Dodaj do ulubionych

problemy finansowe a wstyd

04.01.08, 00:49
Czy czujecie czasem wstyd/upokorzenie przed znajomymi, ewentualnie
rodziną, z powodu kiepskiej sytuacji finansowej?

Z domu wyniosłam przeświadczenie, że jak człowiek jest "kumaty", to
nie ma problemów finansowych - że nie radzą sobie tylko nieudacznicy.
Wiem, że to nie jest prawda, ale i tak często wstyd mi się pokazać
czy przyznać (zwłaszcza przed dalszą rodziną), że jesteśmy tymi
ubogimi krewnymi. Nie chcę ich litości ani nawet współczucia, bo
taki był nasz wybór - nie gonimy za karierą, ale świadomie
skupiliśmy się na rodzinie i zwyczajnym życiu.

Ale jakiś wstyd i tak pozostaje. Czy Wam też czasem wstyd? W jakich
sytuacjach??
Pozdrawiam,
MałGosia [workin.mama]
Obserwuj wątek
    • beatrix_75 Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 08:28
      Jesli rzeczywiście oni patrzą na was z gory -to jedynym rozwiązaniem
      jest - nie spotykac sie z nimi .
      Ale moze być tez i tak ,ze Ty ( podświadomie ) posądzasz ich o złe
      intencje - (...)nie chce ich litosci (..)itd i niewłasciwie sie do
      nich nastawiasz
      NIe wszyscy " bogacze " są wredi .
      Naprawdę nie znam Twojej sytuacji ,więc niczego Ci nie sugeruje ..
      • funia30 Re: problemy finansowe a wstyd 17.01.08, 19:28
        beatrix_75 napisała:

        > Jesli rzeczywiście oni patrzą na was z gory -to jedynym rozwiązaniem
        > jest - nie spotykac sie z nimi .
        > Ale moze być tez i tak ,ze Ty ( podświadomie ) posądzasz ich o złe
        > intencje - (...)nie chce ich litosci (..)itd i niewłasciwie sie do
        > nich nastawiasz
        > NIe wszyscy " bogacze " są wredi .
        > Naprawdę nie znam Twojej sytuacji ,więc niczego Ci nie sugeruje ..


        Ależ autorka w żaden sposób nie napomknęła, że bogacze muszą być wredniwink
    • pty-sia Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 10:43
      problemy finansowe staram się ukrywać, o ile to możliwe, bo niektóre
      rzeczy widać (np. ciągle niewykończony dom). Jeżeli brakuje nam
      pieniędzy do końca miesiąca to kombinuję co da się ugotować z tego
      co już mam (zawsze jakies małe zapasy do wykorzystania w domu są,
      np. paczka makaronu) i dokupuję tylko to co niezbedne. Staram się
      wydawać pieniądze racjonalnie - dom poczeka, a wakacyjny i zimowy
      wyjazd z rodzin jest ważniejszy. Dużo inwestujemy w dzieci - tego
      sie później nie da nadrobić.
      Nie skarzę się, nie narzekam, pożyczam tylko wtedy gdy to naprawdę
      niezbędne itd.
      Przez jakiś czas nasza sytuacja była naprawdę nieciekawa, teraz jest
      lepiej - staramy się wyjść z długów. Kupiliśmy dom na kredyt, a
      okazało się że nasza sytuacja znacznie sie pogorszyła (obcięto mi
      pensje o 20%, mąż nie miał szans na żadna podwyżkę, a ceny
      wszystkiego rosły). Mogłabym znaleźć pracę lepiej płatną i też
      ciekawą, ale niestety bardziej obciążającą, i ciężko by mi było
      godzić bycie matką z "karierą'. Mąż swoją pracę uwielbia, a w niej
      zarobki są obecnie "średnie", ale za dużo spędzamy czasu w pracy, by
      robic to co nas nie pociąga. Cały czas mimo 40-tki na karku
      korzystam z pomocy rodziców (bogatych), ale zawsze jest to ich dobra
      wola, nie naciągam ich na żadne wydatki (pomoc polega np. na
      zabieraniu moich dzieci na wczasy nad morze w lato, dostarczaniu
      potraw czy przetworów itd).
      Niestety - dla mojej teściowej, jak mam dom to znaczy że jestem
      bogata. Jakiś czas temu miała nadzieję, że damy jej pieniądze na
      zakup nowej lodówki i nawet argument, że sami musieliśmy kupić
      pralkę na raty (stara się zapsuła), że cały czas nie mamy chociażby
      zasłonek w mieszkaniu, nie mógł jej przekonać, że naprawdę nie
      mamy "kasy".
      Część naszych znajomych jest w dużo lepszej sytuacji od nas, część w
      dużo gorszej. Jeżeli jacyś znajomi oceniają nas tylko na podstawie
      tego co posiadamy - to z nich w miarę możliwości rezygnujemy.
      W rodzinie są zarówno bogatsi od nas, jak i biedniejsi. Raczej nikt
      nikogo nie upokarza z tego powodu.
      Natomiast wkurzają mnie Ci, którzy "dziadują", próbując coś od
      innych wyciągnąć poprzez skargi na swoją biedę. I często jest tak,
      że ta bieda wynika tylko i wyłacznie z niegospodarności, lub
      lenistwa. Np. brat mojego męża potrafi przepuścić kasę, a potem np.
      wyciągać od swojej matki, bo "nie ma na jedzenie". Córka mojej
      koleżanki, potrafi do niej wydzwaniać "mamusia kup pampersy bo ja
      nie mam za co", a jednocześnie stać ją na zakup np. nagrywarki do
      komputera itd, a z drugiej strony mając 29 lat praktycznie nigdy nie
      pracowała (bo jak ma licencjat to nie będzie podejmować "byle jakiej
      pracy", lepiej siedzieć na bezrobotnym - mamusia weźmie dodatkowe
      sprzątanie i da córci).I to jest dla mnie wstyd.
      • asia.asz Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 10:56
        ciagle jestesmy mlodzi i sie dorabiamy wiec nie uwazam ze powinnismy sie wstydzic tego ze jeszcze nie mamy wlasnego domusmile
    • miko_mama Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 13:27
      Cóż łatwo wydawać szybkie osądy kto ma odwiedzić jakiego specjalistę... smile
      Wątek nie jest bez sensu, absolutnie. Olbrachta nie dołuj dziewczyny.
      Zawsze znajdzie się ktoś w naszym otoczeniu kto da nam odczuć że z jakiś tam
      względów uważa o nas coś. Np. że jesteśmy gorsi bo nie stać nas na różne rzeczy.
      Tylko powstaje pytanie czy to na co nas nie stać jest dla nas priorytetem?? Czy
      tylko dla osoby oceniającej nasz stan posiadania? Zawsze znajdziemy bogatszych
      od nas i biedniejszych. Tych co ciułają całe życie, i tych co wydają bez umiaru
      nie przejmując się niczym. Kto jest "lepszy" a kto "gorszy"?

      To czy dana osoba odczuwa wstyd w powodu swojej sytuacji finansowej, zależy
      tylko od jej wrażliwości, czasem ktoś spojrzy na ciebie z ukosa i zaraz myślisz:
      ocenia moje ciuchy z lumpeksu,widać od razu że to szmaty; a inny: zazdrości mi
      super oryginalnej spódnicy. Trzeba budować swoje wewnętrzne poczucie godności, i
      to niezależnie od "stanu posiadania".
      Tez mam niewykończony dom, ale na wakacje jeździmy kilka razy w roku, i naprawdę
      nie obchodzi mnie co uważają na ten temat sąsiedzi.
      Uważam to swój własny wybór. Nie wstydzę się niczego.

    • crises Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 16:06
      Nigdy nie było mi wstyd z tego powodu, że mnie na coś nie stać. Tak
      już jest świat urządzony, że jednych stać na coś tam, a innych nie.

      Natomiast chyba skręciłabym się ze wstydu, gdybym będąc młodą zdrową
      osobą z wyższym wykształceniem musiała prosić kogoś o pomoc
      finansową - to szczyt obciachu.

      • hala24_2 Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 20:22
        Zgadzam się z crises- proszenie rodziców o pomoc a samemu się nie
        ruszenie do pracy to jest wstyd, choć takie osoby uważają że za 1200
        zł to się nie opłaca pracować. Mam taki przykład na rodzinie mojej
        siostry piątka dzieci(3 chodzi do szkoły) i szwagier który tak
        myśli,gdy mają jakieś pieniądze kupuje np.antene satelitarną a za
        miesiąc siostra płacze że nie ma na zeszyty dla dzieci a rok szkolny
        się zbliża. Po 14 latach małżeństwa rodzice nasi przestali pomagać
        i wielka obraza nastąpiła. Co fajniejsza pomoc się skończyła gdy ja
        wyszłam za mąż i nie chcemy pomocy od rodziców-pracujemy,
        oszczędzamy i staramy się by było nam dobrze.
        Wracając do wątku to nie wstyd starać się żyć normalnie, radzicie
        sobie sami, pracujecie.Jak komuś to nie pasuje to niech się brzydko
        mówiąc nie wtyka tam gdzie nie jest proszony. Jeśli mogę coś
        poradzić z własnego doświadczenia ostatnio unikam rozmów o
        finansach, a raczej rozpaczania koleżanki.Gdy zaczyna albo mówie że
        mi się nagle śpieszy lub poprostu zmieniam temat. Tak jest dużo
        łatwiej i milej smile.
    • lisia312 Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 16:14
      całe życie żyliśmy od wypłaty do wypłaty i nigdy nikogo o nic nie prosiłam, ani
      nie martwiłam się tym. Jak komuś przeszkadza mój stan posiadania, to jest jego
      problem. Mam 4 dzieci i uważam, że to jest największy skarb, a nie pieniądze. W
      czasie wakacji wyjeżdżamy odpocząć, szkoda mi pieniędzy na "mienie". Wolę być
      niż mieć. Chociaż teraz stać by mnie było na jakieś rzeczy, to nie kupuję, bo
      nie czuję takiej potrzeby, a po to żeby inni widzieli....
      Teraz dzieci są już prawie dorosłe - najmłodszy syn ma 16 lat.
      Pozdrawiam zatroskane- nie warto martwić się kasą.
      • workin.mama Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 17:34
        Mój mąż i ja zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Dlatego zamiast
        robić karierę, zdecydowaliśmy, że najpierw urodzę dzieci. I ani
        przez chwilę nie żałuję naszej decyzji, choć nasze życie mogło
        wyglądać zupełnie inaczej (także finansowo).

        Cieszę się, że nie żałujesz swoich wyborów i mam nadzieję, że ja też
        nie będę ich żałować za piętnaście lat. smile
    • alba.alba Re: problemy finansowe a wstyd 04.01.08, 21:08
      To, czy człowiek odczuwa wstyd czy nie, wbrew pozorom zależy od niego samego. Jeżeli mniej lub bardziej nieświadomie bierze on udział w wyścigach ze znajomymi "kto jest lepszy?", to ten wstyd sam u siebie wzbudza. Jeżeli zupełnie nie absorbuje się stanem posiadania innych to nie ma siebie z czym porównywać i nie ma tym samym uczucia wstydu.

      Po drugie - każdy człowiek ma jakieś wady i zalety. Przykładowo - co z tego, że np. noszę nieco gorsze ubrania niż moje koleżanki, jeżeli oceniam że jestem od nich atrakcyjniejsza z urody i i tak we wszystkim wyglądam ogólnie lepiej niż one. A pieniądze to rzecz nabyta - stara łacińska maksyma "hodie mihi, cras tibi" - "dzisiaj mnie, jutro tobie". Sytuacja może się kiedyś odwrócić i to my będziemy bogatsi od innych.

      Poza tym często ludzie bogaci wykonują zawody, które ogólnie mówiąc nie cieszą się prestiżem społecznym. Co z tego, że ktoś ma duże dochody, ale zdobyte np. dzięki naprawianiu samochodów i nie ma nawet matury. A inna osoba ma mniejsze dochody, ale jest np. urzędnikiem. Według mnie ja osobiście bardziej bym się wstydziła wykonywania jakiegoś zawodu obnażającego brak wykształcenia niż małych dochodów.

      Tak więc ja nie jestem skłonna do odczuwania wstydu. I nie mam zawiści do ludzi, którzy dzięki swej sumiennej pracy i wykształceniu mają więcej ode mnie. Denerwuje mnie jednak przykład mojej koleżanki, która sama zarabia mało, ale wyszła za mąż za faceta, który zarabia ok. 7 razy więcej od niej i teraz nosi głowę wysoko, bo na wszystko ją stać.
      • malaniunia86 Re: do alba . alba 04.01.08, 22:14
        jak ci się popsuje samochód to poszukaj sobie fachowa z wyższym
        wykształceniem ,co za głupoty wypisujesz
        • miska_malcova Re: do alba . alba 04.01.08, 23:58
          >> Poza tym często ludzie bogaci wykonują zawody, które ogólnie mówiąc nie
          cieszą się prestiżem społecznym.<<

          normalnie rozkoszne smile czyli prawnik, lekarz pracujący w prywatnej klinice,
          albo konsul to nie sa prestizowe zawody czy stanowiska jak wolisz? wink Poza tym,
          marna pociecha... Wolę mieć firmę sprzątająca i kasę niż być urzędnikiem i mieć
          prestiż społeczny smile)) Notabene, urzędnik i prestiż? smile)
          • alba.alba Re: do alba . alba 05.01.08, 01:12
            Wiedziałam, że będzie na mnie najazd. Spodziewałam się, że mnie opacznie zrozumiecie, notabene - jak zwykle.

            Ten przykład z wykształceniem i mechanikiem nie oznaczał, że ja każdego takiego człowieka uważam za złego. Jedynie tego hipotetycznego, który by powiedzmy się wywyższał, że on więcej zarabia. Więc ja podałam hipotetyczny argument, że niekiedy duże dochody osiągają ludzie bez wykształcenia prowadzący własną działalność gospodarczą. I wtedy gdyby ktoś mi kazał wybierać to wybrałbym wykształcenie i mniej pieniędzy niż więcej pieniędzy i pracę mało prestiżową.

            Ale wy tej mojej wypowiedzi nie potrafiliście zrozumieć.

            miska_malcova napisała:
            > normalnie rozkoszne smile czyli prawnik, lekarz pracujący w prywatnej klinice,
            > albo konsul to nie sa prestizowe zawody czy stanowiska jak wolisz? wink

            Zanim się zaczniesz śmiać, to najpierw przeczytaj daną wypowiedź na którą odpowiadasz co najmniej 2x. Nigdzie nie napisałam, że każdy człowiek z dużymi dochodami jest niewykształcony. Napisałam, że niekiedy tak jest. A tak na marginesie, policz sobie ilu mamy np. konsuli, a ilu mechaników samochodowych.
            Jak ktoś czegoś nie rozumie, to niech się zastanowi 10x zanim zacznie się śmiać.

            miska_malcova napisała:
            "Notabene, urzędnik i prestiż? smile)"

            Po pierwsze, na pewno zawód urzędnika ma większy prestiż niż zawód mechanika samochodowego. Po drugie, błędnie utożsamiasz urzędnika jedynie z "panią w okienku w ZUS-ie". Marne masz jak widać pojęcie o rzeczywistości. Urzędnik to także naczelnik urzędu skarbowego, prezydent miasta, wojewoda itd. Dochód tych ludzi brutto(!) nie przekracza 10 tys. A niejedna osoba bez matury prowadząc działalność gospodarczą osiąga więcej, i to netto.
            • zaino Re: do alba . alba 05.01.08, 09:04
              Dziecko jak już przytaczasz przykłady to rób to z głową! Powszechnie wiadomo, że
              prestiżowe stanowiska zajmują ludzie wykształceni. A mechanik to dla mnie żaden
              prestiż tylko fach w ręku smile
              Odnośnie wstydu.
              Podziały na lepszych i gorszych najczęściej wprowadzają dorobkiewicze, którzy
              kiedyś biedę klepali, teraz odkuli się i szastają kasą na lewo i prawo. Przecież
              wiele jest osób zamożnych, które są skromne, inteligentne i nie afiszują się
              swoim stanem posiadania. Dla mnie głupotą jest kupowanie sobie n-tego samochodu
              na n-ty kredyt, posiadanie ogrodnika i sprzątaczki, tylko po to, żeby pokazać
              otoczeniu jaki jestem bogaty. A dziecko ma poważną wadę wymowy i rodzice nie
              mają kasy na prywatnego logopedę, ani czasu na wizyty co 1,5 m-ca w poradni
              państwowej.


            • hala24_2 Re: do alba . alba 05.01.08, 11:12
              ile urzędów tyle urzędników, a ile samochodów tyle mechanikówwink.
              Bo taki pan urzędnik korzysta z pomocy mechanika i ja osobiście nie
              widze w tym nic złego że mój sąsiad ma swój zakład samochodowy
              prywatnie bo jak mi coś zgrzyta w autku to pytam i tam zaprowadzam-
              sama tego nie potrafie zrobić jak większość posiadaczy aut więc taki
              mechanik samochodowy też musi wiedzieć swoje i nie jest pierwszym
              leszym z ulicy.
              Dokładnie mechanik samochodowy to fach w ręku.
          • kokieteryjna Re: do alba . alba 06.01.08, 16:57
            Miska, ale alba nie pisze tu o zawodach dobrze platnych, a zarazem
            szanowanych i wymagajacych duzego wkladu pracy i ksztalcenia.

            Nigdy nie zdarzylo ci sie spotkac prostaka-cwaniaka, ktory dorobil
            sie szybko gotowki, a sloma mu z butow wychodzi? Bo ja spotkalam
            dosc buractwa, ktorym wpadla wieksza kasa do kieszenie dzieki
            koniukturze czy ukladzikom, kombinacjom, a ani kszty w nich klasy,
            skromnosci czy kultury.

            Dla mnie taki gosc w mercedesie, ktory ma braki w podstawowej wiedzy
            ogolnej, nie ma pojecia o kulturze czy literaturze, a w co drugim
            zdaniu pojawia sie "ku..wa" - dzieki wielkie za taka kompanie, oby
            jak najdalej ode mnie! wink

            A najbardziej razi, gdy ci nowobogadzcy gardza ludzmi, ktorzy maja
            mniej, ale reprezentuja soba jakis poziom. Widzialam goscia
            w "wypasionym" aucie, ktory krzyczal na staruszek, bo za wolno
            przechodzila przez pasy. Czyli ewidentny brak szacunku do ludzi
            ubogich i starszych. Zenada. Mega zenada.
            • kasiulkkaa Re: do alba . alba 06.01.08, 17:09
              > Dla mnie taki gosc w mercedesie, ktory ma braki w podstawowej wiedzy
              > ogolnej [...]
              I dlatego piszesz "kszty", "nowobogadzcy"?

              • kokieteryjna Re: do alba . alba 06.01.08, 21:11
                kasiulkkaa napisała:

                > I dlatego piszesz "kszty", "nowobogadzcy"?
                >

                smile
                Nowobogaccy to przejezyczenie. A "ani kszty" to coz... Tak pisza
                nieraz w publikacjach czy artykulach dot. ekonomii. Uznalam, ze obie
                wersje sa poprawne, w koncu jezyk ewoluuje.

                Ale nietaktem uwazam Twoj post majacy na celu osmieszyc mnie, a nie
                wprowadzajacy niczego do watku.

                Zreszta, ja do szkoly chodzilam nie w Polsce i lata na obczyznie
                zrobily swoje. Czytam i pisze po polsku, ale nigdy pewnie nie bede
                sie poslugiwac piekna polszczyzna. A to nie swiadczy o moim
                uposledzeniu. smile
                • kasiulkkaa Re: do alba . alba 06.01.08, 21:31
                  A to nie swiadczy o moim
                  > uposledzeniu. smile
                  A coś takiego napisałam?smile

                  > Nowobogaccy to przejezyczenie.
                  To błąd. Nazywajmy rzeczy po imieniu.

                  Tak pisza
                  > nieraz w publikacjach czy artykulach dot. ekonomii.
                  Ach, sorry, wybacz, że nie doceniłam doniosłej roli publikacji bądź artykułów
                  ekonomicznych w rozstrzyganiu zawiłości polskiej ortografii.

                  Uznalam, ze obie
                  > wersje sa poprawne, w koncu jezyk ewoluuje.
                  Owszem, ewoluuje, aczkolwiek niekoniecznie w tym przypadku.

                  > Ale nietaktem uwazam Twoj post majacy na celu osmieszyc mnie, a nie
                  > wprowadzajacy niczego do watku.
                  To twoje zdanie, do którego masz oczywiście prawo.

                  > Zreszta, ja do szkoly chodzilam nie w Polsce i lata na obczyznie
                  > zrobily swoje.
                  To, że ja nie chodziłam do szkoły ani w Wielkiej Brytanii, ani w Niemczech nie
                  zwalnia mnie z poprawnego posługiwania się angielskim i niemieckim. Że nie
                  wspomnę o łacinie, której siłą rzeczy w naturalnym środowisko nauczyć sie nie dasmile)

                  Czytam i pisze po polsku, ale nigdy pewnie nie bede
                  > sie poslugiwac piekna polszczyzna.
                  Wystarczy poprawną.
                  • kokieteryjna Re: do alba . alba 07.01.08, 16:12
                    smile

                    Rozbawilas mnie.

                    Grunt, to umiec rozgraniczyc forum, miejsce rozrywki od miejsc,
                    ktore obliguja nas do duzo wiekszej dbalosci pisma i stylu.

                    Radze spojrzec na swoje literowki. Czepialski tez by cos wynalazl.
                    • kasiulkkaa Re: do alba . alba 07.01.08, 17:00
                      > Grunt, to umiec rozgraniczyc forum, miejsce rozrywki od miejsc,
                      > ktore obliguja nas do duzo wiekszej dbalosci pisma i stylu.
                      Tak się składa, że osoba, która zna PODSTAWY ortografii, będzie się nimi
                      osługiwać bez względu na to, czy to forum, czy miejsce "obligujące do większej
                      dbałości" o pismo i styl.

                      > Radze spojrzec na swoje literowki.
                      Nie czepiam sie literówek, tylko ewidentnych błędów. Skoro nie widzisz różnicy,
                      twój problem.

                      >Czepialski tez by cos wynalazl.
                      Szukaj, a nuż znajdziesz ;P


                      Wytaczasz działo w obronie
                      • kokieteryjna Re: do alba . alba 07.01.08, 22:30
                        Nie rozumiem co probujesz osiagnac poprzez ciagniecie tej pure
                        nonsens gadki?

                        A bronic sie nie musze, bo nie wiem przed czym? Nie pisalam, ze
                        jestem perfect i chce na afisz. Jako, ze nie twierdzilam, iz jestem
                        doskonala, udowadniac niczego nie musze. Basta.

                        Bawi mnie twoja mrowcza skrupulatnosc. Jak i podkreslanie, ze
                        uczylas sie laciny. Nie ty jedna.

                        Uchron mnie panie przed ludzmi, ktorych jad zatruje kazda radosc
                        zycia!

                        wink
                        • kasiulkkaa Re: do alba . alba 07.01.08, 22:51
                          > Nie rozumiem co probujesz osiagnac poprzez ciagniecie tej pure
                          > nonsens gadki?
                          Jeśli już, to "purnonsens". Może jednak nie ograniczaj się do nauki ortografii
                          na podstawie artykułu na temat ekonomii.

                          > A bronic sie nie musze, bo nie wiem przed czym?
                          A ktoś ci to nakazuje...?

                          Nie pisalam, ze
                          > jestem perfect i chce na afisz.
                          A gdzieś twierdziłam, że tak napisałaś?


                          >Jak i podkreslanie, ze
                          > uczylas sie laciny. Nie ty jedna.
                          To akurat twój wniosek, do którego masz prawo. Inna sprawa, że wyciagnięty z
                          kosmosu, ale niech będzie, że podkreślałam. Pisałam o łacinie, żeby ci
                          uzmysłowić, że opanowanie języka poza jego naturalnym środowiskiem z poprawności
                          nie zwalania. Więc tłumaczenie, że do szkoły nie chodziłaś w Polsce jest
                          chybiony. Ot i wszystko. Ale myśleć możesz sobie, co ci się żywnie podoba.

                          >Nie ty jedna.
                          Gratuluję, mam jednak nadzieję, że lepiej niż polski.

                          > Uchron mnie panie przed ludzmi, ktorych jad zatruje kazda radosc
                          > zycia!
                          Oj, jak ty, bidulko, ze sobą wytrzymujeszwink)))
                  • vvrotka Re: do alba . alba 08.01.08, 12:52
                    kasiulkkaa napisała:
                    >Że nie wspomnę o łacinie, której siłą rzeczy w naturalnym środowisko >nauczyć
                    sie nie d asmile)

                    Zdania nie zaczyna sie od "Że" ... i po co te łapanie za szczegóły, jak w
                    polityce naszej rodzimej byle pleść i jak najdalej od sedna...

                    Wracając do wstydu, to nasi politycy powinni sie wstydzić, ze normalnie żyjąca
                    rodzina w Polsce nie może sobie pozwolić na nie myślenie czy starczy do
                    pierwszego, i żeby ludzi nie było stać na PODSTAWOWE rzeczy i udogodnienia.
                    Róznie bywało w naszych finansach i nigdy w życiu sie nie wstydziłam, pewność
                    siebie to podstawa, trzeba doceniać to co sie ma dobrego nie koniecznie w
                    postaci materialnej. Teraz stac mnie na wejście do sklepu i kupienie ciucha ale
                    i tak ide do "lumpeksu" bo tam sa unikatowa rzeczy i co tu gadać trwalsze i za
                    mniejszą kwote mogę miec więcej... i nigdy sie tego nie wstydziłam, a wręcz
                    byłam wypytywana gdzie kupiłam to czy tamto bo jest super... Tak jak ktoś
                    wcześniej napisał, wstydzić sie powinny zdrowe dorosłe osoby którym sie nie chce
                    wziąc do roboty tylko żebrzą z lenistwa od rodziny, to jest życiowa porażka.
                    • kasiulkkaa Re: do alba . alba 08.01.08, 19:34
                      > Zdania nie zaczyna sie od "Że" ...
                      Że co? ;p Kto ci takich bzdur naopowiadał?

                      >i po co te łapanie za szczegóły,
                      Ano po to, żebyś mogła w wątku zadać pytanie "po co TO łapanie za szczegóły"smile)).
            • alba.alba Re: do alba . alba 06.01.08, 20:52
              Kokieteryjna, miło przeczytać, że ludzie potrafią prawidłowo zrozumieć sens wypowiedzi, a nie złośliwie przeinaczać i ośmieszać czyjeś skądinąd adekwatne spostrzeżenia.

              Jak sobie dokonałam przeglądu wśród swojego otoczenia, to rzeczywiście wychodzi na to, że ludzie z wyższym wykształceniem zarabiają mniej od tych z samą maturą albo nawet bez. I to nie tylko dlatego, że prowadzą własną działalność gospodarczą. Również dlatego, że teraz w Polsce zrobił się popyt na pracowników fizycznych. A magistrów po studiach jest nadal pełen wysyp. Operator jakiś tam maszyn np. wózka widłowego, koparki zarabia więcej niż np. pracownik biurowy/księgowy czy doradca ds kredytów po studiach. Jak czytam ogłoszenia i widzę, że gdzieś 1/3 ofert pracy dotyczy fryzjerów, którym oferują na sam początek 2 tys. albo 1,5 tys+prowizje to się załamuję.

              A niby miało być tak, że im wyższe wykształcenie tym wyższa pensja.
              • kokieteryjna Re: do alba . alba 06.01.08, 21:04
                Zgadzam sie.

                Najbardziej bulwersuje mnie fakt, ze nauczyciele zarabiaja grosze.
                Ktos, kto powinien stanowic elite intelektualna spoleczenstwa...
                Ludzie, ktorzy maja duzy i niezaprzeczalny wplyw na nasze dzieci, a
                wiec i na przyszlosc naszego kraju... Ehh.. szkoda slow.

                Sa kraje, w ktorych szanuje sie prace pedagogow i wykladowcow i
                solidnie oplaca.
                Ale nie u nas. U nas pan noszacy cegly, popijajac piwkiem, zarobi
                wiecej niz czlowiek, ktore mlodosc spedzil w bibliotece i na
                zakuwaniu, nieraz kosztem wielu wyrzeczen.

                Life is brutal. uncertain
      • workin.mama co właściwie znaczy prestiżowe?? 06.01.08, 17:47
        Alba.alba,
        co masz na myśli pisząc o prestiżowych zawodach?
        Ja rozumiem to trochę inaczej - według mnie prestiżowe (=cenione)
        powinny być zawody, które wymagają dłuuuuugich lat nauki i ogromnej
        wiedzy. Oprócz lekarza i prawnika taką pozycję społeczną powinna
        mieć np. bibliotekarka, pracownik naukowy czy nauczyciel.

        Ale w Polsce tzw. "inteligencja" (jako klasa społeczna) praktycznie
        nie istnieje. A już na pewno nie jest uznawana za prestiżową.

        Natomiast żadna praca nie hańbi!! Dla mnie to bez znaczenia, czy
        ktoś jest mechanikiem samochodowym czy chirurgiem, o ile zna się na
        swoim fachu, bo fuszerka i jednego, i drugiego może doprowadzić do
        tragedii...
        • alba.alba Re: co właściwie znaczy prestiżowe?? 06.01.08, 21:13
          Workin.mama zgadzam się z tobą, że prestiżowe powinny być te zawody, które wymagają długich lat nauki i ogromnej wiedzy.

          Jedne kierunki studiów uchodzą za łatwiejsze, drugie za trudniejsze. Medycyna i prawo przez wszystkich uznawane są za ciężkie i dużo osób w ich trakcie odpada. Natomiast wg. mnie bibliotekarstwo nie uchodzi za trudny kierunek; stąd też jest tam mało chętnych. Można także do tego dodać kryterium odpowiedzialności zawodowej - lekarz ponosi o wiele większą odpowiedzialność niż bibliotekarka. Co innego zniszczyć zdrowie pacjenta a co innego zniszczyć książkę. Tak samo niedawno uruchomione studia pielęgniarskie w odczuciu społecznym zawsze będą uchodziły za niższe w rankingu z medycyną, po której się zostaje lekarzem.

          Jako trzecie kryterium bym podała konieczność zdawania po studiach dodatkowych egzaminów, by nabyć prawo do wykonywania zawodu. Tak jest w przypadku prawa. Samo skończenie studiów nie powoduje, że można wykonywać któryś z zawodów prawniczych, np. adwokata, sędziego, radcy prawnego itd. Trzeba po studiach zdać tzw. egzamin konkursowy na aplikację, potem odbyć tą aplikację (ok. 3 lat) i potem na koniec zdać egzamin końcowy. Tak samo jest z lekarzami. Aby zostać lekarzem specjalistą same studia medyczne nie wystarczą. A już np. same studia wystarczą by zostać pedagogiem. Absolwent pedagogiki nie musi zdawać po studiach żadnych dodatkowych egzaminów aby wykonywać zawód.

          Po prostu w społeczeństwie istnieje pewna zgoda co do hierarchii zawodów, niezależna od tego, czy jakimś tam indywidualnym jednostką się ona podoba czy nie.

          workin.mama napisała:
          > Natomiast żadna praca nie hańbi!! Dla mnie to bez znaczenia, czy
          > ktoś jest mechanikiem samochodowym czy chirurgiem, o ile zna się na
          > swoim fachu

          Oczywiście, że żadna praca nie hańbi. Ale jedni wolą pracować umysłem, a drudzy rękoma. Jak kto woli. A sądząc po statystykach, zgodnie z którymi ogromna większość młodych ludzi dąży do wykształcenia, większości wybiera to pierwsze. Choć, jak już zaznaczałam, nie przekłada to się jednoznacznie na korzyści finansowe.
          • serendepity Re: co właściwie znaczy prestiżowe?? 07.01.08, 10:31
            > Oczywiście, że żadna praca nie hańbi. Ale jedni wolą pracować umysłem, a drudzy
            > rękoma. Jak kto woli. A sądząc po statystykach, zgodnie z którymi ogromna więk
            > szość młodych ludzi dąży do wykształcenia, większości wybiera to pierwsze. Choć
            > , jak już zaznaczałam, nie przekłada to się jednoznacznie na korzyści finansowe
            > .

            Zdajesz sobie chyba sprawe, ze swiat jest tak zbudowany, ze sa potrzebni ludzie
            wyksztalceni pracujacy umyslowo i ludzie pracujacy fizycznie? Chociazby
            wspomniany mechanik samochodowy, ktory wypada gdzies po srodku, fryzjerzy, ale
            takze ludzie pracujacy w fabrykach, smieciarze itp.
            Uwazam, ze prywatne uczelnie naprodukowaly mnostwo ludzi z wyzszym
            wyksztalceniem, ktorzy oczekuja, ze za samo posiadanie papieru ukonczenia
            studiow wyzszych ktos zaplaci im wysokie pensje.
    • hala24_2 workin.mama- wózek!!!!! 05.01.08, 12:17
    • hala24_2 workin.mama- wózek!!!!! 05.01.08, 12:22
      Moja droga niewiem które forum przeczytasz jako pierwsze więc pisze
      na oba.
      Rozmawiałam z Mamą na temat wózka chętnie odda, wózek jest w niezłym
      stanie (gondola zmieniana na spacerówke) ma troche wyblakniety
      materiał na budzie od słonka, rodzice mają znajomą tepicera i ona ma
      możliwości kupić materiał i zrobić to, jesli chciałabyś to podam Ci
      nr tel do rodziców i już z nimi będziesz rozmawiała. Pozdrawiam
    • hala24_2 Re: do alba . alba 05.01.08, 20:04
      o jak fajnie być kropelką wink.
      A tak serio to mój mąż jest mechanikem samochodowym i chyba dobrze
      nie rozumiem polskiego bo dla mnie prestiż to się zdobywa wtedy gdy
      ktoś zna się na ty co robi i jeśli to robi dobrze. Tyle z mojej
      strony.
      • malaniunia861 Re: do alba . alba 05.01.08, 20:44
        w naszym kraju w/g alby są potrzebni sami urzędnicy , to dopiero
        prestiż
    • miska_malcova Re: do alba . alba 05.01.08, 22:37
      ...się alba dowartościowała... Niech się cieszy smile
    • monika1124 Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 10:45
      Wydaje mi się, ze wiele osób w naszym kraju ma takie odczucia jak workin.mama .
      Wynika to z mentalności Polaków. Ludzie, szczególnie w mniejszych
      miejscowościach , lubią podpatrzeć kto ,czego się dorobił,kto ma nowy samochód i
      jaki, ten i ten się pobudował itp.Moim zdaniem, jeżeli ktoś przejmuje się opinią
      środowiska, odczuwa pewną presję.Również przed rodziną chcemy się "pokazać".
      Wynika to z kompleksów i jestem w stanie zrozumieć odczucia workin.mamy , ale
      uważam, że trzeba się im konsekwentnie opierać, bo nie wpywa to dobrze na
      psychikę. W ten sposób będziesz się martwić do końca życia. Skup się na
      rodzinie. Na tym, jaka jest w domu atmosfera, czy miło spędzacie np wieczory.
      Gdy w domu jest wszystko w porządku, gdy masz w mężu oparcie, inaczej patrzysz
      na inne problemy, łatwiej je przyjmujesz.

      Wiem,co piszę,ponieważ , ze wstydem przyznaję, że też dopadł mnie kiedyś szał na
      to, zeby się "pokazać".Pochodzę z zamożnej rodziny i od zawsze byłam pewna, ze
      będę pracować u mojego ojca w firmie. Jednak po studiach otworzyłam własną
      działalność gospodarczą, która, o dziwo, zaczęła świetnia prosperować. Chciałam
      , zeby rodzice byli dumni, żeby teściowie cieszyli się, że mają taką synową itp.
      Wiem,ze to głupota. Zaczęłam kupować wiele rzeczy na pokaz, nowoczesnie meblować
      dom w zgodzie z najnowszymi trendami, chociaż nie bardzo był to mój styl. Wiem,
      że to żenujące... Gdyby nie mój mąż i rodzice, pewnie ciągle bym robiła takie
      głupoty. Doszło do tego, ze pracowałam po 16 godzin dziennie, przez 3 lata nie
      miałam urlopu. Pieniądze gromadziły sie na koncie, a ja nawet się z tego nie
      cieszyłam, nie kupowałam nic dla własnej przyjemności. W końcu przyszedł czas ,
      ze popukałam się w głowę. Teraz kupujemy rzeczy dla nas , a nie na pokaz. Dużo
      podróżujemy.Nie koniecznie prestiżowo za granicę, ale także po różnych miastach
      w Polsce, tam, gdzie chcemy.

      Naprawdę wiem na własnym przykładzie, ze , nawet , gdy uda nam się juz
      "pokazać", nie sprawia to nam roadości,albo daje ją tylko na małą chwilkę.
      Później chce się więcej i więcej, bo ciągle uważa się, że nie jest się zbyt
      dobrym, że jeszcze trzeba coś osiągnąć. Przez swoją głupotę miałam juz prawie
      kryzys małżeński, bo mąż nie mógł znieść mojego idiotyzmu.
      Naprawdę nie warto.Warto być jedynie szczęśliwym.
      • alba.alba Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 12:34
        Miło że ktoś się potrafi przyznać do "pokazówy". Niewielu stać na taką odwagę.
      • workin.mama Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 17:53
        Moniko,
        gratuluję, że tak bardzo zmieniłaś sposób patrzenia na życie.
        Doskonale zrozumiałaś, o co mi chodziło. I dziękuję za rady -
        właśnie to zamierzam zrobić - skupić się na tym, kim jesteśmy i co
        mamy (cudowne dzieci, świetne małżeństwo itp.), a nie na tym, co
        sobie kupiliśmy.
        Pozdrawiam,
        MałGosia [workin.mama]
    • akacjax Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 14:18
      Wstyd jest ponoć uczuciem wtórnym-znaczy, ze ktoś musiał kiedyś ustawić nam poprzeczkę...bo inaczej nie mielibyśmy odnośnika.
      I cóż to znaczy? Otóż to znaczy, że nie my jestesmy autorami tego poczucia, że wdrukowane nam przekonania nie są nasze..ale wiadomość dobra-przekonania można zmieniać.
      Innym punktem patrzenia na wstyd jest zrozumienie, że jest to odczucie subiektywne-to znaczy-my się czegoś wstydzimy, a inni w ogóle tego tak nie odbierają. (Oczywiście i odwrotnie-dziwi nas, że kogoś coś nie wstydzi...bo nas to by wstydziło..).

      Trudno odnajdywać się w środowisku, które podkreśla różnicę, wywyższa się, przyprawia o kompleksy..ale nie wydaje się, by to środowisko sprzyjało rozwojowi. "Nadambicje", zazdrość itp. nie są najlepszą motywacją do walki o poprawę swojego wizerunku finansowego.

      A poza tym wiele osób ma domy, auta itp. bogactwo, ale drżą każdego dnia o to, szarpią się z długami ...

      > Z domu wyniosłam przeświadczenie, że jak człowiek jest "kumaty", to
      > nie ma problemów finansowych - że nie radzą sobie tylko nieudacznicy.
      Czy masz problemy finansowe, czy tylko prowadzicie skromny tryb życia?
      • workin.mama Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 17:59
        > Wstyd jest ponoć uczuciem wtórnym-znaczy, ze ktoś musiał kiedyś
        ustawić nam pop rzeczkę...bo inaczej nie mielibyśmy odnośnika.
        > I cóż to znaczy? Otóż to znaczy, że nie my jestesmy autorami tego
        poczucia,

        W moim przypadku to chyba mój ojciec nauczył mnie takiego myślenia i
        tego wstydu. On pochodził z baaaardzo biednej rodziny i nawet teraz,
        kiedy jest wykształconym, dobrze zarabiającym starszym panem, to
        brakuje mu pewności siebie. Często obserwuję u niego kompleksy
        małego chłopca, który musiał chodzić w ubraniach po starszych
        siostrach, bo jego ojciec-pijak nie przyniósł do domu ani grosza...

        Może rzeczywiście powinnam zastanowić się nad psychologicznym
        aspektem tego zdarzenia - może wtedy ten głupi wstyd zniknie?
      • workin.mama skromny tryb życia 06.01.08, 18:01
        Raczej nie mamy problemów finansowych (wyjątkiem jest ten miesiąc, o
        czym pisałam w drugim wątku), ale prowadzimy dość skromny tryb
        życia. Oczywiście zdarza się, że szalejemy, ale na co dzień jesteśmy
        raczej oszczędni.
    • alba.alba Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 14:32
      Warto też wziąć pod uwagę, co jest przyczyną ewentualnych problemów finansowych. Jeżeli to są po prostu niezbyt wysokie zarobki przy obiektywnie wysokich kwalifikacjach to moim zdaniem wstydu być nie powinno. Bo to się raczej nadaje na rozważania systemu społeczno-gospodarczego kraju. Ale o tym już mówiłam. Jest wiele prestiżowych zawodów, które są nisko opłacane, np. lekarze, profesorowie wyższych uczelni.

      Ale jeżeli powodem problemów finansowych jest np. alkoholizm czy hazard to troszeczkę wstydu nie zaszkodzi.
      • kasiulkkaa Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 17:13
        Jest wi
        > ele prestiżowych zawodów, które są nisko opłacane, np. lekarze, profesorowie wy
        > ższych uczelni.
        Alba, dziecko, dowiedz się może, ile pracuje profesor wyższej uczelni (pisząc
        pracuje, mam również na myśli dokształcanie się) i ile wynosi jego dochód
        miesięczny, a potem rozdzieraj szaty.
        Do profesury mi daleko, ale jako osoba w trakcie habilitacji na pensję
        bynajmniej nie narzekam. I w moim środowisku osób utyskujących na pensję można
        policzyć na palcach jednej ręki, a pracuje ich kilka(dziesiąt) razy tyle.

        • alba.alba Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 21:33
          Z forum doktorantów (są tam również doktorzy) mam informacje, że adiunkt ze stopniem doktora na uczelni publicznej(!)zarabia 2-3 tys. Bliżej 2 tys. chyba że bierze jakieś dodatkowe nadprogramowe zajęcia ze studentami. A profesorowie 3-4 tys. też w zależności od dodatkowych obowiązków np. funkcji dziakańskiej czy rektora. To po pierwsze. Nie dotyczy to uczelni prywatnych.

          Po drugie - są dość duże rozbieżności gdy chodzi o nauki humanistyczne kontra techniczne. Na technicznych z budżetówki mają tyle samo, ale ponoć tam wykładowcy robią jakieś projekty na zamówienie od instytucji zewnątrznych i za to żądają sobie dużo kasy.

          No ale pochwal się ile zarabiasz, wkleję ten twój post na forum doktorantów i zapytam ich, czy nie zmyślasz. Bo oni mają zupełnie inne zdanie na temat uczelnianych pensji.
          • kasiulkkaa Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 21:57
            > Z forum doktorantów (są tam również doktorzy) mam informacje, że adiunkt ze sto
            > pniem doktora na uczelni publicznej(!)zarabia 2-3 tys. Bliżej 2 tys. chyba że b
            > ierze jakieś dodatkowe nadprogramowe zajęcia ze studentami.
            Wyobraź sobie, że nie jesteś jedyną osobą, która czytuje to forum. Choć
            niewątpliwie jesteś najbardziej rozpoznawalną osóbką tego forum.

            > Po drugie - są dość duże rozbieżności gdy chodzi o nauki humanistyczne kontra t
            > echniczne.
            Tak, ta sama śpiewka, znam już twoje poglądy na temat wyższości i trudności
            kierunków technicznych nad humanistycznymi.

            >ale ponoć tam
            Ponoć... No tak, nie ma to jak wiarygodne źródło informacji.

            wykładowc
            > y robią jakieś projekty
            Jakieś projekty... Znów dzwoni, tylko w którym kościele.

            na zamówienie od instytucji zewnątrznych i za to żądają
            > sobie dużo kasy.
            Ach, żądają. No tak, jak żądają, to pewnie dużo kasy. Inaczej być nie może.

            > No ale pochwal się ile zarabiasz, wkleję ten twój post na forum doktorantów i z
            > apytam ich, czy nie zmyślasz.
            Tak, dziecinko, uwielbiam twoje wypowiedzi. Żyj dalej w przekonaniu, że na
            uczelni nie da się zarobić. Nie zamierzam cię przekonywać ani tym bardziej
            podawać swoich zarobków. Wystarczy mi coroczne składanie PIT-ów. Na szczęście US
            nie jesteś.
            Post na forum doktorantów wkleić potrafię sama. Po co? Ach, tak, żeby doktoranci
            napisali, czy nie zmyślam. Możesz mi wytłumaczyć, jaki miałabym cel, zmyślając
            wysokość swoich zarobków? Przybyłoby mi od tego? Wywołałabym czyjąś zazdrość?
            Nie rozumiem, jaki jest sens wirtualnego podwyższania zarobków, skoro są niskie?
            Nie rozumiem również, jaki miałabym mieć cel w narzekaniu na wysokość zarobków,
            skoro małe nie są? Ponarzekać, bo tak Polakowi wypada? Wybacz, albo, ale nie
            potrafię narzekać bez powodu.

            Bo oni mają zupełnie inne zdanie na temat uczelni
            > anych pensji.
            No to akurat nic dziwnego. Zdanie można mieć różne. Na mojej publicznej (!)
            uczelni, jak już napisałam, utyskujących można policzyć na placach jednej reki.
            Ale oczywiście możesz wierzyć w co chcesz, to w końcu twoja wiara i
            przeświadczenie. Jeśli jest ci w życiu lżej, kiedy kwękasz, ze po studiach
            zarabiasz mniej niż osoba po maturze albo bez niej, i przekonujesz sama siebie,
            że tak jest wszędzie, no cóż, to twoje życie.
            • zaino Re: problemy finansowe a wstyd 07.01.08, 09:16
              Doktor uczelni publicznej (i technicznej) za 12 godz. tygodniowo zarabia ponad 3
              tys.
              Jak mu będzie mało, to ma sporo czasu na dodatkowe zarobkowe zajęcie smile
            • alba.alba do wszystkich 07.01.08, 20:49
              Kochani, ponieważ szanowna pani doktor kasiulkkaa nie uraczyła nas konkretami, a szkoda, bo mniej czasu zajęło by jej podanie anonimowo konkretnej kwoty niż pełne wyższości nazywanie mnie dzicinką (hehehe) czy pisanie o urzędach skarbowych.

              Zatem podam wam konkretne wypowiedzi z forum doktorantów razem z linkami, gdyż nie lubię, jak się wprowadza opinię publiczną w błąd. Zarobki te dotyczą adiunkta.

              "Uniwersytet Łódzki, 2200 na rękę + wysługa lat."
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=54697913&a=54700946
              "W Warszawie na państwowych uczelniach płacą z zasady dolne widełki - około 2
              tysięcy netto plus wysługa".
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=54697913&a=54812523
              "PO doktoracie (2004)
              dostalam 210PLN podwyzki brutto. Przez kolejne 2 lata bylam nadal asystentem
              awans na adiunkta dostalam dopiero po ukazaniu sie 2 publikacji w czasopismach
              z listy filadelfijskiej. Wtedy tez dostalam kolo 100 PLN podwyzki. obecnie
              dostaje jakies 1500 PLN netto. Slabo??? Acha instytut medyczny PAN Warszawa".
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=54697913&a=54879208
              A oto link do całego wątku:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=54697913&a=54697913

              • alba.alba Re: do wszystkich 07.01.08, 20:54
                Mała korekta, bo jeden link pomyliłam.

                "Uniwersytet Łódzki ,adiunkt , 2300 netto".
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=54697913&a=54700946
                "Uniwersytet Łódzki, 2200 na rękę + wysługa lat".
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=54697913&a=54712626
              • kasiulkkaa Re: do wszystkich 07.01.08, 23:05
                Ech, albo, dziecinko, wierz, w co chcesz wierzyć. Jakoś nie mam ambicji cię
                przekonywać. Niech ci będzie, że klepię biedę, a mój miesięczny dochód woła o
                pomstę do niebasmile))
                Czy dla twojej przyjemności, żeby wyszło na twoje, mam ponarzekać na kondycję
                finansową polskiej edukacji? Czy mam się połączyć z tobą w bólu, że mechanik
                samochodowy zarabia więcej od ciebie, a "miało być, że im wyższe wykształcenie,
                tym lepsza pensja" (notabene, gdzie o tym przeczytałaś, kto ci to obiecał?).
                Wybacz, ale jakoś nie potrafię, jakoś nie odczuwam potrzeby ani, o zgrozo, nie
                mam powodu do jojczenia. Przykro mi bardzosmile))

                bo mniej czasu zajęło by jej podanie anonimowo konkretnej kwoty niż p
                > ełne wyższości nazywanie mnie dzicinką (hehehe) czy pisanie o urzędach skarbowy
                > ch.
                Widzisz, dziecinko, na szczęście nie masz mocy, która mnie do tego zmusismile)) Ale
                może kiedy padną z twojej strony argumenty, zamiast tego, co ci się wydaje, to
                kto wie. Próbuj dalejsmile))

                • alba.alba Re: do wszystkich 08.01.08, 00:27
                  Przerost formy nad treścią bije z twojej wypowiedzi. W szczególności te zwroty "dziecinko" są bardzo mocnymi argumentami z twojej stronywink

                  Nasza dygresja w tym wątku miała na celu ustalenie, ile rzeczywiście zarabiają pracownicy naukowi na uczelniach publicznych. Nikt nie oczekuje, że będziesz tutaj lała niagarę łez, ale nie próbuj wmawiać ludziom, że pracownik naukowy zarabia więcej niż w rzeczywistości.
                  Oczywiście - może sobie dorabiać w szkołach prywatnych czy innych instytucjach, ale ten argument dotyczy wszystkich, bo przecież w każdym zawodzie można sobie teoretycznie dorabiać - jak nie w ten, to w inny sposób. A nam chodziło o ustalenie pensji podstawowej. Ty zaprzeczyłaś w tej kwestii oczywistym faktom.
                  • kasiulkkaa Re: do wszystkich 08.01.08, 07:36
                    ale nie próbuj wmawiać ludziom, że pracownik naukowy zara
                    > bia więcej niż w rzeczywistości.
                    Tak, albo, jako osoba pracująca na uczelni, wiesz przecież najlepiej, ile się
                    tam zarabiasmile)).

                    > Oczywiście - może sobie dorabiać w szkołach prywatnych czy innych instytucjach,
                    Zasadnicze pytanie, o co. Ani to opłacalne na dłuższą metę, ani przyjemne, a na
                    pewno czasochłonne. Wolę ten czas przeznaczyć na przyjemniejsze rzeczy niż drugi
                    czy trzeci etat.

                    >Ty zaprzeczyłaś w tej kwestii oczywistym faktom.
                    A nawet oczywistej oczywistości. Jak śmiałamsmile)))

                    W szczególności te zwroty
                    > "dziecinko" są bardzo mocnymi argumentami z twojej stronywink
                    Podobnie, dziecinko, jak twoje wklejanie linków do wypowiedzi anonimowych ludzi,
                    którzy mogą napisać, co im się żywnie podoba, a ty to łykasz jak gęś kluski. A
                    wystarczyłoby zajrzeć na stronę odpowiedniego ministerstwa i poszukać
                    rozporządzenia mówiącego o tym, ile zarabia pracownik naukowy. Poszukać
                    informacji na temat, ile zarabia specjalista, ot i wystarczy.
                    • alba.alba Re: do wszystkich 08.01.08, 17:12
                      kasiulkkaa napisała:
                      A
                      > wystarczyłoby zajrzeć na stronę odpowiedniego ministerstwa i poszukać
                      > rozporządzenia mówiącego o tym, ile zarabia pracownik naukowy. Poszukać
                      > informacji na temat, ile zarabia specjalista, ot i wystarczy.

                      No nie, teraz to już przesadziłaś. Obraziłaś inteligencję ludzi czytających to forum, moją też. To, że jest odpowiednie rozporządzenie określające wynagrodzenie w budżetówce, to wiedzą wszyscy. Ametyki nie odkryłaś. Ale tam są tylko podane tzw. "widełki"!!! I konkretna uczelnia ustala to wynagrodzenie indywidualnie w granicach tych widełek, w zależności od swojej kondycji finansowej. A same widełki nam nic ciekawego nie mówią, bo nie wiemy, czy w praktyce jest bliżej dolnego minimum czy górnego pułapu. I właśnie cała rzecz się rochodziła o ustalenie tego, jak jest w praktyce. A przytoczone przeze mnie wypowiedzi innych osób świadczą o tym, że jest zawsze bliżej dolnego pułapu.

                      Tym swoim "odkryciem Ameryki" przeszłaś samą siebie. Nie obrażaj ludzi, że nie wiedzą o podstawowych rzeczach.
                      • kasiulkkaa Re: do wszystkich 08.01.08, 19:31
                        To, że jest odpowiednie rozporządzenie określające wynagrodzen
                        > ie w budżetówce, to wiedzą wszyscy.
                        Czyżby? I stąd twoje pytania, ile zarabiam?

                        >Ametyki nie odkryłaś.
                        Czego, dziecinko, nie odkryłam?

                        A same w
                        > idełki nam nic ciekawego nie mówią, bo nie wiemy
                        Nie wiecie? Czyli kto nie wie? Rozdwojenia jaźni dostałaś?

                        zy w praktyce jest bliżej do
                        > lnego minimum
                        Dolne minimum? Ciekawe pojęcie... A może być górne minimum? ;p

                        A przytoczone przeze mnie wypowiedzi innych osób
                        > świadczą o tym, że jest zawsze bliżej dolnego pułapu.
                        W przytoczonych przez ciebie wypowiedziach, osoby piszące stwierdziły, że ich
                        wypłatom bliżej do dolnej granicy widełek. Zaryzykujesz stwierdzenie, że
                        wypowiedziały się wszystkie osoby zatrudnione w szkolnictwie wyższym? Naprawdę
                        uważasz, że kilka osób oddaje całe środowisko?
                        Bo ja dalej podtrzymuję swoje zdanie, że na publicznej uczelni zarabiam
                        świetniesmile)) A co zrobisz z ta wiedzą, to już twój problemsmile))

                        Ale tam są tylko poda
                        > ne tzw. "widełki"!!! I konkretna uczelnia ustala to wynagrodzenie indywidualnie
                        > w granicach tych widełek, w zależności od swojej kondycji finansowej.
                        Skoro już wiesz, że konkretna uczelnia ustala wynagrodzenia indywidualnie,
                        przyjmij do wiadomości, że istnieją uczelnie, które ledwie dyszą, i takie, które
                        mają świetną kondycję finansową. Cały czas mowa o publicznych.

                        Obraziłaś inteligencję ludzi czytających to
                        > forum
                        Z łaski swojej, dziecinko, nie zabieraj głosu w imieniu forumowiczów, nikt cię
                        do tego nie upoważnił.

                        Obraziłaś inteligencję ludzi czytających to
                        > forum, moją też.
                        Jeśli chodzi o ciebie, cóż, nie da się obrazić czegoś, co nie istnieje.
                        • alba.alba Re: do wszystkich 08.01.08, 19:51
                          Proszę bardzo - wątek jak na zamówienie do naszej dyskusji. Zapraszam to jego śledzenia wszystkich oprócz kasiulkkii, bo ona żyje w jakimś innym świecie niż pozostali ludzie, kłamczuszka.

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=74148041
                          • kasiulkkaa Re: do wszystkich 08.01.08, 21:27
                            Tak, albo, przymieram głodem i rozdzieram sobie szaty, ze nie stac mnie na nic z
                            mojej nędznej pensji wypłacanej przez uczelnię. Jestem zniesmaczona tym, że
                            lekarze walczą o podwyżki i żal mi d... ściska, jak tobie, że osoba, która
                            zdobyła konkretny fach, zarabia kilka tysięcy.
                            Czy teraz jesteś zadowolona? Wpasowałam się w twój wyimaginowany świat?
                            • alba.alba Re: do wszystkich 09.01.08, 00:54
                              Kobieto, jak ty się wymigujesz rękoma i nogami od podania nazwy uczelni na której pracujesz, miasta i pensji, aby można to było zweryfikować, to nie mamy o czym mówić. Podałam wystarczająco dużo linków, aby można było sobie na ten temat wyrobić opinię, a nie wierzyć twojej wyimaginowanej wersji.
                              • kasiulkkaa Re: do wszystkich 09.01.08, 09:23
                                Kobieto, jak ty się wymigujesz rękoma i nogami od podania nazwy uczelni na któr
                                > ej pracujesz, miasta i pensji, aby można to było zweryfikować
                                Albo, dziecinko, zatrudnij się u US, wtedy będziesz mogła weryfikować, co ci się
                                żywnie zamarzysmile.

                                Podałam wystarczająco dużo linków, aby można było sobie na ten temat
                                > wyrobić opinię, a nie wierzyć twojej wyimaginowanej wersji.
                                Powtórzę, bo już o tym pisałam. Wierzyć możesz, w co chcesz. Chcesz żyć w
                                przekonaniu, że na uczelnianej pensji pensji przymiera się głodem, twoja sprawasmile.

                                • olbrachta Re: do wszystkich 09.01.08, 11:03
                                  Cóż za urocza dyskusja się tu rozwinęła smile

                                  Pisałam tu w poniedziałek, ale z niewiadomych dla mnie przyczyn nie
                                  ma mojego postu.

                                  Nie miałam zamiaru oskarżać autorki wątku, przeginać czy coś
                                  takiego. Po prostu nie rozumiem dwóch rzeczy:
                                  1. Autorka, co wynika z innych wątków, do osób ubogich bynajmniej
                                  nie należy.
                                  2. Autorka pisze, że jej WYBOREM było zostanie w domu, a nie pogoń
                                  za kasą. Niestety, ale wiąże się to z niższymi zarobkami. Jak dotąd
                                  nikt nie wymyślił jak to zrobić żeby nie pracować i mieć dużo kasy
                                  co miesiąc.
                                  3. Autorka się wstydzi swojego wyboru.

                                  Skoro autorka wstydzi się wyboru, jakiego sama dokonała, wyjścia z
                                  tej sytuacji są dwa:
                                  1. powrót do pracy i borykanie się z wyrzutami sumienia, że jest złą
                                  mtką, bo poszła do pracy (sądząc z konstytucji psychicznej autorki
                                  to bardzo prawdopodobne)
                                  2. wizyta u specjalisty, który drgą sobie znanej terapii wykrzewi
                                  wstyd z duszy autorki. Ot i wszystko. Inaczej autorka dalej będzie
                                  żyła w dysonansie.

                                  Czy wstydzisz się, że wyszłaś za mąż? Że kupiłaś takie lampy, choćby
                                  było obciachowe? Że urodziłaś dzieci? Raczej nie. Dlaczego więc
                                  wstydzisz się wyboru, którego sama dokonałaś?

                                  Sądzę, że zbyt wiele oczekujesz od samej siebie, a Twój wstyd ma coś
                                  wspolnego ze wstydem przed wyjściem na plażę w bikini (nie mam
                                  takiej figury jak modelki!). WYluzuj. To twój wybór. Bądź z niego
                                  dumna.

                                  A jeśli w domu wbito Ci do głowy przekonanie, że ten kto nie zarabia
                                  to nieudacznik... Cóż, współczuję takiej rodziny. Może spróbuj
                                  wytłumaczyć to sobie tak: ten, kto w dzisiejszych czasach nie idzie
                                  do pracy, to nieudacznik. Ten, kto z wolnego wyboru wychowuje
                                  dzieci, to bohater.
                                • alba.alba do kasiulkkii 14.01.08, 14:55
                                  Nieźle mataczysz na forum doktorantów, tak "niewidzialnie". Nie próbuj tylko mówić, że "w ogóle nie wiesz o czym mówię". Oszczędzę ci szczegółów na tym forum, kłamczuszko.
    • kokieteryjna Re: problemy finansowe a wstyd 06.01.08, 16:24
      Ale to forum o oszczedzaniu. smile Wyluzujcie. Nie bedziemy tu chyba
      filozofowac kto jakie wybory podejmuje. Licza sie refleksje i
      fajnie, ze jest forum, na ktorym mozna luzno popisac o swoich
      emocjach i pomyslach a nawet bledach. Chyba po to tu jestesmy, aby
      reflektowac, zbierac wiedze, porady czy nawet poczytac co maja do
      powiedzenia inni. wink

      Watek jak najbardziej ma sens! A jak ktos twierdzi, ze nie ma,
      rownie dobrze moze napisac, ze cale to forum nie ma sensu! wink
    • anew3 Re: problemy finansowe a wstyd 07.01.08, 12:20
      Cos takiego zawsze czulam,moja rodzina to przewaznie bardzo bogate
      osoby i zawsze bylo mi przykro, ze wiekszosc kuzynow i kuzynek jest
      tak wspieranych materialnie przez rodzicow a ja nie.Tata zawsze
      oddawal wszystkie pieniadze mamie a jej zawsze wszystko przeciekalo
      przez palce,mimo to zawsze uwazala sie za dobra gospodynie.(I do tej
      pory taka jest-balagan w domu i finansach, calkiem niepozbierana)
      Musialam zaczac zarabiac juz na studiach i z tych pieniedzy ,ktore
      zarobilam musialam sobie oplacic dojazdy i akademik.bylo mi czasem
      przykro kiedy udzielam komus z rodziny korepetycji i widzialam,jak
      rodzice o niego dbaja :wakacje we Francji, samochod,
      mieszkanie,kiedy tylko zaczal studiowac....Rozumiem o co ci
      chodzi,tak sie wlasnie kiedys czulam.
      • nadzieja30 Re: problemy finansowe a wstyd 08.01.08, 11:47
        Z mężem zarabiamy nieźle, ale mamy mnóstwo kredytów, no i niestety
        zawsze pod koniec miesiąca jest cieńko. Tak, ja się przyznaję,
        wstydzę się np. mam chrześniaka, który ma "wszystko" i naprawdę
        wstydzę się kiedy raz w roku daję mu pieniądze na urodziny, bo
        częsciej mnie nie stać. Tym samym unikam kontaktów z nimi, bo jak
        tam idę to niestety porównuję i nie mogę porozmawiać o wycieczce do
        Tajlandii...
        • hala24_2 Nadzieja 08.01.08, 12:02
          Nadziu nie martw się tym że Twój chrześniak dostaje mało moi
          chrześni mieszkali daleko nawet chrzesny wyjechał za granice nie
          dostawałam dużo a często przez kilka lat wcale mieli trudną
          sytuacje,a zresztą to nie jest najważniejsze by dawać ważny jest
          czas jaki im poświecasz i nawet zwykły gest.
          Ja osobiście też nie rozpieszczam swojego chrześniaka prezentami
          jeśli sama mam głodować lub np brać kredyt lub coś na raty żeby mu
          kupić prezent na komunie wole kupić wtedy coś tanszego lub mniej.
          Czasem mam wrażenie że ktoś buntuje dziecko i jak pytam o prezent
          jaki chciałby dostać to pojawiają się kosmiczne zabawki lub sprzęt.
        • aska90 Re: problemy finansowe a wstyd 08.01.08, 12:06
          Nadziejo - i nie piszę tego złośliwie - ale chyba czas przewartościować pewne
          rzeczy i przypomnieć sobie, a także rodzinie i samemu chrześniakowi, do czego
          "służy" chrzestna i jaka jest jej rola w życiu chrześniaka.

          • asia.asz Re: problemy finansowe a wstyd 08.01.08, 12:14
            dokladnie!
            moj maz tez ma chrzesniaka ktory ma wszystko i na komunie damy mu pamiatkowy prezent, raz - co mu dac jak wszystko ma, dwa - jestesmy mlodsi od jego rodzicow, dopiero sie dorabiamy i nie zamierzamy kosztem pozyczek czy kredytow dawac mu prezentu za np 1500 zl bo tak wypada, bo tak daja itp
            na szczescie rodzicow ma fajnych i zwracaja uwage na pamiec, na to ze bedziemy a nie na kwote jaka damy...
            • nadzieja30 Re: problemy finansowe a wstyd 08.01.08, 12:23
              Dzięki za pociechę, ale przyznacie, że trudno uwolnić się od uczucia
              wstydu czy przykrości. Możecie sobie mówić, że mam kompleksy, ale co
              jak tam idę i na każdym kroku widzę te różnice to mam udawać, że ich
              nie ma? Po prostu pieniądze albo ich brak prawie cały czas powodują,
              że za bardzo nie mamy wspólnych tematów do rozmów (jak mówiłam nie
              porozmawiamy sobie o wycieczce w egzotyczne kraje czy o nowej saunie
              itd)jak mnie nie stać na remont mieszkania i wstyd mi jest ich
              zaprosić. Sorry, że zawiało pesymizmem, ale taka jest prawda.A ja
              nie umiem się tym nieprzejmoiwać.Pozdrawiam
              • asia.asz Re: problemy finansowe a wstyd 08.01.08, 12:43
                nie wiem nawet co ci napisac, bo nie znam calej sytuacji, czy tylko ty tak czujesz czy oni tez daja wam odczuc ze nie macie o czym rozmawic bo sa spore roznice finansowe...
                co ty mozesz zrobic ze swojej strony to sprobowac poprawic swoja sytuacje finansowa, moze lepiej platna praca, moze jakies kursy dodatkowe, jak juz pisaly tu wyzej inne osoby jesli nie masz pieniedzy lub za malo to oszczedzanie duzo nie da, trzeba zaczac zarabiac... zycze powodzenia!

                ps. troche nie potrafie tego sobie wyobrazic bo bliska rodzine mamy rozna - sa i osoby bardzo bogate i biedniejsze i z kazdym sie dogadujemy nawet jesli nie wszyscy wyjezdzaja gdzies czy nie maja na remont mieszkania (hmmm my to nawet wlasnego nie mamy tylko wynajmujemy), mysle ze nie chodzi tu o pieniadze ale o to jacy sa ludzie, jakie maja wartosci itp itd
              • aska90 Re: problemy finansowe a wstyd 08.01.08, 12:49
                Będę drążyć dalejsmile.
                I jako rodzina macie tylko dwa tematy do rozmowy? Wycieczki w egzotyczne kraje i
                sauna?
                Kurczę, nie wiem, jak bliska jest to rodzina, ale zakładam, że bliska, bo na
                chrzestnych nie bierze się osób z ulicy albo bo tak wypada (przynajmniej w mojej
                rodzinie i rodzinach znajomych, ja akurat jestem kiepskim przykładem, ponieważ
                chrzestną z powodu ochłodzenia stosunków z Kościołem katolickim nie jestem),
                więc może warto szczerze porozmawiać o swojej sytuacji finansowej, łącznie z
                uczuciami, które Cię gryzą, zamiast trwać w zaklętym kręgu. Naprawdę rozmowa
                wiele problemów rozwiązuje; czy to w małżeństwie, rodzinie czy wśród znajomych.
                Przemyśl może to na sokojnie i zdobądź się na odwagę.
                Chrzestni są bardzo ważnymi osobami w życiu, nawet jeśli w pewnym momencie mówi
                się Kościołowi "dziękuję, postoję" - i to z autopsji piszę.
    • reni_78 nie wstydź się ! 14.01.08, 15:45
      z dalszą rodziną to jest tak:
      - ciocia pożyczyła kieckę ze sklepu - jutro odda, bo jeszcze z metką
      - wujek spłaca kredyt, bo podżyrował go kumplowi, który zwiał
      - kuzynka za trzy dni się rozwodzi, choć dziś przytulona do męża
      - dziesięcioletni aniołek jest już w czwartej szkole za chuligaństwo

      dziś jest święto, więc pokazuję się z najlepszej strony, a jutro:
      - mąż wróci zachlany do domu i znowu zrobi awanturę
      - dziecko ukradnie mamie z portfela 20zł
      - trzeba spłacić kredyt za wycieczkę, którą się zaszpanowało
      - ktoś znowu zostawi rodzinę na pół roku - zbiór winogron w hiszpanii

      oczywiście to wszystko fikcja i takie tam dumanie

      następnym razem spójrz krytycznie na rodzinkę
      każdy chce się pokazać z najlepszej strony
      gadają, gadają i nic z tego nie wynika
      a jakie naprawdę mają problemy w dniu codziennym wiedzą tylko oni
      ale o problemach się nie mówi
      każdy chce się 'zareklamować'
      a że szczęście rodzinne dziś nie w cenie, to nie Twój problem...
      to problem rodzinki, która patrzy na Was z zazdrością i musi ją
      zagadać, bo się lepiej potem poczuje...
      no, i nikt ich nie zapyta, jak płacą emocjonalnie za to wszystko o
      czym paplają...
      taka tam strategia odwracania od siebie uwagi...

      czytałam workin.mama Twoje wątki
      zafunduj sobie lekką dywersję psychologiczną
      poczuj się czasem jak oni i też sobie zaopiniuj "tak, tak, taka
      mundra jesteś, a masz laleczko najkrzywsze nogi w całym mieście"...

      BĄDŹ PONADTO CO CIĘ BOLI !

      P.S. wiem, wredna jestem...
    • chill DO KASIULKA!!!!!! 15.01.08, 20:29
      Nie wiem, na jakiej uczelni pracujesz, ale chyba zacznę Ci zazdrościć...Ja
      wykonuję podobno prestiżowy zawód (lekarz) i jestem w trakcie równie prestiżowej
      (podobno) specjalizacji oraz doktoratu. W odróżnieniu do Ciebie nie mam oporów,
      żeby napisać, ile zarabiam - stypendium doktoranckie 1044zł i część szpitalnego
      etatu-niecałe 300zł. I powiem Ci, że jest mi wstyd-przede mną jeszcze wiele lat
      nauki i ciężkiej pracy, zanim zostanę tym prestiżowym specjalistą, a inni śmieją
      się ze mnie w kułak lub co gorsza nie wierzą, że faktycznie tyle zarabiam.
      Doprawdy marna pociecha, że w wieku 40 lat (może) będzie mnie stać na to, co moi
      rówieśnicy mają teraz.
      • kasiulkkaa Re: DO KASIULKA!!!!!! 15.01.08, 21:15
        Ja
        > wykonuję podobno prestiżowy zawód (lekarz)
        Nigdzie nie napisałam o swoim zawodzie prestiżowy, ani podobno prestiżowy, to
        określenie alby.

        a inni śmiej
        > ą
        > się ze mnie w kułak lub co gorsza nie wierzą, że faktycznie tyle zarabiam.
        Zmień innych - zapewne znajomych. Naprawdę musisz się zadawać z ludźmi, którzy
        śmieją się z ciebie w kułak?

        > Doprawdy marna pociecha, że w wieku 40 lat (może)
        Na szczęscie do czterdziestki mi jeszcze daleko.

        będzie mnie stać na to, co mo
        > i
        > rówieśnicy mają teraz.
        Praca oznacza dla ciebie wyłącznie pieniądze? Jeśli tak, zmień ją jeszcze teraz,
        kiedy masz czas. Nie ma nic gorszego niż wypalony specjalista.

        • chill Re: DO KASIULKA!!!!!! 15.01.08, 21:32
          Wygląda na to, że niewiele zrozumiałaś z mojej wypowiedzi... I podziwiam Cię, że
          możesz unosić się nad nami, groszorobami czysta i nieskalana pracą dla
          pieniędzy, a li wyłącznie dla przyjemności... Niestety moja praca poza
          oczywistym jak mi sie wydaje powołaniem to również moje jedyne źródło utrzymania
          - jak większości chyba. I fatalnie, że potrafisz szydzić z tego, ale skoro
          właśnie na to Cię stać-to nie widzę sensu kontynuowania tej czczej dyskusji.
          • b-b1 Re: DO chill 15.01.08, 22:36
            Spodziewam sie, ze wiekszosc czytajacych doskonale zrozumiała co chciałas
            powiedzieć.( nawet Ci, co doktoratu nie majasmileDla pocieszenia- (chociaz co z
            tego za pociecha)-kilka dobrych lat temu nawet tyle kasy nie dało się
            zarobic-wystarczało tylko na goły czynszsmile(350zł)
            ...i człowiek pluł sobie w brode -że górnikiem nie zostałsmile
            Pensja cudna-(emerytura jeszcze lepsza)nauka zerowa -dzieci mozna wysłac za
            kilka złotych na wakacje, zimowiska, samemu wyjechac na 3-tygodniowe wczasy za
            pare stówek, wycieczki naokragło(dopłaca kopalnia)i bony zywnosciowe, i
            wegiel-zyc nie umierac...smile
            Zobaczysz-bedzie lepiej(jak narazie zostaje dyżurowanie i nieprzespane nocesmile


            • beatrix_75 aktualna praca gornika 16.01.08, 08:34
              B-b1 prosze nie robmy moze tego ,co robią media .
              Czasy prosperity dla gorników dawno mineły ..ty piszesz dobre pare
              lat temu ..ale inni jak zwykle wyłapią z Twojej wypowiedzi to co
              chca .Gornik -chamisko - zarabia krocie - i jeszcze ma czelnośc
              strajkowac !! Media podają nieprawdziwe pensje - sugeruja ,ze jest
              to kilka tysięcy + przywileje...

              aktualna wysokośc pensji gornika dołowego - to max 2000 zł(
              oczywiście jezeli do tego przepracuje przynajmniej 2 niedziele w
              danym miesiącu )

              jestem zoną Gornika .
              • b-b1 Re: aktualna praca gornika 16.01.08, 09:41
                beatrix_75 napisała:

                > B-b1 prosze nie robmy moze tego ,co robią media .
                > Czasy prosperity dla gorników dawno mineły ..ty piszesz dobre pare
                > lat temu ..ale inni jak zwykle wyłapią z Twojej wypowiedzi to co
                > chca .Gornik -chamisko - zarabia krocie - i jeszcze ma czelnośc
                > strajkowac !! Media podają nieprawdziwe pensje - sugeruja ,ze jest
                > to kilka tysięcy + przywileje...
                >
                > aktualna wysokośc pensji gornika dołowego - to max 2000 zł(
                > oczywiście jezeli do tego przepracuje przynajmniej 2 niedziele w
                > danym miesiącu )
                >
                > jestem zoną Gornika .

                Zgadzam się z Toba-juz przestajesmileDlatego napisałam kilka dobrych lat temu(dla
                uścislenie ok 10)..jakby się komu czepiac chciało..

          • kasiulkkaa Re: DO KASIULKA!!!!!! 16.01.08, 08:06
            > Wygląda na to, że niewiele zrozumiałaś z mojej wypowiedzi...
            Za to ty wszystko zrozumiałaś z mojej. Ech...
            Miłego dnia, większej pensji, mniej frustracji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka