upartajakosiol
31.01.13, 23:51
Zainspirowana wzbudzającym sporo emocji wątkiem spitting;mad p.t. "wkurzyli mnie teściowie" postanowiłam założyć swój własny. I tak, pytam:
Czy możecie liczyć na rodzinę, przede wszystkim rodziców i teściów, także w sensie materialnym?
Może napiszę jak to jest u mnie.Moi rodzice, obydwoje lat 64, mama od 4 lat na emeryturze (ma jej około 1800 zł), ojciec też emeryt (nieco ponad 3500 zł), nadal pracuje w dużej firmie ochroniarskiej na kierowniczym stanowisku (zarabia około 5000 zł)- wszytskie podane przeze mnie kwoty to kwoty netto. Rodzice mają 4 pokojowe mieszkanie, ktore wykupili w 2000 r od WAM-u (Wojskowa Agencja Mieszkaniowa) za niecałe 35000 zł. Mam brata i siostrę, wszyscy jesteśmy w podobnym wieku (ja 35, brat 33, siostra 31). Każde z nas ma dzieci (moi rodzice mają w sumie 5 wnuków, zanosi się na to, iż to jeszcze nie koniec). Od rodziców dostaliśmy dobre wykształcenie, każde z nas zna świetnie angielski i niemiecki, siostra i ja w trakcie studiów byłysmy na stypendiach zagranicznych, mieliśmy dostatnie dzieciństwo. Każdemu z nas rodzice wyprawili wesela, pomogli tez bardzo przy zakupie mieszkań/ domów, w znalezieniu pracy (czytajcie załapaniu się na dobre stanowiska, bo mieli takie mozliwości). Ja męża poznałam na pierwszym roku studiów. Na trzecim rodzice zaproponowali, aby mąż, a wtedy jeszcze mój chlopak wprowadzil sie do nas i zamieszkał ze mną w pokoju. W sumie przemieszkaliśmy u rodziców 8 lat, w międzyczasie wzięliśmy ślub, urodziło nam się pierwsze dziecko (gdy mieliśmy obydwoje po 26 lat) i wybudowaliśmy dom. Dom wybudowaliśmy na działce, którą w połowie sfinansowali moi teściowie, a w połowie my. Dodam, że w czasie tych 8 lat nie dołożyliśmy grosza do rachunków ani do jedzenia (taką mieliśmy umowę z rodzicami), a teściowie regularnie podrzucali nam jedzenie, ktore starczało dla nas wszystkich- nas, rodziców, mego rodzeństwa (warzywa, mięso, jajka- mają gospodarstwo rolne), wspolnie z mymi rodzicami wyprawili nam wesele (niezbyt chuczne na 40 osob, ale też kosztowalo), dla naszej pierworodnej kupili wózek, łóżeczko i masę innych rzeczy w ramach wyprawki. Nasz pierwszy samochód był wspólnym prezentem od teściów i rodziców (10 lat temu było to 5-letnie uno). Rodzice i teściowie bardzo pomagali w sensie fizycznym przy budowie domu. Dom budowaliśmy za swoje, ale nie muszę mowić, że mając darmowy wikt i opierunek udało nam się zrobić to w kilka lat bez kredytu). Po wybudowaniu domu, teściowie zafundowali nam kuchenne meble (w zabudowie) a moi rodzice cały sprzęt AGD. Mamy w tej chwili 3 dzieci. Jedno w wieku szkolnym, jedno przedszkolne i jedno w wieku niemowlęcym. Dzieciaki regularnie dostają coś od dziadków- zabawki, ciuchy, a najstarsza dostaje także drobne kieszonkowe. Zawsze, ale to zawsze możemy liczyć na pomoc w opiece nad dziećmi, dwoje starszych miesiąc wakacji spędza u moich teściów na wsi, a dwa tygodnie z moimi rodzicami gdzieś nad morzem lub jeziorem (dodam, że rodzice fundują im te wakacje, a także córce brata, mają więc ze sobą 3 dzieciaków). Nie ma problemu, abyśmy najmlodsze podrzucili rodzicom lub teściom na weekend. Teściowie zresztą też caly czas dostarczają nam mięso, jajka, warzywa, przetwory. Również memu rodzeństwo rodzice bardzo pomogli. Brat mieszkał ze swoją partnerką u rodziców także dopóki nie wybudowali domu (w sumie 10 lat, w tym czasie urodziło im się dziecko) na takich samych zasadach jak ja i mąż, czyli kompletnie za darmo. Również najmłodsza siostra mieszkala ze swoim facetem u rodziców póki nie uzbierali na wklad własny na mieszkanie. Dodam, że rodzice pomagają im spłacić kredyt mieszkaniowy. Moi teściowie mają obydwoje po 60 lat. Teściowa jest na emeryturze od kilku lat (ma około 1500 zł i caly czas mówi, że nie ma na co narzekać). Teść jest w tej chwili na emeryturze strukturalnej dla rolników (to jest około 1100 zł). Teściowie pomagają bratu męza i jego żonie w prowadzeniu gospodarstwa (teściowa prowadzi dom i opiekuje się synem i córką szwagra) a teść pracuje fizycznie na roli i w obejściu. Wiem, że brat męża w zamian za pomoc jaką od nich ma pokrywa wszystkie rachunki. Czyli teściowie mają emerytury na swoje wydatki typu ubrania, leki, lekarz, itp. Mój mąż ma 3 rodzeństwa. Jak już pisalam, teściowie bardzo nam pomogli przy zakupie dzialki, wyprawki dla pierwszego dziecka, ciągle podrzucają jedzenie, kupują dzieciakom zabawki, ubrania, biorą je chętnie na wakacje. Jeden z braci męża odziedziczył po nich spore, zadbane i nowoczesne gospodarstwo, jednej z siostr męża pomogli kupić mieszkanie w Poznaniu, drugiej kupili działkę w odleglości okolo 30 km od Poznania. Biorą nie tylko nasze dzieci na wakacje, ale także pozostałe wnuki. Też dali wykształcenie mężowi i jego rodzeństwu. Mam ciągle żyjących dziadkow. Moi rodzice z Poznania nie pochodzą (są z południa Polski), rzuciła ich tu praca ojca w wojsku. jednakże w tej chwili mieszka z nimi babcia i dziadek- rodzice mego taty. Przeprowadzili się do rodziców 2 lata temu po wylewie dziadka. Mama regularnie jeździ do swoich rodziców, klika razy do roku są oni u moich rodziców przez około tydzień. Rodzicami mami na stałe opiekuje sie jej brat wraz z żoną. Równiez dziadkowie mego męza ze strony mamy żyją jeszcze i mieszkaja z teściami oraz z rodzina jego brata (mają spory dom z lat 80- tych podzielony na dwa 4 pokojowe mieszkania). Ze strony teścia żyje tylko jego ojciec, który mieszka z teścia siostr a i z jej rodziną. Wiem, że ma bardzo dobra opiekę, bo często do dziadka jeździmy.
Mam dobry kontakt z ciotkami, wujami, kuzynostwem. Z rodziną męza częstszy z racji tego, iż w zasadzie wszyscy mieszkają w Wielkopolsce. W tej chwili mieszka u nas studiujący w Poznaniu syn kuzyna męża (za darmo, w zamian kuzyn, który ma zakład mechaniczny naprawia nam za darmo samochody, gdy jest taka potrzeba). Jeżdżę na wakacje do mego kuzynostwa (sporo z nich mieszka za granicą), oni przyjeżdzają do mnie. Dla mnie takie relacje są normą. Pośrod wielu moich znajomych sytuacje rodzinne wyglądają bardzo podobnie. Nie uważam, ze ja czy moje rodzeństwo, czy tez mąż i jego brat albo siostry, że wszyscy jesteśmy niesamodzielnymi, roszczeniowymi ofermami. Wiem, że gdyby nie pomoc teściów i rodziców, nie miałabym tak dobrego życia, jakie mam. Nie wyobrażam też sobie, że mogłabym ich olać na starość. Nie mieści mi się także w głowie, by w razie potrzeby wypiąć się na rodzeństwo, nie pomóc w opiece nad dziadkami.
Czytam to forum od dawna (ze względu na szereg cennych porad, jakie można tu znaleźć) i bardzo żal mi osób, które są w dramatycznych sytuacjach życiowych, a tak naprawdę nie mają na kogo liczyć. Mimo, że rodzina gdzies tam jest. Wiem też, że nie wszyscy pochodzą z tak dobrze sytuowanych rodzin jak moja, czy mego męża. No ale właśnie w przypadku trudnej sytuacji materialnej tym bardziej trzeba się wspierać, chociażby tym, iż dziadkowie zaopiekują się wnukami, dzieci pomogą rodzicom wykupic leki, rodzeństwo wesprze się nawzajem.
Mam tez często wrażenie czytając to forum, że część z wypowiadających się osób, za diabła nie chce i nie potrafi przyznać, że otrzymali pomoc ze strony rodziców. Powtarzam, nie miałabym tyle, gdyby nie moi teściowie i rodzice.
A jak jest u Was?