Dodaj do ulubionych

martwy płód

05.06.04, 23:34
Witam,
2 miesiace temu urodzilam martwe dziecko, w 23 tygodniu ciazy postawiono
wyrok - serduszko nie bije, nie ma ruchow. nie mialam zadnych objawow,
poszlam na kontrolna wizyte do lekarza i od tego momentu czuje sie jakby
szczescie mnie opuscilo. Do dzisiaj jest mi ciezko, nie umiem zyc tak jak
dawniej, tym bardziej, ze przez cala ciaze czulam sie doskonale, nie bylo nic
niepokojacego, jedyne co bylo zle to grupa w 113 tygodniu ciazy i
temperatura, ale lekarze mowili, ze nie jest grozna dla plodu, a jednak,
prawdopodobnie powiklania pogrypowe. Jak teraz zyc i myslec o kolejnej ciazy?
Ciagly strzach, ze to sie powtorzy?
Obserwuj wątek
    • daaisy1 Droga kam.rat! 06.06.04, 23:16
      Jakże nasze historie są do siebie podobne...ja swoją córeczkę urodziłam w 24
      tyg ciazy..dwa lata temu..tyle, że to nie grypa była przyczyną a toksoplazmozasad
      Wiem, że dla Ciebie wszytko wygląda teraz w czarnych barwach...że to nie tak
      miał być...że to wszystko co złe zawsze działo się gdzieś obok...a tutaj
      nagle...taki cios...
      Ale pamiętaj - czas ..czas..i jeszcze raz czas - bardzo go teraz
      potrzebujesz...mówi się ze czas leczy rany, ale tych ran się zaleczyć nie da,
      można je jedynie...podleczyć...i żyć..nadal..
      Ja po porodzie z następną ciążą nie czekałam zbyt długo, według niektórych
      postąpiłam nierozsądnie - bo zaszłam w ciażę po 4 miesiącach, całą ciążę
      drżąłam, że znowu się coś złego może przydarzyć...a z drugiej strone czułam się
      świetnie i starałam sie nie dopuszczać do siebie złych myśli - i tak w rok i 23
      dni po porodzie martwej córeczki urodziłam przecudnego ZDROWEGO,ŻYWEGO
      syneczka...który 29 lipca skończy roczek!
      Tobie też się uda, jestem z Tobą. Jeśli masz jakieś pytania - pytajsmile
      Trzymam za siebie kciuki i ściskam baaaaardzo mocno
      Edytka

      i pamiętaj:
    • bei Re: martwy płód 07.06.04, 10:06
      życie uczy pokory- niekiedy tak okrutnie doświadcza....pomyśl...że za to- co
      przeszłas- należy Ci sie już tylko SZCZESCIE....złe nie wróci...bo nie hcesz
      tego... Ciężko jest cokolwiek napisać- bo cierpisz.....moja koleżanka straciła
      dziecko- z winy losu wspomożonego niedbalstwem opieki w szpitalu...Tomek maił
      1,6 roku...był na banalnym zabiegu a udusił sie nawijając na szyjke sznur od
      rolety- który zwisał z okna wprost do jego łózeczka....Ewunia...zaszła po roku
      wciaze...była w 9 miesiącu ciaży- a jeszcze chciała skokać z okna- za
      Tomkiem...nie docierało do niej nic- poza bólem....nikt nie wierz- gdy słyszy-
      CZAS GOI RANY....Ewunia ma teraz troje dzieci...23 lata- córka...19 lat syn...i
      synek 3 letni- którego urodziła w 43 roku życia....jest najcudowniejszą maą dla
      swoich dzieci...ale nie wiem..ile razy moze wspominać z rozpacza czas , który
      jej sie zdarzył.....Jeszcze będzie wspaniale....wiem...będziesz w drugiej ciąży
      szalec z niepokoju...A PÓŹNIEJ BEDZIESZ JUZ TYLKO SZALEC ZE SZCZEŚCIA.....
    • annjan Martwy poród 24 t.c. 17.06.04, 15:45
      Witam chociaż szkoda ze w tak smutnym wątku. Chcę Cię troszeczkę pocieszyć, ja
      wygrzebałam się po śmierci mojej córeczki 02-02-2004. Może było mi łatwiej bo
      zawsze byłam realistką i wiem że to co się stało nie da się cofnąć. Minęły 2
      tygodnie od porodu jak wróciłam do pracy ( chociaż nie umiałam pracować) ale
      musiałam coś robić... Mąż kupił mi pieska który troszkę mnie zajął...
      Wiem że będzie Ci trudno ale ja pocieszam się tym co nam dane, jestem zdrowa,
      żyję a życie mam tylko jedno. Tragedie się zdarzają nie tylko nam. Umierają
      najbliźsi i w obliczu śmierci nie mamy nic do powiedzenia. Są ludzie którzy
      urodzili się chorzy, kalecy, są dzieci umierające na nowotwory, więc
      wytłumaczyłam sobie że nie ja jedna że te ludzkie tragedie poprostu są i będą.
      Ciesz się każdym dniem bo może być ostatni i jak mówi hasło:'Spieszmy się
      kochać ludzi, tak szybko odchodzą".
      Ja drapałam rany 3 m-ce,obwiniałam siebie, pytałam czemu ja. ..
      Teraz jestem pogodzona z tym co się stało, inaczej się nie da żyć... Mam grób
      córeczki który odwiedzam ale nie pozwolę tragedii przesłonić mojego krótkiego
      życia. Bardzo się boję bo w moim przypadku śmierć dziecka spowodowania była
      zakrzepicą i może się to powtórzyć w kolejnej ciąży. Myśli że dziecko umarło we
      mnie wyżłóbiły tak głęboką ranę że gdzieś w głowie i sercu zostanie ona na
      zawsze ale schowam ją jak najgłębiej.

      Żyjcie dalej i bierzcie z życia jak najwięcej, kochajcie Mężów i Rodziców (
      moja Mama teraz jest w szpitalu z nowotworem wątroby) i wierzcie mi ": co nas
      nie zabije to nas wzmocni"
      Wiary w przyszłość i uśmiech przesyłam Wam gorącosmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka