Dodaj do ulubionych

do jaga1968

26.04.07, 22:51
dobrywieczorek:) Przeczytałam w sukcesach, że leczyłaś z dobrym skutkiem AZS
u swojej córki - u nas podobny problem u synka - właśnie zaczeliśmy leczenie
homeo. Moje pytanie: Jak się czuje Twoja córa teraz? Czy po leczeniu okazało
się, że oprocz poprawy stanu skóry, przestały ją uczulać produkty zywnościowe
(jesli oczywiście miała takie problemy)- mój synek alergicznie reaguje na
wiele produktów i bardzo bym chciała, żeby to sie zmienilo. Dziekuję i
pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • jaga1968 Re: do jaga1968 28.04.07, 13:13
      Zdrowie i samopoczucie córy super. Aż boję się zapeszyć. Jeśli chodzi o dietę,
      to je wszystko za wyjątkiem typowych "śmieci" ( tzn. produktów złożonych
      głównie z barwników, konserwantów, stabilizatorów itp). Wczesniej
      miała "odstawione" mleko i wszystko co zawierało barwniki i konserwanty.
      Wysypywało ją tez po wielu innych pokarmach. Ale i niezależnie od diety - też.
      Oprócz skóry poprawił sie jej humorek (to oczywiste), wyregulował cykl
      miesiączkowy, skończyły problemy z zajadami i jęczmieniem. Nie zapada też na
      żadne infekcje paragrypowe.
      Jeśli chodzi o skórę, pozostały jeszcze zgrubienia w miejscu dawnych wysięków,
      ręce i nogi w biało-brązowe plamki (miejsca opalone i te, z których zeszła
      skóra), a po ekspozycji na słońce na dekolcie pojawia się leciutki różowy
      rumień. I to wszystko. Zaro drapanka, suchości, wysięków, pękania itp.
      Mam nadzieję, że tak już będzie, bo choć z AZS nigdy nic nie wiadomo, to mam
      świadomość, że leczenie Ani sięgało głębiej niż tylko na skórę.
      Życzę wytrwałości (na poczatku jest trudno) i zdrowia Twojemu Synkowi (wiem, z
      czym walczycie). Pozdrawiam serdecznie. I napisz, jak przebiega leczenie.
      Powodzenia!
      • luty71 Re: do jaga1968 28.04.07, 23:34
        Nie wiesz jak Ci dziękuję, że sie odezwałaś - u na dziś gorzej i oczywiście
        zaraz tysiące watpliwości, czy to aby na pewno reakcja w dobrą stronę, a może
        to glista znow sie odezwała, a może coś innego uczula - maly całą skórę
        ma "wywaloną" - szyja tak wysuszona (nie daje jej sobie posmarować - wyje), że
        nie może kręcić głową, twarz jak u staruszka, posladki i okolice odbytu wydarte
        do krwi, do tego nasilila się i tak duża wrażliwość Wojtusia - szlocha o byle
        co - czy u Was było podobnie? Syn wziął trzy dawki sulfur - ostatnią w środę
        25.04 - czy mozna choć w przybliżeniu powiedzieć jak dlugo jeszcze będzie tak
        ciężko? Co miałaś na mysli mówiąc, że leczenie Ani sięgalo głębiej niż tylko na
        skorę - jakie inne objawy jeszcze u Was występowały? I jak długo córka
        przyjmowała leki homeopatyczne? Bardzo Cie przepraszam za ten grad pytań ale
        mam tyle wątpliwości i chcialabym dowiedzieć się jak to było z AZSem u Was.
        Dziękuję.
        PS to co napisałaś brzmi baaardzo optymistycznie:))
        • jaga1968 Re: do jaga1968 02.05.07, 21:22
          Przepraszam, że odpowiadam tak późno, ale parę dni byłam odcięta od netu.
          Spróbuję odpowiedzieć na Twoje pytania. Ania brała kilka różnych leków po
          kolei, czasem 2 -3 równocześnie. W sumie było tego sporo. Na początku ( w
          momencie podjęcia leczenia) wygladało to tak: rozległe czerwone plamy na szyi,
          dekolcie, pod pachami (tu powiększone węzły) trochę czerwonych plam na twarzy,
          tułowiu i rękach. Skóra w miejscach objętych zmianami mocno zaogniona,
          obrzęknięta, sucha. Po podjęciu leczenia - niemal natychmiast pogorszenie, aż
          do erytrodermii. Wtedy rozległe zmiany na całym ciele, obrzęk skóry, sączenie
          na dużych powierzchniach, pękanie we wszystkich zgięciach do krwi. Ogólny
          bardzo silny świąd, darcie skóry do krwi przez sen. Tak było ok. 2 tygodnie po
          podjęciu leczenia. Potem zmiana leku "konstytucyjnego" i stopniowa poprawa.
          Były jeszcze 3-4 zaostrzenia, ale każde następne dużo, dużo łagodniejsze od
          poprzedniego.
          Wyraźnie pomagał lek konstytucyjny, po podaniu wysokiej potencji z wody zmiany
          bledły w ciągu paru godzin.
          Leki regularnie brała przez ok. 6 m-cy, teraz przy najmniejszych podejrzeniach
          nawrotu (świąd w zgięciach łokciowych, zaróżowienie skóry w miejscu
          podrażnienia itp) bierze swój lek konstytucyjny w potencji LM. I jest o.k.
          I to właśnie miałam na mysli pisząc, że leczenie siegało głębiej niż na skórę.
          Tylko jeden z ok. 10 leków jakie "przewinęły się" przez leczenie Ani miał w
          swoim opisie zmiany skórne. Cała reszta była ukierunkowana na wyregulowanie
          organizmu.
          Jeśli chodzi o psychikę, Ania bardzo źle znosiła całą chorobę. Zresztą która
          nastolatka cieszyłaby się z takiego prezentu od losu? Zdecydowała się na
          leczenie homeo, bo widziała, że inni lekarze nie mają żadnego pomysłu oprócz
          silnych sterydów (elocom). Nic innego nie działało. Ale była zła, obrażona na
          cały świat, trudno się z nią wtedy rozmawiało, choć zwykle to świetna
          dziewczyna :). Najtrudniej było oczywiście w okresie najgorszego wysypu. Miała
          absolutnego "doła". Załamałabym się wtedy gdyby była jakaś alternatywa,
          przyznaję.
          Nasza Pani Dr nie pozwoliła nam stosować nic allopatycznego, co mogłoby trochę
          zmniejszyć cierpienia Ani i poprawić jej wygląd. Ale była dla nas ogromnym
          wsparciem. Mogłam do niej dzwonić kilka razy dziennie (wprost tego wymagała),
          opisywałam stan Ani, a ona modyfikowała leczenie.
          Po wspomnianej zmianie leku wiodącego wraz z poprawą stanu skóry poprawił się
          nastrój. Powrócił optymizm, ochota do działań, dobry kontakt.
          Dotąd nie wiem, czy tak silne pogorszenie wynikało z tego, że poczatkowo leki
          były nietrafione, czy też był to prawidłowy przebieg leczenia i tak byc
          musiało. Wydaje mi się, że to drugie, bo jak sobie przypominam na pierwszej
          wizycie Pani Dr powiedziała, że te początkowe leki rozjaśnią nam obraz.
          Ale było ciężko. Dlatego wiem, co teraz przeżywasz i przykro mi, że tak długo
          nie odpowiadałam. Mnie w tym trudnym czasie też pomogła mailem mama dzieci
          wyleczonych z AZS homeopatią.
          Mam nadzieję, że masz oparcie w swoim lekarzu i masz z nim ciągły kontakt. Bez
          tego wsparcia nie wyobrażam sobie leczenia tej choroby. Spytaj go kiedy można
          się spodziewać poprawy. Dokładnie Ci nie powie, ale jakoś w przybliżeniu
          powinien okreslić granice czasowe. To zależy min. od tego, jak długo Wojtuś był
          leczony sterydami i jak nasilone były towarzyszące objawy ze strony ukł.
          oddechowego. Zasada w leczeniu homeo brzmi - skóra leczy się na końcu. U nas
          równo po miesiącu od rozpoczęcia leczenia pomyślałam po raz pierwszy -
          wygrywamy! Trochę to chaotyczne, ale chciałam jak najszybciej napisać Ci jak
          najwięcej. Acha, bardzo pomocny jest "dziennik" prowadzony podczas leczenia.
          Zapisuj podane leki, stan skóry, zachowanie, stan psychiczny, wypróżnienia,
          nowe objawy, wszystko, co uznasz za ważne, dziwne lub ciekawe. Trzymam kciuki
          baaardzo mocno i napisz koniecznie co słychać i jak sobie radzicie.
          • luty71 Re: do jaga1968 03.05.07, 14:57
            Bardzo dziękuję Ci za odzew - tak myslałam, że w piękny majówkowy czas
            wyjechaliście gdzieś, gdzie jest pięknie.
            Porównując początki leczenia u Was i u nas, wydają mi sie bardzo podobne -
            pierwsza dawka podana w złym stanie skóry i bardzo szybko totalne pogorszenie
            to erytrodermii. W środę byliśmy odwiedzić Wojtusia (wyjechał z dziadkami na
            parę dni)i prawdę mówiąc przeraziłam się - przede wszystkim szyja i kark -
            naskórka własciwie nie ma - zdrapał wszystko (gdyby nie ozonella - naozonowana
            oliwa z oliwek o dzialaniu przeciwbakteryjnymi i przeciwgrzybiczym to nie wiem
            czym by to smarować), powieki popękane - ogólnie źle. Dzwoniłam do pani doktor
            powiedziała, że tak ma być i do dwóch tygodni powinna nastąpić poprawa
            (rzeczywiście jest ciut lepiej), przede wszystkim stanu psychicznego dziecka.

            Jeśli chodzi o leczenie to, tak jak pisałam Wojtanek wziął 3 dawki sulfur i
            pani doktor powiedziala, że to narazie tyle - nie wiem czy znaczy to, że
            wogóle, czy czekamy na rozwój wydarzeń.

            Wojtuś (3,5roku)właściwie zawsze reagował alergicznie tylko skórą - żdnych
            innych objawów (w pierwszych miesiącach życia miewał gorsze kupki)- teraz
            ostatnio ma napady kichania ale żadnych przeziębień, nawracających zapaleń
            oskrzeli lub ucha - tylko koszmarna skóra, koszmarny świąd (myślę, że to jest
            najgorsze) i ślinotok - ślini się intensywnie odkąd skończył 6miesięcy. Do tego
            historia z glistą ludzką, która myślę, że sporo przyczynila się do nasilenia
            alergii (7miesięcy błędnej diagnozy, błędnego leczenia doprowadziło do
            wyniszczenia organizmu mojego synka)
            Od 2 miesiąca życia brał Zyrtec plus smarowanie elocomem (nie cały czas
            oczywiście ale często)i innymi sterydami.

            DZienniczek prowadzę.
            Jeszcze raz bardzo dziękuję za informacje i wsparcie - to bardzo ważne kiedy ma
            się cierpiące dziecko - pozwolę sobie napisać, gdyby co.
            Pozdrawiam Kasia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka