mu_ndek
01.05.20, 22:43
Jak już pisałem jestem teraz pozbawiony dostępu do źródeł - ale może sami spróbujemy?
Nie trzeba powoływać się na twarde archeologiczne dowody.
Przed zanurzeniem się w tę otchłań należało by określić zakres kultury rozwijanej przez homo erectusa - bo kultura jest kontekstem chyba najbardziej koniecznym - przecież -trzeba mieć o czym rozmawiać - żeby zacząć. Co jeszcze jest potrzebne?
Takie rewolucyjne zdarzenia jakie zaszły w plejstocenie, zazwyczaj zaczynają się od indywidualnych osiągnięć. A im bardziej są przydatne, im bardziej wnoszą coś ułatwiającego rozwój kultury i społeczne kontakty tym szybciej się rozprzestrzeniają potem już zostają na stałe by być rozwijane/doskonalone (czyli nic nowego - powoli ewolucyjnie)
Komunikacja dla takiego twardziela jak Homo erectus (HE) jest ważna na równi ze współpracą - szczątki tego dzielnego człowiekowatego znaleziono na całej planecie, poza Australią , Nową Zelandią i jeszcze gdzieś nie dopłynął ale nie pamiętam - tak czy inaczej pierwszy podróżnik a jak tu być podróżnikiem nie polegając na współpracy - idzie się przecież całym plemieniem razem z kobietami i dziećmi.
Kultura i współpraca, to jak mówią antropolodzy - presja środowiskowa w przypadku HE duża - bo jeszcze plejstocen - czyli na przemian zlodowacenia i okresy suche i wilgotne. (także na Wisłą) Może dlatego musiał się ruszyć -albo za zwierzętami (czyli za bufetem) albo z zamiłowania do poznawania no i dlatego że mógł. Kulturę tworzą także narzędzia których niewątpliwie używał - także poza polowaniem (dzidy kamienne ostrza) bo jak się przemieszczać czy przepłynąć do widocznego na horyzoncie lądu. Paleniska są w zapisie kopalnym już od dawna i nawet wioski „postojowe „ datowane na około 850 tysięcy lat.
Anatomia : osławiona kość gnykowa - jej kształt determinuje - możliwość lub niemożliwość modulacji dźwięków co wpływa na „jakość” mowy. Kształt tej kości nie jest u HE taki sam jak u homosapiensa (ale także inny niż u małp nie człekokształtnych) co nie przesądza , że przy takim kształcie nie można było różnicować dźwięków. Być może „prymitywna” modulacja była jednak możliwa. (kiedy słucham niektórych współczesnych przedstawicieli gatunku zauważam że wyrafinowana modulacja nie jest niezbędna)
Cóż - początki są zazwyczaj trudne i odbiegają od rezultatów końcowych - nie wymagamy chyba by nasz przodek posługiwał się mową literacką , bogatą w metafory i subtelności. Zresztą mamy przecież przykłady mało zróżnicowanej i nad wyraz (czy raczej pod) ubogiej mowy a jednak spełniającej wymogi komunikacji (wszystko w kontekście kulturowym - język np. kiboli czy grypsera są specyficzne kulturowo ale niekoniecznie subtelne)
Mózg u HE -średnio 1000 cm - też wydaje się wystarczający.
Pozostają pytania - czym jest język? (mowa ciała dostępna jest raczej wszystkim którzy mają ciał na tyle zróżnicowane by mogło coś wyrażać)
Niech nasza definicja nie będzie zbyt zawiła -na miarę HE - język jest skuteczną komunikacją umożliwiającą indywidualną ekspresję (współdzieloną przez określoną grupę kulturową).
Powiedzmy - że za sobą mamy tę wybuchową przemianę zwaną - uzyskaniem samoświadomości, bo jest to konieczne do oddzielenia się od środowiska i nadawania mu nazw/określeń symbolicznych- samoświadomość ma już większość dużych małp (człowiekowatych) które wtedy włóczyły się po planecie (conajmniej 10 „podgatunków ) oraz niektóre zwierzęta.
Jak to się stało że za sprawą HE (Homo erectus) poszliśmy troszkę dalej - na przykład - rozróżniając poszczególne osobniki z plemienia - nadając im jakieś charakterystyczne tylko dla nich określenia? Tak to się musiało jakoś chyba zacząć. (z drugiej strony np. wilki mają także zawołania dla każdego osobnika watachy)
Jesteśmy w tej dobrej sytuacji - że nikt nie zaprzeczy trafności naszej teorii ,żadnymi materialnymi dowodami z zakresu archeologii - bo słowa/dźwięki/mowa nie podlega fosylizacji - więc wystarczy przejść na tryb wyobraźni i zanurzyć się w otchłań setek milionów lat. No może być ciekawie.
Dwaj krępi osobnicy poruszają się ostrożnie.Patrolują teren- przed wolno poruszającą się wybrzeżem grupą, Przystanęli - pochylając się ku ziemi. W kępie zarośli osłoniętych od słońca natrafiają na ślad zwierzęcia - ślad jest wyraźny. Obaj ściskając mocniej drzewce dzid prostują się powoli. Rozglądają się zaniepokojeni. Starszy wydaje cichy pomruk wykonując dłonią z zakrzywionymi palcami - szybki ruch. Obaj wiedzą co ten ślad oznacza.
(my też wiemy to - machajrodont ale droga do tego lekko wydumanego określenia jest jeszcze wyjątkowo daleka.)
Ślad/znak - rozpoznawanie takich znaków, zapachów, legowisk pozostawionych przez inne zwierzęta wchodzi w zakres umiejętności dostępnych dla wszystkich bywalców wybrzeża nie rozróżniając ofiar od drapieżców - następny krok to umiejętność przekazania wiadomości tym którzy nie widzieli śladów.
Co dalej - wracają pośpiesznie do grupy i co? Znów wykonują gest już nieco głośniej naśladując ryk drapieżnika? Czy używają już mowy czyli formy symbolicznej? Określając dokładnie zwierzę którego ślad napotkali dodając ,że oprócz niebezpieczeństwa niesie także nadzieję na świeżą padlinę?
Było by lepiej gdyby umieli przekazać te wszystkie informacje. Napewno bezpieczniej , nie trzeba do tego zbyt rozbudowanego języka ale czy mowa ciała i gesty wystarczą? Trzeba by było mieć wyraz określający drapieżnika i z czasem taki wyraz powstaje (od tego pomruku lub od zdarzenia które na długo pozostało w pamięci plemienia.) Trzeba również jakiegoś określenia kierunku/miejsca znaleziska, wystarczy gest ten kierunek wyznaczający - ale z odległością jest już chyba problem (może wystarczy - „daleko” „blisko”?) Dalej organizacja - wysłanie wzmocnionego patrolu - pozostawienie kilku wojowników do ochrony kobiet i dzieci - tu już trzeba czegoś więcej albo rutyny i doświadczenia albo języka. (chociaż szympansy patrolują teren regularnie - poruszając się gęsiego w kompletnej ciszy)
HE jest też raczej małomówny, do opowieści przy ognisku jakiejś bardziej skomplikowanej niż podskoki i wymachiwanie rękami oraz grymasów lub wycia - musi upłynąć jeszcze sporo czasu.
Tu już podważyliśmy teorię Chomskiego który uważał - że język powstał za sprawą nagłej zmiany genetycznej (50 000 lat temu) to stara teoria powstała pod wpływem genetyki ale jak wiadomo nie ma pojedynczych „genów „ odpowiedzialnych za złożone zachowania behawioralne. Język to nie sama gramatyka a tak uważał Chomski.(uważał ,że jeśli w języku nie występuje hierarchiczna gramatyka rekursywna - to nie jest to język)
Moim zdaniem chęć przekazania jakiś wrażeń potem historii jest obecna od samego początku gdy wymyślono - pojęcie „ja” czyli staliśmy się symbolicznie oddzieleni od wszystkiego innego.
A jak przekazać sen - to pierwsze w historii gatunku wideo? Sen jest obecny u zwierząt (każdy kto obserwował śniącego psa , przebierającego z zapałem nogami lub kota z pewnością to rozumie . Małe dziecko reaguje na te widowiska czasami płaczem i wyraźną bezsilnością bo chciało by opowiedzieć.) To następne symboliczne rozdzielenie różnych rzeczywistości.
To początek ale jak narazie - kultura (bo kontekst ) komunikacja ( konieczność) i cały zespół podmiotowych ekspresji domagających się choćby najprostszego wyrażenia . Język nie musi być złożony ma być skuteczny z czasem nabierze bogactwa form i symbolicznych określeń. Kolejność - najpierw znak - potem symbol.
Zachęcam do rozwijania naszej (no trzeba powiedzieć kompleksowej bo obejmującej wiele dziedzin) teorii powstania języka.
Ps . Tak u zwierząt obserwuje się np. Opiekę na rannymi lub starymi osobnikami - szympansy dzielą się zdobyczą z tymi którzy nie mogli uczestniczyć w polowaniu. Pewien gatunek małych małp żerujący w górach ma ciągły problem z młodymi które zjadają lekko trujące owoce. Kiedy mama takiego żarłoka zaobserwuje objawy - nudności i osłabienie bierze dziecko do apteki i podaje mu inną roślinę działającą kojąco.