Gość: maciej
IP: 216.127.82.*
13.02.03, 07:38
Wczoraj mialem rano wazne spotkanie z klientem, na tyle
wazne, ze decydujace o losach firmy. Wyjechalem 15
minut wczesniej, a ze droga nie prowadzi przez centrum,
wiec bylem pewien, ze zdaze. A tu zatrzymuja mnie psy
na "rutynowa kontrole". Sprawdzali wszystko, poczawszy
od zarowek, a skonczywszy na moich brudnych majtkach.
Trzymali mnie ponad pol godziny, w miedzyczasie
zatrzymujac innych do kontroli.
Na nic sie zdaly me tlumaczenia, ze sie spiesze. Teraz
mysle, ze lepiej byloby, gdybym wtedy po prostu wsiadl
do samochodu i odjechal. Lepiej, bo na spotkanie nie
zdazylem i zostalem zwolniony z pracy. I tak nie
chcialem tam pracowac, wiec zrobili mi przysluge, ale
postanowilem, ze na tym cos zarobie. Poradzilem sie
znajomego prawnika, ktory powiedzial, ze powinieniem
zlozyc pozew przeciw psom, bo mam duze szanse wygranej.
Tak wlasnie robie. Wlasnie pisze piszemy pozew. Mam
zeznania swiadkow, ktorych trzymali jeszcze dluzej, mam
tez numery sluzbowe tych "policjantow".
Ciekawe, moze ktos z was byl juz w takiej sytuacji?