W pracy z powodu kryzysu (bleeee) zlikwidowano nam premie, poza tym przeszłam
z umowy-zlecenia na etat i skończyło się na tym, ze od lipca moje dochody
spadły nagle z 3,3k na 2k. Myslałam, ze sobie poradzę, ale wydaję więcej niż
zarabiam! Mam 24 lata i mieszkam sama w Warszawie.
Co mam z pracy
-2000 netto
-karnet na basen, siłownie i tenisa- korzystam tylko z basenu
-vouchery do kina
-prasę
-pakiet medyczny
-mam nadzieję, ze w grudniu będzie obiecana premia świąteczna, nie wiem w
jakiej wysokości
Wydatki
-wynajem pokoju 600 zł+ 50 zl rachunki
-telefon ok. 40 zł
-bilet miesięczny ok. 40 zł
-odkładam 200 zł na plan oszczędnościowy (długofalowy, jeśli wyjme stamtąd
pieniądze to stracę)
-ubrania/buty- staram się ograniczać, kupuję tylko na wyprzedażach i w SH ( w
wwie prawie 50 zl za kg) ale zawsze cos wpadnie- ok. 100-200 zł
-jedzenie+ podstawowa chemia (proszek do prania, pasta do zębów)-ok. 300 zł
-często kupuję np. kanapki w pracy, albo jem w stołówce, obiad kosztuje 10-11
zł, wydaję na to ok. 100 zł
-prezenty/wyjścia/imprezy u znajomych-ok. 100-150 zl
-bilet autobusowy do rodziców raz w miesiącu- 40 zł
-apteka- ok. 30 zł (róznie, czasem 100 zł, czasem wcale)
-inne- zawsze coś wpadnie za ok. 400 zł- np. w tym miesiącu kupilam komplet
bielizny-150 zł, pojechałam do dalszej rodziny na chrzest- 100 zł za same
bilety. Poza tym będę miała obronę, i tradycyjnie komisji egzaminacyjnej
kupuje się wino lub kwiaty- planuję wino-w komisji są 4 osoby a więc 4x40
zł=160 zl
Wiem, ze
-powinnam nosic ze soba jedzenie z domu do pracy- jednak przygotowywanie
jedzenia wieczorem nie sprawdziło sie u mnie, ponieważ jadlam wówczas na
kolację drugi obiad, i nie dośc ze wydawałam dużo pieniedzy na produkty to
znacznie wiecej jadłam, a nie chcę przytyć. Wolę mieć pustą lodówkę i iść w
pracy na stołówkę.
-chyba za dużo wydaję na ubrania, ale nie wiem, jak to ograniczyć. W tym
miesiącu kopiłam 2 swetry (za 59 zł i 24 zł), buty i bieliznę.
W listopadzie sytuacja jest fatalna- muszę iść do fryzjera (w Wwie min. 60 zł

), muszę kupić to wino albo kwiaty komisji, kończy mi się tusz do rzęs
(kosmetyków kolorowych nie kupowałam od kilku miesięcy) bluzkę koszulową na
obronę mam nadzieję pożyczyć od koleżanek, bo nie mam. Jest mi przykro, że nie
pójdę ze znajomymi "oblać" magisterki, bo nie mam funduszy. Oprócz tego
dostałam nieco niższą pensję, ponieważ w październiku byłam 2 tygodnie na
zwolnieniu lekarskim.
Chcę zmienić pracę, jednak na razie nikt nie odpowiada na wysyłane cv.
Posiadam oszczędności w wysokości ok. 6 tys., czasem sprzedaję niepotrzebne
rzeczy na allegro. W tym miesiącu nie będę miała jednak dodatkowych dochodów,
ponieważ muszę skupic się na nauce.
Poradźcie, jak lepiej się zorganizować, aby zyc za 2 tys. miesięcznie?