Witam wszystkich bardzo serdecznie,
Z góry uprzedzam – post jest długi. Wytrwałym bardzo dziękuję J
Chciałam się z Wami podzielić wrażeniami mojego męża z wizyty u profesora.
Otóż mąż mój wybrał się do profesora w związku z rozpoznaniem cryptozoospermi
po badaniu nasienia (badanie w nOvum).
Wizyta u profesora była przyspieszona, ponieważ mieliśmy nadzieje na
jakiekolwiek leczenie farmakologiczne przed ewentualnym leczeniem w klinice
niepłodności (na co zbieramy finanse).
Mąż dowiedział się, że:
- z takimi wynikami badania nasienia do może udać się jedynie do
kliniki niepłodności („ale to bardzo droga sprawa jest”

- ma za małe jądra – „powinni to panu powiedzieć na komisji wojskowej”
(mąż powiedział, że na komisji nie przekazano mu takich sugestii i co to by
zmieniło – na co profesor, że już wtedy mógłby się dowiedzieć, że jest
bezpłodny! )
- przyjmowane przez męża witaminy – selen+e, salfazin, folik, żen-szeń –
nie pomogą w niczym innym jak tylko w lepszym samopoczuciu – „proszę pana,
nie będziemy się tu bawić w ziołolecznictwo”
- profesor nie przepisze mu żadnych leków na poprawę parametrów
nasienia, bo przecież przypadek nie nadaje się do leczenia
- profesor nie przepisze mu żadnych badań – nawet hormonalnych, bo
tutaj proszę pana nie ma co leczyć (!) (po długich naleganiach męża przepisał
PRL FSH, estradiol, testosteron, i jeszcze dwa, w tej chwili nie pamiętam)
- z wynikami badań hormonalnych to się mąż może zgłosić do kliniki
niepłodności, bo pana profesora one nie obchodzą...
- jedynym dla nas wyjściem jest leczenie w klinice niepłodności – in
vitro – „ale to jest bardzo drogie leczenie i nie pewnie będzie państwa na
nie stać (!)
- jeśli się zdecydujemy na klinikę niepłodności i in vitro to tym samym
zgadzamy się, że nasz przyszły syn też będzie bezpłodny
- mąż próbował się dowiedzieć, dlaczego ma takie słabe wyniki – czy
przeszkodził tutaj stres, praca (jest informatykiem, pracował w wysokim polu
magnetycznym), czy to genetycznie tak się zrobiło – profesor stwierdził, że
ani praca, ani stres nie mają wpływu na wyniki i być może jest to problem
genetyczny z rozwoju płodowego męża, ale „ja nie jestem wróżką i zgadywał nie
będę”...
Generalnie profesor był bardzo niemiły i stwarzał wrażenie, że mu się
przeszkadza...
W związku z tym jestem bardzo zawiedziona, mieliśmy nadzieję, że profesor
podpowie, jak jeszcze można walczyć, zaproponuje jakiekolwiek leczenie, usg ,
zabieg, doda otuchy cokolwiek... Tymczasem bardzo zniechęcił mojego męża i
pośrednio mnie do dalszych wizyt u andrologów (które co by nie było do
przyjemności nie należą) oraz innych specjalistów.
Pisząc ten post nie mam potrzeby kogokolwiek zniechęcać do profesora – być
może miał zły dzień, może nasza konkretna sytuacja jest rzeczywiście
beznadziejna, ale chciałam się wam wyżalić i prosić o wsparcie do dalszej
nierównej walki.
Jeśli możecie mi polecić innego lekarza androloga będę wdzięczna za namiary.
Pozdrawiam ciepło
kasku_h