lukas.11
26.07.09, 11:15
Można byłoby napisać, że pojechaliśmy, zdobyliśmy i wróciliśmy. Ale
wszystko to wymagało nieco więcej organizacji. A więc po kolei.
Pewnego listopadowego wieczoru postanowiłem poszukać przez Internet
ekipy na wyjazd w Alpy. Los jednak chciał inaczej i tak oto poznałem
Piotrka, który szukał składu na Elbrus. W ten sposób wspólny wypad w
Tatry zimą zaowocował pięcioosobowym zespołem: ja (Sanok), Piotrek
(Łódź), Łukasz (Łódź) - dalej jako Glaza, Michał (Rzeszów) oraz
Dorota (Warszawa). Później wizy i inne formalności i w końcu
26.06.2009r ok. 7 rano spotykamy się w Przemyślu. Plan prosty. Do
granicy busem, przez granicę na nogach i do Lwowa marszrutą (takim
ukraińskim busem). Teoretycznie pięknie - przynajmniej do granicy.
Po minięciu polskiego okienka wypełniamy ukraińskie papierki -
oczywiście źle, o czym informuje nas średnio przyjemna pani. W
czasie gdy my wypełniamy na przejście nadciągają tłumy - grupa
Niemców, kolonia ukraińska i mnóstwo "mrówek". Przy tym całym
zamieszaniu o mało nie złamano mi ręki, która zaklinowała się w
kratach. Tłum napierał na nas, a my mieliśmy na sobie
trzydziestokilowe plecaki. Jakimś sposobem przedostaliśmy się na
Ukrainę (po 2 godzinach). Jest marszruta, wsiadamy płacimy po 14
hrywni i jedziemy. W busie widnieje duży zabawny napis: "apteczka u
wodza". Tak mnie to rozbawiło, że chciałem zrobić zdjęcie, a tu
psikus - popsuł się aparat - i to jedyny sprzęt do nagrywania
filmów. Zdjęcia nie zrobiłem i przekazałem smutną informację
reszcie - nie będziemy mieć filmików z wyprawy. Taka pierwsza kłoda.
Wyboistą drogą dojechaliśmy do Lwowa. Idziemy na dworzec (PKP). Tam
znowu niezbyt przyjemni ludzie w informacji i kasach, ale kupujemy
bilety typu plackarta do Rostowa nad Donem (już w Rosji).
Odjazd 15:34. Trochę nurtuje nas napis na biletach Lwów-
Pierwomańsk, ale skoro pani w kasie mówiła, że Rostov to tak jest.
Staramy się tym nie przejmować. Kupujemy mapę Ukrainy żeby wiedzieć
gdzie jesteśmy i wsiadamy do pociągu. Plackarta jest bardzo
specyficznym "otwartym" wagonem sypialnym, w którym mieści się
pokaźna ilość osób. Miła pani odpowiedzialna za porządek w wagonie
daje nam pościel. Czytaj całość relacji na stronie www.lagozny.pl