Dodaj do ulubionych

moja włsna tragedia"in vitro"

17.11.07, 21:35
Mam 32 lata.Od 2 lat próbujemy z męzem mieć rodzinkę.Też od 2 lat
leczymy mnie. Najpierw za dużo prolaktyny, później za mało
estradiolu, HSG niedrożność lewego jajowodu.Następnie okażało się że
pęcherzyki rosną do 11mm i na koniec po środowej laparoskopii
stwierdzono..tylko in vitro.Notabene nigdy by mi nie przyszło do
głowy że może być problem mając od 13 roku życia regularnie co 28
dni okres> Dzis wiem, to nie wszystko. Nie mam siły. To co czuję
dziś nie da sie opisać.Czuję ...wstyd? Sama nie wiem. Zastanawiam
się jak dam sobie z tym radę.Mój kochany mąż jest optymistą dla
niego nie ma problemu z in vitro. A ja no cóż...jak to zaakceptować?
Obserwuj wątek
    • gusia_78 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 17.11.07, 21:40
      Kochana, potrzebujesz czasu, aby pogodzić się z sytuacją. Gdy dwa
      lata temu już po dwóch latach nieudanych starań zobaczyliśmy fatalne
      wyniki męża potrzebowałam całego weekendu, aby się wypłakać. Od tej
      pory zaczęło sie działanie i odkładanie pieniędzy, po drodze dwie
      nieudane IUI. Już dawno nie zadaję sobie pytań: "dlaczego my?".
      Jestem własnie dwa dni przed pierwszym (i da Bóg jedynym)
      transferem. Dwa lata temu wydawało mi się to jeszcze mocno
      abstrakcyjne, a teraz traktuję to jako konieczność. I wierzę...bo
      tylko to mi jeszcze pozostaje. Ściskam Cię cieplutko
      • insomnia0 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 17.11.07, 21:52
        mysle..ze powinnas zmienic sposob myslenia.. in vitro- to nie tragedia... a
        SZANSAsmile)) po 4 latach leczenia-problemy z prolaktyną, wrogosc sluzu, niedrożny
        lewy jajowod, 2 nieudane IUI... zwyczajnie poszłam do kliniki Invimed.. podjelam
        decyzję o in vitro.. przeciez tak pragnę być mamą pomyslalam.. i.. pierwsze
        podejscie..i udało siesmile) jestem w 12 tc.. To nie jest ani straszne ani
        nienaturalne az tak bardzo- przynajmniej ja tak czujęsmile) Zobaczysz wszystko
        bedzie dobrze..probujsmile powodzenia
        • gusia_78 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 17.11.07, 22:11
          Jak miło czytać takie słowa. Ja również się leczę w Invimedzie. Czy
          możesz zdradzić, który lekrz był sprawcą Twojego szczęścia?
          • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 17.11.07, 22:33
            Dziewczyny gdzie jest ta klinika.Znalazłam klinikę w Bydgoszczy z
            znanymi nazwiskami. Ale nic ponadto nie wiem. Jakie koszty? czy to
            prawda że nawet do 14 tyś.
            • insomnia0 Re: Koszt 18.11.07, 00:21
              Koszt jest uzalezniony zwlaszcza od lekow stymulujących...Ja dosyc dobrze sie
              stymulowalam. Wziełam połowe zalecnej dawki.. cały koszt wyszedł mi 8 tys. W
              Invimedzie masz znizke -niepamietam ile procent -ale nie malo.. jesli masz
              wykupiony abonament w Medicoverze czy Lux medzie..Pierwsza oplata 5 tys-leki
              +wyzyty.. Ja niewykorzystalam calej tej sumy tak wiec mniej doplacilam za
              punkcie i transfer.. Koszt jest sprawa indywidualną..JAk dopytywalam sie dr
              Rokickiego -powiedział mi ze zmieszcze sie w 10 tys..a wyszło nawet o 2 tys mniejsmile
          • insomnia0 Re: :) 18.11.07, 00:14
            Prowadził mnie dr. Rokicki.. on dokonał punkcji..natomiast pozniej nie moj
            zrozbić transferu i transfer zarodeczkow dokonal..dr Dworniaksmile..takze dziekuje
            obydwu PAnom..Do wszystkiego podeszłam z dozą spokoju...mysle ze to wazne.. w
            piatek widziałam na usg-malego mojego Człowieczkasmile jestem zwolenniczką in
            vitro.. skoro niektorym z nas tylko to pozostało.. trezba sprobowac..Na taką
            chwile czekalam 4 lata.. walczyłam.. konsekwentnie dążyłam do celu.. Dziewczyny
            in vitro to nie jest tragedia..szkoda jedynie ze Panstwo nie moze dofinansowac
            lekow stymulujących.. oraz podtrzymujących ciaze( z wyjatkiem oczywiscie luteiny
            podjezykowej)..Warto probowac..tak wiec głowy do gory.. nie patrzcie za
            siebie..a jedynie przed..wink
            życze powodzenia i wysylam fluidki.. *******************************
            • gusia_78 Re: :) 18.11.07, 17:36
              Dziekuję Ci insomnia, bardzo bardzo...łapię fluidki i życzę Ci
              spokojnej, zdrowej ciąży...smile To bardzo ważne dla mnie co napisałaś
              tym bardziej że jestem pacjentką dra Dworniaka.
              A teraz uciekam na jakis czas, zgodnie z Twoją radą, aby się
              wyciszyć...smile
      • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 17.11.07, 22:24
        Dziękuję za słowa. Nie myślałam, że tak szybko się odezwie jedna z
        drugą duszą. Masz rację cały dzisiejszy dzień zadają pytanie
        dlaczego my. Zawsze wszyscy mi mówili,że jestem w czepku
        urodzona..najważniejsza rzecz w życiu mi się nie powiodła.Powiedz mi
        proszę czy wasi najbliżsi wiedzą z czym się borykacie, znajomi?
        • gusia_78 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 17.11.07, 22:39
          Życie uczy na spokory. Ja też byłam w czepku urodzona: wspaniały
          mąż, cudowni rodzice, brak większych problemów materialnych..ale...
          Rodzice wiedzą i bardzo mocno nam kibicują, mamy w nich prawdziwe
          wsparcie, chociaż też długo trwało nim im powiedzieliśmy.
          Całkowity koszt w Invimedzie W-wa to ok 12 tys.
          Jesteś z Bydgoszczy? Mój mąż stamtąd pochodzi. Będę tam w przyszłym
          tygodniu jak mi Pan doktor pozwoli jechać.
    • lusiasia Re: moja własna tragedia"in vitro" 17.11.07, 22:00
      przykro mi, ale cie nie pociesze
      ja juz jest po 4 latach staran, 2 latach leczenia i 2 nieudanych probach
      podejscia do in vitro
      nie moge nawet podejsc do in vitro, bo pecherzyki nie rosna, endometrium nie
      rosnie, nic chyba u mnie nie dziala normalnie
      a okres od 13 roku zycia nam co 30 dni, moze 2 razy mi sie spoznil

      ja juz sie poddalam, albo probuje sie poddac, leki niszcza moj organizm, watroba
      zaczyna szwankowac, zdaje sobie sprawe ze teraz trzeba bedzie zaczac leczyc
      skutki leczenia nieplodnosci

      chcialabym jeszcze walczyc, bo chcemy dziecko /dzieci
      narazie szukam wyjscia z sytuacji beznadziejnej sad

      in vitro to jest 40 % szansy jak wszysko jest dobrze, i niestety najczesciej sie
      udaje szybko jak problem lezy po stronie mezczyzny
      a jak problemy leza po stronie kobiety, to raczej sie nastaw na walke
      • serce17 Re: moja własna tragedia"in vitro" 17.11.07, 22:30
        Mam nadzieję że dam radę walczyć mam przy sobie silnego męża. Mam
        nadzieję że on wytrzyma ze mną.Dziś ta wiadomość uderzyła we mnie
        jak grom z jasnego nieba. Cały dzień ryczę. Może nie będzie aż tak
        źle. Trzymaj się proszę...też
        • niecierpliwa3 Re: moja własna tragedia"in vitro" 18.11.07, 00:01
          Serce17, jak dobrze Cię rozumiem. Ja też parę miesięcy dowiedziałam się, że
          własne dziecko możemy mieć tylko przez in vitro. A łudziłam się, że to tylko
          kwestia zmiany leków dla mnie - ale diagnoza nasienia męża pozbawiła nas
          złudzeń. Wtedy na tym forum napisałam, że IVF to dla mnie wyrok, bo tak naprawdę
          to czułam. Posypały się na mnie gromy, że jak to, przecież to szansa, nadzieja,
          radość... A dla mnie to była tragedia, tak jak dziś dla Ciebie. Miałam różne
          dylematy - etyczne, zdrowotne. Naczytałam się wszystkiego, co dostępne w necie
          na ten temat i trochę się uspokoiłam; IVF to nie jest przecież eksperyment
          medyczny i naprawdę robi się wszystko, by kobieta ucierpiała jak najmniej i
          przeżyło jak najwięcej zarodków. Dosyć szybko nabrałam przekonania, że skoro to
          jedyna szansa, to trzeba się jej uczepić. Kilka miesięcy upłynęło na badaniach,
          2 tygodnie ładowania wewnętrznego akumulatora na urlopie - i do dzieła. Dziś
          jestem 9 dpt i choć wiem, że mogło się nie udać, to i tak się cieszę, że daliśmy
          sobie szansę.
          Procedura nie jest przyjemna, ale wszystko da się przeżyć. Najtrudniejsze jest
          chyba złapanie równowagi psychicznej, bo na każdym etapie martwiłam się, że coś
          pójdzie nie tak - a lekarz nie był szczególnie empatyczny. Ale od czego jest
          forum smile))

          Trzymaj się mocno i spróbuj popatrzeć na tę diagnozę pozytywnie: wiesz już
          przynajmniej, w jaki sposób dotrzeć do upragnionego celu. Pozdrawiam cieplutko!
    • minkipinki Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 00:45
      Niestety, moja historia też jest niewesoła. Dwa razy stymulacja (5 podań w sumie
      - 3 razy eskimoski) i dalej nic. Jestem w Twoim wieku. Myślę czasami,że tyle
      rzeczy w życiu mi się powiodło, że po prostu nie zasługuję na dziecko. Pewnie
      byłabym niedobra matką - rozpieszczającą swoje maleństwo.
      Ale spotkałam mnóstwo osób, które po ivitro mają wspaniałe dzieci. Pomyśl, że po
      tym zabiegu jest duża szansa urodzenia bliźniąt i problem z drugim dzieckiem z
      głowy. Koszt spory (w Gamecie za każdą koleną stymulacją koszt tańszy o 10%),
      ale jeśli będzie pozytywny wynik, warto. To będzie Wasze dziecko i to jest
      najważniejsze. Wcale nie musisz nikomu rozpowiadać, że masz dziecko poczęte
      nienaturalną drogą, jeśli się wstydzisz.
      • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 08:40
        Droga minkipinki zawsze myślałam, że jestem dojrzała. Myliłam się.
        Czuję się jak głupiutka małolata. Tyle Was się odezwało jedne karcą
        inne dają nadzieję. Tego było mi trzeba. Zbieram siłę. Dziś wstałam
        z innym nastawieniem. Jutro mamy wizytę jeszcze u naszej pani
        doktor, która obiecała nam wszystko wytłumaczyć. Nie wiem dlaczego
        się wstydzę in vitro. teraz chyba najważniejsze żeby okazało się,że
        in vitro nam pomoże..nie wyobrażam sobie żyć bez dzieci.







    • thursday.next Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 02:24
      serce nie myśl, że In vitro to wstyd – ja czasem myślę, że właściwie
      to dobrze, że będę miała dziecko poczęte z In vitro, naprzekór
      właśnie wszystkim, którzy uważają, że to wstyd, że jak to i w ogóle.
      Zawsze starałam się przełamywać stereotypy, zwłaszcza te z którymi
      się nie zgadzam i tak sobie myślę, że w sumie moje In vitro pasuje
      do mojego sposobu myslenia. Jak czytam czasem jakieś artykuły
      zwłaszcza pisane przez profesorow KUL-u jakie to In vitro ma
      konsekwencje to mam ochotę założyć koszulke z napisem będę miała
      dziecko z In vitro i walczyć z ciemnotą i zacofaniem. Nie mam żalu
      do losu, bo tego nie da się oceniać w kategoriach kto powinien a kto
      nie powinien i dlaczego nas to spotyka. W życiu rózne rzeczy się
      zdarzają i trzeba sobie z nimi radzić, więc jak tylko usłyszałam że
      dziecko mogę mieć tylko poprzez In vitro byłam przeszczęśliwa – bo
      to znaczy że mogę mieć dziecko!! I w tym wszystkim co mnie spotkało
      jest to najwspalniejsze że jednak mogę próbować i są szanse że będę
      miała dziecko. Co więcej, nigdy nie byłam tak blisko żeby je mieć –
      bo już wiem co mam robić. Nie wiem z jakich powodów trudno Ci
      zaakceptować In vitro, ale spróbuj spojrzeć na to z innej strony –
      możesz mieć dziecko – czy to nie wspaniałe? Posłuchaj się męża i do
      dzieła kochana!!
      • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 08:57
        thursday.next jesteś niesamowita. Ja niestety tej odwagi w sobie nie
        mam co Ty. Dzięki temu, że odezwałaś się, pisze teraz i się
        uśmiecham. Tego mi trzeba. Nie mogę się doczekać żeby dać poczytać
        mężowi te posty.Strasznie mnie denerwuje poruszanie tematu w
        kategorii religi.Dużo czytałam o niepłodności w stystyce,o
        niepłodności jako chorobie społecznej. Ale tak naprawdę ciągle
        stoimy w miejscu z myśleniem.. prawie tak jak ja.Twoja radość,
        optymizm,lekkość, która płynie z treści postu to balsam na mą duszę.
        Dziekuję Ci.
        • niecierpliwa3 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 09:50
          Ja też nie uważam, żeby in vitro czy niepłodności w ogóle należało się wstydzić.
          O naszych przejściach wiedzą moi rodzice i siostra, i wspierają nas na każdym
          etapie. Znajomym nie mówiłam, bo boję się porażki - gdyby do niej doszło, nie
          chcę pytań i wyrazów współczucia. Ale gdyby ktoś z moich znajomych miał podobne
          problemy, nie będę wahała się wspierać go czerpiąc z moich doświadczeń. Kościół
          usiłuje nam wmówić, że in vitro to wstyd, a ja uważam, że to kler katolicki
          powinien się wstydzić, że bez uzasadnienia odmawia chorym prawa do leczenia.
          Którego sam nie potrzebuje i potrzeby tej nigdy nie zrozumie.
          Przeczytałam gdzieś (chyba w cytowanym tu wywiadzie z lekarzem w Rzepie), że
          stres związany z niepłodnością jest porównywalny z tym związanym z chorobą
          nowotworową. Nie można tego dusić w sobie. Dobrze, że są takie fora jak to, a
          myślę że za kilka lat ludzie będą mówić o tych sprawach swobodnie także w
          niewirtualnej rzeczywistości.
          Daj sobie trochę czasu, na pewno w końcu spojrzysz na swoją sytuację bardziej
          optymistycznie - czego Ci życzę
          • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 10:10
            Prawdą jest, dzięki takiemu forum człowiek się wzmacnia, wie,że w
            gonitwie za maluszkiem nie jest osamotniony. Widzę,że z godziny na
            godzinę dojrzewa we mnie myśl dotycząca szczerości wobec
            najbliższych. Jednak na ten moment nie jestem gotowa.
            KLER...szczerze pisząc jestem katoliczką, ale naprawdę są rzeczy, z
            którymi się nigdy nie zgodzę.Dziękuję za wszystkie słowa.. do
            wszystkie dziewczyn.. JESTEŚCIE WSPANIAŁE.
            • minkipinki Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 10:34
              Moja siostra (najbliższa mi osoba) wiedziała o wszystkich naszych działaniach.
              Pozostałym (tzn. rodzicom i siostrze męża) powiedzieliśmy, kiedy podchodziliśmy
              do akcji 2 raz. Czemu tak późno? Nie ze wstydu, raczej baliśmy się, żeby rodzice
              zwłaszcza nie byli zbyt rozczarowani. Wystarczy tego, co my przeżyliśmy.
              Oczekiwanie w naszych rodzinach na nasze dziecko(pewnie tak jak w waszych) jest
              spore. Kiedy po zabiegu dostajesz kartę informacyjną ze zdjęciem komórek, które
              ci podali, to myślisz sobie - "O to są moje dzieci" i zachwycasz się, jakie
              piękne. A potem robisz test i okazuje się, że twój organizm zmarnował to, na co
              czekałaś. TO JEST TRAGEDIA! Powiem ci Serce, że jestem praktykującą katoliczką.
              Kiedyś w chwili szczerości powiedziałam księdzu o naszych staraniach.
              Stwierdził, że to naturalne, że podejmujemy wszelkie starania.
              • sotie Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 11:57
                dzięki Wam za taki mądry wątek smile
                Thursday, ja też chętnie nosiłabym tę koszulkę wink
                ja dopiero oswajam się z myslą o inv, nie traktuję tego jako
                targedii, ale rzeczywiście jako sposób na osiągnięcie celu. nie
                przeraża mnie sam sposób, a bardziej koszt, dojazdy etc
                o naszej walce wie i rodzina, i większość znajomych.
            • gusia_78 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 19:08
              A teraz kochana głowa do góry i zaczynamy walkę, tak? smile
              • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 20:42
                dzisiejszy dzień był łagodny w emocjach. Tyle wsopaniałych słów
                nadziei dostałam od tych wszystkich cudownych kobiet. Jutro wizyta u
                mojej pani doktor, mój mąż jest tak naładowany pozytywną energią, że
                chciałby w grudniu działać ale niestety przecież to nie jest tak
                siup.GUSIU_78 zaczynam walkę!!!!!!!!!
        • thursday.next Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 17:32
          serce super że Ci lepiej smile) z czasem na pewno będzie Ci już tylko
          łatwiej smile)
          • mytest Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 18:09
            My tu widzisz wszystkie oblatane w "tych "sprawach. Twój lęk wynika z niewiedzy
            co do procedury. In vitro trochę strasznie brzmi szczególnie w mediach jak
            jakieś szarlataństwo.
            Będziesz brała po prostu 10 dni zastrzyki w brzuch (nie bolą, robi je się w fałd
            skóry trzymany palcami)i tyle. Pobranie komórek jest w porównaniu z laparo
            "zabiegiem", płytka narkoza i tyle. Transfer można porównać do pobrania cytologi smile
            Powtarzam za poprzedniczami in vitro to nie wyrok to nadzieja na (szybką) ciąże.
            Wyrok to jak się nie uda kilka razy lub nie uzyskanie żadnego zarodka. Wtedy juz
            nic medycyna nie ma do zaoferowania.
            • rzeszowiankaa Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 18:57
              serce17 domyślam się, że to trudne, ale naprawdę in vitro to wielka szansa. My
              (i wiele innych par) nie mamy nawet takiej szansy. Nie mamy żadnej szansy na
              własne dziecko. Gdyby ktoś mi dzisiaj powiedział, że możemy mieć dziecko z in
              vitro, to byłoby to największe szczęście jakie by mnie spotkało w życiu i nie
              zastanawiałabym się ani chwili.
              No ale mnie łatwo mówić, bo już miałam trochę czasu na oswojenie się z tą myślą.
              A początek był taki sam jak i u Ciebie - wielka rozpacz. Chcę tylko Ci
              uświadomić, że są jeszcze gorsze tragedie niż in vitro.
              Zatem głowa do góry i ciesz się z tej szansy, jaką dostałaś.
    • emilka0029 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 18.11.07, 21:56
      Witaj... rozumiem Twoje rozterki, a szczerze mówiąc sama mam jeszcze
      większe jeśli chodzi o in vitro... Mam tyle obaw... U nas problem
      jest po stronie mojego mężczyzny, już na pierwszej wizycie w
      Invimedzie powiedziano nam, że tylko in vitro jest szansą na dzieci
      w naszym przypadku. Podziwiam wszystkie kobiety, które z odwagą
      podchodzą do tej metody zapłodnienia. Jestem z Wami i mocno
      kibicuję... Pozdrawiam ciepło
      • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 08:16
        Dziękuję, że się odezwałaś. Wiesz z dwojga złego cieszę się ( jeżeli
        tak można powiedzieć ) że ten problem zdrowotny dot. mnie nie mojego
        męża.Dzięki temu on jest naprawdę silny,nakręca mnie pozytywnym
        myśleniem.Tu to ja jestem ta słabsza. Ty droga emilko0029 musisz
        mieć jeszcze więcej siły i uporu. Chociaż każdy mąż jest inny.Masz
        rację tu na forum znalazłam wiele dziewczyn,które mówią że
        najważniejsze że dzidziuś może być in vitro to tylko pomoc. I ja
        staram się tak przestawić. Należy zrobić wszystko co jest dostępne.
        Kochana przecież te maleństwa będą częścią NAS.Ty KIBICUJESZ MI A ja
        TOBIE.Pozdrawiam
        • emilka0029 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 15:47
          witaj i dziękuję Ci za wspaniałe słowa, mocno podnoszące na duchu... U nas
          akurat jest tak, że to mój m. jest większym zwolennikiem in vitro niż ja... Mam
          w nim mnóstwo oparcia smile Na razie nic nas nie goni do decyzji, no może mój wiek
          wink Jesteśmy też zwolennikami adopcji, więc ewentualna porażka z in vitro to
          jeszcze nie dramat - ściskam ciepło smile
    • dobdob0106 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 07:56
      W moim przypadku było trochę inaczej, kiedy lekarz powiedział po 4
      nieudanych IUI , że czas na invitro, nie zastanawialiśmy się ani
      chwili, poprostu trzeba i już. Rozterki i niesmak przyszły gdy się
      nie udało, wszystki to było jakieś takie straszne, te zastrzyki ,
      badania , transfer. Do dziś pozostał mi niesmak , no i nie niechęć
      mojego M do kolejnej próby. Ale wiem w 100 % że gdyby sie zgodził ,
      mój M jeszcze raz, zrobiłabym to bez wachania. Nikomu nie
      powiedzieliśmy o tym że mamy za sobą tyle doświadczeń, nie wiem czy
      to wstyd, czy poczucie jaiegoś upośledzenia, może podejście
      niektórych ludzi dla których nie do zrozumienia jest to że ktoś inny
      może mieć problem z posiadaniem dziecka. Trzymaj się każda z nas
      wolałaby mieć dziecko tak zwyczajnie , naturalnie, ale jeśli to nie
      możliwe to trzeba próbować inaczej, przecież to nie przestępstwo.
      Mąż jest z Tobą , dacie sobie radę , życze Ci z całej siły żeby było
      dobrze. Sama nie mogę mieć dziecka , płaczę z żalu jak ktoś z
      rodziny czy znajomych jest w ciąży , ale z radości płaczę gdy czytam
      tu na forum że którejś z dziewczyn po latach walki się udało.
      Wszystko to jest trudne i dziwne, ale co zrobić ? Powodzenia i
      pozdrawiam.
      • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 08:36
        Witaj.Dziś mam wielkiego powera, bo tak nakręciło mnie forum. Ciągle
        wszystko przede mną stąd wielkie nadzieje.My dopiero jesteśmy na
        początku drogi, wybóre kliniki itd. Jeszcze do mnie nie dochodzi,że
        mogą być próby nieudane.Czytam ,że tak się przecież zdarza i widzę
        że chyba wychodzi ze mnie 32latki znowu naiwność, że mnie i mojego
        W.to nie dotyczy. Ciągle rozczarowania powiedz ile można
        wytrzymać.Jestem matką chrzestną 6 rga dzieci mój mąż 2 i pamiętam
        kiedy już podjęłam decyzję "nie zgadzamy się na kolejnego
        chrześniaka" , pomyślałam na głos że pewnie nie będziemy mieli
        dzieci. Pamiętam śmiali się z mojego gadania, dziś wiem INTUICJA. Z
        drugiej strony to jest aż nie możliwe. Dlaczego? Mamy z W.tyle
        pokładów miłości one nie mogą się zmarnować.Jesteśmy tak wspaniałym
        małżenstwem, dookoła otaczają nas wspaniali rodzice, teście. Nie
        możemy tak tego zostawić. Narazie In vitro to wielka nadzieja i
        nasza tajemnica. I na dziś nie będziemy o tym mówić w rodzinie,
        niech będą chociaż oni spokojni. Wiem też że nie uda się 1
        pojedziemy na 2 i 3.Pieniądze? Są banki. Moja droga pozdrawiam,
        ściskam.Spróbujcie jeszcze raz!!!
        • anna.p1 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 10:18
          to nie jest tragedia. ja tez mialam taki zabieg, ale przeszlam przez
          to wszystko z podniesiona glowa i wiara w zwyciestwo. moja
          dziewczynka i moj chlopiec wlasnie skonczyli rok smile. nie zaluje ani
          jednego zastrzyku, nie pamietam zadnego bolu. bylo warto! gdybym
          miala powtorzyc cala procedure jeszcze raz i spojrzec znowu na dwie
          piekne buzki,zrobilabym to jeszcze raz bez wahania. uszy do gory!
          • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 12:55
            Droga anno.p1 właśnie wróciłam ze szpitala z wypisem po
            laparoskopii. Zaczęłam na forum o mojeje tragedii ale wiesz co z
            godziny na godzinę czuję się uskrzydlona, lekka, i ta nadzieja na
            dzidziusia a do tego coraz więcej dziewcząt pisze o bliźniakach
            FANTASTYCZNE. Tego pragnę. Jak dobrze że zdecydowałam się na forum.
            Gdyby nie te posty pewnie siedziałabym zaryczana..mam dużo czasu 14
            dni po szpitalne chorobowe. A tak ładujecie mnie wszyscy energią.
            Wspaniale. Pozdrawiam. Dużo zdrówka dla Twojej PARKI i dla Ciebie.

            • anna.p1 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 14:16
              dziekuje za zyczenia dla maluchow. tez ci zycze takiej parki. in
              vitro wcale nie jest takie straszne, a za te dwa usmiechy dalabym
              sie nawet pokroic smile trzymam kciuki za twoj brzuszek.
    • kasienka341 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 14:42
      witaj, serce17, jestem od Ciebie rok starsza, mam podobny problem
      jak Ty, dla mnie także jedyna szansa na posiadanie potomstwa to in
      vitro lub cud-czasami jajowody sie odblokują, własnie tez jestem w
      domku na zwolnieniu po laparoskopi, niedługo zacznę przygotowania do
      invitro, mi także pomogło dużo czytanie forum, bo byłam załamana, na
      dzień dzisiejszy jestem silna i gotowa na walkęsmile)Pozdrawiam Cię
      serdecznie i życze dużo siły.
      • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 15:38
        Na początku ma się wrażenie, że tylko nas dotyka problem. A tu nagle
        tak jakby otworzyła się puszka pandory.Nie powiem, że się cieszę ale
        muszę się przyznać - jest lżej. Wspierajmy się w smutkach, cieszmy
        się z sukcesów naszych "oczekujących" mam a napewno będzie
        dobrze.Kasieńko jestem z B-szczy. mamy tu też klinikę na miejscu
        niestety mało jest wiadomości o ich sukcesach, zastanawiam się co
        robić? Życzę Ci i innymi równowagi psychicznej i powodzenia.
    • krolik1107 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 17:55
      Dla mnie informacja o ivf tez była niezbyt przyjemna (ale nie była
      szokiem). Teraz uważam, że ivf to nadzieja. Jestem w ciążysmile
      • serce17 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 19.11.07, 19:53
        Gratulujemy z mężem!! Napisz mi proszę jaka klinika dała Wam to
        szczęście. Wiesz może coś o INVCTA w Gdansku? Pozdrawiam.
        • marcy_83 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 21.11.07, 15:32
          serce ja podchodziłam do ivf w inviccie w gadańsku
          trudno mi się obiektywnie wypowiadać na jej temat -jestem w 30 tc więc wiadomo
          ze należę do zadowolonych smile
          U nas przynajmniej dylemat wyboru kliniki odpadał -podchodzilismy z mężem do pgd
          -a taka mozliwość istaniała tylko w Gadańsku..

          rozumiem twoje wahanie i dylematy -taka decyzja nie jest prosta i nigdy nie będzie..
          dla mnie najtrudniejsza była z powodów religijnych -o ile ivf powoli przestaje
          byc utożsamiane z grzechem to na temat pgd Kościół nigdy nie wypowie się w
          pozytywny sposób bo to selekcja embrionów sad((
          ciężko mi z tym sad((
          wierzę że dziewczyny tutaj i twój mąż pomoga ci przetrawć czas oczekiwania
          i przesyłam fluidy ciążowe smile)))))
          • thursday.next Re: mercy 21.11.07, 15:46
            jeśli mogę zapytać - czemy zdecydowaliście sią na pgd? mało wiem o
            tym a bardzo bym chciała wiedzieć co do tego kwalifikuje i w razie
            czego móc skorzystać..
            • marcy_83 Re: mercy 21.11.07, 21:53
              u nas sytaucja nie miała związku z leczeniem niepłodności
              mój mąż ma chorobę genetyczną i jej ryzyzko dziedzicznie wynosi 50%
              ponieważ dla nas to ryzyko jest za duże zdecydowaliśmy się na pgd -to ivf z
              testem gentycznym zarodkow -podaje sie tylko zdrowe...
              z tego co mi wiadomo pgd jest tez sznasa dla par u ktorych kariotyp jeste
              nieprawidlowy lub u tych u ktorych istnieja poronienia na tle genetycznym
              gdybys miała jeszcze jakies pytania - pisz smialo, bo nie wie co mogloby cie
              interesowac
          • krolik1107 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 21.11.07, 16:47
            marcy_83 napisała:

            > dla mnie najtrudniejsza była z powodów religijnych -o ile ivf
            powoli przestaje
            > byc utożsamiane z grzechem to na temat pgd Kościół nigdy nie
            wypowie się w
            > pozytywny sposób bo to selekcja embrionów sad((
            > ciężko mi z tym sad((

            Nie przejmuj się: Teraz jest grzechem, ale może za rok juz nie
            bedzie, kościół jeszcze do niedawna uwazał jedzenie mięsa w wigilię
            za grzech, ale teraz to juz nie jest grzech (pewnie ktoś uwielbiał
            mieso). A jak to było z umarłymi dziećmi? Ich dusze nie zaznaja
            spokoju i będą w zawieszeniu, ale zdaje sie, że od zeszłego roku już
            jest w porządku i dzieci ida do nieba. To wszystko tylko krzywdzi
            dodatkowo rodziców, nic wiecej. Potraktuj ich tak, jak oni traktują
            nas.
        • krolik1107 Re: moja włsna tragedia"in vitro" 21.11.07, 16:49
          Nie, Polna w Poznaniu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka