jop
28.04.10, 20:38
... ale jednak trochę tak. Zagadnienie mnie nurtuje, bo coś mi się widzi, że
będę musiała stawić pewnemu problemowi i interesują mnie opinie.
Wyobraźcie sobie, że Wasi znajomi wybierają się samochodem na pewną imprezę,
Wy też, jesteście niezmotoryzowani, więc pytacie, czy możecie się zabrać. Aha,
nie chodzi o podwózkę na dicho do sąsiedniej wsi i z powrotem - to jest
przejechanie kilkuset km plus sporo jeżdżenia na miejscu. Znajomi się
zgadzają, przy okazji wymiany ustaleń organizacyjnych (skąd, kiedy, co i jak),
dostajecie otwartym tekstem info, że do przejechania jest X km, autko pali Y
l/100 km, na Was przypadnie do pokrycia przewidywana kwota w wysokości połowy
kosztów paliwa wynosząca Z, oczywiście wszystko zostanie jak najdokładniej
rozliczone (stan licznika, cena paliwa itp.). I w tym momencie:
A. Traktujecie to jako coś zupełnie naturalnego, w końcu czemu mają Wam
fundować przejazd przez pół kraju i z powrotem?
B. Czujecie się lekko urażeni, że tak otwarcie i bezceremonialnie mówią o
pieniądzach, ale cóż, "mówi się trudno", płacze i płaci?
C. Podnosicie bunt, płacz, lament i jęk, że to buractwo, bo przecież i tak
jadą, nie zbiednieliby, a dla Was ta stówka czy dwie na paliwo to sporo pieniędzy?