dziecko ma 9 miesięcy, ale pytam tu, bo to bardziej jest pytanie o przyszłość.
Zastanawiam się jak się zmniejsza laktacja w miarę rozszerzania diety. Dopiero od miesiąca moje dziecko coś innego je, wcześniej próbowałam BLW, ale nic nie był w stanie połknąć. Koło 8 miesiąca spróbowałam słoiczków i od pierwszego kopa mały zaczął szamać aż miło. W tej chwili je rano pierś na śniadanie, pół słoiczka 130g deserku na drugie śniadanie, potem pierś, pierś, słoiczek 130g zupy na obiad i pierś na kolację. W międzyczasie pierś bez ograniczeń, do zasypiania itp. Wody nie umie pić, próbowałam z kubeczka to zaciąga wodę na wdechu i się krztusi, niekapek gryzie zamiast pić albo też zaciąga na wdechu, butelki nie chcę wprowadzać.
No i teraz pytanie, czy laktacja się utrzyma nawet jak będę karmić tylko rano i wieczorem (w nocy nie je odkąd skończył 3 miesiące)? Po prostu mam karmić i niczym się nie przejmować? Czy mleko może samo zaniknąć nawet jak dziecko będzie ssać 2 razy dziennie? Czy istnieje coś takiego jak minimalna liczba karmień żeby utrzymać laktację?
Ile dziecko może wytrzymać bez picia bez szkody? Planuję małego dać do żłobka na początek na 2-3 godziny dziennie, ale potem już na 8-9, czy muszę wprowadzić butelkę żeby pił wodę albo musi się nauczyć do tej pory pić z kubka? Strasznie się boję mu dawać ten kupek do trenowania, bo wygląda to masakrycznie jak się tak krztusi

Próbowałam mu dać słomkę to ją gryzie, nie wie o co chodzi, próbowałam dawać łyżeczką to wypluwa tą wodę...