Dodaj do ulubionych

ZŁAMANE SERCE

IP: *.sokolowice.sdi.tpnet.pl 14.07.03, 20:33
Napisałam do WAS po raz pierwszy wczoraj. A dzisiaj czuję się beznadziejnie,
nie chce mi się żyć, nie potrafię się otrząsnąć. Nie postawili mi jeszcze
żadnej diagnozy ale mimo to nie czuję, żebym mogła być kiedyś szczęśliwa ...
Od dwóch lat jestem mężatką, mój mąż jest starszy ode mnie o 15 lat. Mam
dopiero ( a może już) 25 lat. Od dwóch lat "próbujemy" a raczej wydaje mi
się, że tylko ja próbuję. Mąż nie ma dla mnie czasu, powtarza zawsze że mnie
kocha, jestem (bez fałszywej skromności) raczej BARDZO atrakcyjną
dziewczyną, ale mój mąż nie przeżywa, nie martwi się nigdy kiedy napomknę o
tym, że może to już czas żeby mieć aniołka który będzie cząstką nas.
Dlaczego on jest taki spokojny "obojętny", kiedy mówię o dziecku, kiedy
mówię że kochaliśmy się po tym jak test owulacyjny wyszedł super pozytywnie
i niestety dostaję miesiączkę ?
On nie widzi powodów do paniki i potrzeby zbadania się (nas obojga), uważa
że przesadzam, bo "jak Bóg zechce to będziemy mieć dziecko, wszystko w swoim
czasie"?!!!
Ja tak się boję, przezywam to że on nie przezywa. Ja jestem młoda i to on
powinien wg mnie namawiać mnie a nie ja jego.
Czy gdyby mnie kochał to szalał by z niepokoju, chciałaby rozmawiać, nie
mówiłby "to zaplanuj sobie badania".
Dlaczego czuję, że to nie w porządku, że zostawiamnie z tym samą, jakby to
tylko mnie dotyczyło i było moim problemem a nie NASZYM, NASZYM, NASZYM ....
Nie chce mnie wysłuchać, mówi że ja nie mam żadnych problemów więc wymyślam
je sobie bo tak lubię?
Cierpię, mam problemy z podołaniem, psychicznym podołaniem i przyjęciem do
wiadomości że on ma rację a w rzeczywistości kiedy mu mówię, że czasami
wydaje mi się obcym człowiekiem, którego przestaję kochać i nie mogę czasami
na niego patrzeć tak jak kiedyś.
Jest moim pierwszym mężczyzną, nie miałam nikogo przed nim, wokół niego
kręci się całe moje żałosne życie.... czasem mam ochotę go zostawić ale nie
mam dokąd pójść nie potrafię funkcjonować bez niego, jego uwagi, potrzebuję
jego ciepła i przyjaźni a wtedy on mówi że moje życie to bajka, która nie
istnieje i powinnam pomyśleć o "prawdziwym życiu i prawdziwych problemach".
Nie mam siły płakać, nie chcę wychodzić do ludzi bo nie powstrzymam łez, a
żeby było ciekawiej to wszyscy myślą że można mi tylko pozazdrościć.
Co za ironia ...

Jeśli ktokolwiek z WAS, znalazł się w tak złej sytuacji może widział gdzieś
podobne sytuacje - proszę o komentarz.
Myślę że nie potrzebuję, tylko badania ginekologicznego, nie widzę sensu
robić go dla siebie. Jeśli sobie nie poradzę to marnie skończę w domu
wariatów.
I tak już zmarniałam, schudłam w oczach, popadłam w totalną apatię.
Pod makijażem ukrywam smutek, żal i słone łzy ...
Obserwuj wątek
    • Gość: Rafał Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.07.03, 21:15
      Myślę, że powinnaś spróbować porozmawiać z mężem czy On wogóle chce mieć
      dzieci. Może ma już je z innego małżeństwa (nic o tym nie piszesz ztąd domysły)
      Jeśli nie chce mieć potomstwa z Tobą, a Ty wiesz że nie będziesz mogła z tym
      żyć, powinniście się głęboko zastanowić nad Waszym związkiem. Ja wiem, że to
      bardzo gorzkie słowa, ale brak potomstwa, cała zawiłość problemu ze wszystkimi
      konsenkwenjami jest do podołania tylko w parze. Tylko kiedy jedno drugiego
      pociesza i nastawia pozytywnie.

      Może Twój mąż nie chce ( obawia się )przyjąć do wiadomości, że ma już
      czterdziestkę i " rozrodczo" jest coraz słabszy. /Około 30% przypadków
      niepłodności leży po stronie mężczyzny, a będzie więcej...(pampersy, siedzenie
      w przcy, stres itp/ Musisz mu uświadomić, że to nie ma nic wspólnego z
      męskością (wiesz jakie to dla nas ważne) Myślę, że właśnie w takiej trudnej
      sytuacji, poprzez swoje roztropne zachowanie może okazać się prawdziwym facetem
      (przecież jest dojrzałym mężczyzną).
      Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...

      Masz szczęście, że jesteś młoda i masz dużo czasu na pierwsze dziecko.
      • Gość: Aurelia Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 14.07.03, 22:59
        Gość portalu: Rafał napisał(a):

        > Myślę, że powinnaś spróbować porozmawiać z mężem czy On wogóle chce mieć
        > dzieci. Może ma już je z innego małżeństwa (nic o tym nie piszesz ztąd
        domysły)
        > Jeśli nie chce mieć potomstwa z Tobą, a Ty wiesz że nie będziesz mogła z tym
        > żyć, powinniście się głęboko zastanowić nad Waszym związkiem. Ja wiem, że to
        > bardzo gorzkie słowa, ale brak potomstwa, cała zawiłość problemu ze
        wszystkimi
        > konsenkwenjami jest do podołania tylko w parze. Tylko kiedy jedno drugiego
        > pociesza i nastawia pozytywnie.
        >
        > Może Twój mąż nie chce ( obawia się )przyjąć do wiadomości, że ma już
        > czterdziestkę i " rozrodczo" jest coraz słabszy. /Około 30% przypadków
        > niepłodności leży po stronie mężczyzny, a będzie więcej...(pampersy,
        siedzenie
        > w przcy, stres itp/ Musisz mu uświadomić, że to nie ma nic wspólnego z
        > męskością (wiesz jakie to dla nas ważne) Myślę, że właśnie w takiej trudnej
        > sytuacji, poprzez swoje roztropne zachowanie może okazać się prawdziwym
        facetem
        >
        > (przecież jest dojrzałym mężczyzną).
        > Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
        >
        > Masz szczęście, że jesteś młoda i masz dużo czasu na pierwsze dziecko.



        Bardzo się cieszę, że ktoś mi odpisał, bo w domu nie mam się do kogo odezwać
        (jesteśmy tylko ja i mój mąż)

        Chcę wyjaśnić parę ważnych rzeczy.

        Mój mąż nie ma żadnych dzieci i małżeństwo nasze jest jego pierwszym
        małżeństwem, jak twierdził na dobre i na złe...
        Wielokrotnie rozmawialiśmy (ja rozmawiałam) o dziecku, zawsze mówił że chce
        mieć pierwszego syna a tak w sumie to chciałby mieć troje dzieci.
        Niestety jego słowa nie mają pokrycia w dzisiejszej rzeczywistości.
        Boli mnie to, że on nie zapytał mnie dotąd ani razu czy np. można sprawdzić
        czy wszystko ze mną w porządku, bo chciałby mieć już dzieciaczka, chciałabym
        żeby tak powiedział sam z siebie, całkowicie spontanicznie i naturalnie a nie
        po "burzliwej wymianie zdań", kiedy mówi to co wydaje mu się, że chciałam od
        niego usłyszeć!
        Kiedyś powiedział, że "czekał na mnie tyle lat, i nie mogę się obawiać, że
        kiedyś się rozstaniemy, bo chciałby żebyśmy stworzyli kochającą się rodzinę..."
        Ja to kupiłam, staram się bardzo dbać o nasz dom, lubię mu robić milutkie i
        nie zawsze drobne niespodzianki, żeby wiedział że myślę o nim i o nas. Wtedy
        jest słodki, miły i czuły, mówi że potrafię go wyciszyć i czuje się spełniony,
        niestety nie daje nic w zamian. Nie wiem czy przez ten cały czas kiedy
        jesteśmy razem choć raz się zastanowił nad tym ile uczuc dostał a ile sam mi
        ich dał ...
        Kiedy płaczę czasami pokryjomu, mówi że "nic na siłę", poczekajmy ... bla,
        bla, bla ...
        Kiedy zaczynam mówić o swoich uczuciach i o tym czego mi w nim brakuje
        odpowiada mi zawsze ze złością, że "wiecznie się go o coś czepiam, mogłam się
        zastanowić przed ślubem ...., jak mi się nie podoba to powinnam isć swoja
        drogą i dać mu spokój ..." Za trzy godziny przychodzi i "włazi" na mnie (nie
        jest to aż "takie" jakby się mogło wydawać, ale po tym co wcześniej mówi do
        mnie tak go odbieram, czuję niechęć i nie pozwalam się przytulać ani dotykać
        bo mam ochotę dać mu w twarz, nie ze złości tylko z żalu i bezsilności, że on
        uważa iż seks załatwia wszystko i pewnie na to tylko czekałam ...)

        Płaczę w swoim pokoju aż zabraknie mi łez, aż poczuję całkowite zobojętnienie
        w swoim ciele, później zasypiam ze zmęczenia, robi mi się przeraźliwie
        zimno "w środku". Tak. Niestety często tak zasypiam, on w tym czasie wychodzi
        do drugiego pokoju, trzaska drzwiami i po 30 sekundach chrapie. Naprawdę.
        Już samo to w jaki sposób "przeżywa" moje cierpienie dobitniej świadczy niż
        jakiekolwiek słowa. Ja nie mogę zasnąć, serce mi pęka, słyszę jak on sobie
        spokojnie śpi i ma mnie nie powiem gdzie...

        Czy ja jestem nienormalna? Czy naprawdę nie potrzebnie niepokoi mnie brak jego
        niepokoju?
        Dbam o siebie, jestem atrakcyjną młodą osobą (skończyłam studia, pracuję,
        prowadzę dom, dbam o swoją bardzo zgrabna figurę, raczej niepospolitą urodę,
        chce żeby zawsze z przyjemnością na mnie patrzył, chcę go bardzo kochać i
        nosić po sercem cząstkę jego samego), czy to nie jemu powinno zależeć
        bardziej?
        • Gość: A* Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.toya.net.pl 15.07.03, 01:07
          A ja myślę, że twój mąż to zwykły egoista. Myśli tylko o sobie. Jak robisz mu
          prezenty to jest kochany i zadowolony, a to przecież tak naprawde on powinien
          Cię rozpieszczać. Czekał na Ciebie podobno tyle lat to teraz powinien
          pielęgnować wasz związek jak najkruchszy kwiat. A chyba tak nie jest. Widzę tu
          też sporo twojej winy, bo po prostu go rozpieściłaś. Przyzwyczaiłaś do tego, że
          wszystko jest tak jak on chce. A to co ty czujesz wcale się nie liczy. Może
          powinnaś zacząć robić więcej rzeczy z myślą o sobie a nie o nim. Przecież urody
          nie musisz pielęgnować tylko dla faceta. Kupuj sobie kosmetyk czy ciuch
          wyłącznie dla swojej przyjemności. Zobaczysz, że to nawet fajniejsze.
          A wracając do dziecka, uważam, że powinnaś przebadać się dokładnie bez jego
          wiedzy i udziału. Jeśli coś będzie nie tak możesz się leczyć, a jeśli wszystko
          u Ciebie będzie w porządku będziesz miała argument aby mąż się przebadał. Na
          pewno zdobędziesz więcej stanowczością i rozmową niż łzami. Oni twardziele nie
          lubią jak kobiety płaczą. Przecież przy nich mają być tylko szczęśliwe smile))).
          Trzymam za ciebie kciuki. Będzie ci potrzeba dużo siły. Ale głowa do góry to
          przeważnie my kobiety jesteśmy górą przy odrobinie sprytu.
          Pozdrawiam.
          A*
          • Gość: beemka1 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.acn.waw.pl 15.07.03, 08:26
            Chwila, chwila... Moze bez takich ostrych slow, ze maz to egoista! Znamy tylko
            relacje Aurelii, a smutek i rozpacz nie sa obiektywne. Ale do rzeczy.
            KOchana Dzieczyno,
            Badz co badz Twoj maz ma 40 lat, a nie jest to wiek, w ktorym latwo czlowieka
            zmienic. Dam sobie reka uciac, ze nie nie ma bladego pojecia o tym, ze 20% par
            w Polsce jest niepolodna, ze 'wina' lezy w 30% po stronie kobiety, w 30% po
            stronie mezczyzny, reszta nieznana, ze po 40 plodnosc spada dramatycznie, ze w
            jego wieku po 6 miesiacach stran nalezy udac sie do specjalisty od nieplodnosc
            itd itp. Ludzie po prostu o takich rzeczach nie wiedza, a jak uslusza, to, w
            szczegolnosci mezczyzni, udaja, ze ten problem ich nie dotyczy. Z kazdym
            facetem jest na poczatku trudno, ile potrzeba cierpliwosci, milych slow,
            usmiechow, przytulania, zeby zachecic takiego uparciucha do badania nasienia!
            Wierz mi, cos o tym wiem, tez przeplakalam wiele nocy.

            Po pierwsze uswiadam mu, ze problem istnieje: znajdz w internecie strony
            poswiecone nieplodnosci (ja polecam mojego kochanego bociana www.nasz-
            bocian.pl/ ), kiedy czytasz gazete, magazyn, mimochodem wspomnij, ze znalazlas
            ciekawy artykul o ciazy i nieplodnosci. Sama poznaj problem doglebnie, to w
            reku bedzies miala argumenty do dyskusji i przegadasz meza. Byle spokojnie,
            lagodnie, nic na sile.

            Mezczyzni czesto wstydza przyznac sie do tego, ze maja problem z plodnoscia.
            Uswiadom, mu, ze to nic wstydliwego, ze wielu boryka sie z ta choroba i chodzi
            z podniesionym czolem. Mow o tym normalnie, bez emocji, to go uspokoi i
            pozwoli w ciszy zastanowic sie nad wlasnym zdrowiem.

            Co do Ciebie, to glowa do gory! Jestes mloda, silna, oby zdrowa (tak na
            marginesie, tez sie przebadaj, moze zmotywujesz meza tym do dzialania), a
            nieplodnosc (jezeli w Waszym przypadku w ogole jest o czy mowic) da sie
            leczyc - wspolczesna medycyna oferuje nam tyle mozliwosci! I pamietaj, ze
            Twoje zycie wcale nie jest zalosne. Jest wartosciowe, tak jak Ty.

            Pozdrawiam serdecznie
            Beemka.
    • so-nia Re: ZŁAMANE SERCE 15.07.03, 08:32
      Sytuacja nie do pozazdroszczenia...

      Tak mi przyszło do głowy - może to problem religii? Wspomniałaś tutaj i w innym
      wątku, że mąż uspokaja Cię słowami "trzeba poczekać, a Bóg da nam potomstwo".
      Może dlatego nie chce rozpoczynać całej procedury z badaniami, bo wierzy, że
      dziecko to dar Boga i nie powinno się ingerować w Jego plany?
      Chcę jeszcze napisać, że nie zawsze fakt, że mężczyzna nie dyskutuje żywo o
      jakimś problemie oznacza, że się nim nie przejmuje. To kobiety mają skłonność
      do roztrząsania swoich kłopotów i omawiania ich na wszystkie sposoby, bo to
      przynosi nam ulgę i pozwala poukładać to sobie w głowie. Mi też wydawało się,
      ze mój partner jest zupełnie obojętny, bo nie rozmawia ze mną na temat lekarzy,
      badań, szans itp. tak, jak od niego oczekiwałam. Kiedy pożaliłam się mu, że
      czuję, jakby to go wszystko wcale nie interesowało, bo tylko słucha,
      powiedział, że owszem, przejmuje się i to bardzo, a jego milczenie wcale nie
      oznacza obojętności. Po prostu faceci inaczej przeżywają emocje. Wewnątrz
      siebie. Odkąd to zrozumiałam, jest mi o wiele lżej.

      Na Twoim miejscu przebadałabym się, nie pytając męża o zgodę. Podstawowe
      hormony, cytologia, monitorowanie owulacji. Nie ma co płakać, bo to nic nie
      pomoże. Wpędzasz się tylko w coraz większy dołek. Na pewno jeśli zaczniesz
      działać, poczujesz się lepiej.
      • Gość: Aurelia Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.net.diw.com.pl / 192.168.5.* 15.07.03, 09:29
        Dziękuję WAM wszystkim z całego serca.
        Podjęłam decyzję, że zrobię sobie wszystkie badania i wcale nie będę o tym
        rozmawiać z moim mężem, do momentu poznania wyników badań.
        Chodzi mi jednak najbardziej o to, że rozczarowałam się jego niewzruszeniem.
        Zawsze w każdej rozmowie na temat dzieci on twierdzi, że ludzie przez lata nie
        mają dzieci i nie robią z tego problemów. Ale kiedy mówię mu, że czytałam o
        trzydziestoletnich osobach (nie tylko kobietach), które robią bardzo wiele w
        kierunku rozwiązania problemu, i szczerze martwią się tym pomimo, ze
        trzydziestka to nie to samo co czterdziestka na karku, on mnie zbywa.
        Nie wyobrażam sobie że będzie mi łatwo, albo przyjemnie, kiedy nasze dziecko
        przyjdzie na świat kiedy niektórzy mają już wnuki. Nie chodzi mi o mnie tylko o
        niego a raczej o nas. Nie chcę patrzeć jak niecierpliwi go wychowanie,
        odrabianie lekcji, ponieważ chciałabym żeby miała energie i chęć żyć dla nas,
        chciałabym się nim cieszyć a nie schodzić mu z drogi żeby go nie denerwować ...

        Bardzo dokucza mi kiedy znajomi i rodzina dopytują się o nasze plany.
        Kłamię wtedy, że jeszcze nie chcemy bo nie chcę im powiedzieć jak jest naprawdę.
        Teściowie, zwłaszcza matka mojego męża ignoruje mnie, traktuje w taki sposób
        jakby myślała, że jej jedyny syn jest doskonały, wziął sobie młodszą żonę,
        która nie chce mieć dziecka i to wg niej moja wina.
        Nie mówi tego otwarcie, ale często daje do zrozumienia, że tak o mnie myśli.
        Często twierdzi, że czepiam się jej syna, że za długo pracuje, uważa mnie za
        smarkulę a ja czuję że to naprawdę nie tak.
        Za to żonę brata mojego męża zawsze wywyższa, chwali, robi niby niechcący
        przykre przytyki i traktuje mnie za każdym razem jak kogoś gorszego, niegodnego
        jej synusia.
        Pomimo że mieszkamy osobno (w domu jednorodzinnym) teściowa zawsze chce
        ingerować w nasze (w moje) życie. Potrafi wszystko po mnie poprawiać, nie
        podoba jej sie styl urządzenia mieszkania, firanki nie praktycznego koloru,
        zasłony nie funkcjonalne bo "po co mi takie muśliny, chyba były strasznie
        drogie, na pewno ona kupiłaby inne, tańsze i ładniejsze".
        Czasami nawet sprawdza wkłady z kosza, żeby zobaczyć czy czegoś "nie marnuję".
        Zero prywatności, wchodzi do nas bez pukania (dzwonka nie uzywa), jak
        przypilnuję żeby przekręcić zamek w drzwiach to szarpnie za klamke i zdziwiona
        pójdzie w długą wściekła "przed ty się tak zamykasz co tam robisz jak nie ma
        mojego syna?"

        Każde moje słowo na ten temat do męża kończy się jego komentarzem "moja mama
        już taka jest a ty nie potrafisz szanować starszej kobiety"....

        Nie chodzę się wypłakać do mojej mamy, bo ona i tak intuicyjnie wyczuwa że jest
        mi źle i martwi się o mnie, a ja nie chcę zatruwać jej zycia swoimi
        problemami ...
        • beemka1 Re: ZŁAMANE SERCE 15.07.03, 09:47
          Ej, Dziewczyno,
          Chyba masz zle dni, bo okazuje sie, ze tyle problemow na glowie... Nie
          zazdroszcze.
          Tesciowa - temat stary jak swiat. Duzo rad udzielono, ale problem trzeba
          samemu rozwiazac, nie ma jednego sposobu. Ja na twoim miejscu bym ignorowala.
          Ona robi przytyki, Ty sie usmiechnij, kiwnij glowa i dalej rob swoje. Robi Ci
          awanture, ze zamykasz drzwi? Potrzymaj ja troche za drzwiami, przyjdz po 3
          minutach i powiedz, ze bylas w toalecie i potzrebowalas chwili skupieniasmile
          Krytykuje Twoj gust? POwiedz, ze Wam ( nie Tobie - Wam) tak sie podoba.
          Wszystko grzecznie, bez zlosliwosci, z usmiechem. Jak czujesz, ze ostre slowa
          cisna Ci sie na wargi to ugryz sie w jezyk. Nie podejmujac tematu szybko
          zniechecisz ja do do dalszego krytykowania. Maz nie bedzie mial pretensji, bo
          w koncu jestes uprzejma, tesciowa znudzi sie po jakims czasie, a Wy ulozycie
          sobie zycie tak, jak chcecie.
          Latwo mowic, ja wiem, gorzej wyglada to w rzeczywistosci.
          Zycze duzo szczescia
          beemka.
    • Gość: małgosia Re: ZŁAMANE SERCE IP: 217.17.32.* 15.07.03, 09:50
      Cześć. Nie wiem czy to co napiszę to pocieszy Ciebie, ale ja też mam i miałam
      problem z moim mężem. Mąż starszy jest starszy ode mnie, i uważa że jest w 100%
      mężczyzną. Ja już bardzo dawno chciałam aby mieć dziecko, tylko mąż mówił,
      żę "jeszcze czas" i tak wyszło że to on zdecydował kiedy mamy zaczac starania.
      Uważął, że jestem młoda i nie będzie problemów. I wielkie zdziwienie kiedy po
      1,5 roku starań NIE MA!!!!!!. On w szoku. No jak to? i Zaczęły się schody. Ja
      na tyle ile mogłam zrobiłam badania i wykryto u mnie Zespół policytstycznych
      jajników. p.dr. powiedziała, żeby mąż się zbadał, bo może i z nim coś nie w
      porządku, żebym nie tylko ja się faszerowała lekami. Nie muszę mówić ile było
      awantur,żeby zrobił badanie nasienia. W końcu dopiełam swego . powiedziałam że
      to nie tylko mój probelem. Jakoś go namówiłam i dzisiaj poszedł zrobić badanie,
      ale ...... zrobiliśmy to w domu. i pędem jechałam Ja do przychodni oddać.
      Trudno, taki dziwny początek naszej drogi, ale ....... Nie wiem jak Ciebie
      pocieszyć, ale nie myśl że tylko Twój facet jest taki oporny.
    • dajana Re: ZŁAMANE SERCE 15.07.03, 10:07
      Aurelio, z tego co można wyczytać to prowadzicie dostatnie życie, jednak nie
      koniecznie dla Ciebie w pełni szczęśliwe. Wierz mi, że można żyć mniej
      dostatnio, ale w super harmonijnym związku. Mój mąż jak tylko wspomniałam o
      tym, że musi zrobić badania nasienia i wszystkie z tym związane dodatkowe
      kontrole powiedział, że zrobi wszystko byle bym była szczęśliwa. A to oznacza,
      żę zarówno jemu zależy nie tylko na swoim samozadowoleniu, a również myśli o
      mnie. Być może powinnaś zweryfikować swoją miłość do męża ? Czy to na pewno
      jest miłość, czy tylko wygoda dostatniego życia, nie koniecznie w pełni
      szczęśliwego. Teściową niestety dziedziczy się jako inwentarz i trzeba z tym
      żyć, choć jestem zdania że musi wiedzieć gdzie jest jej miejsce. Miałam
      podobne sytuacje jak u Ciebie, zwracanie uwagi na to jak urządzam mieszkanie,
      że firanki nie takie, że jej syn to zawsze lubił to i to, a ja robię to
      zupełnie inaczej niż ona itd. Powiedziałam tylko raz do niej, że jeżeli chce
      jeszcze widywać syna w swoim domu to musi mnie zaakceptować taką jaka jestem
      bo w przeciwnym razie przyczyni się do tego żę nie będziemy jej odwiedzać, nie
      mówiąc o tym że będziemy się przez nią kłócić. Poskutkowało. Spuściła z tonu
      znacznie. Ten sam system poskutkował również u mojej siostry. To działa.
      Oczywiście mąż musi stać za tobą murem tzn. on musi o tym wiedzieć i wspierać
      Cię. Wiem, że mieszkacie chyba na jednej posesji, ale może właśnie dlatego
      trzeba jej powiedzieć że nie może wchodzić kiedy tylko chce. Przecież ty
      możesz w tym czasie być naga i nie koniecznie chciałabyś aby teściowa Cię
      oglądała.
      Zrób z pewnością wszystkie niezbędne, ale podstawowe badania, aby nie było za
      kilka lat już za późno, gdy Twój mąż dojrzeje do ojcostwa.
    • Gość: kasialu Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.mofnet.gov.pl 15.07.03, 14:10
      Czytam Aurelio Twoje listy i wyobrażam sobie jak Ci smutno. Moja koleżanka też
      ma męża dużo starszego i On również nie chce mieć dzieci. Ona niby chce, ale
      bez jego aprobaty niczego sama nie zrobi tzn nie podejmie decyzji o staraniach.
      Narazie to nie jest problem bo jej też się nie spieszy.
      Wyobrażam sobie jak jest Ci przykro z tego powodu. Czy nie odnosisz wrażenia,
      ze jesteś poprostu "pięknym dodatkiem" do jego zycia? Do tej pory sam,
      niezależny, wolny znalazł sobie Ciebie ładną, zadbaną kobietę, która do tego
      jest młoda i pracowita. Żyć nie umierać. Ty chyba mało go intresujesz. Wiesz ja
      jestem po slubie 4 lata - to niewiele, ale moj Mąż jak mialam jakies pretensje
      nigdy nie kazał mi "iśc swoją drogą" ani nie mówił, że mogłam się zastanwić
      przed ślubem. Te słowa nie sa powowdem do rozwodu, ale na pewno zastanawiają.
      Wydaje mi się że szczęśliwy związek polega na tym, że ludzie się wspierają w
      chwilach zarówno dobrych jak i złych. Nie może być tak, że jak jest super to
      jesteś uwielbiana, a jak jest problem zostajesz sama ze sobą. W takich
      sytuacjach szczególnie go potrzebujesz.
      Nie wiem czy będziesz z Nim szczęśliwa. To smutne. Wiem, ze trudno tak nagle
      zrezygnować z człowieka, którego się kocha, ale może to jest właśnie to co
      powinnaś zrobić.
      Trudno tu cokolwiek doradzać. Posłuchaj głosu swojego serca ono Ci podpowie co
      zrobić.
      • Gość: eliszka29 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 16:23
        mi sie tez wydaje , że jesteś dla męża jedynie pięknym dodatkiem (zgrabna,
        ładna, zadbana itd).Facet może się Tobą pochwalić przed znajomymi itd. a ciąża
        niestety zepsuje ci sylwetkę i juz nie będziesz żadną atrakcją i ozdobą dla
        męża.To są bolesne słowa i jedynie moje przypuszczenia ale moze właśnie tak
        jest naprawdę.No bo po co facet 40 letni bierze sobie za zonę młodą
        dziewczynę???????Przykra sprawa i bolesna. Istniej, też opcja, że twój mąż nie
        może miec dzieci i doskonale o tym wie ale ciebie nie poinformował o tym fakcie.
        Życzę Ci powodzenia!!!
        • Gość: amamam Re: ZŁAMANE SERCE IP: 195.94.206.* 16.07.03, 10:19
          A mi się wydaje, że facet po prostu cię boi i wstydzi. Trzeba mu pomóc się
          przełamać. Po dobroci, a nie strasząc. Może warto podsunąć mu jakąś lekturę
          , przytulić itd. Sama wiem ze swojego doświadczenia, że krzykiem i płacem
          niewiele można wskórać - mój mąż się blokował i nie chciał ze mną rozmawiać -
          chodziaż mam bardzo kochanego męża i każdemu takiego życzę. Nie są to łatwe
          tematy dla facetów.
          am
        • Gość: oki75 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.htl.com.pl / 192.168.1.* 16.07.03, 14:01
          Wcale mnie to nie uraziło, tylko jak przeczytałam:
          "Facet może się Tobą pochwalić przed znajomymi itd. a ciąża
          niestety zepsuje ci sylwetkę i juz nie będziesz żadną atrakcją i ozdobą dla
          męża.To są bolesne słowa i jedynie moje przypuszczenia ale moze właśnie tak
          jest naprawdę.No bo po co facet 40 letni bierze sobie za zonę młodą
          dziewczynę???????..." to chciałam zaprotestować, że to nie jest tak. Różnice
          wieku nie mają tu nic do rzeczy. Facet może mieć lat 20 i być dojrzały
          emocjonalnie i mieć 50, a pozostawać na poziomie rozwoju emocjonalnego 4-latka.

    • Gość: oki75 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.htl.com.pl / 192.168.1.* 16.07.03, 11:39
      Eliszka, co Ty za brednie wypisujesz. Nie wrzucaj wszystkich do jednego worka!
      Mój mąż jest 12 lat starszy ode mnie. Pobraliśmy się, bo bardzo się kochamy, a
      nie dlatego, że chciał się pochwalić młodą i piękną "laską" przed kolegami.
      Wiem, że to może dziwne, że młoda, atrakcyjna dziewczyna wychodzi za mąż za
      mało atrakcyjnego starszego faceta (a dla niektórych zupełnie nie zrozumiałe),
      ale "serce nie sługa", nie wyobrażam sobie życia z innym człowiekiem.

      Aurelio, wydaje mi się, że Twój mąż NAPRAWDĘ bardzo Cię kocha i pragnie mieć
      dzieci, ale panicznie boi się, że to coś z nim jest nie tak. Może intuicyjnie
      czuje, że coś mogłoby być nie tak i dlatego tak pozornie ignoruje Twoje
      niepokoje. Wierz mi, w wieku 40 lat mężczyzna przechodzi pewien kryzys
      (najczęściej o tym nie mówi, ale przezywa to w środku) i jeszcze to, że Wam się
      nie udaje z dzieckiem ten kryzys pogłębia. Twój mąż boi się, że będzie musiał
      iść na badania, a co jeśli okaże się, że jest bezpłodny? Wiesz jakie to dla
      niego bolesne, wstydliwe? Moja rada jest taka: zrób wszystkie badania, powiedz
      mu, że Twoja lekarka potrzebuje badań nasienia (nie skłamiesz, moja wymagała),
      przekonaj go, że to bardzo ważne, aby ustalić diagnozę. Mój mąż poszedł na
      badania (choć wiem, że bardzo mu było ciężko), a jak się okazało, że jest dużo
      ponad normę wiesz jaki był dumny! Głowa do góry, nie poddawaj się, staraj się
      dużo rozmawiać z mężem i to nie tylko o dziecku, tylko tak wogóle.
      Mimo dużej różnicy wieku i niestety braku dzieci (może tym razem się uda...)
      jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwym małżeństwem, jak obserwuję swoje koleżanki
      to chyba nawet bardziej kochającym się. Powodzenia i głowa do góry!
      OKI
      • Gość: eliszka29 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 16.07.03, 12:50
        do oki75
        tak jak napisałam są to jedynie moje przypuszczenia a nie fakt, poza tym każdy
        ma prawo do wypowiedzi tutaj.Każdy wychodzi za mąż jak mu pasuje. Tobie i
        Aureli poasują starsi faceci więc ok, wasza sprawa.Nie msz co się tak oburzać.
        • Gość: eliszka29 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 16.07.03, 13:22
          jeśli kogoś uraziłam to bardzo przepraszam, nie było to moim celem.Poprostu żal
          mi Aureli, że tak się męczy.
        • Gość: Goska Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.07.03, 13:27
          Cześć,Aurelio
          Ja myślę, że, z tego co opisujesz, Twój mąż stosuje wobec Ciebie szantaż
          emocjonalny - jak robisz coś po jego myśli - to "daje Ci miłość", a jeżeli nie -
          to jest taki jak opisałaś. Co z tym zrobić: ja polecam Ci książkę "Szantaż
          emocjonalny" nazwiska autoki w tej chwili nie pamiętam (ta sama, która
          napisała "Toksycznych rodziców")- znajdziesz wiele odpowiedzi na swoje pytania.
          I jeszcze jedno: to, że Cię szantażuje emocjonalnie (o ile tak naprawdę jest)
          wcale nie znaczy, że Cię nie kocha. Szantażystami emocjonalnymi są ludzie,
          którzy czegoś się boją. Niewykluczone, że twój mąż boi się wyników jego
          badania, o czym pisały już wyżej dziewczyny.
          Gdzie mogłabyś znaleźć wsparcie i pomoc?
          Ja bym radziła posłuchać rady beemki i zajrzeć na stronę Stowarzyszenia "Nasz -
          Bocian", Polecam podforum "Kącik psychoterapeutyczny" - ekspertem jest Bogda,
          psychoterapeutka specjalizjąca się w leczeniu psychiki i nerwów nadszarpniętych
          w bojach z niepłodnością.
          Są też strony psychologiczne - ale nie wiem czy tam sa eksperci czy tylko grupy
          wsparcia, znajdziesz je w wyszukiwarce jak wrzucisz hasło "psychologia"
          • Gość: oki75 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.htl.com.pl / 192.168.1.* 16.07.03, 14:03
            Wcale mnie to nie uraziło, tylko jak przeczytałam:
            "Facet może się Tobą pochwalić przed znajomymi itd. a ciąża
            niestety zepsuje ci sylwetkę i juz nie będziesz żadną atrakcją i ozdobą dla
            męża.To są bolesne słowa i jedynie moje przypuszczenia ale moze właśnie tak
            jest naprawdę.No bo po co facet 40 letni bierze sobie za zonę młodą
            dziewczynę???????..." to chciałam zaprotestować, że to nie jest tak. Różnice
            wieku nie mają tu nic do rzeczy. Facet może mieć lat 20 i być dojrzały
            emocjonalnie i mieć 50, a pozostawać na poziomie rozwoju emocjonalnego 4-latka.





            • Gość: eliszka29 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 16.07.03, 14:07
              zgadzam się z Tobą oki75. Ja tez walczę o ciążę ale wina lezy po mojej stronie
              niestety, mąż wspiera mnie dzielnie dlatego tak mnie poruszyły słowa Aureli o
              mężu, który nie chce słyszec o dziecku. I to wszystko co mam do powiedzenia.
              pozdrawiam
    • kmg1 Re: ZŁAMANE SERCE 16.07.03, 15:52
      Witaj Aurelio! Wiem co czujesz ! Kilka lat temu na początku drogi do
      upragnionego macieżyństwa przechodziłam to samo. Na moje sugestie, że
      powinniśmy się przebadać, bo coś jest nie tak - otrzymywałam podobne odpowiedzi
      jak TY. To się przebadaj! Nie zgodziłam się na to, bo problem niepłodności to
      NASZ problem, nie mój. Straciłam pół roku na przekonywanie mojej drugiej
      połówki, że powinniśmy się wybrać do lekarza. Dziś pewnie podsunęłbym mu
      BOCIANA lub coś podobnego. Wtedy zrobiłam coś innego, umówiłam się na wizytę w
      Klinice Leczenia Niepłodności w godzinach porannych i ze względu na złe
      samopoczucie kazałam się tam zawieść. Pomogło! Ilość par jaką tam zastaliśmy,
      ich wiek, oraz stosunek jaki sobie okazywali podziałały jak najlepsza terapia.
      Dopiero wtedy moje kochanie przyznało się, że to co go powstrzymywało przed
      rozpoczęciem starań o dziecko było tylko i wyłącznie strachem, dziwnym męskim
      wstydem. Dziś wiemy, że przyczyna problemu leży po moje stronie. Od dnia, w
      którym okazało się, że jego chłopaki są OK! stał się pewniejszy, bardziej
      dojrzały (to ja jestem starsza). Nie przypuszczałam, że może byc tak troskliwy
      i opiekuńczy. Co do Teściowej - nie jestem pewna czy to pomoże, ale spróbuj o
      swoich problemach z zajściem w ciążę (nie mówiąc nic o mężu) porozmawiać
      właśnie z Nią. Jedynym sposobem na Teściową jest "pozwolenie" jej na
      kontrolowane mieszanie się w nasze życie ( powinna mieć "świadomość", że jej
      potrzebujesz). Z życzeniami sukcesów ! KMG
      • Gość: Aurelia Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.sokolowice.sdi.tpnet.pl 16.07.03, 19:18
        Witam WAS wszystkich!
        Niestety nie moge w tej chwili przeczytać wszystkich odpowiedzi ale juz się
        nie mogę doczekać. To niewiarygodne, że można sie poczuć tak dobrze na duchu
        kiedy zobaczy się, że odpisało Ci mnóstwo osób. To dla mnie strasznie ważne.
        Okazuje się, że są osoby, które chcą przeczytać i odpowiedzieć co myślą, nie
        wiem jak można się odwdzięczyć.
        Jak tylko zostane sama w domku (jutro) przeczytam wszystko co mi napisaliście.
        W tej chwili boje sie, że mnie mąż "nakryje" i będzie wściekły ...

        Tymczasem powiem Wam, że chcę się z Wami podzielić bardzo ważną informacją.
        Byłam wczoraj u irydologa ....

        Napiszę jutro
        • Gość: Aurelia Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.sokolowice.sdi.tpnet.pl 18.07.03, 00:02
          Witajcie!
          Dziękuję, że poświęciliście mi czas by napisać jak Wy czujecie...
          Byłam przed wczoraj u irydologa i powiem Wam szczerze, że to co przeczytałam
          na tym forum o tegp typu lekarzach to jest prawda.
          Dowiedziałam się od pani doktor bezbłędnie jakie choroby przeszłam, jakie mam
          słabe punkty w organiźmie oraz że nie widzi obaw by podejrzewać bezpłodność.
          Niestety dowiedziałam się też, (choć odczułam objawy wcześniej przed diagnozą,
          ale chyba bałam się je nazwać po imieniu), że mam bardzo silną nerwicę
          wegetatywną ..., która jest nabyta i nasiliła się w ostatnim czasie na skutek
          dużego stresu. Pani doktor nie wiedziała o mnie nic wcześniej, nie miała do
          wglądu żadnych dokumentów z których mogłaby się czegoś dowiedzieć.
          To było niesamowite przezycie, chwilami miałam wrażenie, że się przestraszę i
          ucieknę.
          Polecam wszystkim, którzy nie byli u irydologa a chcieliby spróbować się
          czegoś dowiedzieć. Często można dowiedzieć się ważnych rzeczy, o których nie
          zdajemy sobie sprawy!




          Piszę do Was chyba po raz ostatni, ponieważ to forum ma dawać ludziom nadzieję!
          Ja chyba już dawno ją straciłam więc nie potrafię jej dawać innym. To droga,
          którą można przejść tylko we dwoje!

          Dlatego z całego serca życzę wszystkim kochającym i szanującym się parom,
          wszystkim ludziom, którzy żywią nadzieję i tak długo czekają na swego aniołka
          aby wystarczyło Wam sił aby przejść wspólnie tak trudną drogę wspierając się
          wzajemnie i żebyście osiągnęli upragniony cel!
          Z całego serca życzę szczęścia WSZYSTKIM WAM i tym Aniołkom, które wypełnią
          Wasze życia!
          NIE poddawajcie się!
          Uważam, że tylko dobrzy ludzie o wielkim, szczerym sercu zabiegają o swoje
          maleńkie pocieszki, tak bardzo chcą dać im życie. Dla nich jest to WAŻNE.



          Niestety u mnie właśnie skończyła się kolejna straszna awantura.
          Powiedziałam, że chcę się jutro pójść zbadać. Oczywiście "ty chyba nie możesz
          żyć, żeby nie szukać problemów, jak ich nie ma to chcesz znaleźć sobie
          sztuczne".....!!!!!!!!!!!!!!!!
          [...]
          Jak ci się nie podoba to idź swoją drogą!!!!!!!!! Trzaśnięcie drzwi ...



          Tak bardzo bym chciała wiedzieć gdzie jest ta "moja" droga ...?

          aurelia
          • Gość: eliszka29 Re: ZŁAMANE SERCE IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 08:37
            witaj Aurelio!
            nie wiem co mam powiedź po tych gorzkich słowach, które napisałaś.Cóz, nie będę
            się rozpisywac, powiem krótko trzymaj się dziewczyno ciepło, znajdź swoją drogę
            a być może wszystko skończy się dobrze.Życzę Ci z całego serca abyś Ty równiez
            miała swojego małego aniołka.
            pozdrawiam
            eliszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka