h.i.p
01.03.04, 09:54
W sobotę na warszawskim Bemowie odbywała sie kolejna impreza dla
pseudosportowców spod znaku schamienia i zdziczenia. Zjechały stada
blokowiskowych i podmiejskich prostaczków i dresopodobnych
osiedlowych „rajdowców”. Małolatów, którym tatusiowie kupili pod choinkę 8-
letniego golfa aby pokazać całemu światu, że oto ja, Hieniek Badziewiak spod
Błonia nie jestem byle dupkiem i syneczkowi kupuję ful wypas furę. Bękartów
tragicznego pokolenia chłoporoboli i proletaryatu rynsztokowego okresu
schyłkowego komunizmu, których korzenie tkwią głęboko w ciemnej prowincji, a
wzorców i autorytetów szukają wśród współczesnej „elity” powszechnie
kojarzonej z takimi luksusowymi kurortami jak Pruszków czy Wołomin. Innych
psychopatów i niedowartościowanych pajaców nie mogących sobie znależć miejsca
w cywilizowanym społeczeństwie. Śnią im się po nocach niespełnione marzenia o
rajdach, pokonywaniu zakrętów z piskiem opon i rozwijanie zawrotnych
prędkości, w końcu – kariera niemalże „Szumahera”, czyli szewca. Niestety,
braki intelektualne, słabo rozwinięte zwoje mózgowe, ogólna tępota i wrodzone
oraz nabyte chamstwo pozwalają im jedynie na powzięcie kroków celem
wyróżnienia się z tłumu im podobnej hołoty. Tymi krokami są ryczące układy
wydechowe – naczelny cel każdego „szanującego” się tjuningowca, oraz
umiejętność palenia gumy czyli niszczenia opon samochodowych.
Każdy z ich „wspaniałych” wraków (nazywają je furami dla dodania sobie
pemanentnie brakującego prestiżu i splendoru) standardowo stjunowany i
poDRESowany: szyby oblepione worami na śmieci, pierdzidło na wydechu i
obowiązkowy spojler.
I wszystko byłoby zapewne do zniesienia, gdyby ci „rajdowcy” świrowali na
polach i lotniskach odległych od osiedli mieszkaniowych. Nic z tego. Osiedle
Bemowo Lotnisko zamieniło się w rewię chamstwa, zdziczenia i łamania
wszelkich przepisów. W osiedlu, gdzie na ulicach obowiązują ograniczenia do
40-50 km/h (sklepy, przejścia dla pieszych, budynki mieszkalne, przystanki
autobusowe) taki potjunowany prostak musi wciskać gaz uporczywie do oporu i
rozpędzać się do 100 km/h. Ryczące, wyjące, pierdzące i buczące bydło rozlało
się po wszystkich ulicach (głównie Piastów Śl. i Powstańców Śl.).
Podejrzewam, że na znaki drogowe ta hołota w ogóle nie zwraca uwagi, wielu z
nich wydaje się nie mieć pojęcia o ich znaczeniu.
Więc powiem wam, „rajdowcy” z Bożej łaski: taki okrągły znak z napisem 50 na
białym tle i z czerwoną obwiednią oznacza, że macie obowiązek poruszać się z
prędkością nie większą niż 50 km/h.
Wiem, zaraz usłyszę argument, że lepiej jak zajmują się tjuninkiem niż
mieliby kraść i organizować rozboje. To prawda. Dla tych indywiduów jedyną
zrozumiałą alternatywą jest: chamstwo albo złodziejstwo. Obserwując ich
odnosi się jednak nieodparte wrażenie, że w tym przypadku mamy do czynienia z
wersją 2 w 1.
I nie dziwię się, że większość z tych degeneratów kończy swój żywot na
barierkach, drzewach lub przejazdach kolejowych, ewentualnie we Wronkach.
pozdrawiam zrównoważonych