darek781
22.07.09, 12:14
Ja to mam kurde poważny problem, który trzeba jakoś rozwiązać. Sprawa przedstawia się następująco. 3 lata temu musiałem się przeprowadzić do innego miasta, gdyż dostałem pracę. W związku z tym moi rodzice przeżyli to bardzo, gdyż jestem ich jedynym dzieckiem. Po roku poznałem w pracy kobietę, w której się zakochałem. Rodzice stwierdzili, że to błąd, że romans jest zły i że nie mam racji bo oni dłużej ode mnie żyją na świecie i że dałem się złapać i zachowuję się jak baba. Pewnie może mają, może w moim 30 letnim życiu za mało widziałem...
Nie mniej jednak związek trwa dalej, zamierzamy się pobrać. I po tej wiadomości w moich rodziców wstąpiła nieopisana złość. Faktem jest, że część spraw załatwiłem bez konsultacji z nimi (i część awantury wynikła przez to, gdyż mówią, że wesele planuje się, że powinni poznać dobrze rodziców spotkać się kilka razy itp. Wiem że rodzice mojej przyszłej małżonki są normalnymi ludźmi). Moi rodzice mówią cały czas, że się nie rozejrzałem, że dałem się złapać. Moja mama nie może zrozumieć, że nie bierzemy ślubu kościelnego, gdyż moja partnerka jest osoba niewierzącą (ja odpowiedziałem, że nie można nikomu nakazywać niczego, a namawianie kogoś to czynności, której się nie pragnie jest niestosowne, zwłaszcza, że poglądy, system wartości są sferą, którą należy szanować). Dodatkowo oliwy do ognia dolewa fakt, że moja przyszła małżonka jest wegetarianką, i czasem mówi, że można by zmieć nawyki żywieniowe, choć z radością patrzy jak pałaszuję kanapki z łososia, czy jakieś mieso.
Tato powiedział najogólniej mówiąc, że moja przyszła małżonka jest do niczego, że jest kontrolerem. (Jest raczej trochę na odwrót, bo to ja jestem trochę zazdrosny), że nasz związek się rozpadnie bo znajoma kabalistka tak wywróżyła mamie. Sytuację komplikuje jeszcze jedna sprawa. Mój tato jest chory na nowotwór i moja mama musi wyjeżdżać dość często i na długo do pracy za granicę żeby zarobić na leczenie taty. Przez to trochę mamy ograniczony kontakt. Z drugiej strony, każda moja rozmowa kończy się kłótnią (fakt jestem uparty i lubię stawiać na swoim, ale ostatnio mnie to męczy i denerwuje, przez co nakręcam się bardziej). Zdaję sobie sprawę, że tato wymaga opieki, a ja nie jestem w stanie poświęcić mu odpowiedniej ilości czasu.
Tak mniej więcej wygląda moja sytuacja.