Witajcie Kochane...
Tak, tak - udalo mi sie w koncu

Wlasnie wchodze w 4 miesiac i pomimo poronienia rok temu, obecna ciaza
przebiega prawidlowo.
Dlugo sie nad tym zastanawialam, ale sporo czasu spedzialam tutaj, wiec
chcialabym sie podzielic z Wami moimi spostrzezeniami.
Z perspektywy czasu, to wydaje mi sie, ze problem u mnie byl nie z
zaplodnieniem, ale z zagniezdzeniem sie juz zaplodnionego jaja.
To wieczne odliczanie do @, przyjdzie, czy nie przyjdzie, "a wiem-pewnie i
tak przyjdzie i znowu miesiac zmarnowany", w
dodatku praca - atmosfera jest nienajlepsza, glosy o zwolnieniach i w dodatku
caly ten stres z zyciem codziennym: szybko z pracy (praca od 7-30 do 17),
szybko na zakupy, zeby szybko cos ugotowac, zeby chociaz zjesc spokojnie, a
potem szybko pozmywac, zeby miec chociaz chwilke wytchnienia i na
spokojnie "moc robic dzieci" - no to tak wszystko troche z przymruzeniem oka,
ale cos w tym, musi byc.
Tymczasem... na urlopie, w fajnym towarzystwie, wszystko na luzie, bo
przeciez nigdzie nam sie nie spieszy, z praca tyle do czynienia, co pogadac
sobie z przyjaciolmi co sie u nas dzieje, a poza tym duzo kawy, duzo wina i
piwa (czego w czasie staran staralam sie unikac) i prosze! W tym wszystkim to
nawet zapomnilam dokladnie policzyc, kiedy wypada termin @. I czekalam na nia
we srode, a tu okazalo sie, ze miala nadejsc w miniona sobote.
Gdy rozmawialam z mezem, ze musi byc jajeczkowanie - a wiem dokladnie, kiedy
sie zblizalo, musza byc plemniczki to dziecko gotowe. "Matematycznie" tak!
Ale - ale znamy my wszystkie!
Z innej strony, moze "uwierzylam", ze moge zajsc w ciaze?! Tuz przed urlopem,
a juz po jajeczkowaniu odwiedzilam klinike nieplodnosci. Pani gin objasnila
mi, jak sie zabieraja do leczenia: na wstepie badanie hormonow, a potem 2-3
dnia cyklu - wrogosc sluzu. Mialam sie wiec do niej zglosic za jakies 1,5
tygodnia, gdy pani dodala: ale przypuszczalnie bedzie pani juz w ciazy.
Moze to bylo moje "wyluzowanie"?? Moze moj organizm stwiedzil, ok - juz sami
nie jestesmy w stanie nic zrobic, wiec teraz zobaczymy, co zdzialaja lekarze?
Nie mam pojecia - pewnie znajdzie sie tez mnostwo glosow przeciw:
ze juz robilyscie mase badan,
ze juz nie myslalyscie o dziecku,
ze wyluzowalyscie...
U mnie bylo podobnie - tylko ze pewnie PODSWIADOMIE ciagle liczylam: a to
jeszcze 7 dni do @, a to 2, a to dzis - gdy budzilam sie rano do pracy.
Zycze Wam wszystkim powodzenia i wytrwalosci w staraniach.
I nigdy nie traccie nadziei
30.tka