Gość: Aurelia
IP: *.sokolowice.sdi.tpnet.pl
14.07.03, 20:33
Napisałam do WAS po raz pierwszy wczoraj. A dzisiaj czuję się beznadziejnie,
nie chce mi się żyć, nie potrafię się otrząsnąć. Nie postawili mi jeszcze
żadnej diagnozy ale mimo to nie czuję, żebym mogła być kiedyś szczęśliwa ...
Od dwóch lat jestem mężatką, mój mąż jest starszy ode mnie o 15 lat. Mam
dopiero ( a może już) 25 lat. Od dwóch lat "próbujemy" a raczej wydaje mi
się, że tylko ja próbuję. Mąż nie ma dla mnie czasu, powtarza zawsze że mnie
kocha, jestem (bez fałszywej skromności) raczej BARDZO atrakcyjną
dziewczyną, ale mój mąż nie przeżywa, nie martwi się nigdy kiedy napomknę o
tym, że może to już czas żeby mieć aniołka który będzie cząstką nas.
Dlaczego on jest taki spokojny "obojętny", kiedy mówię o dziecku, kiedy
mówię że kochaliśmy się po tym jak test owulacyjny wyszedł super pozytywnie
i niestety dostaję miesiączkę ?
On nie widzi powodów do paniki i potrzeby zbadania się (nas obojga), uważa
że przesadzam, bo "jak Bóg zechce to będziemy mieć dziecko, wszystko w swoim
czasie"?!!!
Ja tak się boję, przezywam to że on nie przezywa. Ja jestem młoda i to on
powinien wg mnie namawiać mnie a nie ja jego.
Czy gdyby mnie kochał to szalał by z niepokoju, chciałaby rozmawiać, nie
mówiłby "to zaplanuj sobie badania".
Dlaczego czuję, że to nie w porządku, że zostawiamnie z tym samą, jakby to
tylko mnie dotyczyło i było moim problemem a nie NASZYM, NASZYM, NASZYM ....
Nie chce mnie wysłuchać, mówi że ja nie mam żadnych problemów więc wymyślam
je sobie bo tak lubię?
Cierpię, mam problemy z podołaniem, psychicznym podołaniem i przyjęciem do
wiadomości że on ma rację a w rzeczywistości kiedy mu mówię, że czasami
wydaje mi się obcym człowiekiem, którego przestaję kochać i nie mogę czasami
na niego patrzeć tak jak kiedyś.
Jest moim pierwszym mężczyzną, nie miałam nikogo przed nim, wokół niego
kręci się całe moje żałosne życie.... czasem mam ochotę go zostawić ale nie
mam dokąd pójść nie potrafię funkcjonować bez niego, jego uwagi, potrzebuję
jego ciepła i przyjaźni a wtedy on mówi że moje życie to bajka, która nie
istnieje i powinnam pomyśleć o "prawdziwym życiu i prawdziwych problemach".
Nie mam siły płakać, nie chcę wychodzić do ludzi bo nie powstrzymam łez, a
żeby było ciekawiej to wszyscy myślą że można mi tylko pozazdrościć.
Co za ironia ...
Jeśli ktokolwiek z WAS, znalazł się w tak złej sytuacji może widział gdzieś
podobne sytuacje - proszę o komentarz.
Myślę że nie potrzebuję, tylko badania ginekologicznego, nie widzę sensu
robić go dla siebie. Jeśli sobie nie poradzę to marnie skończę w domu
wariatów.
I tak już zmarniałam, schudłam w oczach, popadłam w totalną apatię.
Pod makijażem ukrywam smutek, żal i słone łzy ...