Dodaj do ulubionych

Zarobić na beatyfikacji

IP: *.gemini.net.pl 08.03.11, 20:18

Czytałem kiedyś u Was wzmiankę o tym, że niektóre Hotele nie kierowały się zasadą "kto pierwszy ten lepszy", lecz "kto gotów zapłacić więcej". Tego chwytu komentować nie trzeba. Business is business.
Co do autokarów, rzeczywiście, z tego co się orientuje może być problem, dla wszystkich właścicieli to gorący okres. Natomiast niektóre linie lotnicze wprowadzają na ten czas dodatkowe kursy do Rzymu i to w przyzwoitych cenach.

www.tanie-latanie.net/
Obserwuj wątek
    • Gość: cypis Re: Zarobić na beatyfikacji IP: *.unknown.vectranet.pl 08.03.11, 21:50
      przecież cała ta beatyfikacja jest po to żeby zarobić!
      oczywista oczywistość
    • Gość: Wladyslaw Dyskwalifikacja dla p.koziarskiego IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 09.03.11, 17:03
      Od lat jeździmy wspólnie kilkunastoosobową, zgraną grupą. Nigdy nie mieliśmy żadnych konfliktów ani problemów. Jesteśmy osobami wesołymi i zgodnymi. Tym razem byliśmy na Litwie w 15 osób. Niestety pilotujący grupę, niechlujny z wyglądu, p.Grzegorz Koziarski robił wszystko, żeby nam zepsuć wspaniały pobyt. Brak mi słów dla określenia jego skandalicznego zachowania, któremu w dodatku przyklaskiwało kilka starszych samotnych pań z naszej wycieczki. P.Koziarski wykazywał się nieustannie brakiem kultury, niezaradnością i brakiem dbałości o podległych mu turystów. Podam tylko kilka przykładów: Gdy - bynajmniej nie namolna - turystka zapytała, czy może on przypomnieć program na dziś – od powiedział: „dostała pani wydrukowany program!” – i nic więcej. Na kolejne pytania, kiedy kończy się zwiedzanie, gdzie mamy się spotkać i.t.p. padała zawsze standardowa odpowiedź – „powiem państwu we właściwym czasie”. Jego opowieści na tematy historyczne porażały stronniczością, okraszaną egzaltowanym głosem i nieustannym drwiącym śmiechem.
      W wileńskim hotelu na śniadaniach spotykaliśmy inna polską grupę. Odwiedzał ją nieustannie ich pilot – i słuchając jego starannych i składnych informacji zazdrościliśmy im, nam takich informacji nie podano ani razu. Tamta grupa szła z pilotem pieszo z centrum do hotelu – by zapoznać się z dość krótką drogą. My do takiej wiedzy musieliśmy dojść sami, a p. Koziarski nieustannie traktował nas jak grupę przedszkolaków, którzy musza stawać na baczność i pokornie słuchać jego poleceń.
      Zaproponowaliśmy zboczenie 3 km do znanego supermarketu – p Koziarski arogancko stwierdził, że nigdzie nie będzie zbaczał. Dopiero po długich próbach przekonania go poinformował nas, że filia tego marketu jest w pobliżu hotelu.
      Przy kolejnym wsiadaniu do autobusu nasze miejsca zajęli inni turyści. P. Koziarski mimo iż od początku wiedział, że jesteśmy zwartą grupą i mimo naszych stanowczych próśb nie zrobił nic, abyśmy mogli usiąść wspólnie - w dowolnym miejscu autobusu, musieliśmy jechać rozrzuceni po całym autobusie, mając wspólne prowianty, wspólne tematy rozmowy, nawet dzieci musiały siedzieć daleko od rodziców.
      Planowe zwiedzanie Wilna ograniczało się do cmentarza na Rossie, muzeum Mickiewicza i niezliczonej ilości kościołów, które zaczęły z czasem nużyć i zlewać się w jedno… Większość ciekawych miejsc i muzeów musieliśmy odnaleźć i zwiedzić sami…
      P. Koziarski samowolnie skrócił wycieczkę przyspieszając powrót – rzekomo na prośbę kilku osób, mimo naszych stanowczych protestów. Na nasze protesty odpowiadał przecząco – a po pewnym czasie zaczął twierdzić, że tych protestów nie słyszał. Wycieczka liczyła dwa autobusy i można było bez problemu wysłać jeden autobus zgodnie z planem i umożliwić nam przesiadkę do niego. Jednak p. Koziarski zorganizował to tak, że uniemożliwił nam przesiadkę. Na nasze protesty zaczął głośno krzyczeć (i to na uczęszczanej ulicy Wilna!) na przedstawicieli naszej grupy i wręcz grozić jakimiś urojonymi konsekwencjami.
      Po wspaniałym klasztorze w Pożajściu oprowadzała nas starsza, spracowana, bardzo sympatyczna siostra. Jak większość ludzi na Litwie nie miała zębów w najlepszym stanie. W drodze powrotnej, p. Koziarski zażartował z niej przez mikrofon w sposób skandalicznie chamski i okrutny: „nie będę się państwa pytał, ile jeszcze zębów ma siostra T.” – co nas po prosty zaszokowało, a spotkało się z radosnym rechotem wspomnianego kółka adorujących go pań. Nasz wniosek jest jasny – z tym człowiekiem NIGDY WIECEJ, za żadne pieniądze nie chcemy mieć do czynienia…
    • Gość: Walenty Sz. Zarobić na beatyfikacjiOstrzegam przed firmą DROGA IP: *.limes.com.pl 20.03.11, 11:43
      Ostrzegam przed firmą DROGA – Grzegorz Koziarski
      Wrażenia z pięknego Wilna popsuł nam p. Grzegorz Koziarski – niegrzeczny i niekompetentny, traktujący turystów jak rekrutów, a nawet wrzeszczący na nich i odgrażający się na ulicy urojonymi konsekwencjami.
      Czym nasza grupa (15 osób!) tak się p. Koziarskiemu naraziła? Np. na pytanie turystki: „czy może pan przypomnieć program na dziś” – odpowiedział: „dostała pani wydrukowane!”
      Na pytania, o której skończy się zwiedzanie, co mamy na dziś jeszcze w programie – odpowiedź brzmiała: „dowie się pan w właściwym czasie”. Wycieczka została samowolnie skrócona, bo ktoś p. Koziarskiego o to poprosił. Nasze protesty nic nie dały. Usłyszeliśmy tylko wywrzeszczane: „ jak się nie podoba to obok jest dworzec kolejowy!” Zmieniono nam hotel bez słowa informacji – po prostu decyzja odgórna. Hotel być może był nawet lepszy, ale to przecież nie o to chodzi. Po wyjściu z muzeum karaimskiego skierowaliśmy się zgodnie z planem do restauracji i usłyszeliśmy za plecami wrzask: „E…a wy dokąd!” – bo p. Koziarski chciał najwidoczniej wkroczyć tam na czele grupy, a nie w jej ogonie…
      P. koziarski jeśli chodzi o organizację wycieczki reprezentuje paskudną zasadę, „wiem-ale nie powiem”. Opowiadania historyczne p. Koziarskiego (choć to podobno historyk!) bardzo stronnicze, okraszane nieustannie złośliwym chichotem. Wycieczka była cały czas pod znakiem „musimy się spieszyć, bo czasu nie mamy! Jednocześnie nieustannie były postoje na przydrożnych parkingach – może dlatego, że toaleta w autobusie była zamknięta na klucz… W tym nieustannym, pozornym pospiechu w drodze do miejsca rozstrzeliwań – Ponar, p. Koziarski cała drogę milczał. Po czym w Ponarach, gdzie stoi tylko kilka kamiennych pomniczków – wygłosił nad tymi pomniczkami niesamowicie długie przemówienie. Nigdy nie mieliśmy żadnych konfliktów ani problemów. Jesteśmy osobami wesołymi i zgodnymi. Tym razem mieliśmy p. Koziarskiego tak dość, że ostrzegamy innych, którzy chcą zwiedzać w spokoju i kulturze. Inna wycieczka w naszym hotelu miała pilota, którego im zazdrościliśmy – nieustannie informował ich przy posiłkach co przewiduje na dziś, wspomniał co widzieli wczoraj, pokazywał spacerem drogę z centrum Wilna do hotelu – a nam tylko dano do zrozumienia, że to bardzo daleko i lepiej wracać autokarem z p. Koziarskim. O tym, że tuz obok naszego hotelu jest fajny supermarket dowiedzieliśmy się dopiero po bardzo długo twającej utarczce słownej z p. Koziarskim, którego prosiliśmy (kilka osób po kolei!) o podjechanie po drodze do takiego sklepu…
      Na zakończenie p. Koziarski zrobił w autokarze żenujący konkurs wiedzy o Litwie okraszany nieustannie jego chichotem. A najbardziej skandaliczny był chamski i zupacki wygłoszony przez mikrofon w autokarze „żart” p. Koziarskiego ta temat stanu uzębienia przemiłej siostry zakonnej, która bardzo pięknie i długo oprowadzała nas po klasztorze w Pożajściu. Omijajcie z daleka p. Koziarskiego, chyba że lubicie być traktowani niegrzecznie i pogardliwie!
    • Gość: my Zarobić na beatyfikacji IP: 193.0.116.* 21.03.11, 09:07
      Minął już tydzień od mojego powrotu z wycieczki pod nazwą „WILNO”, w terminie od 3 marca do 6 marca 2011 r., zorganizowanej przez Biuro DROGA , z siedzibą ul. Bracka 5, 00-501 Warszawa, reprezentowane przez Pana Grzegorza Koziarskiego, koncesja nr 590, członek Warszawskiej Izby Turystycznej. Cóż, najważniejsze, że wszyscy wróciliśmy szczęśliwie i zdrowi, choć moglibyśmy powrócić jeszcze w pełni szacunku dla organizatorów z biura podróży, by Wszystkim innym - na pytanie, jak tam w Wilnie było…?! rzec miło… Niestety, wyrazy podziękowań należą się tylko naszej Przyjaciółce , która tak, jak ja chciała wraz z nasza grupą ujrzeć Wilno, poznać tradycje jarmarku „Kaziuki” i zachęcała nas do wyjazdu, łącznie z przyjęciem na siebie wszelkich formalności, w czym jak zwykle się spełniła… abyśmy mogli znów pobyć razem w pełni wrażeń i przeżyć… I choć jesteśmy, jak widać po wpisach przedmówców bardzo rozgoryczeni, to jednak do Wilna i „na Kaziuki” warto, ale może z naszą tylko grupą… Uważam, że najłatwiej i obiektywnie jest opisać to, co mnie uraziło bez emocji, czyli teraz i tu. Stanowimy grupę kilkunastu osób i byliśmy już na kilkunastu wspólnych wycieczkach, a nie jest to proste znaleźć wspólny termin i czas na wojaże…a o Wilnie marzyliśmy od dawna i gdy stało się….jedziemy!!!, to okazało się, że… Niestety, ale pilot nie zagwarantował nam: - przydziału miejsca w autokarze, obowiązującego w ciągu całego uczestnictwa w wycieczce, - punktualności, co odnosi się do przestrzegania określonej godziny zbiórki, a oczekiwanie na autokar w trzeci i czwarty dzień przedłużyło się od 15 - do 25 minut, - rzetelności , dotyczącej wytyczonej trasy zwiedzania, która jednak odbyła się według programu, choć w ciągu dnia ulegała nagłym zmianom, a potem jednak powracała do wcześniejszych ustaleń, więc np. w dniu 5 marca nie wiedziałam, czy już wreszcie wracamy „na Kaziuki” na godz. 15-tą, czy jeszcze jednak zwiedzamy Ponary, bo miejsce martyrologii z okresu II wojny było raz w planie w drodze powrotnej (według nagłych, zwrotnych ustaleń przez p. G.K - pilota)…a w programie widniało jako w trzecim dniu… Dodatkowo, zmieniono nam miejsce zakwaterowania w dniu dojazdu do celu i skrócono nam pobyt w Wilnie w ostatnim dniu o całą godzinę… Właściwie, podczas wycieczki w ogóle odczuwaliśmy, że jesteśmy podzieleni na dwie grupy i to nie wynikało z podziału na dwa autokary. Jednocześnie, jako ta druga grupa, byliśmy stawiani przed faktem, że np. już ustalono z innymi, że to my wracamy z Wilna o godzinę wcześniej, z częścią osób, które nie chcą przebywać w Wilnie do godz. 13-tej, a drugi autokar jest już w pełni zarezerwowany dla tych „wybranych”, czym straciliśmy 1 godzinę pobytu na jarmarku….Żadne zmiany, czy przedłużenie i nam pobytu nie było możliwe i według p. Grzegorza Koziarskiego nie było konieczne, mieliśmy się dostosować, do tych, którzy nagle się w autokarze znaleźli, choć wcześniej z nami nie podróżowali i w dodatku w części zajęli nasze miejsca w drodze powrotnej…Nasze zdanie w ogóle nie liczyło się i ostatnia rozmowa, dotycząca powrotu przerodziła się w ostrą reprymendę ze strony p. Grzegorza Koziarskiego, który już nas nawet nie próbował przeprosić (a co należało nam się) za zaistniałe niedogodności , ale wręcz na nas KRZYCZAŁ na oczach innych turystów i przechodniów, że mamy ustaloną godzinę wyjazdu jak zwykle zaakceptować… Godzić się musieliśmy na wszystko już od początku…np. na to, że nasza grupa została zakwaterowana w innym hotelu niż przewidywały to wcześniejsze ustalenia…z tego też powodu (bo nie mieszkał z nami żaden z pilotów) byliśmy wciąż zdezorientowani (i nawet zazdrościliśmy innym turystom z naszego hotelu, że na śniadaniu otrzymywali od pogodnego pilota sentencję informacji, co w programie na dziś…) Nie mając swoich miejsc w autokarze, wyjazd na wycieczki po okolicach Wilna opóźniał się, z powodu chaosu i niezadowolenia, przeradzającego się w interwencję, na które pilot wycieczki nie reagował…i nawet to całe zamieszanie wprost krytykował, w czym wtórowali wszyscy Ci, którzy już wygodnie i z przodu autokaru siedzieli… Byli wśród nas równi i równiejsi, jakby „wybrani”, a my jak „na przyczepkę”… Mając poparcie jednej grupy, pilot przede wszystkim z nimi nawiązywał dialog i spełniał ich oczekiwania kosztem naszych potrzeb … Nawet poinformowanie nas w obcym miejscu…gdzie jest najbliższy market, czy jak dojść z jarmarku do naszego hotelu spowodowało u p. Grzegorza Koziarskiego stan zaniepokojenia. Zdarzyło się, że z powodu braku informacji, o której spotykamy się w restauracji po zwiedzaniu muzeum karaimskiego, my jako grupa odłączyliśmy się, by już udać się do pobliskiej restauracji….i wtedy padło zdanie z ust p. Grzegorza Koziarskiego „E…a wy dokąd”… Cóż po takim traktowaniu, nikt nie wrócił do nawołującego pilota… Muszę wspomnieć jeszcze o pewnym (nie tylko okazuje się moim) spostrzeżeniu…. A mianowicie, po klasztorze w Pożajściu oprowadzała nas Siostra, która z całego serca, mimo mrozu i chłodu chciała nam przekazać historię i legendy o klasztorze i ich życiu na co dzień… Ku mojemu i moich znajomych zdumieniu a właściwie rozżaleniu przekonałam się, jak p. Grzegorz Koziarski traktuje osoby, z którymi ma zaszczyt,…tak ma zaszczyt współpracować (bo Siostra – to człowiek historia, oaza spokoju i zaufania, a Jej wiedza była nieoceniona). Otóż, p. G. Koziarski w ramach umilenia nam powrotu zaproponował edukacyjny konkurs, w oparciu o ciekawostki zasłyszane i zapamiętane z wycieczki i odważył się zadać pytanie „Ile swoich zębów miała Siostra?” i sam na nie udzielił szybko odpowiedzi, „chyba żadnego”, co „ukwiecił” swoim gromkim śmiechem i co niestety spotkało się z aplauzem części „wybranej „ grupy. Dlatego w tym momencie już nic nie dodając i nie ujmując, uważam, że Polska Izba Turystyki powinna zadbać o kompetencje i rzetelność usług niektórych jej członków…
    • Gość: gość Zarobić na beatyfikacji IP: 193.0.116.* 21.03.11, 09:09
      .
      .!!!!!! Ostrzegam przed firmą DROGA – Grzegorz Koziarski !!!!!!!!!!!!!! Wrażenia z pięknego Wilna popsuł nam p. Grzegorz Koziarski – niegrzeczny i niekompetentny, traktujący turystów jak rekrutów, a nawet wrzeszczący na nich i odgrażający się na ulicy urojonymi konsekwencjami. Czym nasza grupa (15 osób!) tak się p. Koziarskiemu naraziła? Np. na pytanie turystki: „czy może pan przypomnieć program na dziś” – odpowiedział: „dostała pani wydrukowane!” Na pytania, o której skończy się zwiedzanie, co mamy na dziś jeszcze w programie – odpowiedź brzmiała: „dowie się pan w właściwym czasie”. Wycieczka została samowolnie skrócona, bo ktoś p. Koziarskiego o to poprosił. Nasze protesty nic nie dały. Usłyszeliśmy tylko wywrzeszczane: „ jak się nie podoba to obok jest dworzec kolejowy!” Zmieniono nam hotel bez słowa informacji – po prostu decyzja odgórna. Hotel być może był nawet lepszy, ale to przecież nie o to chodzi. Po wyjściu z muzeum karaimskiego skierowaliśmy się zgodnie z planem do restauracji i usłyszeliśmy za plecami wrzask: „E…a wy dokąd!” – bo p. Koziarski chciał najwidoczniej wkroczyć tam na czele grupy, a nie w jej ogonie… P. koziarski jeśli chodzi o organizację wycieczki reprezentuje paskudną zasadę, „wiem-ale nie powiem”. Opowiadania historyczne p. Koziarskiego (choć to podobno historyk!) bardzo stronnicze, okraszane nieustannie złośliwym chichotem. Wycieczka była cały czas pod znakiem „musimy się spieszyć, bo czasu nie mamy! Jednocześnie nieustannie były postoje na przydrożnych parkingach – może dlatego, że toaleta w autobusie była zamknięta na klucz… W tym nieustannym, pozornym pospiechu w drodze do miejsca rozstrzeliwań – Ponar, p. Koziarski cała drogę milczał. Po czym w Ponarach, gdzie stoi tylko kilka kamiennych pomniczków – wygłosił nad tymi pomniczkami niesamowicie długie przemówienie. Nigdy nie mieliśmy żadnych konfliktów ani problemów. Jesteśmy osobami wesołymi i zgodnymi. Tym razem mieliśmy p. Koziarskiego tak dość, że ostrzegamy innych, którzy chcą zwiedzać w spokoju i kulturze. Inna wycieczka w naszym hotelu miała pilota, którego im zazdrościliśmy – nieustannie informował ich przy posiłkach co przewiduje na dziś, wspomniał co widzieli wczoraj, pokazywał spacerem drogę z centrum Wilna do hotelu – a nam tylko dano do zrozumienia, że to bardzo daleko i lepiej wracać autokarem z p. Koziarskim. O tym, że tuz obok naszego hotelu jest fajny supermarket dowiedzieliśmy się dopiero po bardzo długo twającej utarczce słownej z p. Koziarskim, którego prosiliśmy (kilka osób po kolei!) o podjechanie po drodze do takiego sklepu… Na zakończenie p. Koziarski zrobił w autokarze żenujący konkurs wiedzy o Litwie okraszany nieustannie jego chichotem. A najbardziej skandaliczny był chamski i zupacki był wygłoszony przez mikrofon w autokarze „żart” p. Koziarskiego ze stanu uzębienia przemiłej siostry zakonnej, która bardzo pięknie i długo oprowadzała nas po klasztorze w Pożajściu. Omijajcie z daleka p. Koziarskiego, chyba że lubicie być traktowani niegrzecznie i pogardliwie!
    • Gość: turystka Zarobić na beatyfikacji IP: 193.0.116.* 21.03.11, 09:10
      Odradzam wszystkim podróze z biurem podrózy Droga Grzegorz Koziarski. Pojechaliśmy na Kziuki do Wilna, bo bardzo chcielismy je zobaczyć. Tzw. opieka polskiego pilota na najgorszym poziomie. Brak informacji dotyczących poruszania sie po mieście, zwlaszcza dla tych ktorzy byli tam po raz pierwszy. Nadmiar ogladanych kosciołow w ciagu jednego przedpołudnia przyrawił o zawrot głowy. Zgadzam sie co do joty z moimi przedmówcami. Na ostatek padły słowa : jak sie nie podoba to obok jest dworzec kolejowy. Na wielu wycieczkach byłam, ale nie spotkałam sie z takim brakiem kompetencji i szacunku dla klienta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka