Dodaj do ulubionych

czy możecie liczyć na rodzinę (także finansowo)?

31.01.13, 23:51
Zainspirowana wzbudzającym sporo emocji wątkiem spitting;mad p.t. "wkurzyli mnie teściowie" postanowiłam założyć swój własny. I tak, pytam:

Czy możecie liczyć na rodzinę, przede wszystkim rodziców i teściów, także w sensie materialnym?

Może napiszę jak to jest u mnie.Moi rodzice, obydwoje lat 64, mama od 4 lat na emeryturze (ma jej około 1800 zł), ojciec też emeryt (nieco ponad 3500 zł), nadal pracuje w dużej firmie ochroniarskiej na kierowniczym stanowisku (zarabia około 5000 zł)- wszytskie podane przeze mnie kwoty to kwoty netto. Rodzice mają 4 pokojowe mieszkanie, ktore wykupili w 2000 r od WAM-u (Wojskowa Agencja Mieszkaniowa) za niecałe 35000 zł. Mam brata i siostrę, wszyscy jesteśmy w podobnym wieku (ja 35, brat 33, siostra 31). Każde z nas ma dzieci (moi rodzice mają w sumie 5 wnuków, zanosi się na to, iż to jeszcze nie koniec). Od rodziców dostaliśmy dobre wykształcenie, każde z nas zna świetnie angielski i niemiecki, siostra i ja w trakcie studiów byłysmy na stypendiach zagranicznych, mieliśmy dostatnie dzieciństwo. Każdemu z nas rodzice wyprawili wesela, pomogli tez bardzo przy zakupie mieszkań/ domów, w znalezieniu pracy (czytajcie załapaniu się na dobre stanowiska, bo mieli takie mozliwości). Ja męża poznałam na pierwszym roku studiów. Na trzecim rodzice zaproponowali, aby mąż, a wtedy jeszcze mój chlopak wprowadzil sie do nas i zamieszkał ze mną w pokoju. W sumie przemieszkaliśmy u rodziców 8 lat, w międzyczasie wzięliśmy ślub, urodziło nam się pierwsze dziecko (gdy mieliśmy obydwoje po 26 lat) i wybudowaliśmy dom. Dom wybudowaliśmy na działce, którą w połowie sfinansowali moi teściowie, a w połowie my. Dodam, że w czasie tych 8 lat nie dołożyliśmy grosza do rachunków ani do jedzenia (taką mieliśmy umowę z rodzicami), a teściowie regularnie podrzucali nam jedzenie, ktore starczało dla nas wszystkich- nas, rodziców, mego rodzeństwa (warzywa, mięso, jajka- mają gospodarstwo rolne), wspolnie z mymi rodzicami wyprawili nam wesele (niezbyt chuczne na 40 osob, ale też kosztowalo), dla naszej pierworodnej kupili wózek, łóżeczko i masę innych rzeczy w ramach wyprawki. Nasz pierwszy samochód był wspólnym prezentem od teściów i rodziców (10 lat temu było to 5-letnie uno). Rodzice i teściowie bardzo pomagali w sensie fizycznym przy budowie domu. Dom budowaliśmy za swoje, ale nie muszę mowić, że mając darmowy wikt i opierunek udało nam się zrobić to w kilka lat bez kredytu). Po wybudowaniu domu, teściowie zafundowali nam kuchenne meble (w zabudowie) a moi rodzice cały sprzęt AGD. Mamy w tej chwili 3 dzieci. Jedno w wieku szkolnym, jedno przedszkolne i jedno w wieku niemowlęcym. Dzieciaki regularnie dostają coś od dziadków- zabawki, ciuchy, a najstarsza dostaje także drobne kieszonkowe. Zawsze, ale to zawsze możemy liczyć na pomoc w opiece nad dziećmi, dwoje starszych miesiąc wakacji spędza u moich teściów na wsi, a dwa tygodnie z moimi rodzicami gdzieś nad morzem lub jeziorem (dodam, że rodzice fundują im te wakacje, a także córce brata, mają więc ze sobą 3 dzieciaków). Nie ma problemu, abyśmy najmlodsze podrzucili rodzicom lub teściom na weekend. Teściowie zresztą też caly czas dostarczają nam mięso, jajka, warzywa, przetwory. Również memu rodzeństwo rodzice bardzo pomogli. Brat mieszkał ze swoją partnerką u rodziców także dopóki nie wybudowali domu (w sumie 10 lat, w tym czasie urodziło im się dziecko) na takich samych zasadach jak ja i mąż, czyli kompletnie za darmo. Również najmłodsza siostra mieszkala ze swoim facetem u rodziców póki nie uzbierali na wklad własny na mieszkanie. Dodam, że rodzice pomagają im spłacić kredyt mieszkaniowy. Moi teściowie mają obydwoje po 60 lat. Teściowa jest na emeryturze od kilku lat (ma około 1500 zł i caly czas mówi, że nie ma na co narzekać). Teść jest w tej chwili na emeryturze strukturalnej dla rolników (to jest około 1100 zł). Teściowie pomagają bratu męza i jego żonie w prowadzeniu gospodarstwa (teściowa prowadzi dom i opiekuje się synem i córką szwagra) a teść pracuje fizycznie na roli i w obejściu. Wiem, że brat męża w zamian za pomoc jaką od nich ma pokrywa wszystkie rachunki. Czyli teściowie mają emerytury na swoje wydatki typu ubrania, leki, lekarz, itp. Mój mąż ma 3 rodzeństwa. Jak już pisalam, teściowie bardzo nam pomogli przy zakupie dzialki, wyprawki dla pierwszego dziecka, ciągle podrzucają jedzenie, kupują dzieciakom zabawki, ubrania, biorą je chętnie na wakacje. Jeden z braci męża odziedziczył po nich spore, zadbane i nowoczesne gospodarstwo, jednej z siostr męża pomogli kupić mieszkanie w Poznaniu, drugiej kupili działkę w odleglości okolo 30 km od Poznania. Biorą nie tylko nasze dzieci na wakacje, ale także pozostałe wnuki. Też dali wykształcenie mężowi i jego rodzeństwu. Mam ciągle żyjących dziadkow. Moi rodzice z Poznania nie pochodzą (są z południa Polski), rzuciła ich tu praca ojca w wojsku. jednakże w tej chwili mieszka z nimi babcia i dziadek- rodzice mego taty. Przeprowadzili się do rodziców 2 lata temu po wylewie dziadka. Mama regularnie jeździ do swoich rodziców, klika razy do roku są oni u moich rodziców przez około tydzień. Rodzicami mami na stałe opiekuje sie jej brat wraz z żoną. Równiez dziadkowie mego męza ze strony mamy żyją jeszcze i mieszkaja z teściami oraz z rodzina jego brata (mają spory dom z lat 80- tych podzielony na dwa 4 pokojowe mieszkania). Ze strony teścia żyje tylko jego ojciec, który mieszka z teścia siostr a i z jej rodziną. Wiem, że ma bardzo dobra opiekę, bo często do dziadka jeździmy.
Mam dobry kontakt z ciotkami, wujami, kuzynostwem. Z rodziną męza częstszy z racji tego, iż w zasadzie wszyscy mieszkają w Wielkopolsce. W tej chwili mieszka u nas studiujący w Poznaniu syn kuzyna męża (za darmo, w zamian kuzyn, który ma zakład mechaniczny naprawia nam za darmo samochody, gdy jest taka potrzeba). Jeżdżę na wakacje do mego kuzynostwa (sporo z nich mieszka za granicą), oni przyjeżdzają do mnie. Dla mnie takie relacje są normą. Pośrod wielu moich znajomych sytuacje rodzinne wyglądają bardzo podobnie. Nie uważam, ze ja czy moje rodzeństwo, czy tez mąż i jego brat albo siostry, że wszyscy jesteśmy niesamodzielnymi, roszczeniowymi ofermami. Wiem, że gdyby nie pomoc teściów i rodziców, nie miałabym tak dobrego życia, jakie mam. Nie wyobrażam też sobie, że mogłabym ich olać na starość. Nie mieści mi się także w głowie, by w razie potrzeby wypiąć się na rodzeństwo, nie pomóc w opiece nad dziadkami.
Czytam to forum od dawna (ze względu na szereg cennych porad, jakie można tu znaleźć) i bardzo żal mi osób, które są w dramatycznych sytuacjach życiowych, a tak naprawdę nie mają na kogo liczyć. Mimo, że rodzina gdzies tam jest. Wiem też, że nie wszyscy pochodzą z tak dobrze sytuowanych rodzin jak moja, czy mego męża. No ale właśnie w przypadku trudnej sytuacji materialnej tym bardziej trzeba się wspierać, chociażby tym, iż dziadkowie zaopiekują się wnukami, dzieci pomogą rodzicom wykupic leki, rodzeństwo wesprze się nawzajem.
Mam tez często wrażenie czytając to forum, że część z wypowiadających się osób, za diabła nie chce i nie potrafi przyznać, że otrzymali pomoc ze strony rodziców. Powtarzam, nie miałabym tyle, gdyby nie moi teściowie i rodzice.

A jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • hoopcola12 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 31.01.13, 23:56
      za długie...
      • jagoda_pl Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 00:18
        Uff, czyli nie tylko ja części nie przeczytałam wink
      • pulcino3 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 00:22
        "Dzień dobry, cześć i czołem! Pytacie skąd się wziąłem . Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek, a w domku światło, woda, gaz ! Powtarzam zatem jeszcze raz ! "
        big_grin
        sorry nie mogłam się oprzeć suspicious
    • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 00:27
      i weź się tu człowieku odezwij, zaraz ci ktoś dowalismile
      • pulcino3 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 00:36
        No cóż, cieszymy się razem z tobą, że masz takie wsparcie i tak jak zauważyłaś nie każdy tak ma.( bez sarkazmu)
        Świat jest różnorodny po prostu.
    • jagoda_pl Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 00:48
      Całości nie przeczytałam big_grin , ale sens wyłapałam. Był tu kiedyś podobny wątek.

      Powiem tak - na taką pomoc jak Ty dostałaś na pewno liczyć nie możemy (ale chyba masz świadomość wyjątkowości swojej sytuacji). Od moich rodziców dostałam wykształcenie, dostatnie dzieciństwo (choć były momenty gdy było ciężko, ale mnie to jako dziecka nie dotknęło) i zobaczenie kawałka Europy. Na studia wyfrunełąm poza miasto rodzinne, do pracy jeszcze do innego miasta, więc od czasu rozpoczęcia życia zawodowego w pełnym wymiarze, utrzymuję się sama. Mój mąż ma właściwie dwie rodziny i to tej od strony taty zawdzięcza wykształcenie. Obie rodziny męża mieszkają daleko od nas (i też nie blisko siebie). Mąż od ukończenia studiów także utrzymuje się sam. Oboje mamy młodsze rodzeństwo, są na studiach.

      Nie możemy więc liczyć na wsparcie typu przeprowadzka do rodziców (choć IMHO to akurat nic dobrego), chodzenie na obiady, jak zdecydujemy się na dziecko nie będzie babci, która z nim posiedzi za friko itd. Gdy jeździmy do mojej mamy to dostajemy czasem jakieś przetwory lub kawałek upieczonego mięsa, ale raczej nie są to te osławione "słoiki" z porcjami na cały tydzień wink Rodzina męża także zaprasza nas do siebie zagranicę i tam gości. Rodzina ze strony teściowej nie akceptuje nas, więc bylibyśmy wdzięczni jakby po prostu dali nam spokój, to by było duże wsparcie...

      Finanse: ślub i przyjęcie po nim opłaciliśmy sami, mieszkanie i jego wykończenie jest całe na kredyt, samochodu na własność nie mamy. Jesteśmy jednak ogromnie wdzięczni, że moja mama pożyczyła nam pieniądze na zadatek na mieszkanie (oddaliśmy po dwóch miesiącach) i że na czas przeprowadzki mój tata pożyczył mi swój samochód (na razie go trzymam, bo ma służbowy, a mnie się jednak on nadal czasem przydaje). Dwa razy dostałam od taty 1000 zł bez żadnej okazji, bo dostał premię i chciał się z dziećmi podzielić (mam dwójkę rodzeństwa). Tata mojego męża wciśnie czasem jakąś kasę na siłę do kieszeni na zasadzie "za bilety". Bardzo nas zaskoczył, gdy po moim zwolnieniu z pracy oświadczył, że będzie przesyłał nam ok. 200 euro co miesiąc dopóki nie znajdę nowej pracy (na szczęście byłam tylko 2 mies, bezrobotna). Nie było to coś czego się spodziewaliśmy, dalibyśmy sobie radę sami, ale on tak zdecydował.

      Też się troche rozpisałam wink Moja mama czasem ubolewa, że nas nie "uposażyła". Bo koleżanki kupiły dzieciom mieszkania, działki itd. Nigdy nie wpadłabym na to, aby mieć do niej o to pretensje. Jestem wdzięczna za to, co dostałam, i cieszę się, że pracuję na wszystko sama w obcym mieście.



      • test_it Re: JAGODA - czy możecie liczyć na rodzinę 01.02.13, 08:04
        jagoda_pl napisała:

        > Też się troche rozpisałam wink Moja mama czasem ubolewa, że nas nie "uposażyła".
        > Bo koleżanki kupiły dzieciom mieszkania, działki itd. Nigdy nie wpadłabym na to
        > , aby mieć do niej o to pretensje. Jestem wdzięczna za to, co dostałam, i ciesz
        > ę się, że pracuję na wszystko sama w obcym mieście.
        >

        Czytaj ze zrozumeiniem i niech Ci nei będzie przykro - autorka miała tatę w strukturach wojskowych PRL, więc zakupy mieszkań, znajomości w zatrudnianiu, wszelka pomoc materialna nie dziwi w tym przypadku. Nie masz co ubolewać, ja tez nie dostałam "posagu", ale jestem ze "zwykłej" rodziny - bez kasy i znajomości. Autorka miała po prostu dość specyficzna sytuację...
        • jagoda_pl Re: JAGODA - czy możecie liczyć na rodzinę 01.02.13, 14:44
          Test_it, to Ty czytaj ze zrozumieniem.

          MNIE nie jest przykro. Mojej mamie czasem jest.
    • zonaniezona1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 05:44
      Uffsmile doczytałam smile))... Zazdroszczę umiejętności pisania, bo moje wypracowania zawsze miały 3 strony, w odróznieniu od kolezanek, które na 15 stron się rozpisywałay smile

      Miły post, bo:
      1) pokazuje dobre relacje rodzinne,
      2) rozsądek, zorganizowanie i porządek (w głowach) uczestników wspólnego zamieszkiwania,
      3)optymistyczne patrzenie.

      Dla wielu przedstawione tu kwoty, smochody (uno), wesela byłyby bezwartościowe. A tutaj - szacunek, optymzm , radzenie sobie, rodzinne wsparcie. Piękne.
      Przyznaję, że wszelkie wsparcie od Ojca - otrzymałam na starcie. Potem było róznie, ale w tej chwili wolę się pozytywnie nastawiać . Dałam radę, dzięki m.in, temu forum ( i swojej ciężkiej pracy), myślę, jak mojemu synowi ułatwić wejście w dorosłe życie. Często powtarzam, że zawsze może na mnie liczyć i jesteśmy rodziną. Żeby miał na każdym etapie życia możliwość radzenia sobie w sytuacjach, które mogą go przerastać. Bo to nie jest tak, że co Cię nie zabije to Cię wzmocni. Oszczędzam, liczę każdą złotówkę, nie żyję ponad stan. I dobrze mi z tym....Powiem więcej , zachęciłam do takiej postawy także niektóre z bliskich mi osób , i o dziwo, są za to mi wdzięczne. Stare porzekadło mówi"zgoda buduje, niezgoda rujnuje".
    • test_it Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 08:00
      Kochana, Ty nie tylko masz rodziców pomagających, oni po protsu na Was regularnie płacą!

      Piszesz, że u znajomych to samo - no tak, w Polsce to stały model, który, o zgrozo, bywa powodem do dumy niektórych dzieci (starych dzieci, takich ok 40tki)-nie mówię, że i Ty jestes dumna, ale i tak dziwi mnie, że naturalnie przyjmujesz wszystko od rodziców, jakby to była norma. Wszystko - czyli kasę, o wsparcie typu opieka nad wnukami sie nie rzucam.

      Dla mnie norma to nie jest, a żerowanie na kasie rodziców jest mało dojrzałe.

      Wybacz, że tak ostro, ale naookoło widze pełno tego typu przykładów i żadnej refleksji, że tak po prostu nie wypada - wisieć na rodzicach do ich czy swojej późnej starości. Nawet jeśli sami proponują - tym bardziej trzeba wstrzymać wyuczona bezradnośc i chciwość.
      • czarne-jagody Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 08:13
        Rodzice odbieraja mi młodszą córkę z przedszkola oraz opiekują sie nią kiedy zachoruje, materialnie nie pomagają. Tesciowie nie pomagaja w żaden sposób.
      • kora711 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 08:16
        Sytuacji pozazdrościć.Twoi rodzice mają chęć, ale też i warunki finansowe ku temu.
        Dobrze że to doceniasz.To się ceni

        -----
        Nie rozumiem docinków odnośnie za długiego posta
        Ludzie czy wy więcej niż 3 zdania nie jesteście ogarnąć ;d
      • zonaniezona1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 08:28
        A skąd niby wyuczona bezradność ?

        A może jednak inaczej : zdrowe przystosowanie społeczne do warunków panujących w danej sytuacji.
        BTW. Młodzi Holendrzy mieszkanie komunalne dostają od razu i to w standardzie całkiem przyzwoitym. Normą jest otrzymanie od gminy domku jednorodzinnego, jako mieszkanie komunalne. I nie martwią się , że jak nie znajdą pracy to nie stać ich będzie na mieszkanie i jedzenie. A u nas?
        Jakoś nie wyobrażam sobie, że mój syn dostałby od gminy kawalerkę 70 m. kw. smile, To ja chciałabym jakoś mu zapewnić mieszkanie, jeśli będę mogła. Normą wśród moich znajomych jest jednak pomoc dzieciom, wiec widocznie w naszym kraju wzór panujący to pomoc dzieciom.
        Ale oczywiście są i były inne wzorce, szczególnie panujące wśrod najbiedniejszej warstwy społeczeństwa (bo i niby z czego mają dawać...?).
        Jakoś sobie nie wyobrażam , żeby członek rodziny Kennedich - został wypuszczony z domu bez pieniędzy, bez mieszkania, bez wsparcia smile). No cóz, ale pewnie też są wyuczeni bezradności smile
        • test_it Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 08:38
          Jesteś pewna, ze chciaółas użyć zwrotu "zdrowe" przystosowanie??
          Ja w tym nic naturalnego, zdrowefgo, normalnewgo nie widzę. Rozumiem, że ktos ma trudna sytuacje finansową, jakiś kredyt i problemy w jego spłacie etc. Ale żerowanie miesiąc po miesiącu na rodzicach - dla mnie to żenada, kiedys z pieluch trzeba wyrosnać.

          Przykład z rodziną Kenndedich - lekko nieprzystający do warunków...jakichkolwiekwink

          Przykład z Holandią - jasne, że to fajne, też bym tak chciała (o ile tak faktycznie jest, wysłuchuje czasem bajecznych historyjek o tym, jak to na Zachodzie się żyjewink)

          W naszym kraju panujący obyczaj (może nie wzór, bo doprawdy nie ma na czym suie wzorować) taki jest faktycznie, żeby doić z rodziców, zwykle bezrefleksyjnie, nawet jak sie jednak ma i na chleb, id od chleba. Choc wielu tak robi, to jednak szczęsliwie nie wszyscy, ja bez problemów finansowych nie zwróciłabym sie do rodziców. Bo byłoby mi wzyczajnie głupio ciagnąc od nich kase pod różnymi postaciami.
          • zonaniezona1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 08:56
            Przykład z rodziną Kennedich jak najbardziej prawidłowy. Po prostu jak są pieniądze - to chętnie się nimi dzielimy z tymi, których kochamy. A dzieci są niewątpliwie takimi osobami. Tak z ciekawości, masz dzieci?
            Natomiast jeśli nie miałabym pieniedzy to wspieram dzieci, tym czym mogłabym- wałówką, dobrym słowem ( to często najważniejszesmile itd.
            Akurat ja przestałam dostawać pieniadze od rodziców przed skończeniem studiów (nawet przed pójściem do pracy), za to ojciec pomagał mi załatwiając mnóstwo spraw, budując domek i dopóki żył - mogłam liczyć na jego wsparcie - stąd wiem jak boli i jak ciężko zyć bez tego wsparcia.
            Wsparcia też oczekuję od swojego partnera. Bo życie bez dawania i brania tj . bez zdrowej równowagi - jest po prostu smutnesmile dla wszystkich stron.
            • test_it Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 14:06
              No widzisz, i tu się różnimy.

              Mam dziecko i będe pomagac - jak dziecko będzie miec problemy finansowe, a nie z zasady, żeby ulżyć w ciężkiej doli np. 50-latkawink Śmieszne to dla mnie i żałosne, pomaganie starym dzieciom, które w sumie nie maja wiekszych problemów finansowych, ale wiszą na rodzicach - bo tak się wszyscy przyzwyczaili. Rodzicom głupio odciąć mlodych, bo przeciez pomagali im całe życie, a młodym - sie należy przecież, oni się sami nie odetna w życiu - bo i po co, dodatkowa kaska leci. No jak ktos ma taka mentalnośc, to współczuje jego rodzicom.

              A branie i dawanie ma byc zdrowe - tak, ale ja mało zdrowia widze w rodzicach, który dzieciom pomagaja od 0 do 70 lat (potem już sami umierają, więc źródełko kasy samo wysycha niestety...wink) o zdrowych relacjach chyba nie ma wtedy mowy, zdrowe to jest, ale wyciąganie kasywink

              Wsparcie to dla mnie jest moralne, emocjonalne, a finansowe - tylko w razie trzęsienia ziemi, a nie tak po prostu, bo sie młodym od rodziców należy.
              • joanna_poz Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 05.02.13, 14:52
                jak dziecko będzie miec problemy finansowe, a nie
                > z zasady, żeby ulżyć w ciężkiej doli np. 50-latkawink
                Śmieszne to dla mnie i żał
                > osne, pomaganie starym dzieciom, które w sumie nie maja wiekszych problemów fin
                > ansowych, ale wiszą na rodzicach - bo tak się wszyscy przyzwyczaili. Rodzicom g
                > łupio odciąć mlodych, bo przeciez pomagali im całe życie, a młodym - sie należy
                > przecież, oni się sami nie odetna w życiu - bo i po co, dodatkowa kaska leci.


                zgadzam się całkowicie.
                a "biednemu" 30-40 letniemu dziecku nie przyjdzie do glowy powiedziec "mamusiu, tyle już od Ciebie dostaliśmy, odłoż sobie na wycieczkę do Chorwacji/ ulubione książki/ spelnienie innego marzenia, albo na swoją podeszłą starośc, wtedy napewno Ci się przyda - bo my sobie poradzimy sami...
    • tonik777 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 08:13
      Twoi rodzice mają bardzo dobrą sytuację finansową i dzięki temu bez problemu mogli pomóc Tobie i rodzeństwu. U teściów jest trochę gorzej, ale to gospodarstwo ich ratuje, więc też mają nie najgorzej. Więc pomagają.
      Ale wiele rodzin nie ma takich dobrych warunków. Wyobraź sobie, że rodzice mają po 1000 zł emerytury i żadnych dodatkowych dochodów. Za to trzeba opłacić rachunki, kupić jedzenie, leki i inne wydatki. I jak jeszcze mają utrzymywać dorosłe dzieci, to nie ma się im co dziwić, że chcą się pozbyć tego ciężaru.
    • prakseda_ka Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 14:26
      nam rodzice moi i teściowe ( rozwiedzeni, nie są w dobrych stosunkach) pomagają jak mogą - moi częściej bo bliżej i wiadomo do swoich łatwiej po pomoc sięgnąć czyli prosić! ale kiedyś zaskoczyła mnie moja teściowa, mówiąc, że ona zawsze jest bardzo zdziwiona jak ja jej za każdą rzecz jaką dla nas zrobi, kupi itp bardzo dziękuję - w sensie że doceniam, miło mi i fajnie że mama pomaga .. mówiła mi że wśród jej znajomych to się bardzo rzadko zdarza i że dorosłe dzieci biorą jakby im się należało ...
      • test_it Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 14:11
        NO właśnie, dzieci pomoc biorą po prostu, bo im się NALEŻY.
    • beatrix_75 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 14:32
      powiem szczerze ,ze nie czulabym sie komfortowo dostając tyle od rodizny...
      ale to moje osobiste przemyślenia.
      • konto_calkiem_nowe Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 15:58
        zgadzam sie
        ja bym zle sie czul wyciagajac tyle kasy od rodzicow
        wg mnie jestescie tymi " niesamodzielnymi, roszczeniowymi ofermami"

        do niczego nie doszliscie sami, ciagle z kazdej strony pomoc, ja bym sie wstydzil
        moze jestem dziwny, ale glupioby mi bylo ze rodzice mnie cale zycie w duzej czesci utrzymuja
    • zonaniezona1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 14:40
      Chciałam jeszcze jedną ważną rzecz napisać . Siła uczuć rodziców do dzieci nie może być liczona tym co Ci dali. Bo nie zawsze rodzice mają możliwości zapewnienia dzieciom mieszkania, pieniędzy, samochodu. Teraz akurat mam jakąś szansę pomóc swojemu dziecku, ale parę lat temu nie miałam takiej możliwości . Czy to oznacza, że byłabym gorszą matką ? Natomiast rodzice ( i dzieci) to normalni ludzie, ze swoimi problemami, ograniczeniami...i warto o tym pamiętać ...
      • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 14:53
        zonaniezona1 napisała:

        > Chciałam jeszcze jedną ważną rzecz napisać . Siła uczuć rodziców do dzieci nie
        > może być liczona tym co Ci dali. Bo nie zawsze rodzice mają możliwości zapewnie
        > nia dzieciom mieszkania, pieniędzy, samochodu.

        Jak najbardziej, zgadzam się z Tobą w pełni. Chciałam pokazac tylko, jak to wygląda w mojej rodzinie. Znam mnóstwo podobnych przypadków. Ktoś tutaj wspomniał o rodzinie Kennedych, że to kompletnie nie przystający do realiów przykład. Czy ja wiem? Każdy mierzy swoją miarą. Dlaczego miałabym nie podzielić się tym, co mam ze swymi najbliższymi? Mam trójkę dzieci- staram się odkładać mniej lub więcej z myślą o ich przyszłości. Ani ja ani moje rodzeństwo nie "cyckamy" (fajny zwrot, podpatrzony w wątku o wkurzających teściach) rodziców z premedytacją. I moi rodzice i teściowie po prostu mają taką postawę. Nie odczuwam też dyskomfortu z tego powodu ani tym bardziej jakiegoś uzależnienia. Nie rozumiem po prostu ludzi, którzy mają, a nie potrafią się dzielić nie tylko pieniędzmi, ale i czasem, uczuciami, psychicznym wsparciem, radą, opieką.
      • jagoda_pl Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 14:58
        A ja dodam kolejną, też IMHO ważną rzecz.

        Super, gdy rodzice mogą pomóc, ale wychodzenie z założenia, że rodzice DADZĄ może zaprowadzić na manowce. Oni też się starzeją, chorują, mogą przestać być zdolni do pracy... Akurat w środowisk mojej rodziny są dwa "rozkoszne" przypadki:

        Na rodzinę pracował pan domu, właściciel dobrze prosperującej firmy. Ale przedsiębiorstwo padło, a on został z żoną, która praktycznie nigdy nie pracowała (bo się nie opłaca) oraz córeczkami po trzydziestce, które... ekhm... nie są zbyt samodzielne (jedna ma nawet dwójkę dzieci, po rozstaniu z ich ojcem wróciła do rodziców). Firma zbankrutowała i jest... sami wiecie jak. A córeczki nadal wychodzą z założenia, że tata da.

        W drugim przypadku pracują oboje. Kupili dorosłej córce mieszkanie (jeszcze był foch, że kompletnie nie wyposażyli) i praktycznie utrzymują całą jej rodzinę (2+1). Ona słabo zarabia, ale ma męża, któremu się po prostu nie chce, bo skoro rodzice dadzą... Rodzice robią zakupy, wspierają finansowo, dają kasę na nianię (bywają z ich strony próby aktywizowania zawodowo zdrowego chłopa po trzydziestce) itd. Ostatnio córeczka zapowiedziała, że chce drugie dziecko, a rodzice protestują, bo zwyczajnie przestają wyrabiać.

        • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 15:12
          jagoda_pl napisała:

          > A ja dodam kolejną, też IMHO ważną rzecz.
          >
          > Super, gdy rodzice mogą pomóc, ale wychodzenie z założenia, że rodzice DADZĄ mo
          > że zaprowadzić na manowce. Oni też się starzeją, chorują, mogą przestać być zdo
          > lni do pracy... Akurat w środowisk mojej rodziny są dwa "rozkoszne" przypadki:
          >
          >Zgadza się i tak może być. Jeden taki przypadek też znam osobiście. Facet, lat 29, studia robił przez prawie 8 lat, (bo rodzice na siłę go pchali i płacili za kolejne uczelnie, aż w końcu skończył). Na dodatek od początku był na zaocznych. Przez te osiem lat zaocznej nauki przepracował może w sumie 8 miesięcy (te 8 miesięcy to suma okresów zatrudnienia w kilku firmach). W czerwcu 2012 po uzyskaniu dyplomu poszedł do pracy, ale już jej nie ma. rodzice ciągle go usprawiedliwiają, że ma za wysokie kwalifikacje, że za mało płacą a za duzo wymagają. Siedzi w domu, nawet chałupy nie ogarnie, rodzice go żywią, ubierają, dają mu na imprezy, papierosy (bo sporo synus pali). Z siostrą chlopaka długo było podobnie, aż poznała faceta, wyniosła się z chaty na początek do teściów, weszla w inne środowisko i jest ok- pracuje, studia, których nie lubiła przerwała, ale ma fajny zawód, daje radę.
          Dzieciom trzeba pomagac umiejętnie. Nam rodzice pomagali, ale tez mieli co do nas wymagania. Budując dom z mężem, nie musieliśmy ponosić kosztów rachunków i jedzenia, ale zaoszczędzone w ten sposób pieniądze inwestowaliśmy w budowę. Moja babcia ma takie powiedzonko: "jak dobrze w dzieci ulokujesz, to potem sporo z nich wyciągniesz". I bynajmniej, nie tylko o pieniądze chodzi w tych słowach.
          • zonaniezona1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 15:23
            Mój ojciec mawiał smile oddasz moim wnukomsmile)))
    • joanna_poz Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 15:10
      finansowo jesteśmy samowystarczalni i do wszystkiego co mamy doszlismy wlasną praca.
      jestesmy tez w nieporownywalnie lepszej sytuacji niz moi rodzice, wiec nie wchodzi w rachubę żeby to oni nam pomagali finansowo.

      rodzice i moje rodzenstwo mieszkają daleko od nas - 350 km, wiec nie wchodzi w rachubę pomoc w opiece nad synem czy zaproszenie na niedzielny obiadsmile

      mozemy za to liczyc na spędzenie tam świąt.
      na to, ze syn moze spędzimy tam częśc wakacji czy ferii.
      na to, ze jak mama nas odwiedzi to przywiezie smaczną szarlotkęsmile
      albo na to, że moj ojciec budowlaniec polozy nam kafelki w lazience.


      z racji odleglosci przede wszystkim nauczylismy się liczyc sami na siebie i na to co z domu wynieslismy w glowach.
      • marzeka1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 17:07
        Nie, nie mogłam liczyć na taką pomoc: ojciec zmarł, gdy miałam 16 lat; gdy byłam na studiach- ciężko zachorowała moja mama; moi teściowie mieli oprócz mojego męża, jeszcze 3 siostry- też zmarli w wieku 50+- moje dzieci nie wiedzą, co znaczy mieć dziadków czy babcie.
        Moja mama wpłaciła mi kiedyś pełny wkład na książeczkę mieszkaniową, co starczyło na dużą ratę pierwszego mieszkania (+ pieniądze ze spadku po zmarłych teściach). W sumie do wszystkiego doszliśmy sami.

        I niby wszystko fajnie jak to czytam , ale nie chciałabym AŻ TAK dużej pomocy rodziny, jak tu opisano, zbyt długo już żyję na świecie, zbyt dużo takiej pomocy widziałam, aby nie widzieć też drugiej strony: uważania , że można się wtrącać- a to nie zawsze jest fajne.
        • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 18:20
          > Moja mama wpłaciła mi kiedyś pełny wkład na książeczkę mieszkaniową, co starczy
          > ło na dużą ratę pierwszego mieszkania (+ pieniądze ze spadku po zmarłych teścia
          > ch). W sumie do wszystkiego doszliśmy sami.

          marzeko1, czyli de facto otrzymałaś też calkiem spore wsparcie od teściów i rodziców wlaśnie w postaci zasobów na pierwszą ratę za mieszkanie, wiele osób nawet czegoś takiego nie ma;
          jeśli przeczytałaś uważnie mojego posta to chyba zauważyłaś, iż rodzice nie wybudowali mi domu- budowaliśmy go za swoje z mężem, mogąc u rodziców mieszkac i jeść za darmo przez kawał czasu; znam niestety osoby, które miały podobnie jak ja, a twierdzą, iż same do wszystkiego doszły (absolutnie nie piję tu do Ciebie), albo nie doceniają pomocy dziadkow w postaci możliwości podrzucenia im dzieci na wakacje, czy tez tego, że kupią wnukom jakieś zabawki, ubrania, itp.
          co do kwestii wtrącania się- moi teściowie i rodzice nie wtrącają nam się bardziej w życie, niż my imsmile
    • fajnababka3 Gratuluję 01.02.13, 17:04
      • anula36 Re: Gratuluję 01.02.13, 17:31
        Moge liczyc i ta swiadomosc mi wystarczasmile Na szczescie nie musze korzystac.
    • marzeka1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 17:22
      Aha, nawet nie ukrywam, że nie było łatwo poradzić sobie bez pomocy rodziców- i nawet nie chodziło o tę stronę materialną (chociaż to jednak sporo ułatwia), to o ich samą obecność, że po prostu są- że mogą spotkać się z wnukami. Tylko mój starszy syn trochę pamięta moją mamę, zmarła, gdy on miał 4 latka. Po prostu tak się stało, ze w naszych rodzinach nie ma już starszego pokolenia, my nim jesteśmy.
      • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 18:22
        marzeka1 napisała:

        > Aha, nawet nie ukrywam, że nie było łatwo poradzić sobie bez pomocy rodziców- i
        > nawet nie chodziło o tę stronę materialną (chociaż to jednak sporo ułatwia), t
        > o o ich samą obecność, że po prostu są- że mogą spotkać się z wnukami. Tylko mó
        > j starszy syn trochę pamięta moją mamę, zmarła, gdy on miał 4 latka. Po prostu
        > tak się stało, ze w naszych rodzinach nie ma już starszego pokolenia, my nim je
        > steśmy.
        a bardzo mi przykro, iż tak się Wam zycie rodzinne ułożyło, że Wasi rodzice wcześnie odeszli;
    • saguaro70 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 18:33
      Napisz to normalnie. Od czegoś są akapity.
    • ashleenc Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 18:39
      Jak ja Ci zazdroszczę, każdą łyżeczkę, każdy kąt mieszkania z wyjątkiem 1 tapczanu kupiliśmy sami za ciężko zarobione pieniądze, bo rodzice nie chcieli mi pomagac, a tesciowie nie mogli. Dziecmi nikt nam się nie zajmie nawet na chwilę, musimy zajmowac się nimi na zmianę, największy problem był jak poszłam do szpitala urodzic drugie dziecko, a na oddział nie wpuszczali dzieci i mogłam się z mężem kontaktowac tylko przez drzwi. Marzę o wyjsciu z mężem do kina itp.
    • 1yna-taka Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 19:18
      Naprawdę masz być komu wdzięczna, masz cudowną rodzinę, wspaniałych teściów. Jak jest u mnie,,, inaczej, na pewno nie chciałabyś się zamienić.
      • bobusie Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 19:43
        Też nie doczytałam do końca - ale mnie trochę dziwi, że skoro rodzice tyle w was wpakowali (np. na naukę obcych języków, na stypendia zagraniczne też z reguły jeżdżą ci, w których inwestowali rodzice, jakoś języków w szkole trudno się nauczyć) - to chyba powinno to lepiej procentować.
        • laura.brown Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 09:47
          bobusie napisała:

          > ...ale mnie trochę dziwi, że skoro rodzice tyle w wa
          > s wpakowali (np. na naukę obcych języków, na stypendia zagraniczne ...) - to chyba powinno to lepiej procentować.

          Miałam dokładnie takie samo skojarzenie
        • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 13:41
          ale w jaki sposób rozumiesz to "procentowanie"?
          • iwonaje Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 14:29
            Chyba chodzi o to, że jesteście tak mało samodzielni. Że te wszystkie studia, języki i stypendia nie zaprocentowały dobrą pracą. i dojrzałością.
            • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 14:37
              a napisałam gdzieś, jakie mamy prace?
              • iwonaje Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 17:55
                Napisałaś, że tata załatwił dobre prace dla Was. Ale to i tak nie wystarcza do tego, żebyście samodzielnie żyli. Zobacz, tyle rodzice w Was zainwestowali, wykształcili. wkręcili do pracy a i tak muszą na Was dalej łożyć. Ich pieniądze - ich sprawa na co wydają a Wasze szczęście. Piszę tylko o tym w kontekście tego "procentowania", o którym ktoś wcześniej wspomniał.
                Że tyle nakładów na dzieci w sumie nic nie dało.
                I tak sobie myślę, że ludzie z biednych rodzin często więcej osiągną bo mają motywację do poprawy swojego losu, walczą o lepsze życie. Ale to już takie moje rozważania związane bardziej z moją rodziną i moimi znajomymi ( i moją troską o własne dziecko).
                • aterazjawamdowale Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 18:30
                  Dziewczyno, zacznij czytać ze zrozumieniem. Gdzie autorka watku pisze, że nie żyje samodzielnie a na czyjś koszt? Czy pisze, że rodzice dają jej pieniądze? Pisze o ciuchach, zabawkach i drobnych kwotach dla najstarszej córki, o jedzeniu od teściów i o tym, że ma dom bez kredytu, bo mogła w zamian za brak rachunków mieszkać z mężem u rodziców i że dziadkowie chętnie biorą dzieci na wakacje.

                  czy to jest takie złe, czy to świadczy o życiowej nieudaczności?ź
                  Poczytaj sobie wypowiedź bebiety, głupia jest, bo dzieciom pomogła? źle je wychowała?

                  Dla mnie rodzina upartejjakosiol jest przykładem tego, jak wspólnymi siłami można budować stabilną sytuację materialną. Jak dla mnie to tu rodzice dali wędkę, chocby w postaci braku konieczności wpakowywania się w kredyt lub najem mieszkania. Prezciez upartajakosiol mogła tę kasę rozwalić na pierdoły?

                  Moich rodziców nie było stać na pomoc materialną i od 19 roku zycia radzę sobie sam i sam się utrzymuję. Ale mam znajomych, którym rodzice bardzo ppomagali i widzę raczej taką tendencję. często ci ludzie, którzy mogli dzieciom pomóc, mogli bo sami są pracowici, zaradni i oszczędni i tak właśnie wychowywali potomstwo.

                  a tu kurde same, zgorzkniałe buce siedzą!
                  najlepiej zrugac kogoś, nazwać ofermą, bo nie boi się napisać, że otrzymał pomoc!


    • beverly1985 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 20:28
      nie
    • aga90210 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 20:33
      O ile rozumiem pomoc rodziców na starcie (choc sama niczego nie dostalam) to ciagnąc to w weiku 35 lat?? 8 lat mieszkania na koszt rodziców, potem kupili działke, samochód, meble, sprzet agd, pomogli w pracach budwlanych, opikują się dziecmi, więcej nie dalam rady doczytać.

      Sorrrrryy, ae tal- jesteście ciamajdami! Jesteście niezaradni zyciowo. Niekoniecznie roszczeniowi, bo jak rozumiem rodzice sami te pomoc ofiarują, ale mimo dobrego wyksztalcenia, wychowania, dobrych relacji sami nie dorobiliście się NICZEGO.
      • bazia8 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 21:04
        ależ to ciekawa opowieść, autorkę prosimy jeszcze o numer buta i skany PIT-ów
      • zuzanna56 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 21:08
        Czy mogę liczyć na pomoc finansową rodziców? Gdybyśmy byli w tragicznej sytuacji - na pewno tak. Dostałam od nich dużo miłości, wykształcenie też choć od II roku studiów w zasadzie utrzymywałam się sama, tylko troszeczkę pomagali, nie tak wiele. Mają dobrą sytuację materialną (moi). Pomagali mi przy dzieciach, odbierali z przedszkola, byli z dziećmi kilkanaście godzin tygodniowo abym mogła pracować. Teraz często córka je u nich obiady i czeka na mnie godzinę lub dwie. Przy przeprowadzce mieszkaliśmy 3 miesiące u nich. Jest to duża pomoc, jest życzliwość, wożenie dzieci na dodatkowe zajęcia, dawniej gdy dzieci były małe, mogliśmy pójść sobie raz na miesiąc do kina czy na spokojne zakupy. Ale finansowo nie pomagali nam nigdy. Nie ma takiej potrzeby.
        • verdana Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 21:14
          Pomoc to nie sfinansowanie wszystkiego. Tak, bardzo sobei cenię pomoc, sama dostawałam i czasem jeszcze dostaję (ojciec nadal zarabia więcej ode mniesmile , ale jako prezent. Sama też pomagam. Czasami.
          Natomiast pomoc na zasadzie "ja daję, ale wymagam, abyście gospodarowali swoimi pieniędzmi tak a nie inaczej - o ile zrozumiałam, tak było w czasie budowy domu - to dla mnie nie jest pomoc, tylko finansowa zalezność.
          • zonaniezona1 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 21:19
            Jak to inaczej można interpretować rzeczywistość . Ja to odebrałam jako pozytywną motywację rodziców i wsparcie przy budowie domu.
            I zazdoszczę, że jeszcze w tym wieku dostajesz pieniądze od ojcasmile)...na to to może co najwyżej mój niepracujacy jeszcze syn smile - od swojego ojca smile
          • upartajakosiol Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 13:39
            verdana napisała:

            > Natomiast pomoc na zasadzie "ja daję, ale wymagam, abyście gospodarowali swoimi
            > pieniędzmi tak a nie inaczej - o ile zrozumiałam, tak było w czasie budowy dom
            > u - to dla mnie nie jest pomoc, tylko finansowa zalezność.

            Verdano, nic takiego nie napisałam. Pisałam o tym, że w czasie budowy domu mieszkaliśmy u rodziców mając darmowy wikt i opierunek. Nie wspominałam jakoby rodzice ingerowali w nasze finanse i sposób ich dysponowania.
    • malwi.2 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 01.02.13, 21:51
      moi rodzice mnie utrzymywali dopóki nie skończyłam studiów, gdy otrzymałam dyplom stwierdziłam, że czas dać spokój rodzicom (nie są zbyt zamożni) i tak zaczęło się życie na własny rachunek, na rachunek drugiej połowy i na kredyt wink

      moje samodzielne życie rozpoczęło się od tego, że podłapałam byle jaką pracę i dostosowałam swoje życie tak, by za byle jakie pieniądze utrzymać sie w dużym mieście, z czasem pracę zmieniłam

      przez lata radziłam/radziliśmy sobie sami, ale wiedziałam, ze w krytycznej sytuacji zawsze moge sie do rodziców zwrócić, obecnie rodzice mi pomagają – kupują ubranka i zabawki dla synka – nie protesuję, za jakiś czas się odwdzięczę

      mam kilku znajomych, którym pomagaja rodzice, ale widzę, ze takie uzaleznienie finasowe nie zawsze jest dobre, często rodzice, którzy pomagają dzieciom bardzo im ingerują w życie, wydaje im sie, że maja do tego prawo– ja tego by nie chciała

      ja nie wiem, czy pomoge mojemu synowi – to bedzie zależało od mojej sytuacji materialnej za jakies 20 lat, z jednej strony, gdybym miała taka mozliwosc, by kupić mu mieszkania, miałby ułatwiony strat w życiu, z drugiej... wiem jak to fajne do wszystkiego samemu dojść,

      na pewno mu pomoge w zdobyciu wykształcenia czy zawodu... tak... jak bedzie potrafił cokolwiek (samochody naprawiac, kafle kłaść lub projektowac mosty czy leczyc ludzi) to sobie w życiu poradzi...

      chciałabym mu dać coś jeszcze, coś niematerialnego, coś co według mnie jest chyba cenniejsze od mieszkania i bardzo przydatne w zmaganiu się z codziennością a jest to pewność siebie i optymizm – ale nie wiem czy mam na to wpływ.... a może mam... wink
      • tymma Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 00:39
        malwi.2 napisała:
        > chciałabym mu dać coś jeszcze, coś niematerialnego, coś co według mnie jest chy
        > ba cenniejsze od mieszkania i bardzo przydatne w zmaganiu się z codziennością a
        > jest to pewność siebie i optymizm – ale nie wiem czy mam na to wpływ....

        Żartujesz, prawda?
        • malwi.2 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 12:25
          ale w którym miejscu wypowiedzi kryje się żart???
          chcę mu dać wsparcie, by zawsze wierzył we własne siły
          ja naprawdę uważam, ze jesli rodzice wychowają dzieci tak, ze będą wierzyły, że mogą wszytko, to zawsze sobie w życiu poradzą, choćby z domu z jednym małym plecakiem wyjechały
        • malwi.2 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 12:30
          aaaaa, już wiem... to było retoryczne pytanie, myślę, że mam, staram się
      • nvv Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 12:05
        pewność siebie i optymizm ważne, ale na szczęście to w dużej mierze można wyrobić/zmienić jeszcze nawet u dorosłego.
        to co najistotniejsze w rozwoju dziecka, to szeroko pojmowane stymulowanie mózgu
        • malwi.2 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 13:12
          nvv, możesz watek na ematce załozyć smile
          a czemu tu takie i inne tematy nie związane z oszczedzaniem sie pojawiają?? myślę, że dlatego, iż tu jest bardziej kameralnie niż np na ematce czy kobiecie - tam wątki szybko "przemijają", pojawiają sie ciągle nowe... stare szybko znikają

          fajne jest forum oszczędzamy wink

          co do rozwoju dzieci, cos tam czytam na ten temat (to a propos tego, ze nie wiedziałm o tym chińskim wink ), ale czytam to co mi pasuje - aktualnie "Znaczenie miłości" - ale to tez jest książka o nas, dorosłych - polecam ci nvv

          mi sie wydaje póki co, ale ja mam małe doświadczenie -guderianka na pewno ma duuuzo wieksze smile no wiec ja przynajmniej tak postepuję, że nie stymuluje (może to źle - każdy uczy sie na błedach) mojego dziecka, tylko obserwuję i odczytuję na jakim jest etapie jest i czego oczekuje i wtedy staram się mu to zapewnic - tę forme nauki, rozrywki - koleżanka mi kiedys powiedziała - zaufaj intuicji

          choć w sumie ja czasem tez wychodze z inicjatywą, ale jak nie widze zainteresowania - odpuszczam - nic na siłę, wszystko w swoim czasie,

          z resztą dziecko, którego podstawowe potrzeby sa zapewnione (ktoś reaguje na jego wszelkie sygnały, czy to rodzice czy opiekunka) samo chętnie ruszy na poznawanie swiata

          ale to temat na długą dyskusje, nie będe już "zaśmiecać"

          a co do tej pewności siebie, ze mozna w dorosłym życiu ją wypracowac - pocieszające jest to, że można nad soba pracowac całe życie i mieć nadzieję, że sie w koncu pozbedzie cech, których sie nie znosi wink
          • nvv Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 13:31
            brr, na forum ematka się nie pcham, jeszcze mnie tam zjedzą, a ja taki nieśmiały (-;
            już na tym forum się zastanawiam chwilami: co ja tu robię? właściwie tu nie pasuje smile ot kiedyś się zainteresowałem tematyką oszczędzania, więc i to forum obserwowałem, szukając wiedzy/rad, etc. i czasem się odezwałem jak ktoś miał jakiś dylemat na który akurat znałem odpowiedź (i oczywiście wciąż staram się to czynić, ale ostatnio nie ma dyskusji na tematy na które mam wiedzę). ale tacy fajni tu niektórzy, że ciężko coś więcej czasem do Was nie napisać od serca smile
            • malwi.2 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 13:42
              he he, tak jak już ktoś tu napisał, baaardzo sie nvv zmieniłeś smile
              jak tu zaczęłam wchodzić, wydawałeś mi sie osobą na dystans i niedostępną

              zdziwiłam się jak przeczytałam pierwsze ciepłe słowa skierowane do Zosi - pozdrawiam Zosię smile - a potem ciepłe słowa padały już często w twych postach do forumowych koleżanek wink


              • nvv Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 13:57
                wszyscy się zmieniamy Malwina tongue_out wiele w moim życiu się zmieniło w ostatnim czasie, właściwie to wywróciło się do góry nogami, ale już sobie je ułożyłem dokładnie tak jak chciałem od dawna, wstałem niczym feniks z popiołów. to takie moje nowe "ja" teraz, jeszcze je dopracowuje.
                ale ale! wolę jak inni są w centrum uwagi, wolałbym o Tobie poczytać, o! (-:
          • malwi.2 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 05.02.13, 09:25
            guderianko, ja miałam na myśli to, iż ty juz jesteś matka po raz trzeci a ja po raz pierwszy -więc masz większe doświadczenie w wychowywaniu dzieci - czułam potrzebe wytłumaczenia sie z tego co napisałam wink

            i niestety tym niepotrzebnie podbijam watek
    • yoko0202 'duchowo' zawsze, finansowo - jest odwrotnie 01.02.13, 23:45
      to ja jestem w sile wieku i mam okazję zarabiać jeszcze przez wiele lat, Rodzice są na emeryturach, z których próbują dodatkowo wykończyć dom na działce.
      tyle tylko, że skubańce kochane nie chcą ode mnie brać żywej gotówki więc muszę kombinować inaczej.
      żyję ze świadomością, że gdybym czegokolwiek potrzebowała, to spod ziemi wytrzasną, więc ja staram się z góry odwdzięczyć.
      usamodzielniłam się już dawno, ale zawsze mnie wspierali, choćby dobrym słowem i dodawaniem otuchy, które bywa bezcenne i ważniejsze niż jakiekolwiek pieniądze.
      • nvv Re: 'duchowo' zawsze, finansowo - jest odwrotnie 02.02.13, 00:51
        > [...] skubańce kochane nie chcą ode mnie brać żywej gotówki [...]

        Jedno z najfajniejszych zdań jakie ostatnio przeczytałem, trudno się przy nim nie uśmiechnąć. smile

        > usamodzielniłam się już dawno, ale zawsze mnie wspierali, choćby dobrym słowem
        > i dodawaniem otuchy, które bywa bezcenne i ważniejsze niż jakiekolwiek pieniądze.

        Tak, to jest naprawdę najważniejsze i bezcenne. Miło tak czytać, że miałaś takie wsparcie.
        • yoko0202 Re: 'duchowo' zawsze, finansowo - jest odwrotnie 02.02.13, 13:15
          nvv napisał:

          > Tak, to jest naprawdę najważniejsze i bezcenne. Miło tak czytać, że miałaś taki
          > e wsparcie.

          ja też się z tego cieszę, bo to mnie poniekąd ukształtowało i dało siłę na codzienne zmagania, i naprawdę przykro dowiadywać się, że wiele osób czegoś takiego nie doświadczyło.
    • bebieta z perspektywy matki odchowanych dzieci 02.02.13, 01:41

      Napiszę może coś z perspektywy starszawego już rodzica i babci. Z zainteresowaniem czytałam wypowiedzi dziewczyny, piszącej o reakcji jej teściów na prośbę o opiekę nad wnukami, a potem Twój wątek o relacjach rodzinnych.

      Obydwoje z mężem jesteśmy 60- latkami, nadal pracujemy. Ja jestem pielęgniarką w okolicznym szpitalu , mąż nauczycielem w wiejskim gimnazjum. Mamy dwoje dorosłych dzieci, 2 wnuczki i wnuka. Dzieci nie mieszkają z nami, lecz około 100 km od nas w dużym ponad 500 tys. mieście.

      Synowi i córce zapewniliśmy wykształcenie, daliśmy radę posyłać ich na angielski, kursy przygotowujące do egzaminów wstępnych na studia. I syn i córka na studia poszli do dużego ośrodka akademickiego, choć mogli studiować w byłym mieście wojewódzkim, położonym 20 km od naszej wioski.

      Syn najpierw mieszkał w akademiku, po roku gdy córka dostała się na uniwersytet, wynajęli wspólnie kawalerkę. Po mniej więcej roku ( w 2002) kupiliśmy im 2-pokojowe mieszkanie za 65 tys. Córka dorabiała sobie od I roku studiów, syn zaczął na III. Cały czas pomagaliśmy im finansowo płacąc czynsz i rachunki plus zaskórniaki na resztę rzeczy, przywoziliśmy regularnie jedzenie. Dzieciaki miały stypendia naukowe przez całe studia. W wakacje też pracowały i w Polsce i trochę w Wlk. Brytanii. Córka była też w USA (pomogliśmy sfinansować jej ten wyjazd).

      Syn od razu po studiach dostał dobrą pracę, cały czas pracuje w tej samej firmie, uzupełnił też wykształcenie na studiach podyplomowych. Córce poszło trochę gorzej. Przez prawie 2 lata nie mógła znaleźć nic normalnego. Pracowała w tym czasie jako telemarketerka, potem jako sprzedawca w centrum handlowym, w międzyczasie rozpoczęła zaocznie licencjat na innym kierunku. Znalazła lepszą pracę, nabyła doświadczenia, odeszła z pracy i założyła własną firmę, która cały czas się rozwija i działa z powodzeniem.

      W 2010 roku mieszkanie sprzedaliśmy za ponad 240 tys. Między dzieci podzieliliśmy 200 tys., resztę zostawiliśmy sobie. I syn i córka wraz ze współmałżonkami kupili sobie mieszkania posiłkując się także w części kredytami. Każdemu z dzieci wespół z ich teściami wyprawiliśmy skromne wesela. Kupujemy wnukom zabawki, ubranka. Podrzucamy synowi i córce jedzenie. Wnuki zabieramy czasem do siebie- na razie na krótko, bo są małe. Ale był moment, gdy półroczne bliźniaki syna spędziły u nas prawie całe wakacje letnie wraz z synową, gdy ona się dość poważnie pochorowała, a syn nie mógł wziąć wolnego w pracy. Robimy i dzieciom, i wnukom prezenty na święta, imieniny, urodziny, czy Dzień Dziecka.

      Obydwoje z mężem nie możemy się doczekać, by wnuki podrosły na tyle, abyśmy mogli jak najczęściej zabierać je do siebie. Podobną postawę mają teściowie naszych dzieci. Synem córki zajmuje się jej 68- letnia teściowa (za darmo). Synowa dziewczynkami zajmuje się sama, jest na razie na wychowawczym. Jej rodzice chętnie pomogliby przy wnukach, ale mieszkają za granicą. Wiem, że podsyłają synowi i synowej co miesiąc trochę pieniędzy.
      Absolutnie nie czuję się wykorzystywana! Nie uważam także, że moje dzieci, czy ich małżonkowie są niezaradnymi, życiowymi nieudacznikami. Nie mam też poczucia, że miłość do męża i mnie warunkują tym, ile damy im w sensie materialnym. Bardzo się cieszymy, że mogliśmy pomóc dzieciom, że możemy pomóc przy wnukach. I syn i corka, i zięć i synowa, wiele razy dziękowali nam za okazane wsparcie, także bardzo możemy polegać na nich. Dzięki dzieciakom byliśmy pierwszy raz w życiu na wakacjach za granicą, mąż dostaje książki, które tak kocha, bywamy w teatrze, w kinie, ja u dobrego fryzjera, kosmetyczki. Synowa podrzuca mi ciuchy po sobie (jesteśmy tych samych gabarytów) i uchodzę za najmodniejszą babcię w naszej wsi. Nie mówiąc o tym, co najcenniejsze- spędzanych wspólnie licznych chwilach, codziennych rozmowach przez Internet.

      Nie pamiętam już, w którym to tutaj wątku na tym forum, czytałam, że normalne jest to, że wnuki ze strony córki traktuje się lepiej, że w ogóle córkom bardziej pomaga się niż synom. Jestem matką, mam corkę i syna i nie wyobrażam sobie, abym miała traktować ich inaczej, faworyzować jedno, albo drugie. Kto normalny tak się zachowuje wobec własnych dzieci? Dla mnie i dla męża dzieci i wnuki są największą radością w życiu. Odczuwam dumę, gdy patrzę na nich i widzę, kim są, jak sobie radzą. Cieszę się niezmiernie, że mogłam im pomóc, także finansowo.

      Dziwi mnie tak pełna niechęci reakcja wielu osób na słowa autorki komentowanego przeze mnie wątku. Co jest złego w tym, że rodzina wspiera się wzajemnie? Dlaczego od razu tak spore grono osób sugeruje autorce nieudolność, pasożytnictwo, a wręcz nieróbstwo? Nie pojmuję tego. Jeszcze raz podkreślam, mimo niewątpliwej pomocy z naszej strony, moje dzieci zawsze sobie radziły- pracowały, uczyły się. Podobnie zięć i synowa, także bardzo dobrze radzą sobie, a też mieli wsparcie materialne ze strony swoich rodziców.
      Taki jeszcze mi się wniosek nasuwa odnośnie tej dyskusji. Chyba na tym forum udzielają się przede wszystkim osoby, które nie bardzo mogły i mogą na czyjąkolwiek pomoc liczyć. Stąd tak dramatyczna nierzadko, potrzeba liczenia każdego grosza i tak niechętny stosunek do tych, którzy piszą, że mają oparcie w rodzinie.

      Sami z mężem pochodzimy z biednych, wiejskich rodzin. Ja miałam 8 rodzeństwa. mama moja zmarła, gdy najstarsze z nas było jeszcze w podstawówce, ojciec został z nami sam na 5 ha gospodarstwie i pracował jeszcze jako stróż w fabryce. Choć jedzenia nam nie brakowało, to często nie mieliśmy na wiele innych rzeczy, ale tata tak się zaparł, iż każde z nas ma maturę. Mąż podobnie, troje braci, teść pijak, teściowa wspaniała kobieta, która dla dzieci urabiała się u innych gospodarzy, byle tylko dzieci wykarmić i przyodziać i posłać je do szkół, by z tej biedy, nedzy wyszły. Potem każdej z synowych pomogła w opiece nad dzieciakami. Po rękach każda z nas ją do tej pory całuje! Nie uważam, aby ta pomoc sprawiła, że mąż, czy ja nie potrafimy radzić sobie w życiu.

      Komu mielibyśmy nie dać, jeśli nie własnym dzieciom? Dla kogo człowiek pracuje, stara się? Dla nas, jako rodziców, to wielka radość widzieć, że naszym dzieciom i wnukom jest w życiu dobrze, także materialnie. Dlatego postawy teściów tej dziewczyny, co tu wcześniej pisała, kompletnie nie rozumiem.
      • dyciorek1 Re: w odpowiedzi do bebieta 02.02.13, 21:34
        az milo sie czyta ten tekst.RODZICOW SIE NIE WYBIERA RODZICOW SIE MA ile jest ciepla w slowach bebiety o dzieciach i ich rodzinach.sa RODZICE i rodzice sa tez i dzieci i DZZIECI.jesli mamy kiepskich rodzicow my badzmy lepsi dla naszych dzieci.a bebiecie zycze DUZO ZDROWKA jestes wzorem dla innych
    • babka.pracujaca takt 02.02.13, 07:54
      Uważam że w pewnych kwestiach, w dzisiejszych czasasa należy miec trochę taktu - nie chce żeby zabrzmiało to sarkastycznie ale nie zdecydowałym się na opisanie na tym forum ze wszystkimi szczegołami pomocy jakiej otrzymało sie od rodziców.
      Nie chodzi mi bynajmniej o zazdrość ale o wyczucie czasu i miejsca.
      Dostałaś piękną pomoc na starcie życiowym - ale czy pomoże to osobom które nie mają nic , może ktogoś jedynie to zdołować. Nie wszyscy mają równy start , choć każdy jest kowalem swojego losu -przynajmniej w powiedzeniu.
      Z drugiej strony osoby które dostały prawie wszystko mogą nie rozumieć osób które nie dostały prawie nic i na wszystko zarabiają same.

      to tylko moje zdanie, nikogo nie krytykuję.pzdr

      • carpediem30 Re: takt 02.02.13, 09:34
        ... ja chciałabym się odnieść do pięknego zdania napisanego tu na forum:
        > [...] skubańce kochane nie chcą ode mnie brać żywej gotówki [...]

        Pomoc dzieciom jest cudowna i nie ulega wątpliwości, że to naturalna potrzeba rodziców, ale nie każdy człowiek jest asertywny, a już na pewno starsze pokolenie, żyjące w świecie "za żelazną kurtyną". Moja mama też nie przyjmie ode mnie żadnej gotówki, nawet jak wykupię jej receptę to zrywa się szukając portfela choć emeryturę ma skromną.. Nie umie pomyśleć o swoich potrzebach, bo widzę, że zaraz czuje się jakby winna. Zawsze powtarza, że niczego nie potrzebuje itp., itd. i to tak przekonująco, że każdy uwierzyłby, że żyje tylko dla dzieci i wnuków. Dopiero jak zabrałam ją na wycieczkę do Rzymu to maska spadła. Nie musiała nic mówić, ale zachwyt, rozszerzone z przejęcia oczy i ożywienie za każdym razem kiedy wspomina o tej wycieczce mówią za wszystko smile

        Reasumując:
        Pomoc dzieciom jest szlachetna i dopóki rodzice też się realizują i stać ich również na rozwijanie swoich pasji (podróże po świecie, czy cokolwiek innego) - to ok.
        Ale kiedy wszystkie swe oszczędności wkładają w dorosłe, zdrowe i zarabiające na siebie 40-letnie dzieci, oszukując się, że niczego im więcej nie potrzeba - to nie ok. Tym bardziej, że te 40 letnie dzieci dają się mamić, że to rodzice spełniają właśnie marzenia pakując kasę w zarabiających lepiej od nich dużych gówniarzy i ich wyrzuty sumienia śpią głęboko wink



        • verdana Re: takt 02.02.13, 09:53
          O właśnie, 100% racji. Pomoc - bardzo pięknie, ale pod warunkiem, ze to nie jest pomoc "kosztem" rodziców. Tesciowie zabierali dzieci na dwa tygodnie, co roku. Pewnego roku oświadczyli, ze nie wezmą, bo jadą do Hiszpanii. Ucieszyłam się (choć oczywiście byłam też rozczarowana, nie powiem). Ale się ucieszyłam, ze onio biorą dzieci bo chcą, a nie musza - realizują takze swoje plany.
        • malwi.2 Re: takt 02.02.13, 12:28
          popieram smile
        • yoko0202 Re: takt 02.02.13, 12:56
          carpediem30 napisał:

          > ... ja chciałabym się odnieść do pięknego zdania napisanego tu na forum:
          > > [...] skubańce kochane nie chcą ode mnie brać żywej gotówki [...]
          jako autorka zdania w tym momencie się czerwienię smile

          > Ale kiedy wszystkie swe oszczędności wkładają w dorosłe, zdrowe i zarabiające n
          > a siebie 40-letnie dzieci, oszukując się, że niczego im więcej nie potrzeba - t
          > o nie ok. Tym bardziej, że te 40 letnie dzieci dają się mamić, że to rodzice sp
          > ełniają właśnie marzenia pakując kasę w zarabiających lepiej od nich dużych gów
          > niarzy i ich wyrzuty sumienia śpią głęboko wink
          no właśnie, bardzo łatwo jest przekroczyć granicę pomiędzy przyjęciem raz na jakiś czas pomocy, na której udzielenie kogoś po prostu bez problemu stać, a braniem cały wszystkiego wszystkiego jak leci no bo skoro dają...
    • jop Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 13:11
      U nas jest tak, że miałam książeczkę mieszkaniową, która starczyła na 0,15 mieszkania (i jeszcze bardzo nie chcieli mi jej oddać, jak chciałam ją zrealizować), i wyprowadzając się dostałam ręczniki, sztuk 3. Z jakiegoś ponadnormatywnego wkładu rodziców w mój dobrostan muszę jeszcze wymienić lekcje angielskiego w dziecińctwie i rok korepetycji przygotowujących do egzaminu na studia.

      Poza tym wszystkiego z moim panem dorabialiśmy się tymi ręcami, rodzice nam nie pomagają, bo jego rodzice nie żyją, a moi żyją dość skromnie - raczej to ja im czasem sfinansuję w prezencie coś bardziej luksusowego, na co mają ochotę, a ich nie stać.
    • astrum-on-line Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 13:26
      No to pochwaliłaś się, fajnie.

      Nie zazdroszczę, nie gratuluję, mam to gdzieś. Czytać dokładnie nie miałam ochoty, następnym razem wstaw chociaż akapity. Doczytałam tylko że dużo ci dali.

      Ja na rodziców mogę liczyć zawsze. Jak mam doła to niezależnie od pory dnia i nocy mogę zadzwonić i pogadać. Pojechać raczej ciężko bo mamy do siebie z 800 km.

      Moja młodość była biedna, mama ciężko chorowała a zakład taty upadł jako pierwszy w mieście. Tata borykał się z bezrobociem, pracami na czarno i pracodawcami którzy płacić nie chcieli, mama chodziła po lekarzach. Pieniędzy nie mieliśmy przez lata. Jako spadek tamtych czasów rodzice dzisiaj mają niewielkie emerytury.

      Ja się dzięki temu nauczyłam gotować, sprzątać, uprawiać ogródek i tego że rachunki trzeba płacić.

      Studia skończyłam ze własne pieniądze, pracowałam i studiowałam dziennie, mieszkanie sami spłacamy, języków nauczyłam się sama i za własne pieniądze, pracy po znajomości nikt mi nie dał.

      Mam satysfakcję, że sobie umiem sama poradzić, wiem, że nawet jak będzie źle się działo to nie zginę tak łatwo. I za to jestem wdzięczna moim rodzicom. Nauczyli mnie radzić sobie.
      • re_ni73 Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 15:42
        astrum-on-line pięknie to napisałaś. Pomoc rodziców to nie tylko finanse, liczy się też wsparcie w dobrych radach czy sugestiach i to drugie dla mnie jest dużo cenniejsze.
      • test_it Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 04.02.13, 14:09
        I to jest najfajniejsze, kiedy rodzice dadzą wędke, a nie ryby ciągle.. czyli nauczą dzieci radzić sobie w życiu, a nei ciągle brac od rodziców.
    • aagnes Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 14:59
      Jestes darmozjadem. powinnas sie wstydzic a nie opisywac swoja zalosną historie akurat na tym forum.
      • czarne-jagody Re: czy możecie liczyć na rodzinę (także finansow 02.02.13, 15:22
        No mnie to zupełnie nie przeszkadza, że dziewczyna sie pochwaliła. Wiadamo sa tacy co dostali pomoc od rodziców i tacy co wszystkiego musieli się sami dorabiać. Ci drudzy sa najczęściej zaradniejsi i też sobie poradzą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka