Codziennie w pracy używam kilkunastu programów, a każdy z tych programów
wymaga ode mnie używania innego loginu i hasła, które musi być zmieniane
mniej więcej raz na miesiąc. Oczywiście wszystko w celu jak największego
bezpieczeństwa itepeitede. Oczywiście już dawno zrozumiałam, że nie jestem w
stanie pamiętać tego wszystkiego nawet jeśli będę stosować jednolity
algorytm, bo "dla zmylenia przeciwnika" hasła są różnej długości i takietam
jeszcze inne utrudnienia. Nie jestem odosobniona w tym, że mam specjalny
kajecik z tymi hasłami - ja nazywam go właśnie "pamięcią zewnętrzną"

Bez tego kajecika po kilku dniach urlopu na przykład nie byłabym w stanie
pracować. Nie pamiętam haseł - ale wiem, gdzie ich szukać
Dzisiejszy człowiek nie jest w stanie spamiętać wszystkiego, co
odkryli/wymyślili inni ludzie. Ale przeważnie wie, gdzie szukać.
Mamy dostęp do wszystkich spisanych myśli, teraz już nawet nie trzeba szukać
w książkach, wystarczy mieć dostęp do internetu. Czy potrafilibyśmy dzisiaj
żyć bez tego wsparcia? Bez tej pamięci zewnętrznej? Czy wskutek tej łatwości
dostępu do gotowych odpowiedzi - nie przestajemy (niepostrzeżenie ale stale)
myśleć samodzielnie?