Gość: mistella1
IP: 195.117.227.*
29.08.06, 10:28
Niedawno wróciłam z Kolymbii. Było wspaniale, chociaż hotelu
Marathon nie będę wspominać z sentymentem. Hotel nieduży, co można uznać za
zaletę, składający się z kilku pawilonów (oprócz budynku głównego wokół
basenu). To, co najbardziej nas rozczarowało to ciasnota pokoju (rodzaj
stolika, na którym się trzyma walizkę musieliśmy z trudem upchnąć do szafy,
żeby można było swobodnie dojść do łóżka). Natomiast zaletą był duży balkon.
W pokoju 316 był tak usytuowany, że dawał pełną intymność, bez sąsiadów z
obydwu stron.Łazienka również okropnie ciasna (np. umywalka skutecznie
utrudniała dostęp do muszli klozetowej, tak że trzeba się było wślizgiwać
wężowym ruchem, żeby z niej skorzystać - istny koszmar)i niestety brudna -
zaśniedziałe krany (próbowałam czyścić ale bezskutecznie), kafelki położone
niechlujnie i chyba od wielu lat nie myte. Także ściany w pokoju domagały się
malowania, a meble odświeżenia. Na szczęście jednak w pokoju nie spędza się
wiele czasu w ciągu dnia. Jedzenie dość urozmaicone (poza żelaznym zestawem
śniadaniowym, codziennie tym samym), ale takie bardziej stołówkowe, bez
wyrazistego smaku i zapachu, za to w dużych ilościach i bez ograniczeń.
Karaluchów (o których była mowa na forum) nie stwierdziłam i nie słyszałam
żeby ktoś się na to skarżył. Raz na balkonie pojawił się duży, czarny chyba
żuk, w każdym razie było to zwierzątko fruwające i raczej niepodobne do
karalucha. Na kilka dni przed naszym wyjazdem została niestety wycięta
winorośl z pergoli między barkiem a basenem, podobno mze względów
higienicznych, ponieważ liście spadały do brodzika i basenu. Szkoda, bo była
ładna i dawała przyjemny cień nad stojącymi tam stolikami. To chyba tyle
najświeższych wrażeń. Chętnie odpowiem na ewentualne pytania.