zlakobieta
16.05.02, 16:00
Dostalam to dzisiaj mailem.
Piekne :)))
Powiedzmy, ze facetowi imieniem Roger podoba sie kobieta... Nazwijmy ja
Elaine. Zaprasza ja do kina; ona sie zgadza; spedzaja razem mily wieczór.
Kilka dni pózniej proponuje jej obiad w restauracji i znów oboje sa
zadowoleni. Zaczynaja sie spotykac regularnie i zadne z nich nie widuje sie
z nikim innym.
Az któregos wieczoru w samochodzie, Elaine zauwaza:
"A wiesz, ze dzis mija dokladnie szesc miesiecy odkad sie spotykamy?"
W samochodzie zapada cisza. Dla Elaine wydaje sie ona strasznie glosna.
Dziewczyna mysli:
"Kurcze, moze nie powinnam byla tego mówic. Moze on nie czuje sie dobrze w
naszym zwiazku. Moze sadzi, ze próbuje na nim wymusic jakies zobowiazania,
których on nie chce, albo na które nie jest jeszcze gotowy."
A Roger mysli: "O rany. Szesc miesiecy".
Elaine mysli: "Ale zaraz, ja sama nie jestem pewna, czy chce takiego
zwiazku. Czasami chcialabym miec wiecej przestrzeni, wiecej czasu, zebym
mogla przemyslec, co chce dalej zrobic z tym zwiazkiem. Czy ja naprawde
chce, zebysmy posuwali sie dalej...? W zasadzie... do czego my dazymy? Czy
tylko bedziemy sie nadal spotykac na tym poziomie intymnosci? Czy moze
zmierzamy ku malzenstwu? Ku dzieciom? Ku spedzeniu ze soba calego zycia?
Czy ja jestem juz na to gotowa?
Czy ja go wlasciwie w ogóle znam?"
A Roger mysli: "... czyli... to byl... zobaczmy... czerwiec, kiedy
zaczelismy sie umawiac, zaraz po tym, jak odebralem ten samochód, a to
znaczy... spójrzmy na licznik... Cholera, juz dawno powinienem zmienic
olej!"
A Elaine mysli: "Jest zmartwiony. Widze to po jego minie. Moze to jest
zupelnie inaczej? Moze on oczekuje czegos wiecej - wiekszej intymnosci,
wiekszego zaangazowania... Moze on wyczul - jeszcze zanim sama to sobie
uswiadomilam - moja rezerwe. Tak, to musi byc to. To dlatego on tak
niechetnie mówi o swoich uczuciach. Boi sie odrzucenia."
A Roger mysli: "I musza jeszcze raz sprawdzic pasek klinowy. Cokolwiek te
balwany z warsztatu mówia, on nadal nie dziala dobrze. I niech nie próbuja
tego zwalac na mrozy. Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik brzmi jak
stara smieciarka! I jeszcze zaplacilem tym
niekompetentnym zlodziejom 600$."
A Elaine mysli:
"Jest zly. Nie winie go. Tez bym byla na jego miejscu. Czuje sie taka winna,
kazac mu przez to przechodzic, ale nic nie poradze
na to, co czuje. Po prostu nie jestem pewna..."
A Roger mysli:
"Pewnie powiedza, ze gwarancja jest tylko na 90 dni. To wlasnie powiedza,
szczury."
A Elaine mysli: "Moze jestem po prostu idealistka, czekajaca na rycerza na
bialym koniu, kiedy siedze obok wspanialego mezczyzny, mezczyzny, z którym
lubie byc, na którym naprawde mi zalezy, któremu chyba takze zalezy na mnie.
Mezczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej, dziecinnej,
romantycznej fantazji."
A Roger mysli:
"Gwarancja! Ja im dam gwarancje! Powiem, zeby ja sobie wsadzili w..."
* Roger - odzywa sie Elaine.
* Co? - pyta Roger, wyrwany niespodziewanie z zamyslenia.
* Prosze, nie drecz sie tak - kontynuuje Elaine, a jej oczy zaczynaja
napelniac sie lzami - Moze nigdy nie powinnam... Czuje sie tak... (zalamuje
sie i zaczyna szlochac)
* Co? - dopytuje sie Roger.
* Jestem taka glupia... Wiem, ze nie ma rycerza. Naprawde wiem.
* To glupie. Nie ma rycerza i nie ma konia.
* Nie ma konia?
* Myslisz, ze jestem glupia, prawda? - pyta Elaine.
* Nie! - odpowiada Roger, szczesliwy, ze wreszcie zna prawidlowa odpowiedz.
* Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuje troche czasu...
* (nastepuje 15-sekundowa cisza, podczas której Roger, myslac najszybciej
jak potrafi, próbuje znalezc bezpieczna odpowiedz. W koncu trafia na jedna,
która wydaje mu sie niezla)
* Tak - mówi.
* Elaine, gleboko wzruszona, dotyka jego dloni.
* Och, Roger, naprawde tak czujesz? - pyta.
* Jak? - odpowiada pytaniem Roger.
* No, o tym czasie... - wyjasnia Elaine.
* Och... Tak.
* (Elaine odwraca sie ku niemu i patrzy mu gleboko w oczy, sprawiajac, ze
Roger zaczyna sie czuc bardzo nieswojo i obawiac, co tez ona moze teraz
powiedziec, zwlaszcza, jesli to dotyczy konia. W koncu Elaine przemawia)
* Dziekuje ci, Roger.
* To ja dziekuje - odpowiada mezczyzna.
Potem odwozi ja do domu, gdzie rozdarta, umeczona dusza chlipie w poduszke
az do switu, podczas gdy Roger wraca do siebie, otwiera paczke chipsów,
wlacza telewizor i natychmiast pochlania go powtórka meczu
tenisowego miedzy dwoma Czechami, o których nigdy wczesniej nie slyszal.
* Cichy glosik w jego glowie podpowiada mu, ze w samochodzie wydarzylo sie
dzis cos waznego, ale Roger jest pewny, ze nigdy nie zrozumie co, wiec
stwierdza, ze lepiej wcale o tym nie myslec (te sama taktyke stosuje w
stosunku do glodu na swiecie).
* Nastepnego dnia Elaine zadzwoni do swej najblizszej przyjaciólki, moze do
dwóch i przez szesc godzin beda omawiac te sytuacje. Drobiazgowo zanalizuja
wszystko, co ona powiedziala i wszystko, co on powiedzial, po raz pierwszy,
drugi i n-ty, interpretujac kazde slowo, kazda mine i kazdy gest, szukajac
niuansów znaczen, rozwazajac kazda mozliwosc... Beda o tym
dyskutowac, przez tygodnie, moze przez miesiace, nie osiagajac zadnej
konkluzji, ale takze wcale sie tym nie nudzac.
* W tym samym czasie, Roger, grajac w golfa ze wspólnym przyjacielem jego i
Elaine, zatrzyma sie na chwile przed uderzeniem, zastanowi i zapyta:
* Norman, nie wiesz, czy Elaine kiedys miala konia?