Dopiero zaczelam swoja droge w walce z nieplodnoscia. Stracilam wiele czasu na niekompetentnych lekarzy, ktorzy karmili mnie banalami o blokadzie psychicznej nie zauwazajac wielu symptomow ( jak i nieprawidlowych wynikow hormonalnych) swiadczacych o moim problemie...Ale nie o tym chcialam...
Zwracam sie do Was o rady jak radzic sobie z poczuciem bezsilnosci i czystym smutkiem, ktory sie u mnie pojawil ( byc moze u Was takze ) i niebezpiecznie sie poglebia.
Problem z plodnoscia lezy po mojej stronie i choc wiem, ze nie powinnam sie za nic obwiniac to rosnie jakies poczucie winy, beznadziejnosci, braku wiary, motywacji.
Postepuje wedlug planu lekarza i staram sie myslec pozytywnie bo jestem raczej osoba, ktora zawsze widzi w polowie pelna szklanke a nie w polowie pusta, ale czasami czuje ze wszystko mnie przerasta. Nie wiem czy aura jesienno-zimowa nie ma tym jakiegos udzialu ale wyraznie posmutnialam i siebie takiej nie lubie
Macie jakies sposoby?