saxegaard
29.09.07, 22:24
Zacznę od tego, że nie jestem emigrantem. Żyję tu w Polsce. Jednak
wbrew pozorom nie mam zamiaru pisać tutaj o tym jak to marzę o
wyjeździe do innego kraju. Nie mam zamiaru z prostego powodu - bo
wcale o tym nie marzę.
Czytając niektóre z napisanych tu wątków dziwi i uderza mnie w nich
jedna rzecz. Wielu z emigrantów pisze o kraju pozostawionym za
plecami w taki sposób, jakby był to kraj trzeciego świata co
najmniej. Że wszędzie brud, wszy i ubóstwo. Że po ulicach jeżdżą
tylko Duże Fiaty, że wszyscy piją, że wszędzie kolejki i wszyscy
wszystkim robią pod górkę. Że pracy nigdzie nie ma, a jak jest to za
marne 800 PLN i pracować trzeba 18 godzin na dobę. Że życie drogie,
ludzie się mało uśmiechają i w lodach na patyku czai się salmonella.
Mam zatem dziwne przeświadczenie, że albo zostawiliście kraj bardzo
dawno i nie wiecie jak dziś wygląda, albo piszecie tak po to, żeby
uspokoić ducha i sumienie w przeświadczeniu, że dobrze zrobiliście
uciekając stąd.
Od razu mówię - nie twierdzę, że jest tu różowo. Owszem - drogi
ch..owe, mentalność polska czasem wku..ająca, biurokracja, fatalny
rząd itd. Tą listę można zapełniać dalej, ale nie chce mi się teraz
na poczekaniu wymyślać.
Z waszych postów bije przeświadczenie, że ktoś kto wyjechał -
naprawdę doświadcza prawdziwego życia, zaś ci co zostali, to albo
ustawieni przez los szczęściarze, albo życiowi przegrańcy.
A ja się z tym nie zgadzam. Choć twierdzę, że w Polsce nie jest
kolorowo, to mimo wszystko na zycie tutaj nie narzekam. Mieszkam w
dosyć sporym mieście. Jestem pięć lat po studiach. Przez ten czas
dorobiłem się mieszkania, dobrej klasy samochodu, mogę sobie
pozwolić na świetne wakacje. Kiedy chcę - mogę sobie na weekend
pojechać/polecieć do jakiegoś fajnego miasta w Europie na weekend i
się pobawić. Mogę realizować swoje (całkiem kosztowne)
zainteresowania. Pracuję w dużej firmie, w swietnej atmosferze,
robię to co lubię. Nie piszę tego po to, żeby się chwalić. Nie
jestem na żadnym wysokim stanowisku, nie dorobiłem się niczego
dzięki plecom i nikomu nie musiałem w życiu dawać w łapę. Nie
zarabiam jakichś kokosów. Moi rodzice do zamożnych nigdy nie
należeli. Do wszystkiego doszedłem sam. Nie musiałem wyjeżdżać do
Irlandii/UK/US czy gdziekolwiek indziej. Paru moich znajomych
wyjechało. I co? Większość z nich doszła do podobnego statusu, jaki
ja mam tutaj, tyle, że tyrając na zmywakach, albo na okienkach w
McDonaldzie. Część z nich żyje z dnia na dzień odkładając funty do
słoika, inni nie oszczędzają, ale w zasadzie ich życie nie różni się
wiele od mojego.
Żeby nie było - wiem jak wygląda życie w innym kraju. Bywałem tu i
ówdzie. Wiem jak żyją Niemcy, Austriacy, Włosi. Jasne, że tam
czyściej, że autostrady, że mądrzej, że życie łatwiejsze. Ale tu
jest mi dobrze i tu jestem u siebie.
Dlatego też zastanawiam się skąd pochodzą i gdzie się tak
doświadczyli ci emigranci, którzy piszą, że Polska to jeden wielki
syf i życie tutaj urąga godności białego człowieka.