Dodaj do ulubionych

PCO -wasze doświadczenia

19.05.09, 15:18
Witam
Mam pytanko dla pechowych posiadaczek PCO.
Czy jest sens mierzenia temperatury w tej przypadłości?
Moje wykresy niczego nie wykazują. Korzystam ze strony fertility
friend -czasami zaznacza mi owulację ale po kilku dniach to koryguje
gdyz temperatura w drugiej fazie nie utrzymuje sie na wyższym
poziomie tylko skacze jak chce.I wygląda na to że wogóle nie
dochodzi do owulacji.Robiłam testy owulacyjne ale one zawsze
wychodza pozytywne wiec chyba tez nie ma sensu.Od lipca mam zacząc
brac CLO a do tego czasu lekarz kazał się obserwować i mierzyc
temp.a jak okres dlugo sie nie pojawia to brac luteine.Troche sie
denerwuje tym czekaniem na leczenie i monitoring , bo latka leca a w
PCO czas nie dziala na moja korzysc.Sama wspomagam się ziółkami ks.
Sroki, wiesiołkiem, lnem i masuję punkty refleksyjne polecone przez
osobe zajmująca się akupunkturą.Czy mając PCO może czasami dochodzic
do owulacji czy wszystkie cykle są bezowulacyjne? Czy komus z PCO i
bardzo długimi cyklami (ok 50-70dni)udało się zajść w ciążę bez
leków?
Obserwuj wątek
    • darcia74 Re: PCO -wasze doświadczenia 19.05.09, 17:57
      witaj betsi,
      Otoz ja jestem owa pechowa posiadaczka PCO i oto moja historia, mam
      nadzieje, ze Ci doda otuchy i wiary wink.
      Mam PCO chyba od zawsze (miesiaczka pojawiala sie kiedy chciala),
      tylko zanim nie zaczelam sie starac o dziecko nikt jakos nie mial
      ochoty mi tego zdiagnozowac. Potem bralam przez ok 10lat pigulki, co
      jak sie okazalo o ironio tylko mi w pewien sposob ograniczylo obiawy
      PCO. Bezposrednio po odstawieniu pigulek zabralam sie za mierzenie
      temperatury i obserwacji sluzu i pierwsze 3 cykle jak na PCO byly
      dosc krotkie (30-40dni) i mialam owulacje (wyrazne 3 fazy cyklu),
      lecz niestety potem wrocily objawy PCO ze wzmozona sila -histurcyzm,
      pryszcze, wypadanie wlosow, temperatury na wykresie to byly gory i
      doliny, testy owu ciagle jakby pozytywne (co wskazuje na wysokie LH
      - normalka przy PCO). Czekajac na miesiaczke z 60 dni wzielam
      luteine, lecz kolejny cykl to samo... Zglosilisy sie do kliniki
      bezplodnosci. Tam potwierdzili PCO (i to dosc paskudna wersja) oraz
      problemy z plemnikami mojego M. Mozesz sobie wyobrazic jak bardzo
      bylismy zalamani, mowili ze tylko in-vitro jest szansa.
      Nie chcieli mi wywolywac kolejnej miesiaczki, bo powiedzieli ze to
      nie ma sensu - wyslali mnie na laparoskopie z elektrokauteryzacja
      jajnikow (naklowanie jajnikow). Dokladnie 28 dni po zabiegu dostalam
      miesiaczke (to bylo jakies 120 dni od poprzedniej miesiaczki!),
      jednym slowem, tak jakby mi zresetowali jajniki wink.
      Potem juz miesiaczka pojawiala sie naturalnie, nie regularnie
      ksiazkowo, ale jak na mnie to super, tak co 30-35 dni smile.
      Wzielismy sie wiec do "roboty", ale nadal dzidzi nie bylo, bo jak
      wiadomo mielismy oprocz PCO tez problem z zolnierzykami. Po 4
      miesiacach staran natyralnych podeszlismy do inseminacji na cyklu
      stymulowanym gonatropinami, niestety bez sukcesu. Kolejny cykl znowu
      stymulacja, ale utworzyla mi sie torbiel na jajniku wiec inseminacja
      odwolana i pauza jeden cykl by podejsc do kolejnej.... Nie bylo
      potrzeby juz jej robic bo wlasnie w cyklu odpoczynkowym zaszlam w
      ciaze zupelnie naturalnie, bez stymulacji i inseminacji winksmile.
      Dodam tylko, ze nadal po zabiegu ciagle mierzylam temperature i
      wiedzialam, ze np dany cykl bedzie OK bo np tempka nie byla
      skaczaca, sluz najpierw mialam nieplodny a potem w okresie owulacji
      piekny przezroczysty a nie jak w tych cyklach ze skaczaca tempka ze
      praktycznie jeden dzien taki sluz a na drugi inny i tak w kolo.
      Nie chce zapeszac, ale po ciazy cykle wrocily mi jak na PCO w miare
      krotkie, bo 28-35dni, obserwuje sluz i na jego podstawie wiem, ze
      mam owulacje, dokladnie 11-14 dni po szczycie sluzu przychodzi
      miesiaczka.
      Jak masz jeszcze jakies pytania to daj znac, chetnie pomoge smile
      P.S.
      Ja jestem chyba duzo starsza, wiec wiekiem narazie sie nie stresuj
      wink
      • betsi28 Re: PCO -wasze doświadczenia 19.05.09, 20:06
        Dzieki za odpowiedź. U mnie poczatek taki sam. Od zawsze
        nieregularne miesiączki, którymi mój gin sie nie przejmował, potem 6
        lat antykoncepcja która jajniki jak u ciebie "uspokioła", po
        odstawieniu brak miesiaczki przez 3 miesiące i zmiana ginekologa
        który zdiagnozował pco. Na szczescie oprócz obrazu usg wskazujacego
        na ta przypadłość, powyższonego LH i niskiego progesteronu nie mam
        problemu z testosteronem czy prolaktyną.Początkowo obsesyjnie
        czytałam na ten temat, teraz trochę wyluzowałam.Mierze tylko tę
        temperaturę od pół roku i tak jak mówisz góry i doły.Śluz raz taki
        raz taki.Szyjka macicy tez wydaje mi sie byc zawsze w tym samym
        miejscu.Wiec chyba te obserwacje w PCO nic nie dają.Lekarz chce
        zaczac leczenie od CLO (dopiero od lipca gdyz stwierdzil ze zeby
        mowic o bezplodnosci musi byc przynajmniej 0,5-1 roku starań
        naturalnych), jak to nie pomoże to jakies zastrzyki a potem
        ewentualnie laparoskopia, o inseminacji nic nie wspominał.
        Z tego co napisałas wynika ze naturalne poczecie (bez laparoskopii
        czy leków) chyba graniczy z cudem więc chyba przed rozpoczeciem
        leczenia nie mam sie co nastawiać.Najlepsze jest to że zaczelismy
        sie starac z nastawieniem "tak na spokojnie" jak bedzie to bedzie,
        ale jak się okazało że wcale może nie byc to takie proste, to stało
        się to priorytetem.Napisz jeszcze jakie miałas objawy PCO -jaka to
        ta paskudna wersja i ile czasu zajęły wam starania.
        • anulor Re: PCO -wasze doświadczenia 19.05.09, 22:58
          Witaj Betsi
          Oto moja historia (nieco podobna do wyżej opisanej)
          Mój początek analogiczny do waszego, z tym, że po dość szybkiej diagnozie zaczęłam niemal od razu leczenie. Po półrocznych, bezowocnych staraniach oraz kompleksowych badaniach przystąpiliśmy do stymulacji clo, każda kolejna wizyta kończyła się zwiększaniem dawki (doszłam do max.), niestety bez efektów - byłam wyjątkowo oporna na ten lek, raz nawet chyba doszło do owulacji, ale na tym koniec. Lekarz stwierdził, że nie ma sensu faszerować mnie tabletkami i najlepszym wyjściem będzie laparo - kauteryzacja jajników. Oczywiście zgodziliśmy się, jakie było nasze zaskoczenie, gdy po zabiegu już nie dostałam miesiączki...ciąża. Szczęście nie trwało długo 7 tygodni. I... trzy miesiące na dojście...kolejne starania...bez efektu. Od zabiegu minęło jakieś 6 mies., monitoring ponownie wykazał brak owulacji, lekarz stwierdził, że jajniki już pewnie się zrosły. I znów próby z clo, znów doszłam do maxa i ...nic. Mój gin powiedział, że inseminacja w moim przypadku nie ma sensu, więc najlepiej, żebyśmy się od razu zdecydowali na in vitro...
          Miałam już serdecznie dość leczenia, a przede wszystkim współżycia z sekundnikiem, bo być może jednak coś zaskoczy. W maju (ubiegłego roku)odpuściliśmy totalnie, oboje musieliśmy odpocząć(starania trwały już ponad dwa lata)W grudniu spóźniała mi się @, chociaż nie była to żadna nowość w moim przypadku, ale coś mnie tknęło i zrobiłam test...teraz leci już 6 miesiąc smilesmilesmile
          Życzę powodzenia i dużo dystansu do lekarskich "ostatecznych" diagnoz
          pozdrawiam
          • darcia74 Re: PCO -wasze doświadczenia 19.05.09, 23:40
            Anulor, gratuluje smile
            Jednak, wiesz, zastanawia mnie jedno... Nie wiem gdzie robilas
            laparo, ale wiem, ze w PL zalecaja odrazu po zabiegu sie starac a u
            nas (nie w PL) wrecz zabraniaja, wlasnie ze wzgledu na duze ryzyko
            poronienia.. To tak na marginesie.. (przykro mi ze ci sie to
            przytrafilo). Hmmm i ta historia z zarosnieciem jajnikow 3 miesiace
            po zabiegu, dziwna. Po prostu my nie wszyskie reagujemy tak samo na
            dane leczenie. Jedna reaguje na Clo, inna na gonatropiny, kolejna na
            laparo a jeszcze inna na wyluzowanie czy np na morskie powietrze wink

            W kazdym razie wniosek jest jeden, PCO to nie wyrok smile
        • darcia74 Re: PCO -wasze doświadczenia 19.05.09, 23:25
          U mnie bardzo wiele wskazywalo na PCO:
          - na USG wiele pecherzykow na jajnikach
          - LH/FSH > 1,5
          - wysoki testosteron i androstendion (uwaga: lecz w normie!!!, tylko
          powinienbyl byc nizszy)
          - brak miesiaczki nawet przez pol roku, cykl nigdy nie byl krotszy
          jak 40 dni,
          - histurcyzm, ale na szczescie nie jakas zaawansowana wersja.
          - pryszcze (hmm, tu i tam, ale bylam zalamana), tlusta skora i
          wypadanie wlosow dopiero po odstawieniu pigulek.
          Po laparoskopi:
          - Na USG pecherzykow na jajnikach mniej,
          - LH/FSH = 1
          - testosteron i androstendion niski
          - miesiaczki przychodza naturalnie
          - histurcyzm chyba jest nieuleczlny sad
          - pryszcze i tlusta skora tylko przed miesiaczka, wlosy juz nie
          wypadaja smile
          Aaa, mam i zawsze mialam niedowage (co raczej nie jest bardzo typowe
          dla PCO)!!! Prolaktyna wiele razy kontrolowana i tez super wyniki,
          krzywa cukrowa tez byla OK.
          Paskudna wersja PCO, poniewaz oprocz tych okropnych objawow jakie
          mialam, praktycznie nie miesiaczkowalam, a przeciez jest wiele PCO-
          wiczek ktore maja dluzsze ale jednak jakiestam cykle, u mnie
          wlasciwie o cyklu nie mozna bylo mowic. Tak wiec, PCO moze tez miec
          lekkie wersje wink.
          Calosc staran zajelo nam dokladnie rok, ale musisz wziac pod uwage,
          ze w tym, jeden cykl mial cos 60 dni a kolejny ponad 120 dni
          (oczywiscie bezowulacyjne) czyli prze te pol roku nie bylo szans na
          zajscie. W 6 miesiecy po laparoskopi zaszlam w ciaze, w tym jeden
          cykl odpadl bo pozabiegowy a drugi bezowulacyjny bo torbiel na
          jajniku. Jednym slowem jak tak policzyc efektywnych cykli
          owulacyjnych podczas tego roku staran to byly tylko 4 z czego w
          ostatnim zaciazylamsmile czyli naprawde niezly wynik. Dla mnie to
          nadal niewiarygodne...

          Czy jest szansa na zajscie przy takich cyklach PCO-wych (nawiazujac
          do tego co napisalas), nie probujac stymulacji czy laparo?
          To zalezy, ale zawsze jest szansa... W PCO nie mozna dokladnie
          przewidziec kiedy ktorys z tych wielu niedojrzalych pecherzykow
          zacznie dojrzewac i wkoncu wypusci komorke jajowa. Niestety w PCO to
          jak w ruletce. Na pewno wiesz, ze nasze jajniki pokryte sa taka
          jakby otoczka powstala na skutek tworzenia sie przez lata tych
          pecherzykow ktore nie sa w stanie dojrzec, przez to tez czesto nasze
          jajniki powiekszaja swoja wielkosc. To zas jest spowodowane zlym
          funkcjonowaniem (zazwyczaj) przyzsadki ktora "wysyla" sygnaly do
          produkcji LH i FSH... I wlasnie tu zalezy jak ta gospodarka
          hormonalna u Ciebie funkcjonuje, jak bardzo gruba powloka sa pokryte
          twoje jajniki itp, takie sa szanse na zajscie w ciaze naturalnie,
          jak tez ze stymulacja czy po kauteryzacji.
          Jednym slowem szansa zawsze jest, wiec bierzcie sie do roboty wink
          • betsi28 Re: PCO -wasze doświadczenia 20.05.09, 09:34
            Dzięki dziewczyny za pocieszenie. Cieszę się że wam się udało. Tak
            czy siak szanse są i to najwazniejsze.
            • betsi28 Re: PCO -wasze doświadczenia 20.05.09, 23:15
              dziewczyny powiedzcie jeszcze czy ta laparoskopia to bolesny zabieg?
              wykonuje go ginekolog w gabinecie czy trzeba isc do szpitala?
              • darcia74 Re: PCO -wasze doświadczenia 20.05.09, 23:33
                betsi, niestety trzeba sie polozyc w szpitalu, ale jak wszystko
                dobrze pojdzie to na 2-gi,3-ci dzien wrocisz do domu.
                Czy boli?... Sam zabieg jest pod narkoza calkowita, wiec nie boli.
                Moze bolec po zabiegu, ale nie powinna sama ranka (to tylko 3
                malutkie dziureczki) tylko ewentualnie ramiona, okolice klatki
                piersiowej na wskutek rozchodzacego sie gazu ktorym wypelniaja
                podczas zabiegu przestrzen brzuszna. Nie kazda to az tak boli, w
                kazdym razie do przezycia na srodkach przeciwbolowych i mija na w
                ciagu 3 dni.
                U mnie akurat nie poszlo tak gladko bo podczas zabiegu przydazyla
                sie jakas komplikacja- pekniecie jakichs naczyn krwionosnych i
                krwotok wewnetrzny, wiec musieli mnie "otworzyc". Tak wiec u mnie
                praktycznie to prawdziwa operacja byla i zamiast na 2-gi dzien to po
                tygodniu wrocilam do domu.
                Ale warto bylo, nie zaluje wink
                • anulor Re: PCO -wasze doświadczenia 21.05.09, 00:27
                  betsi, u mnie zabieg przebiegł bez najmniejszych komplikacji, w szpitalu byłam
                  niecałe 3 dni, przy czym pierwszego przechodziłam jedynie badania, drugiego
                  popołudniu miałam laparo, a już następnego dnia wyszłam do domu. Tak jak wyżej
                  wspominała koleżanka sam zabieg jest bezbolesny (w znieczuleniu ogólnym),
                  niestety już po odczuwa się lekki ból w klatce piersiowej, który może się
                  nasilać, brzuch jest wydęty (także zabierz ze sobą do szpitala coś luźnego - na
                  wyjście oczywiście).Na pocieszenie napiszę, że po kilku dniach zapomnisz o całej
                  sprawie, a po dwóch tygodniach wrócisz do pełnej formy (przynajmniej tak było w
                  moim przypadku).
                  pozdrawiam
                  • betsi28 Re: PCO -wasze doświadczenia 21.05.09, 12:43
                    dziekuje za wasze odp. mam jeszcze jedno pytanie -czy ten zabieg
                    jest płatny czy refundowany?
                    • anulor Re: PCO -wasze doświadczenia 22.05.09, 14:07
                      jeżeli zdecydujesz się na państwową klinikę zabieg jest w 100% refundowany, natomiast w prywatnej, z tego co ostatnio słyszałam, kosztuje w granicach 3-4 tys;
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka