo zle ale w najgorszym smutku mozna sobie zafundowac jakas przyjemnosc - zrobic cos co naprawde lubimy( przytulic kochanego psa i sie ucieszyc z tego ze nie wpadl pod nagle wyjezdzajacy samochod)i przez chwile sprobowac sie cieszyc ta chwila i niech to bedzie tylko jedna chwila w tygodniu a reszte zobaczymy w czarnym swiecie to przez ta chwile bylyszmy szczesliwe... moze w przyszlym tygodniu takich chwil bedzie dwie
            • smily4kama1 zosia9 22.11.10, 10:38
              Chcialabym tylko wyjasnic, ze ten brak wiary w lekarzy nie wzial sie z nikad. Przez bardzo dlugi czas chodzilam do Pani ginekolog, do ktorej mialam mega zaufanie, bo rozwiazywala zawsze moje problemy z krwotokami, leczyla torbiele, itd. Gorzej bylo w temacie zachodzenia w ciaze...zrobilam u niej mnostwo badan i ciagle mi powtarzala, ze wszystko gra, kiedy wlasnie jak sie okazalo nie gralo...

              Zmienilam lekarza i trafilam na kolejnego ktory odeslal mnie z kwitkiem...dodam, ze mieszkam w Irlandii i taka jedna pogadanka z lekarzem kosztuje mnie okolo 70 eur ( wizyta z USG 160 eur ). W miedzyczasie zdarzyla mi sie operacja wyrostka robaczkowego ktora zdiagnozowano niewlasciwie...mialam zwyczajna angine ropna (sic!)

              No i jak tu w koncu komus zaufac? Masz racje, staram sie ufac mojemu lekarzowi, bo w koncu komus trzeba, ale panicznie boje sie kolejnych straconych lat, albo wodzenia za nos...
              • zosia9 Re: zosia9 22.11.10, 15:18
                I tutaj wydaje mi się że dochodzimy do problemu nie tylko twojego, ale większości osób. Zanim trafi się do kliniki leczenia niepłodności (" Bo tam jak wiadomo tylko naciągają na in vitro"smile, które jest ostatecznoscią") Spędza się lata u ginekologów którzy nie mają pojęcia o leczeniu niepłodności, a np są świetnymi położnikami. Ile razy słyszy się, że u mnie to wszystko w normie bo miałam robione hormony, a dalej nie zachodze??? Polecam w ramach motywacji powiedzieć sobie czasami, że pora zrobić następny krok, czyli udać się do specjalisty mimo że w nazwie jest to kontowersyjne in vitro. A podchodzenie do 10 inseminacji, pochłania czas, energie, pieniądze i łzy. Mnie własnie to motywowało do działania i miałam tylko jedną inseminacje. Mimo że moje in vitro tez nie należało do najłatwiejszych, bo przeszłam przez hiperstymulacje. Powodzenia
                • smily4kama1 Re: zosia9 22.11.10, 16:02
                  Co do specjalisty... na razie mam pierwsza wizyte w klinice nieplodnosci za soba i nastepna wizyte za 10 dni.

                  Lekarz zrobil na mnie pozytywne wrazenie i szczerze powiedziawszy oprocz tych negatywnych opinii w internecie ( klientki w samej klinice wydawaly sie zadowolone ) nie moge mu nic zarzucic. Pytanie na ile te opinie odzwierciedlaja prawde? Moze czasami czlowiek po prostu za duzo grzebie w tej sieci? Stad chyba nabralam zwatpien???

                  A samego "in vitro" jako zabiegu czy slowa sie nie boje. Wrecz przeciwnie. Jesli bedzie taka potrzeba to wiadomo, ze zrobimy.

                  P.S. Nic dziwnego, ze czlowiek jest rozzalony kiedy ginekolog ktory zleca zrobienie hormonow sam nie umie odczytac wyniku prawidlowo, ze przez dwa lata widzi nieistniejaca owulacje na monitoringu, ze przeoczyl PCOS, etc. No coz, od kogos z tytulem ginekolog-endokrynolog chyba powinna sie tego oczekiwac...
                  • zosia9 Re: zosia9 22.11.10, 16:48
                    I nie oczekuj że wszyscy będą zadowoleni z tego samego lekarza. Opinie będą różne jak różne są osobowości ludzi. Jak zwykł mawiać mój mąż lekarz szczela i nie widomo czy trafi. Może trafi może nie, jak nie to musi zmienić lek, dawke, technike.... Ja np nie mogłam prześć długiego protokołu, źle znosiłam wyciszacze. Daj czas sobie i jemu.
    • mala-sokolka Re: jak siebie motywujecie? 20.11.10, 23:23
      Fajny wątek smile
      Ja, gdy zaliczyłam dno dna (chyba już niżej upaść się nie dało) wylądowałam u psychologa. Chwytałam się niemal wszystkiego, nie pomagały dodatkowe kursy, sport, techniki relaksu. Nie mogłam się zrelaksować, nie mogłam się wyspać, książki poszły w odstawkę, wycieczki za miasto przestały cieszyć a praca dołowała. Odkąd jestem pod opieką psychologa, wracam do życia i dużo łatwiej znoszę sytuację.
      Też myślę o psiaku, zwłaszcza, że połowę życia miałam wspaniałego futrzaka. Po nowym roku okaże się, czy pojawi się u nas nowy czworołapny lokator wink
      • tuya Re: jak siebie motywujecie? 21.11.10, 10:46
        Mnie jeszcze motywuje oglądanie zdjęć bliźniaków znajomych, które właśnie skończyły rok i są nieziemskie. Po prostu jak widzę te uśmiechnięte buzie to wiem że dam rade wbić sobie każdą igłę żeby tylko też takie mieć. Mam świra na punkcie bliźniaków, chociaż zdaję sobie sprawę że to większe ryzyko i oczywiście będę zadowolona nawet jak będzie jedno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka