Witajcie
Dziś około godziny 15 miną dokładnie 2 lata od momentu gdy mój mały ssak przyssał się pierwszy raz, jeszcze na sali porodowej
Nie będę udawała, ze to dwa lata przyjemnego karmienia bez problemów. Jestem z siebie dumna, ze tyle staczyło mi do tej pory cierpliwości, by dawać mleko mojej małej alergiczce. Sporo wyrzeczeń mnie to kosztowało i kosztuje.
Wiem, że moje mleko oprócz kalorii dostarcza jeszcze cennych przeciwciał i wierzę, że chroni w jakiś tam sposób przed kolejnymi alergiami. Dlatego chciałabym nadal karmić, aż córeczka sama zrezygnuje. Ale coraz bardziej męczy mnie wciąż jeszcze duża częstotliwość karmień (3-6 w ciągu dnia + przymajmniej 2-3razy w nocy). Było już tych ssań mniej, zwłaszcza nocnych, ale wychodzą piątki i znowu się zaczęło. Mam ochotę w październiku oduczyć karmień nocnych, choć obawiam, się że będzie to dla nas wszystkich (w domu) dość bolesne - tak wnioskuje po reakcji na obecne delikatne próby odmowy. Ale nie wiem, czy nie bedzie tak lepiej, bo moje psychiczne zmęczenie nocnym karmieniem tak dużego dziecka osiągnęło już taki poziom, że powoduje frustrcję odbijającą się na moich relacjach z dzieckiem (zmęczenie, nerwowość). Czas pokaże jak to będzie.
Tymczasem dziękuję Wam, za dyskusje na forum, wspólne podnoszenie na duchu i przypominanie (mi) jak wiele dla naszych dzieci znaczy karmienie.