nijaki20
01.06.09, 15:09
Takiego bestialstwa trudno szukac w innych krajach ...
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,97659,6665838,Cena_repa.html
"Pierwsza była Dorota. Często mówiła, że nie chce chodzić z
pieniędzmi po melinach ...
Tego wieczora Paweł W. zdjął z palców Doroty cztery pierścionki i
zaniósł je do lombardu przy ul. Narutowicza (róg Piotrkowskiej).
Musiał minąć po drodze kilka śmierdzących podwórek, bo w tej części
ulicy Nawrot, gdzie mieszkał, nie było kasyna, ale rozpadające się
rudery i opustoszały bazar.
W lombardzie dostał za pierścionki 140 zł. Były warte prawie 2,5
tys., ale Paweł nie mógł ich zdjąć inaczej z martwych palców Doroty,
jak tylko cążkami. Ręce kobiety, ukryte poprzedniego dnia w wersalce
pokoju Pawła, napuchły od letniego gorąca.
Matka, która codziennie przynosiła synowi na śniadanie kanapki, w
końcu poczuła odór. Zaniepokoiła się.
- Chodź ze mną na komendę - powiedział jej wreszcie. Policjant Jacek
Pietrzykowski zeznał potem, że coś z nim (Pawłem W.) było nie tak.
Nad wyraz spokojny mówił, że zabił kobietę tak, jakby kroił chleb.
Kiedy zamknął za Dorotą drzwi, wziął do ręki nóż do chleba, i
chwytając ją za głowę od tyłu poderżnął jej gardło. Kobieta nie
miała szans, ale nie chciała dać za wygraną. Ugryzła go w palec, aż
polała się krew. Dlatego, gdy upadła, Paweł wziął siekierę i
zmasakrował jej twarz."