Pewnie zaintrygował Was tytuł

Otóż moi drodzy, mimo, że uważam się za minimalistkę pod każdym względem, to jednak ostatnimi czasy jakimś cudem dopuściłam do pojawienia się niepożądanych zapasów kosmetyków w łazience. Nie były to jakieś zatrważające ilości, ale jednak nie dawały mi spokoju

, bo sprawiały, że czułam się nimi przytłoczona. Bądź co bądź mieszkam w bloku i nie dysponuję nadmiarem wolnego miejsca.
Jak już gdzieś napisałam - za dużo było wszelkiej maści butelek i tub. W tym miesiącu (przepraszam - zeszłym, czyli w listopadzie) zacisnęłam zęby i jeden po drugim kończyłam kosmetyki - niespecjalne lubiane odżywki do włosów (istne szaleństwo - znalazły się aż 3!

), żele pod prysznic - chociaż byłam przekonana, że mam jeden, jakieś pachnidła itd. No i wreszcie... doprowadziłam do tego, że mam jasność, czystość i przestrzeń w łazience, jakich dawno nie było, w szafkach luz, nic nadprogramowego/nietrafionego/niechcianego się w nich nie poniewiera.
Niech żyje minimalizm!